Translate

wtorek, 18 listopada 2014

Wciąż nieoficjalne wyniki wyborów do Rady Powiatu



Z listy PiS:
Kazimierz Bogucki (Góra),
Mirosław Żłobiński (Góra),
Marek Zagrobelny (okręg wyborczy Jemielno - Niechlów),
Jan Przybylski (Wąsosz),

Z listy PO:
Krzysztof Mielczarek (okręg wyborczy Jemielno – Niechlów)
Paweł Niedźwiedź (Wąsosz),
Marek Biernacki (Góra),
Andrzej Wałęga (Góra),
Piotr Wołowicz (Góra),
Irena Krzyszkiewicz (Góra)
(zrezygnuje z mandatu radnej powiatowej, bo od początku nie miała najmniejszego zamiaru być radną; startowała do powiatu w ramach akcji: „Zanęta dla leszczy”, by uzbierać nieco głosów dla kandydatów z Platformy, rzekomo Obywatelskiej, takiej gównianej partii; mandat obejmie Ryszard Wawer).

Z listy PSL:
Jan Rewers (Góra),
Ryszard Pietrowiak (okręg wyborczy Jemielno – Niechlów),

Z listy SLD:
Grzegorz Trojanek (Góra),

Z listy Forum 2014 Wąsosz:
Zbigniew Stuczyk
(zrezygnuje z mandatu radnego powiatowego, gdyż jako burmistrz nie może pełnić tej funkcji, a na jego miejsce radną powiatową zostanie Marlena Grabarz).

Z listy Regionalnego Centrum Niezależnych:
Teresa Frączkiewicz (Góra).

sobota, 15 listopada 2014

Opis sytuacji


Szanowni Państwo; przedstawiam Państwu dokument, który wpłynął do UMiG związany z odszkodowaniem w sprawie przebudowy naszego basenu. Historia po krótce wygląda tak. Budowa była ubezpieczona, ale jak zapoznacie się Państwo to łatrwo wyciągniecie wniosek, iż mało skuteczny. Oto bowiem ubezpieczyciel UNIQA odmawia naszej gminie wypłaty odszkodowania w kwocie 179 807,07 zł. , o które wystąpiła do ubezpieczyciela gmina. Okazuje się jednak, że umowa z ubezpieczycielem, którą zawarła gmina, była delikatnie mówiąc nieco niedopracowana. Z odpowiedzi ubezpieczyciela wynika jasno, że umowa była nieco niedopracowana ze strony gminy, gdyż nie zawierała opcji mówiącej o naliczeniu kar umownych w przypadku odstąpienia gminy od umowy.

Szanowni Państwo; mamy do czynienia z niebywałym skandalem kompentecyjnym. Niechlujstwo, które adekwatnie do zaistniałej sytuacji można nazwać burdelem, odbije się nam wszystkim głęboką czkawką, ze szczególnym uwzględnieniem kieszeni podatników. Burdel związany z przebudową basenu jest klasycznym przykładem niekompetencji urzędników, ale pamiętajmy iż nad wszystkim czuwa niestrudzone, wiecznie otwarte oko Pani Burmistrz. Ona, niczym rzymska matrona czuwa nad tym, by ten burdel nie ujrzał światła dziennego. Ale niestety jest wredna Kanalia, która kretynizmowi, głupocie, byle jakości mówi stanowcze nie! I dlatego oglądają Państwo ten dokument, który jest wyrazem mojego osobistego poparcia dla Pani burmistrz. Czytajmy, uczmy się, kochajmy, bo życie to nie jest bajka. To po prostu pieniądze podatnika, a więc nie Pani burmistrz. Zabulimy za ten basen wszyscy.


piątek, 14 listopada 2014

Manifest wyborczy


W niedzielę większość z Państwa uda się do urn wyborczych. Każdy z Państwa mógł będzie postawić cztery krzyżyki, bo obdarzyć swoim zaufaniem wybranych kandydatów. Muszę jednak Państwu szczerze powiedzieć, że Państwa krzyżyczki, stawiane często bez znajomości ludzi, przyprawiały mnie o palpitacje serca.

Weźmy taką listę „Razem dla powiatu”. Na tej liście znajdziemy wielce czcigodne nazwisko Ireny Krzyszkiewicz. Po jaką cholerę Irena Krzyszkiewicz idzie do powiatu!? Odpowiedź jest prosta. I. Krzyszkiewicz do żadnego powiatu się nie wybiera. Ona ciągnie za sobą zgraję nierobów, beztalenci, kompletnych amatorów, dupków jednym słowem, którzy nie sprawdzili się samorządzie. Owe dupki żołędne to: Irena Krzyszkiewicz (nie dupek, lecz zanęta), Piotr Wołowicz (nieszczęście absolutne – JAK WY MI GO KURWA WYBIERZECIE TO JA BLOGA ZAMKNĘ),



Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki (groził mi procesem sądowym twierdząc, że nigdy nie mówił, że „wyborcy mogą nas w dupę pocałować”, pozwu nie powąchałem), Piotr Iskra (mąż żony Agnieszki zatrudnionej w górowski starostwie) oraz twórczyni kultury górowskiej, jeszcze przed powstaniem Góry, córka Popiela i Myszeidy – Danuta Piwowarka-Berus, od której to w Polsce rozpoczął się rozwój kultury. Ale przez „ó”.

Te typy na kartce wyborczej oznaczonej numerem 14 radzę omijać Państwu z daleka. Nie żeby zaraz pluć, ale delikatnie i z widocznym obrzydzeniem na twarzy listę ową pomijać. Bo co w praktyce będzie znaczyło oddanie głosu na listę nr 14?

Będzie to wyraz Państwa poparcia dla sprzedaży szpitala, nieudolności w zarządzaniu starostwem, zwiększeniu się ilości dziur w jezdniach, zamknięciu aptek w nocy, bo wtedy są niedochodowe, lipie w oświacie, tolerancji dla różnych przekrętów jak np. żwirownia w Sicinach, zasmrodzenia Włodkowa Dolnego oraz różnych platformerskich pierdół.

Proszę nie zapomnieć, że „Razem dla powiatu” to zakamuflowani członkowie Platformy Obywatelskiej, którzy niczym sycylijska mafia, zmienili szyld i udają że są tym, czym nie są. A jest to opcja całkowicie upartyjniona, której dowodzi znany powszechnie chuligan z lotniska frankfurckiego Jacek Protasiewicz. Jaki chuligan taka banda.

Popatrzmy na inny przykład. Mamy kolejne nieszczęście pchające się do powiatu. Taki nikomu nieznany, człowieczek z nieznanego wymiaru – Dariusz Wołowicz.

Co można powiedzieć o tym człowieku? Krótko mówiąc to kafelka w podłodze jest bardziej wyraźna. Pani burmistrz mogłaby Państwu co nieco powiedzieć o jego kafelkarskich zasługach w górowskim OKF. Przypomnę tylko, że w jego szafie wisi całkiem nowy, raz wykorzystany garnitur, kiedy to zapragnął samorządowy bałwanek zostań przewodniczącym rady. W tym garniturze życzyłbym sobie by był pochowany w wyborczej trumnie.

Ahh, nasz niezastąpiony Edward Szendryk. On jest jak kombajn wielofunkcyjny. Młóci, goli i pierdoli.


Oooo! Mignęło mi nazwisko Andrzeja Rogali. Nasz znakomity wiceburmistrz. Nazwisko to – gdy Państwo prześledzą strony internetowe urzędu i starostwa – spotyka się dość często. Powiedzieć można, że rodzina jest na samorządowym garnuszku. Do dzisiaj okoliczności mianowania Andrzeja Rogali na wiceburmistrza są niewyjaśnione, ale panuje powszechne przekonanie, że on jest niematerialnym dodatkiem do garderoby Ireny Krzyszkiewicz. Raz robi za kwiatek, drugi raz za kokardkę, trzeci raz za podwiązkę, a czwarty za „podcipnik”. Także jak Państwo widzą funkcja jest odpowiedzialna i mało wdzięczna.

„Generał Gaśnica”, mowa oczywiście o Arkadiuszu Szuperze, który też znalazł się na papuciowej liście Ireny Krzyszkiewicz. „Generał Gaśnica” (w chwili obecnej w radze brygadiera) podobno liczy, że zostanie Marszałkiem Wszystkich Gaśnic Krajowych i nadgaśniczym w  Belwederze. Podobno przygotował już projekt uchwały, na mocy której nazwa ulicy na której mieszka ulegnie zmianie na ulicę Aroniowej, sfermentowanej.
Podobno opracował nowy typ gaśnicy typu „Blond Irena”, która reagowała będzie już na każdy inny kolor włosów niż blond. Choćby był farbowany, bo wiadomo, że Irena od  dzieciństwa była ruda i piegowata, tak ja radny Biernacki, który jest z nią spokrewniony, który też był rudy, piegowaty i jeszcze bardziej wredny od Ireny (szczał bez ostrzeżenia na kolana).

Oczywiście taka lista wymaga odrobiny wazeliny. Geniusz naszej pani burmistrz dostrzegł tę potrzebę i otóż znajdujemy na liście znakomitość. Wszyscy, którzy czytają ten post proszeni są o klękniecie, bo mowa będzie o wielkim Bronisławie Barnie. Już sama myśl o tym, że któryś z cmentarzy nie nosi jego imienia doprowadza mnie do szału. Bronisław Barna zasługuje na coś więcej. Bronisław Barna zasługuje na nazwanie skrzyżowania, ba!, obwodnicy swoim szlachetnym nazwiskiem. Pomińmy ten drobiazg, że był milicjantem. Pomińmy też to, że kiedy wychodzi z mieszkania na ul. Słowackiego to jego brzuch sięga ulicy Konopnickiej. Bez Bronisława Barny lista pani burmistrz byłaby niekompletna. On bowiem jest tą wazeliną, która pozwala tej liście wcisnąć się w najgłębsze zakamarki wiadomo czego. Podobno powstała inicjatywa obywatelska na ul. Słowackiego, której celem jest zmiany nazwiska Barny na Czopek. Podobno pani burmistrz jest szczęśliwa i twierdzi, że to właściwe nazwisko dla tego typu typa.

Ahh, weźmy też taki okaz. Emerytowany policjant Stanisław Borawski, brat wciąż niedocenianego Ryszarda, który w swej ulotce wyborczej zapowiada nam przyrost naturalny z własnym udziałem – będzie budował żłobki. Słusznie drogi Ryszardzie. Jakoś trzeba zabić tę nudę. Ale jego brat Stanisław niestety do samorządu nie dorósł.  Kandydat wciąż się zastanawia, w której ręce trzyma się nóż, a w której widelec. O obiad Rysiu niepostawiony. Brata nie nakarmiłeś.


I tak pokrótce wyglądaj te przedwyborcze memy. I robi się śmiesznie i groźnie, bo istnieje obawa, że dużej grupie palantów uda się dostać do samorządu. Państwo, czyli Czytelnicy, najpewniej mają to gdzieś, ale to mi – Waszej Kanalii – przyjdzie się ścierać z idiotami. Z szacunku dla mnie, dlatego o czym Państwa informowałem, ja bardzo proszę – ciąć palantów. Ja swoje lata mam i mogę tego nie wytrzymać. A internet beze mnie będzie raczej pusty.

czwartek, 13 listopada 2014

Głupota na wybiegu

Podczas debaty kandydatów na burmistrzów w radiu „elka” poruszono tez sprawę bardzo ważnej inwestycji, jaką udało się ostatnimi czasy zrealizować w naszym mieście. Jest to inwestycja o niezwyklej doniosłości i stanowi ona realizację marzeń wielu pokoleń górowian. Mowa tu o wybiegu dla psów, który za niespełna 20 tys. zł (w zasadzie psi pieniądz!) wybudowano na Os. K. Wielkiego.

Liczne pokolenia górowian śniły i marzyły o tej inwestycji. Jednak kołdra finansowa była wciąż zbyt krótka. Dopiero teraz, w okresie niebywałego rozkwitu gospodarczego naszej gminy, ery powszechnej szczęśliwości i radości, przy pomocy geniuszu naszej ukochanej pani burmistrz – Ireny Krzyszkiewicz, udało się zrealizować te marzenie.

„Geniuszu! Ty nad poziomy wzlatasz,
Wybiegi psom fundujesz!”

Mamy obiekt „jak ta lala”. Psy z radości aż sikają, z całego miasta czworonogi ciągną, by mieć zaszczyt wybiegać się w wybiegu. Podobno z Wrocławia, Leszna, Poznania szykują się psie wycieczki w celu pobiegania po wybiegu. Można sądzić, iż wycieczki te przyczynia się do rozwoju psiej turystki na terenie gminy (przy istniejącej bazie turystycznej na turystów liczyć trudno, ale psia turystyczna łapa też nie do pogardzenia).

Moja artystyczna wizja
Ja jestem pod wrażeniem tej inwestycji i apeluję o kolejne. Można przecież jeszcze zbudować „koci wybieg”. Tu cena musi być wyższa, bo futrzaki mogą nawiać niezadaszoną górą. Można też wybudować „ptasi wybieg”. A co nie stać na to górowskich podatników? Wszak u nas dobrobyt niesłychany! Te marne 20 tys. to co to jest ja się zapytuję? Jakieś 25 zasiłków dla bezrobotnych! To pryszcz dla władz gminy, tym bardziej, że to pieniądze podatników. Ktoś powie, że za te pieniądze kilkoro dzieci z ubogich rodzin mogłoby wyjechać na wakacje. A po co mają jeździć, jak na basenie mogą je spędzić, albo w prężnie działającym Domu Kultury będąc naocznymi świadkami „powrotu kultury do Domu Kultury”.


Wybieg jest zamknięty.

Możemy być dumni. Zaiste – możemy być dumni z wybiegu. Zasłużyliśmy sobie na niego, bo taką władzę wybraliśmy. A może tej władzy zafundować „wybieg z samorządu”?

środa, 12 listopada 2014

Urzędowy analfabetyzm

Podczas radiowej dyskusji kandydatów na burmistrza Góry, która odbyła się w radiu „elka” Zbigniew Józefiak wskazał na błędy dotyczące procesu inwestycyjnego, które miały miejsce przy przebudowie basenu. Warto przypomnieć, iż basen – pomimo licznych zapewnień szefowej gminy – nie został zrealizowany w żadnym z dwóch zapowiadanych w mediach terminach.

Kandydat na burmistrza Zbigniew Józefiak, wywodzący się ze środowiska „Unii Górowian” napomknął podczas dyskusji o nieprawidłowościach towarzyszących tej inwestycji już przy jej projektowaniu. Poniżej mają Państwo 6 stronę z dokumentacji technicznej przebudowy basenu. Czerwoną linią zaznaczyłem początek interesujących nas założeń projektowych. Raz jeszcze przypomnę, iż dokumentacja ta dotyczy górowskiego basenu.



Poczytali sobie Państwo? No i proszę. Początek tego dokumentu odnosi się do naszego basenu. Znajdziemy tam nazwę ulicy (Mickiewicza), prawidłowe parametry budynku, ale jak mówi przysłowie: „Czym głębiej w las, tym ciemniej.”

Okazuje się więc, że parter budynku przy basenie ma mieć „salę kinowa dużą i małą”, oficynę a wejście do niego ma się znajdować od ulicy Ignacego Mościckiego. Są i inne ciekawostki: „fasady szklane”, „granit okresy i tynki stiukowe”. W dużej sali kinowej – jak czytamy w „Projekcie przebudowy …” – przewidywany jest „nowy profil posadzki”, „wprowadzenie balkonu”, „projektuje się specjalne wykładziny i wygłuszania ścian i sufitów z wełny drzewnej łączonej magnezytem.”

Tak! Taką niespodziankę szykowała nam nasza władza! Dwie sale kinowe! W swojej architektoniczne formie nawiązywać miały one do: „kliszy filmowej” i pełnić funkcję: „foyer Sali kinowo – koncertowej.” Jaki cud! Jaka perełka architektury nam się szykowała! Niestety, szlag trafił bombki.

Nie ma małej sali kinowej, dużej też nie, a o foyer zapomnij. Proces sądowy nas czeka. Proces murowany a basen nie wymurowany. Ot, proza życia. Jedynie zapisana w projekcie „winda” się przyda, bo w legnickim sądzie gospodarczym często nie działa. A tak władza jadąc na proces windę zabierze z sobą – projektowaną oczywiście – i już po schodach sądowych łazić nie będzie musiała.

Pożartowaliśmy sobie, pożartowali, ale raczej nam do śmiechu być nie powinno. Oto bowiem jest wymowny, nadto wymowny, dowód na pełne niechlujstwo odpowiedzialnych urzędników w naszej gminie.

Prawda wygląda tak: zapłacono za bubel, który jest kompilacją z jakiejś innej inwestycji. Ot, to coś zmieniono, to coś dodano, tam ujęto. Tak wygląda rzecz od strony projektanta. Nabywca projektu przebudowy, czyli gmina dała dupy na całego (nie będę okrutny i tak to delikatnie określę). Jasno widać, że nikt w gminie z projektem się nie zapoznał, nikt go od „deski do deski” nie przeczytał. Gdyby przeczytał, to takiej wpadki by nie było. To jeżeli taką staranność prezentuje się przy inwestycji za 3,5 mln zł, to ja bardzo dziękuję. Z takiego pociągu skazanego na wykolejenie, to ja wysiadam. Nawet w pełnym biegu.


Ale co ja tu utyskuję? Wszak ze wszystkich sprzymierzonych z obecną władzą środków masowego przekazu słyszymy, iż jest cudnie, pięknie i już niedługo gmina Góra zmieni swa nazwę na „El Dorado”.I będzie pięknie! A filmy o tym cudzie puszczane będą w dużej sali kinowej w budynku basenowym przy ulicy Ignacego Mościckiego w Górze rzecz jasna.

Lekcja pokory

I tak proszę Państwa po interwencji na blogu w sprawie nielegalnego zawieszenia plakatów wyborczych na czyjejś prywatnej własności, plakaty cudownie wyparowały. Jakżeż by się chciało, żeby ten cały komitet wyborczy wyparował.

Przed moją publikacją ...
... i po publikacji na blogu.
Proszę pamiętać, że komitet wyborczy, który firmuje Irena Krzyszkiewicz, szczególnie do powiatu, jest bardzo groźny. Składa się on bowiem z ludzi, którzy zataili swoje barwy partyjne, a należą do Platformy Obywatelskiej. Przypomnijmy ich nazwiska.

Niewątpliwy numer 1 to Irena Krzyszkiewicz. Jest to "granie wariata". Pani burmistrz nie wybiera się do żadnego starostwa. Ona chce być burmistrzem. Proszę zauważyć, że raczej starostą nie pragnie zostać, bo starostwo i powiat znajdują się w stanie najgłębszego kryzysu i upadku nienotowanego w jego dziejach.

Na pozycji numer 2 znajdujemy naszego nieocenianego a docenionego przeze mnie serdecznie obecnego, nieszczęsnego, najbardziej nieudolnego - w mojej ocenie - w historii powiatu starostę Piotra Wołowicza. Człowiek ten, przypomnijmy, zasłynął z inicjatywy sprzedaży naszego szpitala, zasłynął z tego, że na kilka miesięcy pozbawił Państwa wraz z kumplami z PO dostępu do nocnych dyżurów w aptekach. Nie przypilnował sprawy żwirowni w Sicinach, ....

Numer 3 to gwiazda samorządu. Mój ulubieniec, pupil wielu kobiet a także mój - Marek "Bananowy uśmiech" Biernacki. Uśmiech to on ma cudowny, tylko że za nim nie ma nic. Jest pustka. Ściana dokładnie wybetonowana. Yyyy! Zapomniałbym dodać! "Bananowy uśmiech"  z wykształcenia jest ... coś tam z elektryką ma.  No i być może gdzieś tam na doświadczeniach mógł go trącić jakiś prądzik niewielki i tak mu został ten uśmiech. I prądzik.



Pozycja nr 4 w naszym samorządowym rankingu. Okazały, zwalisty, no chłop jak dąb! Jeszcze obecny przewodniczący Komisji Rewizyjnej, członek Platformy rzekomo Obywatelskiej - Piotr Iskra. Proszę Państwa. Ja trochę w tym samorządowym interesie się kręcę, ale podobnego nieudacznika to ja nie widziałem. Powiem szczerze: w mojej ocenie horyzonty intelektualne bardzo ograniczone, można powiedzieć, że jest ich brak. Ale za to jaki to wierny syn partii. Uuu! Zachodzi tu pytanie dlaczego Ci dżentelmeni porzucili swe ukochane barwy partyjne? Zamiast z dumą wypinać swe piersi i smarować na swoich "billmordach" logo Platformy Obywatelskiej to cwaniaczki udają, że są z nami. To są ludzie partii. A jak partia im coś każe to my mieszkańcy mamy gówno do gadania. Bo partia kazała! I pamiętajcie Państwo. Zachodzi tu podwójna lojalność, czyli brak lojalności. W tej sytuacji oni muszą być lojalni wobec partii i wobec wyborców. Doświadczenie uczy, że zawsze są lojalni wobec partii.

Zaproszenie do rozmowy

Kandydat na burmistrza Góry zaprasza serdecznie wszystkich mieszkańców na spotkanie przedwyborcze. 

Spotkanie odbędzie się w siedzibie Spółdzielni Mieszkaniowej "Wspólny Dom" w Górze w najbliższy czwartek (13.11.2014 r.) o godz. 18.00.

Komitet Wyborczy Stowarzyszenia "Unia Górowian" serdecznie zaprasza. 





poniedziałek, 10 listopada 2014

Chamska samowola

Doszła do mnie skarga, iż powieszono się wbrew woli właściciela na kratach okiennych lokalu, który jest prywatną własnością. Kandydat - startujący w każdych wyborach od dnia, gdy skończył 18 lat - Kamil Rogala, syn wiceburmistrza Góry, który powiesił tam swoje plakaty nie dzwonił, nie pytał i nigdy nie uzyskał żadnej zgody w sprawie zawieszenia tego plakatu. Jest to dla mnie przykład buty i pogardy dla własności prywatnej przedstawiciela kandydującego z list Platformy rzekomo Obywatelskiej.
Zdecydowanie żądam natychmiastowego usunięcia tegoż plakatu.



A poniżej widzą Państwo zdjęcie tego kandydata, który będąc na etacie w Urzędzie Miasta i Gminy Góra pilnie wykonywał fotografie samochodom, które nie posiadały wykupionego biletu parkingowego. Tu samowola, tam nadgorliwość. Ot i takie są smutne przypadki.





piątek, 7 listopada 2014

Kandydat nieporozumienie!


Cerowana cnota

Trwa przedwyborcza gorączka. Wielu wyborców – co słyszałem na własne uszy – na widok wyborczych plakatów stwierdza z obrzydzeniem: „Świnie pchają się do koryta!”. Bez komentarza.

Kandydaci imają się różnych sposobów na przekonanie do siebie wyborców. Ostatnio odwiedziłem gminę Niechlów. Tam o fotel wójta stara się 3 kandydatów: Jan Głuszko (pełniący funkcję wójta od 20 lat), Marek Zagrobelny (członek PiS, ubiega się o fotel wójta po raz drugi) oraz znana i osobiście przeze mnie lubiana Beata Pona, która była starostą górowskim w latach 2008 – 2010).

Kandydat Marek Zagrobelny obecnie gania jak szalony po gminie i stara się odwiedzić każdy dom, by zyskać uznanie w oczach mieszkańców gminy Niechlów. Można rzec, że stał się domokrążcą wyborczym. Puka, stuka, przekonuje, że on jest najodpowiedniejszym kandydatem na stanowisko wójta, chociaż w Radzie Powiatu nie błyszczał. Będąc radnym powiatowym – co zauważyłem wielokrotnie – nie miał on serca do spraw związanych z budżetem. Jakoś ekonomia go nie rajcowała.

Podobno jego największymi wrogami są indory, które atakują w wielu obejściach. Ale jak wiadomo indory mają czerwone wola i to świadczy o ich komunistycznym nastawieniu, więc pisowcowi nie przepuszczą.

Podczas objazdu gminy Niechlów wdawałem się w liczne rozmowy z mieszkańcami. Kandydat Zagrobelny nie ma tam wysokich notowań. W Bełczu Wielkim, gdzie znajduje się pałac, z którego kandydat zrobił sobie główny punkt wyborczy, ze śmiechem kwitowano ten zamiar. Wyborcy nie są idiotami i wiedze, że gminy Niechlów nie stać na odkupienie tego pałacu i jego utrzymanie. Wyborcy – co mnie mile zdziwiło – dość dobrze orientują się w realiach budżetowych. Takie tandetne ochłapy wyborczej kiełbasy na nich nie działają.


Jadąc drogami w gminie Niechlów przez chwil kilka miałem wrażenie, że wszystkie przydrożne drzewa obsiadły wrony. Obsiadły jakoś jedna dziwnie, bo na pniu drzewa. Kazałem kierowcy zwolnić, by temu fenomenowi przyglądnąć się bliżej, bo wrony to jednak nie dzięcioły. I co ja zauważyłem?! Na wielu, wielu drzewach przydrożnych urodę drzew zakłócały rozliczne plakaty kandydatki na fotel wójta – Beaty Pony. Kandydatka porozwieszała swoje plakaty na drzewach nie bacząc na to, że tracą one na urodzie. Wszak drzewo z plakatem Beaty Pony raczej do rzeczy uroczych nie należy.

Dzisiaj w moje ręce wpadł list kandydatki Pony, który skierowany został do mieszkańców gminy Niechlów. Doskonała lektura dla sprawnych intelektualnie inaczej. Rzec można, że ten list do wyborców jest cerowaniem cnoty bardzo dawno utraconej.

Niezgrabnie i nazbyt familiarnie kandydatka zwraca się do wyborców: „Piszemy do Was”. Sam wstęp listu przypomina mi znany obraz rosyjskiego malarza Riepina zatytułowany „Kozacy zaporscy piszą do sułtana”. Później jest jeszcze weselej. Mamy „Małą Ojczyznę”, wzruszenie nad przyszłym losem gminy Niechlów, który: „nie jest nam obojętny”, jest też gadka – szmatka na temat funduszy unijnych, dzięki którym będą: „nowe chodniki, ścieżki rowerowe drogi dojazdowe do posesji, tańszy gaz w Waszych domach, lepszą wodę w kranach i itp.”. Jednym słowem klasyka wyborcza: kiełbasa przeterminowana.

Później następują utyskiwania jak to źle żyje się w gminie Niechlów oraz na „stabilność”, która rzekomo „hamuje rozwój naszej gminy”. No cóż. Może stabilność nuży, ale jej brak doskwiera. Wiadomo, że tylko anarchia buduje.

Kandydatka zapowiada „nową jakość sprawowania władzy”. To mnie rozbawiło niepomiernie. Z tą „nową jakością sprawowania władzy”, to ja miałem wątpliwą przyjemność już się zapoznać.

Gdy kandydatka Beata Pona była starostą górowskim, to pamiętam, że „nowa jakość sprawowania władzy” w jej wykonaniu polegała głównie wcinaniu bez opamiętaniu paluszków podczas sesji Rady Powiatu, unikaniu odpowiedzi na zadawane pytania. Było beznadziejnie, ale lepiej niż za rządów obecnego starosty z Platformy, rzekomo Obywatelskiej, Wielce Czcigodnej Pomyłki – Piotra Wołowicza. Ten jest arcybeznadziejny. I nie rokuje żadnych perspektyw.


Kandydatka Beata Pona zapewnia, że ma „wiele dobrych pomysłów”, których jednak nie ujawnia. Znając Beatę Ponę, pragnę stwierdzić, iż jej jedyny pomysł zawiera się w dwóch słowach: „będę wójtem”. I na tym jej pomysłowość się wyczerpuje. Ze szkodą dla mieszkańców gminy. Kandydatka narzeka na życie w gminie Niechlów, ale też nie wspomina nic o tym, jak próbowała je zmienić na lepsze. Wiem, że w ogóle nie interesowała się samorządem gminnym, bo jakoś na sesjach jej obecności nie zauważono. Nawet nie próbowała wpłynąć na otaczającą ją rzeczywistość, która teraz tak krytykuje. No tak. Funkcja wójta to jednak inne perspektywy. Szczególnie finansowe.

Deklaruje też kandydatka, że w przypadku zostania wójtem obniży sobie wynagrodzenie. Jaka szlachetność! Tylko nie deklaruje o ile, i tu jest pies pogrzebany.

Następnie komitet wyborczy kandydatki stwierdza, że: „wiemy jak pozyskiwać pieniądze z Unii Europejskiej”. To ja bym bardzo prosił o zestawienie, ile tych pieniędzy członkowie jej komitetu już pozyskali? Bo ja też wiem – teoretycznie – jak pozyskiwać, tylko finansowej zakładki mi brakuje, by spełnić kryteria i je otrzymać.

Członkowie komitetu wyborczego Beaty Pony stwierdzają w liście do mieszkańców gminy, iż: „jedynym pomysłem obecnego wójta na przedłużenie sobie władzy o kolejna kadencję są pomówienia i oszczerstwa rzucane w kierunku jego przeciwników w zbliżających się wyborach”. Oczywiście bez podawania konkretów tych rzekomych pomówień.

W liście czytamy: „nasza kandydatka na wójta niczego nigdy w życiu nie ukradła, nie zdefraudowała żadnych pieniędzy, Niue zaszkodziła i nie szkodzi nikomu, nie jest karana i ma na to dokumenty, które każdemu może przedstawić.”

Ja osobiście nie wiem, czy kandydatka ma wybielające je dokumenty. Ale doskonale pamiętam, jak wybuchła „afera Reymontowska”, która związana była z jej osobą. Pisałem o ty, na swoim blogu Mazulewicz Show I. Kto nie chce być robiony w konia niech sobie poszuka i poczyta. I jakoś nie miałem z tego tytułu problemów z wymiarem sprawiedliwości, czyli nie kłamałem. A Pona była tam potężnie umoczona.

Dodam tylko, iż podczas objazdu gminy Niechlów, spotkałem w pewnej miejscowości człowieka, który był przesłuchiwany w tej sprawie. Opowiadał jak na prośbę kandydatki (wówczas starosty), podpisał dokumenty poświadczające fakt odbycia się szkolenie w miejscowości, gdzie był sołtysem. Patronem owego szkolenia miała być właśnie Szkoła Reymontowska” w Witoszycach. Gość poszedł na rękę kandydatce i wkrótce później odwiedziła go policja a następnie zaproszony został do prokuratury. Właśnie w tej sprawie.

W tym miejscu zwracam się do komitetu wyborczego kandydatki, by nie opowiadał i nie zapewnia o jej niewinności, ale przedstawił publicznie dokumenty dotyczące postępowania karnego wobec kandydatki.

W liście znajdziemy też zdanie o sukcesie kandydatki Beaty Pony, która chwali się budową nowej strażnicy dla naszych strażaków. Nie wspomina się jednak o tym, że jeszcze do dzisiaj nie skończył się proces z wykonawcą w tej inwestycji. Nadzór ze strony inwestora, czyli starostwa, był tak marny, że przekroczono koszty budowy strażnicy o ponad milion złotych. Sprawę do Najwyższej Izby Kontroli złożył starosta Jan Kalinowski. Inspektorzy NIK w swoim raporcie wykazali karygodne zaniedbania i totalny brak nadzoru nad inwestycją. A tu mamy sukces!

List zawiera też apel: „nie bójcie się zmian na lepsze”. Tyle, że z deklaracji wyborczej kandydatki nie wiemy na czym maja polegać te „zmiany na lepsze”. Wszystko bowiem w programie Beaty Pony oparte jest na ogólnikach i wytartych niczym szmata do podłogi, sloganach.

I tak widzimy, jak kandydatce Beacie Ponie pamięć nie dopisuje. Zapomina opowiedzieć o sobie szczerze i z detalami. Nie wspomina, że była w „SamejBronce”, nie wspomina o finansowaniu nielegalnych gazet z budżetu powiatu w czasie, gdy była starostą, nie wspomina o zasiadaniu w Radzie Nadzorczej Polskiego Radia Wrocław z ramienia tejże „SamejBronki”, zapomniała o „aferze Reymontowskiej”, bidulka nie pamięta też o braku nadzoru nad budową straży pożarnej w Górze (podobno sukces!), zapomniała jak chciała z „SamejBronki” przenieść się do Platformy, rzekomo Obywatelskiej zakładając nielegalne koło w swojej rodzinnej miejscowości, co nie wypaliło. Jakaż wybiórczo – wyborcza pamięć kandydatki!


Są jednak tacy co pamiętają. I nie darują tego braku pamięci kandydatce.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Dysputa samorządowa - 1

Nie ukrywam, że mam nieco kandydatów, których darzę sympatią i z dużą sympatią będę ich Państwu prezentował na swoim blogu.

Wybrałem dzisiaj do rozmowy Adriana Grochowiaka, którego znam od kołyski. Dobrze mi znana jest też jego rodzina i złego słowa nie dam o nich powiedzieć. Ale gdyby Adrian był nieukiem i człowiekiem mającym złe intencje to nie poświęciłbym mu ani minuty swojego czasu. 




Adrian, jak każdy człowiek, ma swoje zalety i wady. Suma zalet u Adriana jest dodatnia. Startuje na radnego Rady Miejskiej w Górze. Nie przypomina mi młodych ćwoków, którzy w tej radzie zasiadali. Pamiętam takiego Marka Biernackiego, który też był radnym miejskim a jego aktywność była porównywalna z aktywnością grobu na cmentarzu komunalnym. Przed oczami mam też Tomasza Górskiego, ale oni to tak raczej Adrianowi do pięt nie dorastają. Kandydat do Rady Miejskiej Adrian Grochowiak ma w sobie coś, czego oni nie mają. Co ma? Ma wpisaną w charakter niepokorność, dążenie do prawdy i uczciwość.


R.M.: Jak ja widzę te mordy, które ponownie startują do samorządu, chociaż nie wniosły niczego będąc w tym samorządzie, to mam odruch wymiotny. Jak widzę upodlony samorząd, który posłusznie wyciąga rączkę za każdą propozycją szefowej gminy to też się czuję upodlony. Zawsze odnoszę wrażenie, że nasz samorząd składa się z przeważającej części głupków, którzy posłusznie głosują za wszystkim, a naprawdę nie mają pojęcia o niczym. Kandydujesz do samorządu. Chcesz być głupkiem czy pożytecznym idiotą?

A.G.: Ja jestem z innej bajki. Proszę zauważyć, że ani członków mojej rodziny, ani mnie nie łączy nic z etatami w Urzędzie Miasta i Gminy czy w jednostkach podległych. Rozumiem, że może Pan mieć obrzydzenie do samorządu w tej postaci, bo jest to karykatura samorządu. Kandyduję po to, aby być niepokornym, nieposłusznym i niesłuchającym na baczność burmistrza. Chcę pokazać burmistrzowi, że ja reprezentuję określoną grupę mieszkańców, z którymi burmistrz ma się liczyć i wsłuchiwać w ich opinię. Jestem młodym człowiekiem, ale wiem o wiele więcej o samorządzie niż wielu kandydatów na radnych, których w życiu nie widziałem podczas obrad którejkolwiek z sesji. Chcę skończyć z - jak to Pan nazwał - upodleniem samorządu, z jego służebną rolą wobec burmistrza. Zapewniam, że doprowadzą do takiej sytuacji, że moje "nie" dla podwyżek cen wody, ścieków, podatków będzie brzmiało donośnie w sali obrad.

R.M.: Żeby tego dokonać to trzeba przeorać samorząd. Wyborcy muszą wywalić na zbitą mordę np. takiego Bronisława Barnę - czołowego wazeliniarza, wielbiciela wielu partii w osobie Ryszarda Borawskiego, godnego pożałowania Jacka Ulmana, który wstawiał przerośniętych dzieciaków do młodzików "Korony Czernina". Albo weźmy tak zwane "młode pokolenie". Mówię tu o Tomaszu Górskim, który jest synem znanego i jednocześnie byłego działacza "Platformy Obywatelskiej" - Ryszarda - którego jedyną rekomendacją przyjęcia do partii była umiejętność klejenia plakatów. Sztuka ta jest całkowicie obca i nie do opanowania intelektualnie dla pozostałych członków "platfusowej" gromadki. Młode pokolenie, a już stetryczałe ... Też chcesz tam stetryczeć?

A.G.: Kombinatoryka jest domeną matematyki. Kombinować nie będę, bo niczego od samorządu nie potrzebuję. Nie będę kolekcjonerem mieszkań komunalnych, nie będę ubiegał się dla swojej rodziny o posady w samorządzie, nie mam też syna czy kuzyna, którego chciałbym uczynić radnym jak robi to pewien wiceburmistrz. Zastawiam się czy zdrowym objawem w samorządzie jest to, że dyrektorzy placówek samorządowych i szkół startują w wyborach. To ja się pytam proszę Państwa: jak oni zasiądą w tym samorządzie, to kto będzie ich oceniał? Oni sami siebie?! To parodia!

R.M.: Wyczuwam tu duży potencjał niechęci do pani dyrektor niestety Domu Kultury Danuty Piwowarskiej-Berus, która startuje na radną powiatową. Bardzo bym Pana prosił, by nie przeszkadzał Pan zostać Pani Piwowarskiej radną powiatową, bo wówczas czeka ją największa przygoda w życiu - spotkanie z Kanalią w sali obrad. Wszyscy, którzy tego doznali wiedzą, że jest to bardzo traumatyczne przeżycie.

A.G.: Nie przeszkadzam i powiem tak. W pełni zgadzam się z opinią przeważającej ilości górowian oraz wyciągniętą ze wsłuchania się w te głosy opinią kandydata na burmistrza - Zbigniewa Józefiaka - który krótko i dobitnie stwierdza: "Powrót kultury do Domu Kultury".

R.M.:  Obserwuję "wysypkę" wielu inwestycji na terenie miasta. Otóż robiąc cotygodniowy wieczorny obchód miasta zauważyłem, że nieświecące od trzech czy czterech lat światełka przy wieży głogowskiej w cudowny sposób zaczęły świecić. Proszę zauważyć, że tuż przed wyborami. Zauważyłem też, że robi się chodniki np. przy ulicy Bronisława Barny... A nie, to chyba po śmierci! Obecnie nazywa się ulicą Słowackiego. Nowy chodnik przy ulicy Sportowej, nowe ogrodzenie kortów i nawet ławki, które na asfaltowym korcie od lat nie miały desek zostały z lekka naprawione. Znajome psy zameldowały mi, że nie ustalono jeszcze terminu uroczystego przecięcia wstęgi przez marszałka województwa przy nowostworzonym wybiegu za 20 tysięcy złotych. Podobno podczas tej uroczystości ma się odbyć msza ekumeniczna, którą prowadzić ma obecna burmistrz Irena Krzyszkiewicz, która na ten czas zostanie Arcybiskupką Kościoła Platformerskiego na Dolny Śląsk.

A.G.: A gdzie tu pytanie?

R.M.: Pytania nie ma, bo głupota jest bardzo oczywista. Inwestycyjna kaszanka wyborcza jest mocno cuchnąca. Proszę popatrzeć. Przez ileś tam lat nie można było założyć do jednej ławki czterech desek. A tu przed wyborami nagle znalazły się cztery deski. To z daleka śmierdzi tandetą. Głupi to kupi, mądry tym wzgardzi. Proponuje Pan likwidację Straży Miejskiej. Pan chce mi zadać ból. Pan chce mi odebrać tematy na bloga. Pan chce mnie zniszczyć.

A.G.: A dlaczego?

R.M.: Nasza waleczna Straż Miejska jest tematem wielu maili, które otrzymuję, z których kilka opublikowałem. Oczywiście w tej postaci i przy tej obsadzie kadrowej Straż Miejska do niczego jest nam niepotrzebna. Powiem więcej. Gdy słyszę i widzę nienawiść górowian do tych ludzi to się jeszcze dziwię, że urzędująca burmistrz jest ślepa i głucha na nastroje społeczne. Ale świat zza szyb samochodu służbowego jest piękny i przyjazny, szczególnie jak się ma szczelnie zamknięte okna. Zostawmy te chodzące nieszczęścia w mundurach Straży Miejskiej. Najczęściej widać ich na parkingach, tylko po co nam płatne parkingi. Czy Pan rzeczywiście chce zlikwidować płatne parkingi?

A.G.: Zdecydowanie tak! Płatne parkingi to jest rozbój w biały dzień. Każdy z górowian i mieszkańców gminy Góry płaci podatki. To właśnie z nich budowane są te parkingi. Potem gmina stawiając parkometr jeszcze raz łupie z nas podatki, które właśnie wzięła na ten cel. Inaczej mówiąc: czy Pan płaci za chleb raz czy dwa razy w sklepie?

R.M.: Ja tam nie mam samochodu, bo piję odpowiedzialnie. Fotoradary to ja mam raczej w dupie, niemniej wiem, że mnóstwo górowian jest wkurzonych sterczeniem Straży Miejskiej z fotoradarem. Górowianie klną i narzekają, że Straż Miejska buduje budżet gminy na mandatach z fotoradaru, a liczne psie gówna pokrywają parki, uliczki i deptak. I mówią, że do dupy taka straż, która pracuje od 7 do 15 od poniedziałku do piątku i nie potrafi przypilnować porządku w mieście. Bo jak utarła się powszechna opinia Straż Miejska fotoradarem zarabia na pensje dla pani burmistrz i jej zastępcy Rogali.

A.G.: Te opinie są mi znane. W pełni podzielam Pana pogląd. Fotoradar zostawmy Inspekcji Transportu Drogowego i policji. Przecież oni są od tego i niech zarobią na kromkę chleba.

R.M.  Ma Pan dwóch kontrkandydatów w swoim okręgu wyborczym. Jeden to były milicjant...

A.G.: Nie ma Pan racji. Wyborcy mówią też, że ten Pan był barmanem w geesowskiej "Parkowej"...

R.M.: Drugi to Kamil Rogala, którego znam osobiście. Tylko o ile wiem to on zamieszkuje w innym okręgu wyborczym. Bardzo się dziwię, osobiście, że bierze się za coś co przerasta go co najmniej o trzy rozmiary. Rozumiem, że tato działa w Platformie rzekomo Obywatelskiej, licho było z kandydatami, żeby wypełnić listy. Przy okazji spytam po co mu to? Z Kamilem napijemy się wódeczki, bo chłopak jest sympatyczny, ale niepotrzebnie lezie w platformerskie gówno. Piłka nożna Kamil, piłka. Rób to, na czym się znasz.

A.G.: Żałuję, że jest tak mało kontrkandydatów. Sądzę, że mój program wyborczy, o którego fragmentach rozmawialiśmy, jest wykonalny i wychodzi naprzeciw oczekiwaniom wyborców. Nie potrzebujemy ani płatnych parkingów, ani Straży Miejskiej, ani fotoradaru, ani podwyżek podatków i cen za wodę. Nie potrzebujemy też czekać kilka lat na cztery deski, żeby naprawić ławkę, nie potrzebujemy też czekać by wszystkie lampy w Górze świeciły, nie potrzebujemy chodników budowanych przed wyborami w miejscach rzadko przez górowian uczęszczanych, nie potrzebujemy wybiegów dla psów za 20 tysięcy złotych, bo to głupota. Nie potrzebujemy posłusznych burmistrzowi radnych, którzy przyklepią wszystko co zaproponuje burmistrz. Potrzebujemy radnych, którzy będą słuchali opinii wyborów i przekazywali je będą podczas sesji burmistrzowi. Nie będzie wazeliny, nie będzie lizusostwa, nie będzie koleżeństwa i kolesiostwa.

R.M.: A tak nawiasem mówiąc: a gdzie to urocze stworzenie, które było przy Panu, gdy to ja udzielałem Panu wywiadów?

A.G.: Pilnie się uczy, bo też chce kiedyś zostać radną. Ale chce zostać radną inteligentną i mądrą, bo ładna to ona już jest. Dobry Bóg urody nie poskąpił. 


R.M.: Powiem Panu, że Danuta Berus tak ładnie nie wygląda. Dziękuję za rozmowę.

czwartek, 23 października 2014

Wyjaśnienia w sprawie "bany"

Otrzymałem takiego oto e - maila. Stanowi on odpowiedź na e - maila Czytelnika w sprawie likwidacji i dalszych losów linii kolejowej nr 372 Bojanowo - Głogów. Panu Piotrowi Głowackiemu dziękuję za odpowiedź a Pani burmistrz za "Z poważaniem". Poważnie Pani burmistrz?!

Dzień Dobry
Nawiązując do Pana e-maila w sprawie likwidacji linii kolejowej nr 372 Góra Śląska – Bojanowo przesyłam odpowiedź w tej sprawie.
Z poważaniem
Piotr Głowacki
Naczelnik Wydziału Planowania i Realizacji Inwestycji
Urząd Miasta i Gminy w Górze.

Odpowiadając na Pana e-maila, przedstawiam obecną sytuację dotyczącą zamknięcia linii kolejowej nr 372 Góra Śląska – Bojanowo oraz fakty jakie miały miejsce w latach 2010 - 2014 w tej właśnie sprawie. Z racji złożoności tematu, aby właściwie odpowiedzieć na pytania zawarte we wspomnianym e-mailu, w niniejszej informacji zaprezentowano chronologicznie działania jakie zostały podjęte w celu utrzymania drożności ważnego dla Gminy Góra ale i też dla Powiatu Górowskiego połączenia kolejowego. Dla niepowtarzania pełnej nazwy sprawy czyli linii kolejowej nr 372 Góra Śląska - Bojanowo, w dalszej części artykułu posłużono się skrótem „linia kolejowa”.
            Sprawa budowy drogi ekspresowej S5 oraz jej kolizji z „linią kolejową”, od początku budziła wiele emocji i kontrowersji. Jej historia sięga roku 2010 kiedy na spotkaniu w dniu 22 kwietnia, które miało miejsce w sali Starostwa Powiatowego w Górze, przedstawiciele Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad przedstawili sytuację dotyczącą planowanej budowy drogi ekspresowej S5 w miejscu stycznym z linią kolejową nr 372 Góra Śląska - Bojanowo. Jak się wówczas okazało projekt budowlany GDDKiA nie uwzględniał w ramach projektowanej drogi ekspresowej S5 Poznań – Wrocław na odcinku Kaczkowo – Korzeńsko budowy wiaduktu w związku z wystąpieniem skrzyżowania w/w drogi z linią kolejową znaczenia miejscowego nr 372 Bojanowo – Góra Śląska. Wręcz odwrotnie projekt ten przewidywał likwidację „linii kolejowej” na podstawie zebranych opinii instytucji oraz samorządów województwa wielkopolskiego i braku zainteresowania przejęciem linii w utrzymanie.
            Po tym właśnie spotkaniu Burmistrz Góry, wnosi do obecnego wówczas Marszałka Województwa Dolnośląskiego Pana Marka Łapińskiego oraz członka Zarządu Województwa Dolnośląskiego tj. Pana Zbigniewa Szczygła o wstrzymanie procesu likwidacji „linii kolejowej” przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad. Ponadto w tym czasie, prowadzone są również rozmowy ze Stowarzyszeniem Kolejowych Przewozów Lokalnych z Kalisza  w sprawie rewitalizacji „linii kolejowej”. Wówczas ze strony SKPL pada deklaracja współpracy o charakterze doradczym podczas ewentualnego procesu komunalizacji majątku Polskich Kolei Państwowych oraz jako operator na skomunalizowanym majątku. Kolejnym krokiem w sprawie było spotkanie w Urzędzie Marszałkowskim (czerwiec 2010r), którego następstwem w dniu 17 czerwca 2010r było przekazanie do tutejszego urzędu projektu porozumienia w sprawie linii kolejowej nr 372 Bojanowo – Góra Śląska.
            Projekt tegoż porozumienia został przesłany do akceptacji z Urzędu Marszałkowskiego (Departament Infrastruktury, Wydział Transportu). Porozumienie, które zostało zawarte 21 lipca 2010r w sprawie linii kolejowej nr 372 Bojanowo – Góra Śląska spisane zostało pomiędzy Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad, PKP Polskie Linie Kolejowe S.A , Powiatem Górowskim i Gminą Góra, stanowiło znaczący krok w zamiarze utrzymania ciągłości „linii kolejowej”. Zapisy porozumienia, wskazywały obowiązki stron oraz ustalenia co do przyszłych zadań których efektem miałby być wiadukt kolejowy zapewniający trwałość i drożność „linii kolejowej”. Na podstawie §3 wskazanego wcześniej porozumienia po stronie Gminy Góra i Powiatu Górowskiego było „wystąpienie o wybudowanie dwupoziomowego skrzyżowania – wiaduktu kolejowego wraz z dojazdami drogi S5 i linii kolejowej nr 372 w przypadku wystąpienia uzasadnionych potrzeb społeczno – gospodarczych”.
            Jako, że trwałość linii kolejowej była sprawą priorytetową zarówno dla tutejszych samorządów (w związku z zapewnieniem dostaw lub odbiorów towarów ze Specjalnej Strefy Ekonomicznej „INVEST-PARK, podstrefa Góra) oraz górowskich przedsiębiorców (wcześniej wystąpiono do lokalnych firm o zajęcie stanowiska co do korzystania przez nich z taboru kolejowego), uznano iż przesłanka co do potrzeb społeczno – gospodarczych została spełniona.  Wówczas jak stanowi §1 tegoż porozumienia, GDDKiA w terminie 2 lat od zgłoszenia potrzeby, miałaby wybudować wiadukt kolejowy wraz z dojazdami nad drogą ekspresową S5. Zgłoszenie o którym mowa §3 miało miejsce odpowiednio w przypadku Gminy Góra w dniu 16 sierpnia 2010r oraz wspólnym stanowiskiem Powiatu Górowskiego i Gminy Góra z dnia 31 sierpnia 2010r., gdzie adresatem była GDDKiA (oddział w Poznaniu).
            Sprawa nabiera dalszego biegu i na zaproszenie zastępcy dyrektora Departamentu Inwestycji Kolejowych Pana Jakuba Kapturzaka z Ministerstwa Infrastruktury (Departament Inwestycji kolejowych) dochodzi wówczas do spotkania w dniu 16 grudnia 2010r w którym udział bierze Burmistrz Góry. Celem spotkania było omówienie zapisów porozumienia w sprawie „linii kolejowej” w powiązaniu z inwestycją budowy drogi ekspresowej S5 Poznań – Wrocław. Jednym z akcjonariuszy porozumienia były Polskie Linie Kolejowe S.A, Zakład Linii Kolejowych w Ostrowie Wielkopolskim. Ten właśnie organ, wystąpił w lutym 2011r do Gminy Góra z informacją o warunkach jakie należy spełnić aby wstrzymać proces likwidacyjny. 
            W tym też miesiącu Zarząd Powiatu Górowskiego przekazuje informację o przygotowanym projekcie uchwały o nie przejmowaniu „linii kolejowej”. W uzasadnieniu tej decyzji czytamy, że po odbyciu spotkania z zainteresowanymi stronami, zebraniu informacji o kosztach oraz po przeanalizowaniu możliwości przejęcia planowanej do likwidacji „linii kolejowej” nie może podjąć pozytywnej decyzji w tej sprawie. Padła wówczas propozycja ze strony Zarządu Powiatu Górowskiego, że planowana do likwidacji „linia kolejowa” winna być przyjęta przez samorząd gminny z racji położenia linii na terenie Gminy Góra czy też obecności na tym terenie Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej „INVEST – PARK” podstrefa Góra. Biorąc pod uwagę otrzymane później negatywne decyzje od wspominanego już Powiatu Górowskiego, Powiatu Rawickiego i Gminy Bojanowo  w sprawie nie przejmowania „linii kolejowej”, w UMiG Góra w maju 2011r dochodzi do spotkania z zainteresowanymi stronami. Okazuje się wówczas, że jedynym organem który pozostał zainteresowany przejęciem linii kolejowej, a co za tym idzie utrzymaniem jej ciągłości jest tylko Gmina Góra. Na spotkaniu uczestnicy dowiedzieli się, że w grudniu br. linia kolejowa zostanie zawieszona w związku z budową drogi S5, natomiast budowa wiaduktu kolejowego nad drogą nastąpi po zakończeniu budowy tego fragmentu drogi, na wniosek zarządcy linii kolejowej, który musi uznać celowość jego budowy, biorąc pod uwagę rentowność linii kolejowej do Góry. Obecnie linia ta (miesiąc maj 2011r) jest w gestii PKP Polskie Linie Kolejowe S.A., które są zainteresowane przekazaniem linii samorządowi. Na tym właśnie spotkaniu przedstawiciele PKP Polskie Linie Kolejowe S.A  potwierdzili, że nie są zainteresowani dalszą eksploatacją tej linii przy tak niskim jej obciążeniu jak do tej pory. Wynika to min. z tego że stan techniczny tej linii stale się degraduje i zakłada, że bez jej modernizacji, po 5 latach linia ta od strony technicznej jest do zamknięcia. Jednoznacznie stwierdzono, że przejęcie „linii kolejowej” wiąże się z koniecznością jej dość szybkiej modernizacji.
            Niebawem dochodzi do ponownego spotkania w Ministerstwie Infrastruktury. Rozmowy dotyczą rozwiązania sprawy w kontekście trwającej procedury likwidacyjnej „linii kolejowej” jak również przyszłych kosztów jej modernizacji i utrzymania, których nie są w stanie udźwignąć samorządy gminne czy też powiatowe. Dopiero po spełnieniu tych warunków GDDKiA może zacząć planować budowę wiaduktu kolejowego. Wówczas stanowisko Ministerstwa Infrastruktury było takie, że to właśnie Polskie Linie Kolejowe powinny nadal użytkować ten odcinek torów. Po tym spotkaniu Gmina Góra otrzymuje w miesiącu lipcu 2011r pisemną informację z Ministerstwa Infrastruktury o piśmie skierowanym bezpośrednio do Prezesa Zarządu PKP PLK S.A. Ministerstwo w tym piśmie przedstawia po raz kolejny ważność sprawy i argumenty za utrzymaniem „linii kolejowej” wraz z budową wiaduktu kolejowego. 
            Gmina Góra realizując swoje założenia co do przejęcia „linii kolejowej”, w nawiązaniu do pisma od PKP Polskie Linie Kolejowe S.A o którym mowa powyżej, we wrześniu 2011 roku zawiera z tym organem porozumienie w zakresie uzgodnienia zasad pokrycia przez Gminę Góra kosztów niepokrytych przychodami z udostępnienia przewoźnikom kolejowym linii kolejowej nr 372 Bojanowo – Góra Śląska. Następstwem tegoż porozumienia jest wystąpienie Burmistrza Góry do Pana Andrzeja Massela  Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Infrastruktury o spełnieniu przez Gminę Góra warunku zapisanego w ustawie o transporcie kolejowym z dnia 28.03.2003r art. 9 pkt.3 (Dz. U. 2007 nr 16 poz.94) dotyczącego zapewnienia środków finansowych na pokrycie kosztów niepokrytych przychodami z udostępnienia przewoźnikom kolejowym linii kolejowej lub odcinka linii kolejowej. W tym samym czasie Gmina Góra wnosi do GDDKiA o wybudowanie dwupoziomowego skrzyżowania w odniesieniu do zawartego porozumienia z PKP Polskie Linie Kolejowe z września 2011r oraz porozumienia z lipca 2010r.
            W styczniu 2012r aby mieć pełną wiedzę co do planowanych prac związanych z budową wiaduktu kolejowego, Gmina Góra prosi GDDKiA o przedstawienie harmonogramu prac.
W odpowiedzi na to pismo tutejszy Urząd, otrzymuje informacje która mówi, że obecnie nie można przedstawić harmonogramu gdyż, min. warunek co do zgłoszenia potrzeby wybudowania wiaduktu winien być skierowany od zarządcy „linii kolejowej” a obecnie Gmina Góra jej nie przejęła jeszcze od PKP PLK S.A. Wobec tej sytuacje w marcu 2012r Burmistrz Góry kieruje pismo do PKP PLK S.A o zgłoszenie do GDDKiA potrzeby wybudowania dwupoziomowego skrzyżowania drogi S5 z „linią kolejową”.
            Korespondencja kierowana przez Gminę Góra do GDDKiA, PKP PLK S.A przekazywana była również do informacji Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Wodnej. Na podstawie tych informacji oraz spotkań które miały miejsce bezpośrednio w Ministerstwie, wiceminister Pan Andrzej Massel, kieruje na ręce Marszałka Województwa Dolnośląskiego Pana Rafała Jurkowlańca pismo o udzielenie informacji czy jest możliwe uzyskania w tej lub następnej perspektywie finansowej, dofinansowania ze środków funduszy europejskich na modernizację „linii kolejowej” w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego dla Województwa Dolnośląskiego. Pismo to podyktowane było faktem, że utrzymanie „linii kolejowej” jest uzależnione od spełnienia kilku warunków, w tym głównych tzn. pokrywania kosztów eksploatacyjnych przez właściciela linii oraz jej koniecznej modernizacji po roku 2015 w celu dostawania parametrów technicznych linii do pełnego jej wykorzystania względem wzmożonego taboru kolejowego. Marszałek Województwa Dolnośląskiego po otrzymaniu informacji technicznych o stanie „linii kolejowej” odpowiada, że na dzień 9 lipca 2012r alokacja środków finansowych przeznaczona na realizację tego typu inwestycji została już wyczerpana. Ponadto, z racji przebiegu „linii kolejowej” przez dwa Województwa, właściwym kierunkiem finansowania będzie najprawdopodobniej budżet krajowy.
            Jak pokazuje powyższy opis, zaangażowanie Gminy Góra w sprawy dotyczące utrzymania „linii kolejowej” było znaczące a biorąc pod uwagę inne jednostki samorządu terytorialnego w tej sprawie, można powiedzieć że największe. Zostały dopełnione możliwości w celu „ratowania” sytuacji począwszy od rozmów, poprzez spotkania, wizyty w Ministerstwie, kończąc na wiążących strony dokumentach, w tym porozumieniach. Odpowiadając na pytania w zakresie działań jakie zostały podjęte po 27 lipca 2011r, powyższa analiza przedstawia odpowiedź w tej sprawie.
W zakresie pytania nr 2, co do możliwości budowy wiaduktu kolejowego należy stwierdzić, że obecnie proces ten został zawieszony. Sytuacja ta wynika z faktu, iż na organ który miałby władać „linią kolejową” po jej przejęciu od PKP PLK S.A, nałożony zostałby obowiązek utrzymania nowo wybudowanego wiaduktu kolejowego. Do tego doszłaby jeszcze konieczność modernizacji linii kolejowej po 2015r. Te argumenty spowodowały, że samorząd Gminy Góra z racji dużych kosztów o których mowa powyżej, nie jest w stanie udźwignąć tego ciężaru finansowego, z racji też wcześniejszych zobowiązań wynikających z planowanych wydatków majątkowych zgodnych w wykazem zadań inwestycyjnych oraz Wieloletniej Prognozy Finansowej Gminy Góra.
Dodając do tej odpowiedzi sprawę z pytania nr 3, co do wznowienia rozmów z GDDKiA w czasie wstrzymania prac na drodze S5 w związku z bankructwem firmy ALPINE, można powiedzieć że temat ten został pomiędzy zainteresowanymi stronami rozstrzygnięty wcześniej a wskazany moment do rozmów należało uznać jako mało korzystny w związku z zaistniałą sytuacją na placu budowy.
Co do pytania nr 4, w którym jest mowa o traktowaniu tej „linii kolejowej” jako zabytku czy też planów ochrony, informuję że od momentu zlikwidowania „linii kolejowej” trwa procedura co do przejęcia przez samorząd górowski majątku PKP PLK S.A w celu jego wykorzystania  min. do celów turystycznych. Procedura, która rozpoczęła się jeszcze w roku 2011, jest obecnie na etapie uregulowania przez właściciela tj. PKP PLK S.A stanu prawnego działek (uwłaszczenie) , które jest zdecydowana nieodpłatnie przejąć Gmina Góra. Mowa jest tutaj nie tylko o „linii kolejowej” na terenie Gminy Góra ale również o dworcu kolejowym w Górze i byłych torowiskach w Sławęcicach i Brzeżanach, które można wykorzystać do budowy ścieżek rowerowych. W tym celu zmieniono wcześniej Plan Zagospodarowania Przestrzennego Gminy Góra. Wg. informacji uzyskanych od PKP PLK S.A.  tereny o których mowa zostały ujęte w planie uwłaszczeń na rok 2014.
Planowane jest także, wykorzystanie obiektów kolejowych dla przyszłych uczniów, którzy najprawdopodobniej będą mogli uczyć się w Technikum Kolejowym które ma być utworzone w Zespole Szkół im. gen. Sylwestra Kalińskiego w Górze.
W zakresie ochrony przed kradzieżą torów kolejowych nieczynnej „linii kolejowej”, sytuacja ta jest monitorowana przez PKP PLK S.A oraz tutejszą Policji. 
Z poważaniem:
Irena Krzyszkiewicz
Burmistrz Góry

środa, 22 października 2014

Falstart i wstyd

Jeszcze do niedawna w kluczowych miejscach naszego miasta mogliśmy podziwiać banery wyborcze kandydatów kilku komitetów wyborczych. Szczególnie nasycone wyborczymi banerami było skrzyżowanie ulicy Starogórskiej i Głogowskiej. Zgodnie i w pełnej harmonii wisiały tam banery obecnej szefowej gminy („Sprawdzona gospodyni”), jej niegdyś serdecznej koleżanki a obecnie rywalki do burmistrzowskiego fotela Teresy Frączkiewicz. Zawisła tam również facjata najgorszego w historii odrodzonego powiatu starosty – Wielce Czcigodnej Pomyłki Piotra Wołowicza, z Platformy, rzekomo Obywatelskiej, który ma nadal apetyt na pełnienie funkcji samorządowych. Ów apetyt – niestety! – jest w mojej ocenie nieuzasadniony i szkodliwy dla samorządu.

Banery pojawiły się i nagle znikły. Wyborcy zachodzą w głowę o przyczynę ich zniknięcia. Odpowiedź jest bardzo prosta i znajduje się poniżej.
Szczęki Państwu opadły ze zdziwienia? Mi również! Oto bowiem całkiem spore grono kandydatów do samorządu ośmieszyło się w głupi i banalny sposób. Powiesili swoje banery w miejscu, które nie jest niczyje. Miejsce to ma swojego gospodarza i właściciela. To nie jest „ziemia niczyja”.

Kompromitacja szeregu kandydatów polega na tym, iż w swojej pogoni za władzą, pysze i zadufaniu nie zdali sobie trudu sprawdzenia, czy można się reklamować w tym miejscu. Barierki ochronne, na których zwiesili banery są własnością Dolnośląskiej Służby Dróg i Kolei. I proszę zaważyć, że żaden z kandydatów do pełnienia funkcji samorządowych nie zdał sobie trudu zapytania właściciela barierek o zgodę. A to, że tego trudu, znaku kultury i przyzwoitości, sobie nie zadano, jest faktem, bo banery zniknęły.

Ja jestem jeszcze w stanie zrozumieć Wielce Czcigodną Pomyłkę, czy starostę. Jeszcze do niedawna drogi wojewódzkie znajdowały się pod zarządem Powiatowego Zarządu Dróg, który podlegał starostwu. I znając Wielce Czcigodną Pomyłkę śmiem sądzić, iż fakt oddania tych dróg pod zarząd DSDiK we Wrocławiu, umknął jego uwadze, bo – w mojej ocenie – dość słabo kojarzy on fakty. Pewnie trwał jeszcze w przekonaniu, że ma coś w sprawie dróg wojewódzkich do gadania. Sądzę – chociaż nie jestem pewien na 100% - że teraz już do niego to dotarło.

„Sprawdzonej gospodyni” też nic nie tłumaczy. Jako osoba – w moim przekonaniu – bystrzejsza i znacznie bardziej inteligentna od włodarza powiatu – która tak naprawdę kręci tym platfusowym interesem, wiedzieć powinna, że zawieszanie się na członkach Platformy, rzekomo Obywatelskiej, ich wiedzy (ale jaja!) i niezwykłych „kompetencjach” niczego dobrego nie wróży.


Smutny to prognostyk dla nas wyborców. Ten brak wiedzy, ogłady, kultury jest żałosny również z tego powodu, że kandydaci są spośród nas a wiec nam podobni. Tylko czy na pewno?

poniedziałek, 20 października 2014

Mąż stanu

Powyżej widzą Państwo Marka Zagrobelnego. Dostojne zdjęcie, bez dwóch zdań! Emanuje z niego moc! Też bez dwóch zdań! Zdjęcie to ma jedna pewne mankamenty, które Państwu przybliżę.

Kandydat na wójta gminy Niechlów ma nieco skrzywione usta. Uśmiech lekko sardoniczny. Cóż to moi mili może oznaczać? Wg mnie tylko jedno. Stanowisko wójta może kandydat uważać za zbyt mało prestiżowe i chce je wziąć tak jakby z łaski. Senator, to dopiero odpowiednia fucha!

A teraz spójrzmy na postawę Męża Stanu i swojej połowicy. Obie dłonie splecione ma na prawej nodze. Inaczej być nie może. Jako przedstawiciel nielicznego (na szczęście!) gatunku prawicowo - kopytnych tylko tam, zgodnie z ideologią może założyć swoje spragnione władzy dłonie.

Rzućmy okiem na krawat Męża Stanu. Paskowany jest? Jest! Są to wyblakłe barwy niegdysiejszego koalicjanta partii Męża Stanu, czyli "SamejBronki". Tyle, że ja mu (Mężowi Stanu) nie wypominam tej koalicji, bo np. w powiecie taki radny Marek "Bananowy Uśmiech" Biernacki z Platformy, rzekomo Obywatelskiej, też był niegdyś w koalicji z nieboszczką "SamąBronką". I jeszcze chwalił sobie koalicję! Były czasy! A kto nie był? Ja kurwa nie byłem! A reszta się skurwiła, mówiąc delikatnie.

Trzeba przyznać, że fotka jest primo sort! No, kandydat niekoniecznie!

Zaproszenie na turniej

Klub Petanque Leszczynko zaprasza do wzięcia udziału w III Turnieju o puchar Burmistrza Góry w petanque. Więcej

Rżnąć (wyborczo) platfusów!

List od Czytelniczki.
Szanowna Pani;
pomiędzy pragnieniem zostanie radną powiatową, które wyraża ogólnie "lubiana" dyrektorka tzw. "Domu Kultury" o byciem wybranym na radnego jest szalona różnica. Zgadzam się z Panią, że to jakiś nienajwyższych lotów żart pani burmistrz, by ciągnąć urzędników do rady, jakiejkolwiek rady. Ale proszę pamiętać o tym, że "orze " się tym, co się ma pod ręką. A pod ręką ma się to, co się ma. Jaki szef, tacy współpracownicy.

Nie tylko to jest u nas chore. Cały organizm samorządowy jest  zainfekowany. Kumplostwem i absolutnym nieliczeniem się z głosami wyborców. Słyszała Pani kiedyś, by radny zrobił spotkanie ze swoimi wyborcami w trakcie kadencji?! Bo ja nie! Uśmiechy i czas dla wyborców maja kandydaci dopiero przed wyborami. I - w mojej ocenie - nie wynika to z ich sympatii dla wyborców, ale z sympatii do bycia przy korycie.

Proszę zauważyć na taką  oto prawidłowość. Głosujemy na panią Słońce Góry z ambicjami bycia też Słońcem Powiatu, czyli naszą burmistrza a tu niczym diabełki z pudełka wyskakują nam: Bronisław Barna, Wielce Czcigodna Pomyłka Piotr Wołowicz, Marek "Bananowy Uśmiech" Biernacki, Piotr Iskra. Całe to towarzystwo to nic innego jak Platforma, rzekomo Obywatelska, która - w mojej ocenie - wie, że mocno narozrabiała pod platusowym szyldem i teraz chce wykorzystać resztówkę popularności burmistrz Ireny Krzyszkiewicz, by raz jeszcze - na nasze wspólne nieszczęście - dorwać się do stoków.

Firmuje w ten sposób mało ciekawych kandydatów do samorządu powiatowego, którzy nie sprawdzili się w nim dotąd. Co więcej! Firmując ich własnym nazwiskiem daje wyborcom, czyli Państwu do zrozumienia, iż popiera ich dotychczasowe decyzję. A pokrótce wyglądają one tak: sprzedaż szpitala na raty, która nic dobrego powiatowi nie przyniosła, zamknięcie aptek na noc, krzywy konkurs na dyrektora Powiatowego Ośrodka Sportu i Rekreacji, ruinę dróg powiatowych, brak nakładów na oświatę, brak nadzoru nad wydobyciem żwiru w Sicinach, itp. ekscesy.

Widać wyraźnie, że "sprawdzony gospodarz" kocha "niesprawdzonych" gospodarzy, ale pod warunkiem, że są z jej paczki, czyli Platformy, rzekomo Obywatelskiej. Oczywiście, ja osobiście mam w dupie tę partię, która na niwie samorządu okazała się wysoce szkodliwa. Klęską bowiem każdego samorządu jest jego upartyjnienie.

A jak Państwo nieopacznie oddadzą swój głos na listę Platformy, rzekomo Obywatelskiej, która zakonspirowała się w poczuciu głębokiego wstydu pod nazwą durną i śmieszną "Razem dla Powiatu" (w myśl zasady: "W kupie raźniej - kupy nikt nie ruszy!"), i będąc pod więdnącym urokiem burmistrz zagłosują na ten twór, który ma charakter nowotworu samorządowgo, to już proszę się nie skarżyć na dziury w drogach, dupowatą opiekę w szpitalu, kompromitujące wyniki maturalne, samowładztwo urzędników, i tym podobne rzeczy.

Państwa los jest w Państw rękach. Wystarczy omijać 16 listopada listę z nagłówkiem "Razem dla Powiatu" szerokim łukiem. Wybór ludzi z tej listy do samorządu jest gwarancją naszej wspólnej klęski.

Autorkę listu bardzo przepraszam za brak odzewu dna Pani "dzień dobry". Nie Pani pierwsza i nie ostatnia się skarży. A je nie wiem jak to się dzieje, że - po ludzku! - nie zauważam! Za piękny list dziękuję.

Robert - Kanalia

piątek, 17 października 2014

Basen - festiwal oskarżeń trwa!

Trwa festiwal wymiany korespondencji pomiędzy naszą gminą a wykonawcą basenu. Na tapecie awantura o inwentaryzację prac wykonanych do dnia przerwania budowy.

A basen jak leżał, tak leży!




Ich mała ojczyzna

Łęczyca. Wieś w gminie Jemielno. Położona z dala od uczęszczanych szlaków. Kilkanaście numerów i niewielu mieszkańców. W zamierzchłej już przeszłości znajdował się w Łęczycy PGR, który dawał mieszkańcom pracę i dach nad głową. Upadł PGR i podupadła wieś, która niegdyś tętniła życiem. Nic nadzwyczajnego. Takich wsi na mapie nie brakuje.

Majątek po pegeerze rozprzedano. Agencja Nieruchomości Rolnych sprzedał też mieszkania, w których żyli pracownicy upadłego pegeeru tym, którzy chcieli je kupić. Kupili. Starsi ludzie. To ich mikrokosmos. I wszystko byłoby nieomal sielsko i anielsko, gdyby nie powietrze. Wieś kojarzy się ludziom z ciszą, spokojem i świeżym powietrzem. Ale Łęczyca jest tego absolutnym zaprzeczeniem. Jest miejscem, w którym nikt z Państwa nie chciałby żyć.

Wraz z grupą mieszkańców Łęczycy, którzy zaprosili mnie w odwiedziny siedzimy na przydomowym trawniku. Pogoda piękna, słońce grzeje, kawa na stole. Czegoż chcieć od życia? Chyba tylko świeżego powietrza, bo tego w Łęczycy brakuje najbardziej.

Nad całą wsią dominuje wszech przenikający i wszystko ogarniający smród. Źródłem smrodu jest popegeerowski budynek gospodarczy, w którym w latach świetności Łęczycy chowano na dużą skalę owce. Owce odeszły w niebyt a ich miejsce zajęły świnie. Siedzę i słucham ludzi, w których głosach słyszę rozpacz. Nie. To jest coś gorszego niż rozpacz. To jest poczucie osamotnienia w ich walce o życie bez smrodu. Opowiadają o swoich staraniach, pismach, prośbach, które okazują się bezskuteczne. Dominuje poczucie niemocy i krzywdy.

Toczy się opowieść o smrodzie. Płyną słowa żalu i bezbrzeżnej goryczy wobec gminnej władzy, która wg jednych nie potrafi a wg innych nie chce im pomóc. Słyszę opowieści o ściekach z obory, które nie wiadomo gdzie są odprowadzane. Pytam o beczkowozy. Nikt ich nie widział. Nikt nie wie co jest w oborach. Świnie? Bydło? Padają domysły. Słyszę opowieści o wylewaniu gnojowicy na łąki. Słyszę, ale też i widzę zaniedbane obejście wokół obory będącej źródłem dojmującego smrodu.
Wsiadamy do samochodu. Gospodarze pokazują bramę dawnego pegeeru. Brama zamknięta na kłódkę. „Kiedyś była otwarta i mieliśmy blisko do domów. Dzisiaj musimy jechać dookoła, bo Agencja (Nieruchomości Rolnych) sprzedała drogę, na której stoi brama. A nabywcy ją po prostu zamknęli” słyszę. Patrzę na podupadłą bramę i zastanawiam się ile podłości i małostkowości potrafi być w ludziach. Zastanawiam się, gdzie w tym wszystkim jest władza, którą przecież ci ludzie wybrali.
Wracamy na przydomowy trawnik. Z zamkniętego szczelnie okna samochodu widzę kobietę, która pomimo leciwego wieku z młodzieńczą werwą otwiera i bardzo szybko zamyka drzwi swojego domostwa. „Próżny babciu twój trud” – myślę z goryczą w sercu. Rozglądam się i widzę szczelnie pozamykane okna. Na dworze jest coś koło 25 stopni. „Jak tu żyć panie wójcie?” – pytam sam siebie.

Z opowieści ludzi wynika, że władza rozkłada bezradnie ręce. „My nic nie możemy, bo to prywatne” – oto odpowiedź władzy. Brama prywatna, droga prywatna, ale smród ogólnospołeczny. Też korzystam z jego uroków.

Płynie opowieść o możnych rolnikach, którym można wszystko, i o tych, którzy nie mogą nic, bo to prywatne. Słyszę o azbeście wymieszanym z ziemią wokół obory. Słyszę o betonowych płytach, które znikły nagle z podwórka otaczającego oborę.

A ludzie opowiadają. Opowiadają o swojej „drodze krzyżowej”. Pisma, odwołania, prośby o uznanie za stronę, odmowy, rozprawy w samorządowym kolegium, kolejne odwołania, decyzje środowiskowe, pisma do wójta. Skąd ja to znam? Skąd Państwo to znają? A to gminna Polska właśnie! Ludzie są bezradni. Nie znają się na prawie. Urzędowe pisma są dla nich niczym hieroglify.

Pytam o ich radnego. Jest radny. Rozmawiamy. Widzę człowieka wystraszonego, przelęknionego, który chciał pomóc. Potwierdzają to mieszkańcy. Radny bierze na siebie dobrowolnie obowiązek zeskanowania i przesłania mi dokumentów. Próżno jednak czekałem ponad tydzień. Kolejna nauczka. I dla mnie, i dla tych ludzi.

Dziw nad dziwy. Radny się zląkł. Radny to władza. Więc czego się lęka? Władzy, którą sam jest?! Taka jest codzienność naszej gminnej ojczyzny.

„Wsi spokojna, wsi wesoła” – myślę sobie. Snuje się opowieść o posesji, której nikt nie chciał kupić. Smród zabił transakcję. Snuje się opowieść o wahaniach czy warto remontować dom. Snuje się opowieść o chęci opuszczenia wsi. Marzenie niespełnione. Nie ma gdzie wyjechać. A może przy tym marzeniu warto trwać, by zabić zapach smrodu?

Rośnie przerażenie wśród ludzi. Ma powstać kolejna obora. Można rzec, że będą wzięci w dwa kleszcze. A może to gminna władza gra z nimi w dwa ognie? „Panie, jak my to wytrzymamy!” – pada pytanie, na które nawet nie staram się odpowiedzieć, bo brak mi wyobraźni.

„Już teraz po naszych podwórkach biegają szczury. Co będzie jak powstanie  nowa obora?” – pada dramatyczne pytanie. Ludzie są w ślepym zaułku, pozbawieni wsparcia i pomocy. Część czuje się zmęczona, zrezygnowana. Nie bardzo wierzy w sens walki. „I tak zrobią co chcą?” „Kto” pytam. „Oni” – i następuje niedookreślony ruch ręką, który oznacza świat. Ich świat. Ich władzę, gminę właścicieli. I może tak naprawdę, tym wskazanym niedookreślonym gestem, chodzi o to, by mieszkańcy wsi Łęczycy zrezygnowali. I po wieki żyli w smrodzie. Społecznym smrodzie.



Mieszkańców wsi Łęczyca serdecznie pozdrawiam i przepraszam, że trochę czekaliście na ten artykuł. Wypowiedzianych podczas spotkania słów dotrzymam. Do zobaczenia.