poniedziałek, 29 września 2014

Moje wyborcze 500 słów

Czytam sobie różne rzeczy na temat wyborów do samorządu. Szczególnie rajcują mnie te, w których mi się dowala. Niestety dla piszących te „dowalanki” nie robią one na mnie najmniejszego wrażenia. Czytam je z uczuciem narastającej dzikiej satysfakcji. Polemizować z nimi nie zamierzam, bo są nędznie napisane. Brak polotu i fantazji, ubogie słownictwo, prostacka składnia, argumentacja psu na budę się nie zda.

Nie moją rolą jest wskazywanie i popieranie kogokolwiek w zbliżających się wyborach. Ja na siebie tego kaftaniku wdziać nie dam. Wyborcy mają własny rozum i sami ocenią kandydatów, którzy zdecydowali się stanąć w wyborcze szranki.

Tak się jednak składa, że znakomita część kandydatów aspirujących do bycia radnym – lub pozostania radnym – jest mi znana. Z wieloletniej obserwacji samorządów – naszej Rady Miejskiej i Rady Powiatu – wiem o kandydatach więcej niż zwykły wyborca. Znam ich możliwości intelektualne i ograniczenia wynikające z braku – często elementarnej – wiedzy na temat funkcjonowania samorządu.

Jako górowianin z bogatym bagażem wiedzy i doświadczeń na temat realnego działania  samorządów, muszę jednak informować Szanownych Wyborców o swoich spostrzeżeniach na temat kandydatów do samorządu, którzy totalnie zawiedli swoich wyborców. Kandydatów, którzy niczego do pracy samorządu nie wnieśli.

Niech każdy z Państwa, którzy jesteście wyborcami, przypomni sobie ilu z obecnych radnych, gminnych czy powiatowych, zaprosiło Państwa w trakcie trwania swojego mandatu radnego na spotkanie z sobą? Ilu z nich zapukało do Państwa drzwi i spytało czy Państwo mają jakieś problemy, w których rozwiązaniu mógłbym/mogłabym pomoc jako radny/radna?

Z chwilą wyboru do rady – obojętnie jakiego szczebla – nasi wybrańcy najczęściej się wyobcowują ze środowiska, by przed upływem kadencji stać się ponownie aktywnymi i obiecującymi przysłowiowe „gruszki na wierzbie”. A na nieomal całe 4 lata znikają nam z oczu. Czy tak być powinno?

Szczególnym zagrożeniem są dla nas listy, na których ukryci są członkowie partii. Ci ostatni, dla kamuflażu, jakoś zaczynają się przed wyborami wstydzić własnej partii i chowają się za jakimś szyldem. A nieszczęście samorządu polega na jego upartyjnieniu. Zachodzi bowiem wówczas zjawisko tzw. „podwójnej lojalności”. I która bierze górę? Zawsze partyjna, bo delikwent zawiesza się z marzeniami o swojej karierze na jakiejś tam partii. A gdzie lojalność wobec Wyborców? I to jest nasze nieszczęście, czyli partie w wyborach samorządowych. To jest zabójcze dla samorządu!

Proszę więc nie oczekiwać, że ja opowiem się po stronie jakiegokolwiek komitetu wyborczego – powtarzam raz jeszcze. Nie taka moja rola! Moją rolą jest uświadamianie wyborcom kto jest kim, co zrobił lub nie zrobił dla samorządu, jak bardzo był aktywny jeżeli był w samorządzie a jak tylko okazję bycia samorządowcem wykorzystał, by brać dietę z siebie nic w zamian nie dając.

Jak nikt byłem obserwatorem działalności samorządów. To dzięki mnie mieli Państwo możliwość poznania wielu rzeczy, które chętnie by zamieciono pod przysłowiowy dywan.


Swój blog prowadzę ósmy rok i tam spisane zostały rozmowy i czyny wielu kandydatów. I to zobowiązuje mnie do informowania Państwa, jako wyborców, co do wartości wielu kandydatów pretendujących do samorządów. Mam do tego prawo, ale i obowiązek, bo obowiązuje mnie wciąż imperatyw kategoryczny Kanta: „Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie.” A to wyczerpuje temat.