sobota, 24 września 2016

"Cierpiący" PCZ

Udało się zdobyć, że tak powiem, treść listu PCZ do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Jak Państwo pamiętają, gdyż pisałem o tym, w trakcie obrad Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu, raczyła z dziką satysfakcją odczytać treść tego żałosnego pisma.

Idąc nazajutrz tropem pisma, usiłowałem zdobyć jego kopię. Bliższe badania wykazały jednak, że czytane z zabójczą rozkoszą przez Wielce Czcigodną Pomyłkę Powiatu pismo, nie wpłynęło do kancelarii starostwa. Pada więc pytanie: skąd je wziął?
Odpowiedzi mogą być dwie:

1.       Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu jest kumplem ministra Ziobry.
2.       Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu jest kumplem PCZ we Wrocławiu.

Odpowiedź, które pytanie jest zasadne, pozostawiam Państwu. Muszę tu Państwa przeprosić za pewien dyskomfort związany z intelektualną konsumpcją pisma. Mają Państwo przed swoimi oczętami stenograficzny zapis z sesji Rady Powiatu. Wiem, wiem! Brak znaków interpunkcyjnych, nie wiadomo, gdzie zdania początek a gdzie koniec. No, taki to urok – na psa? – naszego powiatowego samorządu. Ale to nie moja wina. Tak „mówi” Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu, co stanowi dla mnie zawsze źródło niewymownego cierpienia. A czemuż to ja mam sam cierpieć?! To pocierpimy pospołu.

poniedziałek, 19 września 2016

Konspiracyjna miłość

Kuriozalna i dziwna sytuacja miała miejsce podczas ostatniej sesji Rady Powiatu. W pewnym momencie Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu zaczęła odczytywać pismo, jaki Polskie Centrum Zdrowia we Wrocławiu, raczyło wystosować do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. W piśmie tym jeden z szefów bankruta wylewał żale PCZ – u na – ogólnie rzecz ujmując – prześladowania i szykany, jakich PCZ doznawał ze strony „platfusowej” partii podczas jej rządów. 

Trzeba tu nadmienić, że radość Wielce Czcigodnej Pomyłki podczas czytania tego pisma była niepisana. Słuchacze mogli się m.in. dowiedzieć, że platfusowa partia ich gnębiła, ale oni i ich pracownicy zawsze byli za PiS z powodu czego niewymiernie cierpieli.

Na marginesie dodam, że to starosta z platfusowej partii „sprzedał” nasze wspólne dobro, jakim był nasz szpital.

Ja, ze swojej strony podzielałem jego radość, bo treść listu wyraźnie ukazuje, jakim szumowinom sprzedano nasz szpital. A mądrzy ludzie przecież przestrzegali, tylko przy tym staroście „mądremu biada”.

Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu odczytując ten bezczelny list PCZ - u, podpisany przez Stanisława Pachołka, którego burmistrz Irena Krzyszkiewicz z wprawą entomologa rozebrała na części pierwsze podczas sławnego spotkania poświęconego szpitalowi, jakby chciał pokazać, że firma ta jest powiązana z PiS.

Reakcja radnych na to perfidne pismo, ale jedynie opozycyjnych, była proporcjonalna do „wagi” pisma. I tak radny Grzegorz Aleksander Trojanek stwierdził, że: „jest to cynizm” oraz iż: „posuną się do każdego świństwa”. Radny Jan Przybylski przypomniał, że PCZ wciąż jest winien starostwu 3,75 mln zł., a „wina leży po Państwa stronie. Tak kończy się niekompetencja i arogancja”. Z kolei radny Mirosław Żłobiński zauważył, że PCZ przejął wzorce zachodnie. Powołał się na USA, gdzie według jego wiedzy, biznes obstawia w wyborach każdą partie, tak na wszelki wypadek.

Radny Jan Przybylski przypomniał też, że podczas kontroli sposobu sprzedaży naszego szpitala, którą przeprowadzała Komisja Rewizyjna, gdy członkowie komisji chcieli dostać dostęp do wszystkich materiałów dotyczących tej „transakcji stulecia”, jeden z pracowników starostwa stwierdził, że niektóre z nich noszą „klauzulę poufności”.

A Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu zacieszał, że dzięki listowi PCZ – u klina zabił dla PiS.
I wtedy mnie olśniło! Wtedy sobie przypomniałem! Bogowie na wysokim Olimpie rozjaśnili mi mój sterany rozlicznymi chorobami organizm. Przypomniała mi się nazwa miejscowości Przyrzeczyn Zdrój, woj. dolnośląskie, powiat Niemcza. 

Tam w grudniu 2014 r. gościł na spotkaniu opłatkowym platformerski starosta. Gościł na zaproszenie nie kogo innego, jak Polskiego Centrum Zdrowia. Trzeba Państwu też wiedzieć, że podczas tej wizyty, Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu uhonorowana została prezentem od firmy, która – wg tekstu zamieszczonego w liście do ministra Ziobry – była zwalczana przez platformę i z wdzięczności za ten brak przychylności zaprosiła prominentnego członka tejże, sekującej ją partii.

Dla uspokojenia i wyjaśnienia całej sytuacji z grudnia 2014 r., dodać należy, że w składanych przez Wielce Czcigodną Pomyłkę Powiatu sprawozdaniach z jego działalności w kresie pomiędzy kolejnymi sesjami Rady Powiatu, nawet bardzo pilny i skrupulatny Czytelnik nie odnajdzie najmniejszej nawet wzmianki o udziale Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu w spotkaniu opłatkowym. Ale byli na nim, nieliczni, bo nieliczni, pracownicy naszego szpitala, którzy fakt ten potwierdzają.

Brak wzmianki o udziale starosty w spotkaniu opłatkowym nie powinien dziwić. Być może był tam prywatnie, jako wdzięczny mieszkaniec powiatu górowskiego. Wdzięczny za „kupno” szpitala przez PCZ, który dawał gwarancję jego błyskotliwego rozwoju. Okazało się jednak, że „błyskotliwy” rozwój naszego szpitala oznaczał jego jeszcze bardziej błyskotliwy upadek.

Aż dziwie fakt, że PCZ jakże zwalczane według niego przez platformę, zaprosiło na opłatek członka zwalczającej jej partii, której przedstawiciele w Radzie Powiatu jednomyślnie głosowali za „sprzedażą” szpitala. I dziwne jest to, że nie zaprosili członków PiS- u, której to partii tak bardzo sprzyjało kierownictwo PCZ – u. Wszak mogli zaprosić np. ówczesnego radnego Marka Zagrobelnego. Ten jednak nie popierał „sprzedaży” szpitala! Widocznie biedak nie wiedział, że PCZ tak kocha PiS! Nawiasem mówiąc, jak oni skrycie kochali PiS. Konspiracyjnie!

Wygląd więc na to, że w odwecie za prześladowania ze strony platformy, jakich doznało PCZ, w odwecie PCZ zamknął nam szpital. Wynika z tego, że PCZ go otworzy, jak starostą będzie ktoś z PiS. Więc czas na zmianę. I bardzo dobrze, że Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu odczytując list PCZ do ministra Ziobry nam to uzmysłowiła.

Sądzę, że w podzięce za „trud” włożony w „rozwój” powiatu PiS da Wielce Czcigodnej Pomyłce Powiatu jakąś synekurę. Osobiście widzę dla niego miejsce przy pracach melioracyjnych. Z wodą jest obyty. Drugiego takiego ze świeczką w biały dzień szukać!

niedziela, 18 września 2016

Odbicie Komisji Rewizyjnej

Podczas ostatniej sesji Rady Powiatu dokonano wyboru nowego przewodniczącego Komisji Rewizyjnej. Od początku kadencji funkcję tą sprawował radny Andrzej Wałęga. Zrezygnował z pełnienia jej, jak oficjalnie poinformował radę na piśmie z powodu nadmiaru zajęć i obowiązków służbowych i rodzinnych.
Nieoficjalnie powodem jego rezygnacji był fakt, o czym głośno mówiono w kuluarach, że doszło do konfliktu z Wielce Czcigodną Pomyłką Powiatu, który – pisząc delikatnie – potraktował przewodniczącego Komisji Rewizyjnej – teraz będzie brutalnie – „z buta”. Radny Andrzej Wałęga podobno poprosił Wielce Czcigodną Pomyłkę Powiatu o dokument wyprodukowany we wrocławskim RIO, co spowodowało gniew byłego wodza tutejszego plemienia platfusów.

A właśnie! W kuluarach gruchnęła wieść, że tutejsze plemię platfusów uległo pomniejszeniu. Podobno na skutek walk frakcyjnych w platfusowym plemieniu doszło do aktu niesłychanego aktu kanibalizmu politycznego. Podobno na skutek sprzeczki kulinarnej (czy ludzinę podawać z warzywami czy tylko z przyprawami), platfusowe plemię straciło naszą burmistrz Irenę Krzyszkiewicz. Odeszła od nich nie roniąc ani jednej łzy. Teraz to już pełne sieroty! Któż pociągnie wóz drabiniasty platfusowego plemionka w najbliższych wyborach samorządowych?

Wracajmy jednak do rzeczy. Przy wyborze nowego przewodniczącego Komisji Rewizyjnej do 2010 panował taki dobry obyczaj, że szefem tego gremium zostawał przedstawiciel opozycji. Wraz z przejęciem rządów przez platfusowe plemię ten obyczaj znikł. W latach 2010 – 2014 przewodniczącym Komisji Rewizyjnej był członek platfusów – Piotr Iskra. Co można powiedzieć o tymże „platfusie”? Wielki chłop był. Wagowo rzecz biorąc. Co jeszcze należałoby dodać? A to, że miał apetyty na funkcję starosty. Mówiąc inaczej: wykazywał ogromny apetyt a możliwości trawienne mniej niż skromne miał. O! Przypomniało mi się! Tak chłop kombinował, że żoneczkę w starostwie zatrudnili. O! Przypomniało mi się też, że pracował w jednej z agencji rolnych. Co prawda sam miał działalność gospodarczą i specjalizował się w budowie placu zabaw, ale skoro mieszka na wsi, to na rolnictwie też się zna. Sądzę jednak, że większe doświadczenie miał w konstruowaniu placów zabaw, zważywszy na przynależność do rozbawionej na koszt podatników partii.

Nowy, „dobry obyczaj”, by swoim na ręce patrzył swój, był kontynuowany również w obecnej kadencji. Prawdą jest, że z punktu widzenia koalicji radny i przewodniczący Komisji Rewizyjnej, nie spełnił pokładanych w nim nadziei. To, czego od niego oczekiwano tak można opisać (wszelkie podobieństwo poszczególnych liter użytych w tekście jest najczystszym przypadkiem a nasuwające się porównania są nieuprawnione i wynikać mogą tylko i wyłącznie ze złej woli osób ten tekst czytających, której to złej woli, byłem pozbawiony pisząc tekst).

Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu:
- Beeee!”
Radny „Bananowy Uśmiec\h”:
- Beeee!
Wicestarosta „Decyzja nr 66/200”
- Beeee!
Radna Mariola Szurynowska:
- Beeee!
Radna Marlena Grabarz:
- Beeee!
Radny Jan Rewers:
- Muuuu!
Radny Ryszard WaldemarPietrowiak:
- Muuuu!

W tych ostatnich dwóch przypadkach widzimy odrębność wynikającą ze specyfiki partii, do której obaj radni należą. Ponadto widzą Państwo realny pluralizm i wielość światopoglądową członków rządzącej koalicji.

Kontynuujmy naszą całkowicie abstrakcyjną symulację oczekiwań pokładanych w członkach stanowiących koalicję.

Radny Andrzej Wałęga:
- Pozwolę sobie zauważyć, że … .
I takiego gościa traktuje się z „buta”, bo nie nuci zgodnie z partyturą opery napisanej przez gościa mającego „drewniane uszy”, zadufanego w sobie, egoisty i człowieka bez honoru.

Zresztą, ustępujący przewodniczący Komisji Rewizyjnej, ku najwyższemu niezadowoleniu rządzących, uzasadnił swoją rezygnację podczas sesji. Radni usłyszeli wówczas, że radny Andrzej Wałęga: „Nie należy do ludzi, którzy się kopią z koniem”, „praca komisji nie znajdowała oddźwięku wyżej”, „być może kto inny będzie to robił lepiej”. Nawiązał też radny Andrzej Wałęga do kontroli, którą Komisja Rewizyjna przeprowadziła na temat sprzedaży szpitala. 

O swojej postawie wobec wyników kontroli radny Andrzej Wałęga powiedział: „Prosiłem, by sprawa ta trafiła do Rady. Wszyscy radni zapoznali by się z dokumentami. Przewodniczący Rady odpisał mi, że jeżeli mam wątpliwości, to bym sam to zgłosił”.

Radnemu Andrzejowi Wałędze podziękowali za współpracę członkowie Komisji Rewizyjnej. Opozycyjny radny Jan Przybylski podziękował za rozmowy i konstrukcyjną współpracę. Radna Teresa Frączkiewicz z opozycji, podkreślała obiektywizm byłego przewodniczącego Komisji Rewizyjnej oraz życzliwość i dobrą współpracę.

Koalicja zgodnie z „nowym, dobrym obyczajem”, by swojaczki patrzyli na ręce swojakom, zaproponowała na przewodniczącą Komisji Rewizyjnej radną Mariolę Szurynowską, która podczas sesji zasiada obok wicestarosty Pawła „Misia” Niedźwiedzia. Dla mnie osobiście radna ta jest wciąż milczącą zagadką, gdyż podczas sesji nie zabiera głosu, ale dietę pobiera bez zbytnich ceregieli.

Drugą kandydaturę wysunęła opozycja, która zgłosiła na przewodniczącego Komisji Rewizyjnej radnego Jana Przybylskiego. Radny Kazimierz Bogucki wysuwając tę kandydaturę przypomniał, że „dobrym obyczajem” było powierzanie tej funkcji przedstawicielowi opozycji.

Gdy miano przystąpić do głosowania okazało się, że nie jest to rzecz prosta. Milcząca podczas sesji kandydatka Mariola Szurynowska była bowiem, w chwili zgłaszania jej kandydatury, przewodniczącą innej komisji. A statut powiada, że radny może być przewodniczącym tylko jednej komisji. No więc partyzanci z plemienia platfusów wymyślili sobie, że jak ich milcząca kandydatka złoży rezygnację na forum Rady Powiatu, to już będzie z górki. Okazało się, że rezygnację z funkcji przewodniczącej, milcząca radna Mariola Szurynowska może złożyć na łonie komisji, której przewodniczy. Forum Rady Powiatu nie jest na to odpowiednim miejscem.

Opozycja ustami radnej Teresy Frączkiewicz proponowała rozsądne wyjście z zaistniałego pata. Radna proponowała, by ogłosić przerwę w czasie której zbierze się komisja, gdzie funkcję szefowej pełni milcząca radna Mariola Szurynowska i tam dokona się doniosły akt abdykacji przewodniczącej.

Ale gdzie tam! Zapomnij! Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu nie zważała na argumenty prawne. Stwierdził nawet, że” Nie jest istotne, to co napisano”. Na jego nieszczęście wychwycił to radny Jan Przybylski, który za to nieszczęsne powiedzenie wbił go do ziemi i zbeształ jak sztubaka.

Przystąpiono do głosowania. Niespodzianki nie było i milcząca radna Mariola Szurynowska będzie patrzyła swoim na ręce. Tak, że do Komisji Rewizyjnej powróciła „normalność”.


Podczas głosowania nad kandydaturą milczącej radnej w głosowaniu nie wziął udziału radny Mirosław Żłobiński. Radny ów oddalił się w trakcie głosowania myślami, gdyż ma przeogromny sierściowy problem. Jego kot „Myszka” nie lubi kożuszka na mleku, co naszego Mirosława niepomiernie dziwi i martwi. Wszak on sam ściąga kożuszek z przegotowanego mleczka i spożywa go w charakterze deseru, np. po solonych śledziach. To się nazywa pałać miłością do zwierząt.

Babie lato Rady Powiatu II

Radnego Grzegorza Aleksandra Trojanka zainteresował los sprzętu, który nasz szpital niegdyś otrzymał od Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Radny stwierdził, że zwrócił się z pismem do PCZ i PHM o wyjaśnienie losu tego sprzętu. Wystosował swoje pismo do obu firm, gdyż nie orientuje się kto jest obecnie właścicielem szpitala. Kontynuując swoje wystąpienie radny Grzegorz Aleksander Trojanek złożył interpelację dotyczącą firmy „Kobylin” (plac z węglem przy byłej cukrowni) oraz młyna. Radny stwierdził, że obie te firmy są w stanie bankructwa. Padło pytanie o właściciela firmy z Kobylina. Z ubolewaniem radny Grzegorz Aleksander Trojanek zauważył, że również młyn jest bankrutem i w efekcie kilkadziesiąt tam pracujących osób straciło pracę. Radny odniósł się również do modernizacji drogi Góra – Czernina. Stwierdził: „Droga ta jest uczęszczana a brak w niej jest chodnika. Chodnik zabezpieczył by ludzi przed wypadkiem.”

Radny Jan Przybylski zainteresował się sprawami, jakie w sądzie ma starostwo z tytułu błędów lekarskich popełnionych w byłym szpitalu, gdy jego właścicielem był powiat. Zażądał przekazania mu szczegółowego wykazu tych roszczeń oraz tego czego one dotyczą.

W tym czasie zerknąłem w stronę radnego „Bananowego Uśmiechu”, który pogrążony był całkowicie w czytaniu materiałów sesyjnych. Odniosłem nieodparte wrażenie, że jest to dla radnego lektura nowa, ożywcza, pełna powabu i wymagająca sporej dozy mitręgi intelektualnej, która to dla tego radnego jest bardzo, ale to bardzo, bardzo daleką krewną.

Radny Jan Przybylski kontynuował. Stwierdził, że „opowieści” snute przez koalicję ustami Wielce Czcigodnej Pomyłki „nigdzie nie prowadzą” a swoje wystąpienie podsumował celnym stwierdzeniem, że: „lepiej żebyście nie podejmowali żadnych decyzji, bo te prowadzą do zagłady”.

A oczy radnego „Bananowego Uśmiechu” w miarę studiowania nie do końca najwyraźniej przestudiowanych materiałów sesyjnych, robiły się coraz większe, coraz bardziej okrągłe, jak nie przymierzając, spodki od mleka dla wygłodzonego kota.

Na zakończenie swojego wystąpienia radny Jan Przybylski przytoczył pismo z Ministerstwa Finansów (listopad 2014), które stanowiło odpowiedź na starania starostwa o pożyczkę z MF. Próba uzyskania tej pożyczki zakończyła się klapą, jak wszystko zresztą czego dotknie się Wielce Czcigodna Pomyłka i jego mało przydatna dla mieszkańców powiatu spółka z niczym niegraniczoną odpowiedzialnością. Pismo z MF w sposób dobitny odsłaniało nijakość i niespójność tzw. „programu naprawczego” i nie dopatrywało się w nim niczego zasługującego na pozytywną ocenę. Stąd i pożyczkę dla powiatu szlag trafił. Powołując się na to pismo radny Jan Przybylski wbił przysłowiowego „ćwieka” do zmurszałej trumny powiatu.
Mówca przypomniał też, że z odszkodowania dla „Chemeko – System” w kwocie 7,8 mln zł., spłacono jedynie odsetki w kwocie 400 tys. zł.

Głos zabrał Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu, który żalił się, że nikt go nie chwali. Pochwalił się III miejscem w rankingu „Wspólnoty”, pozyskiwaniem funduszy unijnych przez jednostki podległe starostwu. Zar5zucił opozycji, że o tym nie mówi, co było tak trafne, ja jego nieszczęsny wybór na starostę. Przypomnę tylko, że sprawę III miejsca naszego powiatu na porządku obrad sesji, wywołał radny opozycyjny Mirosław Żłobiński. Najwyraźniej Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu czuje się niedowartościowana. A przecież to bardzo niesłuszne! Jego zasługi dla powiatu są wprost niewyobrażalne. W takim stanie nasz powiat nigdy się nie znajdował! Ja bardzo chętnie o tych niebotycznych i nie mieszczących się wprost w głowie zasługach napisał, ale w komputerze nie ma czcionki, by owe zasługi oddać w sposób nadzwyczaj wierny. Podobno ma się to zmienić, bo intelektualiści z miejscowego PSL – u intensywnie nad tym pracują.

Radny Andrzej Wałęga odniósł się do sprawy przejęcia drogi powiatowej Czernina – Góra. Stwierdził, że: „lepiej, żeby gmina tę drogę wzięła, bo wrócimy do epoki kamienia łupanego”.

Coś tam głosowano i kątem oka zauważyłem, że mój niewątpliwy pupil, oczko w głowie mojej radny „Bananowy Uśmiech”, którego okrągłe oblicze przypomina księżyc w pełni, po raz trzeci tego dnia, i to przed południem!, zabiera głos. Chwila to wiekopomna, doznań niezwykła. Po sali obrad płynie aksamitny głos „Bananowego Uśmiechu”, który unosi swe nieco dziewczęce brwi ku zakolom na swojej nieco globusowej głowy, nadyma policzki, które przybierają kształt jędrnych piersi niewinnego dziewczęcia. Z niektórych zakątków sali dobiegają odgłosy samotnego, pełnego smutku, szczytowania. Ma moc magiczną nasz „Bananowy Uśmiech”!


Była godzina 11.10 a ja musiałem opuścić Radę Powiatu i jego gwiazdę – „Bananowego Uśmiecha”.

sobota, 17 września 2016

Debil

Czytelnik nadesłał zdjęcia, a to zobowiązuje do publikacji i podziękowań.

Babie lato Rady Powiatu

W środę, 13 września, odbyła się – nomen omen – 13, sesja Rady Powiatu. W sesji uczestniczył komplet radnych (15), czego jednak nie należy wyciągać wniosku, że w sali obrad znalazło się tyleż samo rozumów. Byłoby to bowiem wniosek idący nazbyt daleko.

Początek obrad sesji, po przyjęciu jej porządku, poświęcony został uczczeniu minutą milczenia. pamięci zmarłego radnego ubiegłej kadencji Jerzego Pali, któremu niech ziemia lekką będzie.

Następnie przystąpiono do obrad, czyli przyszedł czas na bezlitosne grillowanie nieudolnej koalicji. Trzeba Państwu wiedzieć, że koalicję opozycja grilluje na przeróżne sposoby, w dowolnym momencie sesji, na dowolnym ogniu, w dowolnej pozycji. Po prostu czyni to, jakby od niechcenia.

Przy omawianiu materiałów na sesję radny Mirosław Żłobiński zadał tak od niechcenia takie oto pytanie: dlaczego sprawozdania z pracy za rok 2015, powiatowego inspektora sanitarnego, które nosi datę lutego br. oraz sprawozdanie z pracy policji, datowane na kwiecień br., przedstawiane są radnym dopiero we wrześniu. „Czy to musi poleżeć, żeby nabrało mocy?” – grzecznie i nad wyraz uprzejmie dociekał radny Mirosław Żłobiński. Jego ciekawość nie została zaspokojona w najmniejszym nawet stopniu, gdyż w trakcie pytania Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu – Piotr Wołowicz spoglądał w sufit w poszukiwaniu – prawdopodobnie – tzw. „zajączka” na suficie wywołanego przez jego arcygomułkowską łysinę. Jego zastępca, niewydarzony kandydat na burmistrza gminy Wąsosz – Paweł Niedźwiedź w trakcie pytania radnego Mirosława Żłobińskiego, masował swój obfity podbródek.

Rady Mirosław Żłobiński zbyt wysoko zawiesił poprzeczkę. Wszak nie każdy tak jak on potrafi być wielofunkcyjny. Powszechnie wiadomym jest, że radny Mirosław Żłobiński potrafi – i to jednocześnie! – pisać na dwóch komputerach, czytać poważną gazetę, rozmawiać telefonicznie, głaskać pod włos osobistego kota o wymownym imieniu "Mysz", gotować kakao na odległość i znakomicie i przebiegle knuć! A biedny radny Mirosław Żłobiński żyje w przekonaniu, że takie umiejętności są normą. Otóż nie! Używając żargonu drobiarskiego stwierdzić należy, że są filety z kurczak I gatunku, ale też są filety z kurczaka II gatunku.

Radny Jan Przybylski zarzucił Zarządowi Powiatu, iż ten: „zajmuje się sam sobą”, nie stwarza: „perspektyw rozwoju powiatu”, „zmierza w ciemną uliczkę”, a „w kontekście finansowym „zmierza do katastrofy”.

Po raz drugi głos zabrał radny Mirosław Żłobiński, który dopytywał się o analizę stanu technicznego dróg powiatowych. Owa rzekoma, jak się okazało, „analiza” omawiana była na posiedzeniu Zarządu Powiatu. Radnego interesowały wyniki tej „analizy”. Drugą sprawą, jaką interesował się radny był wynik procesu w sprawie strażnicy. Wynik procesu jest dla starostwa jednoznacznie negatywny. Jednym słowem: będziemy bulić! Trzecie zagadnienie podniesione przez radnego Mirosława Żłobińskiego dotyczyło artykułu w „Przeglądzie Górowskim”. Wg tegoż artykułu nasz powiat zajął III miejsce w kraju, w kategorii pozyskiwania funduszy unijnych. Ranking organizowała „Wspólnota”. 

W trakcie przepytywania przez radnego Mirosława Żłobińskiego Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu, okazało się, iż Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu, nie ma najbledszego pojęcie na temat metodologii i kryteriów przyznania naszemu powiatowi tej nagrody. Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu rzekła skromnie: „Chwalić się będziemy, jak dostaniemy”. Tylko po co chwalono się już w „Przeglądzie Górowskim”? Jakież rozdwojenie jaźni!

W nawiązaniu do zrujnowanych dróg powiatowych, Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu, raczyła oznajmić, iż na naprawę trzech odcinków dróg. Przeznaczono kwotę 200 tys. zł na remonty, ale w trakcie postępowania przetargowego okazało się, że trzeba do tej kwoty dołożyć jeszcze 15 tys. zł., bo tyle chce chętny za załatanie „sera szwajcarskiego”. Dwa z odcinków dróg znajduję się na terenie gminy Góra, a jeden odcinek na terenie gminy Wąsosz.

Radny Mirosław Żłobiński zwrócił uwagę, że w sprawozdaniu policji wskazano, iż w 2015 r., przyczyną wypadku w 9 przypadkach był stan nawierzchni drogowej. Radny powołując się na sprawozdanie straży pożarnej wskazywał na fakt, że po wypadku, usunięciu jego przyczyn przez straż pożarną, administrator drogi, czyli powiat, ma obowiązek przejąć drogę i potwierdzić jej zdatność do eksploatacji. Ze sprawozdania straży pożarnej wynika jednak, że tak się nie dzieje. Radny Mirosława Żłobiński nie doczekał się odpowiedzi na to – oczywiście! - tendencyjne pytanie.

Radny Andrzej Wałęga pytał o działania pojęte przez Zarząd Powiatu w sprawie oczywistego burdelu pozostawionego na poboczach drogi Czernina – Chrościna. Radny przypomniał, że składał w tej sprawie interpelację, ale odpowiedzi na nią się nie doczekał., I faktycznie tak było podczas ostatniej sesji, czyli nieomal 3 miesiące temu. Radny Andrzej Wałęga raz jeszcze przypomniał, że firma która robiła pobocza tej drogi pozostawiła nieuprzątnięte gałęzie na poboczu. Stwarzają one zagrożenie a droga ta jest często użytkowana. „Ktoś zarobił na tym pieniądze, gałęzie powrzucano do rowu melioracyjnego. Kto i w jakim zakresie za ten stan rzeczy odpowiada i jakie wyciągnięto konsekwencje” – rzucał swoje pytania w pustkę radny Andrzej Wałęga. I tylko echo mu odpowiedziało.

Radny Jan Przybylski dopytywał się o kwoty, jakie starostwo wydało na usługi prawnicze od 2010 r. Wskazał też, że: „starostwo straciło płynność finansową”, „są zatory płatnicze”, co potwierdza pismo wojewody dolnośląskiego z 6 września br.
Radny Mirosław Żłobiński ubolewał nad jakością udzielanych na interpretacje odpowiedzi, które zazwyczaj nie dotyczą meritum sprawy. W tym miejscu radny grubo i na wyrost sobie zażartował, bo wygląda jakby w cuda wierzył.

Radny Kazimierz Bogucki opowiedział historię pewnej pracownicy szpitala. Kobieta usiłowała uzyskać pomoc, bo spółka, w której jest zatrudniona, usiłowała niezgodnie kodeksem pracy, skierować ją na urlop bezpłatny. Pani chodziła do starostwa, by uzyskać jakąś pomoc prawną. Przyjął ją wicestarosta (Paweł Niedźwiedź), obiecał pomoc, by po tej obietnicy w geście najwyższej bezradności, nie dotrzymać. Radny Kazimierz Bogucki pytał: „Jak pomogliście tej pani? Przecież tak dobrze dogadywaliście się z PCZ! Tak nie można! Tu chodzi o godność ludzką. Jak Państwo będą takim ludziom pomagać?” Odpowiedzi nie było. Były za to „mordy w ciup”.

Wicestarosta Paweł Niedźwiedź nie jest nieoczytanym „głąbem”. Mawiał niegdyś, że ma serce „po lewej stronie”. Teraz wiem, że pięty. Zapewne zna wiersz „Który skrzywdziłeś”. Mam nieodparte wrażenie, że źle skończy.

C.d.n.
W nawiązaniu do dróg powiatowch

poniedziałek, 12 września 2016

Dlaczego?!

List od Czytelnika.

Bladego pojęcia nie mam czemu obecnie basen jest już nieczynny. Pogodę rzeczywiście mamy przednią, wczoraj jak szedłem przez nasz Rynek widziałem, że przynoszący ulgę zraszacz działał w najlepsze i cieszył się dużym wzięciem wśród małolatów. Być może o zamknięciu basenu zadecydowały względy finansowe (rzecz jest niedochodowa), a może bilety na ten sezon się skończyły. Może dyrektor – radny – społecznik Ryszard Wawer, któremu basen podlega, zgubił klucze i nie ma jak basenu otworzyć. No nie wiem. Wiem, że woda w górowskich wodociągach jest.

Sądzę jednak, że powinien Pan zwrócić się np. do radnego Mariusza Dziewica, który z takim oddaniem, zaangażowaniem, poświęceniem, trudem i znojem, w pocie czoła oraz innych części swojego gibkiego ciała, stoi na czele Komisji Kultury, Oświaty i Spraw Socjalnych. Radny Mariusz Dziewic jest wielkim fanatykiem sportu i na pewno na wieść o zamknięciu basenu przy tak fantastycznej pogodzie, larum straszne podniesie, bo człowiek to wielkiej, cywilnej odwagi (przynajmniej tak twierdzi prywatnie).

O! Myśl też taka mi zaświtała, że warto zapytać o powód zamknięcia basenu walecznego radnego Tadeusza Biernackiego, który słynie ze swoich porywających duszę i zmysły wszelakie, milczących wystąpień podczas sesji Rady Miejskiej. Głos radnego Tadeusza „Maliny” Biernackiego jest tak ważący podczas sesyjnych obrad pełnych pojedynków słownych, że nawet muchy podczas niewyartykułowanych mów, zawieszają swój lot i wbrew prawu powszechnego ciążenia nie spadają na łeb i skrzydła na parkiet.

Sądzę Szanowny Autorze maila, że zwrócenie się do tych dwóch radnych, w istocie gigantów pośród radnych, może okazać się (i z pewnością okaże) zbawienne dla podnoszonej przez Pana sprawy totalnej bezużyteczności naszego basenu w okresie wrześniowych upałów.

Pozdrawiam i dziękuję za maila. 

niedziela, 11 września 2016

Taki sobie liścik

Taki oto list otrzymałem od członka Spółdzielni Mieszkaniowej "Wspólny Dom" w Górze. Dołączył on również program Nadzwyczajnego Walnego i poprosił o publikację nadesłanych materiałów. A prośba każdego Czytelnika mojego bloga, którego nikt nie czyta, jest dla mnie rozkazem, który wypłniam drżąc z ekstazy.

Rozmowa ze spółdzielcą

- Niech Pan popatrzy jak troskliwy „Doktor”, ręce które leczą wybudował prywatną „autostradę” wiodącą aż pod same drzwi swojego przyjaciela i mentora. Widzisz pan, panie Kanalia, tam jest blok na Os. KW nr. 20. Jest tam klatka B, specjalnego przeznaczenia. Do tej klatki wcześniej żadnej ścieżki nie było. A teraz panie jest! Ale tam panie Kanalia, mieszka przyjaciel naszego „Doktora”, którego ręce leczą.

- A tam! Zaraz leczą!
- Pan mi nie wierzysz?! Popytaj pan!
- Kogo? Gdzie?
- A na cmentarzu na przykład.
- Ci co tam mieszkają raczej małomówni są.
- „Doktora” szczęście. Słuchaj pan dalej. Popatrz pan, to ścieżka wybrukowana, nowiusieńka, jak spod igły. 

Prawda panie Kanalia, że ścieżka była tam wcześniej, ale wykonana jedynie przez któregoś z mieszkańców na własną rękę, i tylko na szerokość dwóch płytek chodnikowych. Samoróbka panie była taka. A teraz wytrzeszcz pan gały na blok o nr 23. Tam była ścieżka betonowa do parkingu, szeroka panie na jakieś 2 m i jakieś 5 m długa. Co prawda i nie do samego parkingu ona była, ale była i się zmyła! Zostało się jakieś 3 m. Trochę została zdemolowana wzdłuż nowego chodnika podczas usadawiania nowych obrzeży i już jej nie odbudowano. Zasypano panie jedynie ziemią i tak się udeptała, w sposób naturalny. Ale panie Kanalia, jak popada deszcz robi się błoto. Ale panie, co tam blok 23 „Doktor, ręce które leczą” przyjaciół tam nie ma, to i ścieżka im niepotrzebna. Po co chamom ścieżka jak nie głosują na „Doktora”?

- Ale „Doktor, którego ręce leczą”, jak raczył pan wspomnieć, szyszką jest w waszej spółdzielni. Spółdzielcy go wybrali.
- Panie. Toż od połowy sierpnia tegoż roku cała Rada Nadzorcza tego nowotworu jest nielegalna.
- Panie! Toż to być nie może!
- Niby nie, ale tak jest. Wyimaginuj pan sobie, że jak były wybory do Rady Nadzorczej, to „Doktor, którego ręce leczą”, wykombinował sobie, że jeden z kandydatów do tego towarzystwa, który mu nie leżał, ma jakieś zadłużenie wobec spółdzielni. I pod tym kulawym, jak bezpański pies pretekstem, nie dopuścił go wyborów. Gość się wnerwił i buch ich do sądu. Sąd I instancji uznał, że „Doktor, którego ręce leczą” nie miał racji. No to „Doktor, którego ręce leczą” ciach i odwołał się do II instancji. A tam rach i ciach odwalili apelację „Doktora” i orzekli, że RN na nielegalu działa.
- Ciekawe. I co dalej?
- Panie Kanalia, będzie tak. Wybory ogłoszone. Nadzwyczajne walne ma być. W punkcie 5 wybór Rady Nadzorczej. Panie, ale nasi spółdzielcy w dupie najczęściej mają wybory. Przyjdzie może jeden spółdzielca na dziesięciu, i to swojaki „Doktora, którego ręce leczą”. A później panie, po wyborach, będą chodzić i marudzić. Kto ich wybrał? – pytać będą. No panie, pan wiesz, że zawsze wygrywają ci, którzy są obecni. Nieobecni z góry mają przerżnięte.
- Ale chyba w waszej spółdzielni źle się nie dzieje?
- Oj tam! Słuchaj pan. Na przykład córka tegoż samego przyjaciela od ścieżki, zdobyła cichcem etacik w biurze SM. Córcia księgowej cieszy się już podobnym etacikiem dobre kilka lat, myślę że jeszcze paru „krewniaków”, by się znalazło na ciepłych, popłatnych posadkach.
- Ależ drogi panie, ludzie muszą gdzieś pracować?
- Owszem, ale panie Kanalio, czemu akurat w spółdzielni?
- Bo mają pod ręką, jak pan sam twierdzi „Doktora, którego ręce leczą”. A wie pan, że na terenie naszego miasta krucho z opieką medyczną.

- O panie Kanalia! Pan masz łeb! O tym nie pomyślałem. Faktycznie jest tu rola w podstawowej opiece dla „Doktora, którego ręce leczą”. Ale panie, zważ pan, że w tym przypadku leczą tylko ręce. Po co nam reszta „Doktora”?

Basenowe "bordello"

A poniżej mają Państwo trzy zdjęcia obrazujące „bordello” na terenie chluby naszego miasta, jakim bez cienia wątpliwości, jest nasz basen. Zdjęcia są frapujące, wymowne i obiektywne. Żaden tam fotoshop, czy inne pierdoły zamazujące rzeczywistość. Tak dba o estetykę, ład i porządek chluby i dumy naszego miasta, dyrektor – radny – aktywista Ryszard Wawer.



A takie rury widoczne na zdjęciu, leżą sobie tam rok z „okładem”. To pozostałość po prawykonawcy basenu, który teraz sądzi się z naszą gminą o jakieś pieniądze. Piękni i grzecznie leżą sobie rury, stanowiąc wrośnięty już element pejzażu basenowego. Ten nowatorski element krajobrazu zawdzięczamy wysokiemu poczuciu estetyki reprezentowanemu przez dyrektora – radnego – aktywistę Ryszarda Wawera. Oczywiście, nie musicie Państwo podzielać „estetycznych” upodobań” dyrektora – radnego – aktywisty Ryszarda Wawera, ale musicie i powinniście docenić trud dyrektora, by takie „bordello” tolerować. Z drugiej strony, jak jest się członkiem żałosnej koalicji w powiecie, to trudno oczekiwać od dyrektora – radnego – aktywisty Ryszarda Wawera, elementarnej, pozytywistycznej pracy. Widać wyraźnie, że własne „ja” (w mojej ocenia drobniutkie) ogranicza myślenie. Nie przeszkadza to jednak pobierać dyrektorskiej gaży z Państwa podatków fundowanej. 

sobota, 10 września 2016

The end

Rozhulali się bez miary i intelektu zwolennicy obecnego starosty, czyli Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu – Piotra Wołowicza. Na wieść o zarządzie komisarycznym dla powiatu cisi wielbiciele Czcigodnej Pomyłki w komentarzach na portalu „elki” leją łzy nad niesprawiedliwością wojewody, który z przyczyn „politycznych” (jakże by inaczej!) raczy zrobić nam tę przyjemność, że zdejmie z powiatu garb w postaci Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu.

Rzecz jasna z polityką tak rozumianą obrońcy Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu się stanowczo nie zgadzają. Pomijają przy tym fakt, że to na skutek polityki Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu została – na nasze wspólne nieszczęście – starostą. Przypomnę tylko, iż zdychająca obecnie formacja polityczna, która w nazwie ma przymiotnik „Obywatelska”, od roku 2016 współrządziła naszym powiatem.
Obrońcy Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu, jakby o niechcenia, przechodzą nad porządkiem do faktu, że zdychająca platfusowa kompania, popierała byłą starościnę Beatę „Bukietową” Ponę i była z nieżyjącą już „SamąBronką” w koalicji. Wszak mój najdroższy przyjaciel, źródła radości oczu moich, istotny człowiek drugiego planu, intrygant wspaniały, czyli Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki był wówczas wiceprzewodniczącym Rady Powiatu.

Pamiętam jak ówczesny szef tego gremium – Władysław Stanisławski, zawsze przy glosowaniach, pieszczotliwie zwracał się do mojego drogiego „Banana” z najuprzejmiejszą prośbą o pomoc w policzeniu głosów.
„Marku” – słodkim głosem mówił przewodniczący Władysław Stanisławski – „proszę, pomóc mi policzyć głosy”.
Wiceprzewodniczący Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki kraśniał z radości, że matematyk z wykształcenia, tak ufa w jego umiejętność poprawnego zliczenia do astronomicznej wprost cyfry piętnaście. Pęczniał po tym wezwaniu w oczach, jakby był w dziewiątym miesiącu wiadomo czego, a za moment miał rodzić.

Trzeba też przyznać mojemu pupilowi, że gdy przyszło do zmiany na fotelu starosty, to radość źrenic moich, potrafiła się ustawić, to znaczy nastawić żagle na sprzyjające wiatry. Po obaleniu „Bukietowej” światłość oczu moich został wicestarostą. Nadawał się do tej roli wyjątkowo. Był przystojny.

Drugą, i ostatnią jego zaletą, było fakt, że w ciemno można było założyć, że w swoim gabinecie będzie nieobecny. W godzinach pracy przebywał zazwyczaj u ówczesnego wiceburmistrza. a obecnie Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu, gdzie wspólnie kuli lepszą przyszłość naszego powiatu, z podkreśleniem szczególnej roli szpitala. W efekcie Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu została starostą a mieszkańcy powiatu bez szpitala.

O! przypomniało mi się, że „Bukietową” popierał też obecny wicestarosta Paweł Niedźwiedź, dla przyjaciół „Misiu”. Też przestał ja popierać, gdy w perspektywie z szeregowego radnego z uposażeniem 670 zł plus 150 za przewodnictwo komisji, został członkiem Zarządu Powiatu z wynagrodzeniem w kwocie 1250 zł. Wąsoski „Misiu”, gdy zostawał członkiem Zarządu Powiatu w 2010 r., prosił ówczesnego starostę Jana Kalinowskiego, by ten zwolnił go z obowiązku uczestniczenia w mszach lub innych uroczystościach z udziałem księży. Światopoglądowo „Misiowi” to nie pasowało. A teraz słyszę, że „Misiu” z Wąsosza rodem, w uroczystościach z udziałem wielebnych udział bierze. Aż mnie chęć bierze, by do lektury Apulejusza wrócić i „Metamorfozy albo złoty osioł” ponownie przeczytać. Oczywiście, nawet nasz „Misiu” ma prawo przeżyć swą „noc mediolańską.” Nie zmienia to jednak przeszłości.

Jeden z wpisów obciąża za stan finansów powiatu odszkodowanie za nieudolną budowę strażnicy. I ja się z tym zgadzam, i ja z tym nie polemizuję. Tylko przypominam, że gdy budowano strażnicę, to radnymi koalicyjnymi byli zarówno „Bananowy Uśmiech”, jak i zacny wąsoski „Misiu”. I mieli oni wpływ, a przynajmniej mogli go mieć, na to, co wówczas przy budowie strażnicy wyczyniano. Kto przyczynił do nagłośnienia nieprawidłowości przy budowie strażnicy? Nie „Misiu”, nie „Bananowy Uśmiech”, ale ja. A kto miał obowiązek nad tym czuwać? Kto brał diety i miał budowę strażnicy w dupie?!

A jak starosta Jan Kalinowski wezwał NIK, by ten skontrolował budowę strażnicy i wyciągając jedynie słuszny wniosek z wniosków zawartych w tymże protokole i zdymisjonował osobę za te nieprawidłowości odpowiedzialną, co się działo? Pierwszy przykłusował do starosty Jana Kalinowskiego nasz kochany „Banan” z żądaniem zaprzestania jakichkolwiek zmian kadrowych, bo zbliżają się wybory samorządowe, a zmiany mogą być źle odebrane. Dupa tam, że jest protokół, ustalono winnych! Bożek wyborów ważniejszy! Tak, ze jak się pisze o odszkodowaniu za strażnicę, to przyzwoitość nakazuje pamiętać o tym drobnym fakcie, że odwalająca obecnie kitę platfusowa partia w tę strażnicę jest również umoczona. Wszak była w koalicji z „SamąBronką”. Rzeczywiście, niepokalane poczęcie.

O rzekomych kredytach szpitala, jego zadłużeniu, braku perspektyw dla rozwoju i „milionach”, które rzekomo z tytułu jego „sprzedaży” wpłynęły na konto starostwa, to ja się zastanawiam czemu, w którymś z psychiatryków zwalniają pacjentów przed ostatecznym wyleczeniem? Dobrze jednak, że portal „elki” tekst mówiący o tych bzdurach umieścił na znamiennym, żółtym tle. Przez to wszystko jest jasne. Dziękuję „elko”!

Fajny jest też post, w którym anonimowy autor stwierdza, że Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu jest: „dobrym i uczciwym administratorem”. Tak, tak. Dobry z niego administrator. W roku szkolnym ok. 7.40 zawiezie własne dziecię do szkoły na Podwalu a starostwo pracuje od 7. Podrzuci uchwałę o zamknięciu aptek wbrew „Prawu farmaceutycznemu”. Tak, tak. Dobry z niego administrator. Przyklepie wybór dyrektora „Arkadii” z programem ściągniętym z internetu, czyli chamskim plagiatem. Tak, tak, dobry i uczciwy z niego administrator. Zablokować mojego bloga. Super sprawny administrator. Zachowywać drogi powiatowe w estetyce szwajcarskiego sera. Tak, tak, dobry i sprawny z niego administrator. Na czele Komisji Rewizyjnej postawić członka koalicji, by ten patrzył na ręce swoim. Tak, tak, uczciwy z niego administrator. Kupić sobie nowe mebelki do gabinetu. Tak, tak, bardzo sprawny administrator. „Sprzedać” szpital bez wpisywania długu na hipotekę. Bardzo sprawny i uczciwy administrator. Skazać setkę ludzi pracujących w szpitalu na niewiadomą. Tak, tak, dobry i jaki ludzki administrator. Obniżyć etaty kobietą pracującym w „Arkadii”, które mają dzieci na utrzymaniu a sobie i radnym w obliczu finansowej zapaści powiatu wynagrodzenie pozostawić bez zmian. Tak, tak, bardzo uczciwy administrator. A przy tym jaki mądry! A przenikliwy jaki! W języku polskim jeszcze na te określenia słów nie stworzono.


Czas kończyć. I tego posta i Wielce Czcigodną Pomyłkę Powiatu w roli starosty. Czas skończyć z koalicją bezmyślnych klakierów pozbawionych empatii dla mieszkańców tego powiatu. Czas skończyć z chorym powiatowym samorządem, którego rządząca koalicja kieruje się nie żywotnymi interesami swoich mieszkańców a dobrostanem garstki rządzących. Przez te sześć lat ich kichy stolcowe wystarczająco nabrzmiały. Trzeba ciąć.

środa, 7 września 2016

Sieroctwo czy olewajstwo?

Na zdjęciu poniżej mają Państwo zaszczyt, wątpliwej urody zresztą, oglądać nieco zdefektowaną bramę wjazdową wiodącą do naszego nowego basenu miejskiego. Nie jest to dla mnie widok nowy, ale już raczej szarzyzna dnia codziennego. Taki widok można zaobserwować już od dłuższego czasu i jakoś nic nie wskazuje, by miał on zamiar ulec radykalnej zmianie, czyli dostąpić zaszczytu bycia naprawioną.

Naszym basenem zarządza Ośrodek Kultury Fizycznej, na którego czele stoi dyrektor Ryszard Wawer. Osobiście znam dyrektora i krótkowidzem nie jest, bo ta wada dawała mu jakieś alibi. Czemuż więc szanowny dyrektor OKF – u dopuszcza do trwania takiej sytuacji?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Mogę się tylko poruszać w gąszczu domysłów. Być może znudziło mu się dyrektorowanie i stwarza pani burmistrz pretekst do wywalenia go z zajmowanego stanowiska na zbitą twarz?  Być może całkowicie pochłonięty jest pilnowaniem dyrektorskiego fotela? A może niska pensja zniechęca go do należytej troski o nasze samorządowe minie?

Ktoś może słusznie zauważyć, że dyrektor oprócz dyrektorowania OKF – owi jest jeszcze radnym powiatowym i nadmiar obowiązków nie pozwala mu na zajęcie się bramą? A ktoś inny może również dodać, że dyrektor Ryszard Wawer jest też członkiem Zarządu Powiatu, co czyni jego czas jeszcze cenniejszym, jego osobę jeszcze cenniejszą i w takiej sytuacji brama jest tylko żałosną duperelą, na której dyrektorowi – aktywiście żal czasu?

Tu muszę Państwu wyznać, że dyrektor – radny – aktywista Ryszard Wawer nie jest radnym, który udziela się podczas sesji Rady Powiatu. Jako stały obserwator sesji powiatowych stwierdzam, że jest na sesji, ale jakby go tam nie było. Owszem zabiera głos rozmawiając szeptem z moim i kobiet ulubieńcem, przeuroczym współwłaścicielem lombardu, moją ukochaną mordką „Bananem” (radnym Markiem Biernackim). Z tzw. „protokołów” z posiedzeń Zarządu Powiatu wynika niezbicie, bo w sposób udokumentowany, że dyrektor – radny – aktywista raczej głosu tam nie zabiera, ale dietę w wysokości ponad 1250 zł., nie podlegającą opodatkowaniu, pobiera.


Tak że nie znane są przyczyny oziębłości dyrektora – radnego – aktywisty wobec osieroconej bramy. Wiem natomiast, że serwery Powiatowego Urzędu Pracy mają jeszcze wolne miejsce na tego typu dyrektorskie sieroctwo.

I po bajzlu!

Naprawdę pięknie spisało się nam Nadleśnictwo Góra Śl. w kwestii przywrócenia w dotychczasowej „Oazie bajzlu” ładu, porządku i składu. Ręce same się składają do oklasków a pierś naszego najukochańszego nadleśniczego magistra i inżyniera Tomasza Multańskiego, z całą pewnością nabrzmiewa dumą niczym sutki rozochoconej niewiasty.

Ale cóż ja mogę w obliczu dumnie wypiętej piersi nadleśniczego?! Orderu wszak nie przypnę, bo mocy takiej nie mam. Ale pochwalić za ten czyn chcę i muszę. Brawo panie nadleśniczy! To się nazywa natychmiastowy i skuteczny odzew. Widać, że nasze Nadleśnictwo Góra Śl. ma gospodarza całą – mówiąc potocznie – „gębą”.

No cóż, szkoda tylko, że „gospodarz całą gębą” rzadko lustruje podległy sobie teren i wieści o różnych "bajzlowatych" sytuacjach czerpie z mojego bloga, którego przecież nikt nie czyta. Znacznie lepiej byłoby, gdyby szef naszych miejscowych lasów odwiedzał częściej swoje przeurocze gospodarstwo i własnymi oczętami rozkoszował się tym, czym przyszło mu rządzić. Wówczas z całą pewnością pozbawiony byłbym możliwości, której absolutnie proszę Państwa nie łączyć z przyjemnością, opisywania ewidentnych zaniedbań w naszym nadleśnictwie.

Ja wiem, że czasy, że czasy teraz niepewne, ale jak jest niekontrolowany „bajzel”, to różne jego efekty mogą być. Bywa tak, że są przykre, smutne i mogą cofnąć każdego człowieka w jego karierze zawodowej.

Aby zakończyć ten skromny pościk raz jeszcze szczerze dziękuję panu nadleśniczemu Tomaszowi Multańskiemu, za szybką reakcję. Pozwolę sobie również życzyć panu nadleśniczemu, by lasy nasze wolne były od patogenów. I Nadleśnictwo też. Żegnam najczulej tradycyjnym „Darz bór!”





niedziela, 28 sierpnia 2016

"Po owocach ich poznacie"

Poniżej widzą Państwo skan pisma, które burmistrz Irena Krzyszkiewicz skierowała do prezesa zarządu PCZ Góra Śl., w sprawie niewywiązania się przez niego z obietnicy przedstawienia na piśmie oczekiwań wobec powiatu i gminy. Pisemne sformułowanie oczekiwań PCZ miał – w domyśle – pomóc PCZ na wznowienie działalności „sprzedanego” szpitala.

Osobiście nie miałem żadnych złudzeń w kwestii uzyskania od PCZ Góra Śl. jakiejkolwiek odpowiedzi. Spotkanie z dnia 19 czerwca miało jednak jeden jedyny pozytywny skutek. Uzmysłowiło wszystkim, którzy byli na nim obecni, pokrętność działań właścicieli PCZ, którzy w niczym nie są winni zamknięciu działalności szpitala. Winni – wg niech- są inni, ale nie oni.

Oczywiście winni, wrednemu dla nas wszystkich finałowi w postaci pozbawienia nas zamkniętej opieki zdrowotnej, znajdowali się na sali obrad, ale "popielca" z ich strony ni było. Ani Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego – Piotr Wołowicz, ani też jego zastępca – Paweł Niedźwiedź, głosu nie zabrali. Bo i co tu mówić, gdy dało się w kwestii sprzedaży szpitala kosmicznej dupy?! Przyznać się? Na taką rzecz trzeba mieć honor, sumienie i cywilną odwagę. A nie deficyt tych trzech cech.

Górowianie – mówiąc delikatnie – nico przespali pozbycie się szpitala. Wielu z nich uniesionych mirażem nowoczesnego szpitala, którą to wizję kreślił przed pielęgniarkami np. mój serdeczny przyjaciel radny powiatowy „Banan” (Marek Biernacki) bezkrytycznie, bo bez udziału rozumu, uwierzyło, że jak przyjdzie „prywaciarz”, to nam taką lecznicę zmajstruje, że ho, ho! Pękała będzie od specjalistów i to co najmniej z profesorskimi tytułami.

A prawda jest taka, że nasz były szpital, jaki był taki był, a teraz nie ma żadnego. I szydzą z nas z tego powodu w ościennych powiatach, o czym rozliczni górowianie przekonują się na własnej skórze. By być w zgodzie z prawdą zasłużyliśmy sobie na to, dopuszczając aktem wyborczym do władzy ludzi, którzy do jej sprawowania nie mają żadnych –predyspozycji. Tak, tak, bo ten akt wyborczy też dokonał się bez udziału rozumu. A grzech głupoty rodzi zawsze grzech kolejny.

W najcięższej sytuacji na skutek radosnej, i pozbawionej udziału rozumu, twórczości tzw. „starostów” znalazła się burmistrz Irena Krzyszkiewicz, która dzieli teraz odium społecznego gniewu z powodu zamknięcia szpitala. To z jej inicjatywy doszło do spotkania 19 czerwca br. Spotkania, które nie mogło mieć dla nas żadnych pozytywnych konsekwencji. Ludziom wciąż mieszają się kompetencje poszczególnych szczebli samorządu i przypisują burmistrzowi kompetencje, w które ustawa o samorządzie gminnym go nie wyposaża. I w ten sposób większość niewyrobionych samorządowo górowian, czyni winną braku szpitala burmistrz Ireną Krzyszkiewicz. Z doświadczenia i rozlicznych rozmów wiem, że do tej grupy mieszkańców żadna argumentacja oparta o brzmienie przepisów ustawy o samorządzie gminnym nie przemawia. Kontrargument jest prosty: „Gdyby chciała, to szpital by był!” Koniec i kropka.

Bardziej wyrobiona grupa mieszkańców naszego grodu używa argumentacji, która zahacza o rzeczywistość. Powiadają oni tak: „Burmistrz i sporo ludzi w radzie powiatu, to ludzie burmistrzyni. Startowali z jej list. Dlaczego więc pozwoliła im na sprzedaż szpitala?” Potrafią też brutalnie dodać, że Góra już nie jest miastem, tylko „wioską powiatową”. „Co to za miasto powiatowe bez szpitala?” – pytają z ogromną goryczą i nietajoną niczym złością.

Mieszkańcy pytają również o rolę radnych gminnych ubiegłej kadencji przy sprzedaży szpitala. Zgodnie z prawdą odpowiadam więc, że radni miejscy nie odegrali żadnej roli przy podejmowaniu decyzji o sprzedaży szpitala. By być precyzyjnym dodaję też, że Rada Miejska kadencji lat 2010 – 14 nie zajęła żadnego oficjalnego stanowiska w sprawie sprzedaży szpitala. I co słyszę? „A to mieli szpital w dupie?!”

Zła krew zaczyna krążyć w ludzkim krwioobiegu, atmosfera robi się duszna i napięta za sprawą braku szpitala. Wielu górowian na własnej skórze przekonało się, jak trudne, uciążliwe i niebezpieczne staje się nasze życie bez szpitala. Ludzie zaczynają się zastanawiać, czy władza samorządowa działa w ich imieniu, dla ich dobra, z myślą o nich. Czy też istniej ona tylko dla siebie samej.

Problem z dostępem do zamkniętego lecznictwa szpitalnego przysłaniać zaczął nawet nowe inwestycje gminne, których przecież nie brakuje. Kładzie się on cieniem na życiu górowian i wywołuje zrozumiały lęk. Te poczucie lęku jest szczególnie silne u ludzi w podeszłym wieku, schorowanych, którzy na co dzień walczą ze swoimi schorzeniami. Ludzi, którzy, o czym nie należy zapominać, łożyli na utrzymanie tego szpitala w przeszłości uczestnicząc w różnych zbiórkach na jego rzecz, nie zawsze dobrowolnych zresztą. Boją się też matki o swoje dzieci, bo każda gorączka malucha łączy się z ich trwogą i lękiem. I podróżą w nieznane, z chorym dzieckiem o różnej porze dnia i nocy.

Pada też pytanie o szansę ponownego zaistnienia szpitala w Górze. Powiem obrazowo, że taka jak ta iż „cień miotły zamiecie cień śmieci”. Mniejsza o budynek, którego dostosowanie kosztowałoby grube miliny. Głupia decyzja, która w efekcie przyniosła likwidację naszego szpitala, było również rozgonienie na cztery wiatry wykształconego personelu szpitalnego. To był przeogromny kapitał tego szpitala, którego do rachunku dla PCZ nie doliczono. Obrazowo mówiąc w godzinę można znaleźć kandydata na starostę czy jego zastępcę, ale latami trzeba kształcić i uczyć lekarza, pielęgniarkę. Z punktu widzenia użyteczności społecznej żaden polityk nie jest dla społeczeństwa wart tyle co wykształcony lekarz czy pielęgniarka. Niestety, większość polityków sądzi – ze szkodą dla nas – że są czymś wyjątkowym. A najczęściej to sezonowe „ćwoki”.


Nieprzytomnie to dzikie jest i dalekie od standardów XXI wieku. A Państwo wciąż karmicie tych, którzy zaprzepaścili szpital. A żywić i odziewać winien ich fetysz: „prywatyzacja”. Tak jak my wszyscy „pożywiliśmy” się przy prywatyzacji szpitala. Zadziałać miała „niewidzialna ręka rynku”. 

Toteż proponuję, by tzw. „starostom” dała ona im żreć i odziała. A jak by im nie pasowało, to niech otworzą działalność gospodarczą. Wszak bogate doświadczenie przy tzw. „sprzedaży” szpitala dobrze obu panom wróży na niwie własnej, owocnej działalności gospodarczej. I niech ich w interesach pieści „niewidzialna ręka rynku”, tak jak oni nas „popieścili” w dziele pozbawienia mieszkańców powiatu naszego szpitala. 

czwartek, 25 sierpnia 2016

Oaza bajzlu

Zmiana, przynajmniej personalna, przyszła też w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu. Od nieomal początku stycznia br. jest tam nowy dyrektor – Tomasz Markiewicz. A lasy na terenie naszego lasu podlegają właśnie Poznaniowi.

Podobno zmiana to dobra rzecz, ale w naszym Nadleśnictwie, którego zmiana jeszcze nie odwiedziła w ramach, jak to się niegdyś mówiło: „niezapowiadanej, gospodarskiej wizyty”, siła tradycji jest bardzo silna i odporna na zmiany. Nawet wówczas, gdy każda zmiana byłaby lepsza od żenującej nieporadności, obojętności, „olewajstwa” i typowego „tumiwisizmu”. Poniżej jaskrawy i niewątpliwie przykry dla oczu i wrażliwej duszy przykład niechlujstwa, nieróbstwa, braku nadzoru i zainteresowania losem tej bardzo dobrej inicjatywy.


Wybudowano niegdyś na obrzeżach naszego lasu „Remizę. Oazę w lesie”. Wybudowano i na skutek galopującej sklerozy władz Nadleśnictwa Góra Śl. zapomniano o tym, że wypadałoby dbać o jej dalszy los. Sama wszak ona do bytu się nie powołała. Wydano na jej stworzenie z niczego jakiś pieniądze publiczne, ludzie ją budujący poświęcili temu czas, w statystykach i sprawozdaniach fakt ten z pewnością odnotowano. Po upływie jakiegoś czasu okazało si e jednak, że to lipa, pic i popelina.
„Oaza”, której celem jest szczytna idea ochrony: „(…) najsłabszych, najmniej biologicznie odpornych drzewostanów jednogatunkowych, gdzie flora i fauna są ubogie”, stała się pośmiewiskiem szczytnych haseł głoszonych na tablicy.” Ironicznie do całej sytuacji się odnosząc, można rzec, że najsłabszym i najmniej odpornym pod kątem dbałości „Oazę” okazał się „drzewostan jednogatunkowy”, czyli stan leśniczy z Nadleśnictwa Góra Śl. Sądzę, że niezbędna jest w zaistniałej sytuacji znana leśnikom „trzebież późna”, by nie doszło do innego rodzaju trzebieży zwanej fachowo „przygodną” w ramach np. wycinki sanitarnej, która dla „drzewostanu” nie koniecznie może być przyjemna. Tym bardziej, że żyć nam przyszło w czasach nagłych i nieoczekiwanych zmian. Nie dla wszystkich muszą one być przyjemne.


I na koniec jeszcze jeden cytat z tablicy zachwalającej – bez pokrycia w widocznych na zdjęciach realiach „Oazy”: „Dla ptaków groźniejsza jest doba głodu, niż tygodnie mrozu.” Parafrazując to stwierdzenie myśl tak mnie nęka uporczywie: „Dla lasu groźniejszy jest stróż własnego stołka, niż ten kto ponad stołek kocha las”. Darz bór!

Pod rozwagę

List od Czytelnika, któremu za trud włożony w jego napisanie i przesłanie zdjęć serdecznie dziękuję.





piątek, 12 sierpnia 2016

Gminne "500+"

Od 1 kwietnia 2016 r. obowiązuje rządowy program „500 +”. To już czwarty miesiąc trwania tego programu. Warto więc spojrzeć na to, jak jego realizacja wygląda na terenie naszej gminy.

Na dzień 31 lipca 2016 r. do Ośrodka Pomocy Społecznej złożone zostały 1642 wnioski od rodzin, które w myśl przepisów mają prawo do pobierania kwoty 500 zł miesięcznie na swoje dzieci. W efekcie górowski OPS przyznał 2348 dzieciom to świadczenie wychowawcze. Łącznie więc OPS wypłacił do końca lipca kwotę 1.174.000 zł. Można przyjąć, że na to świadczenie wychowawcze OPS wypłacało będzie - miesiąc w miesiąc - ok. 1,2 mln. zł. miesięcznie. Liczba dzieci upoważnionych do otrzymywania tego świadczenia wychowawczego ulega ciągłej ewaluacji, gdyż niektórzy z nich kończą 18 lat i wówczas tracą prawo do zasiłku, a nowe dzieci przychodzą na świat i wyciągają piąstki po szeleszczące banknoty.

Na terenie naszej gminy funkcjonuje 9 rodzin, w których wychowuje się po sześcioro dzieci, którym przysługuje to świadczenie wychowawcze. O jedno dziecko mniej ma 8 rodzin, które również mają prawo do świadczenia w ramach programu „500+”.

Znamiennym jest fakt, że OPS otrzymał jedynie dwie „życzliwe” informacje na temat rzekomo niezgodnego z celem wykorzystywania przez rodziców otrzymanych z programu świadczeń.

Nie wszystkie złożone wnioski rozpatruje nasz OPS. W przypadku rodzica (rodziców) pracujących poza granicami Polski, wniosek taki rozpatruje Dolnośląski Ośrodek Polityki Społecznej. Niestety trwa to zbyt długo, bo aż 3 do 4 miesięcy. Z ternu naszej gminy przesłano tam ok. 40 wniosków, z których rozpatrzono dotąd aż 3!


Podane dane zawdzięczają Państwo kierowniczce OPS w Górze pani Edycie Lisieckiej, która przekopując się cierpliwie przez górę dokumentów, dostarczyła mi i Państwu wiedzy na ten temat. Dziękujemy. 

czwartek, 11 sierpnia 2016

Przywróceni pamięci

Przy ulicy Wrocławskiej, o czym niewielu górowian wie, znajdują się aż 3 cmentarze. Dwa z nich od dawna są w stanie zaniku. To cmentarz rosyjskich jeńców wojennych z lat 1914 – 1918 oraz cmentarz ewangelicki mieszkańców Kajęcina. Oba te cmentarze znajdują się bardzo blisko Cmentarza Żołnierzy Radzieckich.
Cmentarz ten ma obszar 1620 m2. Założony został 31 marca 1948 r., na podstawie przepisów z lat 1933 i 1936 o cmentarzach wojennych. Pierwszych pochówków na cmentarzu dokonano w 1948 r., kiedy to ekshumowano ciała 742 poległych i zmarłych żołnierzy radzieckich, dotąd pochowanych na terenie m.in. naszego miasta (skwer np. nieczynnego obecnie internatu, plac za gimnazjum nr 1). Druga fala ekshumacji zmarłych i poległych żołnierzy radzieckich odbyła się w roku 1952 i wówczas pochowano tam 527 żołnierzy. Zwłoki zmarłych i poległych zwożono na teren cmentarza z całego powiatu oraz innych miejscowości. Łącznie miejsce spoczynku znalazło tam 1269 żołnierzy.

Inne dane odnaleźć można na internetowej stronie Rady Ochrony Pamięci, Walk i Męczeństwa (http://groby.radaopwim.gov.pl/grob/7143/) odnaleźć można nieco odmienną informację na temat ilości pochowanych na cmentarzu poległych żołnierzy. Podaje się tam liczbę 1437 pochowanych na cmentarzu żołnierzy, z których 425 nie zostało zidentyfikowanych.

W naszej gminie znajduje się „Księga pochowanych” na tym cmentarzu. Niestety nie posiada ona daty jej założenia. Na podstawie tego dokumentu należy przyjąć, że liczba pochowanych na cmentarzu żołnierzy radzieckich prawdziwa jest dla cyfry 1269.

W „Księdze pochowanych”, która znajduje się w wydziale gospodarki komunalnej i mieszkaniowej w naszym urzędzie znajdują się nazwiska pochowanych na cmentarzu żołnierzy. Tyle, że nie wszystkie. Można tam też zapoznać się z miejscami, z których zwożono poległych lub zmarłych na skutek odniesionych ran żołnierzy. I tak z „Księgi poległych” można się dowiedzieć, że poległych żołnierzy zwożono na cmentarz z Psar, Ślubowa, Wąsosza, Niechlowa, Lubowa, Ryczenia, Wągrody, Czechnowa, Łęczycy, Goli Górowskiej, Ług. Są tam pochowani również żołnierze, którzy polegli poza terenem naszego powiatu. Szczególnie dużo nazwiska żołnierzy ma jako „pierwotne miejsce pochówku”, wpisaną miejscowość Ścinawa i jej okolice. Odnajdziemy w „Księdze” również takie miejscowości jak Brzeg Dolny, Wołów, Chobień, Lubiąż.

Łącznie na cmentarzu znajduje się 5 wydzielonych miejsc pochówku, które nazywane są mogiłami. W mogile znaczonej cyfrą 3, na której stoją nagrobki pochowanych jest w 30 grobach 60 żołnierzy, których nazwiska widnieją na tablicach. W mogile nr 2 również znajduje się 30 grobów, w których miejsce spoczynku znalazło 53 poległych żołnierzy, których nazwiska uwieczniono na nagrobkach. Razem więc każdy zwiedzający cmentarz mógł dotąd zapoznać się ze 113 nazwiskami tych, którzy znaleźli tam ostatnie miejsce spoczynku. Nazwiska pozostałych a poległych i zmarłych żołnierzy radzieckich dotąd na cmentarzu nie były odnotowane.
Mogiły nr 2 i 3 

Ta sytuacja ulegnie w najbliższym czasie diametralnej zmianie za sprawą Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (która z dniem 1 sierpnia 2016 r. została zlikwidowana a jej kompetencjami podzielił się IPN oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego). Ustalono bowiem tożsamość aż 770 pochowanych tam żołnierzy i ich nazwiska zostaną uwiecznione.
 W tym celu wykonane zostanie 9 tablic z płyt granitowych z granitu strzegomskiego w kolorze jasnoszarym o rozmiarze szerokości 1,25 m i wysokości 2 m, które na długości 06 m. zostaną wkopane w fundament. Na każdej z tablic znajdą się nazwiska poległych, które uwiecznione zostaną przy pomocy czcionki typu Consolas. Nazwiska będą wypiaskowane. Na każdej z tablic pojawi się czerwona pięcioramienna gwiazda. Łącznie w strzegomskim granicie wypiaskowanych będzie 10.850 znaków. Tablice te staną na trzech kwaterach, które dotąd nie posiadały nazwisk osób tam pochowanych (zbiorowe mogiły nr 1, 4 i 5). W sumie więc znana będzie tożsamość 873 żołnierzy na 1269, którzy tam spoczywają. Nazwiska 396 pochowanych tam żołnierzy są nadal nieznane.

Na ten cel otrzymaliśmy z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (która z dniem 1 sierpnia 2016 r. została zlikwidowana a jej kompetencjami podzielił się IPN oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego) oraz od wojewody dolnośląskiego kwotę 82.690 zł brutto. Przetarg na wykonanie i montaż tablic wygrała firma „Road Memory” z Grabowiec (woj. lubelskie). Prace mają się zakończyć do końca wrześnie br.

Przypomnieć wypada, że w styczniu 2000 r. jacyś debile zdewastowali cmentarz. Zamalowaniu uległy groby, wiele nagrobków zostało przewróconych, napisy zniszczono. W restauracji cmentarza pomógł naszej gminie Dolnośląski Urząd Wojewódzki. Ogłoszono przetarg na odnowienie cmentarza, który wygrał Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Górze. Koszt usunięcia śladów profanacji wyniósł ponad 10 tys. zł.


Wypada mieć nadzieję, że debile podobnego pokroju swojego „wyczynu” nie powtórzą.