czwartek, 26 kwietnia 2018

Przedwyborcze przymiarki

W styczniu br. CBOS przeprowadził badanie dotyczące postrzegania wyborów samorządowych przez Polaków. Aż 47% Polaków uważa wybory samorządowe za bardzo ważne, a 79% deklaruje marsz do urn wyborczych. Zainteresowanie decyzjami władz gminnych deklaruje 78% badanych; powiatowych – 65%, a wojewódzkich – 40%.

Premier musi określić termin przeprowadzenia wyborów samorządowych pomiędzy 16 lipca a 16 sierpnia br. Wybory mogą odbyć się nie wcześniej niż na 30 dni i nie później niż na 7 dni przed upływem kadencji rad, który przypada 16 listopada br. W grę wchodzą trzy daty: 21 października, 28 października lub 4 listopada. Który jest najbardziej możliwy? Tylko 21 października będzie niedzielą wolną od handlu. Ten termin byłby więc najwygodniejszy, więcej osób mogłoby pójść do urn.

Podczas sesji Rady Miejskiej przyjęta została uchwała dotycząca podziału naszej gminy na nowe okręgi wyborcze. Radni zaakceptowali nowy podział, który wymusiła nieubłagana demografia. Zamiast dotychczasowych 21 okręg ów wyborczych będzie 15, bo tyle naszej gminie w myśl prawa przysługuje ze względu na fakt, iż liczba mieszkańców naszej gminy spadła poniżej 20 tys. mieszkańców. W ten sposób nasza Rada Miejska skurczy się 28,6%. Nad faktem tym nie ubolewam.
Przy uchwałach napracował się sekretarz naszej gminy, który za niejedne wybory odpowiadał i obyło się bez „obsuwy” – Tadeusz Otto. Za podstawę swoich wyliczeń przyjął liczbę mieszkańców naszej gminy na dzień 31.12.2017 t., która wynosiła wówczas 19.724 osób. Liczbę mieszkańców podzielił przez liczbę ustawowo przypadających gminie radnych (15) i otrzymał liczbę 1315. Liczba ta uczenie oznacza „normę przedstawicielstwa”, czyli liczbę osób przypadających na jeden okręg wyborczy. Rzecz jasna, że żaden z 15 okręgów nie liczy sobie dokładnie 1315 mieszkańców, bo takich nie sposób było wyznaczyć. Stąd są okręgi z liczbą mieszkańców zarówno większą od liczby 1315, jak i od niej mniejszej. Najwięcej mieszkańców znajduje się w okręgu nr 13 (1474) a najmniej w okręgu nr 2 (1125). Zbliżony do ideału jest okręg nr 12 (1319).


Pomimo, iż wybory odbędą się za mnie więcej pół roku już słychać małe co nieco o przygotowaniu do nich. Oczywiście głównymi zainteresowanymi wyborami samorządowymi są działające na terenie naszej gminy partie polityczne. Liczne to one u nas nie są, bo lud jakoś do wstępowania w ich szeregi entuzjazmu nie przejawia. Ale pamiętać trzeba, że mają swoich sympatyków, którzy udadzą się do urn i na nie zagłosują.

Sprawą pierwszorzędnej uwagi wyborców jest oczywiście pytanie: kto będzie startował na burmistrza? Pewniakiem, który na pewno weźmie udział w walce o fotel burmistrza jest Irena Krzyszkiewicz. Kto jeszcze? Za murowanego kandydata uważa się Teresę Frączkiewicz, która startowała 4 lata temu i przegrała w II turze z obecną szefową gminy. Mówi się też o szefie Unii Górowian – Zbigniewie Józefiaku, który również kandydował w poprzednich wyborach. Mówią o nim „nieumoczony”.

Można się też spodziewać, że zarówno górowska PO, jaki i PiS wystawią swoich kandydatów. Z różnych przecieków, niedopowiedzeń, półsłówek i aluzji, których jednak dosłownie brać nie sposób wynika, że w górowskiej PO zaistniały dwie postawy wobec wytypowania kandydata na burmistrza. Jedni chcą popierać obecną włodarz gminy a inni namawiają do startu Marak Biernackiego. Ten z kolei nie wyraża nadmiernego entuzjazmu dla tej idei, chociaż zwolennicy tej opcji mocno go cisną, i to również przez wrocławskie struktury tej partii. A w partii wiadomo – partyjna dyscyplina! Jak będzie? Któż to wie?

Nie wiadomo na kogo postawi PiS. Może będzie musiał wyratować szef górowskich struktur Kazimierz Bogucki? A może znajdą innego kandydata, który porwie za sobą wyborców. A może kogoś poprą? Dwa nazwisko latają w powietrzu, ale jedno byłoby niebywałą sensacją. Mgliste to na razie, więc nie będę się nad tym rozwodził. Chyba jednak nie jest to kandydatura Stanisława Hoffmana, który – wg wielu opinii – powinien wystartować na burmistrza. Trwa silne parcie na doktora w tym kierunku. Podobno nie mówi nie. To śliczne i optymistyczne. 

Z informacji niepełnych i nie w pełni potwierdzonych wynika, że PSL przytuliła do siebie burmistrz Irena Krzyszkiewicz. Np. Jan Rewers ma podobno startować listy Ireny Krzyszkiewicz do powiatu, i to nie z eksponowanego miejsca. Jak już jesteśmy przy powiecie to mówi się, że obecny starosta „daje nogę” z powiatu i będzie startował na radnego gminnego, stając się oczywistym obciążeniem dla listy, z której wystartuje. Brrr! Na psa urok!

Kursują też smutne wiadomości, chociaż jeszcze niesprawdzone. I tak np. mówi się, że nasz znakomity doktor Zygmunt Iciek nie chce startować (ku mojemu niewysłowionemu żalowi!), gdyż – jak to podobno sam uzasadnia – oderwał się od miasta, rzadko tu bywa, stracił kontakt z wyborcami a więc – podobno tak twierdzi – nie bardzo wypada mu kandydować do Rady Miejskiej. Na wieść o tym przerażającym dla mnie fakcie zasmuciłem się, bo doktora lubię. Ślicznie pisać o nim lubię ponad wszystko! Wygląda mi na to, że zwyciężył w nim gen: „wino, kobiety i śpiew”. Też interesująca ścieżka życia. Tylko zdrowie do tego trzeba mieć.

Tak więc będziemy mieli minimum 5 kandydatów na fotel burmistrza i emocje z tym związane. Bo co to za wybory bez emocji?

Bardzo ciekawie zapowiada się rywalizacja o miejsca w uszczuplonej Radzie Miejskiej. Wiadomo, że szefowa gminy stworzy listy własnych kandydatów. Partie – przynajmniej PO i PiS – także. Ale już wiadomo, że powstaną liczne komitety niezależne. Trudno powiedzieć ile ale z całą pewnością będą. Do startu szykują się kandydaci, którzy dotąd nie uczestniczyli w życiu samorządowym, ale je pilnie obserwowali. Teraz chcą mieć wpływ na gminę rozumiejąc, iż mogą go zdobyć tylko poprzez bycie radnym. I powiem Państwu, że podoba mi się ten pomysł, bo łączy się on z dopływem świeżej i niezależnej od kogokolwiek (tylko od wyborców) krwi do naszego samorządu. Wszystkich nas powinno to niebywale cieszyć, bo może to nam wszystkim przynieść tylko korzyści. Umysły niezależne powinny być w cenie u każdego wyborcy, który chce dobrze dla tej gminy.


Wraz z upływem dni będziemy poznawali coraz więcej szczegółów dotyczących kandydatów na burmistrza i radnych. A potem będziecie mieli Państwo sporo czasu, by oddzielić pożyteczne ziarno od bezużytecznych plew. 

środa, 25 kwietnia 2018

Pokłosie kontroli

Od lipca do sierpnia 2017 r. odbywała się w Starostwie Powiatowym w Górze kontrola przeprowadzana przez Regionalną Izbę Obrachunkową we Wrocławiu. Dotyczyła ona kompleksowej kontroli działalności finansowej Starostwa. W wyniku kontroli powstał protokół pokontrolny. Do tego protokołu ustosunkował się starosta. Zapadła błoga cisza, która nieoczekiwanie została przerwana zaproszeniami dla starosty, wicestarosty, skarbnika powiatu oraz kilku pracowników zajmujących się finansami starostwa (a raczej ich brakiem), wystosowanymi przez pracowników Komendy Powiatowej Policji w Głogowie. Policjanci z Głogowa zaprosili władzę powiatową do siebie na skutek – podobno – na skutek prośby wrocławskiego RIO. Inna wersja powiada, że uczynili to na skutek doniesienia złożonego do Prokuratury Rejonowej w Głogowie złożonego przez niezidentyfikowanego personalnie radnego powiatowego. Jak tam było, to było, ale faktem jest, że około 12 – 13 kwietnia gościnne progi KPP Głogów ujrzały powiatową władzę. Źródła milczą na temat oprawy wizyty. Nie wiemy czy były kwiaty, mowy powitalne, oklaski, kawa, herbata, ciastka. Mniejsza z tym.

Wróćmy jednak ad rem. Kontrolerzy RIO dopatrzyli się pewnych – powiedzmy delikatnie, by rzeczy całej nie przesądzać, uchybień w pewnym segmencie działalności finansowej starostwa. Szło im (między innymi) o kontakty starostwa z bankiem, który wykonuje bankową obsługę budżetu starostwa. Do 30 czerwca 2016 r. robił to Bank Pocztowy we Wrocławiu. Po tej dacie bankową obsługę budżetu starostwa wykonywał DNB Bank Polski S.A.

Kontrolerów RIO nurtował fakty, że starostwo zapłaciło 20.000 zł. za otworzenie i prowadzenie dwóch rachunków bankowych w DNB, które przez okres od 25 listopada 2015 r. do 9 sierpnia 2017 r. (a więc okresu przeprowadzania kontroli) nie były przez starostwo w żaden sposób wykorzystywane.

Inne zagadnie nie nurtujące kontrolerów dotyczyła szkolenia, które odbyć się miało w siedzibie starostwa. To wysoce niejasne szkolenia przeprowadzane przez specjalistę z DNB kosztowało nasz ledwie dyszący finansowo powiat 30.000 zł. Kontrolerów zainteresowały dni i godziny, w jakich miało się odbyć owe szkolenie.

Czyżby kontrolującym nie przedłożono listy obecności osób uczestniczących w szkoleniu? Jego zakresu i celu? Nie chce mi się wierzyć. Oficjalnie przeprowadzenie szkolenia na siebie wziął skarbnik powiatu, który wyjaśnił kontrolerom, że: „szkolenie odbyło się w moim pokoju nr 36”. Nawiasem mówiąc ciekawe jest to, że zakupiony system nie działa a jest szkolenie! Cud? Nic a nic z tego nie rozumiem. A Państwo?

Kontrolerzy przyczepili się też do pomocy udzielonej przez DNB w zakresie „integracji systemu finansowo – księgowego z systemem Bankowości internetowej iNORD Busieness”. Powiat zapłacił za to 40.000 zł.

Ta sprawa ma też drugie dno. Okazało się bowiem, że wystąpił: „brak kompatybilności programów”. Tak więc starostwo zapłaciło za coś co nie miało prawa działać. Ot, po prostu nie wiedzieli i wtopili 40.000 zł. Ale kto tak „bogatemu” powiatowi zabroni?

By być w zgodzie z prawdą trzeba przyznać, że zarówno skarbnik jak i starosta złożyli kontrolerom z RIO wyjaśnienia. Te jednak niezupełnie ich zadowoliły, gdyż w protokole zauważyli: 

Powiat z góry 25 listopada 2015 r. zapłacił 20.000 zł. tj.: za otwarcie Business 5000 zł. i za prowadzenie rachunków, na których nie było żadnych operacji finansowych 11.000 zł. Za szkolenie w dniu 25 listopada 2015 r. w zakresie funkcjonowania bankowości elektronicznej w programie przygotowanym przez Bank oraz konsultacje z tym samym specjalistą w zakresie przygotowani do integracji systemu finansowo – księgowego z systemem bankowości elektronicznej (testy, parametryzacja, przygotowanie raportów i analizę tekstów, które zakończyły się negatywnie – brak kompatybilności i programów bankowości elektronicznej) zapłacono łącznie 70.000 zł (30.000 zł za szkolenie i 40.000 zł za integrację systemów, która okazała się niemożliwa.”

Starosta w charakterystyczny dla siebie – niezdarny – sposób usiłował wyjaśnić kontrolującym, że wskazane powyżej koszty miały związek z podpisanym 18 listopada 2015 r. aneksem nr 1 do umowy. Kontrolujący przyjrzeli się temu aneksowi i stwierdzili, że: „W aneksie tym brak było zapisów o tym, iż za wydłużenie terminów spłaty Starostwo będzie ponosić jakieś dodatkowe koszty w postaci prowizji czy opłat.” Okazało się, że wyjaśnienia starosty nie mają najmniejszego pokrycia w udokumentowanych faktach.

Na tym etapie wierchuszkę starostwa przesłuchano „w sprawie”. Zarzutów nie postawiono, ale wydaje się, że taka możliwość jest bardzo realna.

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Pożyczki na lepszą przyszłość

W 2017 r. Powiatowy Urząd Pracy w Górze udzielił 50 pożyczek dla osób bezrobotnych, którzy podjęli działalność na własny rachunek. Łączna kwota udzielonych pożyczek na rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej wyniosła 870.350 zł. Środki pochodziły z różnych źródeł, ale najwięcej z Europejskiego Funduszu Społecznego – 704.500 zł. Bezzwrotną pożyczkę może otrzymać bezrobotny w kwocie nie wyższej niż 6 – krotność przeciętnego wynagrodzenia. W 2016 r. z tego typu pomocy skorzystało 63 bezrobotnych. Warunkiem bez zwrotności udzielonej pożyczki jest prowadzenie działalności przez okres 12 miesięcy. W 2017 r. 58 osób zakończyło roczny okres prowadzenia działalności gospodarczej. Spośród tych 58 osób aż 57 prowadziło działalność gospodarczą powyżej 1. roku (98,3%).

Najczęściej udzielono wsparcia na: usługi ogólnobudowlane, fryzjerstwo i zabiegi kosmetyczne, specjalistyczne sprzątanie budynków i obiektów przemysłowych, naprawę i konserwację pojazdów samochodowych, wykonywanie instalacji wodno – kanalizacyjnych, cieplnych i gazowych.

W br. górowski PUP udzielił 9 tego typu pożyczek na kwotę 159.000. Kolejnych 10 wniosków na kwotę 170.000 zł uzyskało akceptację i trwa proces podpisywania umów z pożyczkobiorcami.

Oto naoczny przykład własnej działalności założonej ze środków pochodzące z PUP. Młody człowiek – Armin – nabył doświadczenie pracując w firmie motoryzacyjnej w Niemczech. Powrócił na małej ojczyzny łono i postanowił pracować tu i teraz. Wypełnił wniosek, złożył i otrzymał pożyczkę, która może stanowić dla niego przepustkę do rozwoju własnego interesu. Lubi to robić, zna się na tym i wie, co chce osiągnąć. Ma wizję i jasno wyznaczony cel plus silną motywację, by osiągnąć sukces. Dokupił z udzielonej przez PUP pożyczki nieco nowoczesnych maszyn i urządzeń, by naprawę i konserwację samochodów przeprowadzać zgodnie z obowiązującym standardami i oczekiwaniami klientów, bo czasy majster klepka i warsztatów w szopach przeminęły bezpowrotnie. Swój interes nazwał „Autokliniką” i ruszył w bój. Można tam m. in. wymienić rozrząd łańcuchów (VAG), dokonać kompleksowej naprawy zawieszenia, wymienić sprzęgło, przełożyć silnik, wypolerować autko, wymyć tapicerkę i co tam kto sobie zamarzy. A wszystko to solidnie, z gwarancją i bez zbędnej zwłoki. I tak oto Czernina (ul.Górska 27, tel. 796 303 400) wzbogaciła się o warsztat samochodowy z prawdziwego zdarzenia.










sobota, 21 kwietnia 2018

Ekspresowa sesja

Szybka sesja Rady Miejskiej odbyła się 19 kwietnia. Porządek obrad zawierał 6 punktów. W punkcie pierwszym radni dokonali zmian w uchwale budżetowej gminy na rok bieżący.

I tak Ośrodek Kultury Fizycznej otrzymał w trwały zarząd sztuczne lodowisko oraz budowanego „Delfinka” wraz z kręgielnią. Obsługa tych obiektów wymaga zwiększenia obsady kadrowej w OKF – ie. Trzeba Państwu wiedzieć, że OKF – owi podlegają też: hala „Olimpia”, boiska na których gra „Pogoń” Góra i „Korona” Czernina, basen, korty, dwa „orliki”. W sumie obiektów sporo i terenu do utrzymania w ładzie też. A ludzi tam do pracy niewiele. Robota w soboty, niedziele i na dodatek często dwuzmianowa. Tak więc nowe obiekty pociągają za sobą nowe obowiązki a rąk do pracy tyle samo. Tam chłopaki naprawdę zapieprzają. A płaca? Pomyślmy o czymś przyjemniejszym. Radni zaakceptowali w związku z tym kwotę 111.200 zł., które mają pokryć koszty związane z zatrudnieniem 2 pracowników. Burmistrz zapowiedziała również, że liczba pracowników OKF u ulegnie zwiększeniu w momencie oddania do użytku kręgielni.

Radni przychylili się do propozycji szefowej gminy o zwiększenie wydatków o kwotę 147.000 zł., w związku z budową chodnika przy ul. Sportowej w Czerninie (15.000 zł), koniecznością zapewnienia pełnej kwoty na przebudowę drogi gminnej w Glince (85.000 zł) oraz z planowaną inwestycją w budynku OSP Osetno (c.o oraz przebudowa toalet) na kwotę 50.000 zł. Dokonano również przeniesienia wydatków w kwocie 20.000 zł., które przeznaczone zostaną na zakup komputerów do UMiG.

Zwiększono budżet po stronie wydatków o kwotę 150.000 zł., które to środki przeznaczone zostaną dołożone kwoty przeznaczonej na wymian e nawierzchni drogi oraz chodników przy ul. Piłsudskiego. Środki te pochodzą z chwilowej rezygnacji z wykonania elewacji budynku UMiG. Nie oznacza to rezygnacji z remontu elewacji. Związane jest to z podjęciem próby znalezienia środków zewnętrznych na choćby częściowe sfinansowanie tego zadania, które przywróci należny blask temu zabytkowemu obiektowi. Sytuacja wygląda tak, że budynek UMiG znajduje się w ewidencji zabytków. To – zgodnie z obecnymi przepisami – nie pozwala gminie sięgać po dofinansowanie. Trzeba budynek przenieść do rejestru zabytków i wówczas będzie można sięgać po środki zewnętrzne. Trzeba na to nieco czasu. To samo dotyczy rewitalizacji wieży ciśnień.

W naszym mieście prawdopodobnie powstanie rondo, które rozwiąże wąskie gardło komunikacyjne, jakim jest skrzyżowanie Al. Jagiellonów z ul. Podwale. Dolnośląska Służba Dróg i Kolei, która jest właścicielem tej krzyżówki przygotowała 4 koncepcje rozwiązania tego problemu. Wszystko wskazuje na to, że zwycięży koncepcja randa podłużnego – poinformowała burmistrz. Zakładany koszt realizacji tej inwestycji wyniesie ok. 2,2 mln i jest to sprawa DSDiK. Gmina dołoży 50% do wykonania dokumentacji. Ostatecznie jak rzecz cała będzie wyglądała dowiemy się gdzieś za miesiąc.

Po 1 maja rozpocznie się remont chodników na ul. A. Krajowej, od banku PKO po sklep „U Jerzego”. Będą utrudnienia, ale by zjeść omlet trzeba najpierw stłuc jajko.

Gruntownego remontu doczeka się ul. Wrocławska. Kwota tej gruntownej modernizacji – 8.000. 000 mln z hakiem. Płaci DSDiK a nasz wkład to niespełna milion.

Burmistrz poinformowała też o stanie prac przy budowie 2 – stronnego zasilania miasta. Prace – jak oficjalni poinformowała szefową gminy „Enea” – przy tej inwestycji zakończą się do 1 kwietnia 2019 r. Tak ,że można oczekiwać, iż w II półrocze 2019 r. będziemy mieli upragnione 2 - stronne zasilanie.

Szefowa gminy poinformowała radnych o sytuacji wokół obwodnicy. Wykonawca dokonał zmian w projekcie, których zażądał wojewoda dolnośląski i oczekuje na wydanie przez niego decyzji. Wojewoda ma na to czas do 30 kwietnia. Wypada mieć nadzieję, że tym razem wojewoda wyda decyzję a nie postanowienie. Różnica jest taka, że z negatywną decyzją wojewody wykonawca będzie mógł iść do sądu a postanowienia zaskarżyć nie można. Sytuacja staje się groźna, gdyż w sierpniu 2017 r. upływa termin pozwolenia na tę budowę. Przypomnieć też trzeba, że w mocy pozostaje pozytywna decyzja Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska dotycząca tej inwestycji. Ponadto mocna zniecierpliwienia występuje po stronie wykonawcy, który ma już powoli dość biurokratycznych przepychanek. Tak więc obecnie ruch należy do wojewody, od którego zależy czy będziemy mieli obwodnicę (no, nie we wszystkich jej przebieg wywołuje spazmatyczny zachwyt), ale obawiam się, że jak nie teraz, to bardzo długo poczekamy na obwodnicę. Obyśmy nie stali się ofiarami prymitywnej polityki.

Przetarg na wykonanie ul. Piłsudskiego zostanie rozstrzygnięty po 1 maja. Rozstrzygnięto przetarg na wykonanie ul. Piłsudskiego. Wykonawca „Brukpol” ze Strzelc Wielkich, gmina Piaski, wykona to zadanie za nieco ponad 619.000 zł.

„Jak nie teraz zrobimy, to nie wiem, czy ktoś to zrobi. Rynek to wizytówka miasta” – to słowa burmistrz o gruntownym remoncie rynku. Odbył się jeden przetarg, ale nie przyniósł on rozstrzygnięcia. Gmina chciała na ten cel przeznaczyć 950.000 zł, a jedyny podmiot, który stanął do przetargu wyceniał swoją pracę na 2.081.015,80 zł. Kolejny przetarg na wykonanie tego zadania zostanie wkrótce ogłoszony.

Przetarg na dokończenie rewitalizacji budynku Wieży Głogowskiej odbędzie się 9 maja. Na ten cel dostaliśmy dofinansowanie w kwocie 40.000 zł. Będzie oczyszczona elewacja od wysokości 6,7 m wzwyż.

Ponadto burmistrz poinformowała, że gmina wygrała w I instancji proces z pierwszym wykonawcą „Delfinka” – firmą „Swimmingpools Baseny”. Sąd nakazał firmie wypłacić naszej gminie 550 tys. zł. Okazuje się, że gmina zrywając z tą firmą umowę zrobiła dobrze. My zerwaliśmy umowę o 11 a oni o 13. Oczywiście firma się odwoła i sprawa jeszcze potrwa.

Sesja trwała 37 minut. 

wtorek, 27 marca 2018

Cud remont!

W ostatnim numerze „Życia powiatu” na stronie tytułowej odnajdujemy tekst zatytułowany: „Te donosy budzą we mnie odrazę”. Tekst zawiera rozmowę pracownika Urzędu Gminy Niechlów z wójtową tej gminy Beatą „Bukietową” Poną. Temat rozmowy: zasługi pracodawczyni Pawła Wróblewskiego dla gminy Niechlów ze szczególnym uwzględnieniem remontów budynków dla repatriantów w Lipowcu i Sicinach. Cel rozmowy: ukazanie wredności na podłożu politycznym działań radnych, którzy ujawnili sporą ilość nieprawidłowości przy tych remontach.

Madame „Bukietowa” przy pomocy swojego pracownika, ukazuje bezmiar ludzkiej zawiści, która może skutkować: „Taką postawą narażają gminę na poważne straty finansowe”. Nie bardzo rozumiem, jak mogą narazić gminę na jakiekolwiek straty skoro wszystko jest w porządku? No, ale dla mnie rozumowanie „Bukietowej” nigdy zrozumiałe nie było. W końcu ona była w „SamejBronce” a ja nie, bo inaczej rozumowałem.

Co prawda „Bukietowa”: przyznaje w wywiadzie (ha!, ha!, ha!), że: „(…) podjęliśmy decyzję o odbiorze inwestycji z wadami”, ale jakoś nie ma to wpływu na dalsze jej wynurzenia. I tak, za wszystko odpowiedzialni nieodpowiedzialni radni, którzy dostrzegli nieprawidłowości. Oczywiście - wg „Bukietowej” – dostrzegli te nieprawidłowości z powodów politycznych. Inne motywy nie przychodzą „Bukietowej” do głowy. Na przykład, że są uczciwi, że nie podoba się im efekt końcowy remontu, o czym za chwilę.

Utyskuje „Bukietowa” nad tym, że radni: „(…) donieśli natychmiast doi powiatowego i wojewódzkiego inspektora budowlanego, do Urzędu Marszałkowskiego, do prokuratury.” Według niej przeszkadza to w bieżącej pracy urzędu: „Tak wiele przecież mamy w tym roku do zrobienia” – kwili swojemu podwładnemu, co ten łyka niczym pelikan. Ale jak nie łykać z ręki, która karmi?

Tak więc szanowna „Bukietowa” martwi się, że cztery literki odpowiednie służby (ku temu powołane!) się zajmują! A przecież ma wprawę w rozmowach np. z prokuraturą czy Najwyższą Izbą Kontroli. Kobieto! Nie wymiękaj! Dasz sobie radę! Posiłkuj się kobieto doświadczeniem.

Biorąc egzemplarz tej dziwnej gazetki do ręki sądziłem, iż „Bukietowa” oraz jej pracownik ozdobią ten egzemplarz zdjęciami wyremontowanych budynków dla repatriantów. Wertuję raz, drugi, trzeci i nic! A ponieważ osiągnięć „Bukietowej” jestem ciekaw niezmiernie, sam musiałem zadbać o ich wizualizację. I tak mają Państwo poniżej zdjęcia budynku poznaczonego dla repatriantów w Lipowcu pod nr 17.

Tak oto godnie naszych rodaków ze Wschodu zamierza przyjąć „Bukietowa”. Niech wiedzą repatrianci, jaki ma kobieta gest! Jak ich szanuje, docenia trwanie przy polskości, ich miłość do ojczyzny. Parafrazując Bareję: „To jest remont na skalę naszych możliwości. Ty wiesz Czytelniku co my robimy tym remontem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie, mówimy, to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo!” Klękajcie narody!
W zamówieniu na remont tego budynku zapisano: „Przed przystąpieniem prac remontowych ścian, należy wykonać wzmocnienie ścian zewnętrznych w miejscach pęknięć i zarysowań, wg części projektowej opracowanej przez konstruktora.” Owszem, ścianę wzmocniono, ale wzmocnienie wzięło i odpadło. Błąd w sztuce budowlanej? Ale skąd! Wzmocnienie ściany było politycznie zaangażowane, szykowało się do wyborów i by skompromitować „Bukietową” odpadło! Za tym niecnym czynem wzmocnienia stali określona grupa radnych, która nie docenia remontów dokonanych za pozwoleniem „Bukietowej”. Remontożercom mówimy stanowcze nasze stanowcze: nie!


Przy antenie widać naturalna wentylację, którą mieszkańcom
będą dostarczane nowe wydania "Życia powiatu".
Wypytywana ostrzega też wszystkich, że: „Wiemy już kto dopuszcza się tych wszystkich insynuacji. Zapewniam, że od wszystkich tych osób będziemy dochodzić wysokiego zadośćuczynienia na drodze sądowej.” I jest to uczciwe przedstawienie sprawy, bo jak Państwo widzą remont budynku w Lipowcu jest jasnym dowodem na prawidłowość jego przeprowadzenia. Jak wiemy, w naszym kraju, płaci się przed a nie po robocie. I ci, którzy sądzą inaczej są idiotami. A może odwrotnie?

wtorek, 20 marca 2018

Nadtroskliwość?

Odwiedził mnie ostatnio mój przyjaciel, który niegdyś tu się urodził, pobierał nauki, romansował, pił wódkę (ze mną też!) i żył przez wiele lat w naszym mieście, by opuścić je w poszukiwaniu swojego miejsca w świcie. Otóż ten mój kolega zwrócił mi uwagę na pewne zjawisko dotyczące ruchu drogowego.

Osobiście dla mnie przepisy te, to dla mnie tabula rasa. Kolega natomiast, człowiek światowy, posiadacz wypasionej bryki zna się na tych zawiłościach. Kiedy robiliśmy objazd miasta, które odwiedzał po kilku latach i chciał poznać jego obecne oblicze, zwrócił mi uwagę na pewną, jak to nazwał „anomalię” i „absurd” towarzyszący pewnemu znakowi. Otóż spytał mnie czy wiem o czym informuje taki oto znak:

Ja bym nie wiedział?! Wysiliłem więc umysł, poddałem głębokiej analizie wskazany znak. Sprawa była banalna. Odrzekłem więc, że: „.do tego miejsca mogą przyjeżdżać samochodem ojcowie z synami, by pograć w piłkę pod oczami  troskliwych teściowych, które mają ich na oku, patrząc na nich z okien domku stojącego na zakręcie.” Jak Państwo widzą patrząc na załączony znak, wywód mój był logiczny pod względem moich zdolności do odczytywania pisma piktograficznego.

Okazało się jednak, że tkwię w błędzie okrutnym, bo znak ten oznacza: „strefę zamieszkania”. Patrzę i rzeczywiście: dookoła domki,. Znaczy, że ludzie tu mieszkają. Kolega wytłumaczył mi znaczenie tego znaku wg przypisów ruchu drogowego. Z jego wyjaśnień wynikało, że w takiej strefie obowiązuje ograniczenie prędkości do 20 km/h. Znak ten oznacza również, że pieszy ma pierwszeństwo przed pojazdami. Co do pojazdów, rzekł mój biegły w ruchu drogowym kolega, to mogą one parkować jedynie w miejscach do tego przeznaczonych. Jeżeli istnieją progi zwalniające, to nie muszą być one oznaczone znakami pionowymi, które informują o ich istnieniu.


Wszystko to pięknie, ale co mnie ma to obchodzić? – spytałem. I tu mój kolega zawrócił i przewiózł mnie po ślicznej ulicy Platanowej. Przy wjeździe na tę ulicę stoi znak „strefa zamieszkania”. Jedziemy. Kolega do mnie: licz pasy! Liczę: jeden, drugi, trzeci, czwarty, piąty, szósty, siódmy, ósmy, dziewiąty. Uf! Koniec. A teraz licz znaki informujące o istnieniu przejść dla pieszych. Dal twojej informacji: powinny być po dwa przy każdym oznakowanym przejściu dla pieszych. Jedziemy a ja liczę: dwa, cztery, sześć, osiem, dziesięć, dwanaście, czternaście, szesnaście, osiemnaście. Wszystko gra! – melduję koledze uradowany, że na ulicy Klonowej i pasy tak liczne i znaki o ich istnieniu zgodne z prawem drogowym. I pierś ma radośnie faluje, że w mieście moim tak akuratnie przepisów się przestrzega. Dumny cały jestem!

A kolega zagaja: czy wiesz, że znak „strefa zamieszkania” powoduje, iż żadnych przejść dla pieszych w tej strefie się nie maluje?! A jak przejść nie trzeba malować, to po jaką cholerę tu je namalowano?! Dla bezpieczeństwa! – wykrzykuję. Ależ Robciu, to właśnie znak „strefa zamieszkania” owe bezpieczeństwo gwarantuje, bo tu panem i władcą niepodzielnym jest pan pieszy. Ponadto w takiej strefie można parkować tylko w miejscach do tego przeznaczonych. Tak stanowią przepisy. Pokaż mi tu takie miejsce?! Jeżeli mówisz o bezpieczeństwie, to gdzie są progi zwalniające, które debili powstrzymają przed szarżami? A ja buzię w ciup, bo co będę dyskutował z faktami?

A kolega peroruje: a wiesz ile kosztuje wymalowanie jednego pasa przejścia dla pieszych?: A ile trzeba zapłacić za znak informujący o przejściu? Nie wiesz! To się dowiedz. Bo po mojemu jest tak: albo tu u nas idiota tę strefę ustanowił, albo ktoś ma dolę za malowanie niepotrzebnych - wg prawa - pasów i stawianie, co za tym idzie, zbędnych znaków. Ale kto bogatemu zabroni? Bo nasza gmina bogata Robciu jest? Nie? Ten cały znak, to fikcja kochany! I to kosztowna!

Sprawdziłem. Znak drogowy towarzyszący przejściu dla pieszych, to wydatek ok. 200 zł. Koszt znaków: 18 × 200 zł = 3600 zł. Pasy tam nie są malowane, ale wyłożone białą kostką, która zapewne też nieco kosztuje. 

Swoją drogą Platanowa to śliczna ulica. Ma około 530 m długości, 9 przejść dla pieszych, 18 znaków informujących o przejściach, zakaz parkowania samochodów na ulicy, co podnosi estetykę ulicy, gdyż ulica nie jest zagracona a znak "strefa zamieszkania" wpływa znacząco na ciśnienie jej mieszkańców. Obyśmy zdrowi byli!