czwartek, 4 września 2014

Ekologiczne love story I

Poczytałem sobie dzisiaj sprawozdania z wczorajszego spotkania dotyczącego budowy kotłowni na ciepłą wodę przy ulicy Wierzbowej. Powiem krótko: o kant czterech literki rozbić takie sprawozdania! Ktokolwiek je napisał! Napisały je beztalencia okrutne!

Wczoraj, o godzinie 13 zająłem miejsce w sali kinowej górowskiego Domu Kultury. Usiadłem sobie dwa rzędy przed platformerską trzódką, która w liczbie 4 osób przybyła na to spotkanie. Rozglądnąłem się po sali i zauważyłem, że zainteresowanych spotkaniem jest mniej więcej tyle osób, ile kolców ma wyleniały jeż. Na kinowej sali łysiny zajmowały połacie przeogromne.

Fakt nieobecności górowian na tym spotkaniu nie stanowił dla mnie niespodzianki. Godzina spotkania trafiona była niczym kula w płot. Rozglądnąłem się po sali. Dojrzałem radnego gminnego Bronisława Barnę. Przyjrzałem się jego dostojnej osobie (w tym przypadku dostojność radnego wypływa z jego podeszłego wieku, co z zasługami nie ma nic wspólnego), pragnąc przekonać się czy ma przy sobie służbowy bukiet kwiatów. Służbowego bukietu nie dojrzałem, co świadczyło o tym, że hołdów wobec władzy dzisiaj nie będzie. "Szkoda" - pomyślałem, że cyrku dzisiaj nie będzie. Bronisław Barna słynie z tego, że w krytycznych dla władzy momentach wstaje z wicheciem kwiecia w starczej dłoni i wygłasza tyradę chwalącą władzę za to czego najczęściej nie zrobiła, ale obiecała, że zrobi. Tu muszę Państwu przypomnieć, iż Bronisław Barna, zwany w pewnych kręgach jako "Bronisław bardzo Be" jest przewodniczącym Komisji Rewizyjnej Rady Miejskiej. Oczywiście, nic z tego pozytywnego dla mieszkańców nie wynika, ale dla "Bronisława bardzo Be" jest to zaszczyt, splendor i powód, by nadymać się niczym balon braci Montgolfier.

Szkoda tylko, że radny i przewodniczący Komisji Rewizyjnej Rady Miejskiej zamiast działać, badać i dochodzić, dupersznytami się zajmuje. A zająłby się np. działalnością Administracji Lokali Komunalnych w Górze, gdzie granda goni grandę. No cóż, ale wzrok i słuch już nie ten.


Rzucam okiem dalej i widzę starostę w pierwszym rzędzie. Wielce Czcigodna Pomyłka siedzi w pierwszym rzędzie. "Ależ krzesło czyni mu zaszczyt, że go gości" - pomyślałem.

Kolejny rzut oka na salę i widzę stół prezydialny. "Prezydia Rady Narodowej przeminęły, ale stół się ostał. Ostatni bastion komuny a jaki trwały"- nasunęła mi się myśl.

Moje rzuty okiem na salę przerwała bezceremonialnie szefowa gminy, która otworzyła spotkanie. Burmistrz Irena Krzyszkiewicz stwierdziła, że nie jest to ostatnie spotkanie na temat budowy kotłowni przy ul. Wierzbowej, bo gotowa jest zorganizować kolejne w godzinach bardziej dogodnych - wieczornych. "Jaka władza robi na złość mieszkańcom?" - spytała głośno szefowa gminy. "Ta!" - pomyślałem nazbyt pospiesznie i pożałowałem. "Żadna władza!" - zapewniła pani burmistrz. Uspokojony tym zapewnieniem wysłałam sms - a do "ludu pracującego miast i wsi" w Korei Północnej, że ich Wielki Wódz też jest o.k. O.k., jest też szef ALK w Górze. Tylko petenci są tam mendowaci.

Pani burmistrz przypomniała, że informacja o zamiarze budowy kotłowni przy ulicy Wierzbowej nie powinna być dla górowian niespodzianką. W uzasadnieniu swoich słów przytoczyła miażdżące fakty. "Przegląd Górowski" o tym fakcie informował na przełomie września i października 2013 r. 10 września 2013 r. zajmowała się tym problemem jakaś Komisja Rady Miejskiej. Na obrady tejże komisji przybyło 6 czy 7 osób. 30 września 2013 r. podczas sesji Rady Miejskiej też sprawa kotłowni na ciepłą wodę była omawiana. Ze słów pani burmistrz wynikało, że pretensje mieszkańców są nieco nieuzasadnione, bo rzecz cała była dawno na tapecie.

I tu bylem odrobinę zniesmawczony. Wiadomo powszechnie, że kocham Panią Irenę, życzę jej jak najlepiej i złego słowa na jej temat nie dam powiedzieć, ale szefowa gminy zapomniała zebranym w sali kinowej Domu Kultury (bez kultury, ale z panią Danutą Berus na czele - niepotrzebnie!), o której godzinie było posiedzenie owej Komisji i obrady sesji, że tak niewiele osób na te szalenie ważnie posiedzenia przybyło.

W kwestii tzw. "informacji" zawartych w "Przeglądzie Górowskim" z najwyższym ubolewaniem muszę autorytatywnie stwierdzić, że w okresie jesiennym ów nośnik informacji wydawany za pieniądze podatników spełnia dwojaką funkcję. W okresie jesiennym jest bardzo pożądany jako podpałka. Świadomość ekologiczna mieszkańców naszej gminy jest wciąż - niestety! - niska. Owszem, ludzie w tym okresie wydzierają sobie z rąk te zadrukowane szpalty, ale w celu uzyskania dostępu do darmowej podpałki. To niesie za sobą określone zagrożenia ekologiczne. Spalanie w piecu "PG" powoduje emisję szkodliwych substancji do atmosfery, a więc zwiększa zanieczyszczenie atmosfery. Ludziska biorą, nie czytają, spalają a kominy dymią. Ważne jest jednak to, że darmowa podpałka bardzo ludziom leży. I za to ja i mieszkańcy (ale przede wszystkim ja - kocham Panią Pani burmistrz!).

Kochana Pani Irena zapewniła nielicznych obecnych na spotkaniu mieszkańców, że nie zrobi nic: "przeciwko mieszkańcom". Zapewne! Ale ALK - a?!1,90 zł musiałem wydać, by założyć im drugą teczkę! Kto mi to zwróci?!

Kochana Pani burmistrz Irena poinformowała mieszkańców, że w sprawie budowy kotłowni na ciepłą wodę wpłynęły 4 protesty mieszkańców Góry. Za ten godny pożałowania incydent, który burzy harmonijną współpracę władz z mieszkańcami, obarczyła winą radnych gminnych. "Radni są wybierani po to, by przekazywać prawdziwe informacje" - stwierdziła szefowa gminy". "To który sukinkot dezinformuje?!" - zadałem sobie pytanie.

Szefowa gminy (kocham Panią Pani Ireno!) poinformowała zebranych, że zebranie, które było w toku, ale bez tłoku, zorganizowane zostało na życzenie gości. Gośćmi owymi byli przedstawiciele "Ekokogeneracji" z Warszawy, która to firma ma wyłożyć kasę na budowę kotłowni na ciepłą wodę przy ulicy Wierzbowej. Tu nieco się zdziwiłem, że ogon ("Ekokogeneracja") kieruje odwłokiem (nasza gmina). Nie mniej szefowa gminy przypomniała, że nie wydała jeszcze decyzji środowiskowej, która warunkuje budowę kotłowni.

Po naszej pani burmistrz głos zabrał prezes "Ekokogeneracji", jakiś tam Wojciech. Pamiętam tylko imię tego gostka, bo nazwisko mi uleciało niczym program wyborczy takiego Komitetu Wyborczego w gminie i powiecie "Czas na zmiany". Zapomnieli tylko dopisać "Czas na gorsze zmiany".

No i wystąpił prezes "Ekokogenracji". Jakiś tam pan Wojciech. mocny gość był. Dorwał się mikrofonu i zaczął trajlować. A ja patrzę mu na jego gębę i widzę, że źle chłopu z oczu patrzy. Chwycił chłopina ten mikrofon i zaczadzać salę zaczął. Gada, gada, gada, i po sali lata jakby coś go gryzło. "Pchły go oblazły czy mendy wyłpał?!" - zastanawiam się.

A tu co słyszę? Chrapanie jakieś! Słucham, patrzę, rozglądam się. Wiceprzewodniczący Rady Miejskiej siedzi - Zygmunt Iciek - i rozmawia przez telefon. Jak rozmawia to nie chrapie. Wiadoma rzecz! Przewodniczący Rady Miejskiej - Jerzy Kubicki - ziewa. Znaczy jeszcze nie zasnął a więc chrapać nie może. Czujnie lokalizuję źródło infradźwięków. No i mam! Radny "Bronisław bardzo Be" Barna chrapie! Chrapał jednak sympatycznie, bo gdy wsłuchałem się w ton jego chrapania wyraźnie usłyszałem coś takiego: "kwiatów nie dali i wazelinowate przemówienie szlag trafił!".

A prezes Wojciech z "Ekokogeneracji" biega z mikrofonem po sali i kit wciska. Agresywny był nieco prezesunio, jak na mój gust. Odpierał zarzuty, które wobec jego "Raportu o oddziaływaniu na środowisko" planowanej budowy kotłowni sformułował górowski "Sanepid". To było wprost żenujące. W trakcie swoich wypowiedzi prezes Wojciech zapewniał zebranych o samych korzyściach płynących z budowy kotłowni. A tu zestawienie, a tu najlepsze praktyki, a tu spełnione wymogi środowiskowe, a tu monitoring 24 godzinny, a tu zmniejszona emisja, a tu, że sami mieszkańcy Góry się trują, bo śmieci w kominkach i piecach spalają, a jak oni ("Ekokogenracja") będą spalali, to nic do atmosfery się nie dostanie. A latem to już Góra uzdrowiskiem może być, bo kotłownia na Jagiellonów wyłączona będzie, a to główny truciciel. A wszystko to są "fakty" wg bezczelnego i aroganckiego prezesa Wojciecha z "Ekokogeneracji " z Warszawy.

A ja wciąż kocham Panią Irenę.

C.d.n.