środa, 24 maja 2017

Statystyka OPS



Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej radni przejęli szereg sprawozdań, które przedłożyły przed ich oczy i zmysły jednostki zależne od UMiG. W złożonych sprawozdaniach znajduje się wiele ciekawych informacji, które szerzej są nieznane.

I tak w sprawozdaniu Ośrodka Pomocy Społecznej, której szefuje pani Edyta Lisiecka, znajduje się mnóstwo informacji, które ukazują ogrom zadań spoczywających na pracownikach OPS – u. Nawiasem mówiąc ich praca bardzo często jest niedoceniana i deprecjonowana.

I tak nasz OPS informuje, że od lat spada liczba ludności naszej gminy. W roku 2012 na ternie naszej gminy mieszkało 20.786 osób. Dwa lata później było nas 20.694, czyli o 92 osoby mniej. Natomiast w roku 2015 liczba mieszkańców naszej gminy wynosiła 20.554, to jest o 140 osób mniej niż rok wcześniej (2014 r.). W ubiegłym roku liczba mieszkańców ponownie się skurczyła i wynosiła (na koniec roku kalendarzowego) – 20.426 osób, tj. o 128 osób mniej. Tak więc od roku 2012 ubyło nam 360 mieszkańców.

Dodatkowo następuje ciągły wzrost liczy osób znajdujących się w wieku poprodukcyjnym. Takich osób (mężczyzna i kobiet) odnotowano  w roku 2016 – 3807, tj. 18,6% ogółu mieszkańców gminy. Następuje więc wzrost liczby mieszkańców w wieku poprodukcyjnym a drugiej strony kurczy się liczba osób w wieku produkcyjnym. W perspektywie długookresowej jest to zjawisko dla rozwoju naszej gminy bardzo groźne.

I tak w roku 2014 na terenie naszej gminy mieliśmy w przedziale wiekowym 0 – 17 lat 1926 mieszkańców płci żeńskiej W roku 2016 pań w tym przedziale wiekowym było o 95 mniej. Natomiast w przedziale wiekowym 18 – 59 lat, w analogicznych okresach, liczby wyglądały następująco: 6134 (2014 r.) oraz 5953 (2016 r.). Oczywiście wciąż mowa o płci nadobnej. Spadek liczby kobiet jest więc widoczny i w stosunku do roku 2014 wyniósł, dla przedziału wiekowego 18 – 59 lat, 181 pań.

Populacja płci niepięknej również się kurczy (co wcale nie oznacza, że im się też coś kurczy!). I tak w roku 2014 w wieku 0 – 17 lat jej reprezentantów było 2036 a dwa lata później 1945, czyli o 91 młodych, pełnych entuzjazmu i wigoru oraz wprost niespożytych możliwości (do nauki oczywiście!) gmina miała mniej.

Wcale to a wcale lepiej nie było przedziale wiekowym 18 – 64 lat. Rok 2014 – 7058 a w roku 6890 osób. Spadek o 168 osób.

Trzeba też pamiętać, że na terenie gminy jest więcej kobiet niż mężczyzn. Na 1 mężczyznę przypadało 1,03 białogłowy. To tak ogólnie, Inaczej natomiast rzecz ma się w przedziałach wiekowych. W przedziale wiekowym 0 – 17 lat na 1 osobę płci żeńskiej przypadało w roku 2016 – 1,06 potencjalnej kobiety. Odwrotna sytuacja panowała w roku 2016 w grupie wiekowej 18 – 64 lata. Tutaj na 1 pana i władcę (nie pozbawiajmy mężczyzn złudzeń!) przypadało 1,15 hożych białogłów.

Nieźle wygląd sytuacja naszej gminy pod względem bezrobocia. Jeszcze w 2014 r. PUP odnotował ich 1494, by koniec roku 2016 zamknąć liczbą 1249 bezrobotnych (- 245 osób). Zmniejszyła się również liczba bezrobotnych długotrwale. W roku 2014 było ich 955 rok późnej – 804, a w roku ubiegłym 718. Zmniejszeniu uległa także liczba bezrobotnych, którym przysługuje „kuroniówka”. Rok 2014 – 218 osób a w roku 2016 - 200
.
W zasobie naszej gminy znajduje się obecnie 485 mieszkań komunalnych. W stosunku do roku 2014 liczba mieszkań będących w zasobach komunalnych gminy zmniejszyła się o 4. Prognozuje się, że w roku 2018 liczba a zmaleje do 420. Jest to możliwe, gdyż na wniosek burmistrz Ireny Krzyszkiewicz, przyjęty przez Radę Miejską, ponownie obowiązują bonifikaty na ich sprzedaż na rzecz najemców.

Na przydział mieszkania komunalnego oczekiwało na koniec roku 2016 złożono 62 wnioski. Prognoza mówi, że do końca 2018 roku możemy oczekiwać 70 wniosków. Sytuacja może ulec poprawie w związku z planowanym remontem budynku po byłym internacie oraz po ALK (ul. Starogórska), gdzie mają być utworzone mieszkania.

W górowskim żłobku przebywało 30 pociech, ale w roku 2018 liczba miejsc w żłobku ma wynieść 105. W roku 2016 2 maluchów nie otrzymało miejsca w żłobku z powodu braku w nim miejsc.

W przedszkolach na terenie naszej gminy mamy 642 miejsca. Ilość miejsc w przedszkolach ma wzrosnąć w 2018 roku do 717. W roku 2014 pomimo złożenia wniosku 27 milusińskich do przedszkola się nie dostało z braku miejsc. Rok później odmów nie było, ale w roku 2016 ponownie musiano odmówić 26 maluchom. Powód – brak miejsc.

Z powodu ubóstwa OPS w roku 2016 udzielił pomocy i wsparcia 915 rodzinom, które łącznie liczyły 2293 osoby. W stosunku do roku 2014 widać istotny spadek osób i rodzin zmuszonych do korzystania z pomocy OPS. W roku 2014 z powodu ubóstwa OPS udzielił pomocy i wsparcia 989 rodzinom, w których żyło 2293 osoby.

Z powodu bezrobocia OPS w roku 2014 pomógł 848 rodzinom (2311 osób). Dwa lata później 737 rodzin (1841 osób).

W OPS – e zatrudnionych jest 60 osób. Kadrę kierowniczą stanowią 2 osoby. Pracowników socjalnych jest 14, z których 10 ma wykształcenie wyższe a 4 średnie. Pozostałych pracowników jest 44, z których wykształcenie wyższe ma 11 osób, średnie 21 a inne 12 pracowników.

Budżet OPS – u w roku 2014 wynosił 18.553.918 zł. Dwa lata później 19.803.520 zł. Prognoza na lata 2017 i 2018 zakłada wzrost budżetu do poziomu 20.794.280 zł. Pamiętać trzeba o tym, że całkowity koszt funkcjonowania OPS – u wyniósł w roku 2016 1.227.753 zł., tj. 6,2% środków całości budżetu tej jednostki. W stosunku do liczby mieszkańców naszej gminy aż 13% zmuszonych jest przez różne okoliczności życiowe do korzystania z pomocy tej jednostki. Inaczej mówiąc na 1000 mieszkańców gminy 130 ko9rzysta z usług OPS – u.

Pamiętać należy,  że w budżecie naszej gminy w roku 2016 pomoc społeczna stanowiła 34,93% budżetu. Jest to największa grupa po stronie wydatków w budżecie naszej gminy.

I wydaje się, że to bardzo długo się nie zmieni. Najbardziej boleją nad tym darwiniści społeczni.

wtorek, 16 maja 2017

Dwa kaganki

Proces ostatnio miałem. Karny. Coś na początku kwietnia. Przed sądem w Głogowie. Pozwał mnie nauczyciel wiejski mgr Kamil Kutny, osoba szerzej Państwu nieznana. Z tego powodu nie powinni Państwo czynić sobie wyrzutów, gdyż zaiste nie ma o co. Przypomnę tylko, by być w zgodzie z matką Historią, że owa mało znana osoba raczyła startować w wyborach uzupełniających do Rady Miejskiej, ale nie zyskała akceptacji wyborców. Wydaje mi się, iż źródeł jego sromotnej klęski wyborczej należy upatrywać w owej anonimowości oraz pewnej intelektualne nieporadności. I na tym skończmy fragment posta poświęconego przegranemu w wyborach magistrowi.

Otóż magister ów zażądał dla mnie kary w postaci nawiązki na PCK w kwocie 10.000 zł., co wprawiło mnie w śmiech porównywalny do tego, jaki wzbudza we mnie polityk mówiący o uczciwości. Zarżałem zatem niczym „Łysek z pokładu Idy”, czym zmęczyłem się jak „Nasza szkapa”.

O co magistrowi chodziło? – spytają Państwo. Przegrany w wyborach na radnego magister oskarżył mnie o czyny tak niecne, jakie popełnić mogła tylko niecna w każdym calu Kanalia, jaką niewątpliwie byłem, jestem i będę o czym solennie Państwa zapewniam.

W pozwie mój sromotnie przegrany w wyborach rywal stwierdził, że został przeze mnie „poniżony” pisząc na swoim blogu, iż pełni on „zaszczytną funkcję nauczyciela wiejskiego. Dodatkowo przegrany kandydat miał mi za złe stwierdzenie o „złym doświadczeniu z podstawówki” oraz za zwrot „wstręt do woźnych.” Ponadto w pozwie przeczytać można było, że zarzuciłem mu rzekomo plagiat, którym miała być jego praca magisterska. Te swoje żale, bóle i nadmiar żółci wątrobianej dostojny oskarżyciel prywatny, czyli szerzej nieznany magister, podsumował zdaniem stwierdzającym, iż „poniżyłem go w oczach opinii publicznej.”

W toku przewodu sądowego szerzej nieznany magister i oskarżyciel prywatny nie potrafił w sposób przekonywujący udowodnić Kanalii jego niecnych zamiarów, które miały się rzekomo kryć za tymi jak najbardziej niewinnymi sformułowaniami, pełnymi przecież niewymownej słodyczy, wdzięku, lekkości i pełnych poezji wprost nieziemskiej. To była czysta liryka po prostu.

I tak wstrętna i przebrzydła ze wszech miar Kanalia przytoczyła bohaterkę z „Siłaczki” Stefana Żeromskiego, gdzie bohaterką jest właśnie „wiejska nauczycielka”. Kanalia wspomniała również o „Konopielce” oraz przed oblicze wysokiego sądu przedłożyła artykuł prasowy zatytułowany: :Nauczyciel wiejski sypiał z uczennicą”. Te niepodważalne dowody świadczyć maiły o tym, że zwrot: „nauczyciel wiejski” jest zwrotem obiegowym, funkcjonującym w literaturze oraz prasie.

W kwestii „złego doświadczenie z podstawówki” oraz „wstrętu do woźnych” tenże niecny Kanalia przypomniał oskarżycielowi prywatnemu, czyli niespełnionemu radnemu, że zna go od gimnazjum. I to dość dobrze! Wspominając lata spędzone w murach szkoły oskarżyciel prywatny i przegrany kandydat na radnego z bólem i żalem wyznał niegdyś Kanalii, doskonałej w swej kanaliowatości, że oberwał ścierką III klasy czystości od woźnej. I tu Kanalia wspomniał o owym incydencie, co sąd wysoki i sprawiedliwy wziął w pełni pod uwagę.

Oskarżyciel prywatny z tytułem magistra nie potrafił również przekonać wysokiego sądu, iż został przeze mnie poniżony w oczach opinii publicznej, dla której przecież jest nieomal zupełnie anonimowy i pozbawiony większego znaczenia w życiu publicznym, na czym życie publiczne, wcale to a wcale, szwanku żadnego nie ponosi.

W kwestii rzekomego popełnienia plagiatu przez pana magistra i niedoszłego radnego w jednej personie, Kanalia odczytał fragment z wpisu na swoim blogu, którym to sam Kanalia, osobiście naciskając klawisze klawiatury, prosił, by nie przypisywać magistrowi plagiatu z Mistrza Żłobińskiego, ale wykazywał na dużą zbieżność treści. Styl pracy magisterskiej oskarżyciela prywatnego Kanalii się nie podobał i porównał stylistykę pracy do „wdzięku cepa”. Wysoki sąd wziął pod uwagę argumentację Kanalii pod uwagę i stwierdził, że konstrukcja pracy magisterskiej składa się w przeważającej części z cytatów. Tak jak na polu wyborczym, tak i w tym przypadku magister poległ w starciu z teraz już cnotliwą Kanalią (zdrowie nie te!).

Kanalia w swoim słowie końcowym nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i poprosił o uniewinnienie. Oskarżyciel posiłkowy i przegrany kandydat na radnego Domagał się dla Kanalii wzmiankowanej wcześniej kary.

Sąd wydał wyrok po tygodniu i całkowicie uniewinnił cnotliwą obecnie z musu Kanalię. I tak skończyła się sprawa, która w mojej ocenie jest przykładem sądowego pieniactwa. I w te sposób niosący „kaganek oświaty” magister poparzył się na „kaganku sprawiedliwości”.



czwartek, 11 maja 2017

Służba zdrowia w mgle cz.2

Przedstawiciel „Temedu” dr Tomasz Hurla przypomniał, że z przychodnią w której pracuje NFZ nie zawał kontraktu na świadczenie usług okulistycznych. „Jest gdzieś granica wytrzymałości POZ – ów. Nikt z nami nie rozmawiał i nie rozmawia na temat naszych możliwości a szpitala nie mamy. Trzeba pamiętać, że specjalistka pełni rolę podrzędną wobec POZ – ów. Sytuacja jest krytyczna. Pomyśleć należy o ortopedii, bo trudno jest dla ludzi bez własnego samochodu jechać mając niepełnosprawne kończyny.” Dr Tomasz Hurla raz jeszcze wskazał na zagrożenia wynikające z braku kadry lekarskiej. „Podstawą są lekarze i to jest granica, której nie da się przeskoczyć. Był szpital. Prosperował. Byli w nim lekarze z II stopniem specjalizacji. Dr Hoffman wiedział jak prowadzić szpital i robił to dobrze.”

Dr Edward Szendryk również narzekał na NFZ. W stosunku do „wieczorynki” przypomniał, że lekarze nie chcieli brać tam dyżurów. „Kto pełnił tam dyżury?”- pytał i sam sobie odpowiedział: „ja i dr Kalinowski.” „I co, zapłacili wam?” – zręcznie zadał pytanie dr Hoffman. „Nie zapłacili!” – padła odpowiedź. Sala obrad zapromianiała w uśmiechach.

Dr Edward Szendryk wygłosił również opinię, że szpital przed sprzedażą był wg niego zadłużony na kwotę 700 tys. zł. W tym miejscu muszę Państwu przypomnieć, iż mówca należał do tej grupy radnych trzymających w powicie władzę, która w sposób zupełnie durny rękami i nogami głosowała za sprzedażą szpitala wrocławskiej „bandzie czworga.” Niezbyt zdziwiłam się więc wypowiedzą szanownego doktora, który po prostu szuka alibi dla swego niecnego postępku. I ja mu się wcale nie dziwię, bo to przykro przejść do historii powiatu w roli grabarza szpitala. No, może on grobu dla szpital osobiście nie kopał, ale działkę pod grób pomógł sprzedać.

Ta wypowiedź spotkała się z ripostą dr Stanisława Hoffmana, który poprosił, by: „Bzdur nie opowiadać. Szpital nie był zadłużony a na jego koncie było 300 tys. zł. A to, że rządzący powiatem w głupi sposób regulowali wcześniejsze zadłużenie szpitala, to już całkiem inna sprawa. To była bardzo dobra spółka. Potwierdzenie dobrej kondycji finansowej szpitala można poszukać w sprawozdaniu finansowym, które złożyłem na dzień 17 grudnia 2013 roku w starostwie (dzień podarowania szpitala wrocławskiej „bandzie czworga”). Wypowiedź dr Stanisława Hoffmana nie spotkała się z ripostą zarówno dr Edwarda Szendryka, jak też wspólnika w dzierżawie miejsca pod grób szpitala, będącego na etacie – niepotrzebnie! - „gostka”, który okazał się przegranym kandydatem na burmistrza Wąsosza.

I tu na marginesie drobniutka uwaga. „Gostek” ów cieszy się niepomiernie z zapowiadanej dwu kadencyjności dla burmistrzów. Jak informują mnie zaprzyjaźnione piżmaki, twierdzi on, że teraz wygra wybory, bo Stuczyka już nie będzie. Coś mi się wydaje, że szybciej kulawy wygra maraton dla sprawnych zupełnie niż ów „gostek” wybory na burmistrza. W Wąsoszu chyba jeszcze nie podurnieli!

I druga drobna uwaga. Właściwie pomysł taki mi się nasunął o świcie. Proponuję, by w powiecie ogłosić święto ogólno powiatowe. Skrót: „PDF”. Niech odbywa się corocznie 17 grudnia. „Powiatowy Dzień Frajera” winie mieć komitet honorowy. W jego skład powinni wchodzić osoby, które nas „zbawiły” od szpitala. A lista jest długa! ?Tablicę pamiątkową tubylcy sądzę, że zafundują. A na niej nazwiska tych, którzy tak bezmyślnie gardłowali za „sprzedażą” szpitala i obiecywali cuda na patyku. I oczywiście ich przemarsz po ulicach naszego miasta. Państwo wyobrażają sobie tę „radość” niedoszłych pacjentów? Te okrzyki ku ich czci i chwale? „Entuzjazm” tych wszystkich matek, które by odwiedzić dziecię swe w głogowskim, rawickim, leszczyńskim, wschowskim bądź innym szpitalu, tułać się musiały. Tatusiowe, babcie i dziadkowie zapewne też okrzyków ku czci wiecznej i chwale nieprzemijającej skąpili nie będą. A on? A oni skromnie, oczęta w padół ziemski wbite, wzruszeni niepomiernie na osiołkach maści sino – blady żółto – koperkowy – róż przemierzać będą ulice naszego zacnego grodu, by pochód swój zakończyć przed ruinami tego, co niegdyś było naszym wspólnym dobrem, któremu niejeden zdrowie a i życie zawdzięcza. Szpital w stanie obecnym jest bowiem żywym dowodem na to, ja niewielu może zaszkodzić tak wielu.

Dr Andrzej Parzonka stwierdził, że gdyby pojawiła się szansa na otwarcie choćby jakiejś namiastki szpitala, to: „każdy z nas pomoże. Taka jest nasza wola. Wszystko jednak zależy od samorządów.”

Dr Tomasz Hurla przypomniał, że dotąd władze powiatu nigdy nie zorganizowały podobnego spotkania, na którym omawiano by sprawy służby zdrowia. Raz jeszcze podkreślił, że: „górowski szpital był dobry i ktoś go do tego stanu doprowadził. Siedzi on tu na sali. Brak było rozmów z lekarzami. Traktuje się nas podmiotowo.” Równocześnie apelował o to, by nie antagonizować społeczeństwa w kwestii służby zdrowia.

Głos zabrał obywatel Kanalia. Wieść gminna niesie, że wszyscy którzy przyłożyli się do „sprzedaży” szpitala, cieszą się jego niebywałym wprost szacunkiem, najgłębszą miłością i nieziemskim uwielbieniem. Oczywiści w sposób dla niego specyficzny. Potwarcy mówią, że najchętniej podusiłby ich własnymi rączkami, gdyby wiedział że za ten czyn nie dostanie więcej jak lat 3. I to w zawieszeniu. Ale to oczywiste pomówienia. Ogólnie jednak rzecz biorąc osobnik to wredny.

W sposób niewybredny zaatakował Kanalia niespełnionego kandydata na burmistrza Wąsosza. Był na tyle bezczelny, że zapytał go o interwencje z sprawie nieprawidłowego funkcjonowania „wieczorynki”. Niespełniony kandydat na burmistrza Wąsosza (i niech tak pozostanie) tłumaczył, że wysyłano pisma. Tak że obiektywnie rzecz ujmując coś robiono lub usiłowano zrobić. A ten cham patrzy na niego, jakby skalp z jego szlachetnej czaszki zdjąć zamierzał i pali taką gadkę: „Uważajcie, żebyście przepukliny przy tej robocie nie dostali!” Zero szacunku dla naszych powiatowych dobrodziei!

Ale to nie koniec! Potem Kantali obrzydła i przebrzydła mordę swą niewyparzoną wydarł i powiedział, że pomysły władzy powiatowej na funkcjonowanie służby zdrowia wyczerpały się na podarowaniu szpitala wrocławskiej „bandzie czworga.” Ten, który bardzo pragnął być tym, kim nigdy nie będzie, czyli burmistrzem Wąsosza, apelował do Kanalii o zachowani kultury. A ten chamidło nawet nie spojrzał na niego, tylko machnął ręką, jakby od gza złośliwego i upierdliwego się odganiał i warknął: „Zamknij się!” Wypominać zaczął „sprzedaż” szpitala, że wycena szpital dokonana była przez biegłego bez uprawnień. No, to jest zwykłe czepianie się człowieka, który chciał dobrze a wyszło pizdowato (za przeproszeniem!).

Do Kanalii próbował też apelować radny Ryszard Wawer. Prosił on, by już nie mówić o „sprzedaży” szpitala, bo to do niczego nie prowadzi. Taką odmianę „grubej kreski” proponował. A ta żmija, Kanalia znaczy, rzecze na to: „To może jeszcze po orderze im dać? Z buraka?” Takie to cięte i zawzięte na dostojnych przedstawicieli władzy niczego nie ogarniającej. A radny Ryszard Wawer dale apeluje. I zgodnie z założeniami, by zapomnieć raz na zawsze o „sprzedaży” szpitala stwierdza dogłębnie filozoficznie: „Nie rozstrzygniemy czy sprzedaż szpitala była słuszna czy nie. Niech to rozstrzygnie historia” A Kanalia na to: „Historia już rozstrzygnęła kto miał racę!” Bezczelny typ!

A przecież cóż takiego się stało?! Szpital i owszem znikł, ponad 100 osób straciło pracę. I co się stało? Ziemia jak krążyła tak krąży, Słońce wschodzi i zachodzi. A będący na etacie starosty i wicestarosty mają pracę. I już kompletnie nie muszą martwić się o szpital. A korzyść z tego taka, że od trosk szpitalnych ich umysły wolne są a zatem szlachetnych ich oblicz zmarszczki orały nie będą. I lica ich będą równie gładkie jak ich mózgi.

A my musimy władzę naszą uszanować, dbać o nią, chuchać i dmuchać. Bo drugiej takiej w całej Polsce nie ma! A wredna Kanalia pojąć tego nijak nie może. Tfu! Na Kanalię zły urok!


Ciąg dalszy w tym temacie nie nastąpi. 

środa, 10 maja 2017

Służba zdrowia w mgle



Odbyło się dzisiaj posiedzenie Komisji Zdrowia i Opieki Społecznej Rady Powiatu. W sali nr 1 zebrali się członkowie komisji: Teresa Frąckiewicz (przewodnicząca). Kazimierz Bogucki (zastępca), Grzegorz Aleksander Trojanek, Ryszard Wawer.

Gościnie w spotkaniu uczestniczyli radni powiatowi: Mirosław Żłobiński oraz Michał Krochta. Dojrzałem również trzy pracownice naszego niegdyś szpitala oraz Kanalię.
W spotkaniu uczestniczył także Marcin Krzyżanowski, przedstawiciel wojewody dolnośląskiego i równocześnie członek Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego, w której jest członkiem zespołu ds. zdrowia.

W spotkaniu wzięli udział również właściciele prywatnych przychodni z terenu powiatu. Obecni byli dr Stanisław Hoffmann („Pharma – Medica”), dr Andrzej Parzonka („Medicor” w Górze oraz Niechlowie), Edward Szendryk („Amicus”), dr Grażyna Zygan – Zeid („Vis – Med” Wąsosz), Tomasz Hurla (przedstawiciel „Temedu”), dr Jacek Chmielewski („Praktyka Lekarzy Rodzinnych”).

Tak więc na posiedzenie przybyli ci wszyscy, od których realnie zależy nasze zdrowie i często życie. To na tych przychodniach ciąży obowiązek zapewnienia nam wszystkim podstawowej i specjalistycznej opieki zdrowotnej na terenie naszego powiatu. Celem spotkania było wyjaśnienie sytuacji opieki zdrowotnej na terenie powiatu w sytuacji, gdy na skutek idiotycznej decyzji m.in. obecnego starosty i wicestarosty sprezentowano szpital „bandzie czworga” z Wrocławia. Nazwisk obu tych „reformatorów” wymieniał nie będę, bo zbyt duży to dla nich zaszczyt.

Trzeba Państwu przypomnieć, iż Komisja Zdrowia Rady Powiatu przez okres ok. 2 lat nie istniała. Rządzący, których nazwiska wymieniał nie będę, by nie plugawić tekstu nazwiskami tak nieistotnymi, nic nie znaczącymi, pozbawionymi jakiegokolwiek powabu czy waloru, nie byli zainteresowani jej powołaniem. Bo po co? Wszak wiadomo, że jak ichmoście syte, zdrowe i z siebie zadowolone (jeden dobry Bóg wie z czego?!), to wszystko jest w „porzo”. Ot, mają mospanki takie niczym nieuzasadnione poczucie własnej, wydumanej w „makówkach” wartości.

Prowadząca obrady radna Teresa Frąckiewicz poprosiła będącego na etacie wicestarosty „gostka”, w mojej ocenie człowieka bez właściwości i – na szczęście! – niespełnionego kandydata na burmistrza Wąsosza, by ten raczył coś powiedzieć na temat przyszłości budynku po szpitalu, do którego podarowania wrocławskiej „bandzie czworga” tak walnie i znakomicie się przyczynił. „Gostek” ów wspinając się na bardzo niskie szczyty swej elokwencji wydukać raczył kilka zdań. A brzmiały one w odniesieniu do przyszłych losów budynku po szpitalu tak: „nic nie mogę powiedzieć”. Tę swoją jasną i klarowną wypowiedź zakończył zdaniem – wytrychem, że trwają sprawy sądowe i nie może przed ich zakończeniem nic więcej powiedzieć. „Odkrywczą” informacją był również ta, iż NFZ ogłosi w czerwcu konkurs na funkcjonowanie tzw. „wieczorynki”, czyli nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, która odbywa się w budynku po byłym już szpitalu, który podarowany został wrocławskiej „bandzie czworga”. „Odkrywczość” tej informacji z dala już zalatywała pleśnią, gdyż każdy kto jest bardziej ogarnięty w temacie kontraktowania przez NFZ usług medycznych wie, że kontrakt zawiera się od 1 styczna na pół roku. Jak ów „gostek” wyliczy to bez pomocy kalkulatora? Tego nie wiem! Zaryzykuję tezę, że umie liczyć na palcach. Obym się nie zbłaźnił!

Ponadto „gostek” ów, będący na etacie wicestarosty (całkowicie niepotrzebnie!), w porywie swojej niepohamowanej elokwencji zdradził, że podczas czerwcowej sesji Rady Powiatu będzie” „pełna informacja na temat służby zdrowia”. Drżyjcie narody!

Radny Grzegorz Aleksander Trojanek dość ironicznie przeprosił za brak na sali obrad osób z NFZ, które mogłyby wyjaśnić problem funkcjonowania służby zdrowia po reformie Konstantego Radziwiłła. „Jest tylko 1 osoba w NFZ, która się na tym zna?” – pytał retorycznie radny. I kontynuował zwracając się do właścicieli i reprezentantów przychodni: „Mnie interesuje czy macie Państwo problemy z NFZ? Interesuje mnie też zagadnienie poszerzenia działalności przychodni. Ludzie utyskują na poziom usług medycznych.”

Radny Kazimierz Bogucki stwierdził, że celem spotkania jest: „uaktualnienie problemów nękających miejscową służbę zdrowia oraz dowiedzenie się co dzieje się w szpitalu. Na przykład czy jest prawdą, że górowski ZOL ma być przeniesiony do Głogowa”. Osoba będąca na etacie wicestarosty nic na ten temat nie umiała powiedzieć, bo skończyła się u niej erupcja krasomówstwa przeznaczona dla ubogo wyposażonych w rozum.

Dr Stanisław Hoffman w swoim wystąpieniu stwierdził, że w związku z planowaną reformą służby zdrowia pod wielkim znakiem zapytania stoją losy diagnostyki oraz szybkiej pomocy. Nawiązując do górowskiej „wieczorynki” dr Stanisław Hoffman zadał pytanie: „Czy tam jest lekarz?” Przy okazji stwierdził, iż w szpitalu we Wschowie ok. 50% pacjentów jest z Góry. „Lekarska kadra również. Nie jest łatwo odtworzyć szpital, gdyż brakuje kadry. Lekarze pracujący niegdyś w górowskim szpitalu pozawierali wieloletnie kontrakty i poustawiali się gdzie indziej. Sprzedając szpital władza wystąpiła przeciwko własnym obywatelom. Wiadomo było, że kupujący to była szajka złodziejska. A był pomysł połączenie szpitala w Górze ze szpitalem we Wschowie. Trzeba poprawić nocną i świąteczną opiekę na „wieczorynce”. Tam musi się coś dziać!”

Właściciel przychodni „Medicor” Andrzej Parzonka trzeźwo stwierdził: „My niczego nie wymyślimy.” Przypomniał, iż NFZ zaproponował niegdyś Górze utworzenie oddziału neurologicznego, który miałby obsługiwać również powiaty głogowski i polkowicki. Była to rzecz nie do realizacji. „Rozeznanie potrzeb na usługi medyczne leży po stronie powiatu i to Państwo jako Komisja Zdrowia powinni to uczynić.”

Przedstawiciel „Temedu” dr Tomasz Hurla w swoim wystąpieniu nawiązał do braków w naszym kraju kadry lekarskiej. „Nie ma kto pracować. Wzrastają wymogi NFZ. Dr Hoffman dźwignął ten szpital. My lekarze między sobą współpracujemy.” Dalej podał przykład ze swojej specjalności – audiologii, która zajmuje się leczeniem zaburzeń słuchu. I tak kontrakt na audiologię wynosi 9 tys. zł. Sprzęt z niższej półki do badań przesiewowych ok. 50 di 60 tys. Lepszy ponad 100 tys. A jako audiolog dr Tomasz Hurla przyjmował pacjentów z Wrocławia i Legnicy, gdy tam w poradniach audiologicznych nie było już przyjęć na NFZ. „Problem więc jest podejście NFZ do wyceny świadczeń” – taki pogląd wyraził dr Tomasz Hurla. „Podstawowa opieka zdrowotna jest przeciążona. Przy plano0wanej reformie służby zdrowia lekarze POZ są pomijani. Nikt ich nie pyta o zdanie a na lekarzy rodzinnych spaść ma o wiele więcej obowiązków. Do konkursów ogłaszanych przez NFZ staniemy w takim stopniu jak możemy. W Górze rentgen jeszcze jest, ale ma go nie być. I co wówczas będzie?”

Następnie dr Tomasz Hurla opowiedział o historii z karetką. Pacjent w „Temidzie” stracił przytomność i rzecz cała była bardzo groźna. Doszło do reanimacji. Wezwano karetkę. Ta przybyła i lekarz z pogotowia stwierdził, że skoro funkcje życie pacjentowi przywrócono, to nie ma potrzeby przewiezienia go do szpitala. „Wskrzeszenie szpitala to sciense fiction. Brak kadry. Lekarze – rezydenci nie przyjdą pracować za 2,5 tys. na rękę. Dodatkowo obecna sytuacja w służbie zdrowia nie zachęca do inwestowania w sprzęt, bo jest niestabilna. To jest cienki lód. Brakuje wytycznych NFZ w sprawie wymagań, jakie przechodnie muszą spełniać, by sprostać wymaganiom konkursowym. NFZ wciąż nas zaskakuje, bo nie znamy jego oczekiwań.”

Dr Stanisław Hoffman poparł przedmówcę i stwierdził, iż rzeczywiście „nie mamy odwagi inwestować, bo panuje niepewność na przyszłość związana z planowaną reformą.” Odnosząc się do przychodni działających w budynku dogorywającego szpitala oświadczył: „Te dwie poradnie nie świadczą usług.”

Uwaga dr Stanisława Hoffmana nie spotkała się z odzewem wybitnego znawcy służby zdrowia, zatrudnionego na etacie wicestarosty „gostka”, który zna się na korzystnym zbyciu szpitala, ale tylko dla jednej strony. Być może osobnik ów ma problemy ze słuchem i tu rosiłbym dr Tomasza Hurmę, by zrobił mu badanie przesiewowe, wykorzystał jako kabinę ciszy obumarły szpital. Może temu „gostkowi” wróci słuch a wraz z nim wrażliwość społeczna.

C.d.n.