wtorek, 23 września 2014

Brutalny kres złudzeń

Na internetowej stronie naszego UMiG znalazł się interesujący wpis dotyczący przebudowy basenu (Paszli won!). Warto zapoznać się z jego treścią, albowiem zawiera on podstawowe dane dotyczące przyczyn odstąpienia od umowy z firmą „Rejjs” z Wilkowa, gmina Złotoryja.
Trzeba powiedzieć sobie szczerze, że od początku fachowcy z branży budowlanej twierdzili, że wybudowanie basenu w terminie od 1 kwietnia do 31 sierpnia, czyli w ciągu niespełna 5 miesięcy, jest zadaniem niewykonalnym i stukali się znacząco w czoło nad krótkim rozumem wykonawcy, który się podjął tego zadania. Ich niedowierzanie potwierdziło się wczoraj, gdy gmina odstąpiła od umowy.

Do chwili obecnej wykonawca – firma „Rejjs” – otrzymała z kasy gminnej ok. 1.100.000 zł., za wykonane przy przebudowie basenu prace. W UMiG znajduje się faktura na kwotę ponad 800 tys. zł, która firma ta przedłożyła gminie do zapłacenia, ale znaczną cześć wykazanych tam prac urząd zakwestionował i pieniędzy na szczęście nie wypłacił.

Wczoraj prezes firmy „Rejjs”  – Ryszard Laskowski – podczas posiedzenia ostatniej rady budowy, otrzymał z rąk uczestniczącej w naradzie burmistrz Ireny Krzyszkiewicz, wypowiedzenie umowy, na podstawie tejże umowy, który to zapis przewidywał zaistnienie takiej sytuacji.

Wybór firmy „Rejjs”, z którą 12.03.2014 r. nasza gmina zawarła umowę na przebudowę basenu, był dla wielu osób dużym zaskoczeniem. Tym większym, iż firma ta raczej nie popisała się przy budowie świetlicy w Sławęcicach, którą oddała do użytku z nieomal półrocznym poślizgiem. Nie był to dobry prognostyk dla przebudowy basenu. Należy przypomnieć, iż firma „Rejjs” wygrała przetarg oferując najniższą cenę ok. 3,7 mln zł.) za wykonanie tej inwestycji. To zdecydowało – niestety! – o bardzo smutnym końcu tej inwestycji, przynajmniej w tym roku.

Nie jest tajemnica, że prezes firmy „Rejjs” wielokrotnie składał podczas rad budowy solenne i uroczyste obietnice, że wszystkie opóźnienia zostaną nadgonione, harmonogram robót będzie realizowany na bieżąco i skończą się wszelkie poślizgi związane z realizacja inwestycji. Zapewnienia padały a wykonanie inwestycji kulało.
 Często bywałem na placu budowy. Zawsze odnosiłem nieodparte wrażenie, że panuje tam chaos. Dzisiaj już wiadomo, że kierownik budowy był raczej postacią symboliczna niż realną. Często brakowało materiałów budowlanych i stąd brały się liczne przestoje. Kompletnie nie zadziałała organizacja pracy. Na placu budowy było kilku podwykonawców, których działań nikt nie koordynował. Czym termin oddania inwestycji zbliżał się ku końcowi, tym większa była nerwowość i coraz więcej chaosu. Zaczęła dominować bylejakość. Przykładem może być nieszczęsne ogrodzenie basenu wykonane w technologii „jechał go pies”, które wielokrotnie było poprawiane. A czas leciał! Inny przykład. Wyznaczono geodezyjnie miejsce na podjazd dla osób niepełnoprawnych. Przyjechały samochody i po palikach śladu nie zostało. Wyznaczono po raz drugi. Przyjechały samochody i po palikach śladu nie zostało. Wyznaczono po raz trzeci. Sukces! Paliki się ostały!

Harmonogram prac był kompletnie nieprzestrzegany i notorycznie niedotrzymywany, ale na każdej radzie budowy z ust wykonawców płynęły słowa zapewnień, że wszystko idzie ku lepszemu.

Tymczasem – jak śpiewały wróbelki – na basenie rozpoczęło się całkowite wariactwo. Zaczęto na gwałt robić te elementy, które były najdroższe. Nikt już nie panował nad harmonogramem. Jeszcze wczoraj, pomimo iż oficjalnie budowa została zamknięta, z wielkim przyspieszeniem montowano lampy na słupach. Ponadto zamontowano 4 pompy, które do piwnic nowego budynku (pomieszczenie filtrowni), wciągnięto za pomocą szelek, nie zważając na brak podnośnika. W taka pompa waży ok. 300 kg! Wszystko to działo się już po oficjalnym zamknięciu budowy. Urząd okazał się na tyle przewidujący, iż wcześniej wysłał tam ekipę, która dokładnie i skrupulatnie obfotografowała stan budowy w momencie oficjalnego zamknięcia budowy.

Czara goryczy przelała się wówczas, gdy wykonawca próbował wymusić na inwestorze, czyli gminie zgodę na zamienne materiały do budowy basenu. Szło mu rzecz jasna o tańsze zamienniki. Gmina kategorycznie odrzuciła tego typu niemoralne i niezgodne z prawem rozwiązanie. Prezes firmy „Rejjs” zapewniał przy tym, że do końca października br. inwestycja zostanie zakończona. Zaawansowanie prac (41,14%) przy przebudowie basenu zaczęła jednak budzić bardzo poważne i jak najbardziej uzasadnione wątpliwości u decydentów. Złotousty prezes utracił zaufanie władz i w efekcie wczoraj, podczas posiedzenia rady budowy, musiał podpisać pismo zawierające odstąpienie od umowy.

Mówi się, że część instalacji doprowadzającej wodę do niecki basenu położona została niezgodnie z dokumentacja i sztuka budowlana (brak zagęszczenie gruntu pod rurami).
Bardzo nieciekawie przedstawia się los budynku socjalno – technicznego. W chwili obecnje nie ma on rynien i opierzeni a to powoduje, że w czasie opadów deszczu do jego wnętrza dostaje się woda. Czy wykonawca będzie pod odstąpieniu skory do wykładania pieniędzy na prace zabezpieczające budynek – i nie tylko – dzisiaj jeszcze nie wiemy. Nie wiemy też, czy wykonawca zabezpieczy należycie plac budowy, bo w chwili obecnej jest on zabezpieczony raczej symbolicznie.

Jak Państwo pamiętają na przebudowę basenu otrzymaliśmy dofinansowanie z dwóch źródeł. Pierwsze to środki z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Dofinansowanie z tego źródła zostało wykorzystane w całości w kwocie 330 tys. zł (podjazd dla niepełnosprawnych) więc to nam nie przepada. Drugie dofinansowanie w kwocie 818.000 zł. z Ministerstwa Sportu też nam nie przepadnie, gdyż czas na rozliczenie tego źródełka został gminie Góra przedłużony do czerwca 2015 r. Dobrze, że chociaż tu nie ponieśliśmy strat.

Bez wątpienia przebudowa basenu to porażka władz i zawód dla wielu górowian, którzy tak bardzo „kibicowali” tej inwestycji. Wielokrotnie widziałem jak ludzie idąc na spacer przystawali i żywo komentowali postęp prac. Górowianie bardzo cieszyli się, że powstaje nowy basem że coś się w mieście zmienia na lepsze. To było widać i słychać.

Dzisiaj przeżywamy czas wspólnego zawodu. W gminie minorowe nastroje a górowianie będą zaskoczeni tak nieoczekiwanym i fatalnym finałem. Dodajmy do tego jeszcze i tych, którym firma „Rejjs” nie zapłaciła za świadczone usługi (a na dzisiaj znam taka firmę) i już mamy krajobraz po klęsce. Bo to jest klęska i nie ma co tego okrywać. Czy ta klęska jest przez kogoś zawiniona? – należy spytać, by z Czytelnikami sobie nie pogrywać.

Wybór firmy „Rejjs” determinoał tę inwestycję już na początku na porażkę. Wyboru tej firmy dokonała władza. Zakładam, że kierowała się dobrymi intencjami, bo trudno przypuszczać, by chciała z rozmysłem i perfidnie strzelić sama sobie we własną stopę. Bez wątpienia ten wybór był bardzo zły i nieco dziwny i mało zrozumiały w świetle doświadczeń z budową świetlicy w Sławęcicach. Ktoś jednak podjął taką decyzję, której smutne efekty przyszło nam dzisiaj konsumować.
Ciekaw jednak jestem czy z tej smutnej nauczki wyciągnięte zostaną wnioski. Czy może przestanie za fetysz służyć przetargowa formuła: „100% cena”. Bo w przypadku basenu owa formuła – fakt, że bardzo bezpieczna dla inwestora – zawiodła w stu procentach. To powinno dać do myślenia. Ale czy wnioski zostaną wyciągnięte? Czas pokaże. I nie ma co się pocieszać, że wiele inwestycji w naszym kraju skończyło w ten sam sposób, bo to żadne pocieszenie i marna linia obrony. Trzeba to przyjąć – jak mawia młodzież – „na klatę” Odpowiedzialną za ten wybór „klatę”.

Niewykończony basen musi być zabezpieczony na okres zimy i należycie dozorowany, bo licho nie śpi. Po zinwentaryzowaniu wykonanych prac z całą pewnością ogłoszony zostanie przetarg na jego wykończenie. Zobaczymy według jakich kryteriów, chociaż pole manewru jest tu zawężone. Być może ta inwestycja będzie nas kosztowała więcej niż zakładano, ale „kości zostały rzucone”. I miejmy nadzieję, że nowy przetarg wygra wykonawca z krwi i kości, a nie kościotrup wykonawcy, którego właśnie bez żalu pożegnaliśmy.