środa, 25 czerwca 2014

Rozmowy na jazie

Kolega Jerzy zaproponował mi wczoraj przejażdżkę do Wierzowic Małych. Muszę Państwu powiedzieć, iż mój znajomy Jerzy, z urodzenia jest górowianinem, ale po ukończeniu studiów, na początku lat 80., udał się „za chlebem” do jednego z sąsiednich powiatów, gdzie mieszka i pracuje w KGHM. Goniony wspomnieniami lat „chmurnych i durnych”, zrozumiałą tylko dla prawdziwych górowian nostalgią i pragnieniem napawania oczu widokami przypominającymi lata dziecinne, ufne i beztroskie, zapragnął zwiedzić jaz na rzece Baryczy, który położony jest właśnie na drodze gruntowej wiodącej do Wierzowic Małych.

No i pojechaliśmy, by pogadać, obgadać, posobaczyć na to i owo, powspominać i nacieszyć oczęta, nieco znużone już życiem, obrazami przyrody a uszy głosami ptactwa przeróżnego.

Stanęliśmy sobie samochodem przed jazem a naszą wycieczkę rozpoczęliśmy od podziwiania tego zabytku architektury technicznej. Niewiele wiadomo o tym jazie. Wiadomo, że elementy jazu pochodzą z istniejącej od końca XIX w. fabryki: „Hirschberger Maschinenfabrik und Eisengießerei F&A Theuser”. „Hirschberger”, to niemiecka nazwa Jeleniej Góry. Fabryka ta już nie istnieje. Jaz ma dwie betonowe podpory i położony jest na 26 km i 150 m rzeki Barycz, licząc od ujścia Baryczy do Odry w Wyszanowie. Inne źródła podają odległość do ujścia 26 km i 160 m. Wysokość jazu od dna wynosi 5 m a szerokość jazu 18,2 m. Betonowa nawierzchnia jazu ma 6 m szerokości. Trudno określić wiek budowli, ale na pewno powstała przed 1939 r. Jaz jest kolejnym, jakże wymownym dowodem na odwiecznie piastowski rodowód tych ziem.
Wróćmy do rozmowy. Przez moment było miło, przyjemnie, sielsko i anielsko. Niestety, inżynierska dusza Jerzego spowodowała, że miły nastrój prysł z hukiem, i to nie mniejszym jak żywione powszechnie do niedawna przekonanie, że ludzie Platformy, rzekomo Obywatelskiej, to dżentelmeni w każdym calu, o nienagannych manierach, godni zaufania.

Jednym słowem, że nie są to „oszołomy” żuliki, chwilowo – przez oczywistą pomyłkę! – sprawujący władzę. Okazało się jednak ostatnimi czasy, że jedynym miejscem pracy, tej mocno szemranej ferajny, winna być budka z piwem lub picie w bramie ze sławnego gwinta. Zostawmy jednak w spokoju „platfusowe” szambo (niech ich szlag trafi i koklusz powydusza!) i przejdźmy do rzeczy.

Podziwiamy więc sobie jaz na Baryczy, podziwiamy, rozmawiamy, podziwiamy, słuchami głosów żurawi i przez moment jest pięknie. Po prostu chce się żyć!

Woda w Baryczy płynie leniwie, statecznie, szemrząc coś w sobie tylko znanym języku. Nigdzie się nie spieszy, bo wie, że pomimo tego, iż wszystkie rzeki świata wpadają do mórz i oceanów, to te wciąż nie są wypełnione po brzegi.
Powróćmy jednak do inżynierskiej duszy Jerzego, który opisany powyżej nastrój zburzył w sposób iście technokratyczny.

Kolega zwrócił mi uwagę na pewne defekty występujące w obecnym stanie technicznym jazu. Wskazał na pewne braki w wyposażeniu jazu, które jego zdaniem jest „nieco niekompletne” a co za tym idzie, na wypadek konieczności użycia go „będzie on bezużyteczny”.


Oczywiście, jako fan ziemi górowskiej broniłem stanu jazu. A jak cwanie to robiłem! Jurek stwierdził, że ubytki to „robota złomiarzy”. Kategorycznie zaprzeczyłem!

U nas ludzie są odpowiedzialni Jurku!”- powiedziałem – "i nie ma mowy, by takie brewerie wyczyniali!
To kto to zrobił?” – padło podstępne pytanie Jerzego.

Intensywnie myślałem nad odpowiedzią, która oddaliłaby te podłe oszczerstwa wobec mieszkańców naszej ukochanej gminy. I już miałem miażdżącą odpowiedź:

- "Bobry! Ty wiesz Jurek ile u nas jest bobrów?! Niszczą wały, porywają wędkarzom złowione ryby, kradną wędki, namioty, opróżniają turystom kieszenie! Te zwierzaki to klęska na naszym terenie. Mamy tu inspektorat Wojewódzkiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych we Wrocławiu, na czele którego stoi pan Jerzy Ruszczyński. Ty wiesz Jurek, że pan inspektor przez te bobry spać nie może? Ci dywersanci uniemożliwiają mu pracę nad umocnieniem wałów, dbaniem o jazy, przepusty i całą tę inżynierię wodną. 

Pan inspektor wciąż liczy bobry! I na nic innego nie ma czasu! A wiesz, że te bobry kopulują z sobą z szybkością, z jaką nasz ukochany Donald Tusk (zalecam beznadziejnie duszący koklusz!) składa obietnice wyborcze! I jak pan inspektor Ruszczyński ma nadążyć z liczeniem populacji bobrów, jak najtężsi politycy nie nadążają zliczeniem obietnic wyborczych Złotoustego? 

Wiem, że pan inspektor liczy popłacę tych wstrętnych agresorów na różne sposoby. Jak zbliża się powódź, to populacja bobra wrasta nam do ok. 15 tys. sztuk. Jak chłopi alarmują, że pada wał i trzeba naprawić, to bobrów jest 10 tys., i w tej sytuacji wału nie opłaca się tak naprawdę naprawiać, bo nie ma powodzi, a 10 tys. bobrów i tak wał po naprawie rozniesie w proch i pył. 

A w czasach pokoju i prosperity populacja bobrów spada nieoczekiwanie do 5 tys. sztuk i wtedy już można nic nie robić, bo taka populacja rzece nie zaszkodzi a tylko uroku i walorów turystycznych doda. Taka jest bobrowa polityka pana inspektora Jerzego Ruszczyńskiego. Jednym słowem: bobry są dobre na wszystko!

Jerzy słuchał moich wywodów a oczęta robiły mu się takie okrągłe, jak okrągła jest kwota 1500 zł. dodatku specjalnego pobieranego przez wicestarostę Pawła Niedźwiedzia.

Ty Robciu" - rzekł Jerzy - "chcesz mi wcisnąć, że to bobry poodkręcały śrubki, korki olejowe, łożyska? Chcesz powiedzieć, że to bobry są odpowiedzialne za san techniczny jazu? Za brak konserwacji, śmieci?"

Drogi Jerzy, ty nawet nie wiesz, co one potrafią. Inspektor Ruszczyński opowiadał mi, że kiedyś widział, jak inny inspektor, podobno z Wrocławia, wygrał od bobrów w karty samochód osobowy! Ten samochód bobry rąbnęły działaczowi PSL-u, który przyjechał tu na bara – bara z pewną działaczką z PiS - u, która często występuje w toruńskiej rozgłośni. I z tego powodu sprawy nie zgłosił do właściwych organów, bo rzecz nabrałaby posmaku skandalu.

Ale to jeszcze nie wszystko! Podobno inspektor po cichu opłaca się bobrom za to, że ich nie nęka a tylko nieustannie liczy..."

"Jak to Robciu opłaca? Kasę biorą od niego? po co bobrom kasa?!"

"Jerzy nie daje kasy, tylko wiesz tak się mówi. Lud powiada, że bobry bywają przez niego zapraszane na imieniny, urodziny, imprezy z okazji premii otrzymywanych za sukcesy w pracy zawodowej. Inspektor szykuje im wyżerę, ale taką lepszą: kawior, szampan, ośmiorniczki z grilla i tym podobne świństwa. Mówi się też, że inspektor Ruszczyński jest na ty z wodzem bobrów. Podobno wypili brudzia i się ucałowali serdecznie. 

"Robciu, co ty chrzanisz?!"

"A teraz słuchaj pilnie. W pewnych kręgach drogi Jerzy, chodzi taka informacja, iż radny pseudonimie Bananowy Uśmiech swój majątek zawdzięcza bobrom …

Majątek bobrom?! Co ty pleciesz?!

Nie ja plotę, ale lud nad brzegami Baryczy zamieszkujący tak tokuje. Mówią, że radny ów wszedł w komitywę z bobrami i ci z wdzięczności wydobyli dla niego skarb zatopiony w rzece. Skarb ów – jak lud rzecze – był wielkiej wartości i pozwolił dotychczasowemu - podobno biedakowi - stanąć na nogi.

No chyba w to nie wierzysz…

A czemu nie? Podobno Bananowy Uśmiech obiecał bobrom, że załatwi zmianę ordynacji wyborczej, tak by bobry też miały prawo głosu. Zobaczysz Jerzy, że jeszcze bobry w sejmie i senacie zasiądą!

Ostatnio nawet pojawiła się taka pogłoska, że bobry chcą swojego kandydata wystawić w wyborach na burmistrza naszej gminy. Podobno nazywa się Cielęcy Leszcz

To nieprawdopodobne! Ale wiesz, że coś może w tym być. Platfusy dołują to i mogą tak kombinować. Bo kombinować to oni potrafią! Rządzić raczej nie! Masz racje, że bobry są dobre na wszystko!

A widzisz!

Dobrze. Ale powiedz mi, co na to władza?! Bobry szleją a starosta na to co? Nic? Uszy położył pod siebie i nie działa?

Podobno ze strony starosty i wicestarosty wyszła propozycja spotkania z bobrami, ale …

Co, ale?

Jerzy, cholera, niezręcznie mi mówić o tym, ale podobno bobry stwierdziły, że jako partnerzy do rozmów obaj panowie są dla nich za miałcy i wg bobrów: „wysoce niekompetentni, by dyskutować z nimi problemy nurtujące w żywotny sposób gatunek bobrów na terenie podległych im gmin” oraz: „niefrasobliwy i lekceważący stosunek do istot ludzkich zamieszkujących w okolicach rzeki Barycz i Orli, wyrażający się braniem wynagrodzeń za nic" i, że: "rodzina bobrza nie jest tak głupia, by powierzać swój los w ręce niepewne i nie rokujące żadnej nadziei na poprawę."

I co na to starostwie? Ja bym kazał do bobrów strzelać, odławiać i wywozić z 300 km dalej!

Oni Jerzy początkowo się wzburzyli, szukali kogoś kto im pozew przeciwko bobrom napisze, chcieli oficjalnych przeprosin na łamach prasy. Pałali żądzą odwetu, ale spacyfikował ich radny Bananowy Uśmiech. Powiedział im, że jak się zmieni ordynacja wyborcza, to on postara się, by bobry trochę kartek na nich też do urn sypnęły i wtedy będą mieli szanse jeszcze raz leserować w samorządzie. Bez bobrzych głosów – tłumaczył im Bananowy Uśmiech – szans nie mamy. Daliśmy dupy przez ostatnie 4 lata i nam tego wyborcy nie wybaczą. Podobno ostatecznym argumentem Bananowego Uśmiechu było stwierdzenie, że nikt przy zdrowych zmysłach nas do roboty nie przyjmie a jak przyjmie, to do przerwy śniadaniowej wyleje.

To tu się wszystko pozmieniało odkąd wyjechałem. Takie zmiany, takie zmiany! Niepojęte!

Jerzy, tu się nic nie zmieniło. Zawsze jakiś lalkarz pociągał sznurkami zza kulis a marionetki tańcowały. Tylko, że teraz wybitnych lalkarzy u nas nie ma a przyroda pustki nie znosi. Pustkę wypełniają bobry. I ja ci powiem, że to nie jest jeszcze tak najgorzej.

A może być gorzej?

Niż jest? A nie! Gorzej już nie! Ale durniej zawsze!