czwartek, 19 października 2017

Łatwy łup

Nieomal codziennie odwiedzam teren po byłym szpitalu. Obraz nędzy i pustki (również tej umysłowej tych, którzy „sprzedali” nasz szpital). Serce krwawi! Komu on przeszkadzał?!

Budynki stoją bez nadzoru. Było tylko kwestią czasu dobranie się do niech przez osoby liczące na łatwy łup. I dzisiaj tak się stało. Oczom moim ukazały się na otwarte na oścież drzwi garażowe. Na zewnątrz amatorzy łatwego zarobku coś wyciągnęli. Nie mogąc dostać się do sąsiedniego pomieszczenia wybili dziurę w ścianie. Trudno orzec, co zginęło i czy zginęło.

Powiadomiłem o tym fakcie starostwo. W efekcie starostwo powiadomiło policję. Bramę garażową zabezpieczono. Obiecano dozór nad obiektem. Wznowiona zostanie praca kamer.

W chwili obecnej budynek jest własnością firmy „RAŚ” z Wrocławia. Stało się tak na skutek prawnych kruczków. Szpital nabył PCZ Wrocław, który wydzierżawił obiekt firmie PHM z Wrocławia a ta firmie RAŚ. Trwa batalia sądowa o unieważnienie tych transakcji. Syndykiem masy upadłościowej PCZ jest obecnie kancelaria prawna Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja. We wniosku złożonym przez syndyka w lutym br. czas postępowania upadłościowego określono na 2 lata.

Przypomnieć wypada, że upadła „Gazela biznesu” wykręciła ok. 600 swoich akcjonariuszy na ok. 80 mln zł. Kolejka wierzycieli jest dość długa a nasza pozycja na liście dość niska.


Górowianom czkawką zaczyna odbijać się brak szpitala. Dzisiaj wysłuchałem opowieści o perturbacjach związanych z b rakiem szpitala. Wczoraj człowiek skaleczył sobie poważnie rękę. Poszedł po pomoc do starej przychodni (nocna i świąteczna opieka). Pomocy tam nie uzyskał, bo trudno by dyżur miał chirurg. Opatrzono mu doraźnie rękę i poradzono, by udał się do szpitala w Lesznie lub Rawiczu. Udał się do Rawicza. Przyjęto go, zrobiono prześwietlenie, założono szwy. Wrócił do domu. Dzisiaj jedzie ponownie, bo musi odebrać zdjęcie z rtg z opisem. Ot, prozaiczna historia górowskiego pacjenta, który na skutek głupiej decyzji całkowicie nieodpowiedzialnej i krótkowzrocznej, mają „pod górkę” do służby zdrowia. A co mają mówić ludzie starzy, samotni, ubodzy, pozbawieni samochodu?! Im wraz z tzw. „sprzedażą” szpitala zrobiono po prostu świństwo. I to nie podlega dyskusji. Inny górowianin, też wczoraj, był z córką w tym samym szpitalu. Córka odniosła kontuzje ręki. Czas oczekiwania na przyjęcie: 4 godziny. Nic dodać – nic ująć. Wszystkim nam zrobiono świństwo. I nikt nas dotąd za to nie przeprosił. Ci, którzy mieliby to zrobić, nie dorośli do tego mentalnie. I jeszcze ostatnio apetyt na trwanie w samorządzie wykazują. Świat staje na głowie. 

wtorek, 17 października 2017

Miłość do PCZ

Latem tego roku (17.07. – 11.09.) nasze starostwo odwiedzili przemili kontrolerzy z Regionalnej Izby Obrachunkowej we Wrocławiu. Goście ci byli tęsknie oczekiwani przez tzw. „władze” powiatu. Witani – jak wieść gminna niesie – chlebem, solą i naręczami kwiatów.  RIO to państwowy, zewnętrzny i niezależny organ kontroli i nadzoru jednostek samorządu terytorialnego, jak też innych podmiotów, określonych w ustawie, w zakresie gospodarki finansowej, czyli budżetu i zamówień publicznych.

Protokół z kontroli RIO liczy 128 stron. Skontrolowano finansowe aspekty działalności starostwa. Spostrzeżeń i uwag w „Protokole” jest bez liku. Ja jednak – na dziś – zajmę się wydzierżawieniem lokalu dla PCZ Wrocław. Przypomnijmy, iż PCZ stał szczęśliwym posiadaczem naszego szpitala, który otrzymał nieomal za darmo od powiatu, na skutek niezwykłej głupoty (w mojej ocenie) jego włodarzy.

Z „Protokołu” RIO wynika jednak niezbicie, iż włodarze powiatu czuli, że tak powiem, wyraźną „miętę” do tej złodziejskiej firmy. 1 maja 2014 roku starosta (na psa urok!) i wicestarosta (totalne nieporozumienie!) zawarli z PCZ umowę na dzierżawę 9 pomieszczeń w budynku po byłej przychodni (ul. Armii Polskiej 8). Łączna powierzchnia pomieszczeń wydzierżawiona przekrętom z PCZ wynosiła 113,66 m kw. PCZ – kie pseudobiznesmeni zobowiązali się w umowie dzierżawy do płacenia czynszu dzierżawnego w kwocie 1318,46 zł na miesiąc. W umowie dzierżawy zawarto ponadto klauzule dotyczące terminu wpłaty (do 10 każdego miesiąca z góry ) oraz naliczania odsetek za nieterminowe wpłaty czynszu. PCZ zobowiązał się (oni do wielu rzeczy się zobowiązywali widząc przed sobą ciężkich frajerów) też do zapłaty podatku od nieruchomości oraz innych należności publiczno – prawnych.

Pamiętam czas, gdy tzw. „starosta” chwalił się, że uczciwy inaczej PCZ jest zainteresowany zakupem całego budynku po byłej przychodni. Jak on się puszył, nadymał, wzrokiem swym bladym bez wyrazu patrzał na radnych! Jakby chciał powiedzieć: „Z tuzami biznesu polskiego się zadaję! A wy głąby?”. Tak mniemam, bo w głowie jego nie siedzę. Okropnie ciasno tam być musi, czego dowiodła tzw. „sprzedaż” szpitala.

Kontrolujący zauważyli, że m.in. starostwo nie sporządziło wykazu nieruchomości przeznaczonych do wydzierżawienia. Było to mocno na bakier z przepisami ustawy o gospodarce nieruchomościami. Tzw. „starosta” usiłował – nieudolnie – tłumaczyć się, ze wymagany prawem wykaz nieruchomości przeznaczonych do dzierżawy, był wywieszony w starostwie. Kontrolujący jednak – przemili ludzie! – nie dali temu wiary (zbrodniarze!) i stwierdzili: „nie przedłożono dowodów, iż w przedmiotowej sprawie wypełniono obowiązki określone w art. 35 ust. 1 i ust. 1b ustawy o gospodarce nieruchomościami. Wygląda na to, że „zbrodniczy” kontrolerzy nie ufali staroście. Co za nietakt! Jaki brak ogłady towarzyskiej!

Nietaktowni, ale za to dociekliwi kontrolerzy RIO spostrzegli też, że: „dzierżawca za cały okres obowiązywania umowy nie zapłacił należności z tytułu czynszu o łącznej wartości 7.910,76 zł. Więcej! Kontrolerzy kwoty tej nie znaleźli na koncie 221, gdzie – w myśl przepisów – powinna się znaleźć.

Ponadto dzierżawca (PCZ) był zobowiązany do zapłacenia kwoty 7.641,59 zł za zużytą energię, wodę, ścieki, wywóz nieczystości, sprzątanie, konserwację windy. Za te usługi PCZ płacił, ale – jak zauważyli kontrolerzy – z opóźnieniem wynoszącym od 45 do 70 dni, a nie w czasie 14 dni, jak stanowiła umowa dzierżawy. Pytany o przyczyny tego stanu rzeczy starosta raczył odpowiedzieć tak:
I mamy odpowiedź nie na temat, co jest domeną tzw. „starosty”. Czemu się dziwić, skoro – podobno – zarówno starosta, jak i jego zastępca zbudowani są z komórek „amatorskich”, które biologii są jeszcze nieznane. To prototypy na nasze nieszczęście.

poniedziałek, 16 października 2017

Budżet z lipy

W I półroczu 2017 r., stan finansów naszego powiatu nie prezentuje się zadawalająco. Budżet na rok 2017 zalatuje „bryndzą”, co dziwić nie powinno mając na sterników powiatu, którzy o sterowaniu powiatem mają takie pojęcie, jak prostytutka o życiu w cnocie.

Założono, że w roku bieżącym dochody powiatu wyniosą 45,155 mln zł. zrealizowano. Założenie owo zrealizowano w 42,99% (18.840 mln zł). Nieudolni ze wszech miar sternicy nawy powiatowej założyli dochody powiatu na poziomie 15.136 mln zł. Można rzec, że tą śliczną cyferkę wzięli z niczego, czyli głowy. W praktyce bowiem z planowanej kwoty wpłynęło do budżetu 35,78% planowanej kwoty, czyli niespełna 2,1 mln zł.

Ze śmiechu czkawki można dostać czytając kolejną pozycję po stronie dochodów powiatu, która brzmi: „dochody majątkowe powiatu”. W tej pozycji szło o kwotę 3.760 mln zł., które powiat miał otrzymać za rzekomą „sprzedaż” naszego szpitala dla wrocławskiej, złodziejskiej „bandy czworga”. Wykonanie tego punktu wynosi absolutne „0”, bo trudno jest chciejstwo i pobożne życzenia zamienić na rzeczywistość. W tym wypadku jeszcze trudniej, bo rzeczywistość musiałaby brzęczeć i mile szeleścić. A że szpital „przesrano” w sposób koncertowy, to już wie trzecie pokolenie wróbli gminnych. Tylko tym, którzy go „przesrali”, ten fakt do ich rycerskich głów dostępu nie ma.

A właśnie, właśnie. Co jakiś czas różni ludzie pytają mnie, czy jest prawdą, że w naszym mieście ponownie zacznie działać szpital? Owszem. Taka możliwość istnieje pod warunkiem, że powiększy się ilość osób dających wiarę tego głosom (właściwie: pogłosom). Będzie to szpital całkiem nowego typu: dla łatwowiernych i idiotów. Mam już kilku murowanych kandydatów na pacjentów. I to z górnej półki politycznej!
Wracając do meritum posta trzeba twierdzić, iż Zarząd Powiatu założył dynamiczny wzrost liczby samochodów na terenie powiatu. Wpływy z tytułu opłaty komunikacyjnej miały wynieść okrągłe 1.1 mln zł. W realu za I półrocze wyniosły niespełna 1/3 tej kwoty, tj. 0,357 mln zł.

Nie chce społeczność lokalna iść ręką w rękę z ambitnym planami sterników powiat, którzy sprowadzili te powiat na mieliznę! Zamiast kupować samochody, rejestrować je w wydziale komunikacji i w ten sposób dać przykład jedności ideowo – moralnej z tzw. „władzami”  powiatu, wolą bezmyślnie nie kupować masowo samochodów. I w ten sposób zadają potworny ból ukochanej powiatowej „władzy”. Nawet radny powiatowy Marek „Bananowy Uśmiech”, który jest „papcią” sukcesu politycznego (a naszej klęski!) pewnego pan z łepetynką przypominającą Cyrankiewicza, ma zarejestrowany tylko 1 samochód. A postronni oceniają go na minimum też pięć! Jego serdeczny przyjaciel Paździoszkiem pieszczotliwie zwany, też ma 1 auto, choć lud prosty też na 5 go wycenia!

A przecież lud narzekać nie ma powodu! Drogi mamy znakomite. Na 280 km dróg powiatowych przeznaczyliśmy w I kwartale 2017 r. aż 0,79 mln zł., tj. 13,99% zakładanej na ten cel rocznej kwoty. To daje 2,72 zł na 1 kilometr! I więcej się nie da wydać, bo po co? Drogi są – powtórzę raz jeszcze – w stanie bliskim boskiej doskonałości. Drodze


Wiadomo, że gdzieś tam jakaś niewielka dziurka w drodze się znajdzie. Ale to tylko po to, by kierowcy nie tracili koncentracji podczas jazdy. A jak ciut więcej jest dziurek na drodze, to służy to tym kierowcą, którzy w slalomie są niewyrobieni. I co, że kilka kilometrów slalomu przerabiają? Wprawa będzie większa! Tak, że w kwestii dbałości o drogi powiatowe, bezpieczeństwo kierowców i pasażerów, dzieci dowożonych do szkół, przedszkoli, widać wyraźnie najgłębszą troskę tutejszych „władz” powiatowych. Za co im w imieniu użytkowników dróg powiatowych przesyłam gorące życzenia: „niech was …”. Nie musicie dziękować. 

poniedziałek, 25 września 2017

Władza nie płacze

"Delfinka" nie ma, ale też jest zajebiście!

Basenowe miraże

Delfinka” w tym roku nie będzie. Smutna to prawda, ale lanie wody i ściemnianie będzie tu nie na miejscu. Firma „Swimmingpools Baseny”, która miała nam tę pływalnię wybudować – jak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują – nie jest w stanie tego pożądanego obiektu wybudować w terminie do 31 października 2017 r.

Na budowie delfinka wykonawca pozoruje prace. Od ok. 2 miesięcy praktycznie nic poważnego się tam nie dzieje. Owszem, do pracy – zazwyczaj ok. godz. 9 przybywa 2, 3 lub 4 pracowników, ale dla postępu prac nie ma ten  fakt żadnego znaczenia. Po 15,00 nikogo już tam nie ma.

Istnieje harmonogram robót, który przez wykonawcę nie jest przestrzegany. Gmina wykazała wykonawcy rażące odstępstwa od harmonogramu. Skutek był taki, iż wykonawca przesłał nowy harmonogram, w którym dokonał zmian. I tak we wrześniu – zgodnie z nowym harmonogramem – miał dokonać prac o wartości ponad 1,1 mln zł. To bajka i bardzo pobożne życzenia. W październiku –ostatnim miesiącu budowy – wykonawca miał wykonać prace o wartości 1,32 mln zł. Października nie ma, tak więc trudno ocenić prawdomówność wykonawcy.

Do ubiegłego piątku gmina wypłaciła wykonawcy 2,36 mln za wykonane prace. Naliczyła również odsetki za opóźnienia w terminowym wykonywaniu prac budowlanych w kwocie 195.685,60 zł. Pomimo tego przez ostanie 60 dni – od 20 lipca – wykonawca powiększa opóźnienie w pracach przy budowie. Na dzień 1 sierpnia zaawansowanie robót wynosiło 49%. I oglądając stan obiektu nie sadzę, by znacząco wzrosło do dnia dzisiejszego.

Te fakty i liczby twardo dowodzą tego, że mamy na karku poważny problem. „Swimmingpools Baseny” nie ukończą budowy. Ich mowa z gminą wygasa 15 listopada 2017 r. Przypomnieć wypada, że do przetargu na budowę naszego „Delfinka” stanęło 6 firm. Najwyższa oferta opiewała na kwotę ponad 8,4 mln zł. Cztery oferty zamykały się widełkach cenowych od 7,355 do 7,588 mln zł. Wybrano ofertę zawierającą kwotę najniższą, tj. 4.784 000 zł. I tu rodzi się pytanie: czy nie była to rażąco niska cena?

Dla porównania w Twardogórze koszt budowy „Delfinka” wynosi ok. 9,3 mln zł. Jest też faktem, że niejako przy okazji buduje się tam również 10 pokoi hotelowych, pojawią się także dwie sauny, jacuzzi. Ale u nas – też – przy okazji – buduje się kręgielnię.

W Strzegomiu budują „Delfinka” za 6,5 mln zł., ale tam powiększają pływalnię. W Chocianowie powstaje „Delfinek” za 6,44 mln zł. Co ciekawe. W założeniach wojewódzkiego programu „Delfinka” odnajdziemy taką oto ciekawą informację, iż prognozowany koszt budowy „Delfinka” – samego! – to kwota rzędu 5 mln zł (łącznie z kosztami projektu i nadzoru inwestorskiego).


BI to by było na tyle w tym „wodnym” temacie. Acha. Top do tych wszystkich, którzy sądzą, że jestem w jakimś „złodziejskim układzie”. Mnie w komisji przetargowej nie było! Napisałem jak jest, a jak ktoś chce więcej wiedzieć, to do władzy niech idzie. Radni nie podejmują tego typu decyzji. O ile pamiętam decyzja o budowie i wyborze wykonawcy narodziła się zanim radnym zostałem. Ale muszę też ten ciężar dźwigać. Co prawda po wyłonieniu wykonawcę powiedziałem panu Piotrowi Głowackiemu, że „Będą kurwa problemy”, ale co ja mogłem?! Głos na puszczę wołający. 

wtorek, 19 września 2017

Hojność Leśnej Ekscelencji

Złośliwi powiadają, że firma znana pod nazwą Lasy Państwowe stanowi istne „Państwo w państwie”. Wiadomo, ze firma ma ponad 90. letnią tradycję i mnóstwo kasy oraz znajduje się poza społeczną kontrolą. Ludzie różne rzeczy prawią, z których wiele o ciarki przyprawia.

Górowskie Nadleśnictwo, przycupnięte na uboczu, niemal z dala od oczu ludzkich, raczej z aktywności na rzecz naszej lokalnej społeczności nie słynie. Można rzec, że w ciszy i półmroku ludzie lasu robią swoje. Byłoby dobrze, gdyby tak było. Osobiście kocham las, ostry, moralny sprzeciw budzą we mnie myśliwi. Lubię też sobie poczytać o lesie, by znajdując się w nim wiedzieć co widzę i dlaczego to widzę. Ot, taka zwykła ciekawość świata.

Toteż z zainteresowaniem czytam różne rzeczy o lesie. W jednej z lokalnych gazet zaintrygował mnie cykl artykułów, które poprzedzał nagłówek „Nadleśnictwo Góra Śląska”. Miesięcznik ów, dość mierny w mojej ocenie jeżeli chodzi o warsztat i poziom serwowanych tam informacji, drukował informacje dotyczące lasów. Artykuły te nie odnosiły się w szczegółach do lasów Nadleśnictwa Góra Śląska, lecz zawierały uogólnienia. Dość powiedzieć, że gdyby zamieszczał je np. miesięcznik „Głos Parmezanu”, to nic również by się nie działo.

Znając jednak właściciela owego miesięcznika, którego tytułu reklamował tu nie będę, gdyż byłoby to wyróżnienie, na które sobie on nie zasłużył, miałem pewność zupełną, że stworzenie artykułów o lesie przerasta go w tym i nawet kilku żywotach po reinkarnacji, pod warunkiem, że takowa istnieje. Toteż odwiecznym zwyczajem, starym jak Puszcza Białowieska i Himalaje razem wzięte, wrzuciłem frazy z „leśnych” artykułów w ukochane Google. Na wynik długo czekać nie musiałem. Okazało się, że wszystkie artykuły pochodzą ze strony internetowej Lasów Państwowych.

Problem jednak polegał na tym, iż arcyredaktor P.W. nie pod każdym z nich swoich nielicznych Czytelników tego dość nieporadnego pisma poinformował. A to już mi się nie spodobało. W celu wyjaśnienia sytuacji zwróciłem się do mgr inż. Tomasza Multańskiego z prośbą o wyjaśnienie mi tej zagadki. No bo jak to? Zamieścić coś w błahym piśmie i nie objaśnić kto jest autorem? Toż to granda!

Jako, że za krótki jestem, by w tak błahej sprawie odpowiadał mi sam Nadleśniczy, magister i inżynier na dodatek, odpowiedź wysmażył mi zastępca Leśnej Ekscelencji.

Rzecz jasna nic się nie stało. W mniemaniu Podekscelencji. Podekscelencja Leśnej Ekscelencji skupił się na autorskim prawie majątkowym kompletnie zbywając wyniosłym milczeniem prawo autorskie, którego przedmiotem jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór). Prawo autorskie działa automatycznie – ochrona praw autorskich rozpoczyna się z chwilą ustalenia utworu, bez konieczności spełnienia jakichkolwiek formalności przez jego twórcę.

Fakt, jacyś pracownicy Lasów Państwowych w trudzie i znoju piszą na portal Lasów Państwowych artykuły, biorą za to kasę i to jest w porządku. Nie w porządku jest natomiast dowolne wykorzystywania ich utworów bez podania autorstwa. Ot, taka zwykła przyzwoitość o podłożu prawnym.

Niezwykle ważne jest to, że więź twórcy z utworem jest nieograniczona w czasie i nie podlega zrzeczeniu się i zbyciu. Przyjmuje się, że więź ta wynika z prawa naturalnego, a to oznacza, że jest więzią wieczystą, która nie zgaśnie nawet po śmierci twórcy. Od chwili ustalenia utworu, autor (niezależnie nawet od swej woli) na zawsze już pozostanie twórcą stworzonego przez siebie dzieła. Innymi słowy, więź ta jest w swej istocie nierozerwalna.

Ale Leśny Nadekscelencja wie lepiej i wołanie o przyzwoitość przypomina „wołanie na puszczę” (chyba, że minister Szyszko – Drwal już ją ciachnął).

Jest jeszcze i drugie dno. P.W. z miłości do lasów i borów nie opiewał uroków lasów polskich. Wiedziałem, że wiara w altruizm tego pana byłaby równie naiwna, jak wiara w wielkość tzw. starosty i jego zastępcy (Panie! Miej nas w opiece!).

Nadleśnictwo przesłało mi skany faktur. W okresie od stycznia do maja 2017 r. arcyredaktor P.W. otrzymał z tytułu wydrukowania w swoim niszowym pisemku łącznie 1968 zł. (każda z pięciu faktur wystawiana Nadleśnictwu opiewała zawsze na kwotę 393,60 zł z VAT).

Jeżeli weźmie się pod uwagę wkład pracy, pracy fizycznej pana P.W., bo kopiuj-wklej raczej jest czynnością polegającą na klikaniu a nie ma nic wspólnego z pisaniem, któremu musi towarzyszyć myślenie, to Leśny Ekscelencja hojny jest nad wyraz. W mojej ocenie 50 zł w zupełności za kopiuj-wklej z VAT w zupełności wystarczy. Za 10 do 15 min roboty! A pracownicy leśni też tak zarabiają?

A może by tak Leśna Ekscelencja zamiast przepłacać w sposób bezwstydny za kopiuj-wklej doprowadził historię Nadleśnictwa, którego pieniędzmi tak hojnie szasta do poprawek w historii Nadleśnictwa Góra Śląska. I tak Leśna Ekscelencjo to w Wińsku a nie w Załęczu do 1954 r. było Nadleśnictwo. W Załęczu utworzono je w roku 1954, gdy żadna leśna szyszka nie wiedziała, że będzie w Pana władaniu. I ja to Panu prostuję za darmo. Z miłości do lasów a nie mamony.


I przypomnę jeszcze Leśnej Ekscelencji, że Lasy Państwowe to własność Skarbu Państwa. I nie szastaj Pan forsą publiczną, bo różni ludzie różnie mogą to odebrać. Acha! Błyska się na horyzoncie. Zmiana, pewnie klimatyczna, się szykuje.