środa, 19 sierpnia 2015

Nędza i rozpacz

Starsze rocznik, tzw. „dinozaury” pamiętają górowski „Ogródek Jordanowski”. Mieścił się on vis a vis budynku wodociągów, który położony jest na obrzeżach górowskiego lasu. Niegdyś było to ulubione miejsce spacerów liczne rzeszy górowian, którzy ze swoimi pociechami maszerowali do „Jordana”, by tam ich potomstwo mogło nieco poszaleć. Będąc wrednym brzdącem (od poczęcia byłem wybitnie wredny, co podkreślam z dumą) też tam bywałem. Wejście do ogrodu wiodło poprzez metalową pseudo – bramę, od strony drogi wiodącej do budynku wodociągów.

Pamiętam (bo obok wredności pamięć mam też od poczęcia doskonałą), że tryskała tam niegdyś fontanna, była karuzela, huśtawki, zjeżdżalnia. Z biegiem czasu doszły jeszcze jakieś przybory gimnastyczne zrobione z rur, na których można było fikać dowolne fikołki. Jakoś „Jordan” funkcjonował, aż doszło do jego likwidacji na skutek ogólnopolskiej fali przeglądu tego typu placów zabaw pod kątem ich bezpieczeństwa. Ogólnonarodowa głupota nas też nie ominęła i „Jordana” zlikwidowano.

Plac zabaw zastąpiono czymś na kształt kącika o charakterze edukacyjnym, gdzie żądni wiedzy mogli dowiedzieć się co nieco o wieku drzew. Jednym słowem można rzec, że Nadleśnictwo Góra Śl. Zrobiło tam kącik dendrologiczny. Pomysł był dobry i zasługiwał – i zasługuje – na pełne uznanie.

Ustawiono tez tam ławy, wykonane z pni drzew i takież same siedziska. Pozostawiono też dawne ławki, których szkielet wykonany był z betonu. Beton i las – sprzeczność estetyczna. 

Jakiś czas nowe urządzenie tego miejsca trzymało się kupy. Ale nieubłagany ząb czasu i niszczycielska moc wandali swoje zrobiły. Od jesieni ubiegłego roku miejsce to zaczęło straszyć swoim wyglądem. Zaczęło też przynosić wstyd mieszkańcom miasta, Nadleśnictwu Góra Śl. oraz włodarzom miasta, którzy najwyraźniej w tej sprawie nie interweniowali u właściciela tej działki (Nadleśnictwa Góra Śl.), bo najwyraźniej nie mieli bladego pojęcia o tym, jak miejsce to wygląda. A wygląda ono tak. 
I tak ten obraz nędzy, rozpaczy i zapomnienia wygląda na dzisiaj. Szkoda. wielka szkoda, bo wielu ludzi tamtędy chodzi i bardzo się dziwi, że nędza i ruina znajduje się tuż przy ścieżce "Dziczek", którą władze naszej gminy i Nadleśnictwo Góra Śl. tak bardzo się chlubią. 

Obawiam się, że widok przedstawiony na zdjęciach chlubą nie napawa. Tak gminy, jak i Pana nadleśniczego Tomasza Multańskiego. 

wtorek, 18 sierpnia 2015

Dyrektor Tomasz

Mówi się, że „nowa miotła dobrze wymiata”. Od pewnego czasu dyrektoruje Powiatowemu Ośrodkowi Sportu i Rekreacji (potocznie Arkadii”) dyrektor Tomasz Krysiak. Przypomnę Państwu, że w konkursie na to stanowisko chłopina „zabłysnął” plagiatem, który podał wysokiej komisji konkursowej, jako własny program działania tej placówki. Kant kandydata – dość prostacki i nieudolny – wyszedł na jaw, co jednak nie przeszkodziło Wielce Czcigodnej Pomyłce Powiatu Górowskiego – staroście Wołowiczowi – na powołanie Tomasza Krysiaka na dyrektorskie stanowisko.

Powiedzmy sobie szczerze i otwarcie, że dyrektorowania w wykonaniu tegoż pana dupy nie rozrywa. „Arkadia” pod kierunkiem dyrektora Tomasza usycha i marnieje. Nie ma on żadnych pomysłów na tchnięcie w niej sportowego życia. Ot, odbywają się tam jakieś turnieje, imprezy, ale wszystko to skarlałe jest jakieś i tchnące małością, niedoróbką, tandetą, bylejakością. Niby coś się dzieje, ale tak naprawdę nie ma to sznytu, poloru, powabu i nie jest atrakcyjne. Z „Arkadii” zieje przede wszystkim przeraźliwą nudą. Wyczuć można tam atmosferę stęchlizny i braku pomysłów.

Za to pan dyrektor Tomasz cuduje we wprowadzaniu zmian. Zmian pozornych oczywiście. I tak np. mamy w parku przy „Arkadii” zjawisko „wędrujących ławek”. Co jakiś czas część ławek zmienia miejsce swojego pobytu. Jaki jest tego cel? Trudno powiedzieć. Wydaje się, że to czysta pozoracja mająca na celu zasygnalizowanie, że coś się dzieje, że jest jakiś ruch, bo coś się zmienia. Oczywiście, są to zmiany pozorne, bo w jaki sposób zjawisko „wędrujących ławek” ma wpływ na ofertę sportową „Arkadii”?

W ramach tych zmian („nowa miotła dobrze wymiata”) doczekał się realizacji arcydurny pomysł dyrektora Tomasza Krysiaka, polegający na likwidacji grilla znajdującego się w altanie. A grill ten był solidy i cieszył się bardzo dużym wzięciem. Z powodów tylko sobie znanych dyrektor Tomasz Krysiak nakazał likwidację tegoż grilla.

 Altana z grillem
Altana po "reformie" dyrektora Tomasza

Jednak ten niezwykle pomysłowy pan polecił wybudowanie nowego grilla. Posadowiono go na asfalcie. W ten sposób pomysłowy dyrektor Tomasz zadbał o to, by miłośnicy grillowania mogli kiełbasy i mięso grillować w atmosferze nasyconej węglowodorami pierścieniowymi aromatycznymi. Każdy miłośnik grilla zaoszczędzi w ten sposób na przyprawach. Dyrektor Tomasz natomiast za ten epokowy pomysł powinien zostać honorowym prezesem Stowarzyszenie Miłośników Grilla Rakotwórczego.


Sądzę, że pan dyrektor Tomasz powinien zorganizować grilla dla Zarządu Powiatu. I tak np. wicestarosta Niedźwiedź uwielbia tłusty boczek z grilla. Z dodatkiem siareczki, która znajduje się w asfalcie taki boczuś będzie paluszki lizać! A jaki zdrowy! Kilka takich grillowań i wicestarosta straci na wadze. Z biegiem czasu zacznie chudnąć (co ogólnie jest zdrowe), stawać się przeźroczysty niczym pergamin. A taki np. starosta uwielbia udka z zielononóżek. Zgrillowane na asfaltowym podłożu zawierającym metale ciężkie z całą pewnością będą mu smakowały. Może nawet odrosną mu włosy. Nie daje jednak gwarancji, że na głowie. Ogólnie rzecz ujmując grill pomysłu dyrektora Tomasza jest o.k., tak jak on sam. Dyrektor grillopodobny.

Bardzo mi się też podoba pomysł dyrektora Tomasza z monitoringiem. Tabliczki z napisem „obiekt monitorowany” spotyka się na każdym kroku. Na park z wysokości spoziera kamera. Tyle, że nie przekazuje nigdzie obrazu, bo to atrapa. Bezsens czy głupota? I jedno, i drugie.
Kamera, czyli pic dyrektora Tomasza

Ostatnio popołudniami „Arkadia” jest nieczynna. Niestety, żadnej informacji na ten temat nie znajdą zainteresowani ani na zamkniętych na głucho drzwiach „Arkadii”, ani też na internetowej stronie POSiR – u. To najwyraźniej informacja z kategorii „tajne/specjalnego znaczenia”. Dla nikogo natomiast tajne nie jest, że dyrektor Tomasz ma nienormowany czas pracy. Jest on na tyle nienormowany, że dyrektor Tomasz przybywa do pracy ok. godz. 9 rano (po odbyciu spaceru z pieskiem) i bywa tam do 13 a w porywach do 14. Słuszna jest postawa dyrektora Tomasza. Lepiej, żeby go tam nie było, bo mógłby wymyślić coś znacznie głupszego niż grill na podłożu asfaltowym. Czym dalej dyrektor Tomasz od „Arkadii” tym lepiej dla „Arkadii”! Jakiż paradoks!

Na tejże internetowej stronie POSiR – u w zakładce „Sekcje sportowe” – zamieszczony jest wykaz tychże sekcji. A jest ich aż …3 (słownie: trzy). Utrzymanie „Arkadii” kosztuje podatników ponad pół milion złotych rocznie. Ilość sekcji sportowych jest odwrotnie proporcjonalna do ilości kasy.
Na wjazdowej bramie do „Arkadii” wiszą plakaty zapraszające dzieci do zajęć w „Klubie dla dzieci”. Owe zajęcia odbywają się od poniedziałku do piątku w parku „Arkadii”. 


Szkoda tylko, że uczestniczące w nich dzieci nie mogą skorzystać z toalet, bo w tych godzinach hala jest zamknięta. Bardzo rozsądnie dyrektorze Tomaszu. Po cholerę mają korzystać z toalet w budynku, jak w ogrodzie maja krzaków do cholery. Zaoszczędzi się na wodzie, papierze toaletowym, energii elektrycznej.

Ogólnie rzecz biorąc dyrektor Tomasz swój urok ma. Ja a przykład bardzo lubię dyrektora Tomasza, gdyż jest on fenomenem jeżeli idzie o trenerkę. Specjalizuje się w piłce nożnej, ale ta dziedzina sportu nie za bardzo lubi trenera Tomasza. Można powiedzieć, że trenera Tomasz ja kocha sercem całym i kawałkiem płuca a ona na do niego stosunek oziębły, co najmniej. Czego się w piłce nożnej trener Tomasz nie dotknie, to zaraz to pada. Kogoż on nie trenował! I wszędzie z finałem polegającym na zwolnieniu trenera Tomasza, po dość krótkim czasie. Nikt nie dostrzegł finezji, głębi myśli trenerskie, nowatorstwa, przebłysków geniuszu trenera Tomasza.
Dyrektor Tomasz
niespełniony piłkarz, niespełniony trener, niepotrzebny dyrektor

A przecież człowiek, który buduje grilla na asfalcie zasługuje na najwyższy szacunek i uznanie. Czy ja się proszę Państwa mylę?

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Szaniec nr 5 utrzymany!

Wydaje się, że listy z kandydatami do sejmu i senatu z okręgu wrocławskiego (nr 3) uległy stabilizacji. Po przekopaniu ich wierzchniej warstwy przez szefową Platformy, rzekomo Obywatelskiej, zaszły pewne kosmetyczne zmiany.

Na interesującej nas liście nr 3, z której startuje Irena Krzyszkiewicz również doszło do zmian. „Jedynkę” stracił baron dolnosląskiej Platformy, rzekomo Obywatelskiej, Jacek Protasiewicz. Ów partyjny baron, znany szerzej jako „chuligan z frankfurckiego lotniska” został przesunięty na pozycję nr 2, bo za bardzo w oczy się rzucał co wrażliwszym wyborcom, którzy nie bardzo lubią chuliganów, nawet jakby nie wiadomo jak byli utytułowani.

Miejsce amatora „małpek” zajęła obecna senator prof. Alicja Chybicka, znana i szanowana prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego, kierownik Katedry I kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Akademii Medycznej we Wrocławiu.
Z pozycji nr 3 zniknął Stanisław Huskowski, którego przekopano do okręgu legnickiego (nr 1), gdzie będzie robił za „jedynkę”. Ten wykop pozwolił naszej Irenie Krzyszkiewicz zachować 5 pozycję na liście w okręgu nr 3.

Ciekawe jest to, że Irena Krzyszkiewicz otrzymując 5 pozycję na liście kandydatów wyprzedziła wiele osób, które w polityce i u „platfusów” są znacznie dłużej.

Na pozycji nr 6 (czyli tuż po Irenie Krzyszkiewicz) odnaleźć można nazwisko Sławomira Piechoty, który od 2005 r. nieprzerwanie posłuje z ramienia Platformy, rzekomo Obywatelskiej.

Kolejnym posłem, który ma niższą od Ireny Krzyszkiewicz pozycję jest poseł Marek Łapiński, który jest posłem od 2011 r. Na pozycji nr 8 odnajdujemy posłankę Ewę Wolak. Posłanka ta nie kryła swojego rozczarowania i żalu z powodu umieszczenia jej na 8 pozycji, zapowiadała złożenie odwołania od tej decyzji do szefowej partii, ale nic to nie dało. Zresztą, jest ona znana z pewnego „eksperymentu”, który miał miejsce na terenie naszego powiatu.

Gdzieś w okolicach 2009 r., nagle okazało się, że ówczesna starościna Beata Pona (wcześniej „Samoobrona”) jest członkiem Platformy, rzekomo Obywatelskiej. Platfusów miejscowego chowu popłoch ogarnął! Okazało się, że przy pomocy posłanki Ewy Wolak założono koło PO w Szaszorowcach, które liczy sobie coś koło 20 członków. Doniosły akt założycielski dokonał się za plecami górowskiej PO, która osłupiała na tę wieść. Jakoś udało im się ukatrupić tę inicjatywę, bo w ukatrupianiu to oni są majstry nad majstrami (vide: szpital)!

O cztery oczka niżej niż Irena Krzyszkiewicz znajduje się również poseł od 2011 r. Maciej Zieliński. Na pozycji 12 odnajdujemy kolejnego posła – Romana Kaczora (od 2007 r). Prawa ręka Grzegorza Schetyny – Jarosław Charłampowicz, zwany w sferach partyjnych „Cynglem”, poseł od 2011 r., ma pozycję 11.

Reasumując rzec trzeba, że Irena Krzyszkiewicz wyprzedziła na liście pięciu posłów obecnej kadencji. Faktem tez jest, że wysoka pozycja Ireny Krzyszkiewicz na liście kandydatów do sejmu jest pokłosiem walki frakcyjnej, która toczy się w dolnośląskiej Platformie, rzekomo Obywatelskiej. W wyniku tej walki trup (polityczny) ścieli się gęsto. Tną ludzi Schetyny ludzie Protasiewicza jak mogą.  Nikt nie woła i nikt nie daje pardonu. Przypomnę tylko, że górowska Platforma, rzekomo Obywatelska, poparła chuligana z frankfurckiego lotniska, co na pewno nie było bez wpływu na pozycję Ireny Krzyszkiewicz.

Z kręgów dobrze i bardzo dobrze poinformowanych niesie się wieść, że kandydatka jest „podekscytowana” nowym wyzwaniem, które przed nią stawia partia i życie. Jest wigor, chęć do pracy i walki, bo jest o co walczyć. Proszę tylko zauważyć, jakież piękne byłoby to zwieńczenie kariery dla Ireny Krzyszkiewicz. Posłanka! To brzmi. To brzmi dumnie!

Każdy kto zna nieco bliżej szefową naszej gminy wie, że jest ona osobą ambitną. Tak więc nie odpuści sobie życiowej szansy, która przed nią się pojawiła. Drugi raz cud się nie powtórzy. Można się więc spodziewać, że kampania Ireny Krzyszkiewicz będzie pięknym popisem jej pijarowskich umiejętności, czarowania uśmiechem, składnymi mowami wygłaszanymi z głowy w niezłej polszczyźnie i pomysłami z jakimi chce iść do sejmu.


Bardzo podoba mi się strona na Facebooku: „Poseł Irena Krzyszkiewicz”. To jest ta pewność siebie, ta wiara, że się uda, że „damy radę!” Szkoda tylko, że nie ma tam czegoś do kandydatki, bo samo hasło to mało. Zbyt mało. Może się stać jedynie pobożnym życzeniem. A byłoby szkoda, gdyby tak się stało. 

czwartek, 6 sierpnia 2015

Przebudują i rozbudują

5 sierpnia na stronie Dolnośląskiej Służby Dróg i kolei we Wrocławiu ukazało się ogłoszenie na wykonanie Programu Funkcjonalno - Użytkowego dla zadania polegającego na rozbudowie i przebudowie drogi wojewódzkiej nr 323 pomiędzy miejscowościami Luboszyce – Ciechanów. Ta inwestycja ma na celu poprawę stanu i parametrów technicznych dróg wiodących do mostu w Ciechanowie i jest też integralną częścią ciągnącej się – niestety! – budowy obwodnicy naszego miasta.

Wykonanie Programu Funkcjonalno – Użytkowego jest krokiem, który ma na celu zaprojektowanie a następnie wykonanie robót budowlanych na drodze łączącej te dwie miejscowości. Inwestor (DSDiK) zawarł w ogłoszeniu o przetargu swoje oczekiwania wobec projektantów, które ci będą musieli spełnić.

DSDiK będzie wymagała, by zaprojektowana rozbudowa i przebudowa drogi łączącej Luboszyce z Ciechanowem spełniła określone parametry.

I tak przebudowana i rozbudowana droga ma mieć dwa pasy ruchu o szerokości po 3,5 m każdy. Szerokość poboczy gruntowych ma wynosić 1,25 m. W terenie niezabudowanym dopuszczalną prędkość poruszania się pojazdów określono na 70 km/h, a w zabudowanym na 50 km/h. Nośność drogi określono na 115 kN/oś (ok. 11.724 kg). Inwestor życzy sobie, by droga miała 4 kategorię ruchu (KR4). Oznacza to, że musi ona znieść dobowe natężenie osi na swoją powierzchnię w przedziale od 336 do 1000. Trwałość zmęczeniową drogi określono na 20 lat, czyli w tym czasie ma po niej przejechać od 2,5 mln do 7,3 mln osi. I to po każdym z pasów.

Przystępujący do przetargu na wykonanie PFU ma wpłacić 1000 zł wadium. Kryteriami, które będą decydowały o zwycięstwie w przetargu jest w 96% cena a w 4% organizacja spotkań z mieszkańcami i władzami gminy. Termin składania ofert upływa 17 sierpnia (godz. 10.00). Formuła przetargu: „zaprojektuj – wybuduj”. Termin zakończenia prac – 15 miesięcy od dnia podpisania umowy.

Wg życzenia inwestora przebudowana i rozbudowana droga ma mieć następujący przebieg.


Odcinek drogi wojewódzkiej rozpoczyna się w okolicy 32 + 060 km drogi wojewódzkiej nr 323 i początkowo biegnie po nowym śladzie stanowiąc obejście miejscowości Luboszyce po stronie wschodniej, krzyżując się po drodze z drogą powiatową 1907 D, po czym na odcinku Luboszyce – Irządze (z korektą niebezpiecznych łuków) – Ciechanów biegnie starym śladem aby na końcu opracowania włączyć się w miejscowości Ciechanów po nowym śladzie w skrzyżowanie na dojeździe do rzeki Odra, w okolicy km 36 + 888 drogi wojewódzkiej nr 323. Długość odcinka objętego opracowaniem to ok. 4 km. Zamawiający nie przewiduje budowy oświetlenia na przebudowywanym odcinku drogi, za wyjątkiem tych odcinków, dla których oświetlenie jest wymagane Rozporządzeniem Ministra Transportu i Gospodarki Morskiej nr 43 poz. 430 z dnia 2.03.1990. Należy wówczas uzyskać warunki zasilania oświetlenia.

sobota, 1 sierpnia 2015

Kandydatka na piątce a może na piątkę

W piątek zarząd regionu Platformy Obywatelskiej we Wrocławiu ustalił listy kandydatów do parlamentu. Muszą być jeszcze zatwierdzone przez radę krajową. Na liście kandydatów do sejmu z okręgu wrocławskiego, obejmującego powiat górowski, jest IRENA KRZYSZKIEWICZ. Zajmuje ona dobre piąte miejsce.

O kandydatach Platformy Obywatelskiej można przeczytać na stronie internetowej "Gazety Wrocławskiej" - http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/4811851,znamy-kandydatow-po-do-parlamentu-z-dolnego-slaska-zobacz-nazwiska-listy-wyborcze-zdjecia,id,t.html

piątek, 31 lipca 2015

Zrobiło się szajsowato

Wczoraj Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej – VIII Wydział Gospodarczy - wydał decyzję o postawieniu Polskiego Centrum Zdrowia S.A. we Wrocławiu, który był nabywcą górowskiego szpitala, w stan upadłości likwidacyjnej. Oznacza to, że wrocławski sąd mając przed oczami dokumenty finansowe PCZ S.A., doszedł do wniosku, że układ z wierzycielami nie jest możliwy a zawarcie upadłości układowej jest niemożliwe. W przekładzie na język pospolity, upadłość układowa nie gwarantuje zaspokojenia potrzeb licznych wierzycieli PCZ S.A. 

Oznacza to w praktyce, że dotychczasowy, mocno już przerzedzony Zarząd PCZ S.A. traci zarząd nad swoją firmą. Zarząd ten będzie sprawował syndyk wyznaczony przez sąd. 
Można się spodziewać, że resztówka Zarządu PCZ S.A., (nijaki Pachołek) będzie protestował w tej sprawie, ale praktyka upadłościowa dowodzi, że decyzja sądu jest ostateczna i żadne wnioski o umorzenie składane potencjalnie przez PCZ S.A. nie podważa decyzji sądu. „Wykaz ogłoszonych upadłości” zawiera taką oto informację na ten temat:

 Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej – VIII Wydział Gospodarczy - wyznaczył również okres, w którym likwidacja PCZ S.A. ma się odbyć. Syndyk ma na to 3 miesiące. Warte podkreślenia jest to, iż upadłość długu obligacyjnego, czyli niewykupionych akcji emitowanych przez bankruta (PCZ S.A.) sięga ok. 61 mln zł plus odsetki od niewykupionych w terminie zapadalności wykupu obligacji. Obligacje te na New Connent wykupili ludzie, którzy dali się zwieść poza potęgi finansowej tegoż holdingu. Istnieje teoria, która mówi, że na tego typu rynkach można obłowić się, gdyż – podobno – są tam „tłuste króliki”. Za jednego z tych „tłustych królików” uchodziło również PCZ S.A., obecnie chudy bankrut. Takie właśnie myślenie przyświecało radnym ubiegłej kadencji, w tym staroście i wicestaroście, którzy zaślepieni wiarą, że myślą (w mojej ocenie ta funkcja jest im niedostępna), postanowili tej firmie sprzedać nasz szpital, dorobek wielu pokoleń mieszkańców naszego powiatu.

I poszedł nasz szpital w gwizdu i p….! Dzisiaj nikt nie wie, kto jest jego właścicielem. Wszystko jednak wskazuje na to, że z wpłatą kasy należnej powiatowi za szpital będzie raczej bardzo krucho.

Poniżej opinia fachowca na temat upadłości PCZ S.A., firmy ukochanej przez starostę, wicestarostę i innych radnych ubiegłej, a w części obecnej kadencji. Gratuluję im rozumu. W zaniku!
Źródło: Bankrut

A pod tym linkiem znajdą Państwo wypowiedzi internautów, którzy mieli to "szczęście" i wdepnęli w "gówno" PCZ zwane, laureata tytułu "Gazeli Biznesu"! - Gazela zdechła!

środa, 29 lipca 2015

Okiem w przyszłość

Patrząc z perspektywy ewentualnego wyboru Ireny Krzyszkiewicz na posła, mielibyśmy
przedterminowe wybory w naszej gminie. Pospekulujmy więc przez chwilę. Wiadomo, że Partia Obciachu nie odpuści sobie tak eksponowanego stanowiska i wystawiłaby swojego kandydata.

Któż mógłby nim być?

Obecnie szefem 7 osobowej jaczejki Partii Obciachu na naszym terenie jest nasz niezwykle uzdolniony starosta – wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu – który położył tak ogromne zasługi dla dalszego, dynamicznego i nowoczesnego rozwoju szpitalnictwa na terenie naszego powiatu. Tenże jegomość – o czym nie zapominajmy – ma swój nieoceniony wprost wkład w stan dróg powiatowych, wszechstronny rozwój oświaty i stały wzrost dobrobytu jego mieszkańców.

Jest to kandydat jak ulał i przyłatał. Wszak w powiecie możliwości jego twórczego działania uległy wyczerpaniu. Jego niewyczerpalne siły twórcze nie mogą znaleźć ujścia dla działalności. Powoduje to w nim pewien dyskomfort i poczucie niedosytu a to prowadzi do zniechęcenia i zaniku sił witalnych.

Gdyby – model teoretyczny – wygrał wybory i został burmistrzem mógłby rozwinąć swoje zwinięte obecnie skrzydła i podkulony niemocą ogonek. Wszak w gminie tyle dobra! I to wszystko jeszcze niesprywatyzowane, co dla liberała jest myślą nie do zniesienia. Każdego prawdziwego liberała myśl o czymś, co jest publiczne napawa niewymierną odrazą i wstrętem.

A tak nadal mógłby kontynuować prywatyzację. Orliki można sprywatyzować, bo wiadomo, że prywatny orlik jest lepszy od samorządowego, który na dodatek jest niedochodowy, co musi budzić najgłębsze obrzydzenie.

Można też będzie sprywatyzować niedochodowe placówki typu Ośrodek Pomocy Społecznej, gdzie przeróżnej maści kombinatorzy i ludzie, którzy nie załapali się na życiową szansę, jaką stworzyła im Partia Obciachu, marudzą i bezustannie czegoś żądają.

Można też będzie przyoszczędzić na oświacie, bo młodzież kosztuje a nas nie stać. Założy się szkoły społeczne a dwie nauczycieli zatrudni się na dwie umowy: umowę zlecenie na nauczanie i umowę zlecenie na przedstawiciela handlowego w prywatnej firmie np. Edukator (nauka ze szpitala w las nie pójdzie). Będzie taniej i ideologicznie poprawnie.

Tak, że w przypadku wygrania wyborów przywódca naszej niezwykle licznej trzódki spod znaku Partii Obciachu pokaże wszystkim górowianom jak się rządzi. Będzie nowocześnie i ekonomicznie. Ofiary są nieuniknione, ale zapewnie ból się złagodzi, gdy każdy niezadowolony dostanie po tabletce na ów ból.

Może się jednak okazać, że w naszej lokalnej Partii Obciachu nastąpi rozłam w kwestii wyłonienia kandydata na burmistrza. Swojego wilczego apetytu nie będzie z całą pewnością powstrzymywał ambitny i wyposzczony brakiem władzy Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki. Przyznać trzeba, że w przeciwieństwie do kostycznego, mało pociągającego estetycznie i dość przeciętnego kandydata ma on nad nim przewagę.

Samo zarzucenie „banana” na twarz przez Biernackiego powoduje, że kandydat Biernacki jest o trzy nowojorskie przecznice dalej niż jego ślamazarny rywal. Pytanie brzmi jednak: czy zechce Biernacki starować? A dokładnie: czy za taki psi pieniądz opłaci się mu startować? Jako człowiek

Kandydat, jako człowiek niezwykle majętny, który dorobił się majątku w sposób uczciwy, o czym świadczą jego pokryte bruzdami i rozlicznymi nagniotkami dłonie, może nie chcieć pracować za takie upokarzające wynagrodzenie. Trudno będzie go odciągnąć od aluminiowych felg, które mają w sobie tyle powabu i tajemniczości. Z tego co wiem lubi on godzinami wpatrywać się w swoje odbite w aluminiowej polerce oblicze.

Czy będzie gotów porzucić sprzedaż reflektorów samochodowych od markowych aut? Reflektory te są dla niego niczym woda dla rybki. Słyszałem, że lubi podłączyć do nich akumulatorek i migać nimi: krótkie, długie, postojowe. Awaryjnych nie włącza, gdyż przesądny jest wielce. A przy tym uwielbia wydawać z siebie dźwięki klaksonów samochodów przeróżnych marek, ale zawsze z tej górnej półki.

Trudno też będzie zostawić mu zapachy smarów i olei, które są dla niego wszystkim. Potrafi tymi zapachami się upajać aż do rozkoszy znanej tylko wybrańcom. A co będzie, gdy przyjdzie mu rozstać się z lombardem, który tak ukochał. Jest to miejsce, w którym radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki dobro czyni. Jest to również miejsce nieustających dyskusji politycznych, w których rację ma zawsze Partia Obciachu i jej wielbiciele. Nawet wówczas, gdy nikt nie ma racji.


Jak więc widać, w razie przedterminowych wyborów na burmistrza Góry, może nam się przydarzyć potężna awantura, której efekt końcowy jest trudny do przewidzenia. Może nie obejść się bez wewnątrzpartyjnego mordobicia. W takim wypadku stawiam na wygraną „Bananowego Uśmiechu”. Czemu? Bo on zawsze był zwolennikiem wolnoamerykanki z elementami charakterystycznymi dla wiejskich zabaw. Cięższą –w razie potrzeby - podajcie mu sztachetę!

Posłanka Irena Krzyszkiewicz?

W środowym wydaniu „Gazety Wrocławskiej” (22.07.2015 r.), na stronie 3 zamieszczono artykuł „Kobiety zmierzają po władzę”. Z górowskiego punktu widzenia jest istotny, gdy zawiera taką oto wypowiedź szefa klubu radnych Partii Obciachu w sejmiku wojewódzkim, na temat potencjalnych kandydatów do sejmu:

Radna sejmiku Anna Horodyska, burmistrz Góry Irena Krzyszkiewicz czy miejska radna Renata Granowska – te panie również mogą wzmocnić naszą pozycję.”

Możemy przyjąć w ciemno, iż w przedwyborczych przymiarkach czynionych przez Partię Obciachu, jest pod uwagę brana możliwość wystawienia do sejmu kandydatury Ireny Krzyszkiewicz. Z palca tej wiadomości nie wyssano, bo pochodzi ona od prominentnego działacza Partii Obciachu, który wie co pitrasi się w kociołkach przedwyborczej garkuchni. Niestety, nie ma wzmianki o tym jakie miejsce oferowane jest na wyborczej liście Irenie Krzyszkiewicz.

Każdy jednak kto zna nieco bliżej szefową naszego samorządu gminnego wie, że miejscem w ogonie wyborczej listy raczej zwabić się nie da. Zna kobieta swoją wartość i do deprecjacji swojego nazwiska nie dopuści.

Rzecz jasna obecność Ireny Krzyszkiewicz w poselskich ławach stwarzałaby dla naszej gminy ogromną szansę. Ta kobieta posiada wszystkie niezbędne zalety do bycia w politycznej elicie. Inteligencja, dobra prezencja, duży wdzięk osobisty, wykształcenie, ogromne doświadczenie w zarządzaniu gminą, konsekwencja, niepodatność na korupcję, pracowitość – to atuty potencjalnej kandydatki.

By nie idealizować osoby Ireny Krzyszkiewicz trzeba też dodać zgodnie z prawdą, że potrafi być przebiegła, z dużą elegancją i wdziękiem mijać się z prawdą, pokazywać nadmiernie wybujałe ego. Bardzo źle znosi krytykę i niepotrzebnie każdą inną opinię lub zdanie odrębne w kwestii podjętych przez siebie decyzji wiąże z krytyką własnej osoby. Ceni sobie lojalność ale sama nie zawsze będąc lojalną wobec tych, którzy na to liczą. Lubi tandetnych i bezkrytycznych pochlebców, chociaż moim zdaniem – w głębi duszy – nie ma dla nich szacunku i traktuje ich instrumentalnie. Duża doza cynizmu nie musi przeszkadzać w wykonywaniu funkcji posła. W pewnych sytuacjach może być cenną zaletą. Jest przy tym mistrzynią w kreowaniu własnej osoby i osiągnięć.

Jestem najgłębiej przekonany, że gdyby Irena Krzyszkiewicz została umieszczona na odpowiednio wysokiej pozycji w najbliższych wyborach do sejmu, nasza gmina odniosłaby z tego faktu duże korzyści. Nie zapomniałaby ona bowiem o swoim mateczniku, który mógłby dać jej zwycięstwo. Pomimo swoich wad i przywar to kobieta pragmatyczna, która wie, że uznanie wyborców jest zmienne. I że trzeba ich kupić. Poseł może bardzo dużo. Poseł inteligentny, zaprawiony w bojach o środki unijne, przyzwyczajony do walki, znający reguły gry (nie zawsze czystej) może dla naszej gminy i powiatu zrobić bardzo wiele. Ewentualny start Ireny Krzyszkiewicz w wyborach do sejmu otworzyłby przed naszymi wszystkimi samorządami nowe horyzonty.

niedziela, 26 lipca 2015

Obwodnica w kolorze różowym

Dolnośląska Służba Dróg i Kolei we Wrocławiu – o czym informowałem – ogłosiła przetarg na budowę obwodnicy naszego miasta. Zainteresowani wykonaniem tej inwestycji mogą składać swoje oferty do 10 sierpnia 2015 r. Przypomnę, że DSDiK we Wrocławiu w warunkach przetargu zaznaczył, iż obwodnica naszego miasta ma zostać wybudowana w ciągu 3 lat od podpisania umowy z wyłonionym w przetargu wykonawcą.

Poniżej kulisy wyboru wariantu nr 6 obwodnicy, który ma być zrealizowany w ciągu 3 lat.

7.12. 2012 r., w siedzibie Dolnośląskiej Służby Dróg i Kolei we Wrocławiu odbyło się posiedzenie Rady Technicznej w żywotnie interesującej nas sprawie: „Budowy obwodnicy miejscowości Góra w ciągu drogi wojewódzkiej nr 323”.

W Radzie Technicznej uczestniczyli z ramienia UMiG w Górze: burmistrz Irena Krzyszkiewicz, Piotr Głowacki. Starostwo reprezentował Grzegorz Bieleń, ówczesny dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg. Oprócz nich w naradzie uczestniczyli przedstawiciele Zakładu Usługowo – Projektowego „WIR” z Lubina, Wojewódzkiego Biura Urbanistycznego we Wrocławiu oraz gospodarze spotkania, czyli Dolnośląska Służba Dróg i Kolei we Wrocławiu.

W trakcie posiedzenia Rady Technicznej przedstawiono kilka wariantów przebiegu obwodnicy naszego miasta. Padły pytania dotyczące akceptowalności wariantu nr 6 (tzw. „wariant różowy”) przez mieszkańców naszej gminy. To zagadnienie interesowało przedstawiciela Wojewódzkiego Biura Urbanistycznego we Wrocławiu. Odpowiedź burmistrz Ireny Krzyszkiewicz była następująca:

Pani burmistrz odpowiedziała, że mieszkańcy popierają wariant 5. Podobnie jak przedstawiciele UMiG, którzy jednak zdają sobie sprawę z nierealności tego wariantu ze względu na duże koszty usunięcia kolizji z sieciami gazowymi.

Następne pytanie zadał burmistrz Irenie Krzyszkiewicz dyrektor DSDiK we Wrocławiu:

Który wariant jest akceptowalny?

Odpowiedź burmistrz Ireny Krzyszkiewicz:

Burmistrz Góry przyznała, że jeśli korekta ronda na drodze 323 będzie możliwa to przedstawiciele UMiG akceptują nowy wariant nr 6 (różowy) ze względu na brak kolizji z terenami przeznaczonymi pod zabudowę mieszkaniową . Natomiast, gdyby taka zmiana nie była możliwa, to UMiG zaakceptuje wariant nr 4b (zielony).

Posiedzenie Rady Technicznej zakończyła się stwierdzeniem dyrektora DSDiK, że: 

„(…) jeżeli korekta wariantu nr 6 (różowego) będzie niemożliwa, to do realizacji zostanie ostatecznie przyjęty wariant 4B (zielony).
W związku z tym przypomniałem sobie informację zamieszczona na internetowej stronie naszej gminy.
Zestawienie faktów daje do myślenia. Wynika z nich niezbicie, że burmistrz Irena Krzyszkiewicz – jako uczestniczka posiedzenia Rady Technicznej w dniu 7 grudnia 2012 r. wiedziała doskonale o przebiegu obwodnicy. Faktem bezsprzecznym jest, że nie broniła podczas posiedzenia Rady Technicznej wariantu 5 przebiegu obwodnicy. Komunikat umieszczony na internetowej stronie gminy nie zawiera w sobie całej prawdy.

W efekcie posiedzenia Rady Technicznej powstał wniosek DSDiK, który skierowany został do Zarządu Województwa o korektę „przebiegu zaakceptowanego wariantu nr 4”, który po dokonaniu tejże korekty nazwano wariantem „różowym”. 21 maja 2013 r. Zarząd Województwa Dolnośląskiego zaakceptował wniosek DSDiK. DSDiK wystosował 16.06.2013 r. pismo zawierające tę informację do Zakładu Usług Projektowych „WIR” w Lubinie wskazując, że: „(…) do dalszych prac projektowych wariant nr 6 należy przyjąć jako preferowany.”

Oto opis tego wariantu, który zawarty jest w części opisowej dokumentacji technicznej obwodnicy Góry.

Po przeprowadzeniu analizy porównawczej między zaprojektowanymi wariantami obejścia Góry, po konsultacjach z władzami lokalnymi, mieszkańcami oraz inwestorem zdecydowano się na wybór wariantu nr 6. Zaletami tego rozwiązania jest przede wszystkim to, że:
- skraca on długość trasy drogi wojewódzkiej 323 najbardziej ze wszystkich przedstawionych wariantów (aktualna trasa 4500 m, wariant 6 – 3440 m, do wariantów 2 i 3 należy dodać długość istniejącej drogi wojewódzkiej biegnącej przez Starą Górę tj. 1290 m, ponieważ warianty te przewidują początek obwodnicy za miejscowością Stara Góra, w przeciwieństwie do pozostałych wariantów, w których początek obwodnicy zlokalizowany jest przed Starą Górą).Długość trasy ma największy wpływ na takie elementy oceny efektywności ekonomicznej jak koszty czasu w przewozach towarowych, koszt czasu w przewozach pasażerskich, koszty eksploatacji pojazdów oraz koszty emisji toksycznych składników spalin, zatem z tego punktu widzenia wariant nr 6 jest najkorzystniejszy.
- trasa krzyżuje się z istniejącymi gazociągami wysokociśnieniowymi z zachowaniem wymaganego kąta skrzyżowania – nie ma więc konieczności bardzo kosztownej przebudowy tej sieci, przewiduje się jedynie montaż rur osłonowych. Projektowana trasa nie przecina gazociągów wysokiego ciśnienia DN 500 Krobia – Żuchlów, DN 400 relacji Krobia – Głogów, ponieważ przebiega równolegle do nich.
- obwodnica nie ingeruje w obszary o walorach przyrodniczych (Obszary Natura 2000, inne obszary chronione).
- trasa obwodnicy w Starej Górze przecina tereny zabudowy mieszkaniowej mieszkaniowej i zagrodowej w miejscu możliwie najmniej zabudowanym i na odcinku możliwie najkrótszym. Dzięki temu cały tranzytowy ruch pojazdów ciężkich zostanie przeniesiony z ciasnej, gęsto zabudowanej ulicy Starogórskiej, tj. aktualnej trasy drogi wojewódzkiej na przystosowaną do tego natężenia ruchu obwodnicę w celu zapewnienia większego bezpieczeństwa użytkowników i zwiększenia przepustowości. Na pozostałym odcinku przebiega przez tereny gruntów rolnych (pola, łąki) oraz częściowo przez tereny ogródków działkowych.
Źródło: Opracowanie Zakładu Usługowo – Projektowego „WIR” Lubin.

Opis przebiegu wariantu nr 5, którego twórcą jest Zbigniew Józefiak. Warto przypomnieć, że ten wariant w krótkim czasie spotkał się z uznaniem nieomal tysiąca osób, które w przeprowadzonej z inicjatywy „Unii Górowian” sondzie dali temu wyraz składając pod tą propozycją swój podpis zawierający akceptację dla tego rozwiązania.

sobota, 25 lipca 2015

Teatr absurdu

Bardzo śmieszą mnie teksty dotyczące resztówki, jaka nam wkrótce pozostanie po naszym górowskim szpitalu. Czytam oto na portalu „elki” o napiętej atmosferze w szpitalu. Czytelnicy dowiadują się, że np. „Wciąż nie doszło do spotkania starosty z zarządem wrocławskiego PCZ, który jest właścicielem szpitala w Górze.” Nie bardzo rozumiem dlaczego zarząd PCZ S.A w upadłości ma się spotykać ze starostą? Skąd takie pomysły? Z jakiego to dokumentu wypływają. Poniżej mają Państwo skan fragmentu umowy o sprzedaży naszego szpitala.
Jasno więc wynika z tego dokumentu, który podpisał zarówno starosta, jak i wicestarosta, że w świetle prawa jedyną osobą, z którą na mocy podpisanej umowy być może raczy się spotkać zarząd PCZ S.A. w upadłości, jest skarbnik powiatu – Wiesław Pospiech. Tak więc skomlenie o spotkanie zarządu PCZ S.A. w upadłości ze starostą czy wicestarostą przypomina zaklinanie deszczu na Saharze.

Zresztą, po co zarząd PCZ S.A. w upadłości miałby spotykać się z tak szacownymi gospodarzami powiatu? Co chcieli, to dostali i kropka. Zresztą tym z PCZ S.A. – chociaż ich nienawidzę – wcale się nie dziwię. Spotkanie czy to z panem Niedźwiedziem czy też Wołowiczem do przyjemności nie należy. To klasyczne „męczybuły”. Jaki ja skonany jestem po sesjach, gdy dochodzi do tego nieszczęścia, że zabierają głos! Słucham ich, bo mam wrażenie, że dobry Bóg taką zadał mi pokutę przed pójściem do raju. Tam ich na pewno nie będzie!

Powróćmy jednak do umowy o sprzedaży naszego szpitala. Podczas sesji Rady Powiatu poświęconej sytuacji naszego (niegdyś!) szpitala Zarząd Powiatu wykazywał całkowitą bezradność wobec upadłości PCZ S.A. Nikt nie wiedział co w tej sytuacji robić. W zasadzie, jak się jest starostą czy członkiem Zarządu (opłacanym z pieniędzy podatników) i nie wie się co robić, to należy niezwłocznie zrezygnować z piastowanych funkcji. Jak się nie wie co robić, to się nie powinno za ten brak wiedzy brać pieniędzy. To proste, logiczne i moralne. Można też w obliczu bezmiaru wstydu z powodu nieudolnie przeprowadzonej sprzedaży szpitala – jeżeli ma się jakieś zasady – najzwyczajniej się powiesić na nitce, utopić w wannie, zażyć zwietrzały cyjanek potasu lub zastrzelić się z procy.

Można też spakować się i wyjechać z terenu powiatu. Wszak świat czeka otworem! Tu nikt po staroście i wicestaroście płakał i tęsknił nie będzie! Jest też robota na „zmywakach” czy też budowach w państwach UE. Tu nieco przesadziłem, bo to jednak i chęć do roboty potrzebna i umiejętności jakieś.

Powróćmy jednak do umowy o sprzedaży naszego szpitala. Nawiasem mówić na stronie internetowej starostwa umowa o sprzedaży jest, ale brakuje do niej załączników. Ot, taki kaprys władzy. Załączniki w ukryciu i nie bardzo wiadomo dlaczego. Poniżej skan fragmentu umowy.
No, rzeczywiście PCZ S.A. w upadłości realizuje umowę, jak się zowie. Zarząd Powiatu dowiaduje się z NFZ o zamknięciu 2 oddziałów, i to pomimo stosownego zapisu umowy. Widać, że jedyną stroną, która poważnie podchodzi do umowy jest Zarząd Powiatu. Czyni to zapewne ku niewysłowionej wprost uciesze PCZ S.A. Tak trzymać panowie starostowie!

A tu jaki piękny fragment umowy.
To też jest ciekawe ze względu na brak kluczowego słowa. W zapisie tego paragrafu umowy brakuje słowa „sąd”. Ktoś z osób sygnujących tę umowę czytał to ze zrozumieniem od „deski do deski”? Śmiem, wątpić.

A ciekawe jakie działania podjęło nasi z bożej łaski decydenci w sprawie tego zapisu umowy? Chodzi o to czy czasami za plecami naszego nieużytecznego dla nikogo Zarządu Powiatu już nie odbywa się transfer szpitalnego majątku do innych spółek, które wchodzą w skład PCZ S.A. w stanie upadłości.
Zostawmy w spokoju umowę. Kto ciekaw niech sobie zaglądnie do niej ze szczególnym uwzględnieniem zapisu o wymownym tytule „Poufność” (Poufność). Można zgodnie z prawdą rzec, że jest to poufność wiekuista.

Na portalu „elki” nie brakuje wypowiedzi krytykujących sprzedaż szpitala. Wypowiedzi te są dość łagodne wobec nieszczęścia, które nam się przytrafiło, a którego skalę i dolegliwość dopiero poznamy. To wszystko przed nami.

Są też tacy pożyteczni dla Partii Obciachu idioci, którzy pochwalają decyzję o sprzedaży szpitala (anonimowo oczywiście!) i widzą w tym powód do pochwał. Wynoszą pod powałę piekieł odwagę starosty, jego dalekowzroczność. Oczywiście, jakakolwiek polemika z tym anonimowym oszołomstwem sensu nie ma. Nie mniej przy czytaniu tych sążnistych wpisów widać wyraźnie, że mózg oszołoma spod znaku Partii Obciachu w tworzeniu postu udziału nie brał, co jest znakiem oczywistym, iż autor wpisu jest sympatykiem Partii Obciachu. To ich znak firmowy.

I tak np. taki wystawowy oszołom Partii Obciachu przytacza coś takiego: „Program wsparcia jednostek samorządu terytorialnego w działaniach stabilizujących system ochrony zdrowia tzw. planu B” Mowa tu o oddłużeniu szpitali pod warunkiem uczynienia z nich jednostek funkcjonujących na podstawie kodeksu spółek handlowych. Pisze taki oszołom z Partii Obciachu i nie rozumie podstawowej rzeczy. Po pierwsze: pożyczka od państwa miała nie służyć prywatyzacji szpitali, ale finansowej stabilizacji ich funkcjonowania. Po drugie: nie po to sięgano za czasów rządów Beaty Pony i Władysława Staniaławskiego do „planu B”, by prywatyzować szpital i się go pozbywać. Pytanie brzmi: po co było brać na plecy powiatu ponad 20 mln zł zadłużenie po szpitalu? Prawidłowa odpowiedź brzmi: by w trosce o zamkniętą opiekę lekarską służącą dla mieszkańców naszego powiatu szpital istniał i funkcjonował. Ta decyzja była powodowana troska o ludzi, o ich zdrowie, dostępność choćby do podstawowych świadczeń wykonywanych w szpitalu powiatowym. Tej troski zabrakło obecnej władzy, które ma za nic ludzkie zdrowie.

Inny używający rozumu na wspak rzecznik Partii Obciachu napisał taż taką głupotę: „Natomiast wyraźnie widać, że obecna władza musi spłacać ten dług”. O! Aż przysiadłem z wrażenia! To starosta, wicestarosta i członkowie Zarządu Powiatu spłacają dług szpitala?! To tacy przy kasie są?! Biedny a zarazem pożyteczny dla Partii Obciachu idiota brednie wypisuje. Dług spłacają mieszkańcy powiatu. A dzięki działalności starosty, wicestarosty i tym, którzy głosowali za sprzedażą szpitala, szpitala nie będzie a dług nadal będzie spłacany. Taką to transakcję stulecia zafundowali nam wielbiciele i członkowie Partii Obciachu. 

Dodam też, że widoki na spłatę 7 rat za kupno szpitala przez PCZ S.A. są naprawdę marne. Bankrut wisi ponad 60 baniek z tytułu niewykupionych emisji swoich obligacji. Zaprawdę, powiadam Państwu sprzedaż szpitala – jak mawiał nieśmiertelny Horacy – było działaniem „est modus in rebus”. Tej granicy nie należało przekraczać. „Cokolwiek czynisz czyń roztropnie i patrz końca”. Tego zabrakło w grudniu 2013 r. Za nieroztropność jednych przyjdzie zapłacić wielu. Zbyt wielu.


Dla porządku rzeczy przypomnę tylko, że od początku pisałem i głośno mówiłem, jak to się skończy. Z ubolewaniem stwierdzam, że wyszło niestety na moje. Trudne do przewidzenia to niestety nie było. 

Zimny prysznic

3 marca br. spółka akcyjna „Ekokogeneracja” z siedzibą w Warszawie, podała na swojej stronie internetowej następującą informację.
Jest to już druga zapowiedź wytoczenia naszej gminie sprawy w związku z odmową wydania decyzji środowiskowej przez burmistrza Góry, które jest niezbędne do realizacji przez „Ekokogenerację” budowy kotłowni na ciepłą wodę użytkową. Kotłownia ta miała być opalana paliwem alternatywnym, wytwarzanym m.in. przez wysypisko śmieci w Rudnej Wielkiej. Pierwsza zapowiedź pochodzi z kwietnia br.
Przypomnieć trzeba, że „Ekokogeneracja” zaskarżyła odmowę wydania przez burmistrz Irenę Krzyszkiewicz decyzji o określeniu środowiskowych uwarunkowań do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Legnicy. SKO pochyliło się nad skargą „Ekokogeneracji” i 20.04.2015 r. wydało decyzję, mocą której organ I instancji”, tj. Irenę Krzyszkiewicz.

Skład Orzekający SKO dopatrzył się w wydanej przez burmistrz Irenę Krzyszkiewicz decyzji o odmowie wydania decyzji o warunkach środowiskowych wielu – delikatnie rzecz ujmując – uchybień.

I tak w uzasadnieniu sporządzonym przez SKO czytamy:

Jak to podnoszono w wielokrotnie w orzecznictwie sądów administracyjnych, jeżeli organ (przyp. moje – burmistrz) ma trudności z interpretacją raportu, czy innych specjalistycznych dokumentów złożonych w toku postępowania, winien rozważyć przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego, który na użytek toczącego się postępowania dokona obiektywnej oceny zarzutów, które odnoszą się do raportu.”

Kolejny przytyk SKO:

Lektura treści zaskarżonej decyzji wykazała, że choć organ (przyp. moje – burmistrz) bardzo obszernie opisał całe postępowanie to, zdaniem kolegium, nie zawarł w nim istotnych dla spraw okoliczności.

W dalszej treści uzasadnienia kolegium Orzekające przywołuje zapis art. 85 ust. 2 ustawy o ochronie środowiska i bezlitośnie punktuje wszystkie nasze uchybienia:

„(…) uzasadnienie decyzji środowiskowej powinno zawierać nie tylko informację o przeprowadzonym postępowaniu wymagającym udziału społeczeństwa, ale też informacje o tym w jaki sposób wzięte zostały pod uwagę, i w jakim zakresie zostały uwzględnione uwagi i wnioski zgłoszone z udziałem społeczeństwa, także informację, w jaki sposób wzięte zostały pod uwagę, i w jakim zakresie zostały uwzględnione ustalenia raportu oraz uzgodnienia Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska.”

Ponadto Kolegium Orzekające stwierdziło, iż decyzja o odmowie wydania przez burmistrz Góry opinii środowiskowej:

„(…) nie spełnia wymogów cyt. powyżej przepisu art. 85 ust. 1 i 2 ustawy o ochronie środowiska oraz art. 107 § 3 kodeksu postępowania administracyjnego”.

SKO zauważyło, że:

 „Przesłanki odmowy wyrażenia zgody polegać przy tym mogą wyłącznie na : niezgodności lokalizacji przedsięwzięcia z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego (art. 80 ust, 2 ustawy o ochronie środowiska), odmowie uzgodnienia warunków realizacji przez organ współdziałający (art. 80 ust. 1 pkt 1 w związku z art. 77 ust. 1 ustawy o ochronie środowiska) – w przedmiotowej sprawie odmowa uzgodnienia środowiskowych uwarunkowań wynikała jedynie z opinii Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Górze. A ponadto, braku zgody wnioskodawcy („Ekokogeneracji” – przyp. moje) na realizację przedsięwzięcia w innym wariancie proponowanym przez wnioskodawcę.

Odnosząc się do protestów społecznych, które wybuchły w sprawie budowy kotłowni SKO zauważyło, co następuje:

„(…) przesłanki materialno – prawne warunkujące określenie uwarunkowań środowiskowych, nie przewidują jednak sytuacji, choć niewątpliwie istotne – w świetle przepisów art. 33 i następnych ustawy o ochronie środowiska – przesądzają o wydaniu decyzji odmownej.”

SKO zauważyło też:

Omówione wyżej wadliwości postępowania powodują konieczność wyeliminowania z obrotu prawnego zaskarżonej decyzji Burmistrz Góry z dnia 16 lutego 2015 r.

Jednym słowem protesty zainteresowanych mieszkańców przeciwko budowie kotłowni, w świetle przytoczonego art. 33 i kolejnych ustawy o ochronie środowiska, nie mają skutków prawnych. Tak więc organizowanie protestów, podpisów, spotkań nic z prawnego punktu widzenia nie wnosi na etapie, gdy organ I instancji podpisał umowę z inwestorem a ten stara się o uzgodnienie warunków środowiskowych. 

Jest to dla nas wszystkich nauczka na przyszłość, by patrzeć władzy na ręce jeszcze przed podpisaniem umowy – dzierżawy w potencjalnym inwestorem i podjęcia przez gminę innych prawnie obowiązujących zobowiązań, po to, by nie obudzić się z rączką w „nocniczku” oraz procesem sądowym na karku. W razie zasądzenia przez odszkodowania na rzecz „Ekokogenracji” zapłaci je organ I instancji (gmina), ale z Państwa pieniędzy, bo z podatków.

niedziela, 19 lipca 2015

Kryptonim "Fajtłapa" II

Istnieje wiele niejasności dotyczących historii Polskiego Stronnictwa Ludowego działającego na terenie naszego powiatu w latach 1946 – 1947. Z dokumentów zachowanych w IPN we Wrocławiu można dowiedzieć się jak przebiegał proces likwidacji PSL na terenie naszego powiatu.

PSL była legalnie działająca partią, ale obejmującym władzę w Polsce komunistom stała się przysłowiową „solą w oku”. Partia Mikołajczyka była antykomunistyczna i głosiła hasła, które stały w sprzeczności z tum, co moskiewscy dywersanci chcieli zrobić z Polską. Toteż od początku zwalczali PSL w całym kraju a więc i na terenie naszego powiatu.
W celu poznania wewnątrzpartyjnego życia PSL Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Górze otoczył członków tej partii gęstą siecią agenturalną. Informator o ps. "Kasztelan" donosił do PUBP od połowy roku 1946. To samo dotyczy informatora o pseudonimie "Stefan". Tego z kolei ubowcy wsadzili do Stronnictwa Ludowego, którego sami byli twórcami! Stronnictwo Ludowe miało być w zamiarze komunistów przeciwwagą dla wpływów PSL na wsi. W naszym powiecie również założono Stronnictwo Ludowe, ale nie cieszyło się ono wzięciem wśród ludności i określone było przez władze administracyjne mianem: "sztabu bez członków". 
Komuniści przy pomocy aparatu represji, czyli ubowców, starali się wszędzie ograniczać wpływy PSL. Z góry szły wytyczne co należy robić, by" uniemożliwić wejście czynników reakcyjnych do tych władz" a "zapewnić dostęp czynnikom istotnie demokratycznym", czyli partiom zblokowanym z komunistami (PPS, SL). 

Poniżej skany dokumentów, które odsłaniają kulisy likwidacji PSL na terenie naszego powiatu. Dokument ten wytworzony przez Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego powstał w grudniu 1946 r. Przedstawia plan "rozłożenia i paralizacji" PSL na naszym terenie. 
W tekście "Ludowcy" zamieszczonym w "Kwartalniku Górowskim" ("Ludowcy") odnajdujemy taką oto informację:
"17 listopada 1946 r. podczas manifestacji zorganizowanej przez PPR, PPS i SL w sprawie wyborów do sejmu ustawodawczego manifestanci i bojówka PPR zdemolowali lokal PSL oraz spalili dokumentację partii. Starosta tak to zderzenie opisał: „Na wzmiankę zasługuje okoliczność, że w dniu 17-go ub. m-ca w Górze odbyło się zgromadzenie publiczne, zorganizowane przez P.P.R., P.P.S. i S.L. w sprawie wyborów do Sejmu Ustawodawczego. Podczas zgromadzenia tego zaszedł niespodziewany incydent na szkodę P.S.L.-u, sprawa ta została lokalnie załatwiona.”

W manifestacji uczestniczyło ok. 2 tys. osób, po części spoza powiatu. Odczytano rezolucję byłych peeselowców, którzy żądali rozwiązania swojej byłej partii. Zerwanie transparentów „Precz z Mikołajczykiem” i „Precz z PSL” wywołało agresję tłumu, który zdemolował siedzibę PSL a przed budynkiem spalił dokumentację.

Dzień wcześniej UB niektórych członków zarządu wzięła na całonocne przesłuchanie. W wyniku tych perswazji uciekli z Góry: prezes, jego zastępca i jeden z członków zarządu; sekretarz zarządu Z. Obertyński 20, geodeta z zawodu przez parę lat też musiał pracować poza Górą."

Proszę dokładnie przeczytać p. 1, pp a planu opracowanego przez PUBP w Górze. 

Stanowi on potwierdzenie informacji zawartej w tekście "Ludowcy", we fragmencie mówiącym o presji wywieranej przez ubowców na czołowych działaczy PSL. Efektem tej presji i rozmów w siedzibie PUBP w Górze, który mieścił się wówczas przy ul. T. Kościuszki 15, było załamanie działaczy PSL, co w efekcie doprowadziło do likwidacji tej partii. Komuniści dostali to co chcieli. Działacze PSL "rozwiązali" swoją partię z "własnej inicjatywy". I o to im chodziło. 

W archiwum IPN zachował się również raport opisujący sukces w realizacji tego planu, który sporządzono 21.03.1947 r. i przekazano do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego we Wrocławiu. 
Powróćmy do postaci Zygmunta Obertyńskiego. W dokumencie wytworzonym przez PUBP w Górze i dołączonym do sprawozdania z likwidacji PSL odnajdujemy taką oto wzmiankę na jego temat. 
Wynika z niej, że w marcu 1947 r. Zygmunt Obertyński przebywał na terenie powiatu górowskiego i zatrudniony był jako "technik państwowy Urzędu Pomiarowego", chociaż prawidłowa nazwa powinna brzmieć: "technik Państwowego Urzędu Pomiarowego", poprzednika Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii, który to istnieje do dnia dzisiejszego.

W "Wykazie byłej agentury Referatu Służby Bezpieczeństwa przy Komendzie Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Górze", który sporządzony został na początku lat 60., odnajdujemy nazwisko Zygmunta Obertyńskiego. Z dokumentu wynika, że został on skreślony z listy agentów w 1955 r. 

Śpiew przyszlości

28 czerwca Dolnośląska Służba Dróg i Kolei we Wrocławiu ogłosiła przetarg na budowę obwodnicy Góry. Przedmiotem zamówienia jest „zaprojektowanie i realizacja robót budowlanych” dla „obwodnicy Góry w ciągu drogi wojewódzkiej nr 323”. W ogłoszeniu przetargowym zawarty jest termin realizacji tego zadania. Określono go na okres 3 lat od dnia podpisania umowy.

Zwycięzca przetargu będzie musiał opracować projekt budowlany i wykonawczy, uzyskać wszelkie pozwolenia, uzgodnienia, opinie, decyzje, zatwierdzenia, które wymagane są prawem przy realizacji tego typu inwestycji. Poniżej wymagania w zakresie "wiedzy i doświadczenia" postawione potencjalnemu wykonawcy przez DSDiK. 
Przy wyborze ofert zamawiający, czyli DSDiK we Wrocławiu ma kierować się dwoma kryteriami. Kryterium ceny ma stanowić 90% a okres gwarancyjny 10%.Wadium określono na kwotę 300.000 zł. Termin składania ofert na dzień 11 sierpnia do godz. 10.00.

Tak więc na oczekiwaną obwodnicę naszego miasta przyjdzie nam jeszcze poczekać. Przynajmniej do roku 2017. I to jak wszystko dobrze pójdzie. 

sobota, 18 lipca 2015

Czas chaosu II

Czas najwyższy zakończyć opowieść o sesji Rady Powiatu w sprawie szpitala, która odbyła się 10 lipca br. W zasadzie nie ma o czym pisać. Ze strony inicjatorów sesji padały pytania dotyczące dalszych losów tej lecznicy, na których odpowiedzi próżno oczekiwali. Starosta Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego niby próbował coś tam odpowiedzieć, ale jak zwykle okazywało się, że niewiele ma do powiedzenia. Rzekomi „gospodarze” powiatu dysponowali miałką wiedzą na temat tego co dzieje się u bankruta, czyli spółki PCZ S.A. z Wrocławia.

Rzecz jasna bronili swojej decyzji dotyczącej sprzedaży szpitala. Było to zarówno żenujące jak i śmieszne, chociaż mało śmieszne. Powtarzali stare slogany: o rzekomym zadłużeniu szpitala, co jakoby miało być powodem jego sprzedaży, gdyż powiat nie miał pieniędzy na wspomaganie należącego jeszcze do samorządu powiatowego szpitala, o dostosowaniu szpitala do nowych wymogów, o atrakcyjności oferty PCZ S.A., i tym podobne dyrdymały. Zapomnieli przy tym dodać (Alzhaimer?), że pierwotna uchwała Rady Powiatu o sprzedaży szpitala wskazywała jako powód jego zbycia spłatę odszkodowania dla „Chemeko – System”. Zresztą, ten fakt można jeszcze zrozumieć, bo propagandowo hasło „szpital za śmieci” dla „paltfusów”, chociaż prawdziwe, jest nie do przyjęcia.

O „wadze” jaką rządząca powiatem koalicja przywiązuje do ochrony zdrowia niech świadczy fakt bardzo wymowny. Mija 8 miesięcy od wyborów samorządowych, ale koalicjanci jakoś nie kwapią się z powołaniem komisji zdrowia i opieki społecznej. Powołanie tej komisji jest wymagane statutem powiatu. Za to niczym tasiemce gromadnie poleźli do takiej np. komisji budżetu, by tam mieć przewagę w głosowaniach. Głosowania owe nie mają najmniejszego znaczenia, bo i tak istotne i prawomocne jest głosowania podczas sesji. Tu jednak idzie o dwie rzeczy. Pierwsza to taka, by wobec opinii publicznej stworzyć wrażenie, iż rządząca koalicja ma zawsze rację. Drugi powód jest dla koalicjantów bardzo groźny: wobec nieuchronnego upadku lecznictwa zamkniętego na terenie powiatu, nie jest dobrze, gdy istnieje forum, na którym można – i należy – poruszać sprawy związane ze szpitalnym leczeniem. By to osiągnąć w dupie koalicja ma się statut powiatu i prawo. Stąd wysnuwam wniosek, że upoważnia mnie to do mienia w dupie koalicji.

O fakcie nieprawnego nieistnienia komisji zdrowia przypomniał radny Grzegorz Aleksander Trojanek, który stwierdził, że miał zamiar zapisać się do komisji zdrowia, by tam pracować i wypełniać w pełni funkcję radnego powierzoną mu przez wyborców. „Okazało się jednak” – powiedział ów radny – „że ze zdrowiem u nas w porządku”. Radnego Grzegorza Aleksandra Trojanka interesowały również dalsze losy szpitalnego majątku: „Kot go weźmie? Co się z nim stanie?” – dopytywał się radny. Odpowiedzi na te zasadnicze pytanie nie uzyskał. Nawiasem mówiąc bardzo bym się zdziwił, gdyby takową uzyskał!

Sesja przebiegała w sposób burzliwy. Mówiono z obu stron wiele, ale wiele z tego co mówiono było oderwane od realnego problemu, jakim jest wizja zamknięcia szpitala.

Rady Jan Przybylski (Wąsosz) stwierdził, ze dla rządzących powiatem liczy się: „tylko kasa i stanowiska.” Osobiście popieram ten pogląd, bo jakoś starosty i wicestarosty nie widzę w roli wydajnych pracowników najemnych. Chyba, że szedł bym w bankructwo!

W trakcie dyskusji Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego oświadczyła, że PCZ S.A. zapłacił dotąd za szpital łączną kwotę ok. 1.242.000 zł. W szczegółach wygląda to tak. Kwotę 627 tys. zł PCZ S.A. wpłacił tuż po przejęciu szpitala i stanowiła ona jakiś bliżej nieokreślony ekwiwalent związany nie do końca wiadomo z czym, bo Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego tłumaczyła to na swój sposób, czyli mętnie. Bankrut wpłacił też jedną ratę rozłożonej na 8 lat płatności z tytułu należności za sprzedany szpital – 625 tys. zł.

Ciekawe jest to, że pomimo, iż wpłacono dopiero za szpital 1/8 należności, to PCZ S.A. otrzymał 100% udziałów, czyli ponad 5 mln zł. W ten sposób sprzedano szpital – jak dotąd – za 625 tys., i PCZ S.A. może sobie zrobić z nim co chce, bo prawnie jest jego właścicielem. Nawiasem mówiąc to bardzo ciekawa transakcja. Bo któż z Państwa nie chciałby zapłacić za dom 1/8 jego wartość i, ale pomimo tego stać się jego prawnym właścicielem, i to mieć zapisane w akcie notarialnym. Tak …, to ciekawe, bardzo ciekawe. A jakie nowatorskie!

W pierwszej części postu pisałem Państwu, że poza salą obrad, którą często opuszczałem, działy się rzeczy bardzo istotne. Powiem krótko, że zaczęły docierać informacje ze szpitala. A tam trwało podpisywanie nowych umów. I tak dowiedziałem się, że pracownikom proponuje się rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron z dniem 1 lipca (sesja odbywała się 10 lipca). Ponadto część pracowników ma propozycję podpisania umowy już nie z PCZ S.A., ale ze zgoła inną firmą. I nie są to umowy nieokreślone czasowo. Z innych źródeł dowiedziałem się również, że jest akt notarialny, który dotyczy naszego szpitala. Akt ów zawiera przekazanie majątku o wartości 300.000 zł. jednej ze spółek które tworzą bankruta.

By radni powrócili do rzeczywistości zabrałem głos i poinformowałem ich o tych faktach. Ponieważ wiedziałem, że ów akt notarialny przeleciał przez wydział finansowy UMiG w Górze, prosiłem o zrobienie przerwy w obradach i zaproszenie burmistrza naszej gminy, w celu potwierdzenia tego faktu.

Tegoż dnia burmistrz Irena Krzyszkiewicz była obecna na części obrad, ale musiała opuścić salę obrad w związku z jakimiś ważnymi rozmowami dotyczącymi (jak mniemam) dalszego dynamicznego i zrównoważonego rozwoju naszej gminy na płaszczyźnie ekonomicznej, socjalnej, turystycznej oraz intensywnego rozwoju gospodarczego gminy ze szczególnym uwzględnieniem inwestycji w Specjalnej Podstrefie Ekonomicznej Wałbrzyskiej Strefy Ekonomicznej, jak też działań podjętych w celu zrównoważenie budżetu gminy Góra poprzez wyrównanie kontrolowanego deficytu zaciągniętym kredytem bankowym i zwróceniem uwagi na dalsze doskonalenie i szkolenie kadry kierowniczej UMiG w świetle nowych wyzwań stojących przed naszym samorządem.

Sam to wymyśliłem! Nie musiałem ściągać ani z „Przeglądu Górowskiego” czy tez strony internetowej naszej gminy. Proszę popatrzeć! Tyle słów i chuj z nich wynika! Ale jak mądrze brzmią! „Zdolniacha” jestem!

W swoim krótkim wystąpieniu przypomniałem też radnemu Markowi „Bananowemu Uśmiechowi” Biernackiemu pewną rozmowę jaką w grudniu 2013 r. odbył z pracownikami naszego jeszcze wówczas szpitala w tymże budynku, na parterze przy windzie. Byłem świadkiem tej rozmowy. Radny ów (trzecia kadencja w Radzie Powiatu, zero interpelacji, milczy jak zaklęty, ale za milczenie kasę bierze), obiecywał cuda niebywałe. Pracownicy mieli dobrze zarabiać, szpital miał się rozwijać, cudnie i pięknie miało być. Tako prawił radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki przy szpitalnej windzie. Dodać muszę, że pracowników szpitala swoją czczą gadką nie przekonał, bo oni – w przeciwieństwie do Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu Górowskiego i ówczesnej koalicji doskonale przeczuwali co ich czeka.

Toteż spytałem tegoż radnego czy jest gotów przeprosić za swoje oszukańcze obietnice pracowników szpitala. Radny wyszeptał, że może przeprosić. Problem z radnym Markiem „Bananowym Uśmiechem” Biernackim nie polega na tym, że jest on radnym wiedzy niewielkiej i mikrej pomimo, iż ma tytuł inż. i mgr. Problem z nim polega na tym, że siedząc w „platfusowej” sitwie sądzi, że owa sitwa jest centralnym punktem naszego lokalnego światka. Nie odróżnia marginesu od większej całości. A wydawałoby się, że to człowiek inteligentny. Przynajmniej takie usiłuje sprawić wrażenie.

Wracając do otrzymanych ze szpitala wiadomości, to by być w zgodzie z prawdą, muszę przyznać, że działania w sprawie prawnej pomocy pracownikom szpitala podjęła burmistrz Irena Krzyszkiewicz. Usłyszała ona dokładnie to co ja i natychmiast zadzwoniła do radcy prawnego prosząc go o przybycie do UMiG w poniedziałek o godz. 8.00.

Trzeba też przypomnieć, że sprzedając szpital Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego oraz Zarząd nie zapewnili niczego pracownikom szpitala. Można rzec, że sprzedani zostali na łaskę i niełaskę nabywcy. Łaski nabywcy nie było.


Ile trzeba mieć obojętności dla losu ludzi, by tak postąpić. To przecież m.in. pracownicy szpitala płacąc podatki składają się na niemałe pensje starosty i wicestarosty. Trzeba nie mieć sumienia i odrobiny ludzkich uczuć, by ponad stu ludzi pozostawić samym sobie. A to przecież nie starosta, wicestarosta i nie radni utrzymywali pracowników szpitala. To pracownicy szpitala ich utrzymywali! W zamian za to zostali pozostawieni samym sobie. Nikt w starostwie nie zainteresował się losem tych ludzi. Nikogo nie interesowało co z nimi się dzieje, jakie mają umowy. Dlaczego są zwalniani. Postawieni zostali sam na sam z dzikim kapitalizmem, którego naczelną cechą jest bezwzględny wyzysk człowieka. Nikomu to nie przeszkadzało. Sprzedano szpital i władza była zadowolona, że ma z głowy problem. A problem wrócił i to zwielokrotniony. Bo efekty głupich decyzji powracają niczym bumerang i wala po łbach ze zwielokrotnioną siłą. Szpital jest na to żywym przykładem. 

piątek, 10 lipca 2015

Czas chaosu

Kiedy powracałem dzisiaj z nadzwyczajnej sesji Rady Powiatu w towarzystwie pewnego bardzo zacnego obywatela naszego miasta ten zadał mi pytanie:
- Ciekawe Robert jak ty opiszesz dzisiejszą sesję?
- Trzeba będzie jakoś ogarnąć ten burdel – odrzekłem.

No i trzeba ogarnąć dzisiejsze ponad trzygodzinne „obrady” dotyczące naszego szpitala. Zacząć trzeba od tego, że niczego nowego nikt się nie dowiedział. Dalsze losy naszej lecznicy spowija mgła niepewności, chociaż raczej spodziewać się można, że po rozwianiu się tej mgły recytować będziemy mogli „Pieśń o spustoszeniu Podola”. Widoki na istnienie szpitala rysują co najmniej marnie.

Radni będący poza koalicją rządzącą zwołując sesję nadzwyczajną mieli nadzieję, płonną jak się okazało, na uzyskanie konkretnych informacji na temat przyszłości lecznictwa zamkniętego w powiecie. By ten cel osiągnąć pociągnęli za język starostę Piotra Wołowicza. Zaczęła się I odsłona żałosnej wielce komedii, która momentami przeradzała się w ponurą burleskę bez fantazji i polotu.

Swoim ględziarskim zwyczajem starosta zaczął od rysu historycznego, czyli historia naszego szpitala na przestrzeni kilku ostatnich lat. Opowiadał jak to źle się działo, jak narastało zadłużenie szpitala, o niemożliwości dalszego utrzymywania szpitala przez powiat, o złym zarządzaniu placówką. Mendził straszliwie, truł, jąkał się przez jakieś pół godziny, ale głównego tematu, którym była przyszłość szpitala jego marna gadka nie dotykała.

Poględziwszy o historii szpitala przeszedł do teraźniejszości. Tyle, że teraźniejszość szpitala opisywana przez starostę znana jest wszystkim, z wyjątkiem starosty i jego Zarządu. Toteż znudzony pierdołami wypowiadanymi przez Wielce Czcigodną Pomyłkę Powiatu Górowskiego dość często udawałem opuszczałem salę obrad, by nie narażać swojego delikatnego i wrażliwego organizmu na skoordynowany atak pierdoł, które wypowiadano na sali obrad.

I muszę Państwu powiedzieć, że zysk z takiego postępowania był ogromny. Dzięki temu udało mi się dowiedzieć co dzisiejszego dnia działo się w szpitalu. Ale o tym później.

Wpadałem do sali obrad, by posłuchać czy w „dyskusji” nie pojawiają się nowe wątki i za każdym razem wychodziłem stamtąd srodze rozczarowany. Nieszczęsna Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego – starosta Piotr Wołowicz – tokował nadal. Ku mojemu zdziwieniu cytować nawet zaczął byłego prezesa naszego szpitala – Stanisława Hoffmanna. Cytaty te dotyczyły m.in. kwot jakie należy przeznaczyć na dostosowanie szpitala do standardów, które mają być wymagane przez NFZ od roku 2016, by szpital mógł ubiegać się o kontrakt. W tym miejscu zdębiałem, bo znam kulisy powołania Stanisława Hoffmanna na prezesa szpitala w roku 2011. Odbyło się to w sytuacji „podbramkowej”, gdy zauważono – dość późno – że zatrudniony z Wrocławia spadochroniarz nadaje się na prezesa szpitalnej spółki jak Piotr Wołowicz na starostę. Starosta Wołowicz powoływał Stanisława Hoffmanna na funkcje z widocznym na końcu długopisu obrzydzeniem. Przełknął tę „żabę” i na jakiś czas widmo zagłady szpitala oddaliło się od mieszkańców naszego powiatu.

Następnie Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego raczyła poinformować radnych o przeprowadzonych przez siebie rozmowach z NFZ we Wrocławiu. Dowiedzieliśmy się, że najprawdopodobniej kontrakty z NFZ na ginekologię, położnictwo i chirurgię ogólną na IV kwartał br., rozdzielone zostaną pomiędzy szpitale w Lubinie i Głogowie. W ten sposób nam się polepszyło po sprzedaży szpitala. Duży sukces! Sukces kolosalny! Więcej! Mówiąc Bareją: „On odpowiada żywotnym interesom całego społeczeństwa!”

Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego poinformowała również, że NFZ przeprowadzał w górowskim szpitalu kontrolę. Wg NFZ w szpitalu jest duża rotacja kadr, ale szpital funkcjonuje prawidłowo i tenże NFZ nie zgłasza do jego funkcjonowania zastrzeżeń.
W Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego stawała się mocno wylewna. Z ust jego płynęły potoki zdań nic nie wnoszących i nic nie znaczących.

W swojej wylewności zdradził nawet przebieg rozmowy z obecnym dyrektorem naszego szpitala. Jest to dyrektor „nowo – stary”. Nazwiska nie pomnę, ale pamiętam, że pracownicy szpitala dali mu ksywkę „Owsik”. Tenże dyrektor miał – wg słów Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu Górowskiego – raczyć mu powiedzieć, że zamknął dwa oddziały w naszym szpitalu ze względu na ich przyszłe dobro. Otóż, idzie o to, że mają one być wyremontowane, by spełniały warunki do kontraktowania od 2016 r. Tak więc – tłumaczyła Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego – by na przyszłość te dwa oddziały mogły istnieć, to dzisiaj muszą być zamknięte. A ja ze śmiechu pokładałem się na stole! Piękne pierdu, pierdu!

Bo to ciekawe, że w jednym szpitalu, którego część zbudowano w XIX wieku, bo tam mieści się chirurgia i oddział ginekologiczno – położniczy, wymaga remontu i trzeba ją zamknąć, natomiast Zakład Opiekuńczo – Leczniczy mieszczący się w tym samym XIX wiecznym budynku już modernizacji i remontu nie wymaga?! Klasyczna ściema dla ubogich duchem i pragnących wierzyć pomimo oczywistych faktów.

Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego wystąpiła następnie w charakterze scenarzysty. Rysował trzy scenariusze wydarzeń związanych z ogłoszeniem upadłości przez PCZ S.A we Wrocławiu. Mówiąc krótko: tak jak będąc starostą się nie sprawdził, tak też i w roli scenarzysty wypadł blado. Oszczędzę Państwu jego rozważań ze względu na szacunek jaki żywię dla Państwa. Rzecz dotyczyła perspektyw na odzyskanie reszty wpłat rat należnych powiatowi z tytułu sprzedaży szpitala od bankruta, czyli PCZ S.A. Wrocław.

Ze słów starosty wynikało, że na razie nie da się nic zrobić i trzeba czekać na decyzję sądu gospodarczego. Tak więc marne są widoki zarówno na spłatę pozostałych 7 rat w kwocie ok. 625 tys. zł rocznie, jak też na odszkodowanie za zamknięcie dwóch oddziałów w kwocie po 1 mln zł za oddział.

W ty miejscu przewodniczący Rady Powiatu – Jan Rewers, postanowił błysnąć swoimi osiągnięciami na polu zatroskania i zainteresowania losami górowskiej lecznicy. Odczytał treść dwóch pism, które skierował do PCZ w Górze, w których treści zawarte były zaproszenia dyrektora górowskiego szpitala do uczestnictwa w sesji oraz zestaw pytań, na które miałby on udzielić odpowiedzi. Z obowiązku dodam, że pisma owe okazały się nieskuteczne i przewodniczący Jan Rewers może się nimi… .

Wyczerpała się gadka Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu Górowskiego i rozpoczął czas pytań pod jego adresem i niczym nieopanowanego chaosu w debacie.

Radny Andrzej Wałęga zainteresował się komunikacyjnymi możliwościami dotarcia do szpitali w Lubinie i Głogowie przez mieszkańców naszego powiatu. Radny stwierdził, że trzeba zwrócić uwagę na fakt, że nie każdy mieszkaniec naszego powiatu dysponuje samochodem. Są ludzie, którzy ich nie mają a autobusy kursują rzadko, szczególnie do Lubina. W tej sytuacji radny Andrzej Wałęga zwrócił się do Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu Górowskiego, by ten w rozmowie w NFZ we Wrocławiu starał się o taki podział kontraktów szpitalnych, by to mieszkańcy decydowali, gdzie będzie im wygodniej dojechać.

Tenże radny stwierdził, że zamknięcie górowskiego szpitala jest też ciosem wymierzonym turystyce. „Turyści raz przyjadą i jak zorientują się, że nie mogą tu liczyć na pomoc medyczną, to drugi raz nie przyjadą” – argumentował radny Andrzej Wałęga.

Trzecia myśl tegoż radnego dotyczyła liczb przedstawianych przez PCZ S.A. Radny miał wątpliwości dotyczące ich wiarygodności. „Jeżeli sytuacja w szpitalu jest dobra, to dlaczego pielęgniarki są raz pielęgniarkami a raz przedstawicielami handlowymi? – dopytywał się radny a Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie.

Radny Kazimierz Bogucki zwrócił się do przewodniczącego Rady Powiatu z pytaniem dotyczącym zwołania sesji o godzinie 12.00, gdy: „większość mieszkańców jeszcze pracuje”. „Gdyby zechciał pan zwrócić się do społeczeństwa, to wyznaczyłby pan godzinę, by mogło ono w sesji uczestniczyć” – stwierdził radny Kazimierz Bogucki. W tym miejscu pomyślałem sobie, że ludzie i owszem pracują, ale przewodniczący Rady Powiatu już niekoniecznie. Wszak wiadomo wszem i wobec, że obrotowe PSL obsiał wszelkie doradztwa dla rolników swoimi pasożytami. I tam za brak roboty włos im z głowy nie spadnie, bo z obory PSL jest to stadko.

Radny Kazimierz Bogucki zadał kluczowe dla dyskusji pytanie: „Kto jest właścicielem szpitala dzisiaj?”


C.d.n.