środa, 29 kwietnia 2015

Bezprawne "jazdy lokalne"

W materiałach na sesję Rady Miejskiej przeczytałem na stronie 44 „Informacji z wykonania budżetu gminy Góra za rok 2014”, taki oto passus:

zwrot kosztów podróży służbowej w formie miesięcznego limitu 300 km na jazdy lokalne Przewodniczącego Rady Miejskiej w Górze – 2951,88 zł.

Owe 2951,88 zł „zwrotu koszów podróży służbowych” podzieliłem przez elegancką cyferkę 0,8358 (czyli obowiązującą w 2014 r. stawkę za 1 km, pojazdu o pojemności poj. 900 cm, za używanie samochodu prywatnego do celów służbowych) i wyszło mi, że nasz praworządny ze wszech miar przewodniczący odbył „jazdy lokalne” o łącznej długości 3531,8 km. Nie przekroczył więc „limitu”, który w ciągu roku wynosił 3600 km.

Oczywiście nie wiemy, gdzie i w jakim celu podróżował przewodniczący Rady Miejskiej, którego jak stwierdza ustawa o samorządzie (art. 19 p. 2), naczelnym zadaniem jest: (…) „wyłącznie organizowanie prac rady oraz prowadzenie obrad rady.” Gdyby przewodniczącemu zechciało się robić coś, co wykraczałoby poza kluczow słowo „wyłącznie”, to byłaby to z jego strony czysta uzurpacja nie mająca nawet śladowego oparcia w ustawie o samorządzie gminnym.

Pragnę też drogich Czytelników uspokoić, bo w przypadku naszego samorządu to niezbędne i konieczne, że przewodniczący Rady również nie posiada ustawowych podstaw do reprezentowania naszej gminy na zewnątrz. Więcej! Nawet radni nie mogą go do tego upoważnić uchwałą, bo będzie ona niezgodna z prawem (Kto ciekaw, niech czyta!).

Tak że sumując tę cześć rozważań powiem szczerze, że nie wiem gdzie i w jakim celu obywał „jazdy lokalne” przewodniczący Jerzy Kubicki. Zresztą, jest Komisja Rewizyjna Rady i niech ona zbada cele „jazd lokalnych” przewodniczącego Jerzego Kubickiego. Diety biorą, to niech sobie trochę popracują. A ja sobie ich przy tych pracach poobserwuję i raport zdam Państwu.

Wróćmy do meritum sprawy. Informacja ta początkowo nie wzbudziła mojego większego zainteresowania. Ale dzisiejszego poranka wyczułem, że z tym „limitem” na „jazdy lokalne” jest coś nie w porządku. Gdzieś, zakamarkach pamięci przypomniało mi się, że coś o tym czytałem. Rzecz całą postanowiłem sprawdzić a przy okazji zweryfikować czy starość umysłu mnie nie dotyka a z nimi zwidy i omamy hipnagogiczne.

Zapuściłem się w sieć i … bingo! Znalazłem to, czego szukałem. Okazuje się, że przyznany przewodniczącemu Jerzemu Kubickiemu „limit”, czyli ryczałt na wykorzystanie 300 km miesięcznie na „jazdy lokalne” jest całkowicie i bezczelnie niezgodny z prawem. Na dowód prawdziwości moich słów przytoczę fragment z wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z 26 czerwca 2014 r. (OSK 406/14).

Czytamy w nim:

Zagadnienia związane z finansowaniem działań Przewodniczącego Rady Gminy i Rady Gminy należą do właściwości organów gminy, która - z woli ustawodawcy - rozstrzyga o nich w sposób samodzielny, a granicą tej samodzielności jest sprzeczność z prawem, a zatem rozstrzygnięcie, co do istoty, inne niż tego wymaga obowiązujący przepis. Jednak, jak podkreślił Sąd, z zasady samodzielności organów nie wynika dowolność ustaleń co do przyznawania diet oraz kosztów podróży.

I dalej:

Przechodząc do regulacji zawartej w § 3 uchwały ustalającej Przewodniczącemu Rady Gminy miesięczny limit kilometrów na korzystanie z własnego samochodu dla celów służbowych, Sąd stwierdził, że oprócz sprzeczności z art. 25 ust. 4 u.s.g., zapis ten narusza także art. 25 ust. 10 u.s.g. oraz przepisy wykonawcze do niego zawarte w rozporządzeniu Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 31 lipca 2001 r. w sprawie sposobu ustalania należności tytułu zwrotu kosztów podróży służbowych radnych gminy (Dz.U. Nr 66, poz. 800 z późn. zm.). Sposób ustalenia zasad zwrotu kosztów podróży służbowych radnych gminy określają przepisy ww. rozporządzenia i nie przewidziano w nich możliwości zwrotu kosztów podróży służbowych radnym gmin w drodze ryczałtu, a zatem w tym zakresie uchwały rady gmin nie mogą wprowadzić odmiennych rozwiązań. Nie uzasadnia też wprowadzania takich rozwiązań pełnienie przez jednego z radnych funkcji przewodniczącego rady, gdyż brak jest nie tylko w u.s.g., ale i w systemie prawa polskiego, przepisów wskazujących na zasadność takiego zróżnicowania.

I w ten sposób, w kwestii limitu na „jazdy lokalne” sprawę mamy wyjaśnioną.

A oto inne orzeczenie w tej samej sprawie, ale z Wrocławia, w którym czytamy:

Kolegium Regionalnej Izby Obrachunkowej stwierdziło, że badana uchwała w części, o której mowa powyżej, narusza art. 21 ust. 4 ustawy z dnia 5 czerwca 1998 r. o samorządzie powiatowym, który stanowi, iż radnemu (w tym również należy rozumieć radnego pełniącego funkcję przewodniczącego rady) przysługuje zwrot kosztów podróży służbowych na zasadach ustalonych przez radę. Ustalone przez Radę Powiatu w L. uprawnienie Przewodniczącego Rady Powiatu do miesięcznego limitu na jazdy lokalne nie jest tożsame z pojęciem zwrotu kosztów podróży. Stosując wykładnię gramatyczną, należy stwierdzić, że "zwrot" w języku polskim oznacza, że wydatki związane z podróżą służbową powinny być uprzednio dokonane, a następnie może nastąpić ich refundacja, a więc obowiązuje ich następczość, a nie uprzedniość.

Powyższe postanowienia wskazują, że ustalenie "ryczałtu" nie może być uznane za równoważne ze sformułowaniem "zwrot kosztów",

Ryczałt jest to w istocie jedynie pewna pula środków pieniężnych, w ramach której gospodaruje samodzielnie podmiot, któremu została przyznana. Natomiast przy zwrocie kosztów podróży organ decyduje, czy takiego zwrotu (po wydatkowaniu środków) dokonać, w jakim zakresie i czy odbycie podróży było uzasadnione w świetle powierzonych radnemu obowiązków.


Tak więc limit 300 km miesięcznie dla przewodniczącego był i jest nielegalny. Quod errat demonstrandum. Amen.