wtorek, 30 września 2014

Ciach! - i po kulturze

Jak wszyscy wiemy, nasz Dom Kultury raczej ofertą kulturalną nas, mieszkańców miasta, na kolana nie powala. Można nawet powiedzieć, że chętnych do robienia kultury raczej odstrasza o czym wielokrotnie pisałem przytaczając opinie młodzieży na temat działalności tej placówki. Władza na negatywne opinie konsumentów kultury wrażliwa nie była i w efekcie w Domu rzekomej Kultury nic się nie zmieniło.

Jeżeli wsłuchać się pilnie w krytyczne głosy dotyczące funkcjonowania tej placówki, to okaże się, że negatywne emocje budzi osoba piastująca funkcję jej szefa – Danuta Piwowarska – Berus. Ostatnie wydarzenie potwierdza w całej rozciągłości fakt, iż obecna dyrektorka tej placówki jest osobą, która funkcji tej absolutnie piastować nie powinna.

28 września br. odbyć się miała wystawa twórczości Tadeusza Zielińskiego. Młodszych Czytelników odsyłam do Legenda, który co nieco opowie im o tej niezwykle barwnej postaci życia kulturalnego (jakież to było życie!) w latach 60. i 70. Jednym słowem żywa legenda górowskiej kultury z lat największej świetności górowskiej kultury zgodziła się zrobić w naszym mieście wystawę. Kim jest obecnie i co robi Tadeusz Zieliński mogą Państwo sprawdzić wpisując jego imię i nazwisko do wyszukiwarki (można dodać Świnoujście), albo wchodząc Tutaj

Pomysł wystawy zrodził się w głowie Jerzego Jakuczuna, który też należy do pokolenia animatorów górowskiej kultury w jej najlepszych latach. Rozmowy na ten temat z Tadeuszem Zielińskim trwały od roku, gdyż artysta ten – bardzo mocno zajęty – ma niewiele wolnych terminów w swoim kalendarzu.

Pomysłodawca – Jerzy Jakuczun – poczynił wstępne uzgodnienia na odpowiednim szczeblu w UMiG, poinformował dyrektorkę naszej leżącej na płask placówki z nazwy kulturalnej o planowanej wystawie. A artysta Tadeusz czekał.

Drogi Tadeusz czekał na oficjalne zaproszenie władz odpowiedzialnych za kulturę w naszej gminie. Jak stwierdził szanowny Tadeusz oczekiwał, iż: „pewna forma etykiety powinna być zachowana” i wystosowane do niego oficjalne zaproszenie władz odpowiedzialnych za kulturę.

W rozmowie telefonicznej wyznał mi, iż powodem oczekiwania była pewna zaszłość, która wywołała w nim odrobinę goryczy. Przypomniał mi swoje odczucia po występie  reanimowanej na „Dni Góry” kapeli „Walcmany”. Pamiętał bowiem, jak tuż po występie „wyciągnięto nam spod dupy krzesła”. No cóż, „łaska pańska na pstrym koniku hasa!” Artysta czekał na zaproszenie, ale nie mógł się niczego doczekać.

Okazało się, że przezorność artysty Tadeusza była w pełni uzasadniona. Jakieś trzy tygodnie temu zadźwięczał dzwonek jego telefonu. W słuchawce odezwał się głos dyrektorki Domu zwanego oficjalnie, ale na wyrost Kultury. I w tym momencie nasz artysta zaniemówił. Dyrektorka wyskoczyła bowiem do niego z …. pretensjami. Stwierdza, że jest ona planami zorganizowania wystawy zaskoczona. Zadała pytania o koszt organizacji wystawy i kto je pokryje. „Jakby oczekiwała ode mnie, iż to ja będę sponsorem własnej wystawy” – stwierdził nasz drogi artysta. „Ja nie mam pieniędzy!” – padło z ust dyrektorki. Takie były główne motywy rozmowy telefonicznej odbytej z dyrektorką rzeczonej martwej instytucji, zwanej
Domem Kultury.

Poczułem się jakbym dostał w pysk” – wyznał mi Tadeusz Zieliński. „Chciałem zrobić tę wystawę, mieli przyjechać muzycy działający w latach 60. I 70. w Domu Kultury. Planowaliśmy zrobienie takiego zjazdu dinozaurów. Uważałem, że pomysł Jurka jest bardzo dobry i w to wszedłem. Niestety, w górowskim Domu Kultury takie pomysły nie są najwyraźniej mile widziane.”

Usiłowałem nieco bronić dyrekcji. Poinformowałem Tadeusza, że jest powszechnie wiadomo, że kultury obecna dyrektorka nie czuje. Młodzież od lat się na nią skarży, ale na skutek różnych układów, szkodliwych dla kultury, ale pożądanych przez władzę (mąż dyrektorki jest radnym miejskim), ten chory układ w kulturze trwa. Zgodziłem się z artystą, że czas z tym skończyć, bo nic sensownego z tego nie wynika, ale zmienić to mogą jedynie wybory. „Najwyższy czas z tym skończyć!” – zgodził się ze mną artysta - "i pozbyć się jej z zajmowanego stanowiska”. Na tym zakończyliśmy oficjalną część rozmowy i pogadaliśmy o kształtnym tyłeczku nieznanej nam obu ślicznej Maryny. Ślicznej dlatego, że nam obu nieznanej.


Wnioski z treści tego posta sami Państwo sobie wyciągną.
Poniżej skrin z FB na temat wystawy.