niedziela, 13 lipca 2014

Dołożyli mi!

I doczekałem się guza! "Górowska polityka" w niewątpliwie miażdżący sposób zniszczyła moją interpretację zarobków burmistrz Ireny Krzyszkiewicz, stwierdzając autorytarnie, iż:

"Szkopuł polega na tym, że pan Balcerowicz swoją metodologię, jak również i inne, stosuje w odniesieniu do całego państwa a nie samorządów". A więc metody tej nie można przenosi na saorząd. Dlaczego? Tego zagadnienia "Górowska polityka" nie wyjaśnia. 

"Nie nada" i już! Tak się składa, że profesor Balcerowicz zajmuje się finansami naszego całego kraju, a ja zająłem się wycinkiem finansów samorządu gminy Góra, mojej Małej Ojczyzny, bo w tym czuję się kompetentny.

Moje okropne i wymagające potępienia przestępstwo polega na tym, iż śmiałem spojrzeć na wysokość rocznego wynagrodzenia burmistrz Ireny Krzyszkiewicz przez inny pryzmat. Krótko mówiąc, zadałem sobie trud wyliczenia, ile kosztuje wynagrodzenie szefowej gminy każdego z jej mieszkańców. Wyszło jak wyszło! I to nie spodobało się autorowi "Górowskiej polityki". Szlag bowiem trafił jego tezę, iż wszyscy jesteśmy "dojnymi krowami", a niemiłosierną "dojarką" burmistrz Irena Krzyszkiewicz.

"Górowska polityka" zawrzała oburzeniem! Jak ktoś śmie nie przyjmować jej argumentacji, w domyśle jedynie słusznej, i kwestionować jedyne i słuszne "prawdy", które rangą są równe nieomal prawdą "objawionym".

I z tego tytułu oberwałem!  Aj, jak boli!

Moją bowiem winą jest, iż śmiem liczyć i myśleć inaczej. Moją winą jest, że miast płaskiej płaszczyzny myślenia, wybrałem przestrzenną. Wina ma polega na tym, że "Górowska polityka" przestrzennej sfery myślenia nie pojmuje a więc i nie stosuje. Wszystko ma być jednowymiarowe. I płaskie, najlepiej płaskie, jak myślenie "Górowskiej polityki". Innego myślenia "Górowska polityka" nie dopuszcza do istnienia i prezentacji.

I stad biorą się durne myśli serwowane na mój temat w tekście: "Kończ Waść, wstydu oszczędź", typu:

"Przyznam szczerze, że w sprytny sposób pan Autorytet próbował wybielić zarobki pani burmistrz."

Przepraszam, a co ja wybielałem? Od wybielania to jest np. "Ace". A co tu "wybielać"? To zarobki szefowej gminy są "czarne", "brudne", źródło ich pochodzenia jest tajne, niejasne? Po co używać sformułowań nieprecyzyjnych "Górowska polityko"?

Albo taki kawałek:

"Również brak pomysłów na prowadzenie bloga zmusza tego pana do takich zachowań. Zachowań śmiesznych, żałosnych, budzących w czytelniku litość nad tanią pisaniną tego pana. I w sumie nie powinienem się do tego odnosić, powinien to po prostu zlać z góry na dół, ale próba dyskusji ze mną jaką ten pan próbuje rozpocząć zmusza mnie do odzewu."

I tego typu sfomułowania leją miód na moje serce. To są dowody na to, jak moje "śmieszne, żałosne, budzące w czytelniku litość nad tanią pisaniną" posty wkurzają bohaterskiego, bo anonimowego autora blogu "Górowska polityka".

Reasumując, droga obrana przeze mnie jest słuszna, bo jakaś sitwa boleje nad tym, że istnieję, piszę (bardzo nieudolnie rzecz jasna!) i nie pozwalam im bez przeszkód wypisywać rodzącej się sitwę bzdur. Proszę zauważyć, że "Górowska polityka" zajmuje się poważnymi sprawami. Jakimi? Też nie wiem! Na pewno zwalczaniem burmistrz Ireny Krzyszkiewicz, a to dowidzi, że anonim ma innego kandydata na burmistrza. Kim on jest? Może być to każdy, byle nie Irena Krzyszkiewicz! Jakąś zadrę do szefowej gminy anonim czuje, albo interes własny zwęszył w związku ze zbliżającymi się wyborami do samorządu. Czas pokaże, na jaką kobyłę na stanowisko burmistrza postawiła "Górowska polityka" Przypuszczam, że będzie dużo śmiechu!

A teraz proszę przeczytać to zdanie, które przeczy poprzedniemu:

"Na początku gorąco chciałbym przywitać pana z powrotem w sieci jak i również w środowisku blogerów. Cieszy mnie niezmiernie fakt, że pomimo represji jakie pana spotkały ze strony pana Starosty, pomimo prześladowań, gnębienia, utrudniania funkcjonowania w społeczeństwie nie poddał się pan i dzięki panu wolność słowa wygrała. Tym bardziej należy się szacunek, bo rzadko kiedy zdarza się aby zwykły obywatel odniósł zwycięstwo w bitwie z władzą."

Rozbawiło mnie to po pachy! Autor "Górowskiej polityki" tłumaczy moją nieco ponad miesięczną nieobecność w blogosferze, represjami i jeden Bóg wie czym jeszcze. A prawda jest taka, że czynnik "starosta" nie ma tu absolutnie nic do rzeczy! Ten czynnik absolutnie nie wpływu na mnie. On się nie liczy, tak jak "Górowska polityka". Górę wzięły względy zdrowotne wywołane przez pewne wydarzenia rodzinne. Tyle, i tylko tyle.

A już to poza starego blogera, który "wita"mnie w "środowisku blogerów". Na panie "Górowska polityka"!  Nie bądź pan śmieszny! O panu jeszcze nikt nie słyszał, jak mnie "Onet" cytował. Pan się zachowujesz tak, jak w przysłowiu: "Konia kują - żaba nogę podstawia". Z całym szacunkiem: gdzie panu do mnie?! Megalomanią i tandetą intelektualną pan trącisz!

Jak pan takiś mocny i bezkompromisowy, oczytany na temat metodologii stosowanej przez Leszka Balcerowicza, to idź pan na sesję Rady Miejskiej i rzuć pan publicznie w twarz Irenie Krzyszkiewicz, że zarabia za dużo, że źle rządzi (tylko daj pan przykłady i poprzyj pan to argumentacją), powiedz pan jej w oczy na kogo pan stawiasz (weź pan cylinder i wyciągnij z niego swojego kandydata, byle nie miał trzech uszu i wodogłowia), i zachowuj się pan w końcu bohatersko, a nie anonimowo, bo w drugim przypadku pańskie "bahaterstwo" jest raczej kpiną.

"Górowska polityka" poucza mnie, iż metodologia przyjęta przeze mnie jest błędna i zachęca mnie do przeliczania zarobków innych burmistrzów. Pomysł to jakiś jest, tyle, że mnie nie obchodzi - tak jak większości mieszkańców gminy Góra - ile wyciąga z kieszeni każdego mieszkańca gminy Góra burmistrz np. bliskiego panu mentalnie  Przygłupowa. Mieszkańca gminy Góra interesuje, ile z kieszeni każdego mieszkańca naszej gminy wyciąga w roku burmistrz Irena Krzyszkiewicz. Dlaczego? Dlatego, że to jest: "tu i teraz".

A tak na koniec, panie "Górowska polityko". Pan chyba masz takie nazwisko, którego używania się pan wstydzisz? Zaszłości jakieś? A może ta anonimowość ma służyć wyciągnięciu profitów na przyszłość? Bo jak pan zauważył, a sądzę, że na tyle bystry pan jest, to ja od lat swojego nazwiska się nie wstydzę. Z dumą podpisuję się nim. A pan? Niech się pan nie wstydzi. w Polsce nazwisko Przygłup idzie zmienić na drodze sądowej. W załatwieniu formalności z tym związanych mogę panu pomóc. Ale, ale! Nie, żeby zaraz pan przyssał się do mojego nazwiska! Co to, to nie! Weź pan sobie nazwisko - np. Płaski. Ono wiernie odda pana intelekt.