poniedziałek, 29 września 2014

W krainie wyborczych fantazji II

Powróćmy do wyprodukowanego przez kandydatkę na wójta gminy Niechlów – Beatę Ponę – tzw. programu wyborczego.

Kolejny punkt programu kandydatki to bezrobocie. Wiadomo, że nie tylko w gminie Niechlów jest ono wysokie. Tym smutnym wskaźnikiem może „chlubić” się każda gmina naszego powiatu. Przypatrzmy się więc, co do zaoferowania swoim potencjalnym wyborcom ma kandydatka. Oprócz oczywistego truizmu, którym jest stwierdzenie o „bardzo wysokim bezrobociu”, pada też deklaracja o pomocy dla przedsiębiorców, którzy: „dają i tworzą nowe miejsca pracy.” Nieco mnie to zbiło z tropu, bo czytałem i wielokrotnie słyszałem z ust ekonomistów, i to z nie pierwszej łapanki, że miejsca pracy tworzy matka Koniunktura a likwiduje wredna macocha Recesja. Gdy górą jest matka, i jest wzrost gospodarczym, to powstają nowe miejsca pracy, by odpowiedzieć na większy popyt wyrobów na rynku. Gdy przy głosie jest macocha, firmy tną koszty – najczęściej zwalniając pracowników – bo na rynku podaż przewyższa znacznie popyt. Nie bardzo więc rozumiem w jaki sposób kandydatka Beata Pona chce odgórnie stymulować rynek pracy i w ten sposób obniżać bezrobocie. Pogodzi z sobą Koniunkturę z Recesją?! Jak się uda, to Nobel z ekonomii murowany! A może gminny protekcjonizm gospodarczy wprowadzi? 

W kwestii bezrobocia Beata Pona deklaruje: „Podejmę starania, by obniżyć stawkę podatku od nieruchomości przeznaczonej na działalność gospodarczą.” Deklaracja o obniżaniu podatków miłą rzeczą jest dla każdego ucha! Gorzej znacznie jest, gdy od deklaracji ma się przejść do czynów. Zresztą kandydatka nie stwierdza, że „obniży podatki”, ale jedynie, iż „podejmie starania” o ich obniżenie. 

A to jest proszę Państwa kolosalna różnica! Zdecydowana deklaracja musiałaby brzmieć: „Na drugi dzień po wyborze na wójta obniżę podatki o np. 50%”. I to byłaby twarda deklaracja i wówczas Państwo wiedzieliby, że kandydatka Beata Pona to sobie przeliczyła, przekalkulowała i wie, że gminę na to będzie stać. A takie stwierdzenia, że: „Podejmę starania …", to ja dziękuję. Do tego tramwaju bym wsiadł, bo potem może okazać się, że: chciałam, ale realia ekonomiczne nie pozwoliły, budżet gminy by się nie domknął, będziemy pochylali się nad problemem i rozważymy, może uda się za jakiś czas, itd. i itp

Na taką miazgę rzekomo programową to ja bym się nie pisał. Zresztą, jak już – model teoretyczny rzecz jasna! – kandydatka miałaby zostać wójtem i obniżyć podatki, to niech zechce powiedzieć wyborcom skąd weźmie pieniądze na wydatki budżetowe, np. remonty i doposażenie świetlic, stypendia dla dobrych uczniów, dotacje dla Zakładu Gospodarki Komunalnej, Mieszkaniowej i Wodociągów w Niechlowie, Gminnego Ośrodka Kultury czy Gminnej Biblioteki w Niechlowie. Wspomnę jeszcze, że skąd w tej sytuacji weźmie środki finansowe na wkład własny do jakże pożądanych przez nią dotacji unijnych, na których pozyskiwaniu opiera ona cały swój program. Fundusze unijne to taki nowy świecki katechizm kandydatki.

Przyznają Państwo sami, że program kandydatki Beaty Pony jakoś mocno niespójny i raczej publicystyczny jest, ale mało realistyczny. Ot, taki cykl wyborczy: „Dla każdego coś miłego.” Może ktoś tu kupi, jak kota w worku, ale niech się potem nie dziwi, że kot myszy n ie łapie, bo głuchy i ślepy. 

A tu fragment, który bardzo mnie ucieszył. Punkt „W służbie najsłabszym”. Czytamy: „Na moją zdecydowaną pomoc mogą liczyć rodziny wielodzietne, ubogie czy samotne, znajdujące się w bardzo trudnej sytuacji materialnej oraz osoby starsze.” Fajnie, że kandydatka deklaruje publicznie chęć swojej osobistej, czyli Beaty Pony, pomoc. Cieszy fakt, że kandydatka chce sama, z własnej „szkatuły”, że tak powiem, pomagać ludziom. To piękny gest i godny najwyższego szacunku.

Kandydatka wie bowiem doskonale, że każda gmina ma w zakresie pomocy najsłabszym, najuboższym, potrzebującym, ręce związane przepisami, które często są nadmiernie zbiurokratyzowane i niewiele mają wspólnego z ludzkimi przypadkami. Ale przepis jest przepisem i organa kontrolne (np. Regionalna Izba Obrachunkowa, nadzór prawny wojewody, NIK) nie oceniają miękkiego serca wójta czy burmistrza dla potrzebujących, ale zapis prawa. Jak prawo mówi, że kryterium dochodowe powyżej którego rodzina nie może dostać zapomogi wynosi tyle a tyle, to nie ma zmiłuj się! Choćbyś konał, to zapomogi nie dostaniesz! I tego nie zmieni również kandydatka Beata Pona. To zmienić może tylko „ulica” dekorując nieco latarni politykami, którzy w wyborach bardzo lud biedny kochają, by po wyborach powiedzieć: „Teraz to nas wyborcy przez cztery lata w dupę mogą pocałować!"(stwierdzenie radnego powiatowego Marka Bananowego Uśmiechu Biernackiego z listopada 2010 r.).

W dziale programu „Oświata i wychowanie” też jest ciekawie. W drugim zdaniu programu ukłon wobec dyrektorów placówek oświatowych na terenie gminy Niechlów: „W mojej ocenie naszymi szkołami zarządzają profesjonaliści, więc jakakolwiek zmiany w tym obszarze (ach ta tępawa nowomowa!) nie będą wprowadzane bez ich udziału oraz oceny audytorów zewnętrznych.” Dyrektorzy mogą odetchnąć z ulgą! Wszak przedwyborcze zapewnienie padło! A po wyborach? „Zwycięzcy nikt nie będzie pytał, czy mówił prawdę” – rzekł pewien Adolf - bandyta z mało sympatycznym wąsikiem.

Następnie kandydatka ubolewa nad niżem demograficznym panującym w oświacie i stwierdza, że „kategorycznie się temu sprzeciwia”. Nie! Zaraz. Coś pokręciłem. Aaaa! Kandydatka nie sprzeciwia się niżowi demograficznemu (i słusznie, bo też się do niego przyczyniła mając tylko jedno dziecko). Ona sprzeciwia się „nieuchronnej likwidacji gimnazjum w Naratowie”! Proszę czekać, bo muszę doczytać. Czytam: „Kategorycznie się temu sprzeciwiam” – to już było i dalej czytam: „Mam pomysł jak utrzymać obecny stan szkół w naszej gminie.” Dobra, fajnie, interesująco, apetycznie! Czytajmy jaki to pomysł. 

Czytamy: „Szkoła to nie tylko lekcje”. Słuszna uwaga i bardzo odkrywcza, bo mało kto wie, że są jeszcze przerwy międzylekcyjne. Dobrze, że kandydatka mimochodem o tym przypomniała. Wróćmy do pomysłu. „Uważam, że zajęcia pozalekcyjne powinny być dostępne dla wszystkich dzieci, zarówno tych miejscowych jak i dojeżdżających.” Też mocna rzecz! Szukajmy jednak pomysłu na utrzymanie przy życiu gimnazjum w Niechlowie. Czytam, czytam, ale zarysu pomysłu nie widzę! Już nie ma ani słowa o gimnazjum w Naratowie. To jaki to jest pomysł? 

Być może jest to pomysł nad pomysłami, ale ja widzę hasło a nie opis czynów, które mają ocalić gimnazjum w Naratowie. Szkoda! A tak dobrze zaczęło kandydatce programowo żreć i wzięło zdechło! Żeby nauczycielka potknęła się na pomyśle co z robić, by ocalić wiejskie gimnazjum?! Toż to nie Uniwersytet Jagielloński z 15 tys. studentów? A jak się potknęła na gimnazjum, go którego uczęszcza kilkadziesiąt dzieciaków, to czy całkiem nie wykopyrtnie się ma gminie liczącej 5000 mieszkańców? Gminy żal!

Jak Państwo widzą gimnazjum nie przełknęła, bo pomysł na jego uratowanie wyborcom przedstawiony nie został, więc dobrała się kandydatka Beata Pona do świetlic wiejskich. Czytamy: „Tam może tętnić życie, świetlica nie musi być pomnikiem. Lecz musi być miejscem, gdzie udzielana jest pomoc pedagogiczna, rozwija się działalność profilaktyczna i kulturalna.”
Złote słowa! Szczególnie zafrapowała mnie fraza o udzielaniu „pomocy pedagogicznej”. To w szkołach nie jest wystarczająca? Kandydatka ma jakieś zastrzeżenia do pracy szkolnych pedagogów? Obijają się w czasie swoich godzin pracy?

Co do frazy: „Tam może tętnić życie”, to też mam kilka pytań. A jak komuś nie będzie się chciało siedzieć w świetlicy wiejskiej, bo woli np. działać na rzecz wyżu demograficznego, czyli nadrabiać zaległości za kandydatkę, to co? A jak ktoś nie lubi świetlic wiejskich, bo woli piesze wycieczki. To co? Zabroni mu się robić, co lubi i nakaże – odgórnie – trzy razy w tygodniu być w świetlicy, by ta tętniła pozornym życiem? Nie tędy chyba droga. 

Aktywność świetlic, ich rola kulturotwórcza, zależy od aktywności mieszkańców wsi, w której jest świetlica. Rolą wójta jest dopilnowanie, by świetlice wiejskie były w stanie nadającym się do użytkowania. W latach 2011 – 2014 (I półrocze) na świetlice wiejskie gmina wydała łącznie 111.378 zł. Standard świetlic wiejskich więc rośnie. Ale czy rola wójta jest tam organizowanie imprez, życia kulturalnego, naganianie do nich ludzi?

Jestem ogromnie ciekaw w jaki sposób animowała kandydatka Beata Pona, życie kulturalne w świetlicy wiejskiej w Miechowie, gdzie zamieszkuje? Jakiż „demon” kulturalny w niej tam ożył i jak bardzo udzielił się on mieszkańcom tej miejscowości?

To stwierdzenie kandydatki też jest fajne: „Człowiek XXI wieku powinien posługiwać się językami obcymi.” Wolę własny język niż przyszyty cudzy, bo nie daj Boże jeszcze przeszyją człowiekowi język jakiegoś polityka i łgał człowiek będzie na okrągło. Sformułowanie „posługiwać się językami obcymi” szczęśliwe nie jest. Wolałbym zwrot „znać języki obce”. Alles gut, donnerwetter, Frau Pona!

Frau Pona chce, by dać dzieciom szansę nauki nauki „dodatkowego języka.” Ależ się zdziwiłem! To w oświacie w gminie Niechlów nie ma nauki języków obcych?! Toż to skandal! Tu muszę się zgodzić z madame Poną, że stan taki jest godny potępienia. Ale z drugiej strony zachodzi tu brak logiki z wcześniejszym zapewnieniem, iż „naszymi szkołami zarządzają profesjonaliści.” Więc co jest grane?
Grana jest proszę Państwa wyborcza płyta z wyborczym  szlagierem zatytułowanym: „Wyborcze obiecanki – cacanki”.

C.d.n.