czwartek, 25 września 2014

Uprzejmie prostuję!

Ciężkie bywa życie blogera. Człowiek skrobnie to i owo i kłopot gotowy. W poście „Fajne/niefajne” napisałem o przejściu „pod bramą” znajdującym się przy ul. Kościuszki. Dzisiaj z interwencją zadzwonił w tej sprawie Najwyższy Sprawczy Czynnik w naszej gminie, czyli widomo kto. Nasze Słońce Góry (oby świeciło nam nieustannie!) poprosiło mnie o sprostowanie zamieszczonych tam informacji, dotyczących braku oświetlenia w przejściu popularnie zwany przez górowian „pod bramą” (przejście łączące ul Kościuszki z ul. Kosynierów).

Najwyższy Sprawczy Czynnik (oby przewodziła nam nieustannie!) raczył poinformować mnie, iż owe nieoświetlone przejście „pod bramą” jest własnością znajdującej się tam wspólnoty mieszkaniowej i gmina nie może (bo wspólnota nie chce!) zainstalować tam oświetlenia, które by rozproszyło panujące tam mroki sprzyjające różnego rodzaju ekscesom.

Nasze Ukochane Słońce Góry (oby świeciło nam nieustannie przez 24 godziny na dobę!), poinformowało mnie, istotę mierną i marną na tym padole łez, że od wielu miesięcy dyrektor Administracji Lokali Komunalnych czyni staranie w kierunku oświetlenia przejścia „pod bramą”, ale napotyka na opór wspólnoty mieszkaniowej, która na to zaistnienie lumenów nie wyraża swojej zgody. A według informacji posiadanych przez Nasze Ukochane Słońce Góry, przejście owo należy do wspólnoty mieszkaniowej.

Rozpacz ma nie miała granic! W maliny bowiem – wg słów Ukochanego Słońca Góry – wprowadziłem w błąd opinię publiczną. Już rozglądałem się za twarzowym powrozem, by zawisnąć godnie w naszym lesie, takie pomyłki honorowej śmierci wymagają. Wszak nie jestem członkiem Platformy, rzekomo Obywatelskiej, by łgać i pluć publice w oczy a zostawszy na tym przyłapany, twierdzić, że to deszcz tylko padał. Rozpacz moja była pełna!

Atoli ogarnąłem się jakoś i rzecz całą zbadać raz jeszcze postanowiłem. Wstąpiłem tu i ówdzie, bo w drodze do piekieł, które mnie niechybnie czeka, zawsze człowiekowi jest po drodze, ustaliłem rzeczy następujące.

Po pierwsze: zbyt szybko i nazbyt pochopnie chciałem się „wyhuśtać” na sznurze odpowiedniej długości. Przejście „pod bramą” z ul. Kościuszki na ulicę Kosynierów ma 44 m kw. To fakt. Położone jest na działce o numerze działka nr 1017/46. Działka owa tak jak i widoczna na mapie działka nr 1017/32 jest własnością gminy Góra. Fakt bezsporny.


Po drugie: Ukochane Słońca Góry raczyło w swojej nieskończonej łaskawości i dobrotliwości złożyć zamaszysty podpis pod: „Zarządzeniem Burmistrza Góry z dnia 8.04.2013 r. w sprawie wyrażenie zgody na zmianę wysokości udziałów we współwłasności nieruchomości wspólnej”. Proszę zwrócić uwagę, iż wzmiankowana działka o numerze 1017/46 (należąca w części bezspornie do naszej gminy) jest w owym światłym dokumencie wymieniona.



Po trzecie: ktoś nasze Najukochańsze Słońce Góry (oby czas Jej panowania był równy odległości naszej matki ziemi od Słońca!) wprowadza w błąd. „Kto to może być?” – zachodziłem w głowę. ALK nie wie czym dysponuje czy też naczelnik „komunalki” w gminie (Lucjan Żołnieruk) robi wodę z mózgu dla swojej szefowej. Faktem jest, iż coś tu nie gra.

Pokrzepiony na duchu, ale głęboko przejęty faktem robienia w „balona” naszego Ukochanego Słońca Góry (oby świeciło nam wiecznie!) postanowiłem, że trzeba Naszemu Słońcu pomóc.

Zaciągnąłem w najbliższym banku wysoki i pasersko oprocentowany kredyt. Ale nie przeznaczyłem go na rozbuchaną konsumpcję! Co to, to nie!

Zakupiłem ten oto przedmiot, który pozostawiłem w sekretariacie naszego Ukochanego Słońca z następującą dedykacją:


I tak kończy się krótka historia mojego sprostowania. Teraz Ukochane Słońce Góry powinno kogoś wyprostować i przywróć chęć do pracy. Pozwolę sobie podpowiedzieć, że najlepiej chęć do pracy przywraca znalezienie w rejestrach PUP z adnotacją „bezrobotny”.