środa, 30 lipca 2014

Ruiny, zgliszcza i ugory

Życie jest jednak pełne niespodzianek! Nigdy się nie spodziewałem, że „Górowska polityka” będzie chwaliła - chociaż w części - burmistrz Irenę Krzyszkiewicz. Zdębiałem, gdy przeczytałem post tam umieszczony (tytułu niestety nie zapamiętałem).

Górowska polityka” wytyka burmistrz Irenie Krzyszkiewicz „wpadki”. I to wylicza bezlitośnie! Za ponad 7 lat rządów burmistrz Ireny Krzyszkiewicz naliczyła tych wpadek coś koło pięciu, o ile nie przesadziłem.

Najpierw anonimowy autor „Górowskiej polityki” przypomina, że już wkrótce odbędą się w wybory samorządowe. Z tej okazji leje łzy, iż za wyjątkiem byłego burmistrza Tadeusza Wrotkowskiego, nikt z chętnych jeszcze nie ogłosił, że będzie ubiegał się o fotel burmistrza. „A gdzie reszta?” – pyta retorycznie „Górowska polityka”. Szczególnie podoba mi się użycie zwrotu „reszta”. A ta „reszta” to drobniaki z zakupu opłaconego banknotem o nominale 10 zł czy wyższym? – też pytam, ale nie retorycznie!

Potem następuje pochwała całości, czyli burmistrz Ireny Krzyszkiewicz:

Za jej rządów nasze miasto i gmina stały się jednym, wielkim placem budowy. Remontuje się ulice, świetlice wiejskie, parki, buduje się basen, który prawdopodobnie nie będzie ukończony na czas itd.”

Piękne jest to, że „Górowska polityka” dostrzega ogrom inwestycji zrealizowanych przez obecnie rządzącą ekipę. Bo to o ekipie pracującej pod wodzą burmistrz Ireny Krzyszkiewicz należy pisać i mówić, by zachować uczciwość wobec wielu współpracowników szefowej gminy. Te sukcesy – co dostrzega „Górowska polityka” – stanowią sumę wspólnej pracy i wysiłku wielu urzędników i należy im to oddać.

Ale, jak to w życiu bywa – nie zawsze sprawiedliwie – za wszelkie knoty i wpadki opowiada szef. Z drugiej strony na szefa też spływa nieomal cały splendor, gdy wszystko gra.

W kolejnym zdaniu „Górowska polityka” raczy zaważyć rzecz następującą:

Inwestycji zrealizowanych od groma, które miały służyć podniesieniu standardów życia mieszkańcom. Tylko czy naprawdę owe standardy zostały podniesione? W najważniejszych kwestiach dla mieszkańców pani burmistrz poniosła sromotne porażki.

Oczywiście, na plan pierwszy wyciągnięto bezrobocie. Faktem jest, że jest ono u nas ogromne i wcale nie pociesza mnie fakt, że gdzie indziej jest gorzej.

Ale jest też faktem, brutalnym faktem, o którym się głośno nie mówi, że na wysoki poziom bezrobocia będziemy się uskarżali bardzo długo. Wystarczy spojrzeć na zestawienia sporządzane przez PUP w Górze. Na terenie gminy Góra na 1664 bezrobotnych zarejestrowanych w PUP na koniec czerwca br. bez kwalifikacji zawodowych i doświadczenia było łącznie 799 bezrobotnych, czyli nieomal 50%. Brutalne pytanie brzmi: który przedsiębiorca zabawi się w św. Teresę z Kalkuty i ich zatrudni? Proszę spojrzeć też ilu bezrobotnych z terenu gminy Góra ma tylko wykształcenie gimnazjalne i poniżej. Te fakty są smutne i przygnębiające, ale to są fakty! I czas skończyć z czarowaniem na temat bezrobocia a zacząć mówić o tym, co zrobić, by ludzi, którzy nie mają obecnie szans na rynku pracy ubywało a nie przybywało. Pragnę tylko przypomnieć, iż szkolnictwo zawodowe i średnie to działka władz powiatowych. Im także podlega PUP.

Górowska polityka” stwierdza:

Powstało kilka nowych miejsc pracy, ale nie przełożyły się one na poprawę fatalnej sytuacji w tej kwestii. Również Podstrefa Wałbrzyskiej Strefy Przemysłowej utworzona w naszym mieście nie spełnia pokładanych w niej nadziei. Jak na razie powstaje jeden zakład, tylko że budowa ciągnie się w nieskończoność.”

Faktem jest, że utworzenie strefy nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Ale tylko naiwni mogli oczekiwać na cud. Władze gminy wysłały setki ofert do potencjalnych inwestorów, ale bez efektów. Szkoda! Tylko, że proszę pokazać mi sposób na zmuszenie inwestora do zainwestowania w Górze? Przymusu inwestycji w naszym kraju nie ma. Można prosić i zachęcać. Czy zrobiono wszystko w tym kierunku? Tego nie wiemy, ale możemy założyć, że na pewno próbowano. Przecież utworzenie 200 czy 300 miejsc pracy daje gwarantowany sukces na wyborczy sukces! Czy ktoś przy zdrowych zmysłach sądzi, że burmistrz Irena Krzyszkiewicz celowo nie ściągała inwestorów, by stworzyć sobie „szanse” na przegraną?! No, bądźmy poważni! Wszak idiotką to ona nie jest!

Prawda jest okrutna: za sześcioletnich rządów pani burmistrz standardy życia mieszkańców gminy Góra nie zostały podniesione nawet o milimetr. A tradycją w naszym mieście stała się praca za najniższą krajową” – biadoli „Górowska polityka”.

To się burmistrz Irena Krzyszkiewicz ucieszy! Teraz dopiero dowiedziała się, że to przez nią wielu ludzi w gminie Góra pracuje za najniższa krajową! Nawet ja tego nie wiedziałem! Durny sądziłem, że najniższa płacę ustala Komisja Trójstronna: przedstawiciele rządu, pracodawców i związków zawodowych. To Krzyszkiewiczowa jest w Komisji Trójstronnej?! Aj, aj, aj! Oczywiście, za poprzednich gospodarzy gminy nikt nie pracował za najniższą krajową.

Przybliżmy „standardy życia mieszkańców”, które: „nie zostały podniesione nawet o milimetr.” Z tego twierdzenia „Górowskiej polityki” wynika, że wszystkie inwestycje zrealizowane przez ostatnich 7 lat są do luftu, nikomu niepotrzebne i porastają je chwasty, burzany o osty.

Więc „orliki” nikomu nie służą? Lepiej było, żeby dzieciaki grały na asfalcie albo w błocie? Standard uprawiania sportu byłby wówczas wyższy? Świetlice wiejskie też nikomu nie służą. Wyższy standard był wówczas, gdy woda lała się z sufitu. Wyremontowane przedszkole, szkoła też mają gorszy standard niż przed remontem a dzieci i uczniowie mają tam teraz gorzej?! Wybudowane „schetynówki” też nie podniosły standardu życia mieszkańcom. Mieszkańcy Dąbrówki np. do dzisiaj nie mogą burmistrz Irenie Krzyszkiewicz wybaczyć, że już nie muszą jeździć dookoła do centrum miasta, bo paliwo tanie. Nowe oświetlenie w obrębie murów starego miasta też pogorszyło standard mieszkańców. Znacznie gorzej przy nim teraz widzą. Łuczywo, to jest to! Wybudowane drogi na Przylesiu, chodniki, oświetlenie też nie wpłynęły na podniesienie standardu życia mieszkańców. Fajnie i uroczo było iść tam po ciemku, chlapać się w błocie. To był dopiero standard!

Jak bardzo trzeba rozstać się z rozumem, by tego nie widzieć?! Ile ton złej woli trzeba włożyć w to, by takie brednie pisać?! Jak bardzo trzeba nienawidzić szefowej gminy, by być tak nieuczciwym? Po co sypać Czytelnikom piaskiem po oczach, skoro wielu z nich z nowej infrastruktury korzysta i to docenia.

O obwodnicy Góry nawet mi się już pisać nie chce. Obwodnica nie jest budowana przez gminę, ale Dolnośląską Służbę Dróg i Kolei. Winą szefowej gminy jest to, że dawała się nabrać na piękne słówka i zapewnienia szefów tej firmy. Ale to nie burmistrz sporządza decyzje środowiskowe. „Górowska polityka” sugeruje, że to jakiś kant z płazami, ale nie wie, że ku końcowi zmierzają prace nad wytyczeniem przebiegu obwodnicy. Są one opóźnione z winy DSDiK a nie naszego UMiG. Oprócz decyzji środowiskowej, czeka inwestora jeszcze długa droga do wybudowania obwodnicy. Ale można winę za brak budowy obwodnicy w tym roku zrzucić na burmistrz Irenę Krzyszkiewicz. Przed wyborami – wszystko można! Nawet zaprzeczać oczywistym faktom.

A tu ciekawy fragment:

Tych porażek jest więcej. Następna dotyczy sortowni węgla, która miała powstać pod naszym nosem. Tutaj zrobiło się naprawdę gorąco.”

Proszę zwrócić uwagę na zwrot: „miała powstać”. Niestety, nie powstała. I to jest porażka szefowej gminy! Gdyby sortownia powstała, ale zbiłoby się przedwyborczy kapitał! Można byłoby w szefową gminy walić jak w bęben! „Miała powstać” – ale nie powstała. I oto ma żal „Górowska polityka”.

A tu popis niewiedzy wprost koncertowy:

Porażką nazwę również budowę basenu i wywalenie na niego prawie 4 mln złotych. Dlaczego? Dlatego, że prawdopodobnie nie zostanie on ukończony na czas. Jeden termin już został przesunięty z 10 sierpnia na koniec tego samego miesiąca. Wszystko wskazuje na to, że również i ten nie zostanie dotrzymany. Drugim powodem dla którego nazwę tą inwestycję porażką jest to, że moim zdaniem budowa basenu od początku jest całkowitą bzdurą. Wystarczyło go odświeżyć, odnowić, ewentualnie wybudować nowe budynki gospodarcze i byłoby po sprawie. A włożenie 4 mln w coś, co jest czynne dwa miesiące w roku przy pięknej pogodzie, jest kompletnym nieporozumieniem. Również to, że basen jest remontowany w okresie letnim woła o pomstę do nieba. No, ale czymś trzeba zadowolić społeczeństwo.”

Kłamie „Górowska polityka” jak najęta. Zajmijmy się rzekomymi 4 milionami. Budowa basenu będzie podatników kosztowała nie 4 i nawet nie 3 mln zł. Całkowity koszt jego remontu wyniesie 3.705.897 zł. Gmina dzięki staraniom gnomów, krasnoludków i skarztów (no przecież nie tej wrednej Irki!) otrzymała dofinansowanie z dwóch źródeł. Pierwsze to PEFRON, z którego otrzymaliśmy 330.000 zł. Źródełko drugie to Ministerstwo Sportu, które podratowało nas kwotą 818.000 zł. Łącznie więc otrzymaliśmy 1.148.000 zł. dofinansowania na remont basenu. Zatem kosztował on będzie 2.557.897 zł. Acha, po zakończeniu i rozliczeniu inwestycji otrzymamy odliczenie VAT z budżetu centralnego.

Oczywiście, że nikt nie wykąpie się w tym roku w basenie. Jest jasne, że termin 31 sierpnia tez przez generalnego wykonawcę nie zostanie dotrzymany. Generalny wykonawca okazał się za słaby na tę inwestycję – pomimo zapewnień, z jego strony, że jest inaczej. Ale basen w tym roku będzie wyremontowany i to nie ulega wątpliwości. I będzie bardzo, bardzo ładny! A jaka frajdę sprawi dziecom i młodzieży w przyszłym roku?! Te bajery wodne, grzybki, zjeżdżalnie! No tak, ale ten poprzedni miał wyższy standard. Szczególnie chwaliły go dzieci z rozciętymi o dno stopami. I te przebieralnie, natryski – no był szczyt elegancji, ale z 40 lat temu.

Co do pacykowania trupiszcza jakim stał się 42 letni basen („odświeżyć, odnowić, ewentualnie wybudować nowe budynki gospodarcze i byłoby po sprawie”), to radziłbym „Górowskiej polityce”, by porozmawiała z pracownikami OKF – u. Powstrzymam się od komentarza z litości. Nad głupotą czasami trzeba się litować! Lekarz mi zresztą zalecił pisanie postów, które mnie nie wzburzają wewnętrznie, bo to mi ma rzekomo szkodzić. Dlatego ten post jest tak łagodny i napełniony braterskimi uczuciami wobec „Górowskiej polityki”. Na okres wyborczy podobno lekarski zakaz będzie cofnięty.

No tak. Ale tak to jest, gdy za pisanie o rzeczach poważnych bierze się ktoś piszący o sobie, że jest „hobbystą”. A „Górowska polityka” tak sama siebie określiła. No cóż… A na lepienie babek z pisaku „Górowska polityka” hobby by nie zmieniła? Piaskownic u nas pod dostatkiem! I placów zabaw też! Ich standardy też za niskie?

Na koniec „Górowska polityka” „rozważa kandydatów” na stanowisko burmistrza. Wiadomo wszystkim, bo tylko ciemniacy i ci, co jedzą z ręki burmistrz Ireny Krzyszkiewicz tego nie wiedzą, że: „rządy pani burmistrz (…) wyjdą bokiem naszemu społeczeństwu.” Co prawda „Górowska polityka” nie precyzuje, którym bokiem owe rządy nam wyjdą, ale za pewnik przyjmuje, że wyjdą. No niech mu będzie. Może nieprecyzyjnie się "Górowska polityka"  wyprodukowała, bo sądzę, że raczej miała na myśli byłego burmistrza, któremu pewien rodzaj „rządów” rzeczywiście wyszedł „bokiem”. Wg „Górowskiej polityki” były (ze swojej winy) burmistrz jest „poważnym graczem”. Wiem, że w brydża grywał, ale czy grywa w coś jeszcze, to ja nie wiem. Zresztą co to za „gracz”, który najpierw startuje do stolika radnego a potem w trakcie rozdania mówi „pas” i odchodzi od stołu? To jakaś dziecinada żałosna! I to ma być „poważny gracz”? Chyba w dupniaka!

Później „Górowska polityka” stwierdza:

„Innym, oficjalnie niepotwierdzonym kandydatem, ma być pani radna Frączkiewicz. Była dyrektorka Zespołu Szkół w Górze może okazać się czarnym koniem tych wyborów. Nie wiadomo na kogo postawi lokalne ugrupowanie Prawa i Sprawiedliwości.”

Nie wiem w jakim świecie żyje „Górowska polityka”, bo na mój gust to kraina „Pobożnych życzeń”. Kandydatów czeka sroga lekcja pokory. Sroga i pouczająca. Nie mam wątpliwości, że obecna szefowa ponownie zostanie wybrana. Chyba, że wydarzy się coś nadzwyczajnego.

Górowska polityka”: „ (…) pani burmistrz ma w rękach wszystkie narzędzia, łącznie z przychylnymi mediami, potrzebne do odniesienia kolejnego zwycięstwa, tak pretendentów w mediach nie widać. Na co czekają?

Odpowiedź jest prosta. Pretendenci nie wymyślą niczego odkrywczego i nic konkretnego nie zaproponują. Za obecną burmistrz stoją przede wszystkim osiągnięcia. I nikt przy zdrowych zmysłach ich nie zakwestionuje. Mi też nie wszystko, co zrobiła obecna szefowa gminy się podoba, ale – jak na razie – nie widzę kontrkandydata, który by jej mógł dorównać. Szkoda, ale tak jest!