środa, 1 kwietnia 2015

Dar serc


Wszyscy wiemy, że polskie jabłka są najsmaczniejsze na świecie, a my w produkcji jabłek prześcignęliśmy w ubiegłym roku nawet Chiny. Z powodu wojny na Ukrainie i embarga na dostawy do Rosji sporo jabłek zostało w magazynach.



Z jednego z takich magazynów przyjechały dzisiaj jabłka do naszego miasta. Organizatorami sprowadzenia tych owoców był radny Rady Miejskiej Góry Adrian Grochowiak oraz pan Bogdan Wojnarowski - przedsiębiorca górowski. W akcji rozdawania wzięła udział parafia pod wezwaniem św. Faustyny w Górze, która zachęcała parafian do odbioru owoców i pomogła w ich przekazaniu.



Do Góry przybył wypełniony po brzegi jabłkami tir. Organizatorzy akcji, czyli Bogusław Wojanrowski i radny Adrian Grochowiak postanowili przekazać jabłka do Przedszkola Publicznego nr 1 i nr 3 w Górze, Przedszkola Publicznego w Starej Górze, Domu Pomocy Społecznej we Wronińcu, Ośrodka Rehabilitacji Dzieci Niepełnosprawnych w Górze na os. Kazimierza Wielkiego i Środowiskowego Domu Samopomocy w Górze. Obdarowani zostali również strażacy i pracownicy górowskiego pogotowia.




Wielu mieszkańców Góry miało okazję otrzymać blisko 25 kg jabłek w skrzynce. Jabłka te otrzymali wszyscy ci, którzy przybyli na plac przed restauracją "Rosette". Oprócz tego dystrybucją owoców zajęła się parafia, która najlepiej znając potrzeby ubogich mieszkańców naszej gminy potrafiła skierować życiodajne owoce do ludzi ich potrzebujących. Na miejscu pomagał też proboszcz - ks. Arkadiusz Wysokinski.

Łącznie rozdano 20 tysięcy kilogramów jabłek.



 

Doszło jednak do kilku nieporozumień związanych z przekazywaniem jabłek. Pewna pani, niewątpliwie pochodząca co najmniej z rodziny hrabiowskiej, zatrudniona w Przedszkolu Publicznym nr 1 była oburzona, że jabłka są nie umyte. W przyszłości będzie trzeba zwrócić uwagę na tę placówkę, by jabłka, które się tam dostarczy umyć, obrać i pokroić. Nie obyło się przy tym bez pytania ze strony domniemanej hrabianki na temat możliwości zabrania nieokreślonej części jabłek do własnego domu. Oczywiście organizatorzy nie wyrazili na to zgody, bo jabłka były dla dzieci, a domniemaną hrabinę chyba stać na ich zakup.

Dobrzy ludzie zaobserwowali też zjawisko pazerności, gdy to niektórzy z zamożniejszych mieszkańców naszego zacnego grodu ładowali jabłka do drogich samochodów. Nie wypada im tego wypominać, bo być może w łaziankach trzymają wieprze, które zamierzają podtuczyć przed świątecznym ubojem.



Niektórzy żartowali domagając się większej ilości jabłek, z których zamierzali pędzić bimber.

Na placu przed restauracją "Rosette" nie brakowało chętnych na darmowe jabłka. Dochodziło do takich scen, że w ramach Wielkiego Tygodnia wyłaziła pazerność. Niektórzy udawali, że jeszcze jabłek nie dostali (chociaż dostali), inni zapierali się, że córka nie jest ich córką, a ojciec ojcem. Tu z ubolewaniem należy zauważyć, że księża z obu parafii będę musieli wezwać raz jeszcze pazerniaków do spowiedzi. Najwięksi grzesznicy spowiadają się w Wielki Piątek i tam też należy oczekiwać tłumu ludzi udających Chrześcijan.

Ogólnie jednak akcja pana Wojnarowskiego i radnego Grochowiaka była bardzo potrzebna. Obaj panowie udowodnili, że jak się coś chce zrobić, to można to zrobić i obyć się można bez Urzędu Miasta i Gminy oraz szefowej naszej gminy, którą tak wszyscy kochamy.


Alleluja i do przodu!


Kryptonim "Turbina"

19 sierpnia 1985 roku górowska Służba Bezpieczeństwa, działająca w ramach Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych zakłada akta „sprawy obiektowej”, której nadaje kryptonim „Turbina”.

„Sprawa obiektowa” w ówczesnej ubowskiej nomenklaturze to nic innego jak objęcie nadzorem SB zakładu pracy (w tym przypadku), w którym działo się coś, co mogło niepokoić ówczesne władze. W takiej sprawie SB zbierało informacje na temat nastrojów wewnątrz obiektu, przebiegu produkcji, jej zakłóceniach. W naszym przypadku sprawa o kryptonimie „Turbina” dotyczyła budowy elektrociepłowni Cukrowni Góra Śląska.
Dla prawdy historycznej należy przypomnieć, że podstawą do objęcia tego zakładu pracy zainteresowaniem SB były wytyczne wydane przez Dyrektora Departamentu VI Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z 16 marca 1985 r. Ówczesne władze centralne wdrażały właśnie wieloletni program, którego celem była modernizacja przemysłu rolno spożywczego do roku 1990. W ramach tejże modernizacji przystąpiono do budowy elektrociepłowni na terenie górowskiej cukrowni. Miała ona dostarczać również ciepło dla miasta Góry. Inwestorem zostało przedsiębiorstwo Cukrownie Leszczyńskie.

Poniżej mają Państwo „Wniosek o wszczęcie sprawy obiektowej Turbina”, który podpisał ówczesny zastępca szefa RUSW w Górze ds. Służby Bezpieczeństwa – Henryk Błaszczyk.
W aktach sprawy zachowały się także nazwiska funkcjonariuszy górowskiej SB, którzy prowadzili tę sprawę lub zapoznały się z jej aktami. W operacji „Turbina” zaangażowanych było 8 funkcjonariuszy górowskiej SB.


Łącznie kompletne akta z tej sprawy liczą 76 stron. Oto spis treści akt:



SB miała też swoich ludzi na terenie cukrowni. Składali oni meldunki funkcjonariuszom, którzy ich prowadzili. Oto przykładowe objaśnienia złożone funkcjonariuszowi SB przez TW „Paweł”.




W teczce spraw zachowały się też sprawozdania z postępu prac przy realizacji inwestycji. Oto jedno z takich „Sprawozdań” sporządzone przez funkcjonariusza SB.

Mamy też i taki ciekawy melduneczek, który dotyczy pracowników Mostostalu. Dla młodszych z Państwa przypomnę, że wódeczka była wówczas od 13.00 i dodatkowo na kartki: 0,5 l na głowę w miesiącu. A żyć  trzeba było!
Oto sprawozdania, które oddają ówczesne kłopoty gospodarcze w schyłkowym PRL –u, gdy gospodarka waliła się w gruzy.
W końcu 12.09.1989, czyli już po wyborach z 4 czerwca 1989 r. SB zakończyła trwająca ponad 4 lata operację „Turbina”. SB rozwiązano w maju 1990 r.

Obwodnica w mgle

Zaniepokojony milczeniem jakie zapadło w sprawie obwodnicy wysłałem maila w tej sprawie do Dolnośląskiej Służby Dróg i Kolei we Wrocławiu z prośbą o udzielenie informacji na ten temat. Poniżej odpowiedź DSDiK.
Chociaż budżet naszego województwa na rok 2015 jest niższy o ok. 500 mln zł niż w roku ubiegłym, to cieszy fakt, że nie zapomniano o budowie dróg dojazdowych do mostu w Ciechanowie i obwodnicy naszego miasta. Na transport w budżecie naszego województwa przeznaczono 480 mln zł, i jest to największy wydatek z budżetu Dolnego Śląska, który zaplanowano na ok. 1,2 mld zł. Z tego tortu i nam się coś niecoś dostanie.

Środki na budowę dróg dojazdowych oraz obwodnicy naszego miasta pochodzić mają z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Dolnośląskiego na lata 2014 – 2020.
W budżecie województwa dolnośląskiego na rok 2015 znalazło się na szczęście zadanie: „Drogi dojazdowe do mostu na Odrze w miejscowości Ciechanów – Góra wraz z obwodnicą Góry”. Szacowany koszt tej inwestycji ma wynieść 20.988.355 zł.

Po drugiej stronie Odry również przeprowadzone zostaną inwestycje polegające na przebudowie dróg na odcinku Lubin – Głogów – Ciechanów. Szacowany koszt tej inwestycji ma wynieść 20.140.417 zł. Łącznie sejmik dolnośląski zaplanował na w/w cele wydanie kwoty 41.128.772 zł., co stanowi 8,6% planowanych wydatków na rozwój transportu na terenie Dolnego Śląska.

Poniżej mają Państwo mapę, na której przedstawiony jest planowany przebieg obwodnicy dla naszego miasta. Taki przebieg obwodnicy został wytyczony. Klamka zapadła.

czwartek, 26 marca 2015

Mądremu biada!

Trwa niezwykle potrzebna przebudowa drogi wojewódzkiej nr 324 przy ul. Podwale. Kapitalny remont drogi prowadzi Dolnośląska Służba Dróg i Kolei we Wrocławiu. Obecnie intensywne prace trwają na skrzyżowaniu drogi wojewódzkiej nr 324 (Al. Jagiellonów) oraz drogi wojewódzkiej nr 323 (ul. Podwale).

Nieoczekiwanie po mieście zaczęły kursować niczym nieupoważnione informacje, że na skrzyżowaniu tych dwóch dróg z ulicą Dworcową powstanie rondo. Wieść ta wzbudziła radość wśród górowskich kierowców, gdyż niejeden z nich na tej krzyżówce musiał – nie raz i nie dwa razy - swoje odstać.

W „Panoramie Leszczyńskiej” z 12 marca br. na stronie 2 ukazał się artykuł zatytułowany „Sprawa do załatwienia”. Prezes Stowarzyszenia „Unia Górowian” – Zbigniew Józefiak wypowiada się na temat trwającego remontu tych ulic. Zbigniew Józefiak stwierdza:

Moim zdaniem pilnie w Górze przydałoby się też rondo u zbiegu ulic Podwale i Dworcowej. Z roku na rok przybywa samochodów. Zdarza się, że na tym skrzyżowaniu, w godzinach szczytu, kierowcy muszą stać w kilkuminutowych korkach. Rondo zapewne upłynniłoby ten ruch. Nie przekonują mnie argumenty, że za mało miejsca. Dobrze, gdyby wypowiedzieli się także drogowcy, jednak jako geodeta śmiem twierdzić, że rondo się zmieści.

Szef „Unii Górowian” stanął w swojej wypowiedzi w kontrze do opinii burmistrz Ireny Krzyszkiewicz, która twierdzi, że ronda na skrzyżowaniu ulic Podwale i Dworcowa zmieścić się nie da. 

A wiadomo, że jeżeli szefowa gminy twierdzi, że się nie da, to się nie da, choćby się dało, bo nie może być w górowskim samorządzie tak, że jak coś się da zrobić, to się tego nie zrobi, bo szefowa mówi, że nie da rady. A szefowa ma zawsze rację choćby słuchała wyłącznie półgłówków i ludzi niekompetentnych w danej dziedzinie. Mądrym w naszej gminie biada!

Ponieważ w życiu ufam każdemu, ale zawsze sprawdzam, tak też uczyniłem w tej sprawie. Poprosiłem mądrego znajomego, by ten zrobił mi szkic miejsca, gdzie wg szefowej gminy rondo się nie zmieści, a wg szefa „Unii Górowian” zmieści.

W efekcie powstał taki oto szkic, na który naniesiono potencjalne rondo, na które wg burmistrz Ireny Krzyszkiewicz miejsca tam nie ma.
Tu muszę się przyznać, że sprawę nieco „zburaczyłem”. Wg odpowiednich przepisów minimalny promień zewnętrzny ronda musi wynosić 12,5 m, a ja podałem autorowi szkicu promień 12 metrowy. Tak więc proszę sobie od 11 m wolnej przestrzeni odjąć po 0,5 m. z każdej strony. Wg szkicu wyszło więc na to, że rondo na skrzyżowaniu ulic Podwale i Dworcowa śmiało się zmieści i to nawet wówczas, jak się go nie popieści.

Dlaczego więc ronda się nie buduje a jest ku temu okazja z powodu generalnego remontu nawierzchni ulicy Podwale?

I to jest właśnie ta „kość pogrzebana” nie wiadomo gdzie, przez kogo i dlaczego?

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz stwierdza publicznie, że rondo w tym miejscu się nie zmieści. Wieść idzie w gminę, bo informacja taka serwowana jest publice podczas sesji. Żaden z radnych nie pyta szefowej gminy skąd czerpie takie informacje, czy dysponuje analizami na ten temat, czy ma opinie fachowców. Towarzystwo wzajemnej adoracji milczy niczym grób, na który przychodzi zakochana w nieboszczyku córka grabarza. Nieboszczyk w naszym przypadku to dyskusja. A córka grabarza? To pozostawiam Państwa domyślności.

Takie są – niestety! – nasze samorządowe realia. Kult jednostki w pełnym rozkwicie: burmistrz i jej bezkrytyczni wielbiciele.


Niestety, większość z radnych przyjęła taką pozycję, że burmistrz Ireny Krzyszkiewicz nie należy o nic pytać, bo wystarczy im to, co ona w swoim majestacie im raczy powiedzieć. A szefowa gminy mówi różne rzeczy. Przykład z rondem świadczy o tym dobitnie. A mądrym w naszej gminie biada!

poniedziałek, 16 marca 2015

W zastępstwie

W piątek (13.03.) niespodziewanie odwiedził nasze miasto tzw. „Bronkobus”, jeden z 17, które ostatnio zaczęły kursować po naszym kraju. Czasami bywa tak, że w jednym z 17 „Bronkobusów” znajduje się Wiadomo Kto. W pozostałych 16 niezbyt dokładnie wiadomo kto i po co się znajduje, ale nie przeszkadza im to jeździć. Taka atrapa Wiadomo Kogo pojawiła się też w naszym mieście.
Jakąż radość i wzruszenie odczuli nasi lokalni działacze Platformy, rzekomo Obywatelskiej na wieść, że „Bronkobus” zawita też w naszym mieście. Podobno „Bronkobus” witany był już na rogatkach miasta. Przygotowano kwiaty, chleb, sól, by powitać Dostojnego „Bronkobusa” z należytą czcią i szacunkiem. Były też mowy powitalne, ale – podobno – nie zdążono ich wygłosić, bo Dostojny Pojazd mknął zbyt szybko.

„Bronkobus” zaparkował przy ul. Kościuszki. Tam też pojawił się lokalny aktyw naszej wielce patafialnej Platformy, rzekomo Obywatelskiej. Nieliczny aktyw, do zliczenia którego palców jednej ręki starczy z nabożną czcią oglądał pojazd od strony zewnętrznej. Podobno jeden z aktywistów patafialnej partii, nijaki „Bananowy Uśmiech” zużył całe opakowanie chusteczek higienicznych, by oczyścić i wyglansować zad Dostojnego Pojazdu.
Podobno też inny z aktywistów parafialnej partii, rzekomo Piotr Iskra, zadeklarował się, że osobiście jest gotów zastąpić nieco nadszarpnięty na naszych powiatowych drogach resor Dostojnego Pojazdu lub też jeździć w Dostojnym Pojeździe w charakterze tej części zapasowej. Podobno gotów był być nawet tłokiem. 

Podobno też kolejny aktywista parafialnej partii, jakoby Piotr Wołowicz, zaoferował się, iż gotów jest robić wszystko, ale pod warunkiem, że nie będzie nic musiał robić a już najbardziej myśleć, bo sprawia mu to prezydencki „bul”.

Podobno nasza ukochana pani burmistrz przesłała osobisty list gratulacyjny kierowany wprost na kierownicę Dostojnego Pojazdu, w którym to życzyła Przemiłemu Gościowi, wielu kilometrów bezawaryjnej jazdy i niechrzczonego paliwa. Szefowa naszej gminy przesłała też na pokład Dostojnego Pojazdu dwie – prawie nowe! – opony, które po przeprowadzeniu 11 – go bieżnikowania, śmiało mogą śmigać po autostradach. Podobno szefowa gminy ten niezwykle atrakcyjny towar nabyła od aktywisty „Bananowego Uśmiechu”. W liście gratulacyjnym znalazł się – podobno! – fragment mówiący, że uroda Dostojnego Pojazdu jest mocno zbliżona do urody szefowej gminy, i że ona też czasami musi świecić swoimi uroczymi reflektorkami przed ludźmi podłymi, którzy nie chcą pojąc jej niebywałego geniuszu.

Słońce Góry zapewniło też Dostojny Pojazd, że od tej chwili jej serce będzie biło w rytm jego tłoków, gdyż jest zjednoczone z nim zjednoczone w miłości, szacunku i oddaniu.

Wzruszenie aktywu parafialnej partii sięgnęło zenitu, gdy pozwolono im wejść na pokład „Bronkobusa”. Zaczęło się zwyczajnie. Wszyscy aktywiści ucałowali klamkę, której rzekomo dotknąć miał sam (Wiadomo Kto), gdy przez pomyłkę pomylił „Bronkobusa”. Dla aktywu przygotował (Wiadomo Kto) niespodziankę w postaci swoich kilku osobistych drobiazgów. Miejscowy aktyw partyjny mógł więc podziwiać: pieluchę tetrową, w którą (Wiadomo Kto) narobił po raz pierwszy. Były też okładki „Słownika orograficznego” bez wnętrza, które w okrutnych latach komunizmu wydarli mu agenci KGB, by uniemożliwić mu ukończenie podstawówki.

Z rozszerzonymi oczami aktyw partyjny oglądał fragment zomowskiej pałki, którą dzielny (Wiadomo Kto) z narażeniem życia i zdrowia odebrał zomowskiemu partyzantowi, który ukrywał się bez jego wiedzy w piwnicy domu Wiadomo Kogo. Z podziwem patafialny aktyw  oglądał zdjęcia Wiadomo Kogo z polowań. Szczególne wrażenie robiło zdjęcie ubitego podczas polowania w Lasku Kabackim na obrzeżach Warszawy, zająca o wadze 1,5 tony i blisko 3 metrowych kłach. Wiadomo kto ubił tegoż zająca po dwudniowej zażartej walce widłami. Widły te – jako cenną pamiątkę rodzinną – Wiadomo Kto – do dzisiaj przechowuje i wiszą one na honorowym miejscu na ścianie w salonie. Tymi widłami odległy przodek - Wiadomo Kogo – zręcznie przetrząsał gnój w miejscowości Oborniki Śląskie, województwo dolnośląskie.

Aktyw opuścił pokład Dostojnego Gościa i rozpoczął agitację wśród miejscowej ludności na rzecz pokochania miłością pełną i chwilowo odwzajemnianą opakowania Wiadomo Kogo. Wręczano kolorowe obrazki z nadobną podobizną Wiadomo Kogo, głoszono hasła o „zgodzie” (nie mówiono na co, ale chyba na tandetę) i „bezpieczeństwie” (darmowa antykoncepcja?). Ponadto wręczano bardzo cenne souveniry w postaci długopisów (cena brutto w hurcie ok. 0,4 zł, z których – jak się później okazało – pisał średnio co trzeci. Jaka wartość Wiadomo Kogo, takaż wartość souvenirów. Uśmiechano się serdecznie, obiecywano gruszki na wierzbie, cuda na patyku, 365 dni lata i darmowe wczasy pod gruszą (o ile się ma własną).

Po jakimś czasie Dostojny Pojazd prychnął, ryknął, na ulicy zaśmierdziało, zawarczało i to cudo odjechało. Miejscowy aktyw gorąco żegnał Dostojny Pojazd oklaskami aż do omdlenia ramion i zdrętwienia dłoni, po czym miejscowi szogunowie pełni szczęścia oddalili się ku szczęściu miejscowej, jeszcze na szczęście normalnej ludności.

czwartek, 5 marca 2015

Ubowska prowokacja?

W aktach wytworzonych przez Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Górze znajdują się dokumenty dotyczące tzw. „sprawy Adamczyka”. Dokumenty te pochodzą z 1951 r.

Józef Adamczyk urodził się 25 grudnia 1923 r. w Witosławicach (ówcześnie powiat opatów). Nie wiemy z jakich powodów znalazł się na terenie naszego powiatu, dlaczego zamieszkał w Sicinach. Wiemy, że jego rodzice mieli na imię Adam i Julia oraz, że ukończył on 7 lat szkoły podstawowej.

W 1950 założył – wg akt bezpieki – organizację podziemną na terenie naszego powiatu. W grupie założycielskiej byli Józef Adamczyk (ps. „Borut”), Karol Rutkowski (PS. „Piast”), Hieronim Skrzypkowski. Organizacja ta – wg akt bezpieki – miała działać w dwóch grupach.

Jedna z nich znajdować się miała w gromadzie Tarpno. Jej dowódcą miał być Karol Rutkowski. Na czele drugiej – w Sicinach – stać miał Józef Broś (ps. „Lech”).

14 sierpnia 1951 r. górowscy ubecy aresztowali Józefa Adamczyka, Hieronima Skrzypkowskiego, Henryka Króla i Bronisława Żarskiego. Prokuratura postawiła im zarzut przygotowywania sztandaru na powitanie armii generała Władysława Andersa, która miała rzekomo wkroczyć do Polski. Sztandar ten miały wykonać siostry zakonne w Lesznie. Wg prokuratury miał on mieć haft przedstawiający Matkę Boską i orła w koronie. Ponadto członkom tej organizacji przypisane zostało zabójstwo członka Ochotniczych Rezerw Milicji Obywatelskiej – Andrzeja Wilka.

28 sierpnia Józef Adamczyk podjął próbę ucieczki z aresztu ubeckiego, który mieścił się wówczas przy ul. Kościuszki. Został postrzelony w nogę, ujęty i przewieziony do szpitala w Poznaniu.

18 stycznia 1952 r. przed Wojewódzkim Sądem Rejonowym we Wrocławiu, któremu przewodniczył mjr Marian Doerffer – (sędzia WSR w Kielcach, Szczecinie i Poznaniu). Na ławie oskarżonych zasiedli:
1. Józef Adamczyk.
2. Karol Rutkowski.
3. Bronisław Żarski.
4. Henryk Król.
5. Józef Broś.
6. Edward Hrycaj.
Oskarżycielem w sprawie był Aleksander Duszyński.

Jak czytamy w aktach, w procesie tym wystąpił również Jan (Józef) Kielar (ps. „Czech”), o którego dalszych losach nic nie wiadomo.
Józefowi Adamczykowi Wojskowy Sąd Rejonowy we Wrocławiu wymierzył najwyższy wymiar kary – karę śmierci. Karol Rutkowski skazany został na 10 lat więzienia, Bronisława Żarskiego WSR skazał na 8 lat pozbawienia wolności, Henryka Króla na 7 lat a Edwarda Hrycaja na 6 lat.

Skazany na karę śmierci Józef Adamczyk wystosował do ówczesnego prezydenta Bolesława Bieruta list z prośbą o zastosowanie prawa łaski. Agent NKWD Bolesław Bierut 7 maja 1952 r. nie skorzystał z przysługującego mu prawa. Osiem dni później (15 maja 1952 r.) na Józefie Adamczyku wykonano wyrok. Zgodnie z panującymi wówczas ubeckimi obyczajami Józef Adamczyk zginął na skutek strzału w potylicę. Tej zbrodni dokonano we wrocławskim wiezieniu mieszczącym się przy ul. Kleczkowskiej. Zamordowanego Józefa Adamczyka pochowano na cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu (grób 87, pole A VI). Józef Adamczyk do dnia dzisiejszego nie został zrehabilitowany.

Każdy proces ma świadków. Proces Józefa Adamczyka miał ich również. Profesor Krzysztof Szwagrzyk podaje, że osobami „represjonującymi” Józefa Adamczyka byli:
  1. Stanisław Lorek – od 20.12.1950 r. zastępca szefa PUBP w Górze.
  2. Jan Bufan – oficer Woj. Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego we Wrocławiu.
  3. Arkadiusz Zalega - oficer Woj. Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego we Wrocławiu.
  4. Władysław Smaza – pracownik PUBP w Górze.
  5. Konstanty Urbanowicz – mieszkaniec Góry.
  6. Władysław Kurpiel – j.w.
  7. Władysław Włoch.

Wracając do nazwiska Karola Rutkowskiego, to w spisie byłej agentury ubeckiej, która jest w moim posiadaniu, odnajdujemy jego nazwisko. Figuruje on po nr ewidencyjnym 44150 a miejscem jego zamieszkania jest Tarpno. 



poniedziałek, 2 marca 2015

Ekologiczna szkoła

Ludzie listy piszą, bo widzą problemy, których nie widzi, albo nie chce widzieć, władza samorządowa. To się w pale nie mieści, by w takim iście stachanowskim tempie wykończyć elewację! Proszę też zauważyć, że przy ul. M. Konopnickiej są wspólnoty mieszkaniowe, które zaciągnęły kredyty, by zrobić remonty budynków (w tym elewacje). Ich wysiłek finansowy szlag trafi, bo innej opcji nie ma. Cóż im pozostało? Pozew do sądu, bo jak inaczej dojdą sprawiedliwości?





środa, 25 lutego 2015

Ocean Cierpliwości

Kierowany niepojętą bezczelnością zadałem sekretarzowi naszego UMiG garść pytań dotyczących problemu bezpańskich zwierząt na naszym terenie. Nasz nieoceniony sekretarz UMiG, skarb prawdziwy postarał się (solidnie!) i udzielił mi na nie odpowiedzi.

fot.gora.com.pl
Wielce Szanownemu Panu Sekretarzowi zadałem pytanie dotyczące ilości bezdomnych psów umieszczonych przez UMiG w głogowskim schronisku dla zwierząt. Szanowny Pan Sekretarz (oby dni Jego rozświetlały promienie słoneczne), w sposób wyczerpujący odpowiedział mi na postawione przez mnie pytanie. Dzięki nieskończonej łaskawości Pana Sekretarza, ja i Państwo dowiadujemy się, że w roku 2013 nasz UMiG umieścił w tymże schronisku 12 pasów a w roku 2014 – 6 psów.

W swojej bezczelności zadałem kolejne pytanie dotyczące kosztów utrzymania tychże psów oddanych do głogowskiego schroniska. Skrupulatny, dokładniejszy od kalkulatora, Sekretarz naszego UMiG również udzielił mi odpowiedzi na zadane pytanie. Okazuje się, że latach 2013 – 2014 z budżetu naszej gminy wyasygnowano łącznie 80.607,60 zł.

Kierowany nienasyconą wolą posiadania każdej wiedzy, która jest dostępna, w swojej bezgranicznej bezczelności zapytałem o karmicieli/karmicielki bezpańskich kotów na terenie naszej gminy. Dostojna i wyważona odpowiedź Pana Sekretarza wyjaśniła i ten wątek. Pan sekretarz (ocean cierpliwości i łagodności), raczył mnie, a więc i Państwa poinformować, że w 2013 r. nie mieliśmy żadnego karmiciela/karmicielki kotów, ale sytuacja zmieniła się obecnie na lepsze, bo w 2014 r. dwie osoby pełne serca i dobrej woli, zawarły z gminą umowę na dokarmianie bezdomnych kociąt.

Ponieważ wciąż dręczyła mnie gorączka pożądania wiedzy wszelakiej, posunąłem się do tego stopnia bezczelności, iż zadałem Panu Sekretarzowi, jako źródle tejże wiedzy, czwarte pytanie, które dotyczyło kosztów dokarmiania kotów. Nasz Ocean Cierpliwości (Sekretarz) wyjaśnił mi, że w 2014 r. na dokarmianie kotów nasza gmina wydała 987 zł.

Powodowany niepohamowaną ciekawością, balansując na krawędzi śmierci, zdecydowałem się na zdanie kolejnego (piątego!) pytania naszemu Oceanowi Cierpliwości. Szło mi o kwestie opieki zdrowotnej nad bezdomnymi zwierzaczkami.
Bezmiar Wyrozumiałości, tj. Pan Sekretarz Tadeusz Otto (oby ptaszęta śpiewały mu do snu i pobudki), raczył poinformować mnie, a więc i Państwa, że nasza kochana gmina udziela wsparcia ukierunkowanego na zdrowotność bezdomnych zwierząt. Osoby, które przygarnęły bezdomne zwierzęta nie płacą za wizytę czworonożnych przyjaciół u weterynarza. W latach 2013 – 2014 gmina wypłaciła za opiekę weterynaryjną łącznie 2618 zł.

Dzięki wielce łaskawej odpowiedzi Pana Sekretarza, wzorca cierpliwości, dawcy łaskawości, udało się też dowiedzieć, że w naszej gminnej ewidencji jest obecnie zarejestrowanych 1874 psów. Pan Sekretarz zastrzegł w Swojej odpowiedzi, że: „jest to przybliżona liczba, gdyż w chwili obecnej nie ma już obowiązku rejestracji psów w tut. Urzędzie.”

Z kolei z wielkim rozczarowaniem przeczytałem odpowiedź Pana Sekretarza dotyczącą ilości dziko żyjących kotów. Ocean Cierpliwości, tj. Pan Sekretarz z żalem (co widać po charakterze pisma)zawiadomił mnie, że: „Urząd nie prowadzi ewidencji wolno żyjących kotów.” Trochę mnie to zdziwiło, bo ewidencję ludności Urząd prowadzi, a przecież ludzie – podobnie jak koty – też są wolni. Trzeba będzie to zmienić, bo dlaczego ludzi się ewidencjonuje a koty nie?!

Ostoja UMiG w Górze w swojej wielkoduszności i miłosierdziu, raczyła poinformować mnie również, że: „Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt gminy mają obowiązek wyłapania bezpańskiego psa po zapewnieniu mu miejsca w schronisku. Jednakże w przypadku gdy koniecznej jest niezwłoczne wyłapanie zwierzęcia, a nie ma miejsca w schronisku, czynność wyłapania oraz przewiezienia psa do miejsca wskazanego przez gminę zostaje zlecona podmiotowi prowadzącemu działalność w tym zakresie.” Dzięki Oceanowi Cierpliwości dowiadujemy się, że: „Bezpańskie zwierzęta od momentu zwolnienia się miejsca w schronisku bądź zgłoszenia się nowego opiekuna, przebywają w miejscu wyznaczonym przez gminę.” Szło mi o miejsce za naszym UMiG, skąd tak często –m zbyt często! - dobiega rozpaczliwy skowyt psów.

Pan Sekretarz przyniósł też „dobrą nowinę.” Okazało się bowiem, że na 24 bezpańskie psy, które przetrzymywano w miejscu tymczasowego pobytu (za UMiG) w latach 2013 – 2014, aż 18 czworonogów znalazło nowych opiekunów. I to jest piękne! I to jest wewnętrznie budujące!


Oceanowi Cierpliwości, tj. Panu Sekretarzowi Tadeuszowi Otcie, bardzo dziękuję za udzielenie mi wyczerpujących odpowiedzi na skierowane przeze mnie pytania. Dobrze, że Pan nam się nie zmarnował zostając np. koalicyjnym radnym, w którymś tam rozdaniu wyświechtanych i zgranych kart. 

Dyżurny temat


Bardzo dziękuję Pani z maila. Sprawa nie jest nowa i mi nieznana. Już dużo wcześniej publikowałem zdjęcia na ten temat.

Z przykrością musze stwierdzić, iż problem ten jest nie do rozwiązania na obecnym etapie zrządzania powiatem. Wie Pani, kto jest starostą, któremu podlega ta szkoła. Wielce Czcigodna Pomyłka – Piotr Wołowicz – a jego osoba gwarantuje, że nic w tej dziedzinie nie ulegnie zmianie na lepsze. Wicestarosta – Paweł Niedźwiedź też nic nie zrobi, bo zarówno on, jaki jego szef nie bardzo wiedzą co robić. Takie są realia i z tym należy się pogodzić.

Jeżeli chodzi o nauczycieli ZS, to nie powinna mieć Pani do nich pretensji, że mają zadbane toalety, papier do bruzdy, mydło do rąk. Oni wciąż tkwią w najświętszym przekonaniu, że szkoła jest po to, by dawać im zatrudnienie as uczniowie to tylko kłopotliwa przystawka do ich pensji. Wartości i wychowawcze ZS pomijam miłosiernym milczeniem, bo jeżeli jest tak, jak Pani napisała, to nie ma w tej szkole wychowawców, czyli nauczycieli żyjących problemami swoich wychowanków. Sprawa toalet najlepiej pokazuje rzeczywistość: piękne sprawozdania, nieudolna dyrekcja i absurdalna rzeczywistość, o której się nie mówi, bo nie wypada. Jednym słowem – ogólne zakłamani i moralna zgnilizna. I żal mi uczniów, którzy chodzą do ZS, której nieudolna dyrekcja nie potrafi uporać (od lat) się z problemem toalet szkolnych, by te spełniały jakikolwiek standard.


Jedyna rada na dzisiaj. Niech rodzice sprawdzą na co idą ich pieniądze z Komitetu Rodzicielskiego. Płacą i maja do tego prawo. A jest trochę tej kasy, której sposobów wykorzystania nikt nie kontroluje i próżno szukać w sprawozdaniach w tej i wszystkich szkołach na terenie naszej gminy. Może by tak od 1 września tę kasę rodzice wpłacali, ale na określony cel. W przypadku ZS na remont toalet, papier i środki higieny. To i tak jest nadużycie, bo już płacą Państwo podatki, z których m.in. szkoła (Zespół Szkół w Górze także), otrzymują subwencję oświatową na naukę Państwa dziecka. Proszę tez pamiętać, że subwencja jest na ucznia a nie na nieudolne dyrekcje (w tym ZS w Górze). Z uczniowskiej subwencji mają pensje nauczyciele. Płacicie więc macie prawo i obowiązek wymagać. Święte krowy są W Indiach, a my jesteśmy w innym kręgu kulturowym. 

Zaproszenie


Bezpłatne porady prawne dla górowian. Nieodpłatne spotkanie z prawnikiem jutro (czwartek) w godzinach od 15 do 17 w kancelarii prawnej na rynku w Górze.

wtorek, 24 lutego 2015

Odpust zupełny



W związku z minięciem terminu odpowiedzi, której powinien pan udzielić na mocy prawa na moje pismo, pragnę pana poinformować, że w strzelistym akcie łaski przed wielkanocnej, grzech braku odpowiedzi odpuszczam panu mocą swego majestatu. Ostatnie wydarzenia związane z wejściem w posiadanie przeze mnie dokumentów dotyczących TW i agentury ubecko-esbeckiej skłaniają mnie do okazania litości wielu osobom. Rozumiejąc, że ludzie są tylko ludźmi i nie każdy z nich jest lotny (bo większość stanowią nieloty, czyli kury) mocą swego miłosierdzia odpuszczam panu grzech braku odpowiedzi. Jednocześnie intelektualnym napomnieniem ojca starszego w rozumie zwracam panu uwagę, byś pan zachowywał się na komisjach.

Komisja nie służy, by pan prezentował swój intelektualny nielot, ale po to, by wysłuchiwać pilnie opinii innych, którzy intelektualnie - co dane jest im przez Boga - górują nad panem. Proszę tu wnosić pretensji do mnie w kwestii  Pańskiego tzw. intelektu, albowiem to nie ja pana rzeźbiłem i nie z moich lędźwi się pan począł. Także drogi panie były kierowniku placowy w byłej cukrowni S.A., panie Borawski Ryszardzie, chwal pan imię moje w rama dziękczynienie za okazaną i niepojęta łaskę, której ocean zalał pana niczym buraki plac buraczany w okresie kampanii.
Udzielam panu rozgrzeszenia i trzy razy młoteczkiem pukam w pana czółko, ale wirtualnie, bo odgłos towarzyszący tym uderzeniom mógłby spowodować katastrofę akustyczną.


Proszę nie dziękować mi, albowiem wrodzona miękkość serca i znakomity stan wątroby, powodują, że pokłady mojej łaski są niewyczerpalne niczym Pańska ogólna wiedza, intelekt i doświadczenie samorządowe, którym się pan bezpodstawnie chwali. 

Nagi instynkt radnej





Droga radna Rady Miejskiej, szanowna Katarzyno, 

oglądając Twoje zdjęcia na Facebooku przeżyłem wstrząs. Jesteś dziewczyną odważną, nowoczesną kobietą, za którą Rubens oddał by życie, a nawet umieściłby Cię na płótnie o wymiarach 60 x 60 metrów, by każdy mógł delektować się poszczególną częścią Twego boskiego ciała, pieszcząc swój wzrok i swoje zmysły.

Jako radna jesteś pod względem urody, kształtów i seksapilu numerem uno w Radzie Miejskiej. Gdzie tam do Ciebie taki suchy Maniek Dziewic, który - jak zauważyłem - spogląda na Ciebie jak głodny student do lodówki, w której świeci się tylko światło. Nie wspomnę tu o takim radnym Adamie Chmielu, który - jak zauważyłem podczas jednej z komisji  - ślinił się na Twój widok, ale Ty wpatrzona w Jerzego "Chochoła" Kubickiego, nie zwróciłaś uwagi na ten ważny uczuciowy szczegół. A musisz wiedzieć droga Katarzyno, że Jerzy "Chochoł" Kubicki zawsze zza pazuchy może wyciągnąć "lizaka" i wtedy Twoje ponętne spojrzenie może przelecieć jedynie to plastykowe gówno. Kubicki Jerzy nie jest wart Twoich emocji - powiem Ci to jako człowiek, który widział nie jeden wytrysk.

Radziłbym Ci zwrócić uwagę na bardzo ponętne oblicze radnego Drozdowskiego Henryka, który jednocześnie jest sołtysem matecznika, z którego wywodzi się burmistrz mgr Irena Krzyszkiewicz. Ów Henryk godny jest zainteresowania, bo wydaje mi się, że szuka on w życiu odmiany. Oprócz tego, że chce być nadsołtysem zapewne pociągają go też kobiety o rubensowskich kształtach. Tak mniemam. Ponadto Drozdowski Henryk jako gazowy, skrzyniowy i hamulcowy w karetce daje sobie świetnie radę prowadząc to skomplikowane urządzenie po dziurawych drogach gminnych, powiatowych i wojewódzkich. Nie ma takiej dziury, której Drozdowski Henryk nie ominie.

Spójrz też łaskawym swym okiem na głównodowodzącego sikawkowymi , czyli Arkadiusza Szupera. "Generał Gaśnica" jest bez wątpienia człowiekiem pociągającym dla wszystkich kobiet, których  okres dojrzewania przypadł na schyłkowe lata Gomułki. Gość jest wspaniały i doskonały w każdym calu, jak każda gaśnica wyprodukowana w tym kraju. Nie przejmuj się, że nie każda gaśnica po odkręceniu tryska pianą, bo z tego co widzę "Generał" jest pod tym względem niezawodny.

Zerknij też swym wspaniałomyślnym okiem na wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej, naszego drogie Zygmunta I. Drogi Zygmunt - jak zauważyłaś - chodzi smutny, zamyślony, oddalony od realiów samorządowych niczym Merkury od tlenu. Trzeba drogiemu Zygmuntowi, człowiekowi niezwykle sympatycznemu, podnieść poziom jego szacunku dla samego siebie. Być może, droga Katarzyno, gdybyś spojrzała na zaniedbanego emocjonalnie Zygmunta, zmieniłby się na lepsze, przestał być  ponury, zniknąłby mu z twarzy smutek, a jego uśmiech miałby 360 stopni, bo z braku włosów nie miałby się na czym zatrzymać. Drogiego Zygmunta polecam jak najbardziej. To mój faworyt numer jeden. Aaa! Zapomniałbym dodać. On wie, gdzie orgazm piszczy (przynajmniej teoretycznie). 

poniedziałek, 23 lutego 2015

Na zdrowie

W najbliższy piątek odbędzie się sesja Rady Miejskiej w Górze. Podczas obrad radni będą głosowali nad podwyżkami. Podwyżki owe dotyczą: odpłatności zza zaopatrzenie mieszkańców naszej gminy w wodę i odprowadzenie ścieków. Planowane jest również głosowanie nad uchwałą mieniącą uchwałę w sprawie metody ustalenia opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi, ustalenia wysokości tej opłaty oraz stawki za pojemnik o określonej pojemności. Trzeci projekt uchwały o charakterze „podwyżkowym” dotyczy zmiany cen za parkowanie na terenie naszego miasta.

Zacznijmy od wody. Jej cena wzrośnie. Do końca marca płacą Państwo za 1 m sześcienny wody 3,79 zł netto. Nowa cena ma wynieść 3,85 zł netto (plus 8%VAT).

O tyle samo wzrośnie cena wody przemysłowej, czyli z 3,79 zł netto za 1 m sześcienny do 3,85 zł netto (plus 8% VAT).

Wzrosną też koszty odprowadzania ścieków. Do końca marca za ścieki bytowe płacili Państwo 4,47 zł/ m sześcienny netto a wg propozycji burmistrz Ireny Krzyszkiewicz będą Państwo płacili od 1.04. br. 4,94 zł netto (5,335 zł brutto).

Będzie również nowa cena ścieków przemysłowych. I tak – wg propozycji burmistrz Ireny Krzyszkiewicz ich cena ma wzrosnąć z obowiązującej obecnie kwoty 5,87 zł netto do 6,11 zł netto (brutto 6,598 zł).

Nie ulegają zmianie ceny za wody opadowe i roztopowe, która płacona jest od wielkości powierzchni utwardzonej dróg i placów. Stawka obecna wynosi netto 0,17 zł/m kwadratowy i taka ma pozostać. Opłata abonamentowa wzrośnie o 1 grosz miesięcznie i będzie wynosiła 6,96 zł netto.

Kolejne proponowane przez burmistrz Irenę Krzyszkiewicz podwyżki dotyczą nowych cen za odpady komunalne. Wykaz zmian poniżej.



Przed podwyżkami nie uchronią się również opłaty za parkowanie w płatnych strefach. Nowe stawki poniżej.




Wszystkie te podwyżki podyktowane są – rzecz jasna! – troską burmistrz Ireny Krzyszkiewicz o dalszy wzrost stopy życiowej mieszkańców naszej gminy, nieustające podnoszenie dobrobytu jej mieszkańców, lepsze samopoczucie podatników, którzy płacąc więcej czują się bardziej dowartościowani ze względu na ich domniemaną zamożność, najgłębszą troskę o standard życiowy rodzin wielodzietnych. Oczywiście, wszystko to by żyło się podatnikom lżej, bo jak wiadomo nadmiar pieniędzy powoduje niepotrzebne troski i zmartwienia. A tak wyższe podateczki się zapłaci i główka już nie będzie bolała od zastanawiania się co zrobić z kasą. Te podwyżki służą zdrowotności podatników. 

Marne widoki




Marne widoki szanowny Panie. U nas jest tak, że raczej nie należy liczyć na radnych, bo ci liczą na panią burmistrz. Na inicjatywę radnych, to Pan raczej nie licz, bo się Pan okrutnie przeliczysz. Oni w większości widza diety a nie problemu mieszkańców. Realia takie, szanowny Panie.  

Mówiąc brutalnie: jak w tym miejscu coś bardzo złego się stanie, to może ruszą wożone w samochodach dupy. Prędzej raczej to nam nie grozi. 

sobota, 21 lutego 2015

Uwag kilka


W końcu mamy przyjaznego policjanta! Ów policjant i samorządowiec (a to kurwa ciekawe!) parkuje sobie gdzie głupi umysł mu podpowie. Durne to jest - bez dwóch zdań.



Samochód, który Państwo widzicie na fotografii należy do Jerzego "Chochoła" Kubickiego, pupilka burmistrz Ireny Krzyszkiewicz, samozwańczego cenzora podczas obrad Rady Miejskiej, człowieka mało sympatycznego, którego sam widok już mnie wkurwia. Ja widząc Jerzego "Chochoła" Kubickiego już mam dość, bo rzygowiny podnoszą mi się do grdyki, a wódki żal.

Widzą Państwo zdjęcie bezczelnego policjanta, który uważa się, że jest poza prawem, ponad prawem i stanowiącym prawo. Ta szumowina zaparkowała sobie samochód pod Galerią Leszno świecąc leszczynianom po oczach rejestracją DGR. Co myślą o nas leszczynianie, jeżeli tak zwany "samorządowiec", przewodniczący Rady Miejskiej robi takie numery?

Co to na pani burmistrz Irena Krzyszkiewicz, która z takim zachwytem wpatruje się we wzrok do Jerzego "Chochoła" Kubickiego, na którym to śladzie wzroku można jajka smażyć?  Co na to komendant Komendy Powiatowej Policji w Górze?

Ciekawe są też okoliczności, w których Jerzy "Chochoł" Kubicki przestał być szefem "drogówki". Ja wiem, ale czekam na moment w którym Jerzy "Chochoł" Kubicki udostępni te tajne akta radnym gminnym, by ci wiedzieli z kim tańczą.

Np. taki Jerzy "Chochoł" Kubicki powinien sam wystawić sobie mandat za parkowanie na skwerze zieleni. Kwotę mandatu pozostawiam do uznania, ale karą dodatkową powinno być 10 pasków na gołą dupcię zadanych osobiście przez panią burmistrz (za bardzo tego nie odczuje, bo jest w koalicji, bo koalicjanta się pieści, a z tych pieszczot...).

Ciekaw jestem też kiedy pani burmistrz przestanie kochać Jerzego "Chochoła" Kubickiego, bo przecież Jerzego "Chochoła" Kubickiego można zastąpić takimi "osobistościami" jak: Bronisław Barna, Ryszard Borawski, Adam Chmiel i Mariusz Dziewic. Każda z tych kandydatur intelektualnie jest zrównana jak górowski bruk po rewitalizacji i zasługuje na najwyższe uznanie. 

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Przewodniczącym Rady Miejskiej zostaje Mariusz Dziewic, a jego godnym zastępcą Bronisław Barna. Rozpoczynają się obrady. Wytyczne przed sesją zostały wyjaśnione w gabinecie 101 ("kowalstwo ręczne" - mgr Irena Krzyszkiewicz). Z wydanymi wytycznymi obaj przewodniczący udają się do sali konferencyjnej starając się nic nie uronić z otrzymanych dyrektyw. Zaczyna się sesja. Przewodniczący Maniek, który jest tak bardzo niezależny, że próg gabinetu burmistrza przekracza z najwyższą niechęcią i tylko pięć razy w tygodniu (weekend wolny) dryguje radą. Łoj Maniek!

Oczywiście to żart, chociaż niekoniecznie, bo różne dziadostwo może nas dotknąć. Pan radny Maniek da się kupić pani Irenie pod jednym warunkiem: dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 1 w Górze podpisze umowę o pracę z jego szanowną małżonką na czas nieokreślony.

A teraz słuchaj Maniek. Piszę do Ciebie ja  - Robert Mazulewicz. Jest tak. W mojej ocenie są ludzie i kurwy . Akurat wykaz kurew z archiwum IPN mam przed sobą. I chce mi się rzygać. Czy Ty Maniek obiecywałeś wyborcom, że Twoim celem jest uzyskanie ciepłej posadki dla żony czy też praca na rzecz mieszkańców gminy? Co Ty odpierdalasz?

Kończąc ten wątek i przechodzimy do kolejnego, który ma wymiar moralny. Miałem ostatnio okazję zapoznać się z projektem uchwały likwidacji Straży Miejskiej w Górze. Projekt uchwały jest bez zarzutu. Przemawia za nim jeden decydujący argument: do Straży Miejskiej musimy dopłacać. Mamy biedne i głodne dzieci, brak zinstytucjonalizowanej opieki zdrowotnej nad dziećmi, brak żłobków, niewystarczającą ilość miejsc w przedszkolach, stawkę żywieniową 7 złotych na dziecko w przedszkolu, a utrzymanie bezpańskiego psa w schronisku kosztuje nas 17,22 zł za dobę. Tych potrzeb władze gminy niezaspakajaną. Ale zaspakajają potrzeby Straży Miejskiej w kwocie ponad 200 tysięcy złotych rocznie. A jak podkreśla pani burmistrz: tylko ekonomia się liczy. Więc tak - niech dzieci będą głodne, zaniedbane zdrowotnie, bo gmina musi łożyć na Straż Miejską.

Liczę, że Państwo jako podatnicy nie pozwolą na marnotrawienie grosza publicznego, Waszego grosza! I nie pozwolicie na kontynuowanie tej rozrzutności.  Ja wiem, że pani burmistrz zarabia tyle, że stać ją prywatnych lekarze i w ogóle niepotrzebny wiceburmistrz też zarabia tyle, że mają oni w dupie problemy zwykłego człowieka. Ich stać na prywatną wizytę u kardiologa, neurologa czy okulisty za 100 czy nawet 300 złotych. Oni będą przyjęci od ręki, bo decyduje kasa.

Kończąc ten post chciałbym Państwa uczulić na następujący problem: gminna władza uważa, że wszystko jest cacy-cacy, a tak naprawdę jest syf-syf, a gówno lepi się do butów. Jak władza taka jakość gówna.

piątek, 20 lutego 2015

Śmierdząca historia

30 sierpnia 1962 r., ok. godz. 9.00 przed budynek Komendy Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Górze zajechał samochód marki „Warszawa 200” na wrocławskich numerach rejestracyjnych. Z samochodu wysiadło dwóch niczym nie wyróżniających się, ubranych w cywilne ubrania mężczyzn. Mężczyźni po chwili zniknęli w środku budynku komendy.

Tylko kilka osób w komendzie wiedziało kim są ci dwaj mężczyźni. Jednym z nich był z całą pewnością por. Antoni Słabisz, bo wrocławscy goście przyjechali właśnie do niego. Por. Antoni Słabisz był wówczas „szychą” w powicie górowskim. Jako I zastępca KP MO miał co prawda nad sobą zwierzchnika – Komendanta Powiatowego Milicji Obywatelskiej – ale ten mógł mu „skoczyć i zatoczyć”. Powód tego stanu rzeczy był bardzo prozaiczny. Por. Antoni Słabisz był I zastępcą Komendanta Powiatowego MO ds. Służby Bezpieczeństwa.

Antoni Słabisz przybył do naszego miasta z Włoszczowej, która obecnie znajduje się w woj. świętokrzyskim. Ten wówczas 38.letni mężczyzna mając 21 lat związał się bezpieką. We Włoszczowej był w 1945 r. wartownikiem ochrony Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Gdy Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego zaczęło tworzyć Grupę Operacyjną, którą zamierzano skierować na zajęty przez sowietów Dolny Śląsk, znalazł się w niej również Antoni Słabisz, który w maju 1945 r. był już funkcjonariuszem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kielcach.

Już 24 października 1945 r. Antoni Słabisz jest pracownikiem Biura Przepustek Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Górze, który znajdował się wówczas przy ul Kościuszki (naprzeciwko przedszkola), następnie wartownikiem plutonu ochrony PUBP w naszym mieście. Młody adept bezpieki pnie się w górę. Młodszy referent operacyjny, referent, referent terenowy, starszy referent terenowy, starszy referent operacyjny. W 1955 r. w celu podniesienia kwalifikacji zawodowych zostaje słuchaczem Dwuletniej Szkoły Podwyższania Kwalifikacji Kierowników Sekcji w Szkole Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego nr 2 w Gdańsku.

Po objęciu władzy przez Władysława Gomułkę, z którym zawsze mis się kojarzy obecny starosta górowski, Antoni Słabisz awansuje na z – cę Komendanta Powiatowego MO ds. Bezpieczeństwa. Swoją błyskotliwą karierę w organach bezpieczeństwa Antoni Słabisz kończy 28.02.1970 r. kiedy to zostaje zwolniony ze służby. Ma wówczas stopień kapitana MO.

Jako esbek zajmuje się Antoni Słabisz w 1962 r. „aktywnością kleru katolickiego” na terenie naszego powiatu.

Dwaj przybyli mężczyźni nie przyjechali do esbeka Anotniego Słabisza z przyjaźni. Antoni Słabisz (w 1962 r był w stopniu podporucznika MO) mógł tylko marzyć o szarżach, które nosili wrocławscy goście.

Ppłk. Edward Jara miał wówczas 39 lat a we wrocławskiej Służbie Bezpieczeństwa był w tym czasie starszym inspektorem Inspektoratu kierownictwa SB.  Jego towarzysz tez był z górnej esbeckiej półki. Mjr mgr Władysław Kurnik od 30 dni był świeżo upieczonym Kierownikiem Grupy VI i Ia Wydziału IV KW MO we Wrocławiu. Oczywiście był esbekiem.

Por. Antoni Słabisz w towarzystwie swoich współpracowników: por. Mariana Błaszczyka (zajmował się w górowskim SB „prawicą społeczną”, „nacjonalizmem ukraińskim”, „paszportami” oraz „wyjazdami do krajów kapitalistycznych”, Kazimierzem Ruszczyńskim, który zatrudniony był w górowskiej SB w charakterze męskiej sekretarki, wyprężeni niczym struna przyjęli dostojnych gości z województwa.

Po co obaj tak wysokiej szarży esbecy przybyli do naszego miasta? Obaj „gentelmani” wątpliwej reputacji przyjechali do Góry, by dokonać przeglądu swoich kadr. Nie chodziło im jednak o etatowych pracowników SB. Panowie przyjechali dokonać weryfikacji kadr tajnych czyli swoich tajnych współpracowników działających na terenie całego powiatu górowskiego w jego ówczesnym kształcie administracyjnym.
„Październikowa odwilż” z 1956 r. przykróciła w dość dużym stopniu wszechwładzę Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. W dużym stopniu posypała się tez sieć tajnych współpracowników tej bandyckiej instytucji. Ludzie przestali się bać i nie donosili już pod wpływem strachu na innych. A bez TW nowo utworzona Służba Bezpieczeństwa była ślepa i głucha.

Początek lat 60. i zawód jaki dużej części społeczeństwa sprawiły rządy Władysława Gomułki (którego jak widzę i słyszę to zaraz przypomina mi się obecny starosta, i nie wiem skąd mam takie skojarzenie!), był też początkiem przykręcania śruby społeczeństwu. Władza widząc to postanowiła aktywizować pracę SB, by trzymać swoje brudne łapska na pulsie.

Przystąpiono do odbudowy sieci TW. Aby jednak sieć ta była wydajna należało wyeliminować słabe ogniwa. A takimi byli tajni współpracownicy, którzy na fali „odwilży” olali organy tzw. bezpieczeństwa.

I w tym celu przybyli do Góry dwaj wysokiej rangi funkcjonariusze SB z Wrocławia. Przeglądano teczki osobowe TW i analizowano ich zawartość. Analiza miała na celu określenie przydatności niegdyś zwerbowanego TW do jego dalszej współpracy z SB.

Wkręcono papier pomiędzy wałki maszyny do pisania. Wykonano tabelkę, której nagłówek widzą Państwo poniżej.



Rozpoczął się żmudny proces analizy teczek. Na początek wzięto pod lupę TW z terenu naszego miasta. Nie wiemy – i pewnie nigdy nie dowiemy się – czym kierowali się esbecy skreślając jednych z listy TW a zostawiając innych. Faktem jest, że 30 sierpnia 1962 r. liczna TW Służby Bezpieczeństwa na terenie naszego miasta zmniejszyła się o 68 nazwisk.

Przeglądając 3 kartki formatu A4, na których zawarto imiona i nazwiska skupiłem swoją uwagę na rubryce: „Przyczyny wyeliminowania”. Powtarzają się tam takie zwroty: „nieprzydatny”, „odmowa współpracy” (bardzo nieliczny wpis), „niechętny (także sporadycznie), „zdekonspirowany (częściej niż określenie „niechętny”), „brak możliwości”, „niewykorzystany”, „członek PZPR”. W tym ostatnim przypadku TW skreślano niejako z urzędu, bo Władysław Gomułka zakazał kaptować członków PZPR na TW.

Tabela sporządzona przez pracowitych funkcjonariuszy SB zawiera też miejsce ich ówczesnego zamieszkania. Dla Państwa ciekawości powiem, że najwięcej wyeliminowanych TW w Górze mieszkało przy ul. B. Bieruta (obecnie Piłsudskiego). Z listy TW skreślono ich 20 sierpnia 1962 aż 11! Ciekawe ilu ocalało?

Drugą ulicą zagęszczoną esbeckimi TW była ul Stalina (obecna Wrocławska), gdzie z ewidencji zdjęto jej 8 mieszkańców. Na Marchlewskiego (obecnie Podwale) mieszkało 5 TW.

A jak sytuacja z TW wyglądała powiecie? 30 sierpnia 1962 r. esbeccy weryfikatorzy skreślili 152 TW, których uważali za bezużytecznych. Łącznie więc 30 sierpnia 1962 r. 220 mieszkańców ówczesnego powiatu górowskiego mogło poczuć ulgę, chociaż zapewne o tym nie wiedzieli.

Widziałem te listy nazwisk. Są na tych listach nazwiska osób znanych. Więcej! Bardzo znanych. Odczytując te nazwiska doznałem szoku. Każdy, kto ma mniej więcej tyle lat, co ja, też by przeżył to bardzo nieprzyjemnie. Są tam nazwiska osób, których nigdy byśmy o bycie TW nie podejrzewali.


Pamiętać należy o tym, że w czasach stalinowskich werbowano ludzi szantażem a nawet torturami. Nie żyłem w tamtych czasach, tak więc nie mi oceniać byłych TW.