poniedziałek, 29 października 2012

Ale wkoło jest fajowo!

Nie ma to, jak opis dobrej afery. Poczytność rośnie gwałtownie a i wrogów przybywa. Wówczas wiadomo, że czas na pisanie posta nie został zmarnowany a Państwo radości mają czytając. I o to chodzi, o to chodzi!

Dzisiaj na ten przykład moje oczęta widziały dyrektora „Arkadii”, który przedstawił na konkursie – ubiegając się o to stanowisko powiązane z dyrektorską pensją – nie dość, że nie własną koncepcję funkcjonowania palcówki, to jeszcze żadnej koncepcji w rzekomej koncepcji i Państwo, i ja, stwierdzić nie mogliśmy.

Nie powiem, żeby dyrektor Tomasz Krysiak moim widokiem ucieszył. Zignorował moją obecność, podobnie jak zignorował samodzielną pracę nad „Koncepcją” i starostę, jako przewodniczącego komisji konkursowej. Jak więc Państwo widzicie, ja i starosta Wołowicz w tej sytuacji na jednym „wózku jedziemy”. Rzadka to rzecz!

Oczywiście, nie mam za złe dyrektorowi „Arkadii”, iż raczył mnie nie zauważyć z 1 metra, bo wszak niedługo się okaże, że to Kanalia jest winna tego, iż Tomasz Krysiak ukradł „Koncepcję”, wygrał konkurs na jej podstawie a Kanalia była przewodniczącym komisji konkursowej. Starosta Wołowicz natomiast, jako taki, raczej bezbarwny i nijaki, nie miał w tym żadnego udziału. W zasadzie tradycja w naszym powiatowym samorządzie jest taka, że winien jest każdy tylko nie ci, co rządzą. Z określeniem „rządzą” przesadziłem. Słowem absolutnie adekwatnym do sytuacji, jaką mamy jest określenie „mają etaty i pensje.” I w tym przypadku realizowane jest w praktyce stwierdzenie laureata nagrody Nobla – Stigliza, że mamy do czynienia z prywatyzacją zysków (pensje) i uspołecznieniem strat (odszkodowanie dla „Chemeko”).

Na internetowej stronie powiatu ukazało się ogłoszenie o rozpisaniu dwóch konkursów. Jeden dotyczy obsady stanowiska naczelnika wydziału komunikacji a drugi dyrektora Powiatowego Zarządu Dróg.

Stanowisko pierwsze wakuje od czasu, gdy były naczelnik tegoż wydziału został wiceburmistrzem naszej gminy. Wówczas nadzór nad tym wydziałem przejął wicestarosta Paweł Niedźwiedź. Osoby Dorze zorientowane w pokrętnych niczym makaron świderki stosunkach wewnątrz koalicyjnych twierdza, że jeden z koalicyjnych radnych forował na wakujące stanowisko osobę mocno z sobą spokrewnioną. Do nominacji a więc skandalu z takim namaszczeniem związanego na razie nie doszło.

W przypadku drugiego konkursu, czyli na stanowisko dyrektora PZD, jest to drugie podejście do jego obsady. Od kilku dobrych lat pełniącym obowiązki tej jednostki jest Andrzej Łaszewski. Jeszcze za rządów Beaty Pony rozpisano konkurs, ogłoszono nazwisko zwycięskiego kandydata, ale okazało się, że stanowisko dyrektora PZD przestało mu się podobać i kandydat nie podpisał umowy o pracę.

Z drugiej strony dziwić musi mnożenie kosztów w PZD. Na utrzymanie dróg powiatowych mamy 1,2 mln zł, bo obecna koalicja obcięła budżet tej jednostki a poszukuje się dyrektora. Na chuj? – pytam z wrodzoną grzecznością?! Wszak, to jeszcze jedna gęba do wyżywienia a powiatowa spiżarnia pustkami zieje.

Ciekawe jest też i to, iż w ogłoszonych w piątek warunkach konkursowych nie ma słowem, iż kandydat ma przedstawić „koncepcję” pracy na stanowisku, o które będzie się ubiegał. Ale jaka „Koncepcja” może towarzyszyć wyborowi na stanowisko dyrektora PZD w sytuacji, gdy ścina się pieniądze na drogi do bólu? Racjonalnej odpowiedzi na to pytanie nie znajdziemy.

Z drugiej strony żal, że nie będzie nowych „Koncepcji”. Zawsze to mogłaby się okazać lekturą pasjonującą i w wzbudzające pożądanie – bardzo zdrowe zresztą! – poszukiwania źródeł natchnienia. Z drugiej strony natomiast ciekawe jest, jak rozliczy się kandydata z tego, co naobiecuje. Z wielkim zaciekawieniem oczekuję natomiast podania do publicznej wiadomości składu komisji konkursowej. Ta moja ciekawość wykaz tego, iż uświadomiłem sobie ostatni, że starosta Wołowicz nie brał udziału w dwóch bardzo poważnych konkursach. Mówię tu o konkursach na dyrektorów Zespołu Szkół oraz Powiatowego Centrum Doskonalenia Nauczycieli.

W pierwszym przypadku mamy do czynienia z największą placówka oświatową na terenie naszego powiatu. W tym konkursie starosta nie uczestniczył podobnie, jak w drugim przypadku, gdzie pracuje 29 osób. Pofatygował się jednak na konkurs do jednostki, gdzie zatrudnionych jest osób 6. Taka widać jest gradacja ważności placówek w oczach starosty. No, przewodniczył nieszczęsny komisji, która została wystrugana, jak marchewka przez Tomasza Krysiaka.

Coś nie tak jest również z pamięcią niektórych mieszkańców naszej lokalnej społeczności. Porzucają rowery! No, może i nie są one wielkiej urody i pierwszej młodości, ale zawsze należy pamiętać, że taki rower – w przeciwieństwie do większości naszych lokalnych polityków – może mieć duszę i sumienie. A tu proszę, w środku miasta, na bezpłatnym parkingi tkwi rower – sierota! Porzucony i zapomniany przez właściciela. 

A może rower ten cierpi z zimna? A może tęskni za odrobiną ciepła w piwnicy lub komórce jakowejś? A bezwzględny właściciel zadaje mu męki na śniegu i mroźnym wietrze. Proszę spojrzeć, jak z dętki uszła moc życiowa roweru! 

Czy Państwa nie wzrusza ten widok?! Chociaż kocykiem okryć by należało wysłużone biedactwo! Sąsiedzi – którzy wiedzą kto na czym siedzi – twierdzą, że osierocony rower stoi tam od kilku tygodni i zajmuje fragment parkingu, gdzie śmiało mógłby zaparkować samochód. A w centrum miasta miejsc parkingowych brak, pomimo starań włodarzy gminy. Być może odpowiednie służby ustaliłyby kto jest właścicielem wysłużonego pojazdu i zobligowały go do usunięcia drobiazgu na rzecz czegoś większego? Wszak służbach gminnych niedźwiedzie nie są zatrudnione więc skąd zimowy letarg?

Na tejże posesji dzieją się i takie cuda, że jest bramka, którą można sobie skrócić drogę, ale nie otwiera się ona w sposób przystępny dla potencjalnych amatorów skrótu. Bo ktoś zrobił nasyp, by uniemożliwić jej pełne rozwarcie. Za furtką czai się druga przeszkoda, czyli przewód, To mi wygląda na umyślną/nieumyślną garotę. A służby nie reagują na to, pomimo interwencji.

Jedna z mieszkanek naszego miasta ma tam garaż. Jakiś troll wciąż wyciąga jej rurę spustową. Zabawa trwa od dłuższego czasu i panią przestała bawić. 

Nie bawi już tej pani również taki taki fakt, iż do jej garażu przylega ogrodzenie przylegające całkowicie bezprawnie do garażowego budynku. I pomimo próśb i apeli tkwi ono niczym czyrak w wiadomym miejscu, chociaż absolutnie tkwić nie powinno. I tak starania tej pani o zmianę sytuacji na jej posesji trwają od wiosny, ale bez skutku, bo kogoś problem tu przerasta. 
Z kolei jeden z właścicieli sklepu przy A. Krajowej bez skutku stara się o to, by latarnia przed jego sklepem w końcu zaczęła działać. Najwyższy czynnik w gminie zapewnił tegoż mieszkańca miesiąc temu, iż  rozumie potrzebę uruchomienia latarni. Najwyższy Sprawczy Czynnik zapewnił, ale odpowiedzialny urzędnik podległy temuż Czynnikowi Sprawczemu nie wierzy właścicielowi sklepu, pomimo, iż ten nie był nigdy karany sądownie za krzywe zeznania. Pod sklepem ciemno, że aż prosi się machnąć kogoś w ryj, właściciel sklepu traci na obrotach a urzędnik na poborach nie. Ot, proza życia.

Atak zimy zebrał pierwsze ofiary. Pomarzły kwiaty wystawione na zewnątrz Zespołu Szkół w Górze. Zapewniam Państwa jednak, że dyrekcja szkoły nie zamarzła. Zresztą, co tam kwiaty! Najważniejsze, by Zarząd Powiatu nam nie zamarzł, bo drugiego takiego nie znajdziemy. Pamiętam taki znak jakości „Q”, który jak ulał pasuje do naszego Zarządu. Raz kupiłem – z 30 lat temu – lodówkę („Szron” chyba się nazywała) opatrzona tym wyjątkowym znakiem jakości. Jak ona pięknie gotowała!