niedziela, 28 września 2014

Wyborcza słoma i sianko II

Rozdział: „Miejsca pracy i rozwój gospodarki w gminie Niechlów” – bardzo pouczający. Kandydat stawia na: „(…) odrestaurowanie i zagospodarowanie zabytkowego pałacu w Bełczu Wielkim.” Nowy wójt ma podjąć starania, by pałac ten odbić z rąk prywatnej firmy.

I tu rodzi się szereg pytań. A co będzie jak firma nie zechce za darmo oddać pałacu? Czy kandydat na wójta sądzi, że to tak, z dobroci serca prywatna firma odda pałac w Bełczu Wielkim? A jak nie zechce, to co? Właścicieli „przez pysk” się strzeli i oddadzą?!

Dobra. Niech będzie. Pałac oddali. Hura! Pałac jest zrujnowany i wymaga gruntownego remontu. Kulczyk go nie chciał a jaki zamożny. Ale gmina – oczywiście pod rządami nowego wójta – od razu będzie zamożniejsza od Kulczyka. Pod warunkiem, że wójtem zostanie autor artykułu zamieszczonego w „Faktach Górowskich”.

Czytamy: „Następnie poprzez pozyskanie środków zewnętrznych” - z partyjnej kasy PiS – u? – „należy zagospodarować obiekt na centrum turystyczno – hotelarsko – konferencyjne, które zapewni miejsca pracy i znacznie obniży bezrobocie w gminie.” Jakaż piękna wizja! Pustyni w gminie Niechlów nie ma, ale fotomorgana występuje. U kandydata oczywiście. Przepraszam, że pytam, ale czy kandydat wie ile to może kosztować? Bo jakoś cyferek w tekście nie widzę. Obietnice są., ale liczb brak. Rozumiem! Wszak to obietnice wyborcze, czyli nic poważnego.

Kandydat będzie rewitalizował gminę. Dodajmy, iż wielce czcigodny kandydat w gminie tej nie mieszaka. On w niej bywa. Bywnął tu, bywnął tam, i już wie, co gminie jest najbardziej potrzebne. W pierwszy rzędzie oczywiście „łon”. Bez niego na fotelu wójtowskim gmina leży. Wiadoma rzecz! W kwestii rewitalizacji kandydat stawia na ścieżki rowerowe, które powstać mają przy wszystkich głównych drogach. Ile kilometrów ma tych ścieżek być i przy jakich drogach mają powstać słowa nie przeczytamy. Bo co to znaczy „główne” drogi? Dla mieszkańca każdej miejscowości w gminie Niechlów, droga przebiegająca przez jego miejscowość jest „główna”. Tak więc wypada, że wszystkie miejscowości gminy Niechlów będą miały ścieżki rowerowe. Warszawa się schowa!

Kolejne hasło: „agroturystyka”. Wspieranie rozwoju agroturystki ważne jest! Bez dwóch zdań! Ale proszę mi wyjaśnić w jaki sposób kandydat chce wspierać agroturystykę? Marek Zagrobelny napisał tylko, że wójt „powinien wspierać”, ale nie raczył wskazać form tego wsparcia. Wydaje mi się, że werbalnie to wszyscy – w tym i wójt – wspierają agroturystykę, ale możliwości wójta kończą się raczej na dobrym słowie i pomocy w kwestii papierków, zaświadczeń i innych niezbędnych formalności, by wejść w ten biznes.

Mamy też w programie wyborczym pretendenta „spływy kajakowe”, „przystań”, „domki letniskowe” i stwierdzenie: „Po wyborach nowy wójt powinien przeznaczyć na ten cel dużą część środków.” To komu nowy wójt zabierze środki? Ubogim na zasiłki i zapomogi? Oświacie? Zwolni pracowników z UG lub jednostek gminnych?  Jak tego nie zrobi to skąd weźmie? Może podatki podniesie? To szlag trafi lokalna drobną i średnią przedsiębiorczość. Na te pytania program kandydata nie niesie odpowiedzi.

Czytamy: „Doskonałym pomysłem na edukowanie dzieci i młodzieży w zakresie samorządności, powinno być powołanie do życia Dziecięco – Młodzieżowej Rady Gminy, która będąc organem doradczym przy wójcie i radzie gminy, zabiegałaby o prawa dzieci i młodzieży.”

Przeżyłem lekki szok, gdy to przeczytałem. Kandydat jakby nie wiedział, że są w naszym kraju instytucje powołane do pilnowania tych praw (np. Rzecznik Praw Dziecka) i chce leźć w nie swoje buty. Mój pogląd jest taki, że praw to gówniarze mają od cholery! Gorzej z wywiązywaniem się przez nich z obowiązków, których istnienie ciężko przychodzi im sobie uświadomić. Dzieciaki mają się uczyć a nie szwendać po radach i za paprotki robić, bo tylko solidnie wyedukowane są w stanie sobie pomoc w życiu. Od edukacji samorządowej są w szkołach odpowiednie przedmioty. A jak nauczyciel takiego przedmiotu zechce wziąć klasę na sesję jakiejś rady, to dobrze się stanie. A tu masz: „dzieci”, „organ doradczy”, „prawa”! Co to za mętna woda?! A przedszkolaki też tam będą? Już to widzę i słyszę. „Wójcie Marku, pokolorujcie mi malowankę!”, „Wójcie Marku, siusiu mi się chce! Daj nocnik!” „Wójcie Marku, wytrzyjcie mi gluta i podetrzyjcie pupcie!” Gimnazjaliści: „Wójt! Łykasz bełta?!”, „Stary, kopsnij szluga!”, „Marek, jaramy blanta!” „Nie jaramy? A w ryja chcesz?” Oj, to może być ciekawe, ale krótkotrwałe i bolesne doświadczenie.

Nowo wybrany wójt będzie musiał aktywniej wspierać gminne kluby sportowe.” Bardzo szczytny cel. A teraz czytajcie Państwom dalej: „Wsparcie powinno polegać nie tylko na dotowaniu klubów z budżetu gminy, ale również na stworzeniu mechanizmu, który  w niedalekiej przyszłości zapewni klubom szybki awans do klasy okręgowej, a także w miarę możliwości wyżej.”

Aż gwizdnąłem z podziwu! Nieodkryty działacz piłkarski z dawnych lat z tego kandydata! „Stworzenie mechanizmu” – to bardzo fajne stwierdzenie. Tyle, że bardzo niebezpieczne. Ponad 300 działaczy PZPN stworzyło taki „mechanizm”, ale nie znaleźli oni uznania w oczach wrocławskiej prokuratury. Znaczy, znaleźli uznanie i prokuratury i sądu, i  wyraziło się ono wyrokami.

W tym miejscu widać, że kandydat ma mierne pojęcie o zasadach rządzących piłką nożną. Wymienione przez niego drużyny piłkarskie, które dofinansowane są przez gminę Niechlów, grają w „B” i „A” klasie. I tu ledwie starcza im klubowych budżetów. Kandydat nie zdaje sobie sprawy z kosztów, jakie wiążą się z awansem. Kandydat nie wie, że podstawą stabilnego istnienia klubu piłkarskiego są młodzicy, trampkarze i juniorzy. Bez tej bazy żaden klub nie będzie miał solidnych podstaw bytu. Do tego dochodzi problem trenerów, których jest po prostu brak. A jak już są, to za swoją pracę żądają pieniędzy, których kluby z niższych lig nie mają. Proszę popatrzeć na „Orlę” Wąsosz, która do niedawna grał w IV lidze. Korzystali z graczy z innych miejscowości, nie mieli zbyt dużo swoich wychowanków, wpompowali w tę imprezę masę kasy i spadli. Czemu spadli? Fundament lotny był.

Mamy więc kolejny tzw. „program wyborczy” skonstruowany na zasadzie „temu słomy a temu sianka, czyli przedwyborcza obiecywanka”. Kupy się te wynurzenia (wynaturzenia?) nie trzymają, bo w realiach nie są osadzone. Kandydat obiecuje wszystko, ale nie wskazuje źródeł uczynienia cudu w kierunku „prawidłowego rozwoju” gminy. Nie wskazuje też na czym ów dotychczasowy niedorozwój lub rozwój nieprawidłowy polegał. Mówiąc brutalnie: kandydat uważa, że gdy jego szlachetne dwie szynki tylne zajmą fotel wójta, rozwój gminy będzie natychmiast „prawidłowy.”


Obietnic mamy tu bez liku. Tyle, że jest to misz – masz dla ubogich rozumem. Każdy kto umie liczyć sam sobie policzy, że ich spełnienie jest w gminie Niechlów nierealne. W tej gminie, przy tym budżecie, można zrobić niewiele rzeczy, ale jedynie sektorowo i rozłożonych w czasie. Realia budżetowe są takie a nie inne. 

Kandydat na wójta Marek Zagrobelny, tak jak i pretendentka Beata Pona (do której tzw. programu powrócę), używają słów  wytrychów. I czytamy o „zewnętrznych źródłach finansowania” lub „środkach unijnych.” Brzmi to pięknie, ale mocno nierealnie. Do każdego zewnętrznego źródła finansowania należy mieć wkład własny. 

Tak z grubsza obietnice kandydata Marka Zagrobelnego szacuję na jakieś 30 mln zł., czyli dwa roczne budżety gminy Niechlów. Na wkład własny trzeba mieć ok. 30% – 35% środków własnych. Tak więc gmina na realizację jego pomysłów rodem z upiornej bajki będzie musiała zaciągnąć kredyt w kwocie ok. 9 – 10 mln zł. Nawet gdyby kandydat chciał taki kredycik zaciągnąć to Regionalna Izba Obrachunkowa we Wrocławiu pokaże mu słynny gest mistrza Kozakiewicza, bo oznaczałoby zadłużenie gminy
Niechlów ponad dopuszczony ustawą o finansach publicznych próg zadłużenia.

A co on odpowie na ten gest? Że chciał dobrze, ale wrogowie mu zaszkodzili. I to będzie koniec tych nadętych i nierealistycznych planów, które legną się w głowach fantastów żądnych władzy.