środa, 14 czerwca 2017

Oferta ciekawa i pożyteczna

Namioty, karimaty, śpiwory, izomaty, plecaki, pałatki, moskitiery – czyli to wszystko, co jest niezbędne dla każdego turysty oferuje nowy punkt handlowy znajdujący się przy ulicy Dworcowej w naszym mieście.

Ponadto pan Jacek oferuje Państwu szeroki wybór obuwia wojskowego, sportowego, roboczego i trekkingowego.

Nabyć można w sklepie uniformy angielskie, francuskie, belgijskie oraz niemieckie. Na sklepowych półkach znajdą Państwo ubiory kamuflażowe: piaskowe, leśne, pustynne.

Oferta sklepu zawiera również polary, kamizelki, kurtki, spodnie nowe i z demobilu (wojsko).

Bardzo interesujące są oferowane camelbagi, które pozwalają na transport napoju bez opakowania i zapewniają jego spożywanie bez konieczności robienia przystanku w pieszej lub rowerowej podróży.

W sklepie miły nastrój, fajny wystrój i znająca się na rzeczy obsługa. 


Symbioza olewajstwa i przyrody

Łaskawy Czytelnik przesłał mi zdjęcia znad zalewu w Ryczeniu. Miejsce jest naprawdę urokliwe ujmując rzecz ogólnie. W szczegółach – widocznych na fotografiach Czytelnika – już ten urok blaknie, płowieje i zanika. Można powiedzieć, że urok szlag trafia a miłośnika natury trafić może epilepsja.

Wody zalewu dzierżawione są przez Polski Związek Wędkarki we Wrocławiu. I fajnie, bo ryba wszelaka bez właściciela obyć się w żadnym wypadku nie może. właściciel Wiadomo, łaskawy właściciel dokarmi, kołysankę do nocnego snu ryb wszelakich zanuci, zanęci tu i ówdzie, po skrzelach podrapie, bajkę opowie. Jednym słowem: ryb dobroczyńcą jest i basta!


Tyle, że w swojej niczym niepohamowanej miłości do ryb i wodnych odmętów, w jakich stworzenia te pomieszkują, jest PZW tak egocentryczny, iż brzegów zalewu już nie dostrzega. W miłości do ryb traci z oka otoczenie, jaki zbiornik otacza.

Tu widzą Państwo widmo altany, które nijak nie może zniknąć lub stać się altaną z prawdziwego zdarzenia. I stoi toto, straszy, odstręcza, spleen wywołuje, dekadencją zalatuje, olewajstwem i tumiwisizmem pachnie na mil wiele. I nikomu to nie przeszkadza! Ba! Nawet nie bardzo wiadomo czyje toto jest. Zapewne gdyby głębiej pogrzebać wybuchłby spór kompetencyjny. Wszak klęska zawsze jest sierotą niczym pusta butelka po „Wyborowej”. Czy ktoś pożąda namiętnie pustej butelki?

Na zdjęciu poniżej widać śmieci. Jakiś cham wywiózł do lasu worki wypełnione siatkami służącym do owijania balotów słomy. Owo chamidło, zapewne w pijanym zwidzie lub właściciel łba bez kompletu klepek, swoje śmieci wyrzucił w lesie, który jest naszym wspólnym dobrem, zarządzanym – nie zawsze jak widać należycie i starannie – przez sławetne Nadleśnictwo Góra Śl. A muszą Państwo wiedzieć, że Lasy Państwowe zobligowane są do prowadzenia: „trwałej, zrównoważonej i wielofunkcyjnej gospodarki leśnej.’ Owo zrównoważenie w tym przypadku wygląda w ten sposób: trochę śmieci i trochę lasu. Wielofunkcyjność zaś: las i śmietnik w jednym. A wszystko to się – oczywiście! – równoważy, Jakaż symbioza!
Czytelnikowi dziękuję za zdjęcia i zapraszam do dalszej, owocnej współpracy. 

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Sklep nie tylko dla koneserów



Mecenas PCZ w areszcie

Wieści z pola walki prokuratury z padłą „Gazelą Biznesu”, czyli PCZ Wrocław, któremu to „sprzedano” – żart taki niewybredny! – nasz szpital.

Informacja ze strony Prokuratury Krajowej:
"Anna D. podejrzana jest o dwukrotne złożenie w 2016 roku obietnicy udzielenia asystentce prokuratorskiej z Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu korzyści majątkowej w postaci pieniędzy w wysokości 200 tysięcy złotych lub pokrycia kosztów zakupu lokalu mieszkalnego. W zamian za te korzyści asystentka miała udzielić podejrzanej adwokat informacji w zakresie prowadzonego w Dolnośląskim Wydziale postępowania przygotowawczego. Chodzi o przestępstwo z art. 229 par. 3 kodeksu karnego w związku z art. 12 kodeksu karnego. Zagrożone jest ono karą od roku do 10 lat pozbawienia wolności."

Informacja z „Gazety Wrocławskiej”:

Jak się dowiadujemy mecenas Anna D. próbowała – za 200 tys zł – wyciągnąć informacje ze śledztwa dotyczącego głośnej sprawy Polskiego Centrum Zdrowia. W grudniu ubiegłego roku zatrzymano i aresztowano klika osób z władz tej firmy, wśród nich Romualda Ś., szefa i twórcę firmy.

Pracownik naukowy Wydział Prawa i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego. Podczas konferencji studencko – doktoranckiej, która odbyła się w Karpaczu w maju br. wygłosiła referat zatytułowany: „Wpływ pokrzywdzonego na tymczasowe aresztowanie – uwagi na tle problematyki granic stosowania środków zapobiegawczych”.


W ten sposób pani mecenas ma szansę na skonfrontowanie teorii z praktyką. I to na własnym przykładzie! Bardzo cenne doświadczenie. Będzie mogła je zdobywać przez minimum 2 miesiące, bo tyle ma trwać tymczasowe aresztowanie pani mecenas. 

piątek, 9 czerwca 2017

Pardon!

W związku z postem poniżej, a szczególnie fragmentem odnoszącym się do osoby przewodniczącego Rady Powiatu – Jana Rewersa - wyjaśniam, że podczas sesji, która odbyła się w dniu 6 czerwca br. nie przebywał on na zwolnieniu lekarskim. Pan Jan Rewers w rozmowie telefonicznej przyznał, że wcześniej przebywał na tzw. „chorobowym”, ale w dniu 6 czerwca był już w pracy.

Za podanie nierzetelnej informacji pana Jana Rewersa serdecznie przepraszam.


Nauczka płynie z tego taka, by nie polegać na informacjach płynących od wrocławskich łbów z deficytem intelektualnym. Nie mniej ten wrocławski półgłówek ma u mnie kreskę!

wtorek, 6 czerwca 2017

Nic nadzwyczajnego

Dzisiejszą absolutoryjną sesją Rady Powiatu prowadził przewodniczący Rady Powiatu – Jan Rewers, który przebywa na zwolnieniu lekarskim i jest szczęśliwym posiadaczem druku ścisłego zarachowania L4. Stan zdrowia czcigodnego pana Jana okazuje się na tyle dobry, by utkwić za stołem prezydialnym i przewodniczyć obradom. Członkowie PSL mają jednak zdrowie! Aż dziw bierze, że lekarze tego nie doceniają i na chama choróbsko człowiekowi wielkich czynów i myśli nieogarniętych wciskają!

W sesji Rady Powiatu wzięło udział 13 radnych w jej fazie początkowej, bo nieobecny był radny Grzegorz Aleksander Trojanek oraz Jan Przybylski, który złożył rezygnację z pełnionej funkcji radnego. Podczas sesji na miejsce byłego radnego Jana Przybylskiego zaprzysiężono nowego radnego – Jana Kulczyckiego z gminy Wąsosz.

W związku z rezygnacją byłego radnego Jana Przybylskiego z funkcji radnego, powstał vacat w składzie Komisji Rewizyjnej. Radny Kazimierz Bogucki zwrócił uwagę na ten fakt i postawił wniosek, by uzupełnić skład Komisji Rewizyjnej. Przewodniczący Rady Powiatu, który jest posiadaczem druku L4 czy to z powodu barku refleksu czy też  nieznaności przepisów samorządowych, długo nie pojmował o co radnemu Kazimierzowi Boguckiemu chodzi. W sukurs przyszła mu radczyni prawna, która radnemu Kazimierzowi Boguckiemu przyznała rację. W efekcie nowym członkiem Komisji Rewizyjnej został Kazimierz Bogucki.

Głos następnie zabrał ten, którego nazwiska nie warto absolutnie wymieniać, by ust i humoru sobie nie psuć. W swoim wielce parafialnym stylu mendził, nieudolnie składał zdania usiłując mówić w najprostszej i pozbawionej jakichkolwiek walorów literackich, dość koślawej polszczyźnie. On truł a uczestnicy sesji zajęli się sprawami pożytecznymi, gdyż zdają sobie sprawę, jaki „kolosalne” znaczenie mają wydukane przez owego doskonale transparentnego, przynajmniej jeżeli chodzi o owłosienie górne, gościa nieporadnie budowane zdania. Dla porządku stwierdzę tylko, że gostek ów zajmował się problemem ochrony zdrowia w naszym powiecie. Z jego dość chaotycznych i nieskładnych wypowiedzi wynikał wniosek, że burdel do powstania którego się tak walnie przyczynił próbuje pacyfikować NFZ Wrocław. A on, jak to u nas bywa, sprawiać chce wrażenie, iż to jego zasługa. „Konia kują a żaba udko podstawia”.

W punkcie interpelacje głos zabrał radny Mirosław Żłobiński. Sala przycichła, gdy z ust radnego popłynęły słowa wypowiadane w najczystszej polszczyźnie. Po masakrze polszczyzny dokonanej przez mgr politologii można było przyjąć antidotum. Radny zajął się problemem, który dotyczy działkowców z terenów ogródków „Relaks II”. Wielu z nich otrzymało nakazy rozebrania zbudowanych tam altanek, gdyż zbudowane są one na nitce gazociągu. Radny Mirosław Żłobiński skierował w tej sprawie interpelację do powiatowego inspektora budowlanego. Ten, i owszem na interpelację radnego odpowiedział, tyle że nie na temat. Radny Mirosław Żłobiński przytoczył ekspertyzę biegłego, która w sposób jednoznaczny stwierdza, iż istnienie altanki w żaden sposób nie zagraża gazociągowi a zagrożenia może powstać tylko, gdyby po altance buszował ciężki sprzęt budowlany. Odpowiedzi na interpelację radnego nie usłyszeliśmy, gdyż inspektor nadzoru budowlanego był nieobecny na sesji. Podobno wydawał nakazy rozbiórki nielegalnie wydrążonych lisich nor, ale nie wiem ile w tym prawdy. Zresztą w opinii wielu osób pan inż.. mgr Edward Adaszyński słynie z nadmiernych tendencji do komplikowania spraw najprostszych. Dla wielu osób jest on typowy biurokratom, który piętrzy problemy, bo czerpie późnie satysfakcję, gdy żuczki biedne (petenci) w trudzie i mozole usiłują je rozwiązać. Mędrek taki. Mgr inż. Edward Adaszyński już długo pełni funkcję inspektora nadzoru i chyba popadł w nadmierną urzędniczą rutynę.
Radny Michał Krochta wypowiedział się w sprawie przejazdów kolejowych, które z powodu zamknięcia i likwidacji linii kolejowych stały się zbędne i w chwili obecnej są tyko przeszkodą dla kierowców. Tradycyjnie pytanie zaskoczyło tzw. „starostów” i nie usłyszeliśmy odpowiedzi.

Radny Mirosław Żłobiński prosił o informację na temat remontu drogi powiatowej w miejscowości Brzeżany. Remont tam przeprowadzony był skuteczny przez ok. 2 tygodnie. Droga powróciła do stanu sprzed remontu. Pytanie radnego brzmiało: czy ktoś sprawuje nadzór nad jakością wykonywanych remontów? towarzyszył Pytaniu w chwilę później towarzyszył tradycyjny już brak odpowiedzi.

Dużą aktywność wykazywał podczas sesji radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki. Aż trzykrotnie informował on radę o wynikach głosowania w trzech komisjach. Już przy drugiej informacji widać było, że jest zmęczony a po trzeciej – jednozdaniowej! – miałem poważne obawy czy dotrwa do końca sesji. Taki był wykończony! Przez moment sądziłem, że będę musiał go taszczyć do szpitala, ale przypomniałem sobie, że on też przyczynił się do jego likwidacji. Za ten wiekopomny wyczyn nikogo - jak dotąd - jeszcze nie przeprosił. A taki kulturalny, na pozór!

Doszło w końcu do głosowania nad absolutorium, które zarząd powiatu otrzymał. Towarzyszyły temu nieliczne oklaski, rachityczne oklaski, które wytrąciły z błogiego letargu dyrektora PCDN – Bernarda Bazylewicza oraz Tomasza „Plagiata” Krysiaka, którzy całą sesję tokowali z sobą niczym głuszce podczas toków. Zakochali się w sobie?


Radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki oczywiście zrobił w „bambuko” posłów swojej partii i głosował za absolutorium. Oznacza to, że albo posłowi okłamywali zebranych podczas spotkania albo też „Banan” ma partię i posłów w najbardziej ciemnym zakątku swego szlachetnego ciała. Cała gadka trójki posłów okazała się „psu na budę”. Wykiwał ich w swoim stylu. Z bananowym uśmiechem na ustach.