środa, 31 stycznia 2018

Pierwszy krok

Coś drgnęło w naszej gminie w kwestii problemu smogu, z którym przyszło nam żyć. W sposób szczególny narażone na działanie smogu są osoby z chorobami układu oddechowego, astmą, alergią. Smog jest groźny dla kobiet w ciąży, dzieci oraz osób starszych.

Pogorszenie jakości powietrza zwiększa ilość przypadków chronicznego kaszlu, przewlekłego zapalenia oskrzeli, niewydolności płuc, astmy i innych schorzeń. Smog coraz częściej odpowiada za występowanie nowotworów złośliwych, np. osoby, które nigdy nie paliły papierosów zapadają na raka płuc. Stoi on za zaburzeniami w funkcjonowaniu układu krążenia, przyczynia się do zawałów, czy wylewów.
Bardzo mocno dotyka dzieci. Dzieci, których matki w czasie ciąży narażone były na smog, wypadają gorzej w testach inteligencji, mają problemy z pamięcią i koncentracją, wyższy poziom niepokoju i częściej wykazują zachowania depresyjne.

Dlatego warto pochwalić inicjatywę grupy rodziców, których pociechy uczęszczają do przedszkola przy ulicy Żeromskiego, którzy złożyli się na zakup urządzenia do oczyszczania powietrza w salce, gdzie przebywają ich radości życia. Koszt niewielki, ale zysk dla ich pociech może być nie do przecenienia. Ongiś, gdy miałem dostęp do przyczyn zgonów mieszkańców naszej gminy z przerażeniem zauważyłem, iż ok. 50% przyczyn zejść stanowią ogólnie pojęte choroby układu krążenia. Tak działa cichy zabójca smog.

Toteż cieszyć się wypada, że Rada Miejska zatwierdziła uchwałę, która ma na celu: „udzielania dotacji celowych na wymianę źródeł ciepła w celu ograniczenia emisji zanieczyszczeń do powietrza na terenie Gminy Góra.” Treść uchwały dostępna jest na internetowej stronie gminy. Dotarcie do treści uchwały może nastręczyć trochę problemów, bo jest nieco zawiłe. Należy na stronie głównej kliknąć na „ochronę środowiska” (lewa strona strony) i tam znajdziemy dokument: „Zasady udzielania dotacji celowych na wymianę źródeł ciepła w celu ograniczenia emisji zanieczyszczeń do powietrza na terenie Gminy Góra.”

Wnioski będzie można składać na przełomie marca i kwietnia. Do tego czasu wszyscy zainteresowani będą mieli czas, by skompletować wymagane papierki. Daj im Boże zdrowia!

Nasza gmina w budżecie na ten rok przeznaczyła na ten cel 150.000 zł. Środki przeznaczone na udzielenie dotacji z budżetu gminy pochodzić będą z pożyczki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej we Wrocławiu. To korzystna pożyczka, bo minimalnie oprocentowana. Akcję walki ze smogiem na terenie naszego województwa zainicjował sejmik województwa dolnośląskiego, który pod koniec ubiegłego roku podjął jednogłośnie „uchwałę antysmogową”. Zakłada ona m.in., że w całym województwie, w tym we Wrocławiu, już od tego roku nie będzie można palić najbardziej trującymi rodzajami węgla, w tym odpadami węglowymi, flotokoncentratami, mułem czy węglem brunatnym.

Wojewódzki fundusz ochrony środowiska ma 50 mln zł na wymianę pieców, są też fundusze unijne. Gmina założyła dofinansowanie, w postaci dotacji celowej: „na każdy lokal mieszkalny, budynek jednorodzinny lub kotłownię (w przypadku kotłowni wspólnej), tzn. właściciel kilku nieruchomości w przypadku chęci objęcia ich dofinansowaniem, składa wniosek dla każdej nieruchomości oddzielnie (obowiązuje zasada: jedna nieruchomość – jeden wniosek).”

Dotacja będzie skierowana do tych, którzy zdecydują się na wymianę. połączoną z likwidacją wszystkich dotychczasowych źródeł ciepła zasilanych paliwami stałymi lub biomasą, na nowoczesne źródła ciepła: kotły gazowe, kotły na olej lekki opałowy oraz piece zasilane prądem elektrycznym, kotły na paliwa stałe lub biomasę charakteryzujące się parametrami co najmniej jak dla kotłów 5 klasy, włączenie do sieci cieplnych, Odnawialne Źródła Energii ( pompy ciepła, kolektory słoneczne, ogniwa fotowoltaiczne, przydomowe elektrownie wiatrowe).

Każdy starający się o dotację może uzyskać ją do wysokości 50% kosztów kwalifikowanych udokumentowanych fakturami lub rachunkami. Nie może być to jednak więcej niż 7000 zł. w dla domu jednorodzinnego. Natomiast dla mieszkania w bloku wielorodzinnym nie więcej niż 3500 zł. Gdy starający się o dotację mieszka w budynku wielorodzinnym, gdzie funkcjonuje kotłownia limit kosztów kwalifikowanych dla takiej instalacji określony będzie, jako iloczyn liczby obsługiwanych mieszkań i kwoty i nie może przekroczyć 2000 zł.

W uchwale Rady Miejskiej znajdują się również wyjaśnienia dotyczące kosztów kwalifikowanych i niekwalifikowanych oraz opisany jest tryb jej udzielania.  W „Załączniku” do uchwały zawory jest  „Wniosek” o jej udzielenie (stron 3; daj Boże zdrowia!).


Śledząc burzliwe dyskusje na temat walki ze smogiem zauważyłem, iż fachowcy w tej dziedzinie uważają nieomal zgodnie, że najskuteczniejszym sposobem jego zwalczania jest podłączanie pożądających ciepła do ciepłowni miejskich na koszt państwa lub samorządu. Jeśli tego nie zrobimy, problemu nie rozwiążemy. Będziemy udawali, że ze smogiem walczymy a on będzie ludzi kosił niczym kosiarz łany zbóż, ku uciesze zakładów pogrzebowych. 

wtorek, 30 stycznia 2018

Zapomniany reportaż

Któregoś dnia – w ubiegłym roku – przybyłem do swojego matecznika (Biblioteki Pedagogicznej) przedwcześnie. Kilka minut dzieliło mnie od tego otwarcia tego przybytku wiedzy wszelakiej ułożonej w ładzie i składzie na półkach. Z nudów więc zerknąłem okiem na półkę, gdzie wykłada się książki wycofane z obiegu czytelniczego. Z miłym zdziwieniem zobaczyłem numer „Miesięcznika literackiego”, które to pismo czytywałem w swoich latach młodzieńczych. Otworzyłem metodą „chybił – trafił”, zapuściłem „żurawia” w tekst i … oniemiałem. Przed sobą miałem reportaż o naszym mieście napisany wiosną 1967 r. Rzec można, że trafił mi się „biały kruk”. Dodam, że miesięcznik nie ma stempla BP a więc przyniósł go tam jakiś górowianin/góro wianka. W# ten sposób o0celiła reportaż sprzed 51 lat od zapomnienia.
 Nie ukrywam, że już pierwsze zdania reportażu Tadeusza Strumpffa, wieloletniego szefa działu reportażu „Współczesności” i „Literatury”, łzy stanęły mi w oczach. Autor pisał w tych zdaniach o mojej sąsiadce, pani Dowgajłowej, z którą sąsiadowaliśmy wówczas przez ścianę. Dodatkowo znajomość mojej rodziny z panią Dowgajło datowała się z czasów wileńskich. Ja w roku 1967 byłem 9. letnim już wówczas wrednym szkrabem.
 A więc przywróćmy pamięci rok 1967 górowianom. Przypomnijmy sobie jak wyglądała Góra i czym żyli górowianie. Reportaż nosi tytuł: „Planuje się zakup 2000 róż.”
 Jak się żyje w Górze? Każdy jest skory do komentarza. Sobota. U wdowy Dowgajło, w nowym . budownictwie przy Rynku (pl. B. Chrobrego 21/7, pokój z kuchnią i łazienka, II piętro – przyp. moje), huczne żegnanie. Z Warszawy brat, Z Kołobrzegu siostra, z Góry przyjaciele. Już czeka wagon, cały wagon, którym wdowa i jej dobytek odjadą za dwie doby do Wilna. Wróci więc wdowa Dowgajło, skąd przybyła lat temu dwadzieścia i jeden. Z drugą siostrą odbędzie wiek podeszły, a mąż już tu zostanie, pod bogatym kamieniem nagrobnym: Co mię spotkało to was nie minie (Ja jestem w domu a wy w gościnie; za sąsiada mając mały nagrobek: Zgasłeś nam synku w maleńkim wieku/Z tobą szczęście uleciało/Tylko boleść i łza w oku/nam po tobie pozostało. Jak się żyje w Górze? Nie. Jak się będzie żyło w Wilnie.”

Przypomnienie moje. Pani Dowgajłowa miała siostrę w Wilnie, z którą zamieszkała po powrocie do tego miasta. Rodzeństwo mieszkało w niewielkim domku, który przylegał do muru cmentarza na Rossach. W latach 70., gdy jeździłem tam z rodziną odwiedzaliśmy obie panie. Zmarły pod koniec lat 80.

 „Jeszcze koniaczek, jeszcze żubróweczka, a wtedy pani P. z pyskiem do męża: zdradza ją buhaj, choć niemłody; i jak zdradza! Osiemnastce sprokurował bękarta! To tak się żyje w Górze?! Nie tylko w Górze, nie tylko tu. Szkoda, że pani P. nie trzyma nerwów na wodzy; spokój dziś tak potrzebny wdowie Dowgajło, gdy z Górą żegna się na zawsze. Czy jej nie żal? Słychać dumkę ukraińską, potem brat wypełnia kieliszki miodem.

Każdy jest skory do wynurzeń. W Ratuszowej (mieściła się wówczas na dzisiejszym deptaku, funkcjonowała na parterze i I piętrze, gdzie bywali tzw. „lepsi goście” – przyp. moje), przy stoliku kiwa się pan Władzio, malarz prywatny. Jak ma pieniążki, to ma kolegów; dziś jest sam. Prawdę powie o tym, jak się żyje w Górze. Prawdę obiektywną, bo nie zadarł z nikim, a już z milicją to naprawdę ma dobre ustosunkowanie; żona pracowała na Komendzie, zanim przed laty czterema nie oddał jej, nieodżałowanej – ziemi. Boże tak młodą mi ją zabrałeś/Bądź wola twoja/kiedy tak chciałeś. Za późno zamknęła szyber, już nigdy nie ożeni się Władzio, ur. 1921. Rodzice na cmentarzu w Trokach; siostra, co tu z nim w Górze była, do drugiej siostry pojechała do Australii. Sam jest jak ten pajac, smutne ma życie, tyle, co tego piwka wychyli. Siódmy kufel, panno Jadziusiu!

 Jak się żyje w Górze? Żyje się, nie powiem; przewodniczący Szczygieł też tu od początków, człowiek obrotny, uczciwy, zmienia, ile może. A tak w ogóle? A tak w ogóle - wciąż mało sprawiedliwości dla prostego człowieka. Nie żeby jakieś konkrety, bo teraz niebo a ziemia, jak porównać do lat temu dziesięć chociażby. Ze wszystkim lepiej, dostatniej; z władzą bliżej, mniej obco; ale tak w ogóle – tak w ogóle, to człowiek prosty wciąż szuka sprawiedliwości, która dla niego, dla niego właśnie ma być u nas na odległość ręki. Załatwić byle co – tak trudno; tak trudno ludziom mało piśmiennym, mało znanym, mało wymownym. A to znaczy brak sprawiedliwości, kiedy się z takim człowiekiem nie liczą jak należy.”

Bronisław Szczygieł był wówczas przewodniczącym Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Górze. Nie wiemy skąd do Góry przybył. Wiemy, że był absolwentem Technikum Rolniczego w Bojanowie, zaocznie ukończył prawo na Uniwersytecie Wrocławskim z oceną bardzo dobrą. W niewyjaśnionych okolicznościach utracił funkcję przewodniczącego. Wieść gmina niesie, że powodowane to było konfliktem z ówczesnym I sekretarzem Komitetu Powiatowego PZPR Stefanem Kaługą. Podobno milicjant złapał za kierownicą pijanego sekretarza partii z Wąsosza. By nie wybuchł skandal B. Szczygieł otrzymał od I sekretarza partyjny nakaz utopienia sprawy. B. Szczygieł nie wypełnił tego polecenia i I sekretarz spowodował odwołanie go z pełnionej funkcji. Ponieważ B. Szczygieł był członkiem egzekutywy Komitetu Powiatowego PZPR, a więc „szychą”, dano mu na „otarcie łez” dyrektorowanie w górowskiej mleczarni. W 1975 roku został wicewojewodą leszczyńskim. Zmarł w 1979 roku i pochowany został w Lesznie/ Ludzie, którzy go pamiętają wspominają go dobrze – przyp. moje.

 „Wiele by o tym prawdy obiektywnej (bo z nikim w zwadzie nie jest) mógł Władzio rzec, ale nie może; na szczegół, na obraz, na konkret zdobywa się wtedy tylko, gdy wraca do pradziejów: do młodości zabranej jemu przez szwabskie dur – aluminium, do owej drogi Eisenach – Warszawa – Białystok – Góra, do roku czterdziestego szóstego; jakby czas późniejszy nie wart był już pamięci, jakby ten czas zwolnił, rozrzedził się i utracił walor wszelaki.

 Więc jakby wczoraj to było, przypomina Władzio swą partyzantkę spod Troków i swoje nieszczęsne aresztowanie, po którym szwab odebrał zdrowie w dur – aluminiowych zakładach wojennych. Nie lubi Władzio Rosjan, nie cierpi Niemców, gardzi Amerykańcami, co go przecież wyzwolili; ci wysportowani, boks kochający (Władzio pozoruje postawę). W przejściowym obozie naraził się Jankesowi, tamten go prawym sierpem w nos, wtedy Władzio za krzesło i Jankesa w głowę; trzy miesiące pokutował. Amerykaniec dumny jest i za nic ma inne narodowości; dlatego Władzio odmówił siostrze, która go do Australii prosiła. Że w Australii nie ma Amerykańców? Wszędzie t a m są jacyś Jankesi.

Chciał Władzio wracać do Wilna, wtedy w czterdziestym szóstym. Dotarł, przez Warszawę do Białegostoku (na dachach pociągów jeździł, western by z tego był: jak go na dachu ludzie w polsko – żołnierskich mundurach agitowali, żeby do lasu z nimi szedł, bo akurat leśny oddział tworzyli a tu nagle obława na nich poszła, p r a w d z i w i po dachach skakali, więc Władzia cudem tylko kula minęła niejedna). A w Białymstoku, na stacji jakaś do niego kobieta: Pan mnie, panie Władysławie, nie poznaje? Kowalowa jestem, Kraśniewska.

 Znał, ale nie poznawał. On z najgorszych we wsi biedaków, a ona Kowalowa, piękna i bogata, która – do dziś go to dziwi – p a n i e Władysławie do niego rzekła, I ucałowała, i do siebie zawiodła (po drodze buty wysokie zamieniła na dwa litry bimbru). Wieczora i nocy nie pamięta, zbudził się rankiem, dowiedział się od Kraśniewskiej, że sistra jest w Górowie, a z jego partyzanckiej grupy – szóstki jeden tylko, prócz niego, ocalał.

 W Warszawie, w PUR – ze (na Mokotowskiej, pamięta) cukier z wozu pomagał nosić, za co z ochotą dali mu bilet do Górowa, bo tak wówczas Górę zwano, a tam znalazł siostrę i mnóstwo ludzi z Wilna, z Trok i okolic, którzy to ludzie swój byt zaczynali w miasteczku nietkniętym przez prawie przez wojnę (a co spłonęło, to z winy ognisk ulicznych przez wojsko rozniecanych).

Ma Władzio za sobą staż paroletni mechanika – kierowcy w Straży Pożarnej, ale potem, po śmierci żony, uniezależnił się, powiada, i malarzem prywatnym został. Dobrym malarzem, szybkim, obiadami i wódką częstowanym. Ma pieniążki – ma kolegów; nie ma pieniążków – sam jak pajac, przy piwku. Nawet do cechu nie przystąpił. Po co? Starość, renta? On nie dożyje starości. N i k t nie dożyje. Wszystkich nas bomba atomowa zmiecie, przypomni pan moje słowa za daleko już to wszystko zaszło.”

Koniec części pierwszej.

piątek, 26 stycznia 2018

Nagrodzili fikcję

22 stycznia Komisja Kultury, Oświaty i Spraw Socjalnych Rady Miejskiej zebrała się, co jest niezwykle rzadkim zjawiskiem, by przede wszystkim ocenić prace magisterskie, których tematyka – mówiąc najogólniej – dotyczy naszej gminy.

W ubiegłym roku nadesłano tylko 1 pracę. Tematu nie pomnę, ale nagrodę dostała. Do dnia dzisiejszego nie mam pojęcia za co. Musiała być „wybitna” inaczej, bo nawet nie pomnę o czym była.

W tym roku rzadko zbierająca się ww. komisja, której przyszło być mi członkiem, miała do wyboru 3 prace.

Martyna Borawska była autorką pracy pt.: „Park edukacji ekologicznej z przystanią kajakową w Ryczeniu nad Baryczą.” Olga Andrychowska zgłosiła pracę zatytułowaną: „Gmina jako podatnik podatku od towarów i usług na przykładzie gminy Góra.” Trzecia praca magisterska nosiła tytuł: „Analiza aktywności fizycznej Uniwersytetu Trzeciego Wieku w powiecie górowskim.”

Dyskusję nad nadesłanymi pracami rozpoczął radny Wacław Grzebieluch. Szanowany górowianin z wyboru stwierdził, że: „prace magisterskie są piękne” (tu zabrakło mi nieco oddechu) i jednocześnie wyszedł z szalenie interesującą propozycją, by niejako zamówić na przyszły rok pracę, w której zbadano by poziom poczucia bezpieczeństwa mieszkańców naszej gminy. Szanowny pan Wacław uzasadnił w sposób logiczny i w pełni przekonujący swój wniosek. Stwierdził, że: „Nieodpowiedzialne pozbycie się szpitala i w efekcie tego jego likwidacja, mają wpływa na poczucie bezpieczeństwa mieszkańców gminy.” Przypomniał, że w przeszłości narzekano na szpital, ale z chwilą jego likwidacji mieszkańcy zauważyli jego stratę.” Odnosząc się do ocenianych prac radny Wacław Grzebieluch stwierdził, że podoba mu się praca Martyny Borawskiej. Swój wybór uzasadnił wizją nakreśloną w pracy.

Poprosiłem o głos i stwierdziłem m.in., że pracę Martyny Borawskiej można zakwalifikować do gatunku science fiction. Otóż problem  tej pracy polega na tym, iż postronny uczestnik czytając tytuł może odnieść zupełnie fałszywe wrażenie, iż coś co opisano w pracy w Ryczeniu rzeczywiście istniej!
W jednym z fragmentów pracy wyczytałem, że w istniejącej tam restauracji (czas teraźniejszy!) mogą jednorazowo spożywać i zapijać (dla zdrowotności!) aż 52 osoby! Dodatkowo ta wizja, która nigdy nie doczeka się realizacji, zakład budowę tam jeszcze 13 domków! Problem z tym, że nie bardzo jest je tam gdzie „upchnąć”. Dodatkowe wizje to wieże widokowe a miejscowym planie zagospodarowania jest uwagą, że w tej części nie można nic budowa. Jednym słowem czysta fantazja i pobożne życzenia. Ponieważ pracę tę miałem możliwość przestudiować 3 dni przed rzadkim posiedzeniem gremium, toteż udało mi się ustalić, że bazuje ona na starym projekcie, do którego dołączono wstawki, np. w postaci wieży widokowej istniejącej w Tychach. Do pracy załączone były tabelki, w których np. wymieniano materiały budowlane użyte przy budowie ośrodka. Po co? Na co? Grubiej było, i owszem, ale mało nieciekawie.

Druga praca poświęcona została naszej gminie, która uiszcza – tak jak wszystkie polskie gminy i nie tylko - podatek od towarów i usług, zwany pospolicie VAT – em. Praca stanowi kompilację przepisów podatkowych dotyczących gminy – każdej gminy - , do których włączono dodatek „gmina Góra”. Praca ma charakter wybitnie odtwórczy, tak jak wcześniej omawiana praca. Dobre to dla księgowych, ale czytać się tego nie da.

Trzecie praca została podczas przeglądania początkowo – mówię to ze wstydem – całkowicie przeze mnie zdyskwalifikowana. Rzuciłem początkowo okiem swym prześlicznymi oczętami na tytuł i stwierdziłem że ten „naleśnik” nie zasługuje na moją uwagę. Zaglądnąć jednak musiałem, bo jak głosować nie czytając magisterki? Wstyd!
I tu muszę przyznać, że wcale to a wcale niepotrzebnie się do tej pracy ustawiłem w psychicznej kontrze. Okazało się, w trakcie lektury, że i owszem jest to cienka praca jeżeli idzie o ilość stron, ale stanowi „bombę” pod względem zawartości. Praca ma bowiem charakter typowo badawczy. Promotor tej pracy doszedł najwyraźniej do słusznego wniosku, że student ma posługiwać się zdobytą w trakcie studiów wiedzą i wykazać inteligencję przy jej wykorzystaniu. Prace magisterskie – jak wyczytałem z mądrych źródeł – mają dwie części: teoretyczną i badawczą. W przypadku pracy Moniki Dąbrowskiej promotor najwyraźniej zrezygnował z części teoretycznej, która stanowi kompilację cytatów z różnych dzieł naukowych danej dziedziny, na rzecz samodzielnej pracy studentki, w której to części (badawczej) musiała ona wykazać się znajomością materiału przyswojonego podczas studiów.

I pani Monika wzorcowo wprost udowodniła promotorowi, że wiedza i umiejętności nabyte w trakcie studiów w las nie poszły. W pracy tej pani magister zbadała dokładnie osoby uczestniczące w Uniwersytecie Trzeciego Wieku pod różnymi względami. Następnie dokonała matematyczno – statystycznych wyliczeń i operacji. W wyniku przeprowadzonej analizy zebranych danych wysnuła wniosek, że aktywność fizyczna ludzi uczestniczących w zajęciach UTW jest bardzo mała. Udowodniła to w sposób naukowy, nie pozostawiający żadnych złudzeń. Dodatkowo praca ta wymagała ogromu pracy i włożenia w nią całej wiedzy zdobytej podczas studiów.Staranna edycja, przejrzyste wykresy, zestawienia i celne wnioski. Czego można jeszcze chcieć? No, chyba że „wodolejstwa”. A tam tego nie było.

Tu pozwoliłem sobie zauważyć podczas obrad, że praca ta jest dla nas bardzo istotna. Gdyż w świetle prognoz GUS, nasza lokalna społeczność będzie się starzała w „imponującym” (niestety!) tempie. I dla radnych przyszłych, wiedzą ta jest niezbędną, by tak kształtować oblicze naszej gminy, by była ona przyjazna ludziom, którym słońce już tak mocno świeciło nie będzie. Wszak trzeba będzie sfinansować infrastrukturę dla tych ludzi. I o tym trzeba myśleć już teraz. Kierunek utworzenia dziennego domu pobytu dla seniorów w internacie jest w tej sytuacji jak najbardziej zasadny. Ale z biegiem czasu to będzie za mało/

Spośród 10 radnych uczestniczących w posiedzeniu komisji (tu uwaga: uczestniczenie w posiedzeniu komisji nie jest równoznaczne z zabieraniem głosu!) głos w sprawie prac zabrał radny Jerzy Kubicki. Stwierdził, że jemu podoba się praca o Ryczeniu, i że może kiedyś coś takiego tam powstanie.

Więcej uwag nie było. Zarządzono głosowanie. Rozdano kartki, bo głosowanie było tajne (niepomiernie mnie to zdziwiło!) i rozpoczęto wrzucanie kart do urny. Ja tam na oczach pozostałych radnych zakreśliłem krzyżyk przy nazwisku Moniki Dąbrowskiej, bo po co ta tajność? Tym bardziej, że za nagrodzeniem pracy nagrodą główną idą wymierne pieniądze. Publiczne zresztą. Kwota: ok. 2 tys.

Odczytano werdykt. Na 10 radnych 7 zagłosowało za pracą Martyny Borawskiej. W trakcie dalszej dyskusji przyznano jednogłośnie wyróżnienie Monice Dąbrowskiej, które nie wiąże się z żadną gratyfikacją pieniężną.

Później chwilę poświęcono na przyjęcie planu pracy tej komisji na obecny rok. Przewodniczący komisji – Mariusz Dziewic - zaproponował, by popracować nad zmianą regulaminu przyznawania nagród za studencki wysiłek. „Acha! Wyskoczył jak Filip z konopi”! Toż ja rok temu mówiłem, że regulamin należy zmienić, by nagradzać prace, które w sposób istotny wzbogacają wiedzę mieszkańców o ich gminie. I co? Owszem, rok temu mi przytakiwano, ale jakoś nigdy przewodniczący komisji nie doprowadził do spotkania w tej sprawie. Typowy samorządowy leń! Wzór bezsilności. Poprosiłem, by odstąpić od zmian w regulaminie, bo po co narzucać coś nowym?


Na koniec radny Wacław Grzebieluch przypomniał o swojej propozycji, by zaproponować studentom napisanie pracy o poczuciu lub jego braku, wśród mieszkańców gminy w związku z rozjebaniem naszego szpitala. Propozycję przyjęto. Jest więc bardzo fajny temat dla studentów socjologii. Miejmy nadzieję, że ktoś go chwyci i przeniesie na papier. A temat jest fajny, bo prawdy dotyka. „A tylko prawda jest ciekawa.”

Przeszpiegi?

W połowie grudnia 2017 r. do naszej gminy wpłynęło pismo z Legnickiej Strefy Ekonomicznej, z którego treścią i odpowiedzią na nie zapoznacie się Państwo poniżej.

Legnicką Specjalną Strefę Ekonomiczną założono w 1997 r. Ma ona funkcjonować do roku 2026 czyli przez 26 lat. W jaj skład wchodzi `14 podstref (zaczynali od 4). Magnesem, który miał do nich przyciągnąć inwestorów jest pomoc publiczna, która może sięgnąć 45% poniesionych nakładów inwestycyjnych.

Tan magnes w tym przypadku zadziałał, bo w chwili obecnej funkcjonują tam 22 podmioty z Niemiec, 15 z Polski, 4 z USA, po jednej z: Włoch, Hiszpanii, Kanady, Austrii, Szwecji, Japonii, Francji i Holandii. Dzięki tym inwestorom zatrudnienie znalazło tam 18 tys. osób a zakładano zatrudnienie na poziomie 9 tys. W strefie przeważają firmy przemysłu metalowego i motoryzacyjnego. Aż ponad 74% nakładów inwestycyjnych, których łączna wysokość wyniosła LSE ok. 7,5 mld zł., przypada na firmy z Niemiec.

Istniejąca na terenie naszego miasta wałbrzyska podstrefa nie spełniła pokładanych przez władzę i wielu górowian pokładanych w nią nadziei. Niestety, my nie mamy tak dogodnego położenia, jak Legnica: autostrady A4, A8, A18 oraz drogi ekspresowe S3, S5 i S8. I funkcjonującej kolei. Ponadto firmy działające w strefie. Dodatkowo istnie na terenie Legnicy, i w jej pobliżu, 26 szkół zawodowych oraz technicznych plus 8 wyższych uczelni, powoduje nieomal niczym nieograniczony dostęp inwestorów do wysoko kwalifikowanych kadr. By zapewnić sobie dopływ pracowników stworzono 10 klas patronackich szkołach gimnazjalnych i ponad gimnazjalnych. Wiadomo już od czasów Lenina, że kadry decydują o wszystkim.


Czy z pisma LSSE coś wyniknie? Zobaczymy. Czas pokaże.

piątek, 19 stycznia 2018

Przebudują skrzyżowanie

Wszyscy użytkownicy samochodów oraz piesi zauważyli z całą pewnością problemy z przejazdem w pewnych godzinach, które dają się nam we znaki, przy pokonywaniu skrzyżowania dróg wojewódzkich 323 i 324. Idzie tu o zbieg ulic: Podwale, Al. Jagiellonów oraz Dworcowa.

Problem ten wielokrotnie podnoszony był przez mieszkańców, którzy utyskiwali nad nadmiernym, a przez to dokuczliwym, natężeniu ruchu na tej krzyżówce.

Władze gminy zwracały na ten problem uwagę marszałkowi województwa. Jak Państwo zapewne pamiętacie, ponad 2 lata temu zarządzająca drogami wojewódzkim Dolnośląska Służba Dróg i Kolei, przeprowadziła w tym rejonie remont nawierzchni i chodników. Co prawda poprawiło to warunki techniczne dróg i chodników w okolicach tego newralgicznego skrzyżowania, ale nie usunęło bolączki, jaką było wysokie natężenie ruchu.

W 10 maja 2017 r. burmistrz Irena Krzyszkiewicz napisała do marszałka województwa pismo w tej sprawie. Dotyczyło ono „budowy sygnalizacji świetlnej” na tym skrzyżowaniu. 30 czerwca 2017 r. z Urzędu Marszałkowskiego nadeszła odpowiedź. W piśmie tym informowano szefową gminy o krokach podjętych w tej sprawie.

Czytamy tam: „(…) przedstawiciele DSDiK we Wrocławiu przy udziale przedstawiciela Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego przeprowadzili dwie wizje w terenie. Ich celem była ocena warunków geometryczno – ruchowych na ww. skrzyżowaniu oraz pomiary natężenia ruchu.”

Następnie następuje sprawozdanie z oceny wspomnianych warunków: „(…) nie stwierdzono jednoznacznie potrzeby budowy sygnalizacji świetlnej” gdyż: „(…) w obrębie skrzyżowania znajduje się kilka zjazdów” a: „wyposażenie tych zjazdów w sygnalizatory i ich obsługa w ramach pracy sygnalizacji świetlnej byłaby nieefektywna i zwiększałaby koszty jej budowy.” Stwierdzono, że: „Dlatego konieczne jest wykonanie jest dokumentacji, która jednoznacznie określi sposób skomunikowania na tym skrzyżowaniu (niekoniecznie przy zastosowaniu sygnalizacji świetlnej).”

Dalej pismo ma już charakter wspominkowy. Otóż wypomina się nam budowę obwodnicy Góry za kwotę „blisko 37 mln zł. Później następują dobre rady dla szefowej gminy. Proponuje się: „(…) zgłoszenie wykonania dokumentacji oraz wdrożenia przedstawionych w niej rozwiązań na rok 2018 do <Programu infrastruktury drogowej> lub rozważenie możliwości tej dokumentacji w 100% przez Gminę z powierzeniem DSDiK jej wykonania. Podkreślono również, że: „Budowa przedmiotowej sygnalizacji jest możliwa jedynie przy partycypacji Gminy w kosztach oraz deklaracji ponoszenia przez Gminę kosztów utrzymania przedmiotowej sygnalizacji.”

Do pisma dołączona została ocena zasadności budowy sygnalizacji świetlnej. 16 marca 2017 r. przeprowadzono badania dotyczące natężenia ruchu na tym skrzyżowaniu. Konkluzja została sformułowana w iście sofistyczny sposób: „czynniki nie wskazują jednoznacznie ani na konieczność, ani braku potrzeby zainstalowania sygnalizacji świetlnej.”

Podano też koszt sygnalizacji: k. 405 tyś zł brutto (329 tys. netto) oraz szacowane koszty jej utrzymania: 600 zł miesięcznie brutto (7200 zł rocznie). W ocenie DSDiK: „warunki ruchu dla użytkowników drogi na skrzyżowaniu są na dopuszczalnym poziomie pomimo chwilowych na wlocie podporządkowanym (zaobserwowanych tylko w godzinach szczytu). Sygnalizacja świetlna poprawi warunki włączenia się do drogi z pierwszeństwem (DW 324) z DW 323 jednakże, co oczywiste, stanie się to kosztem spadku płynności ruchu na drodze głównej.” Na pocieszenie stwierdzono, że wybudowanie obwodnicy Góry, co ma nastąpić – podobnie w 2019 r – „natężenie ruchu na newralgicznym wlocie DW 323 (jak i na całym skrzyżowaniu) powinno znacząco spaść i w tej sytuacji sygnalizacja świetlna mogłaby okazać się zbyt kosztownym i zbędnym elementem (…).

W efekcie starań ze strony władz gminy DSDiK ogłasza przetarg na wykonanie dokumentacji dla zadania: „Przebudowa skrzyżowania dróg wojewódzkich 323 i 324 w m. Góra.” 28 listopada następuję wyłonienie wykonawcy tego zadania. Wpływa 6 ofert. Zainteresowani wykonaniem projektu deklarują różne kwoty za jej wykonanie: od 174 tys. zł do 342 tys. zł. DSDiK deklarował na wykonanie tego zadania kwotę 50 tys. zł. 20 grudnia wyłoniony zostaje wykonawca. Zostaje nim firma „Biuro Projektów A-PROPOL" sp. z o.o. sp. k. z Gliwic.

Wg wymagań DSDiK drogi na Al. Jagiellonów i Podwalu mają mieć klasę G1/3 a na ul. Dworcowej Z1/2/.. Dwie pierwsze drogi mają kategorię dróg głównych a Dworcowa drogi zbiorczej. DSDiK wymaga również, by zaprojektowane drogi miały pasy jezdne o szerokości 3,5 m. Nośność – 115kN/oś. Chodniki o min. szerokości 2 m. Długość odcinka przeznaczonego do przebudowy wynosi ok. 300 m.

Ponadto, co istotne, projektant jest zobligowany: „przedstawić min. 3 warianty przebudowy skrzyżowania.” Tak więc projektant nie tylko ma się skupić na ewentualny rondzie czy sygnalizacji świetlnej, ale ma obowiązek przedłożyć również inny wariant rozwiązania problemu.

Trudno podać jakiś dokładny termin wykonania dokumentacji, gdyż uwarunkowane jest to wieloma czynnikami., W dokumentacji przetargowej nie ma podanej konkretnej daty, ale wszystko wskazuje, że może to potrwać ok. 10 miesięcy. Dla pocieszenia powiem, że dzisiaj po południu na tym skrzyżowaniu spotkałem geodetów, którzy dokonywali pomiarów. Po nawiązaniu kontaktu okazało się, iż są oni z Trzebnicy a pomiary wykonują pod kątem przebudowy skrzyżowania. Fajnie, że coś się dzieje w tej sprawie.


Radni podczas sesji 17 stycznia przyjęli poprawkę do budżetu i przeznaczyli kwotę 87.391,50 zł (50%) za wykonanie dokumentacji na przebudowę skrzyżowania. Taki  jest nasz wkład w to dzieło. 

czwartek, 18 stycznia 2018

"Siły wyższe"

19 grudnia 2017 r. wysłałem skargę do NFZ we Wrocławiu (jej treść zamieściłem na blogu ), która dotyczyła nieprawidłowości w działalności górowskiej "wieczorynki" prowadzonej przez Nowy Szpital we Wschowie. Odpowiedź na skargę otrzymałem nazajutrz, bo już 20 grudnia. Jak Państwo widzą ta niby odpowiedź obliczona była na spławienie mnie.

A ponieważ nie cierpię, jak ktoś chce robić za flisaka i mnie spławiać, nie odpuściłem sprawy i wypichciłem kolejnego maila.


W efekcie otrzymałem poniższą odpowiedź.


Gdyby jednak wspomniane w odpowiedzi NFZ tzw. "siły wyższe" w działalności górowskiej "wieczorynki" powtarzały się uporczywie, ku Państwa utrapieniu, to jestem do Państwa usług. Jak zawsze.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Idealiści kontra moralne gnidy

Wczorajszy finał WPŚP w Górze przyniósł kwotę 56.096,50 zł. Taki jest wynik obliczeń, które przekazał mi dyrektorka naszego Domu Kultury. Pieniądze te pochodzą ze zbiorki dokonywanej przez wolontariuszy, licytacji, wpływów ze stoisk, płatności przelewem. Taka wysokość zebranych była w dniu dzisiejszym o godz. 12.00.

W tegorocznej zbiórce uczestniczyło 99 wolontariuszy, którzy do puszek zebrali 42.037,07 zł., co daje kwotę 424, 16 zł na jednego wolontariusza. Wspomnieć należy, że wśród kwestujących był dyrektorka naszego DK: Danuta Piwowarka – Berus oraz dyrektor OKF – u: Ryszard Wawer. Wolontariusze wyposażeni w rękawiczki ufundowane przez mBank oraz „kominy” (okrycia szyi) podarowane przez „Play”.

Trzeba dużego podziwu i szacunku dla tych młodych ludzi, którzy w tak bardzo niesprzyjającą aurę, wiedzeni zewem serca, miłością do bliźnich i potrzebą czynienia tego świata lepszym, poświęcili swój wolny czas, by uczestniczyć w czynieniu dobra.

Było też: „światełko do nieba”, tyle, że w tym roku bez bardzo głośnych pirotechnicznych motywów, które tak bardzo negatywnie wpływają na samopoczucie zwierząt. Zamiast huków, ku niebu uniosły się „lampiony szczęścia”, które ze względów bezpieczeństwa wypuszczać mogli tylko dorośli.

I wszystko jest fajnie do momentu poczytania sobie komentarzy na portalu „elki”. A tam takie „chwaściki”: kwiatki udające:

„Z jakich pieniędzy utrzymywany jest dom kultury w Górze? Czy nie czasami z publicznych? Jeśli z publicznych to znaczy że z pieniędzy podatników. A jeśli ktoś sobie nie życzy aby jego pieniądze szły na WOŚP?”

Na pewno z publicznych. A jak ktoś sobie nie życzy, by jego pieniądze nie szły na WOŚP, to nie wrzuca do puszki. A jak ktoś nie chce, by odbywał się to w naszym DK, to niech przyjdzie na sesję, głośno to obwieści, poprze argumentacją. A nie zachowuje się, jak rozkapryszona stara panna, która kiedyś chciała dać, tylko amatora do wzięcia nie było.

Kolejny malkontent:
„Rozumiem ,że udostępnienie sali domu kultury nie będą płacić wszyscy mieszkańcy a zapłaci WOŚP. Także osoby biorące w tym udział nie będą odsypiać i dostawać wolne kosztem wykonywanych prac bo to by było oszustwem ,wyłudzaniem pieniędzy anonimow. Czy Nie wstyd wysyłać dzieci na ulice aby żebrały na wiadomą rodzinę .’

Nie będzie za salę płaciła WOPŚ, bo wolontariuszami były nasze dzieci a ich rodzice również płacą tu podatki na utrzymanie DK. Zbiórka miała szlachetny cel. Nie żal panu anonimowi najmłodszych dzieci? Rządzący od lat dają dupy w sprawie ochrony zdrowia, więc ktoś musi się zając tym, rządzącym wisi. Troska pana anonima o sen i wypoczynek osób biorących udział w kwestowaniu jest wprost porażająca. Ale nazwanie dzieci „żebrakami”, świadczy o tym, że jesteś pan chamem, bucem i moralną gnidą.

Kolejny uczony na wspak:
"Góra nie powinna dać złotówki na WOSP. Ludzie powinni się zbuntowac za brak szpitala. Rozkradli cały sprzęt zakupiony przez WOSP. Nigdzie nas nie chcą. Wszędzie traktują nas jak intruzów. Nie mam nic do Wosp bo sam wspieram szczytny cel ale władze gorowskie doprowadziły do likwidacji szpitala A teraz Góra zbierze znaczną sumę i będą się szczycić a ludzi gdzieś mają.”

Pretensje o likwidację szpitala, proszę zgłaszać w budynku starostwa powiatowego. I piętro, w sekretariacie (drzwi na prawo i lewo). Tam bądź anonimie mocny w gębie. A te z całej Polski, to już na pomoc i życie nie zasługują? To dzieci gorszego Boga?

„O! A tu „argument”:
„Na Kaczyńskiego nikt w DK nie żebrał.”
Kaczyński i jego towarzystwo dysponują subwencją od Państwa, na prowadzoną przez siebie działalność. Subwencja ta pochodzi z Ministerstwa Finansów a składają się na nią nasze podatki. Tak więc Kaczyński płacił za wynajem sali w naszym DK nie własnymi pieniędzmi, tylko środkami pochodzącymi z podatków. A co takiego nad zjawiskowego jest w Kaczyńskim, że mielibyśmy fundować mu salę za darmo? To raz. A dwa to to, że nie przyjechał on dobra czynić, ale starć się o głosy w wyborach, by uzyskać dostęp do koryta krajowego. Klasyczny przedstawiciel „klasy próżniaczej”, która w krajowych warunkach uchodzi za „polityków”, co wywołuje we mnie paroksyzmy smiechu.

A to też jest fajne:
„Symbolem nie powinno być serce a dzieci żebrzące pod kościołem i na ulicy . Co na to rodzice ?”
A twoim symbolem powinna być główka kapusty. I to nie za duża. Dzieci musiały dostarczyć zgody rodziców na udział w wolontariacie. Więcej. Wszyscy powinniśmy podziękować rodzicom, że tak dobrze wychowali swoje dzieci. Wypada mieć nadzieję, że obecni wolontariusze, też tak wychowają swoje. Po prostu na porządnych ludzi a nie cytowane gnidy moralne.




piątek, 12 stycznia 2018

Wesoło nie jest!

Wczoraj, dzięki ludzkiej życzliwości, wszechstronnej pomocy i wykazanej troski o stan tego czym w naszym ukochanym mieście oddychamy, dokonało się pomiarów powietrza w kilku miejscach naszego wspaniałego grodu. Pomiary odbyły się pomiędzy 18.30 a 20.30. Oj! Dobrze to nie wygląda, bo taj, jak na załączonych poniżej zdjęciach z odczytów z rejestratora tych wielce niepokojących danych. Czerwony ekran rejestratora wskazuje stan alarmowy dziwnej substancji, którą oddychamy, zwaną jeszcze tylko z nawyku lub umownie – powietrzem.

Osiedle K. Wielkiego
Szkoła Podstawowa nr 1 - ul. M. Konopnickiej
Podwórek budynku zwanego "podkową" - okolice pl. B. Chrobrego
Pl. B. Chrobrego
ul. Szkolna
ul. J. Słowackiego

W związku ze zbliżającym się weekendem życzę długich i przyjemnych, służących rekreacji i zdrowiu, spacerów. 

środa, 10 stycznia 2018

Nowa placówka - nowy dyrektor

Powoli dobiega końca budowa żłobka w naszym mieście. Mamy już dyrektora tej placówki. Gmina ogłosiła na 4.12.2017 r. konkurs dla osób zainteresowanych pełnieniem funkcji dyrektora Zespołu Żłobek i Klub Dziecięcy. Chętnym zaoferowała wynagrodzenie w kwocie ok. 4000 zł miesięcznie wraz z dodatkiem funkcyjnym. Oferty należało składać do 14.12.2017 r.

15 grudnia okazało się, że nie ma żadnej oferty. Wobec powyższego burmistrz podjęła decyzję o powierzeniu pełnienia tej funkcji mgr Elżbiecie Pojasek, która pracuje w Szkole Podstawowej nr 1. W chwili obecnej już w szkole tej nie pracuje, gdyż z dniem 2.01.2018 rozpoczęła dyrektorowanie. Umowa na pełnienie obowiązków dyrektora nowej placówki zawarta została z panią Elżbietą Pojasek do końca stycznia 2019 r.

Pierwsza dyrektorka Zespołu Żłobek i Klub Dziecięcy pracę w oświacie rozpoczęła w 1985 r. Pracowała w kilku placówkach oświatowych: Woszczkowo (gmina Miejska Górka), Wierzowice Wielkie, Ślubow i Szkoła Podstawowa nr 1 w Górze. Elżbieta Pojasek w okresie od 1.09.2003 r. do 31.08.2017 r. pełniła w niej funkcję wicedyrektora. Jak więc widać doświadczenie ma, bo równe 14 lat współkierowała placówką oświatową, co doceniła burmistrz Irena Krzyszkiewicz, przyznając jej kilkakrotnie nagrodę burmistrza z okazji Dnia Edukacji Narodowej, ostatnio w 2016 r. Również dyrektora SP 1 Lilianna Biedulska doceniała pracę swojej zastępczyni, nagradzając ją kilkakrotnie nagrodą dyrektora szkoły z okazji święta nauczycieli.

W kwestii zakończenia budowy żłobka i klubu dziecięcego, trzeba Państwu wiedzieć, że 18 stycznia br. mają zakończyć się prace budowlane. Następnie trzeba będzie uzyskać zezwolenie na użytkowanie obiektu, pozytywną opinię sanepidu, straży pożarnej i wiele innych papierów, by placówka ruszyła.

Zaawansowanie prac chwili obecnej w wynosi 85%. Widać ogromne zaangażowanie wykonawcy, ale nie wszystko da się przewidzieć. Życie jest pełne niespodzianek. Wartość inwestycji ma wynieść 5.468.000 zł., ale od tej kwoty należy odjąć 1.149.344,400 10 zł., które budżet gminy otrzyma z rządowego programu „Maluch+”. W żłobku ma przebywać 60 dzieci przez okres do 10 godzin. Do żłobka uczęszczać będą mogły dzieci, które ukończyły 20 tydzień życia. W Klubie Malucha przyjętych będzie 30 dzieci, które również będą mogły przebywać tam przez 10 godz. Ponadto szacuje się, że zatrudnienie znajdzie tam ok. 20 osób. Na życzenie rodziców będzie można przedłużyć czas pobytu pociechy, tak w żłobku, jak i Klubie Malucha, ale za dodatkową opłatą. Niewygórowaną.

Obecnie wpłynęło ponad 90 deklaracji od rodziców, którzy wyrażają zainteresowanie umieszczeniem swojego dziecka w żłobku lub Klubie Malucha. W żłobku dzieci mogą przebywać od 20 tygodnia życia do ukończenia 3 lat. W Klubie Malucha po ukończeniu od ukończenia 1 roku do 3 lat. Pod koniec tygodnia na internetowej stronie gminy ukaże się karta zgłoszenia dziecka do obu placówek. Wówczas rozpocznie się procedura kwalifikacyjna, której zasady zostały przyjęte w uchwale Rady Miejskiej.

Historycznej, bo pierwszej, dyrektorce nowej placówki oświatowej życzyć należy powodzenia a dzieciom szczęśliwego, barwnego i beztroskiego dzieciństwa przy ulicy Piastów.



wtorek, 9 stycznia 2018

Uwag kilka

Fajnie, że jest portal „elki”, gdzie mieszkańcy, głównie naszej gminy, wyrażają swoje opinie na przeróżne tematy. Zaglądam tam, i owszem, bo warto wiedzieć, co w trawie piszczy. I tak poczytałem sobie trochę dzisiaj. Dowiedziałem się m.in., że „Pan R.M. opisuje u siebie to co najmniej ludzi interesuje konkretów się boi i prawdy innej co wybory.” Co zacnego Nie wiem, co zacnego anonima interesuje, ale chyba niewiele. Zafrapowała mnie końcówka zdania; „konkretów się boi i prawdy innej co wybory.” Konkretnie, to ja mam imię i nazwisko a zacny anonim ma tylko imię i to pisane z małej litery. Co do wyborów, to przypominam, że startowałem tylko w jednych. A co do prawdy, to ma ona niejedno imię.

Pod artykułem „Wyremontowana Wieża Głogowska” pojawiły się posty chwalące jej remont lub ganiące, które nie tyle potępiały w czambuł fakt remontu, ile sposób jego przeprowadzenia. Jeden z zacnych mieszkańców naszego ponad 700 letniego grodu na widok oczyszczonej na zewnątrz wieży do wysokości 7,5 m, zadał mi taki oto pytanie: „Panie, czy jak pan malujesz pokój, to zaczynasz pan od malowania podłogi?” Miał na myśli fakt, że ponownie trzeba będzie stawiać rusztowanie, by oczyścić resztę zabytku. I ja się z nim zgadzam. Wszak rozstawienie rusztowania, korzystanie z niego, demontaż, kosztują. Nikt tego za ładne oczęta nie zrobi. Tak więc wygląda na to, że za rusztowanie będziemy płacili dwa razy. I to nawet za to, który do wysokości 7,5 m już na nic nie będzie potrzebne. I zgadzam się z tymi wszystkimi, a jest ich niemało, że zabrakło w przypadku tej inwestycji wyobraźni. A brak wyobraźni bywa kosztowny.

Przy okazji powiem Państwu, że radni nie wiedzieli, że zabytek ten będzie odrestaurowany do wysokości 7,5 m w I etapie rewitalizacji. O tym fakcie radni dowiedzieli się w sierpniu lub wrześniu. Moja rada nie miała na to najmniejszego wpływu. Takie decyzje zapadają poza nią a my możemy je jedynie przyjąć do wiadomości. Takie są realia. Smutne to, lecz prawdziwe.

Inny komentator, również anonimowy, dokonał takiego wpisu: „wieża ładna, ale Pani Burmistrz czas na remonty dróg i chodników troszkę o tym ktoś zapomniał i plac zabaw dla najmłodszych.” I on też ma rację! Rzeczywiście, chodniki w naszym mieście, w swojej znakomitej większości, są groźne dla zdrowia ludzkiego. I niewiele się robi, by sytuację poprawić. Rzeczywiście, szczególnie po zapadnięciu zmroku, strach po nich chodzić. Ale jakoś nie widać kompleksowego planu poprawy tej sytuacji. Z drugiej strony patrząc, wszystko kosztuje. Więc co? Podatki podnieść?

Wpis kolejny: „Burmistrz i jej swita do zmiany juz niech sie szykuje..remonty chodników ,trawników,przedszkoli itp, za unijne pieniadze to nie wszystko!!!.” Ja często to słyszę. Tylko co jeszcze? I wiem już co usłyszę? „Zakłady pracy!” idea słuszna, ale w tej kwestii panuje u nas pewne niezrozumienie. Gmina nie jest od budowy zakładów pracy, ale od stworzenia przyjaznej atmosfery dla potencjalnych inwestorów. Jet podstrefa, ale niespecjalnie coś się w niej dzieje. Trzeba jednak obiektywnie przyznać, że władza się starała. Popatrzmy jednak na statystyki bezrobotnych. Na koniec czerwca 2017 r. 689 bezrobotnych (31,1%) miało wykształcenie gimnazjalne i poniżej. Wyksztalceniem zasadniczym zawodowym legitymowało się 669 bezrobotnych, czyli 31%. Gdzie są specjalistyczne kadry dla potencjalnego inwestora?

Popatrzmy na infrastrukturę komunikacyjną. Drogi pod psem, szczególnie te powiatowe. Kolei – najtańszego środka do przewozu towarów – brak. Drugostronne zasilanie dopiero będzie. Jest to inwestycja, której realizacja od UMiG zależy w stopniu minimalnym. Nie bardzo daliśmy sobie radę ze zmianą planu zagospodarowania przestrzennego, ale to już za nami. Obwodnica Góry – inwestor wyjaśnia rozbieżności w kwestiach geodezyjnych, to nie jest „broszka’ tutejszego urzędu.

Moim skromny zdaniem my dużego inwestora w Górze raczej nie zobaczymy. M.in przez zbieg czynników, o których pisałem. Wszak władza byłaby szczęśliwa, gdyby powstał tu większy zakład pracy. Wybory wygrane! Ale władza gminna, żadna władza w tym kraju, nie zmusi nikogo do inwestowania w naszej gminie. Za ucho inwestora się nie przyciągnie.

Jest jednak faktem, że obarczanie za wszystkie prawdziwe i wydumane problemy obecnych władz gminy jest po części przez tę władzę sprowokowane. Wypowiadanie się na temat obwodnicy, drugostronnego zasilania było przedwczesne i niepotrzebne. I teraz mamy w komentarzach, to co mamy. Nie należy stwarzać wrażenia, że wszystko się może, bo to odbija się później potężną czkawką.

Przykład: „najpierw trzeba porządek zrobić na ulicach i drogach, a potem mierzyć aspiracjami wyborczymi do delfinków. Na błyskotki wyborcze wyrzuca się pieniądze, a dziadostwo wyziera z każdego kąta. Naprzeciw Policji stoi strup po byłej knajpie, nikomu nie przeszkadza? Nigdy nie sprzątane obejście. To jest wizytówka Góry i Pani burmistrz” – wpis przy informacji o przetargach na dokończenie rozbabranego przez paprochów „delfinka.’ I nie jest ważne, ze „Syrena’ jest własnością prywatną i władzy nic do tego, jak ten obiekt wygląda (władza może w tym wypadku apelować do poczucia estetyki właściciela). A wzięło się to ze stwarzania w ogółu mieszkańców wrażenia (w dużej mierze fałszywego), ze władza może wszystko.

A że władza nie może wszystkiego dowodzi ten oto wpis: „Przykładem nie dokończonej inwestycji jest brak pobudowania małych budynków gospodarczych przy mieszkaniach socjalnych na ul. Wrzosowej. Tam mieszkańcy zmuszeni są trzymać węgiel w workach pod ścianą budynku , a drzewo układają wzdłuż ściany ładnej elewacji.” Proszę, teren i budynki gminy a władza nie może/nie chce/nie potrafi/ (właściwie podkreślić) załatwić dokuczliwego dla mieszkańców ulicy Wrzosowej problemu.

Z innej beczułki: „Chałupinki w górze wyglądają okropnie. Szaro buro....” Są wśród tych „chałupinek” takie, które są własnością naszej gminy, ale większość jest w rękach prywatnych lub wspólnot. Jest faktem, że władza wspomaga remonty elewacji, ale jest też faktem, że nie wszystkim właścicielom leży to na sercu. Często z finansowych przyczyn. I co? Władza ma kazać prywatnemu właścicielowi malowanie elewacji? Tak długie rączki władzy nie są.

Cytacik kolejny: ”Czy wieza taka czy taka miasto i tak podupada i wszystko na temat. Powietrze zatrute, bo ludzie pala w piecach czym sie da aby sie ogrzac, a my to wdychamy patrzac na wieze glogowska.” Czym palą w piecach, to sąsiedzi najlepiej wiedzą, ale milczą. Jest faktem, że nie wszystkich stać, by palić ekologicznym groszkiem czy gazem. Ale spalanie śmieci, plastikowych butelek, to już przesada. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, że wkładając śmieci i plastiki do pieca mają w swoim mieszkaniu połowę tablicy Mendelejewa. I tym oddychają. I od tego, co wsadzili do pieca chorują. Ja rozumiem, że oczekuje się od gminnej władzy, by pilnowała ognisk domowych, czyli wróćmy do systemu państwa policyjnego i każde palenisko nadzorował będzie Ktoś. A kto panu Ktosiowi zapłaci? Podatnicy! Więc podatki w górę!


I tak kończąc cytaty, zauważyć warto, że komentarze są pożyteczne, by co nieco dowiedzieć się o nastrojach tubylców. Spotkamy tam wyrazy bezkrytycznego uwielbienia dla władzy, zachwytu, ale też wpisy potępiające każde jej posuniecie, odbiegające od rzeczywistości. Nie o to jednak idzie. Cała rzecz w tym, by wszystkiego w czambuł nie potępiać. Warto mieć umysł krytyczny i widzieć dobro i zło, gdyż taka dwoista jest natura tego świata. Można np. śmiać się i liczyć ilość zdjęć burmistrzyni w „PG”, ale warto też zauważyć, że „nie święci garnki lepią.”

Powiat w "Roczniku"

Pod koniec grudnia ur. kazał się „Rocznik statystyczny województwa dolnośląskiego.” To pasjonująca lektura, której zwartość niesie wiele informacji o naszym powiecie i gminach. Niektóre z nich do budujących nie należą, ale opisuję procesy, których jesteśmy świadkami, a z których zachodzenia nie zawsze zdajemy sobie sprawę.

Nie zmieniała się np. powierzchnia naszego powiatu. Nadal ma on powierzchnię 738 km2. Nadal stanowi ona 3,7% powierzchni naszego województwa. GUS policzył, że na koniec 2016 r. w naszym powiecie mieszkało 35,7 tys. osób, co stanowi 1,2% mieszkańców Dolnego Śląska. Zmieniała się liczba ludności. W roku 2005 na 1 km2 przypadało 50 osób a w roku 2016 – 48. Wiąże się to z ujemnym przyrostem naturalnym. W roku 2005 przyrost naturalny był dodatni i wynosił 2,1%. W roku 2016 był ujemny: -1,8%. Zauważyć przy tym należy, że wyludniają się nam miasta. Jeżeli w roku 2005 mieszkało w nich 42,2% ogółu mieszkańców powiatu, to w roku 2016 – 41,5%.

Ubytek ludności na terenie naszego powiatu ma różne przyczyny. Jedną z nich jest migracja, czyli wędrówka, ruch ludności mający na celu zmianę miejsca pobytu na stałe lub okresowo, zarówno w obrębie kraju, jak i z jednego kraju do drugiego. W roku 2005 – wg GUS – migrowało z terenu naszego powiatu 182 mieszkańców, a w r. 2016 – 189. Inaczej mówiąc, na każdych 1000 mieszkańców w r. 2005 migrowało 5,0 osób a 11 lat później 5,3 osoby.

„Rocznik statystyczny …” przynosi również informację dotyczącą zgonów niemowląt. W roku odniesienia, czyli 2005 odnotowano ich 2,4 na 1000 żywych urodzeń. W roku sprawozdawczym – 6,3 na 1000 żywych urodzeń niemowląt. Z Czy należy ten wzrost łączyć z likwidacją oddziału położniczego w byłym górowskim szpitalu co nastąpiło od 1 września 2015 r.?

Inna niepokojąca informacja dotyczy struktury ludności naszego powiatu. W roku 2005 na terenie naszego powiatu aż 36,3% mieszkańców miało poniżej 25 lat. W roku 2016 ilość młodych ludzi w tym wieku spadła o 5% i wynosiła 28,3%. Natomiast w grupie „65 lat i więcej” sytuacja stawała się odwrotna. W 2005 r. grupa ta stanowiła 12,2%, by wzrosnąć do poziomu 15,2%. Statystyka podaje, że w stosunku do roku 2015 – tu nie ma pomyłki, - liczba ludności w wieku do 25 lat zmniejszyła się o -3,1% w grupie „65 lat i więcej” zwiększyła o 4,4%. I proszę zauważyć, iż ten spadek i wzrost dokonał się w ciągu 1 roku, czyli 12 miesięcy.

Rocznik zawiera również dane dotyczące liczby ludności korzystającej z oczyszczalni ścieków. Na 38,8 tys. mieszkańców naszego powiatu tylko 43% korzysta z oczyszczalni ścieków. Aż 90% z tej liczby mieszka w miastach a tylko 9,7% korzystających z tego dobrodziejstwa w miejscowościach wiejskich. GUS odnotowuje również, że w roku 2005 na 100 km2 przypadało w naszym powiecie 5,7 km sieci kanalizacyjnej. W roku 2016 na 100 km2 przypadało jej już 9,4 km.

W „Roczniku …” odnajdziemy również dane dotyczące: „emisji zanieczyszczeń powietrza szczególnie uciążliwych dla czystości powietrza” – jak to zgrabnie ujęto! . W roku 2005 emitowaliśmy tego 0,1 t a w roku 2016 – 0. Zanieczyszczeń gazowych emitowaliśmy 11 lat wstecz 41,3 t, a w roku 2016 – 4 t. Jest postęp?

Ciekawa jest też i taka informacja. W roku 2005 na terenie naszego powiatu wytwarzaliśmy 381 t odpadów na 1 km2. GUS nie wlicza w to odpadów komunalnych. W roku 2016 ilość spadła do 17,3 t/km2.

W związku z koniecznością ochrony środowiska trzeba też było ponieść na tę ochronę pewne nakłady. Ten obowiązek spoczął na gminach. I tak w roku 2005 nakłady na ochronę środowiska w przeliczeniu na 1 mieszkańca powiatu wynosiły 71 zł. Suma ta ulega w 2016 r. podwyższeniu do kwoty 137 zł w przeliczeniu na 1 mieszkańca powiatu. Odrębnie statystyka GUS ujmuje wydatki „służące gospodarce wodnej”. W roku 2005, w przeliczeniu na 1 mieszkańca, była to kwota 21 zł a 11 lat później było to 0 zł. Ciekawe dlaczego? Na ten temat GUS milczy niczym większość radnych (tak gminnych, jak i powiatowych).

W rubryce: „Powierzchnia o szczególnych walorach przyrodniczych prawnie chronionych na 1 mieszkańca w m2,”GUS przekazuje nam dane optymistyczne. W roku 2005 na 1 mieszkańca powiatu przypadało 14.256 m2 powierzchni o szczególnych walorach przyrodniczych, by ta powierzchnia wzrosła w r. 2016 do 14.574 m2 na 1 mieszkańca powiatu.

W kwestii zasobów mieszkaniowych – wg statystyki – w powiecie na 1000 mieszkańców przypadało 311,8 mieszkań. Zaś w roku 2016 – 331,6. Przeciętną powierzchnię użytkową przypadającą na 1 mieszkanie, GUS wyliczył na poziomie 77,7 m2.

W 2016 roku oddano na terenie naszego powiatu 50 mieszkań do użytkowania. W stosunku do roku 2005 był to wzrost o 117,4%. W 2016 r. rozpoczęto na terenie naszego powiatu budowę 73 mieszkań.


C.d.n. 

poniedziałek, 8 stycznia 2018

A peemy szaleją, szaleją!

Stacja meteorologiczna przy Szkole Podstawowej nr działa i ponownie pokazuje bardzo niepokojące dane. Dotyczą one 6 stycznia br. Oto, o godz. 22 stężenie pyłów PM 10 przy ul. Konopnickiej sięgnęło poziomu ok. 380 µg/m3. Dopuszczalne dobowe stężenie wynosi 50 µg/m3. Dobowy poziom informowania ustalony jest w naszym kraju na poziomie 200 µg/m3, a dobowy poziom alarmowy wynosi 300 µg/m3.

Nie inaczej było z poziomem pyłu PM 2,5. I tu również 6 stycznia ok. godz. 21poziom tego pyłu w powietrzu wyniósł ok. 260 µg/m3. Dopuszczalne wartość średnioroczna dla pyłu PM 2,5 wynosi 25 µg/m3, poziom dopuszczalny 25 µg/m3.


W naszej sytuacji największą emisję pyłów powoduje spalanie węgla w starych i często źle wyregulowanych kotłach i piecach domowych. Chciałoby się zapytać czym w tej okolicy się pali? Ale pytanie takie byłoby czysto retoryczne. Spalanie odpadów w tych kotłach, które choć jest nielegalne i powoduje poważne zagrożenie dla zdrowia ludzi, jest praktykowane – i nie ma co tego ukrywać - przez niektórych mieszkańców.


Poniżej mają Państwo polską skalę jakości powietrza z objaśnieniami.

Niższe, ale wciąż wysokie

Wg GUS na dzień 31.12.2016 r. w naszym powiecie było 2059 bezrobotnych, a stopa bezrobocia wynosiła wówczas 18,5%.

Na koniec listopada 2017 r. górowski Powiatowy Urząd Pracy odnotował w swoich bazach 1725 bezrobotnych na ternie naszego powiatu. Bezrobocie szczególnie dotyka kobiet. Wśród 1725 bezrobotnych było aż 1007 kobiet (58,4%). Na koniec listopada 2016 r. liczba bezrobotnych na terenie powiatu wynosiła 1978 (w tym 1122 kobiety). Miesiąc wcześniej (październik 2017) na terenie naszego powiatu było 1707 osób bezrobotnych.

W gminie Góra, na koniec listopada2017 r., zarejestrowanych było 960 bezrobotnych (557 kobiet). Stanowiło to 56% ogółu bezrobotnych zarejestrowanych na terenie powiatu. W gminie Wąsosz na koniec listopada 2017 r. było 337 (204 kobiety) zarejestrowanych bezrobotnych. Sąsiedzi z zachodu (gmina Niechlów)miała na swoim terenie 249 (140 kobiet) bezrobotnych. Gmina Jemielno miała 179 (106 kobiet) bezrobotnych.

Spośród 1725 zarejestrowanych bezrobotnych 277 miało prawo do zasiłku, co stanowi 16,1% ogółu bezrobotnych w naszym powiecie.

Na ternie miasta Góry zarejestrowano 503 bezrobotnych (294 kobiety). Stanowi to 29% ogółu bezrobotnych w naszej gminie. Wynika z tego, że ponad 70% bezrobotnych mieszka w miejscowościach wiejskich.

W mieście Wąsosz (dotąd na swoje szczęście burmistrzem nie jest tam całkowicie nijaki pan P.N) było 121 (78 kobiet) bezrobotnych, co daje 36% ogółu bezrobotnych w tej sympatycznej gminie, która straciłaby moją sympatie gdyby durnym przypadkiem całkowicie bezbarwny pan P.W. został – na nieszczęście tej gminy – jej szefem.

Według Wojewódzkiego Urzędu Pracy stopa bezrobocia na terenie naszego powiatu wyniosła w październiku 2017 r. 15,7%. Taką samą stopę bezrobocia odnotował również powiat złotoryjski. To były dwie najwyższe stopy bezrobocia w województwie dolnośląskim. Na koniec listopada 2017 r. stopa bezrobocia w naszym powiecie wzrosła do 15,8% (wg GUS).

W listopadzie 2017 r., PUP zarejestrował 297 bezrobotnych, w tym 260 po raz kolejny. W tym samym okresie pracę podjęło 158 osób. Co ważne, aż 130 osób podjęło pracę niesubsydiowaną z funduszy Ministerstwa Pracy. Tylko 28 osób otrzymało pracę subsydiowaną w postaci prac interwencyjnych, publicznych, bonów zasiedleniowych w związku z pracą poza miejscem stałego zamieszkania.

W tym okresie wykreślono z ewidencji bezrobotnych 44 osoby, które nie potwierdziły gotowości do podjęcia pracy a 9 osób dobrowolnie zrezygnowało ze statusu osoby bezrobotnej.

Na terenie powiatu zarejestrowanych było w listopadzie 2017 r. 655 bezrobotnych, którzy nie ukończyli 30 roku życia (w tym 397 kobiet). W tej liczbie bez pracy były 276 osoby, które nie ukończyły 25 r.ż. bezrobotnych, którzy ukończyli 50 lat było 432 (kobiet 186). Do kategorii „długotrwale bezrobotnych”, czyli takich które w okresie ostatnich dwóch lat pozostawała w rejestrze powiatowego urzędu pracy przez minimum 12 miesięcy. Do okresu tego nie liczy się czas odbywania stażu i przygotowania zawodowego, PUP zaliczył 1071 osób (676 kobiet).

Na stażu do końca listopada 2017 r. przebywały 222 osoby. Zatrudnienie przy pracach interwencyjnych znalazło 69 osób a przy robotach publicznych 13.


W miesiącu listopadzie 2017 PUP dysponował 74 miejscami pracy i aktywizacji zawodowej. Z pracy subsydiowanej mogło skorzystać 14 bezrobotnych, z sektora publicznego 11 a sezonowej 55.