czwartek, 7 czerwca 2018

Podobno...

Na pewno skażona bakterią coli część wodociągu jest krystalicznie czysta, jak sumienia tych radnych, którzy na swoim koncie nie mają zatrudnionych członków rodzin w jednostkach podległych gminie, a więc radzie miejskiej. Wiadomość to radosna, bo bakterie coli udało się zwalczyć, ale nepotyzm niestety nie całkiem.

Podobno radny Marek "Bananowy Uśmiech" Biernacki wylatuje, ale nie z Rady Powiatu, lecz do Rzymu. Podobno ma tam prezentować najnowszy krój koszulki zaprojektowany przez Hugo Bossa, która to koszulka ma rozsławiać oblicze naszej ukochanej pani burmistrz i po raz pierwszy zostanie zaprezentowana właśnie w świętym mieście. W Watykanie radny Biernacki będzie przyjęty na prywatnej audiencji przez papieża Piusa I, który z tej okazji wstanie z grobu. Co za dzień!!!

Podobno do Sejmiku Województwa Dolnośląskie zamierza kandydować Piotr Zapłon-Iskra, który w chwili obecnej robi oszałamiającą karierę jako urzędnik blisko związany z Brukselą, a co za tym idzie z finansami unijnymi. Podobno to on właśnie obciął w Brukseli fundusze dla Polski, gdyż jego Ligota jest już w zupełności rozwinięta. W zupełności rozszerza się w kierunku Czerniny.

Podobno arcydyrektor powiatowych kryzysów Tadeusz J. osobiście walczył z bakteriami coli zabijając je lewym letni laczkiem w filiżance z kawą, którą nieopacznie zaparzył bez gotowania.

Podobno w najbliższym czasie do Góry ma przyjechać cyrk, w którym główną rolę będzie grał wojewoda dolnośląski. Głównym punktem przedstawienia będzie - podobno - robienie górownianom wody z mózgu w sprawie obwodnicy, która w wykonaniu PO jest "be", a w wykonaniu PiS-u ma być "cacy". Pisowski wojewoda wziął przykład z krzywogębego premiera, u którego występuje brak łączy na linii myśl - język, czego przykładem jest planowany most w Bełczu Wielkim, o którym już głośno nawet w Afryce.

Podobno Beata "Bukietowa" Pona szykuje się do startu na drugą kadencję. Konkurowała będzie z inspektorem nadzoru tutejszego nadleśnictwa, panem K.G., oraz z którymś z prokuratorów rejonowych z Głogowa. Ciekawe kto będzie szybszy.

Podobno Mirosław Ż. jest murowanym kandydatem trzeźwiej intelektualnie części PiS oraz wielu niepartyjnych górowskich wyborców na stanowisko włodarza naszej gminy. Podobno cudów od kandydata się nie oczekują, ale tylko skończenia z panującym kur...

Podobno radny gminny Zygmunt I., znany lekarz i niezrównany trener mięśni Kegla w powiecie górowskim i leszczyńskim oraz stanie Teksas i Nowy Meksyk, ale również w nadbałtyckich kurortach i jeleniogórskich sanatoriach, nosi się z zamiarem startu do Rady Powiatu. Jego geniusz pozwala nam sądzić, że mieszkanki powiatu pod jego kierownictwem będą niedoścignionymi mistrzyniami w operowaniu mięśniami Kegla. To będą noce. Teoria zacnego doktora mówi, że ... "kobiety, które nie krzyczą nocą - warczą w dzień".

Podobno wiceburmistrz Andrzej Rogala odetchnął z ulgą, że nie ma więcej dzieci, bo w gminie nie ma już więcej etatów do obsadzenia. Swoimi. Najlepiej od Rogali. No ba ... bo w końcu samorząd rogalami stoi.

Podobno ZEC będzie czyścił w okresie letnim swoje kominy. Podobno w charakterze wyciora kominowego został tam zatrudniony nigdy nic nie znaczący Z.B., trzydniowy dyrektor szpitala i nic nie znaczący ex-wiceburmistrz gminy Góra. Podobno kominy pokładają się ze śmiechu.

Podobno burmistrz Irena Krzyszkiewicz przebywała ostatnio nad Morzem Bałtyckim. Podobno trafiła na sztormową pogodę, ale gdy wyszła na plażę to wszelkie bałwany (w tym wodne) pokłoniły się jej głęboko, a tego dnia temperatura wynosiła 32 stopnie w cieniu, a w Górze tylko 26. Jak można zabrać 6 st. C. w walizce?

Podobno wicestarosta Paweł Niedźwiedź znowu przytył. Podobno ubiega się u burmistrza Wąsosza o zgodę, by zostać sołtysem w wybranej przez Zbigniewa Stuczyka wsi. Podobno burmistrz Stuczyk znalazł taką wieś, ale kontrasygnaty odmawia sekretarz Marcin Koziński, który twierdzi, że czas niedźwiedzi w powiecie dobiegł końca.

Podobno Piotr W., lekarz ostatniego kontaktu górowskiego szpitala zamierza startować w wyborach na radnego gminy Góra w okręgu nr 15 z listy naszej ukochanej Ireny Krzyszkiewicz. Podobno o jego zamiarach pani burmistrz dowiedziała się niedawno i stwierdziła, że szpital to on mógł sobie położyć, ale jej listy nie położy.

Podobno wicedyrektor LO w Górze, rady Rady Miejskiej w Górze, przewodniczący komisji oświaty i kultury w gminie, magister wychowania fizycznego, instruktor pływania, murowany kandydat na nauczyciela płatnych lekcji na "Delfinku", wybitny działacz sportowy znany tylko jedynie poza granicami naszego powiatu, autor wielu publikacji naukowych w języku suahili, aramejskim, hebrajskim, celtyckim, hetyckim i niepełnej polszczyźnie, Mariusz Dziewic skarży się, że nie chce startować w wyborach na radnego, ze względu na to, że ma nadmiar obowiązków zawodowych. Wynikają one z ogromnej liczby uczniów kierowanego przez niego LO, gdzie podobno dyrektorka jest tylko listkiem figowym (wstydu?) dla jego geniuszu. Podobno wielbiciele Mariusza Dziewica nie dają mu spać, gdyż pukają mu w nocy po oknach, suficie, po piwnicy, po komórkach i toi toi-u, by kandydował w najbliższych wyborach. Byle gdzie, ale by kandydował, ponieważ niczym Ferdek Kiepski jest gotów objąć wszystkie stanowiska. Nawet może zostać położną w zlikwidowanym górowskim szpitalu.

Podobno radny gminny Jacek Szebra stosunkowo niedawno dowiedział się, że jego małżonka zatrudniła się w Urzędzie Miasta i Gminy w Górze i jest referentem do spraw oświaty oraz że okupuje biurko w pokoju nr 5. Podobno radny ów na wieść o tym, iż jego żona pracuje w jednostce, którą on ma kontrolować, najpierw wytrzeszczył oczy, potem popadł w bezdech i zakrzyknął rozpaczliwie: "żono kompromitujesz mnie, jestem skończony". I tu musimy się zgodzić z radnym Szczerbą, którego sanujemy i głęboko poważamy ze względu na jego liczne wystąpienia podczas sesji, których nigdy nie wygłosił, aczkolwiek miał taki szczery zamiar. Podziwiamy pryncypialność radnego pana Jacka, bo przecież uczciwy radny nigdy nie dopuściłby do takiej sytuacji. Tylko łajza, łachudra i szafarz dóbr wszelakich mógłby pójść w tym kierunku. Pan Jacek nie.

Podobno radny, dostojny Ryszard Borawski nosi się z zamiarem przejścia na samorządową emeryturę. Podobno radny Ryszard chciałby zostać radnym niezależnym, ale nie wie jak. Poradzić możemy tyle: należy stworzyć niezależny własny komitet wyborczy, bo osiągnięcia w obecnej kadencji są imponujące tak więc będzie się czym pochwalić i konkurencja będzie leżeć na ryju i kwiczeć. Nie wyobrażamy sobie samorządu bez pana Ryszarda, chociaż Ryszarda bez samorządu i owszem.

Podobno pewien woźny w szkole podstawowej w Górze powiedział do dzieci: "jak będziecie biegały, krzyczały i rozrabiały to przyjdzie moja ciocia, burmistrz Irena, i do domu dziecka was wyśle". Ciekawe czy pan Gniecki to rodzina pani burmistrz czy już rodzina wiceburmistrza Rogali? Bo dzieci może coś przeinaczyły?

WIELBICIELE PRAKTYCZNEGO RODZINNEGO SAMORZĄDU

Podobno radny Henryk Drozdowski pracuje obecnie w Środowiskowym Domu Pomocy Społecznej, czyli jednostce podległej gminie, którą ma kontrolować jako radny niezależny (od przyzwoitości). Podobno w ogóle nie chciał tam pracować i naoczni świadkowie twierdzą, że do pracy został zaciągnięty tam przy pomocy ośmiu wołów i bacika, którym po piętach smagała go wiadoma osoba. Bat ów słynie ze słodkości i zadawaniu razów, przy których nawet orgazm jest niczym. Zazdrościmy radnemu, który wiedząc, że będąc radnym nie wypada mu pracować w jednostce podległej radzie to poświęcił się dla dobra tej jednostki, gdyż wiadomo, że radny Drozdowski jest filarem mądrości, intelektu, uczciwości, wzorem samorządowca, który brzydzi się dogłębnie nepotyzmem. A podobno (te ludzie to wredne są) jego dwie córki zatrudnione w jednostkach gminnych okazały ojcu pychę i na złość nasieniu zatrudniły się w jednostkach podległych radzie gminy. Więc cóż miał zrobić troskliwy ojciec? Też zatrudnił się w takiej jednostce, by córki mieć na oku. Wzorowy ojciec.

I na koniec podobno smutna wieść. Adam Chmiel, wybitny radny, mózg nieistniejącej opozycji wobec burmistrza Wschowy, przyszły generał, wyróżniający się absolwent Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, gdzie rywalizował podobno z Ireną Krzyszkiewicz o tytuł najlepszego studenta (ona 5, on -5) konstruuje własny blok wyborczy. Celem bloku jest: wybudowanie koszar w Górze, obowiązkowa musztra paradna podczas Gminnego Dnia Grochówki, który to dzień przypada na dzień urodziny radnego, "małpi gaj" dla emerytów w celu przywrócenia im prawidłowego krążenia krwi, wybudowanie fosy napełnionej wodą z bakteriami coli, budowa strzelnicy z zatrudnieniem niewidomych instruktorów do strzelania z AK-47, budowa portu morskiego dla okrętów wojennych, przedłużenie biegu Wisły do Góry i stworzenie Miejscowego Ośrodka Badań Kosmicznych NASA na Kajęcinie im. Adama Chmiela. Wszystko to zapewni nam dynamiczny rozwój, tak że Morawiecki będzie jeździł do Chmiela na korepetycje. Jest jeden problem. Morawiecki podobno radnemu Chmielowi niskim kalafiorem polatuje. Tak jak autorowi tego posta.

Żyjący wciąż kronikarz miasta Góry odnotował inwazję pewnej charakterystycznej szarańczy, która osiadła w w pewnych urzędach pomocnych rolnikom i zajmujących się emeryturami rolniczymi. Osobniki owe mają pisowskie DNA, ale kronikarz aby żyć to musi iść spać. Odpocząć. I o tym opowie Państwu w następnym odcinku "Podobno".

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Zgniłe jaja na wodzie

Zrobił się zamieszanie wokół obecności bakterii coli w wodzie, która służy do celów bytowych mieszkańcom Góry oraz 13 wymienionych w komunikacie Państwowego Inspektora Sanitarnego w Górze miejscowości wiejskich. Wiadomo powszechnie, że bakteria ta zaczyna zagrażać życiu człowieka, zwłaszcza kiedy przedostanie się do wodociągów, skażając wodę pitną. Na szczęście gadzina ta ma małą wytrzymałość. Jej byt dobiega końca w temperaturze 60 stopni i jest bezbronna wobec większości środków dezynfekujących. Ale naszemu układowi pokarmowemu może dać nieźle popalić.

No i starczy tych mikro naukowych wywodów. Czas przejść do meritum sprawy. Wyborcy się bowiem odrobinę znarowili, bo doszli do smutnego dla siebie wniosku, że ktoś ich struga jak marchewkę, czyli usiłuje wała z nich robić. A nerw mieli! O czym moje delikatne i subtelne uszy się dzisiaj przekonały. Przyjąłem porcję tego narowu wyborców do małżowin bez zająknienia. I powiem Państwu, że rzeczywiście, ktoś próbuje robić durniów z mieszkańców naszej gminy.

Przypatrzmy się komunikatowi który ukazał się na stronie naszego UMIG dzisiaj, krótko przed południem. Widzimy komunikat, urzędowe pieczęcie i kierowniczy artystyczny zawijasek – wywijasek osoby odpowiedzialne w tutejszym sanepidzie za m.in. stan i jakość naszej kranówki podawanej nam do konsumpcji.


A teraz przypatrzmy się komunikatowi ze strony Starostwa Powiatowego. Komunikat prawie jota w jotę taki sam. A jednak… Widnieje na nim datę: 29.05.2018 r. Czyli komunikat o jakości wody, złej jakości wody, tak dupiastej, że bez przegotowania nie nadającej się do picia, dotarł do starostwa i do gminy 29 maja (a dzisiaj mamy 4 czerwca) i w naszej gminie nikt nie pofatygował się, by ostrzec mieszkańców – wyborców, że oni i ich najbliżsi narażeni są na niebezpieczeństwo. Głupota czy działanie z premedytacją?
A czemu z komunikatu zamieszczonego na stronie gminy wyparowała data? Bakteria coli zeżarła? Po co robić mieszkańcom gminy ludziom myślącym, wodę z mózgu? To w naszej gminie są tacy idioci, którzy sądzą, że ludzie się nie dowiedzą? Za świniopasów ma się wyborców? Debilów? Tępaków? Ten numer musiał tęgi debil wymyślić. Tytuł "Gminnego Debila Dziesięciolecia" murowany! Co to kurwa jest!? Grzecznie pytam?





Ale powróćmy do reakcji wyborców. Mój narząd słuchu wyłapać musiał mnóstwo przykrych uwag. Najlżejsze z nich: w dupie nas mają, olewają nas, jak zachorujemy to który szpital nas przyjmie, pan też w ich trąbkę dmucha, kupili pana, skandal, ja sobie to zapamiętam. Padały też takie uwagi – z wodą niezwiązane – a wie pan, że nieślubna dziewczyna starszego syna wiceburmistrza pracuje w starej przychodni? I robotę dostała bez konkursu?! Co to panie, kurwa jest?! A wie pan, że dziewczynę młodszego syna przed porodem zatrudnili w ZEC?!Chuj z taką władzą, co dba o swoją rodzinkę a nasze zdrowie ma w dupie!

I podobne wątki, ale z wodą nie związane, przychodziło mi wysłuchiwać. A było tych żali sporo.


Wygląda więc na to, że mieszkańcy – wyborcy poczuli się nieco urażeni tą całą historią. Wodny morał z tej historii płynie taki, że ogólne oburzenie nie może spłynąć po naszej władzy jak woda po kaczce, bo może być tak, że coś przepadnie jak kamień w wodę.

czwartek, 24 maja 2018

Kryminalny żłobek?





Kochana Pani Agatko,

łże Pani ku mojej rozpaczy, gdyż mój organizm wódki już niestety nie chłonie. Nie przypominam sobie Pani teściowej, ale skoro u niej bywałem to musiała nieźle w trąbę dawać. Męża też nie pamiętam, bo chyba słabo stawiał. Ogólnie rzecz biorąc Pani mail jest tendencyjny i jego zamiarem było uderzenie poprzez mnie w Panią Burmistrz.
Jest dla mnie faktycznie niesmaczne zamieszczenie w ten sposób godności pracowników żłobka i klubu malucha. Tego, przyznam się, nie rozumiem. Wygląda na to, że tylko pani dyrektor ma imię i nazwisko, a reszta jest szarą masą, na której tak naprawdę opiera się funkcjonowanie placówki, zdrowie i bezpieczeństwo powierzonych przez rodziców dzieci. Rodzice - i opinia publiczna - mają prawo wiedzieć kto opiekuje się ich dziećmi oraz na kogo łożą podatki, z których utrzymywana jest ta potrzebna instytucja.
Kończąc sądzę , że ja pisząc tego posta wypełniam swój obowiązek, ale równocześnie proszę, aby rodzice wywarli na dyrekcję nacisk, by zmienić ten bez wątpienia skandaliczny stan rzeczy.
Pominę smutny i gorzkim milczeniem fakt zatrudnienia się tam radnej Rady Miejskiej w Górze Katarzyny J. (Jabłońskiej), która najwyraźniej wybrała drogę wierności karierze, a nie wierności wyborcom. Jej sprawa. Pies ją trącał.
Wszyscy zdajcie sobie sprawę, że siła nie drzemie w żadnym z radnych, ani w pani burmistrz. Siła drzemie w Was. W wyborcach tych radnych i burmistrza. Podnieście głowy na karkach. Siła to Wy.

Kanalia

czwartek, 26 kwietnia 2018

Przedwyborcze przymiarki

W styczniu br. CBOS przeprowadził badanie dotyczące postrzegania wyborów samorządowych przez Polaków. Aż 47% Polaków uważa wybory samorządowe za bardzo ważne, a 79% deklaruje marsz do urn wyborczych. Zainteresowanie decyzjami władz gminnych deklaruje 78% badanych; powiatowych – 65%, a wojewódzkich – 40%.

Premier musi określić termin przeprowadzenia wyborów samorządowych pomiędzy 16 lipca a 16 sierpnia br. Wybory mogą odbyć się nie wcześniej niż na 30 dni i nie później niż na 7 dni przed upływem kadencji rad, który przypada 16 listopada br. W grę wchodzą trzy daty: 21 października, 28 października lub 4 listopada. Który jest najbardziej możliwy? Tylko 21 października będzie niedzielą wolną od handlu. Ten termin byłby więc najwygodniejszy, więcej osób mogłoby pójść do urn.

Podczas sesji Rady Miejskiej przyjęta została uchwała dotycząca podziału naszej gminy na nowe okręgi wyborcze. Radni zaakceptowali nowy podział, który wymusiła nieubłagana demografia. Zamiast dotychczasowych 21 okręg ów wyborczych będzie 15, bo tyle naszej gminie w myśl prawa przysługuje ze względu na fakt, iż liczba mieszkańców naszej gminy spadła poniżej 20 tys. mieszkańców. W ten sposób nasza Rada Miejska skurczy się 28,6%. Nad faktem tym nie ubolewam.
Przy uchwałach napracował się sekretarz naszej gminy, który za niejedne wybory odpowiadał i obyło się bez „obsuwy” – Tadeusz Otto. Za podstawę swoich wyliczeń przyjął liczbę mieszkańców naszej gminy na dzień 31.12.2017 t., która wynosiła wówczas 19.724 osób. Liczbę mieszkańców podzielił przez liczbę ustawowo przypadających gminie radnych (15) i otrzymał liczbę 1315. Liczba ta uczenie oznacza „normę przedstawicielstwa”, czyli liczbę osób przypadających na jeden okręg wyborczy. Rzecz jasna, że żaden z 15 okręgów nie liczy sobie dokładnie 1315 mieszkańców, bo takich nie sposób było wyznaczyć. Stąd są okręgi z liczbą mieszkańców zarówno większą od liczby 1315, jak i od niej mniejszej. Najwięcej mieszkańców znajduje się w okręgu nr 13 (1474) a najmniej w okręgu nr 2 (1125). Zbliżony do ideału jest okręg nr 12 (1319).


Pomimo, iż wybory odbędą się za mnie więcej pół roku już słychać małe co nieco o przygotowaniu do nich. Oczywiście głównymi zainteresowanymi wyborami samorządowymi są działające na terenie naszej gminy partie polityczne. Liczne to one u nas nie są, bo lud jakoś do wstępowania w ich szeregi entuzjazmu nie przejawia. Ale pamiętać trzeba, że mają swoich sympatyków, którzy udadzą się do urn i na nie zagłosują.

Sprawą pierwszorzędnej uwagi wyborców jest oczywiście pytanie: kto będzie startował na burmistrza? Pewniakiem, który na pewno weźmie udział w walce o fotel burmistrza jest Irena Krzyszkiewicz. Kto jeszcze? Za murowanego kandydata uważa się Teresę Frączkiewicz, która startowała 4 lata temu i przegrała w II turze z obecną szefową gminy. Mówi się też o szefie Unii Górowian – Zbigniewie Józefiaku, który również kandydował w poprzednich wyborach. Mówią o nim „nieumoczony”.

Można się też spodziewać, że zarówno górowska PO, jaki i PiS wystawią swoich kandydatów. Z różnych przecieków, niedopowiedzeń, półsłówek i aluzji, których jednak dosłownie brać nie sposób wynika, że w górowskiej PO zaistniały dwie postawy wobec wytypowania kandydata na burmistrza. Jedni chcą popierać obecną włodarz gminy a inni namawiają do startu Marak Biernackiego. Ten z kolei nie wyraża nadmiernego entuzjazmu dla tej idei, chociaż zwolennicy tej opcji mocno go cisną, i to również przez wrocławskie struktury tej partii. A w partii wiadomo – partyjna dyscyplina! Jak będzie? Któż to wie?

Nie wiadomo na kogo postawi PiS. Może będzie musiał wyratować szef górowskich struktur Kazimierz Bogucki? A może znajdą innego kandydata, który porwie za sobą wyborców. A może kogoś poprą? Dwa nazwisko latają w powietrzu, ale jedno byłoby niebywałą sensacją. Mgliste to na razie, więc nie będę się nad tym rozwodził. Chyba jednak nie jest to kandydatura Stanisława Hoffmana, który – wg wielu opinii – powinien wystartować na burmistrza. Trwa silne parcie na doktora w tym kierunku. Podobno nie mówi nie. To śliczne i optymistyczne. 

Z informacji niepełnych i nie w pełni potwierdzonych wynika, że PSL przytuliła do siebie burmistrz Irena Krzyszkiewicz. Np. Jan Rewers ma podobno startować listy Ireny Krzyszkiewicz do powiatu, i to nie z eksponowanego miejsca. Jak już jesteśmy przy powiecie to mówi się, że obecny starosta „daje nogę” z powiatu i będzie startował na radnego gminnego, stając się oczywistym obciążeniem dla listy, z której wystartuje. Brrr! Na psa urok!

Kursują też smutne wiadomości, chociaż jeszcze niesprawdzone. I tak np. mówi się, że nasz znakomity doktor Zygmunt Iciek nie chce startować (ku mojemu niewysłowionemu żalowi!), gdyż – jak to podobno sam uzasadnia – oderwał się od miasta, rzadko tu bywa, stracił kontakt z wyborcami a więc – podobno tak twierdzi – nie bardzo wypada mu kandydować do Rady Miejskiej. Na wieść o tym przerażającym dla mnie fakcie zasmuciłem się, bo doktora lubię. Ślicznie pisać o nim lubię ponad wszystko! Wygląda mi na to, że zwyciężył w nim gen: „wino, kobiety i śpiew”. Też interesująca ścieżka życia. Tylko zdrowie do tego trzeba mieć.

Tak więc będziemy mieli minimum 5 kandydatów na fotel burmistrza i emocje z tym związane. Bo co to za wybory bez emocji?

Bardzo ciekawie zapowiada się rywalizacja o miejsca w uszczuplonej Radzie Miejskiej. Wiadomo, że szefowa gminy stworzy listy własnych kandydatów. Partie – przynajmniej PO i PiS – także. Ale już wiadomo, że powstaną liczne komitety niezależne. Trudno powiedzieć ile ale z całą pewnością będą. Do startu szykują się kandydaci, którzy dotąd nie uczestniczyli w życiu samorządowym, ale je pilnie obserwowali. Teraz chcą mieć wpływ na gminę rozumiejąc, iż mogą go zdobyć tylko poprzez bycie radnym. I powiem Państwu, że podoba mi się ten pomysł, bo łączy się on z dopływem świeżej i niezależnej od kogokolwiek (tylko od wyborców) krwi do naszego samorządu. Wszystkich nas powinno to niebywale cieszyć, bo może to nam wszystkim przynieść tylko korzyści. Umysły niezależne powinny być w cenie u każdego wyborcy, który chce dobrze dla tej gminy.


Wraz z upływem dni będziemy poznawali coraz więcej szczegółów dotyczących kandydatów na burmistrza i radnych. A potem będziecie mieli Państwo sporo czasu, by oddzielić pożyteczne ziarno od bezużytecznych plew. 

środa, 25 kwietnia 2018

Pokłosie kontroli

Od lipca do sierpnia 2017 r. odbywała się w Starostwie Powiatowym w Górze kontrola przeprowadzana przez Regionalną Izbę Obrachunkową we Wrocławiu. Dotyczyła ona kompleksowej kontroli działalności finansowej Starostwa. W wyniku kontroli powstał protokół pokontrolny. Do tego protokołu ustosunkował się starosta. Zapadła błoga cisza, która nieoczekiwanie została przerwana zaproszeniami dla starosty, wicestarosty, skarbnika powiatu oraz kilku pracowników zajmujących się finansami starostwa (a raczej ich brakiem), wystosowanymi przez pracowników Komendy Powiatowej Policji w Głogowie. Policjanci z Głogowa zaprosili władzę powiatową do siebie na skutek – podobno – na skutek prośby wrocławskiego RIO. Inna wersja powiada, że uczynili to na skutek doniesienia złożonego do Prokuratury Rejonowej w Głogowie złożonego przez niezidentyfikowanego personalnie radnego powiatowego. Jak tam było, to było, ale faktem jest, że około 12 – 13 kwietnia gościnne progi KPP Głogów ujrzały powiatową władzę. Źródła milczą na temat oprawy wizyty. Nie wiemy czy były kwiaty, mowy powitalne, oklaski, kawa, herbata, ciastka. Mniejsza z tym.

Wróćmy jednak ad rem. Kontrolerzy RIO dopatrzyli się pewnych – powiedzmy delikatnie, by rzeczy całej nie przesądzać, uchybień w pewnym segmencie działalności finansowej starostwa. Szło im (między innymi) o kontakty starostwa z bankiem, który wykonuje bankową obsługę budżetu starostwa. Do 30 czerwca 2016 r. robił to Bank Pocztowy we Wrocławiu. Po tej dacie bankową obsługę budżetu starostwa wykonywał DNB Bank Polski S.A.

Kontrolerów RIO nurtował fakty, że starostwo zapłaciło 20.000 zł. za otworzenie i prowadzenie dwóch rachunków bankowych w DNB, które przez okres od 25 listopada 2015 r. do 9 sierpnia 2017 r. (a więc okresu przeprowadzania kontroli) nie były przez starostwo w żaden sposób wykorzystywane.

Inne zagadnie nie nurtujące kontrolerów dotyczyła szkolenia, które odbyć się miało w siedzibie starostwa. To wysoce niejasne szkolenia przeprowadzane przez specjalistę z DNB kosztowało nasz ledwie dyszący finansowo powiat 30.000 zł. Kontrolerów zainteresowały dni i godziny, w jakich miało się odbyć owe szkolenie.

Czyżby kontrolującym nie przedłożono listy obecności osób uczestniczących w szkoleniu? Jego zakresu i celu? Nie chce mi się wierzyć. Oficjalnie przeprowadzenie szkolenia na siebie wziął skarbnik powiatu, który wyjaśnił kontrolerom, że: „szkolenie odbyło się w moim pokoju nr 36”. Nawiasem mówiąc ciekawe jest to, że zakupiony system nie działa a jest szkolenie! Cud? Nic a nic z tego nie rozumiem. A Państwo?

Kontrolerzy przyczepili się też do pomocy udzielonej przez DNB w zakresie „integracji systemu finansowo – księgowego z systemem Bankowości internetowej iNORD Busieness”. Powiat zapłacił za to 40.000 zł.

Ta sprawa ma też drugie dno. Okazało się bowiem, że wystąpił: „brak kompatybilności programów”. Tak więc starostwo zapłaciło za coś co nie miało prawa działać. Ot, po prostu nie wiedzieli i wtopili 40.000 zł. Ale kto tak „bogatemu” powiatowi zabroni?

By być w zgodzie z prawdą trzeba przyznać, że zarówno skarbnik jak i starosta złożyli kontrolerom z RIO wyjaśnienia. Te jednak niezupełnie ich zadowoliły, gdyż w protokole zauważyli: 

Powiat z góry 25 listopada 2015 r. zapłacił 20.000 zł. tj.: za otwarcie Business 5000 zł. i za prowadzenie rachunków, na których nie było żadnych operacji finansowych 11.000 zł. Za szkolenie w dniu 25 listopada 2015 r. w zakresie funkcjonowania bankowości elektronicznej w programie przygotowanym przez Bank oraz konsultacje z tym samym specjalistą w zakresie przygotowani do integracji systemu finansowo – księgowego z systemem bankowości elektronicznej (testy, parametryzacja, przygotowanie raportów i analizę tekstów, które zakończyły się negatywnie – brak kompatybilności i programów bankowości elektronicznej) zapłacono łącznie 70.000 zł (30.000 zł za szkolenie i 40.000 zł za integrację systemów, która okazała się niemożliwa.”

Starosta w charakterystyczny dla siebie – niezdarny – sposób usiłował wyjaśnić kontrolującym, że wskazane powyżej koszty miały związek z podpisanym 18 listopada 2015 r. aneksem nr 1 do umowy. Kontrolujący przyjrzeli się temu aneksowi i stwierdzili, że: „W aneksie tym brak było zapisów o tym, iż za wydłużenie terminów spłaty Starostwo będzie ponosić jakieś dodatkowe koszty w postaci prowizji czy opłat.” Okazało się, że wyjaśnienia starosty nie mają najmniejszego pokrycia w udokumentowanych faktach.

Na tym etapie wierchuszkę starostwa przesłuchano „w sprawie”. Zarzutów nie postawiono, ale wydaje się, że taka możliwość jest bardzo realna.

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Pożyczki na lepszą przyszłość

W 2017 r. Powiatowy Urząd Pracy w Górze udzielił 50 pożyczek dla osób bezrobotnych, którzy podjęli działalność na własny rachunek. Łączna kwota udzielonych pożyczek na rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej wyniosła 870.350 zł. Środki pochodziły z różnych źródeł, ale najwięcej z Europejskiego Funduszu Społecznego – 704.500 zł. Bezzwrotną pożyczkę może otrzymać bezrobotny w kwocie nie wyższej niż 6 – krotność przeciętnego wynagrodzenia. W 2016 r. z tego typu pomocy skorzystało 63 bezrobotnych. Warunkiem bez zwrotności udzielonej pożyczki jest prowadzenie działalności przez okres 12 miesięcy. W 2017 r. 58 osób zakończyło roczny okres prowadzenia działalności gospodarczej. Spośród tych 58 osób aż 57 prowadziło działalność gospodarczą powyżej 1. roku (98,3%).

Najczęściej udzielono wsparcia na: usługi ogólnobudowlane, fryzjerstwo i zabiegi kosmetyczne, specjalistyczne sprzątanie budynków i obiektów przemysłowych, naprawę i konserwację pojazdów samochodowych, wykonywanie instalacji wodno – kanalizacyjnych, cieplnych i gazowych.

W br. górowski PUP udzielił 9 tego typu pożyczek na kwotę 159.000. Kolejnych 10 wniosków na kwotę 170.000 zł uzyskało akceptację i trwa proces podpisywania umów z pożyczkobiorcami.

Oto naoczny przykład własnej działalności założonej ze środków pochodzące z PUP. Młody człowiek – Armin – nabył doświadczenie pracując w firmie motoryzacyjnej w Niemczech. Powrócił na małej ojczyzny łono i postanowił pracować tu i teraz. Wypełnił wniosek, złożył i otrzymał pożyczkę, która może stanowić dla niego przepustkę do rozwoju własnego interesu. Lubi to robić, zna się na tym i wie, co chce osiągnąć. Ma wizję i jasno wyznaczony cel plus silną motywację, by osiągnąć sukces. Dokupił z udzielonej przez PUP pożyczki nieco nowoczesnych maszyn i urządzeń, by naprawę i konserwację samochodów przeprowadzać zgodnie z obowiązującym standardami i oczekiwaniami klientów, bo czasy majster klepka i warsztatów w szopach przeminęły bezpowrotnie. Swój interes nazwał „Autokliniką” i ruszył w bój. Można tam m. in. wymienić rozrząd łańcuchów (VAG), dokonać kompleksowej naprawy zawieszenia, wymienić sprzęgło, przełożyć silnik, wypolerować autko, wymyć tapicerkę i co tam kto sobie zamarzy. A wszystko to solidnie, z gwarancją i bez zbędnej zwłoki. I tak oto Czernina (ul.Górska 27, tel. 796 303 400) wzbogaciła się o warsztat samochodowy z prawdziwego zdarzenia.