środa, 18 stycznia 2017

Zapiski nieopierzonego radnego

Pod tym tytułem będą ukazywały się moje zapiski dotyczące mojej działalności, jako radnego, którym de facto stałem się z dniem 16 stycznia br.

W dniu 16.01.2017 r. uczestniczyłem – po raz pierwszy jako radny – w sesji Rady Miejskiej. Porządek sesji zawierał 12 punktów. Większość z nich dotyczyła dalszych losów przejętego od stojącego na skraju bankructwa starostwa, budynku po internacie, który już od kilku lat nie był użytkowany i z wolna ulegał technicznej degradacji ku żalowi ludzi kochających nasze miasto. By być w zgodzie z prawdą należy dodać, iż tzw. „zarząd powiatu” usiłował go sprzedać, co wszystkich myślących napawało dreszczem przerażenia. Bo jak wszyscy wiemy na przykładzie byłego szpitala, gdy tzw. „zarząd powiatu” coś „sprzedaje” (np. szpital), to wszystkim nam to „bokiem wychodzi”. W efekcie budynek po internacie nieodpłatnie przejęła gmina. I za to chwała mojej gminie!

Podczas sesji podjęto uchwały dotyczące dalszych losów tego przepięknego budynku. Szczegółowe omówienie tego tematu odnajdą Państwo na internetowej stronie gminy wraz z wizualizacją tego, co powstanie w najbliższej przyszłości. Dodam tylko, że całkowity koszt tego niezwykle potrzebnego naszym mieszkańcom przedsięwzięcia oszacowany został na kwotę ok. 4,5 mln zł.

By realizacja projektu była możliwa i zgodna z prawem, by nasza gmina mogła ubiegać się o dotację na realizację tego przedsięwzięcia, Rada Miejska musiała podjąć 5 uchwał, które dotyczyły: „zgody na zawarcie porozumienia na rzecz wspólnej realizacji projektu”. Chodziło właśnie o budynek po internacie.

O ile porozumienia w tej sprawie zawarte przez naszą gminę z Klubem Seniora, który reprezentuje pan Bronisław Barna, czy też Lokalną Grupą Działania „Ujście Baryczy”, która reprezentowane jest przez panią Jolantę Wrotkowską, nie budzi zastrzeżeń, o tyle takie porozumienie zawarte ze starostwem powiatowym wzbudziło mój najwyższy niepokój.

Ja swoje zdanie na temat tzw. „starosty” (nie wymienię jego imienia i nazwiska, by nie przenosić tej marnej persony do historii), również nie wymienię jego zastępcy, by przez karty historii, nie przewijała się niedźwiedzia sierść, więc ja swoje zdanie na ich temat mam: „producenci ludzkiej krzywdy.” I tak przejdą do historii.

Mnie, jeszcze nieopierzonego radnego, zaniepokoiła myśl, że starostwo może być zobowiązane: „do poniesienia wszelkich kosztów związanych z niezrealizowaniem zadań wynikających z przedmiotowego porozumienia.” Wszak już nienarodzonym jest wiadomo, że powiat ma tyle kasy, ile najgorszy w historii powiatu tzw. „starosta” i tzw. „wicestarosta” miał intelektu i rozumu przy spisywaniu dziadowskiej i kretyńskiej umowy z wrocławską „bandą czworga”. Moje wątpliwości podzielił znany wszystkim radny Wacław Grzebieluch, który stwierdził, iż: „starostwo nie jest partnerem wiarygodnym”. Ja ze swojej strony pocieszyłem się tym, że za realizację zawartego porozumienia odpowiedzialni będą dyrektorzy placówek powiatowych, którzy w przeciwieństwie do tzw. „starosty” są kompetentni i odpowiedzialni. Popełniłem jednak błąd nieopierzonego radnego i zagłosowałem za porozumieniem ze starostwem. Szanowny radny Wacław Grzebieluch wstrzymał się od głosu, co ja też powinienem uczynić. Przepraszam za to niedopatrzenie, bo przez moment mogło wyglądać, że uważam – całkowicie niesłusznie! – że tzw. „starosta” jest kompetentny.

Trzeba przyznać, że burmistrz Irena Krzyszkiewicz kierując się więzami partyjnej złej krwi broniła tzw. „starosty”. Czekam na czas, kiedy burmistrz  Irena  Krzyszkiewicz stwierdzi publicznie, że tak zwana sprzedaż szpitala była błędem a jej kolega partyjny tzw. „starosta” popełnił błąd katastrofalny w skutkach dla nas wszystkich. Czy pani burmistrz w końcu zmądrzeje, czy też sprawowany urząd stępił jaj zmysły. No nie wiem? Czas pokaże.

Kolejnym punktem obrad była  uchwała w sprawie zagospodarowania strefy wypoczynku, która ma obejmować nieco zaniedbane tereny znajdujące się na ulicy Sportowej. Diametralnie ma się zmienić wygląd tzw. stawku Wasilewskiego (pod tą nazwą jest znany dla górowskich dinozaurów) oraz „bunkry” koło LO. Za tą uchwałą wypowiedziałem się pozytywnie, gdyż wszystko co służy upiększeniu mojego ukochanego miasta zawsze zyska moją aprobatę.

W poniedziałek ok. godz. 11 zauważyłem matkę z dzieckiem, którzy usiłowali dostać się do szaletu miejskiego znajdującego się koło Wieży Głogowskiej. Szalet miejski zamknięty był na kłódkę. W tej sytuacji wykonałem telefon do naczelnika wydziału gospodarki komunalnej UMIG w celu wyjaśnienia sytuacji. Okazało się, że szalet ten w okresie zimowym jest nieczynny z powodu jak mi wyjaśniono kłopotów z ogrzewaniem . Jest to jedyny szalet miejski w Górze. Wobec powyższego wygląda na to, że nasze władze gminne dozwalają tym, których przyciśnie potrzeba fizjologiczna  na zaspokajanie jej w zaciszu uliczek. Wygląda wiec na to, że zarówno policja jak i straż miejska nie powinna wlepiać za te czyny mandatu, chyba że kasa gminna chce się nachapać z tego tytuły mamony z mandatów.

W tenże poniedziałek poinformowano mnie, że na targowisku miejskim, w budynku socjalnym, nie ma ciepłej wody i papieru toaletowego. Idąc tym tropem zwiedziłem budynek i w sposób empiryczny przekonałem się, że informacja ta jest w pełni uzasadniona. Wykonałem telefon do sekretariatu pani burmistrz, co dzisiaj zaowocowało ciepłą wodą w kranie i papierem toaletowy w rolkach. W imieniu dzierżawiących stoiska dziękuję.

Jedna z mieszkanek gminy zatrzymała mnie z wielkimi pretensjami, że „fajnie jest przypominać właścicielom i zarządcom na stronach gminy o obowiązku odśnieżania,  a sama gmina ma to w dupie”. Na gminnych chodnikach i ulicach oraz parkingach ma miejsce istne lodowisko. Doświadczyłem tego w ostatnich dniach i również interweniowałem u naczelnika Szendryka, a w dniu dzisiejszym u sekretarza gminy Tadeusza Otty. Przyznam szczerze, że wcześniejsze telefony do gminy niewiele pomogły, bo urzędnicy mają parkiet i rozkoszne ciepełko, a nie lód pod nogami, co pewnie rozpieszcza i rozleniwia. My górowianie jednak, musimy odbywać pewną ekwilibrystykę, dość ryzykowną by przemieścić się z miejsca na miejsce. Na efekty mojej interwencji poczekamy. 
Ogólnie nastroje górowian z powodu oblodzonych nawierzchni są, pani burmistrz, podłe.

W ostatnią niedzielę górowianie spacerujący utwardzoną drogą leśną „Dziczek” spotkali się z myśliwymi. Było to pomiędzy godz. 13 a 15. Spacerujących i ich pociechy wystraszyły strzały dobywające się z wszelkiego rodzaju rur ognistych oraz okrzyki burzące spokój lasu i spacerowiczów. Wielu z nich zrezygnowało ze spaceru i zdenerwowani wrócili do domów. Na efekt nie musiałem długo czekać, gdyż telefon mój podskakiwał jak poparzony. Przeprowadziłem rozpoznanie tej sprawy i okazała się, że polowanie urządziło koło łowieckie Dzik z Wąsosza. 

Polowanie to według posiadanych przeze mnie dokumentów było całkowicie nielegalne, gdyż nie zgłoszone zostało w harmonogramie polowań. Wg harmonogramu, myśliwi z tego koła polować powinni całkowicie gdzie indziej. Wczorajsza wieczorna rozmowa z prezesem tegoż koła przekonała mnie o jednym, że nie ma z kim rozmawiać. W chwili obecnej trwa, jak dotychczas jałowa, wymiana maili z Nadleśnictwem Góra Śląska, które niczego nie wyjaśnia a usiłuje sprawę zagmatwać. Dzisiaj w godzinach porannych zwróciłem uwagę sekretarzowi Tadeuszowi Otcie na ten fakt i prosiłem, by sprawą zainteresowała się pani burmistrz. Sprawa jest w toku, a o jej postępach będę Państwa informował.

I tak zawsze, minimum raz w tygodniu, będę Państwa pod tym tytułem informował, że nie jestem radnym bezradnym. Stare przysłowie powiada: Diabeł tkwi w szczegółach. Wezmę diabła za rogi, a o szczegółach będę informował.



poniedziałek, 16 stycznia 2017

Rekompensata dla pani burmistrz

Została z kampanii wyborczej jedna rzecz, która domaga się wyjaśnienia. W poście „Zła forma Pani burmistrz” opisałem Państwu pewien komentarz, który pojawił się na FB.

Okazało się, że wpis powstał niezależnie od woli, wiedzy i intencji pani burmistrz Ireny Krzyszkiewicz. Sprawcą tego wpisu okazał się pan Filip Słowik, pełnomocnik wyborczy mojego kontrkandydata Kamila Kutnego.

Możecie sobie Państwo wyobrazić moje zbulwersowanie i zdziwienie faktem, że pani burmistrz tak obcesowo, bez taktu i nachalnie, próbuje mnie zdezawuować w oczach opinii publicznej na kilkadziesiąt godzin przed doniosłym aktem wyborczym. To też w swojej nieograniczonej niczym wyobraźni odpisałem na ów komentarz zgodnie ze swoimi odczuciami.

W sobotę 7 stycznia, gdy trwała już cisza wyborcza, mój pełnomocnik odebrał telefon od burmistrz Ireny Krzyszkiewicz i w trakcie odbytej rozmowy okazało się, że nie ona jest autorką owego żałosnego w gruncie rzeczy wpisu. Pani burmistrz poinformowała go,  że w czasie kampanii wyborczej do Sejmu pan Filip Słowik wspólnie z radnym powiatowym i ostatnim Mohikaninem Platformy Obywatelskiej na terenie naszego powiatu (reszta dała nogę!) Markiem „Bananowym Uśmiechem” Biernackim poinformowali ją o narodzinach nowej tuby propagandowej. Tuba ta powstała na Facebooku. Po wyborach do Sejmu nie została zlikwidowana, lecz zmieniono jej nazwę na „Irena Krzyszkiewicz- burmistrz Góry”.



Na dzisiejszej sesji pani burmistrz opowiedziała zebranym radnym o całej historii. A do mnie zwróciła się z prośbą (delikatnie mówiąc) o zamieszczenie oświadczenia Filipa Słowika, który miał tę czelność, że nie mając rozumu podszył się pod kogoś kto rozum ma.

Osobiście znam Filipa Słowika i wiem, że ten osobnik na zaufanie nie zasługuje (pisałem mu wypracowania z polskiego i do dziś nie zapłacił), fałszywie się uśmiecha, uważa się za inteligentnego człowieka, tylko że jest inteligentny inaczej. Pan Filip Słowik udaje mądrego, oczytanego podczas gdy tak naprawdę jego wiedza jest nikła jak śnieg na Saharze. O tym panu dalej pisał nie będę, bo to kolejna miernota, którą swoim talentem przenoszę do historii.

Pani burmistrz tylko współczuję, że swoim zaufaniem obdarzyła tą mierną postać i pragnę przypomnieć, że zawsze przestrzegałem ją przed wazeliniarzami, klakierami, ludźmi małymi intelektem a wielki aspiracjami. Jednym słowem przed wszystkimi tymi, którzy liżą „cudownego rowa”.

Kończąc tego posta i wypełniając w ten sposób życzenie naszej ukochanej pani burmistrz (a szczególnie ukochanej przeze mnie) przypomnę tylko, że pan Filip Słowik rozlepiał plakaty Kamila Kutnego z hasłem „Warto być przyzwoitym.”. Ciekaw jestem czy pan Kutny jest tak samo przyzwoity jak pan Filip od metalowych kulek wyjętych z większego łożyska?

fot. zbiory własne

Koniec kampanii

Dzisiaj, kilka minut po godz. 8, złożyłem ślubowanie, którego treść określa art. 23a, ustawy o samorządzie gminnym, o następującej treści:

Wierny Konstytucji i prawu Rzeczpospolitej Polskiej, ślubuję uroczyście obowiązki radnego sprawować godnie, rzetelnie i uczciwie, mając na uwadze dobro mojej gminy i jej mieszkańców.

Mogłem do tekstu ślubowania dołączyć formułę: „Tak mi dopomóż Bóg”, ale doszedłem do wniosku, że nie należy mieszać sacrum z profanum, bo jak nasze ogólnopolskie życie polityczne dowodzi, czym większa łachudra w nim drzemie, tym chętniej używa i nadużywa imienia bożego.

Z radnego elekta stałem się pełnoprawnym radnym. I w tym miejscu pragnę serdecznie podziękować mojemu wieloletniemu, wypróbowanemu przyjacielowi – Adrianowi, który w tym trudnym i pracowitym okresie wyborów, wziął na swoje barki ciężar kampanii wyborczej. Bez przesady mogę nazwać go swoim ojcem sukcesu. To on namówił mnie do kandydowania w wyborach i udało mu się mnie (niemal w ostatniej chwili) skłonić do złożenia podpisów pod grubym plikiem wymaganych dokumentów, bym mógł ubiegać się o mandat, którego w gruncie rzeczy nie pożądałem, gdyż wiedziałem ile zdrowia i czasu będzie mnie to w przyszłości kosztowało. A z tym pierwszym, to ja mam, szczerze mówiąc, największy problem.

Tak że Adrian, którego znam od kołyski, tak naprawdę był moim spirytus movens tego przedsięwzięcia, któremu sam bym nie podołał. Dzięki Adrian.

Dziękuję tym wszystkim, którzy zgodzili się wejść do mojego sztabu wyborczego, praktycznie bez dyskusji, i to za wcale nie przysłowiową „za pięć dwunasta”. Składam podziękowania tym, którzy z ramienia mojego komitetu wyborczego zgodzili się na wejście do miejskiej i obwodowej komisji wyborczej. Poświęcili na to wiele swojego czasu, w zamian za grosze.

Z pokorą i szacunkiem dziękuję tym wszystkim, którzy oddali na mnie swój głos. Zapewniam, że nie będą tego żałowali, bo pamiętam, że obiecałem im swą niezależność i dbanie o ich sprawy i pomoc w rozwiązywaniu problemów, które utrudniają im życie i denerwują. Państwo będziecie dla mnie zawsze punktem odniesienia we wszystkim, co robię.

Serdeczne podziękowania składam Dawidowi, który w chwilach, gdy do duszy mojej miało dostęp zwątpienie, podtrzymywał mnie na duchu i spokojnie tłumaczył, że złe chwile miną. Dziękuję Dawid.

Gorące i serdeczne podziękowania należą się również wszystkim górowianom, którzy w trakcie kampanii a szczególnie licznie po ogłoszeniu mojego wyboru, gratulowali mi i życzyli wszystkiego najlepszego.

Wyrazy podziękowania składam również sponsorom mojej kampanii wyborczej, którzy wsparli mnie datkami na cele kampanii.


Raz jeszcze wszystkim dziękuje. 

List w tonacji lodu

List od Czytelnika sprzed dwóch dni. Za korespondencję  wyrażającą troskę o nasze wspólne dobro serdecznie dziękuję.




niedziela, 8 stycznia 2017

Czas na zmiany!

Według wstępnych informacji uzyskałem najlepszy wynik wyborczy w okręgu numer 2. W ten sposób zostałem radnym Rady Miejskiej Góry. 
Tym wszystkim, którzy na mnie głosowali serdecznie dziękuję. I obiecuję dotrzymania danego słowa. 
Show must go on!

piątek, 6 stycznia 2017

Zła forma Pani burmistrz

Śpię sobie smacznie tej nocy, niczym noworodek a tu nagle budzi mnie sygnał towarzyszący powiadomieniu, iż ktoś moim imieniem i nazwiskiem w internecie szasta. Wstaję, sprawdzam, a tu moja kochana pani burmistrz o godz. 1.52 nocą ciemną, komentarz mi napisała! Proszę Państwa! No, tylko wstać i zapiać z radości (zawsze twierdziłem, że między nami jet chemia i jak widzą Państwo się nie myliłem!).



Treść komentarz też mnie mocno ubawiła. Pani burmistrz pozbawiła mnie imienia, co niezbyt dobrze świadczy o jej kulturze. A może była tylko zdenerwowana? A zawsze było "panie Robercie", a tu masz: "Panie Mazulewicz". Do łez rozbawił mnie apel? A może żądanie?, które dotyczyło mojego wycofania się z życia publicznego. Wg słów pani burmistrz notoryczne kłamię. Ciekawe w czym? Może ja nie wiem i nasza gmina nie jest zadłużona na ponad 20 mln? W tej sprawie kłamię?

A może kłamię, gdy piszę o szpitalu? A gdzie Pani była, gdy pielęgniarki w listopadzie 2013 r zaprosiły Panią do Domu Kultury, by porozmawiać o przyszłości naszego szpitala? Jakoś Pani się tam nie pojawiła, nie skorzystała z zaproszenia. A z czyjej listy wyborczej startował starosta, który "sprzedał" szpital? Czy czasami razem nie byliście w jednej partii, czyli Platformie, rzekomo Obywatelskiej?  Przy sprzedaży była Pani niema, jak śnięty karp! I takie są fakty, droga Pani Ireno Krzyszkiewicz.



Pani ma problem ze sobą. Przez cały okres sprawowania władzy zrobiła Pani szereg rzeczy dobrych dla gminy. Ale też obiecywała Pani szereg rzeczy, których Pani nie dotrzymała. Gdzie jest np. obiecana kajakarzom przystań na Baryczy? A obiecana świetlica w Borszynie W.? O poręczach w parku nie wspomnę a o ocaleniu linii kolejowej wspomnę tylko dla moralnej przyzwoitości. Gdzie są te działania, których celem miało być stworzenie: "przyjaznej dla przedsiębiorców, rzemieślników, kupców i spółdzielców" atmosferę "która zamiast utrudniać będzie ułatwiała funkcjonowanie górowskiego przemysłu (to w Górze mamy przemysł?!), rzemiosła i handlu. To Pani deklaracja z programu wyborczego. Reszty nie będę przytaczał, by wstydu Pani oszczędzić.

Tak się stało, jak się stało, ale stałem się niepełnosprawny. I dopiero teraz - na własnej skórze - przekonałem się, jak fatalny i tragiczny jest stan górowskich chodników. Sam urząd jest dla niepełnosprawnych jedną wielką barierą architektoniczną i trwa to od lat. Może też tu kłamię?

Tak. Wydaje mi się, że długi okres pełnienia władzy spowodował w Pani psychice spore spustoszenia. Dzieje się tak, gdy władza otacza się potakiewiczami, wazeliniarzami, pochlebcami, którzy pieją z zachwytu na każde skinienie. I władza się wówczas wykleja, bo sądzi, że to co mówią jej interesowni pochlebcy jest rzeczywistością. I z biegiem czasu, każdy kto twierdzi, że nie jest tak pięknie, jak malują to klakierzy staję się wrogiem. Prosty mechanizm, któremu ulegają jednostki dbające przede wszystkim o siebie,  parciem na czołowe strony gazety i szalejące za ekranem.

Mówiąc krótko nie zamierzam wycofywać się z życia publicznego. I to dla Pani dobra i zdrowia psychicznego. Boję się bowiem, że pochlebcy Panią zakadzą. A szkoda by było. Pani, nie jest Panin zła, tylko kroczy ścieżką wiodącą na polityczne manowce.