czwartek, 25 sierpnia 2016

Oaza bajzlu

Zmiana, przynajmniej personalna, przyszła też w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu. Od nieomal początku stycznia br. jest tam nowy dyrektor – Tomasz Markiewicz. A lasy na terenie naszego lasu podlegają właśnie Poznaniowi.

Podobno zmiana to dobra rzecz, ale w naszym Nadleśnictwie, którego zmiana jeszcze nie odwiedziła w ramach, jak to się niegdyś mówiło: „niezapowiadanej, gospodarskiej wizyty”, siła tradycji jest bardzo silna i odporna na zmiany. Nawet wówczas, gdy każda zmiana byłaby lepsza od żenującej nieporadności, obojętności, „olewajstwa” i typowego „tumiwisizmu”. Poniżej jaskrawy i niewątpliwie przykry dla oczu i wrażliwej duszy przykład niechlujstwa, nieróbstwa, braku nadzoru i zainteresowania losem tej bardzo dobrej inicjatywy.


Wybudowano niegdyś na obrzeżach naszego lasu „Remizę. Oazę w lesie”. Wybudowano i na skutek galopującej sklerozy władz Nadleśnictwa Góra Śl. zapomniano o tym, że wypadałoby dbać o jej dalszy los. Sama wszak ona do bytu się nie powołała. Wydano na jej stworzenie z niczego jakiś pieniądze publiczne, ludzie ją budujący poświęcili temu czas, w statystykach i sprawozdaniach fakt ten z pewnością odnotowano. Po upływie jakiegoś czasu okazało si e jednak, że to lipa, pic i popelina.
„Oaza”, której celem jest szczytna idea ochrony: „(…) najsłabszych, najmniej biologicznie odpornych drzewostanów jednogatunkowych, gdzie flora i fauna są ubogie”, stała się pośmiewiskiem szczytnych haseł głoszonych na tablicy.” Ironicznie do całej sytuacji się odnosząc, można rzec, że najsłabszym i najmniej odpornym pod kątem dbałości „Oazę” okazał się „drzewostan jednogatunkowy”, czyli stan leśniczy z Nadleśnictwa Góra Śl. Sądzę, że niezbędna jest w zaistniałej sytuacji znana leśnikom „trzebież późna”, by nie doszło do innego rodzaju trzebieży zwanej fachowo „przygodną” w ramach np. wycinki sanitarnej, która dla „drzewostanu” nie koniecznie może być przyjemna. Tym bardziej, że żyć nam przyszło w czasach nagłych i nieoczekiwanych zmian. Nie dla wszystkich muszą one być przyjemne.


I na koniec jeszcze jeden cytat z tablicy zachwalającej – bez pokrycia w widocznych na zdjęciach realiach „Oazy”: „Dla ptaków groźniejsza jest doba głodu, niż tygodnie mrozu.” Parafrazując to stwierdzenie myśl tak mnie nęka uporczywie: „Dla lasu groźniejszy jest stróż własnego stołka, niż ten kto ponad stołek kocha las”. Darz bór!

Pod rozwagę

List od Czytelnika, któremu za trud włożony w jego napisanie i przesłanie zdjęć serdecznie dziękuję.





piątek, 12 sierpnia 2016

Gminne "500+"

Od 1 kwietnia 2016 r. obowiązuje rządowy program „500 +”. To już czwarty miesiąc trwania tego programu. Warto więc spojrzeć na to, jak jego realizacja wygląda na terenie naszej gminy.

Na dzień 31 lipca 2016 r. do Ośrodka Pomocy Społecznej złożone zostały 1642 wnioski od rodzin, które w myśl przepisów mają prawo do pobierania kwoty 500 zł miesięcznie na swoje dzieci. W efekcie górowski OPS przyznał 2348 dzieciom to świadczenie wychowawcze. Łącznie więc OPS wypłacił do końca lipca kwotę 1.174.000 zł. Można przyjąć, że na to świadczenie wychowawcze OPS wypłacało będzie - miesiąc w miesiąc - ok. 1,2 mln. zł. miesięcznie. Liczba dzieci upoważnionych do otrzymywania tego świadczenia wychowawczego ulega ciągłej ewaluacji, gdyż niektórzy z nich kończą 18 lat i wówczas tracą prawo do zasiłku, a nowe dzieci przychodzą na świat i wyciągają piąstki po szeleszczące banknoty.

Na terenie naszej gminy funkcjonuje 9 rodzin, w których wychowuje się po sześcioro dzieci, którym przysługuje to świadczenie wychowawcze. O jedno dziecko mniej ma 8 rodzin, które również mają prawo do świadczenia w ramach programu „500+”.

Znamiennym jest fakt, że OPS otrzymał jedynie dwie „życzliwe” informacje na temat rzekomo niezgodnego z celem wykorzystywania przez rodziców otrzymanych z programu świadczeń.

Nie wszystkie złożone wnioski rozpatruje nasz OPS. W przypadku rodzica (rodziców) pracujących poza granicami Polski, wniosek taki rozpatruje Dolnośląski Ośrodek Polityki Społecznej. Niestety trwa to zbyt długo, bo aż 3 do 4 miesięcy. Z ternu naszej gminy przesłano tam ok. 40 wniosków, z których rozpatrzono dotąd aż 3!


Podane dane zawdzięczają Państwo kierowniczce OPS w Górze pani Edycie Lisieckiej, która przekopując się cierpliwie przez górę dokumentów, dostarczyła mi i Państwu wiedzy na ten temat. Dziękujemy. 

czwartek, 11 sierpnia 2016

Przywróceni pamięci

Przy ulicy Wrocławskiej, o czym niewielu górowian wie, znajdują się aż 3 cmentarze. Dwa z nich od dawna są w stanie zaniku. To cmentarz rosyjskich jeńców wojennych z lat 1914 – 1918 oraz cmentarz ewangelicki mieszkańców Kajęcina. Oba te cmentarze znajdują się bardzo blisko Cmentarza Żołnierzy Radzieckich.
Cmentarz ten ma obszar 1620 m2. Założony został 31 marca 1948 r., na podstawie przepisów z lat 1933 i 1936 o cmentarzach wojennych. Pierwszych pochówków na cmentarzu dokonano w 1948 r., kiedy to ekshumowano ciała 742 poległych i zmarłych żołnierzy radzieckich, dotąd pochowanych na terenie m.in. naszego miasta (skwer np. nieczynnego obecnie internatu, plac za gimnazjum nr 1). Druga fala ekshumacji zmarłych i poległych żołnierzy radzieckich odbyła się w roku 1952 i wówczas pochowano tam 527 żołnierzy. Zwłoki zmarłych i poległych zwożono na teren cmentarza z całego powiatu oraz innych miejscowości. Łącznie miejsce spoczynku znalazło tam 1269 żołnierzy.

Inne dane odnaleźć można na internetowej stronie Rady Ochrony Pamięci, Walk i Męczeństwa (http://groby.radaopwim.gov.pl/grob/7143/) odnaleźć można nieco odmienną informację na temat ilości pochowanych na cmentarzu poległych żołnierzy. Podaje się tam liczbę 1437 pochowanych na cmentarzu żołnierzy, z których 425 nie zostało zidentyfikowanych.

W naszej gminie znajduje się „Księga pochowanych” na tym cmentarzu. Niestety nie posiada ona daty jej założenia. Na podstawie tego dokumentu należy przyjąć, że liczba pochowanych na cmentarzu żołnierzy radzieckich prawdziwa jest dla cyfry 1269.

W „Księdze pochowanych”, która znajduje się w wydziale gospodarki komunalnej i mieszkaniowej w naszym urzędzie znajdują się nazwiska pochowanych na cmentarzu żołnierzy. Tyle, że nie wszystkie. Można tam też zapoznać się z miejscami, z których zwożono poległych lub zmarłych na skutek odniesionych ran żołnierzy. I tak z „Księgi poległych” można się dowiedzieć, że poległych żołnierzy zwożono na cmentarz z Psar, Ślubowa, Wąsosza, Niechlowa, Lubowa, Ryczenia, Wągrody, Czechnowa, Łęczycy, Goli Górowskiej, Ług. Są tam pochowani również żołnierze, którzy polegli poza terenem naszego powiatu. Szczególnie dużo nazwiska żołnierzy ma jako „pierwotne miejsce pochówku”, wpisaną miejscowość Ścinawa i jej okolice. Odnajdziemy w „Księdze” również takie miejscowości jak Brzeg Dolny, Wołów, Chobień, Lubiąż.

Łącznie na cmentarzu znajduje się 5 wydzielonych miejsc pochówku, które nazywane są mogiłami. W mogile znaczonej cyfrą 3, na której stoją nagrobki pochowanych jest w 30 grobach 60 żołnierzy, których nazwiska widnieją na tablicach. W mogile nr 2 również znajduje się 30 grobów, w których miejsce spoczynku znalazło 53 poległych żołnierzy, których nazwiska uwieczniono na nagrobkach. Razem więc każdy zwiedzający cmentarz mógł dotąd zapoznać się ze 113 nazwiskami tych, którzy znaleźli tam ostatnie miejsce spoczynku. Nazwiska pozostałych a poległych i zmarłych żołnierzy radzieckich dotąd na cmentarzu nie były odnotowane.
Mogiły nr 2 i 3 

Ta sytuacja ulegnie w najbliższym czasie diametralnej zmianie za sprawą Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (która z dniem 1 sierpnia 2016 r. została zlikwidowana a jej kompetencjami podzielił się IPN oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego). Ustalono bowiem tożsamość aż 770 pochowanych tam żołnierzy i ich nazwiska zostaną uwiecznione.
 W tym celu wykonane zostanie 9 tablic z płyt granitowych z granitu strzegomskiego w kolorze jasnoszarym o rozmiarze szerokości 1,25 m i wysokości 2 m, które na długości 06 m. zostaną wkopane w fundament. Na każdej z tablic znajdą się nazwiska poległych, które uwiecznione zostaną przy pomocy czcionki typu Consolas. Nazwiska będą wypiaskowane. Na każdej z tablic pojawi się czerwona pięcioramienna gwiazda. Łącznie w strzegomskim granicie wypiaskowanych będzie 10.850 znaków. Tablice te staną na trzech kwaterach, które dotąd nie posiadały nazwisk osób tam pochowanych (zbiorowe mogiły nr 1, 4 i 5). W sumie więc znana będzie tożsamość 873 żołnierzy na 1269, którzy tam spoczywają. Nazwiska 396 pochowanych tam żołnierzy są nadal nieznane.

Na ten cel otrzymaliśmy z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (która z dniem 1 sierpnia 2016 r. została zlikwidowana a jej kompetencjami podzielił się IPN oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego) oraz od wojewody dolnośląskiego kwotę 82.690 zł brutto. Przetarg na wykonanie i montaż tablic wygrała firma „Road Memory” z Grabowiec (woj. lubelskie). Prace mają się zakończyć do końca wrześnie br.

Przypomnieć wypada, że w styczniu 2000 r. jacyś debile zdewastowali cmentarz. Zamalowaniu uległy groby, wiele nagrobków zostało przewróconych, napisy zniszczono. W restauracji cmentarza pomógł naszej gminie Dolnośląski Urząd Wojewódzki. Ogłoszono przetarg na odnowienie cmentarza, który wygrał Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Górze. Koszt usunięcia śladów profanacji wyniósł ponad 10 tys. zł.


Wypada mieć nadzieję, że debile podobnego pokroju swojego „wyczynu” nie powtórzą.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Sesja w cieniu Galapagos

W ostatni piątek, tj. 5 lipca, odbyła się 28. Sesja Rady Miejskiej. Obradom przewodniczył wiceprzewodniczący Zygmunt Iciek. Już sam widok szanownego, wielbionego przez tabuny kobiet naszego doskonałego w każdym calu, milimetrze i sążniu, doktora i radnego w jednej osobie, napawał otuchą i wieścił naszej gminie wspaniałe perspektywy. 

Jak wieść gminna niesie, nasz wprost nieoceniony dr Zygmunt wspaniale wczasował na Wyspach Żółwich (Galapagos). I nie leżał tam na plaży (wiadomo czym do góry), ale były to wczasy pełne emocji i sportowych zmagań. Jeżeli chodzi o emocje, to wieść gminna niesie, iż do dnia dzisiejszego stare panny i ciepłe wdowy, szlochają namiętnie na wspomnienie pobytu zacnego doktora. Wieść gminna niesie, że nasz znakomity w każdym, nawet najmniejszym fragmencie doktor, ostro rywalizował w wyścigach na żółwiach, które jest tam hitem każdego sezonu. 

Dla skrócenia opowieści dodam, że rywalizację w żółwich wyścigach nasz przezacny doktor Zygmunt wygrywał jak chciał, kiedy chciał i z kim chciał. A miarą jego miażdżącej przewagi nad rywalami był fakt, że w trakcie żółwich wyścigów, nasz znakomity znawca kobiet i żółwi, miał jeszcze czas na prywatną praktykę ginekologiczną! Pracowity jest nasz doktor! Jak podobno mawia: „Giętkie palce rękojmią sukcesu! Nie tylko zawodowego.”

Dość jednak tych reminiscencji na temat wczasów naszego drogiego doktora Zygmunta. Wracajmy na salę nr 110, gdzie zebrani radni mieli przedyskutować i przyjąć projekty lub odrzucić (żartowałem!) siedmiu chwał, które były do skonsumowania podczas sesji.
Z wielką wprawą nasz wyjątkowy doktor otworzył sesję. Wprawę tę dziedziczy bowiem w genach. Nie jest bowiem dla nikogo wtajemniczonego tajemnicą fakt, iż protoplastą jego rodu był Solon, twórca starożytnej demokracji ateńskiej. Ze względu na wrodzoną sobie skromność potomek Solona tym się nie chwali. A warto!

W międzyczasie, ale punktualnie, na salę obrad wkroczyła burmistrz Irena Krzyszkiewicz, która widząc otwarte okno zamknęła je z pełnym troski komentarzem: „Żeby nie wywiało któregoś radnego.”

Jako pierwszy głos w dyskusji zabrał radny Jerzy Maćkowski, który zaproponował, by na przyszłość pomyśleć o szerszej dyskusji na forum komisji budżetu i finansów na temat Wieloletniej Prognozy Finansowej. Radny miał też zastrzeżenia do zbyt małej ilości czasu, którą radni mieli na zapoznanie się ze zmianami programu rewitalizacji na lata 2016 – 2020. Jerzy Maćkowski poruszył też sprawę Zakładu Opiekuńczo – Leczniczego, stwierdzając przy tym, że w tej sprawie: „wszyscy jesteśmy robieni na szaro.” Swoje wystąpienie radny Jerzy Maćkowski zakończył zwracając się do burmistrz Ireny Krzyszkiewicz z zapewnieniem, iż jest jej „sympatykiem” oraz by nie odbierała jego uwag osobiście.

W odpowiedzi burmistrz Irena Krzyszkiewicz wyjaśnił, że sesje w trybie pilnym zwoływane są tylko i wyłącznie wówczas, gdy wymaga tego interes gminy. Jako przykład wskazała poprawki do uchwały o rewitalizacji, które nanieść trzeba ze względu na żądania urzędu marszałkowskiego we Wrocławiu. Gra toczy się o duże pieniądze, które są nam potrzebne.

W pewnym momencie z ust burmistrz Ireny Krzyszkiewicz padły znamienne słowa, których sens zawrzeć można w stwierdzeniu: gdy chodzi o prywatne sprawy, radni zawsze mają czas, by je u niej załatwić a dla spraw samorządowych takiego samego czasu nie znajdują. Spojrzałem na radnych. I zobaczyłem wiele, zbyt wiele, pochylonych głów. I wcale mnie to nie zdziwiło. A Państwa dziwi?

Obrady się rozkręciły i pod głosowania potomek Solona poddawał kolejne projekty uchwał. Zmieniono uchwałę budżetową gminy.

W związku z tym, że z budżetu naszego województwa dostaliśmy dofinansowanie, w formie dotacji celowej, na przebudowę świetlicy w Wierzowicach Wielkich w kwocie 28.162 zł. przyjęto ten dar do budżetu naszej gminy.

Zwiększeniu uległ budżet po stronie wydatków o kwotę 15.000 zł. Pieniądze te przeznaczone zostaną na zagospodarowanie strefy wypoczynku, a dokładnie na kolejny etap prac w parku, który przez tak wielu górowian zwany jest „amfiteatrem”. O sprawę tą pytał burmistrz Irenę Krzyszkiewicz radny Wacław Grzebieluch, który pochwalił dotąd wykonane tam schody, ale zauważył, że brakuje przy nich barierek oraz zjazdów dla wózków. Burmistrz stwierdziła, że elementy te powstaną i w tym właśnie celu dokonuje się tej zmiany w budżecie naszej gminy. Ponadto istnieje możliwość otrzymania dofinasowania na to zadanie ramach Programu Operacyjnego „Infrastruktura i Środowisko”. „Rzecz jasna będziemy się o nie ubiegać” – stwierdziła kategorycznie burmistrz.
Udało się nam też z przetargiem na przebudowę chodnika w ciągu drogi wojewódzkiej nr 323. Chodzi tu kawałek chodnika przy ulicy Herbsta i Poznańskiej. W wyniku przetargu okazało się, że wyłoniony wykonawca zaoferował kwotę o blisko 20.000 zł mniejszą od zaplanowanej. O tyle mniej z naszej gminnej kasy wypłynie.
Przy okazji dyskusji na ten temat radny Ryszard Borawski uzupełnił swoje luki w zakresie topografii miasta. Dopytywał się, o geograficzne położenie tego miejsca. Stwierdził również, że są miejsca w Górze, które również wymagają remontów chodników. Riposta burmistrz Ireny Krzyszkiewicz była natychmiastowa. Burmistrz stwierdziła, że wie, iż nie jest to wyborczy rejon radnego, ale ona ma obowiązek myśleć o całej gminie. Radny Ryszard Borawski pobladł. Po czym błyskawicznie spiekł buraka ćwikłowego, zadarł głowę ku powale i spoglądał na nią do końca sesji. Nie wydał już do końca sesji głosu ze swojego gardła.

Zwiększyć natomiast musimy środki przekazane dla DSDiK we Wrocławiu na przebudowę drogi wojewódzkiej nr 323. Chodzi tu o przebiegający ulicami Starogórska i Poznańska odcinek tej drogi. W trakcie wykonywania prac okazało się, ze niezbędne jest wykonanie dodatkowych prac na skrzyżowaniu ulic Starogórska i Głogowska i Starogórska – Kościuszki. Przeprowadzony remont ulicy Starogórskiej kosztował łącznie 985.446,46 zł. Nasza gmina partycypowała w remoncie tej ulicy kwotą 492.723,23 zł.

Radni przyjęli też uchwałę w sprawie wypożyczalni rowerów. Ośrodek Kultury Fizycznej zakupił 6 rowerów, które będą odpłatnie wypożyczane. Radni ustalili, że młodzież szkolna będzie mogła je wypożyczać za 2 zł na godzinę. Osoby dorosłem za 3 zł. Wypożyczenie roweru na cały dzień kosztowało będzie 15 zł. Wypożyczalnia znajdowała się będzie na stadionie. Jak poinformowała burmistrz Irena Krzyszkiewicz średni koszt zakupu jednego roweru wyniósł 1200 zł.

Radna Katarzyna Łapińska, wybrana z listy wyborczej PSL (podobno obecnie mózg i główny strateg tej partii na trenie nie tylko gminy, ale i powiatu) zwróciła się do burmistrz Ireny Krzyszkiewicz z pytaniem o możliwość zakupu leżaków plażowych na basen miejski. Radna dowodziła, że miłośnicy basenu mają pragnienie leżakowania i należałoby wyjść tym marzeniom naprzeciw. Pani burmistrz widząc skromność oczekiwań radnej Katarzyny Łapińskiej (dla przyjaciół „Łapy”), rozwinęła ów dezyderat i próbowała się dowiedzieć, czy jeszcze nie zrobić wypożyczalni samochodów? Radna nie podchwyciła propozycji, bo nie ma prawa jazdy. O! Gdyby burmistrz zaproponowała wstawienie na basenie automatów do gry za kasę, to myślę, że ich gorąca fanka byłaby w siódmym niebie!

Przyjęto też uchwałę o zmianach w programie rewitalizacji. Ale to temat na odrębnego posta.

Po sesji do burmistrz Ireny Krzyszkiewicz ustawiła się długa kolejka radnych. Większość z tych, którzy ją tworzyli nie miała nic do powiedzenia podczas sesji.Fajnie byłoby się dowiedzieć czy owa długa kolejka był „pro publico bono” czy też czyste „privato”?

piątek, 5 sierpnia 2016

Relikty nowoczesności

Widzą Państwo często na poboczach dróg stare, drewniane słupy, których żałośnie zwisają jakieś przewody. Niegdyś przewody owe były znakiem postępu i nowoczesności i łączyły odległe wsie ze światem. Nimi biegły informacje o konieczności wezwania pogotowia, władzy porządkowej, księdza. Ten kto miał telefon w domu to był ktoś! Szycha i nadszycha w jednym!
Po tychże drutach biegły też wiadomości, które zakwalifikować możemy do kategorii uczuciowych. Młody, pełen witalnych sił Wojtek umawiał się na randkę z Marysią, przy czym wywiązywał się taki oto dialog:

- Marysiu, co robisz?
- Pierogi lepię Wojtusiu!
- Oj, zostawże te pierogi i biegnij do stodoły!
- A po cóż Wojtusiu jam ci w stodole potrzebnam?
- Młócę Maryś właśnie i na młócenie całym nastwiony, to w tym pędzie i ciebie Maryś ma omłócę!
- Aj, Wojtusiu! A cepik gotów do omłotów?!
- Maryś! Dobrej gospodyni cepik sam w pracowitej rączynie urośnie!

Przydatne, jak Państwo widzą były owe słupy drewniane, gęsto niegdyś usiane przy naszych drogach. Ale postęp to postęp! Dzisiaj byle młokos ma telefon, i to bez druta, a i rozmowy z kategorii intymnych straciły na dawnym uroku:

- Andżela!
- Nooo!
- Słyszałem, że nie masz chłopaka.
- Nooo!
- To mogę z tobą pochodzić!
- Nooo! A gdzie?
- A ty dajesz od razu, czy trzeba z tobą trochę pochodzić?
- Ja tam łatwa nie jestem! Trzy razy razem rynek okrążymy i git będzie.

Tak, oto miara postępu. I zostały z tych czasów pełnych romantyzmu tylko druty i słupy. Niestety, i jedne i drugie swoim romantyzmem, który nie przystaje do dzisiejszych czasów, mogą zrobić sporą krzywdę użytkownikowi dróg.

Jechał sobie samochodem marki „Opel” drogą G 100766D górowianin. Była sobie niedziel, 31 lipca, tegoż roku, ok. godz. 15. Dzień słoneczny, relaksowi sprzyjający, chmurki na czystym błękitnym niebie przesuwają się leniwie. W miejscowości Rogów Górowski, na 4 km drogi, bohater naszej opowieści, widzi nagle, jak w odległości kilku metrów przed maską jego samochodu pojawiają się kłęby drutów. Zaskoczony, zdziwiony i wystraszony wciska hamulec. Jest jednak zbyt późno. Manewr ten nie zapobiega jednak spotkaniu „Opla” z drutami wylegującymi się na drodze. W efekcie spotkania z przewodami samochód pana Jasia doznaje licznych obrażeń na swojej cielesnej powłoce.

Do lakierowania są dach, maska przednia, lewy błotnik, przedni zderzak, słupek między drzwiowy, grill, drzwi lewe. Do wymiany lampa, lusterko, szyba przednia. Tak więc przygoda drogiego Jasia z drutami z minionej epoki okazała się nad wyraz kosztowna dla bohatera opowieści. W sumie swoje straty Jasiu wycenił na 3000 zł., i tyleż zażądał od właścicieli słupów i niegdyś nowoczesnych kabelków.

Na zdjęciach widzicie Państwo niegdysiejszy symbol nowoczesności. No cóż słupom i kablom też należy się emerytura. Władze gminy po tym zdarzeniu wszczęły w tym kierunku odpowiednie kroki, by uczulić właściciela reliktów minionej epoki na niebezpieczeństwo, którym ci „emeryci” tak poważnie zagrażają. 




środa, 3 sierpnia 2016

Sztuka epistolografii


W odpowiedzi na Pana list przedstawiam skany fragmentu tzw. „Umowy”, na mocy której PCZ Wrocław wszedł w posiadanie naszego wspólnego dobra, jakim był szpital. W tej tzw. „Umowie” czerwoną linią podkreśliłem punkt mówiący o przeniesieniu praw własności do naszego szpitala na PCZ. W tzw. „Umowie” nie odnajdzie Pan żadnych zapisów zabezpieczających interesy powiatu w przypadku braku spłat należności za szpital. Na mocy tej tzw. "Umowy” PCZ stał się właścicielem szpitala w momencie złożenia pod nią podpisów. Podpisy pod tym nieszczęsnym dla nas dokumentem złożyli: Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego – Piotr Wołowicz, wicestarosta – Paweł Niedźwiedź oraz skarbnik powiatu – Wojciech Pospiech.

Jak więc widać zaufano PCZ Wrocław, przed czym sporo osób myślących przestrzegało publicznie, głośno i wyraźnie. Proszę też zauważyć, że w Środzie Śląskiej, gdzie też sprzedano szpital PCZ – owi zabezpieczono się wpisem obciążającym hipotekę. U nas w dniu podpisania tzw. „Umowy” nie zadbano o zabezpieczenie naszych interesów. Jak powiedział znany wszystkim i ogólnie szanowany Wacław Grzebieluch: „Nieszczęście weszło w ten powiat!” 

Przypomnę, że szanowany i bez wątpienia znający życie Pan Wacław, był przeciw sprzedaży szpitala. Bogate życiowe doświadczenie a przede wszystkim wiedza pozwalały doktorowi Wacławowi na – jak się okazało - słuszną postawę w obliczu zapadłej decyzji o pozbyciu się szpitala. Ale wymienieni wyżej decydenci głusi byli na jakikolwiek argumenty. Nie rozumieli nawet tego, że są zbyt miałcy intelektualnie, by sprostać w należyty sposób temu wyzwaniu.

W swojej nieokiełzanej niczym pysze sądzili pierwsi naiwni, że są zajmowane przez nich stanowiska, świadczą o ich mądrości, inteligencji, wyjątkowej pozycji. A pycha zawsze poprzedza upadek! Na ich upadek trzeba jeszcze odrobinę poczekać (dzięki Bogu wytężone prace w tym kierunku trwają!), ale proszę zauważyć, że ofiarą ich bezczelnej pychy padło ponad 30 tys. mieszkańców naszego powiatu. I ich ofiary nie mogą doczekać się zadośćuczynienia!

Trzeba też wspomnieć o pomniejszych ich pomagierach w dziele zaprzepaszczenia naszego szpitala. Weźmy takiego byłego już lekarza i na szczęście radnego już byłego lekarza Edwarda Szendryka. Ten był wielkim zwolennikiem sprzedaży naszego szpitala. Był nawet przewodniczącym Rady Powiatu zajmując ten fotel po odwołaniu Zbigniewa Józefiaka. Edward Szendryk skompromitował się np. głosowaniem za zniesieniem nocnych dyżurów aptek. I na skutek podjętej uchwały przez Radę Powiatu uchwały w tej sprawie przez chyba 3 miesiące dyżurów aptek nie było. Oczywiście uchwała ta była od początku niezgodna z prawem. „Prawo farmaceutyczne” z mocy prawa stanowi, że apteki – i to bez żadnej łaski! – mają mieć dyżury. I za ich pozbawieniem :Państwa głosował ówczesny radny i lekarz Edward Szendryk. Uchwał oczywiście zaskarżona została przez nadzór prawny wojewody i padła. Ale czy rolą przewodniczącego Rady Powiatu, na dodatek lekarza, jest utrudnianie Państwu dostępu do aptek?! I to niezgodnie z prawem?! Czy taki działanie leżało w interesie mieszkańców powiatu?! No, nie dajmy się zwariować!

A wiecie Państwo, jak na uwalenie uchwały przez nadzór prawny wojewody zareagował starosta, czyli Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu? Orzekł, że teraz już wiemy. A wystarczyło przeczytać art. 94 p. 1. Ale kto by to czytał?! Chcieć to móc! A władza może wszystko. Tak przynajmniej wydaje się oszołomom, którzy akurat są w jej posiadaniu.

Wróćmy do osoby Zbigniewa Józefiaka. Było on również przeciwnikiem sprzedaży szpitala. Był przeciw, gdyż podzwonił gdzie należy, porozmawiał z ludźmi, którzy w internecie wyrażali swoja opinię o PCZ. Jako człowiek inteligentny wyrobił sobie zdanie i opinię na temat tej firmy. Mówił głośno o swoich zastrzeżeniach, ale nikt go nie słuchał, bo cała koalicja zauroczona była pozbyciem się szpitala.

Słów kilka o koalicji z lat 2010 - 2014. Nie pamiętam nawet wszystkich nazwisk radnych tworzących tę nieszczęsną w skutkach koalicję. I nie będę sobie ich przypominał, bo nie warto tego robić. Powiem tylko, że w mojej ocenie oddałem im ogromną przysługę. Na swoim blogu umieściłem ich nazwiska. I w ten sposób te miernoty przeszły do historii. Słyszą Państwo, jak Historia ze mnie rechoce?!

Weźmy na moment na tapetę takiego radnego, mojego ulubieńca zresztą. Radnego powiatowego już od 3 kadencji, Marka „Bananowego Uśmiecha”  Biernackiego. Stanowi on wprost kliniczny przykład, jak być radnym nim w rzeczywistości nie będąc. Od razu jednak zastrzegam, że mój pupil żadnej, ale to żadnej korzyści z faktu bycia radnym powiatowym nie osiągnął. Nie liczymy oczywiście diety radnego, bo co to za pieniądze?! Nędza po prostu! Wstyd się po nie schylać! Te żałosne 670 zł miesięcznie nawet nie jest w stanie zrekompensować ubytku kalorii związanych z procesem schylania się po te drobne. 

I nie liczcie Państwo, że 670 zł razy (w przybliżenie w przypadku mojego wielce drogiego „Banana” daje ponad 40 tyś. zł. Bo czy owe 40 tys. może znaczyć cokolwiek wobec zło0tych zdań, które wypowiada mój najdroższy przyjaciel „Banan” „Komisja taka to a taka jednomyślnie zaopiniowała projekt taki a taki”. I w ten sposób każde wypowiadane przez mojego najdroższego przyjaciela „Banana” zdanie ma wartość ok. stówki, chociaż merytorycznie rzecz ujmując żadnej wartości intelektualnej. By nie mijać się z prawdą stwierdzić też należy, że źrenice oczu moich, czyli „Banan” był również wielkim, kolosalnym nawet, zwolennikiem sprzedaży naszego szpitala. Podobno nosi się obecnie z zamiarem otworzenia takiej placówki, w której co prawda będzie trzeba płacić za pobyt, ale usługi medyczne będą za darmo. Pod warunkiem, że będzie się miało prywatnego lekarza i pielęgniarkę oraz aptekę. Ma mój „Bananik” łepetynkę do biznesu!

Pamiętam też takiego radnego powiatowego, ale tylko z wyglądu. Taki zwalisty był, koło „Banana” podczas sesji siedział. Pamiętam go z tego, że wielki był. I z niczego więcej. Chyba miał na nazwisko Żagiewka, ale głowy za to nie dam.

O! Ale pamiętam, że w radnym był doktor Jan Kalinowski. Też zadeklarowany przeciwnik regulowania długu za śmietnisko naszym szpitalem. Jego zimnym i pełnym logiki argumentom przeciw sprzedaży szpitala towarzyszyło nieodłączne milczenie zwolenników jego pozbycia się. Wrodzona logika kontra intelektualna pustka.

Radnym był – i jest – Grzegorz Aleksander Trojanek, który też nie zhańbił się głosowaniem za opyleniem szpitala za śmieci.

Proszę się mi nie dziwić, że nie pamiętam nazwisk radnych kadencji 2010 – 2014. A z czego ja ich mam pamiętać? Z przeraźliwego milczenia? Z pustki wiejących i ich twarzy?! Z oczu, przez które widać było widok za głową?!

Ot, podzieliłem się z Państwem garścią wspomnień czasów nieodległych, które bokiem nam wyszły i niczym uporczywa czkawka wracały będą lata całe. Bo szczera i brutalna prawda jest taka, że miasto powiatowe Góra jest bez szpitala. Winnych po stronie władzy wskazywałem niejednokrotnie. 

Dramat polega jednak na tym, że sprzedaż szpitala odbyła się przy waszej – moi drodzy mieszkańcy powiatu - biernej postawie w tej sprawie. Nie dość tego, to większość z Państwa, w roku 2010 wybrała do samorządu tych, którzy do opylenia szpitala się przyczynili. A ja przed wielu z nich Państwa przestrzegałem. Byłem niczym „głos wołający na puszczy”. Proszę sobie poczytać moje posty z roku 2010, 2012, 2013. Ja się ich nie wstydzę, bo wszystko co tam napisałem było, jest i będzie prawdą, bo szóstym zmysłem wyczuwam idiotę.

Ktoś moimi słowami czuje się urażony? Wyczuwam idiotę.

sobota, 30 lipca 2016

Czas traumy

Tak jak nie tak dawno wspomniałem dobiega końca chwalebna historia naszego, niegdyś!, szpitala. Szpitala, który – tu wrócić trzeba i należy do znakomitej mowy doktora Wacława Grzebielucha, który podczas czerwcowego spotkania z przedstawicielami zdechłej „Gazeli Biznesu”, w swojej przejmującej mowie powiedział: 

Nieszczęście weszło w ten powiat! Daliście się panowie starości omamić. Oddłużony szpital, działający szpital, sprzedaliście najgorszemu podmiotowi, jaki się pojawił (oklaski na sali). I dlatego sprawa jest totalnie przegrana. Cierpią ludzie! Wszyscy! My też cierpimy, bo myśmy wszyscy to budowali. Wszyscy! Pamiętam to wszystko. Wszystko zmarnowane zostało!

„Nieszczęście” o jakim mówił ogólnie szanowany doktor Wacław Grzebieluch, ma jednak imię i nazwisko, a mówiąc nieco bardziej szeroko, imiona i nazwiska. To zarząd powiatu kadencji 2010 2014, w składzie: starosta: Piotr Wołowicz, wicestarosta Paweł Niedźwiedź, członkowie zarządu – Marek Hołtra, Piotr First. To ci ludzie zadecydowali o sprezentowaniu szpitala PCZ. Oczywiście nie oni sami rozpoczęli dzieło zniszczenia naszego szpitala. 

Pomogli im w tym spolegliwi radni tworzący tzw. „koalicję”. Oto ich nazwiska: 

Edward Szendryk (obecnie były lekarz), 
Marek Biernacki (hasło wyborcze „Bóg, Honor i Ojczyzna”), 
Danuta Rzepiela (gmina Wąsosz), 
Piotr Iskra (członek zdechłej Platformy Obywatelskiej),
Dariusz Wołowicz,
Jerzy Pala (gmina Jemielno). 

Te 10 osób, z których znaczną część pochłonął – i słusznie! – polityczny niebyt, zapisze się w historii powiatu, jako ci, którzy doprowadzili do likwidacji szpitala, czyli stali się jego grabarzami.

Na dzisiejszym portalu „elki” znalazł się artykuł dotyczący likwidacji szpitala. Tradycyjnie pod artykułem znalazły się wpisy. Moją uwagę przyciągnął wpis oznaczony nr 8. Jest to kolejna mutacja wielu wpisów dotyczących szpitala, których zadaniem jest idiotyczna próba tandetnego wybielania „platfusowego”  światka idiotów. Anonimowe beztalencie, bez inteligencji, wiedzy, kompetencji, ale broniący – wbrew faktom i prawdzie – idiotów.

Stare dyrdymały. Starosta musiał sprzedać szpital, poprzednicy zawinili, lekarze i prezesi zarabiali ogromne pieniądze, radni się mieszali. Zanana śpiewka. A jak już jesteśmy przy prezesach, to pozwolę sobie przypomnieć, że to zarząd powiatu kadencji lat 2010 - 2014 na prezesa naszego szpitala upatrzył sobie niejakiego Rykowskiego, zwanego przeze mnie „spadochroniarzem z Wrocławia.

Tenże „spadochroniarz” wybrany przez obecnego tzw. „starostę” (napisałem „tzw.”, by nie ubliżyć np. wielkiemu staroście Sławomirowi Ruteckiemu, czy też starościnie Beacie Ponie), jak też obecnego „wicestarostę” Pawła Niedźwiedzia (by tu z kolei nie popełnić bardzo grubego nietaktu wobec np. Krzysztofa Mielczarka czy też Tadeuszowi Bireckiemu), w krótkim czasie doprowadził do utraty przez nasz szpital lukratywnego kontraktu na pogotowie. Wartość utraconego kontraktu wynosiła ponad 2 mln zł w skali roku. Z tej kwoty szpitalowi – na czysto! – zostawało ok. 0,5 mln zł. Powodem utraty kontraktu na pogotowie był fakt, że do obsady karetki reanimującej włożono lekarza … okulistę! Jaka potem była wrzawa! Wicestarosta Niedźwiedź podczas sesji grzmiał, iż sprawę poda do prokuratury. A potem wszystko ucichło. Tyle, że lukratywny kontrakt na pogotowie trafił szlag! A wraz z nim ok. 0,5 mln czystego zysku dla szpitala. O tym się anonimowy autorze wpisu nr 8 jakoś nie pamięta? Alzhaimer mówi „dzień dobry”?!
Autorzy wpisów wspominają radnych, Tak, tak! A kto ich wybrał?! My! Tak! Wszyscy jesteśmy winni temu, że przygniatająca część naszych radnych samorządu różnego szczebla, to durnie i bezmózgowcy. I musimy się uderzyć w pierś, że to my obdarzyliśmy ich zaufaniem i wybraliśmy. Zgoda na „sprzedaż” szpitala w praktyce bowiem oznaczała jego brak. Pisałem o tym w swoich postach w listopadzie i grudniu feralnego roku 2013. Czułem, że skończy się to bardzo źle dla nas wszystkich. Wieściłem ograniczenie oferowanych przez szpital usług, ale tego co się stanie z dniem 31 sierpnia br., nawet moja bujna wyobraźnia nie była mi w stanie podpowiedzieć. Nigdy nie sądziłem, że nasz szpital ulegnie zagładzie.

I teraz czas na własny rachunek sumienia w tej sprawie. Najwyższy czas, bo po dotknięciu mnie przez skrzydła litościwej Śmierci, już nic nie jest dla mnie takie, jak dawniej. Czas powiedzieć prawdę o niedoszłym do skutku referendum w sprawie szpitala. Tak, to ja pogrzebałem tę ideę. Tak, to ja jestem winny, że referendum się nie odbyło. Tak, to ja przepraszam publicznie pana Wacława Grzbielucha za zawód, jaki mu sprawiłem, bo to on firmował swoim ogólnie szanowanym nazwiskiem to przedsięwzięcie. Przepraszam też tych wszystkich, którzy w trudzie i znoju, narażając się często na szykany, zbierali podpisy. I wiem, że tych podpisów zebrano ponad 3900. Tych wszystkich za sprawiony im zawód przepraszam. I nie zawaliłem sprawy referendum przez wódę, ale przez robaka zwątpienia, który zaczął drążyć duszę moją.

Kiedy zobaczyłem reakcję wielce licznej grupy górowian, którzy stanowczo twierdzili, że decyzja o prywatyzacji szpitala jest dobra, bo szpital to: „umieralnia”, „przechowalnia”, „trupiarnia”. Wiedziałem i czułem, że ci ludzie, często uchodzący za środowiskowe autorytety, nie pójdą na referendum. Uzmysłowiłem sobie, że cała moja harówka może okazać się nic nie warta. Zwątpiłem i zawiodłem. I nie mam innych słów, bo żadne nie odda tego co teraz wciąż odczuwam na myśl o sprawionym tak wielu zawodzie, na moje usprawiedliwienie. I tylko rzecz ostateczna, której każdy z nas dostąpi, da mi raz na zawsze, ukojenie w tej sprawie. Raz jeszcze przepraszam.


Trzeba też wspomnieć o tych, którzy byli zdecydowanie przeciwko sprzedaży szpitala. W roku 2013 radnymi powiatowymi byli: 

Jan Kalinowski, 
Zbigniew Józefiak, 
Grzegorz Aleksander Trojanek, 
Marek Zagrobelny. 

Ci ludzie, z racji intelektu, wiedzy i kompetencji, głosowali przeciw sprzedaży naszego szpitala. Intelekt każdego z nich, przewyższa zsumowaną inteligencję ówczesnej koalicji, która doprowadziła do unicestwienia naszego szpitala. Ci ludzie uratowali górowian przed opinią, że wszyscy byliśmy wówczas głupi.A głupota przy władzy trwa! Sobie dziękujmy wyborcy! 

piątek, 29 lipca 2016

Drogownictwo - pasmo sukcesów powiatu

Jakże ja często poświęcam się dla dobra publicznego! Na przykład, by co nieco Państwo wiedzieli o tym, co dzieje się w naszym powiecie, muszę sięgać po tzw. „Protokoły z obrad zarządu” naszego powiatu. Napisać, że sięgam po nie, by się czegoś dowiedzieć, jest z mojej strony grubą przesadą. Studiując ich mierną zawartość lewym okiem, prawe jest w tym przypadku całkowicie zbędne, można natrafić na trop, minimalny sygnał, świadczący o tym, że trzeba rzeczy tam wzmiankowanej przyglądnąć się, zbadać ją dogłębnie, podpytać zainteresowanych, by uzyskać właściwą głębię, bo tylko ta daje jakieś zbliżenie do opisywanej rzeczywistości.

I tak pozierałem sobie lewym okiem na nędzną pod względem intelektualnym zwartość tzw. „Protokołu nr 15” stworzonego w zbiorowym szale tworzenia rzeczy kulawych i tchnących tandeta, z której to wyczytałem rzecz dla mnie interesującą.
Ten ułomek zawartej tam informacji dotyczył dwóch dróg powiatowych, które przebiegają przez gminę Wąsosz. Z ułamkowej tzw. „informacji” zawartej w – umownie rzec nazwijmy – dokumencie, wynika, że nasi mało szanowani już przez ogół mieszkańców powiatu tzw. „starostowie”, czynili podchody, by burmistrz gminy Wąsosz przejął od powiatu drogę powiatową Kowalowo – Czeladź Wielka – Baranowice oraz drogę powiatową Świniary – Borowno. Burmistrz gminy Wąsosz wyraził zgodę na takie rozwiązanie, ale pod warunkiem, że wraz z tymi drogami przejmie również należną subwencję drogową, którą powiat na ten cel otrzymuje. Policzyli sobie w Wąsoszu, ze z tej okazji należy im się 4 tys. zł od 1 przejętego kilometra drogi. Taką też propozycję złożyli Zarządowi Powiatu.

Tu muszę sypnąć Państwu garścią informacji, których na próżno szukaliby Państwo w tzw. „dokumencie”. Droga powiatowa Kowalowo – Czeladź Wielka – Świniary (niech jej fachowe oznaczenie psy liżą, tak jak mordy tym, którzy podarowali nasz szpital padlinie!), ma długość 4672 m. Kolejna droga, którą miano wspaniałomyślnie podarować burmistrzowi Zbigniewowi Stuczykowi ma długość 4247 m. Razem więc, szczęśliwy ze wszech miar burmistrz gminy Wąsosz- Zbigniew Stuczyk, miał szansę na przejęcie równo 9946 m dróg. Przyznacie Państwo, że dar Zarządu Powiatu był hojny. W zamian za to z budżetu powiatu burmistrz Zbigniew Stuczyk oczekiwał – przypomnę raz jeszcze – należnej mu części z subwencji drogowej, czyli rzeczonych 4 tys. zł od 1 km rocznie. Prezent prezentem, ale utrzymać go przy życiu trzeba. Tego oczekuje się od obdarowanego, a przynajmniej powinno.

A Zarząd Powiatu na to nie! Drogi tak, ale kasa? Taki wał!

I ja się im nie dziwię. W końcu, to nie tak ma być! Burmistrz Stuczyk niech weźmie nasze drogi, ale od kasy rączki wara! Tak! Zrobimy go na szaro, tak jak koncertowo wydymał nas PCZ. My oddaliśmy mu szpital, będący własnością całego społeczeństwa, a oni nam pokazali wała! Można rzec, że uczymy się na własnych błędach!

A trzeba Państwu wiedzieć, że te dwie drogi są, jak usłyszałem to z dobrze poinformowanych źródeł, są „zżarte” a ich stan techniczny jest zgoła: „tragiczny”. Jak się przydarza taki przypadek, że mają się na nich minąć dwa pojazdy, to manewr zatrzymania jeden z nich musi wykonać, zjeżdżając możliwie, jak najdalej na pobocze, by drugi pojazd mógł z gracją i elegancją go minąć. Tu proszę zauważyć, że mijanie się pojazdów mechanicznych wymaga pewnego wysiłku intelektualnego, wiedzy i sprawności psycho – motorycznej. W przypadku podarowania naszego wspólnego dobra – szpitala - nie ma mowy o tym, by ze strony pożal się Boże starostów, uczestniczył inny czynnik, poza głupotą.

Nie wolno też, by być w zgodzie z prawdą, powiedzieć, że na tych drogach powiatowych absolutnie nic się nie działo. Popełniłbym we ten sposób najstraszliwszy grzech nie opowiadając Państwo o rzeczach pozytywnych, które spotkały niektóre odcinki dróg powiatowych.

I tak np. wykonano prace przy remoncie nawierzchni drogi powiatowej w Kowalowie. Sam wicestarosta Niedźwiedź (dla nielicznych przyjaciel „Misiu”) tam był i zagrzewał pracowników do wytężonej pracy. Podobno chciał pomóc, ale już samą myślą o pomocy poczuł się do cna wyczerpany. Naprawy drogi dokonała na swój koszt gmina Wąsosz, bo zamówiony przez powiat asfalt zarezerwowany został przez Belzebuba do wypełnienia kadzi z napisem „Za szpital!”

Na innej drodze powiatowej Kowalowo - Wąsosz – Bieliszów, gmina Wąsosz wykonała za własne pieniądze, nakładkę na drogę. Spotkana przeze mnie mysz polna opowiedziała mi, że przed położeniem nakładki były tam ogromne wyrwy i dziury. „Pewnego dnia” – mówiła do mnie konspiracyjnie ściszając głosik pragnąca pozostać anonimową mysz – „na gazie, na pełnym gazie panie, hulajnogą jechał tenże przegrany z kretesem kandydat na burmistrza Wąsosza Niedźwiedź. Panie – kontynuowała z przejęciem mysz – jak on na tym gazie, pełnym gazie, wpadł do dziury w tej drodze, to do rana wyjść stamtąd nie mógł! Dobrze panie, że nie padało, bo utonąłby niechybnie. „Pływać to on umie” – stwierdziłem. „Ale tylko politycznie panie, stylem lawiranta. Muszę jednak powiedzieć, że doskonale ma się on na samorządowym! Panie! Toż jemu już trzecie podgardle się wyraźnie rysuje! Na brzuchu to już idzie flaszkę postawić, dwa kieliszki i na małosolnego na zagrychę się jeszcze miejsce znajdzie. A mówią, że powiat biedny?!”

Z kolei pan Świtała wyłożył lekką rączką pół miliona złotych na remont drogi powiatowej Pobiel – Lubrza. Do dzisiaj wypominają mu to kury z jego licznych kurników, którym na skutek tych nadzwyczajnych wydatków obcięte zostały porcję ich ulubionych lodów firmy „Grycan”. Proszę, proszę! Kurą obcięto przydział lodów na lato, a niespełnionemu burmistrzowi Wąsosza rośnie – wg pragnącej pozostać anonimową myszy – trzeci podbródek, pospolicie zwany podgardlem.


W Wąsoszu, przy ulicach Rzemieślniczej i Sienkiewicza również naprawiono drogi powiatowe, Stało się to dzięki staraniom Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu (Piotra Wołowicza) oraz pędzającego „na gazie, na pełnym gazie” – by zacytować mysz rozczarowanego brakiem wyboru na burmistrza Wąsosza – Pawła Niedźwiedzia (dla przyjaciół „Misiu”). Dodam tylko, że o swoich zasługach na tej niwie dowiadują się po raz pierwszy, i to ode mnie. No bo jak spyta ktoś: to co oni robią? Jaka ma być odpowiedź. A poprawna brzmi: wyremontowali ulicę Rzemieślniczą i Sienkiewicza w Wąsoszu. Dodać należy, ale dopiero po chwili, wirtualnie. Za coś trzeba ich pochwalić, bo nie można tak cały czas mówić, że nic nie zrobili. W końcu „sprzedali” szpital. Bardzo korzystnie. Dla PCZ. 

sobota, 23 lipca 2016

Żałosny koniec?

Wydaje się, że do końca dobiega chwalebna historia naszego szpitala, którego żałosne resztki mamy okazję podziwiać. Ja osobiście, kiedy spoglądam w ciemne okna byłego szpitala, mam nieodparte wrażenie, że spoglądam na szpital przez „mózgi” tych, którzy w tak idiotyczny i kretyński sposób zgodzili się na podpisanie umowy jego sprzedaży. Jak mawia mój przyjaciel, po prostu „figlarze”, po czym ja dodaję prywatnie od siebie „kurwa mać!” Oczywista Pomyłka Powiatu, czyli bezbarwny i pozbawiony jakichkolwiek intelektualnych walorów nijaki Wołowicz oraz jego zastępca Niedźwiedź, niedoszły (na szczęście!) burmistrz sympatycznej gminy Wąsosz, podczas spotkania, które obszernie Państwu zrelacjonowałem, nie mieli nic do powiedzenia. Siedzieli podczas spotkania niczym mumie. I nic dziwnego, bo cóż mieliby do powiedzenia? Że wobec cwaniaków z PCZ okazali się gotowymi do ostrzyżenia baranami?! Tyle, że to nie ich ostrzyżono na łyso, ale mieszkańców powiatu.

Ktoś może rzec, że jestem chamem, który obraża władzę powiatową. Nie ma dla niej szacunku, że przecież wybrana została w demokratycznych wyborach. Ale co ja zrobię na, że w moim sumieniu cenię sobie o wiele wyżej np. panienki stojące z wdziękiem i gracją przy polskich drogach niż ich? Sumienie ma ukatrupić?! Dziewczynki czynią wszystkim chętnym dobrze, a oni? No nie, dla PCZ Wrocław zrobili bardzo dobrze, dodać muszę, by być w zgodzie z prawdą.

Wracając do początku tego posta wspomnieć należy, że chodzą słuchy, iż w krótkim okresie czasu, nawet ta żałosna resztówka po byłym powiatowym szpitalu, ulegnie zagładzie. Wracając z porannego spaceru spotkałem znajomego, który akurat opuszczał progi byłej lecznicy. Wdałem się z nim w rozmowę na temat stanu jego zdrowia. Okazało się że dorwała go rwa kulszowa. Tę mało przyjemną dolegliwość znam z autopsji. Domyśliłem się, że kolega wraca z tzw. „wstrzyku domięśniowego”. I rzeczywiście wracał, ale bez jakiegokolwiek „wstrzyku”, bo jak mi wyjaśnił pielęgniarka wyjechała w teren i powróci dopiero z ok. pół godziny. Więc on postanowił sobie chwilowo „wstrzyk” darować i poleżeć w łóżeczku, bo – mówiąc kolokwialnie – jebało go nieżle, gdy siedział w poczekalni na krzesełku. Tak że, jak Państwo widzą, poziom usług w sprzedanym szpitalu mamy na poziomie. Poziomie intelektualnym tych, którzy go sprzedali PCZ.

Chodzą słuchy, że pracownia RTG ma ulec zagładzie. Obecnie obsługuje już tylko od poniedziałku do piątku, i to w bardzo ograniczonym czasie. Rodzi się pytanie, gdzie mają prześwietlać się ludzie? Mamy w mieście co prawda znakomity zakład fotograficzny „Foto Józef”, ale ten pozbawiony jest rentgena. Może Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego o tym nie wie, ale tam się prześwietlić nie da. Słowo honoru!

I co na ten przykład ma powiedzieć mój dobry znajomy Jan C., któremu przytrafiło się doznać poważnej kontuzji kończyny dolnej? Będzie musiał jechać do Leszna, Głogowa, Rawicza, Lubina. Proszę! Tylko ja w nieszczęściu widzę pocieszenie. Drogi pan Jan C. będzie miał okazję zwiedzić nieco kraju. I w ten sposób wpłynąć czynnie na rozwój turystyki krajowej. A dzięki komu? A dzięki staroście i wicestaroście, którzy rozwinęli na naszym terenie nową formę turystyki: turystyka w poszukiwaniu zdrowia. Sądzę, że obaj „gentelmeni” w pełni zasługują na to, by Polska Izba Turystyczna uhonorowała ich za to nowatorskie osiągnięcie, wysyłając np. na dno Rowu Mariańskiego bez butli z tlenem.

Wracając do mojego znajomego, pana Jana C., życzę mu powrotu jak najszybszego do zdrowia, bo Lasy Państwowe bez niego, to nie to. Jestem pewien również, że znaczny awans, który przeciągnął się na skutek wypadku w czasie, pozwoli Panu, drogi Panie Janie, pracować z równym oddaniem i bezinteresownością dla naszego wspólnego dobra, jakim są bez wątpienia leśne knieje. Życzę zdrowia.

Mówi się też na mieście, że wkrótce likwidacji ulegnie Zakład Opiekuńczo – Leczniczy, a jego pacjenci będą rozrzuceni po innych tego typu placówkach. Co to oznacza? Chyba nie muszę tłumaczyć. Rodziną obłożnie chorych oznacza to jedno: wydłużenie ich drogi do najbliższych. Pochodną tego smutnego faktu będzie rzadszy kontakt obłożnie chorych z rodzinami. To dla tych pierwszych klęską a dla drugich mordęga.


Wróćmy na chwilę do spotkania z przedstawicielami „padliny”. W pewnym momencie z sali padło pytanie do Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu dotyczące jego poczucia winy za oddanie szpitala. Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu z butą odrzekła, że wyborcy go ponownie wybrali, co w domyśle miało oznaczać, iż zgadzali się z jego decyzją. Zamurowało mnie, bo przypomniało mi się, że ostanie wybory samorządowe były wówczas, gdy – i owszem – szpital był sprzedany (tak się mogło ludziom o małej pojemności mózgu wydawać), czyli w roku 2014, a nie w 2015, gdy po szpitalu zostały nędzne resztki i w sumie wyszło, że został podarowany, bo prosta arytmetyka na ten niezbity fakt wskazuje. Jak by z całą pewnością powiedział mój przyjaciel: „figlarz z niego!” a ja dopowiedziałbym od siebie: „kurwa mać!” I dodał pytanie: głupi czy tylko bezczelny?

niedziela, 17 lipca 2016

Kultura "per capita"

Tegoroczne „Dni Góry” były bardzo udane. Po raz pierwszy mieszkańcy naszej gminy – i nie tylko – zamiast żałosnej popeliny, którą dotąd królowała na scenie – mogli zobaczyć z bliska i posłuchać topowych zespołów i wykonawców. Nie pamiętam podobnych tłumów podczas tej dorocznej imprezy, a takich było już trochę.

Oczywiście, że ściągnięcie gwiazd kosztować musiało, ale wszak „Dni Góry”, miasta w końcu powiatowego o ponad 700. letniej historii, to nie dożynki. Nieliczni malkontenci sączyli mi co prawda do uszu zastrzeżenia typu: „kupę forsy na to poszło!”, „rozrzutność!”, ale mało się tymi uwagami przejmowałem, gdyż: „jeszcze się taki nie urodził, co wszystkim dogodził”. Jak chcą przysłowiowej „wiochy” na scenie, to już rzecz ich „wyrafinowanego gustu.” Jedną tylko uwagę wziąłem sobie do serca, która dotyczył niewystarczającej liczby „sławojek”, przed którymi nieraz tworzyły się kolejki niczym pod sklepami mięsnymi w dawnej epoce.

Uwagi niezadowolonych z zaproszenia gwiazd na „Dni Góry”, wywołały we mnie refleksję na temat wydatków ponoszonych na kulturę przez nasz samorząd. Trzeba Państwu wiedzieć, że zadanie „krzewienia i rozwoju” kultury leży w gestii samorządu, który ma ustawowy obowiązek to czynić. Toteż zrodziła się we mnie nieodparta wewnętrzna potrzeba zbadania tegoż zagadnienia. Z pomocą przyszedł mi tu ranking zamieszczony na internetowej stronie „Wspólnoty” (http://www.wspolnota.org.pl/rankingi/). Tam fachowcy wyliczyli wysokość środków przeznaczanych na kulturę przez wszystkie samorządy gminy w całej Polsce. Nic tylko brać i oświecać!

Pozycja gminy w rankingu zależała od wysokości kwoty przeznaczonej „na głowę” („per capita”) mieszkańca danej gminy w latach 2010 – 2014. Autorzy rankingu poinformowali przy tym, że wg. GUS roku 2014 średnio każdy samorząd gminny wydał kwotę 200,68 zł „na głowę” swojego mieszkańca, którą przeznaczył na kulturę. Warto też wiedzieć, że – jak informują autorzy rankingu – w ostatnich 14 latach nastąpił 6. krotny wzrost nakładów na kulturę ponoszonych przez samorządy gminne w Polsce. Jeszcze w roku 2001 wg. GUS średnio na 1 mieszkańca gminy wydawały 33,73 zł rocznie na szeroko pojętą kulturę.

Na wydatki na kulturę składają się m.in. koszty utrzymania i działalności świetlic wiejskich, domów kultury, klubów, świetlic, bibliotek. Dodać do tego należy również wydatki majątkowe związane z kulturą, jak np. remonty świetlic, co na terenie naszej gminy jest faktem realnym i namacalnym, co by na ten temat nie psioczono. Inną sprawą jest wykorzystanie naszych wyremontowanych świetlic, ale to już inna bajka.

Pod uwagę wzięte zostały wydatki bieżące i majątkowe – uwzględniono łączną kwotę z lat 2010–2014. Wydatki zostały przeliczone na osobę (liczba mieszkańców poszczególnych regionów pochodzi z danych GUS na koniec 2014 roku), zawarte w dziale 921 Kultura i ochrona dziedzictwa narodowego. Autorzy rankingu podzielili gminy na: miejsko – wiejskie i wiejskie. W polu mojego zainteresowania znalazły się wszystkie gminy z naszego powiatu.

Zwycięzcą rankingu w kategorii gminy miejsko – wiejskie została gmina Nowe Warpno (woj. zachodniopomorskie), która w latach 2010 – 14 w przeliczeniu na 1 mieszkańca przeznaczyła na kulturę kwotę 8101,65 zł., co stanowiło 16,93% w całości 4. letniego budżetu tej gminy.

Ostatnie miejsce w rankingu zajęła gmina (miejsce 608) zajęła gmina Zaklików (woj. podkarpackie), w której w latach 2010 – 2014 wydano na kulturę kwotę 57,40 zł na 1 mieszkańca (1,85% gminnego budżetu).

Miejsko – wiejska gmina Wąsosz uplasowała się na pozycji 182 na 608 gmin skalsyfikowanych w tej kategorii. W latach 2010 – 2014 wydatki budżetu gminy Wąsosz wyniosły łącznie 123.464 498,23 zł. Na kulturę w tym okresie przeznaczono 5.409.670,38 zł. Daje to kwotę 731,33 zł „per capita”. Na koniec 2014 r. było 7397 mieszkańców na terenie gminy. W ujęciu procentowym w okresie lat 2010 – 2014 wydatki na kulturę w tej sąsiedniej gminie wyniosły 4,38% całości jej gminnego budżetu.

W naszej gminie budżet w latach 2010 – 2014 po stronie wydatków zamknął się kwotą 329.729.464,23 zł. Na kulturę łącznie wydano w tym okresie 11.970.846,02 zł. Kwota ta stanowi 3,58% ogółu wydatków w tym okresie. Na głowę 1 mieszkańca gminy wydano we latach 2010 – 2014 573,65 zł. Kwotę tę wyliczono na podstawie ilości mieszkańców gminy, których – wg autorów rankingu – na dzień 31.12.2014 r było 20.554. W rankingu przypadło naszej gminie miejsce 311 na 608 gmin miejsko – wiejskich.

Abyście Państwo mieli jako taki obraz rzeknę, że 1 miejsce w kategorii gmin wiejskich zajęła gmina Kleszczew z woj. łódzkiego, która w latach 2010 – 2014 w przeliczeniu na 1 mieszkańca wydał kwotę 7339,46 zł, ale jej 4. Letnie wydatki wyniosły ponad 920 mln zł. Ostatnie, 1566 miejsce, zajęła gmina Wąsewo (woj. mazowieckie), która na kulturę w latach 2010 – 2014 wyasygnowała nieco ponad 146 tys. zł przy 4. Letnich wydatkach budżetowych w kwocie ponad 73 mln zł. W przeliczeniu na „łeb” wydano tam 32,98 zł na kulturę.

Gmina wiejska Jemielno zajęła w swojej kategorii miejsce 262 na 1566 gmin ujętych w rankingu. W latach 2010 2014 łączne wydatki z jej budżetu osiągnęły kwotę 58.045.474,39 zł. Z tej kwoty na kulturę przeznaczono 2.587.082,52 zł., tj. 4,46% ogółu wydatków. W liczącej na koniec 2014 r. 3171 mieszkańców gminie, wydano w latach 2010 – 2014 kwotę 815,56 zł na osobę z przeznaczeniem na kulturę.


W wiejskiej gminie Niechlów, liczącej 5114 mieszkańców (stan na koniec 2014 r.), wydatki gminnego budżetu wyniosły 78.663.279,81 zł. Z tej kwoty na kulturę wydano 3.855.289,08 zł., co stanowiło 4,90% całości wydatków. A więc na 1 mieszkańca tej gminy w okresie 2010 – 2014 wydano z przeznaczeniem na kulturę 753,87 zł. To dało gminie Jemielno 323 miejsce na 1556 w rankingu.

piątek, 15 lipca 2016

Padlina w odwrocie cz. V

Prezes Bąk:
Sprawa umowy z NFZ spółka PZC w Górze jest tak, że wszystkie świadczenia medyczne realizowane są przez personel spółki, o której pan syndyk wcześniej wspominał, czyli PHM sp. z o.o. Jest to spółka, która jakoby pozyskuje lekarzy nie tylko z terenu Góry i okolic, ale łączy zatrudnienie we wszystkich lokalizacjach, jakie spółka udziela świadczeń, wspomniana wcześnie Środa Śląska, jak i Wrocław, z zamiarem zabezpieczenia, poradzenia sobie z sytuacją w związku z brakiem personelu łączenie personelu w zespoły i zabezpieczania świadczeń medycznych na zasadzie chociażby dyżurów szpitalnych, poprzez wspólne zabezpieczenie zarówno placówki w Górze jak i w Środzie Śląskiej. W Środzie Śląskiej jakby naszym zamiarem jest też prowadzenie remontów, oczywiście stopniowe, ze względu na to, że sytuacja jest dynamiczna, po drodze inne rzeczy mogą się zdarzyć. Natomiast naszym głównym celem jest przeprowadzenie remontów w takiej kolejności, w takim zakresie, jak w Środzie Śląskiej, czyli przede wszystkim dostosowanie wyposażenia części zabiegowej do operacji, anestezjologii, intensywnej terapii, poprzez pozostałe oddziały. Tam widać już powoli, generalnie te wszystkie działania.

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
„Teraz już nie rozumiem, bo rozmawiałam z burmistrzem Środy Śląskiej, i nie rozumiem. Na pewno pan burmistrz nie mówiłby mi nieprawdziwych informacji, tylko że są jeszcze w gorszej sytuacji, jak mieszkańcy naszej gminy Góra.

Prezes Bąk:
O szpitalu?

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
Ja mówię to, co przekazywał mi pan burmistrz Środy. Pan mówi, że sytuacja w Środzie Śląskiej jest bardzo dobra. To dlaczego wysyła pan do radnych rady miejskiej w Środzie Śląskiej pismo tej samej treści, że wszyscy, łącznie z syndykiem, przeszkadzają prowadzić działalność. No to czegoś ja tu nie rozumiem. Nie rozumiem również, bo pan prezes jest również lekarzem, tak?

Prezes Bąk:
„Tak.”

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
„I panie prezesie, jako lekarz składał pan przysięgę, ratowanie życia ponad wszystko, ratowanie życia mieszkańców jest ponad wszystko. Nie da się rozdzielić tych dwóch rzeczy. Tak? Ja, gdybym wiedziała, że tak świetlanie pan przedstawi sytuację w Środzie Śląskiej, to poprosiłabym swego kolegę, burmistrza Środy Śląskiej na spotkanie. Może wielu rzeczy dowiedziałby się od was.”

Prezes Bąk:
Ja myślę, że to była ciężka wypowiedź dla mnie osobiście. Nie są potrzebne słowa o przysiędze lekarskiej, to są rzeczy, które zupełnie nie powinny mieć tu miejsca.

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
Źle mnie pan zrozumiał. Proszę również na względzie mieć i zrozumieć nas, że naprawdę się niepokoimy tym, co się tutaj wydarzyło.”

Prezes Bąk:
Ale jakie to ma znaczenie? Moja przysięga lekarska? Przysięga lekarska zobowiązuje mnie do udzielania pomocy każdemu, kto w każdym miejscu takiej pomocy oczekuje."

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
 „My oczekujemy pomocy.”

Prezes Bąk:
W miejscu udzielania świadczeń. Gdyby któremuś z Państwa, w tej chwili potrzebna była pomoc medyczna, to proszę mi wierzyć, naprawdę bym tej pomocy udzielił.

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
Połączyłam te dwie funkcje, bo jest pan lekarzem i prezesem. Więc spodziewałam się, że pan zrozumie te dwie funkcje.”

Przedstawiciel padliny:
Pan prezes uczestniczy w planach właśnie dotyczących rozwoju tutaj tego szpitala i dlatego go poprosiłem, by ewentualnie uzupełnił moją odpowiedź. W między czasie, wiem że chcemy tutaj w dalszym ciągu rozwijać specjalistyczne usługi, opiekę. Chcemy stworzyć silny ośrodek podstawowej opieki zdrowotnej, a przy tym przede wszystkim rozwijać rehabilitację. W związku z tym przyznam się Państwu, że w pewnym sensie uczestniczymy, przepraszam, że tak powiem, ale takim spotkaniu właściwie takiej hucpie, rozliczania nas za przejęcie i zakup tego obiektu.

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
Poprosiłam panów o przedstawienie konkretnych działań. Proszę się nie dziwić naszemu zdenerwowaniu, ponieważ widzimy tu niespójność tych działań.

Radny Wacław Grzebieluch:

Z tego pisma ja się dowiedziałem, że to my jesteśmy powodem państwa problemów w związku z zamknięciem działalności szpitala w Górze. Natomiast nie wyobrażam sobie na czym nasza pomoc miałaby polegać? Natomiast chcę powiedzieć, że dostaliście szpital w bardzo dobrym stanie, dobrze wyposażony, z kadrą lekarską i pielęgniarską, z różnymi urządzeniami, z trzema blokami operacyjnymi …, tak można się uśmiechać, że to nieprawda, ze stacją uzdatniania wody, z centralną sterylizatornią i windą. Ale największym skarbem w tym szpitalu była kadra. 

Początki waszej działalności – ja nie widziałem jej bezpośrednio, ale o nich słyszałem – to pierwsze rzeczy jakie zrobiliście, to mieszaliście! Ludźmi mieszaliście, wyzbywaliście się ich, sprzętu zaczęliście się wyzbywać, znikał i to wszystko robiliście, żeby prowadzić działalność?! Prawda?! To po to się to robiło?! To dziwne zaiste! I teraz ubolewacie nad tym, że NFZ w ogóle wam nie odpowiada. Bo nie jest głupi! On wie, co sobą reprezentujecie! Nie da wam pieniędzy! Na co wam ma dać? Ludzi nie macie, lekarzy nie macie, pielęgniarek nie macie. Co wam jeszcze zostało? 

Może zechcecie nas wszystkich oprowadzić po szpitalu. Zobaczymy co zrobiliście o czym tak się chwalicie i pokażecie nam, co chcielibyście jeszcze zrobić. Zapoznalibyśmy się z tym. Ale konkretnie! Bo te pisma, to one są do niczego, tam nie ma nic konkretnego. Ja też do pana takie pismo napiszę, jak pan chce. Nic ono nie daje! Nic! Proszę nam pokazać, co przez te lata zrobiliście. Zobaczymy czego nie ma już i chętnie zapoznamy się z państwa planami. Konkretnymi planami, bo jak do tej pory tych planów tu wcale nie widać. Była laryngoskopia, ultrasonografia, poradnie było bardzo dobrze wyposażone z lekarzami, którzy mieli wysokie umiejętności. I co? Wszystko to było niedobre, trzeba było wszystko unowocześniać. 

A jak idę ulicą, to widzę coraz więcej dziur w tynku szpitala od czasu, jak weszliście w jego posiadanie. I z tamtej strony iż tej strony. Czyli co zrobiliście dobrego? Kompletnie nic nie zrobiliście dobrego! Mało tego. Napisaliście bardzo sprytną umowę z zarządem powiatu, który nie był na tyle intelektualnie mocny, żeby widzieć wszystkie mankamenty (oklaski na sali) i z zimną krwią wykorzystaliście paragraf, w którym napisaliście tak: że nie będzie spłaty, kiedy nie będzie kontraktu z funduszem. Bardzo pięknie to zrobiliście! 

Trochę pomogła wam gnębiona załoga, troszkę wam pomogły roszady ze sprzętem. No i jasne, że z takimi ludźmi NFZ umowy zawierał nie będzie. Trzeba sobą coś reprezentować, aby fundusz mógł podpisywać umowy. A nasz szpital przed spieniężeniem go w nieuczciwy sposób, i to najgorszej spółce, jakiej mógł, bo były inne, najgorszej!, i były słuchy, że ta spółka jest niedobra, nasz szpital przepadł! A pracował, leczył, operował, rodziły się dzieci, wszystko było w tym szpitalu. Nawet urządzona była pracownia tomografii, która dla dobra mieszkańców wykonywała badania. Ją pierwszą wywaliliście! Przeszkadzała wam? Waszej koncepcji! Więc panowie, nie mówcie tu, że chcecie coś zrobić! Odtworzyć szpital? Jaki? Cztery profile chcecie zrobić?! Kim?! Kto do was pójdzie do pracy?! Wszyscy dookoła już wiedzą, jak wy ludzi szanujecie, jak z ludźmi postępujecie, jak ich opłacacie, jak usiłujecie karać finansowo. Do takich firm nikt pracować nie przychodzi! A może ktoś tam się nawinie! Ja bym do takiej firmy na pewno nie poszedł.

Budowaliśmy ten szpital latami, całym życiem. Siedzący tu doktor Hoffmann potwierdzi. Szpital się zadłużał panie starosto, bo w tym czasie zadłużały się szpitale w całej Polsce. A potem zaczęło się „kręcenie lodów”, szpital się zadłużył, bo musiał się rozwijać. A dzisiaj nawet nowy minister przyznaje, że niedoszacowane są procedury medyczne w szpitalach. Bo są niedoszacowane! Mało tego. Są ogromne różnice. Jak my zaczynaliśmy pracę pod Dolnośląską Kasą Chorych i wówczas dostawaliśmy – mówię przykładowo teraz – 1500 zł., to szpital w Gostyniu dostawał za to samo 4.500 zł., a szpital w Rawiczu 5000 zł! Jak się szpital miał nie zadłużać?! 

6Wszyscy ci, którzy tu pracowali, lekarze, pielęgniarki, dyrektorzy, to każdy z nich włożył tu olbrzymi wkład, w to, by ten szpital był na bardzo dobrym poziomie, udzielał bardzo dobrych świadczeń. A jakieś idiotyczne wpisy w blogach, forach, że to „umieralnia”, to … . A dzisiaj jak już nie ma szpitala wszyscy ludzie płaczą, jak to było fajnie, a jak nas gdzie indziej nie lubią. 

Nieszczęście weszło w ten powiat! Daliście się panowie starości omamić. Oddłużony szpital, działający szpital, sprzedaliście najgorszemu podmiotowi, jaki się pojawił (oklaski na sali). I dlatego sprawa jest totalnie przegrana. Cierpią ludzie! Wszyscy! My też cierpimy, bo myśmy wszyscy to budowali. Wszyscy! Pamiętam to wszystko. Wszystko zmarnowane zostało!”
C.d.n.