wtorek, 9 września 2014

Z głębokim żalem

Dotarła do mnie wstrząsająca wiadomość. Wiadomość, która wielu mieszkańcom naszej gminy może odebrać chęć i pragnienie do egzystencji. Wiadomość ta jest wprost nieprawdopodobna i przez to trudna do przyjęcia dla wielu, bardzo wielu mieszkańców. Życie jednak jest niesprawiedliwe i przynosi nam wiele gorzkich niespodzianek.

Piszę tę rzecz z trudem i boleścią wielką. Były burmistrz Tadeusz Wrotkowski nie stanie do wyborów na burmistrza naszej gminy. Nasz Wódz, Ojciec, Matka, Dziadek i Prabaka w jednym, nie zaszczyci nas swoim nazwiskiem na liście wyborczej. Nie będziemy mieli okazji zagłosować na Niego, by dać wyraz swojej najgłębszej wierze w jego mądrość i wybitne zdolności przywódcze.

Tylko On mógł wyprowadzić nasze miasto i gminę z głębokiej zapaści. Tylko On mógł stworzyć tysiące miejsc pracy ze średnią 8000 zł netto bez obowiązku świadczenia pracy. Tylko On był w stanie spłacić gigantyczne zadłużenie naszej gminy ze swoich oszczędności ciułanych od I klasy szkoły podstawowej w Szkolnej Kasie Oszczędności. Tylko On nie był małostkowy wobec wykonawców nie dotrzymujących terminów wykonania inwestycji. Tylko On potrafił rozkładać ręce w papieskim geście braterskiej miłości i powiedzieć: "Wszak przyszedłem czynić tu dobro". Tylko On mógł zbawić nas firmą z Karlina i mielibyśmy dzisiaj gaz nie tylko za darmo, ale z dopłatą do zużytych metrów sześciennych. A jak żal fabryki kartonów wykonywanych z Jego przedwyborczej lipy!

Niestety! Sami jesteśmy sobie winni, że On nie będzie naszym Wodzem, Światłością Naszych Oczu, Zbawieniem, Papą Opatrznościowym. Żal ten widać na stronie "Górowskiej polityki", z którą łączę się w szczerym bólu, niewysłowionego żalu i rozpaczy w tej smutnej dla wszystkich godzinie.

Żal ten też widać na ulicach naszego miasta. Ludzie zatrzymują się jak skamieniali na tę straszliwą wieść. W centrum miasta pustkami świecą ławki i panuje straszna cisza nie przerywana charakterystycznymi dla tego miejsca odgłosami "gul - gul". Mijam starszą panią, która idzie zapłakana ulicą Żeromskiego. Powodowany chrześcijańskim uczuciem litości próbuję ja pocieszyć. Wcale jednak dobra kobiecina mnie nie słucha i mamrocze: "Weterynarz powiedział, że mojemu kanarkowi już nic nie pomoże!" Ze współczuciem pomyślałem, że tę dobrą kobietę może porazić wiadomość, że nie tylko jej kanarkowi weterynarz nie pomoże. Jemu też nic. Czas rejestracji minął. O bezlitosna litero prawa wyborczego!

Słońce, które tego dnia tak pieściło nas swoimi promieniami przygasa. Ono już wie, że nasza gminą, ba! - ludzkość, całą dotknęło nieszczęście. W parku "Solidarności" dwa psy mają zatwardzenie. Suczka łasi się do psa a ten z obojętnością podchodzi do jej zalotów. Widać od razu, że pies czytał straszliwe wieści z bloga "Górowska polityka". Tknęła go impotnecja.

Drogę przebiega mi rudy kot o melancholijnym wzroku, który obojętnie spogląda na tłustą mysz wybiegającą bez przepustki z młyna. Zero zainteresowania kolacją ze strony kota. I nagle dzieje się coś dziwnego. Kot praska i łapą wskazuje myszy kierunek na cukrownię. Mimochodem spoglądam w tamtą stronę i zastygam w geście niepomiernego zdziwienia i grozy.

W promieniach gasnących promieni słonecznych widzę przeogromne zarysy głowy ludzkiej, ale bez wyraźnych ludzkich zarysów. Głowa ta wisi nad horyzontem i ma barwę purpury. Jaśnieje i faluje. Po chwili nabiera rysów ludzkich. Krzaczaste brwi przypominające krzaki agrestu okalają doskonałą łysinę. Widać zarys oczu i charakterystyczny kształt czerepu. Tak! Tak! Tak! To On! W całym swoim majestacie, grozie i władczości.

Tłusta mysz wyciaga skrzypce a kot harmonijke ustną. Do uszu moich dobiegają pierwsze takty wszystkim starszym rocznikom "Międzynarodówki". I ja już wiem, że to On, Ojciec Tadeusz, który w młodych latach był lektorem jedynie słusznego komiteteu pewnego szczebla. Tak! "Toż On sie tego nauczył podczas studiów na wieczorowym Uniwerystecie Marksizmu - Leninizmu"! Tylko tam tego uczyli!

Jak oszalały klaskam w dłonie, bo widzę, że On po ludzku jest, bierze nadal udział w grze! Dwie starsze kobiety klękają z czcią przed tym cudownym widokiem i w ekstazie krzyczą "Ojcze Dyrektorze!" Mityguje obie leciwe damy, że to On, to Dawca Dobra i Nadziei - Burmistrz Tadeusz. Ale gdzie tam! Zapomnij! Obie oszalałe z niepojętej dla mnie radości wynikającej z pomyłki krzyczą: "Ojcze Dyrektorze!"
"Nietutejsze jakieś, pomyślałem. Jakby były tutejsze to by naszego lokalnego Zbawiciela poznały!"

Wtem wiatr zaczął jakiś wiać z siłą ogromną, porywisty i zimny, przenikający do szpiku kości. Wiatr od wschodu. Cieniem pokryło się dostojne promieniujące purpurą obliczę tego, który nam szczęśliwość doczesną obiecał. Od strony Czerniny, Ligoty i Kruszyńca po niebie cień konia gonił w pędzie straszliwym. Cień ów kładł się na ziemię czyniąc na niej mrok. Ptaki strachliwie milkły, kwiaty zamykały swoje kielichy, trawa żółkła, świeże pieczywo zamieniało się w czerstwe a woda w pobliskiej fontannie zagotowała się z przerażenia.

Na grzbiecie wierzchowca - cienia widać było wyraźnie zarys kobiety o długich blond włosach, która dźgając cień wierzchowca z furią zmierzała w stronę czerepa na wieczornym niebie. W rękach amazonki - walkirii widać było broń damską w postaci patelni, trzepaczki do dywanów oraz durszlaka. Czerep purpurowy zmarszczył się, skarlał, ale nie zdążył się schować. Trzy uderzenia pełne furii, pasji i zapamiętania spowodowały wyraźny uszczerbek na niebiańskim wizerunku. Patelnia oderwała górną cześć czerepa, trzepaczka zmiotła nasadę nosa i krzewy agrestu, które spadły nieopodal mnie, a durszlak dokonał dzieła zniszczenia rzucając wydatny nos i szczęki na drogę A5. Zapadła ciemność całkowita. Słychać tylko było śmiech amazonki - walkirii i jej słowa: "Nie właź mi więcej w szkodę!"

W zamyśleniu i rozpaczy, z poczuciem pełnego sieroctwa tego miasta i gminy mijałem drzewa, z których w geście lamentu sypały się obficie liście. "I on spadł jak liść" - pomyślałem sobie - "I jak my damy sobie radę bez niego?!"

Czarno widzę przyszłość nas, mieszkańców gminy. On był człowiekiem na ciężkie czasy. Nadzieja jego powrotu na fotel, który z racji Jego nadludzkich przymiotów należał mu się na zawsze, już się nie ziści. Amazonka - walkiria przegnała nawet cień nadziei. "Kto jej da radę?"