środa, 4 czerwca 2014

Siła tradycji

Kiedy otworzyłem dzisiejsze wydanie „Gazety Wrocławskiej” odetchnąłem z ogromna ulgą. To, co przeczytałem na stronie 6 przyniosło mi niewysłowioną ulgę. Kresu dobiegły bowiem moje koszmary senne, bezsenne noce i ból.

Na stronie 6 przeczytałem bowiem, iż w końcu były wojewoda dolnośląski Marek Aleksander Skorupa już nie jest bezrobotny. Co za ulga!
Kiedy w ramach porachunków wewnątrz mafijnych –pardon wewnątrz partyjnych – Rudy Donek spuścił z fotela wojewodę, bo ten był zwolennikiem Don Schetyny, w oczy i żołądek zeszrotowanego byłego wojewody zaglądnął niedostatek głód.

Szczerze martwiłem się o byłego wojewodę. Zastanawiałem się czy nie zostanie bezdomny, nie popadnie w skrajną biedę, nie będzie zmuszony do żebrania. Wszak każdy wie, że nie ma losu gorszego niż zostać upadłym politykiem, bo o robotę dla takiego gościa niezwykle ciężko. Upadły polityk, jak by na to nie patrzeć, trefnym towarem jest! Realia takie mamy.

Ale po przeczytaniu informacji w „Gazecie Wrocławskiej” kamień z serca z wielkim hukiem mi spadł. Ma nasz były wojewoda fuchę w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej we Wrocławiu. Z głodu więc nie umrze! Hosanna!

Z drugiej strony zastanawiam się czy nowy prezes WFOŚiGW nadaje się do pełnienia tej funkcji. Dał się politycznie zezłomować a więc jakoś nie zadbał o należyta jakość otaczającego go środowiska. Faktem jest, że „platfusowe” środowisko dość toksyczne jest. Wiadomo, że każda partia raczej burdel przypomina a nie salon artystyczny. Politycznych alfonsów i rajfurów tam pod dostatkiem. Dlatego też nigdzie nie przynależę.

A tu masz! Gość, który nie ochronił swojego środowiska od toksyn i zanieczyszczeń wszelakich dbać ma o ochronę środowiska wszystkich dolnoślązaków. Czy podoła?

Ważne jest jedno. Dzisiaj mija 25 lat od upadku realnego socjalizmu. Nieboszczki PZPR już nie ma a tradycja pozostała. Wszak tak samo robiła nieboszczka PZPR ze swoimi nomenklaturowymi aparatczykami partyjnymi. Też kierowała ich na: „inne, odpowiedzialne stanowiska państwowe”. I bywało tak, że upadły aparatczyk szedł z ministra kultury na ministra przemysłu terenowego i odwrotnie. I to mi się w „paltfusowej” i innych partiach podoba: przywiązanie do tradycji. Choćby to była tradycja rodem z PRL –u.

A mało być kurwa tak pięknie! I inaczej.