czwartek, 18 września 2014

Propaganda pod rękę z niemocą

Fajnie jest, że górowskie zabytki doczekały się w końcu jakiegoś opisu o swojej historii. Każdego musi cieszyć fakt, iż w krajobrazie naszego miasta pojawiły się tablice informujące o historii górowskich zabytków. Tablice, w sumie 5, są estetyczne i ładnie komponują się z otoczeniem. Przy okazji możemy jednak się przekonać jak niedużo zabytków jest w naszym mieście. Pięć tablic opisujących zabytki będące we władaniu gminy na terenie Góry i na tym koniec. Marzenia o wybitnie zabytkowym charakterze naszego miasta można między bajki włożyć.

Szkoda też, że to co pozostało też nie jest najlepiej znane. Weźmy dla przykładu nasza wieżę głogowską. Ilu górowian było w jej wnętrzu? Ilu spoglądało z jej szczytu na panoramę naszego miasta? O ile dobrze pamiętam, to ostatnio obiekt ten górowianie mogli zwiedzać chyba w r 2001. Okazję ku temu stworzył wernisaż, który zorganizowała tam znana górowska plastyczka Grażyna Onichimowska

Wówczas też z wieży głogowskiej koncerty dawała niezapomniana i niedoceniona nigdy orkiestra „Pozor Band”. Och! Grali chłopaki jak z nut pod kierunkiem górowianina Tomka Klukojcia! Jak oni grali! Na saksofonie altowym dawał z siebie wszystko Marcin Bujek zwany „Małym”. Marcin Masalski („Masa”) uwielbiał improwizować na saksofonie tenorowym. Z puzonów dźwięki wydobywali Krzysztof Sadowski i Karol Musielak, którzy zawsze coś do granych utworów dodali ze swoich wówczas bardzo młodzieńczych serc, pełnych pasji i miłości dla muzyki. „Rudi” – Krzysztof Wnecel dawał czadu na basie. Marcin Piskorz na swojej trąbce „Magdalence” czarował słuchaczy swoja grą. Grzegorz Luty jako druga trąbka nie ustępował w niczym koledze. Grzegorz dodatkowo przez pół roku grał w każdą niedzielę o 12.00 hejnał z wieży głogowskiej. Chłopcy mieli 16 do 18 lat, tworzyli zgraną grupę koleżeńską, szanowali się, lubili i przede wszystkim kochali muzykę. A zagrać potrafili wszystko! „Pozorki” były i „oki”, i w „porzo!” – mówiąc krótko.

Niestety, nie ma pomysłu i nikt nie stara się o to, by wykorzystać wieżę głogowską czy wieżę ciśnień w celach turystycznych. Oba obiekty zamknięte są na cztery spusty tak, jakbyśmy zabytków mieli niczym Francja zamków nad Loarą. Ze smutkiem stwierdzam, że żadna władza nie czuje tego tematu. Obecna również.

Dlaczego to wspominam z tak wielkim sentymentem i uznaniem dla tych wówczas młodych chłopców a dzisiaj ojców, których wiatr rozwiał po świcie? Z powodu tablic opisujących historię zabytków. Nazbyt naciągana analogia – ktoś rzec może. Czyżby? – odpowiem.

Postawiono też taka tablicę na skrzyżowaniu ulic Staromiejskiej z Zamenhofa.
Postawiono taką tablicę wbrew rozsądkowi i chyba kpiąc sobie z mieszkańców i turystów, potencjalnych turystów. Nie wiem do czyjej durnej głowy mógł przyjść taki pomysł! Mi na ten widok ciśnienie skoczyło. Bo nie wiedziałem czy mam zachwycać się tablicą czy widomym znakiem niemocy włodarzy gminy w obliczu popadania zabytkowych murów obronnych w ruinę. A stan ten trwa już od nieomal 2 lat.

Owszem, gmina ogłaszała przetargi na odbudowę murów obronnych, ale chętnych do realizacji tej inwestycji nie było. Być może o braku zainteresowania decydowały względy finansowe. Podczas ostatniego przetargu zgłosił się jeden chętny do realizacji tej inwestycji, ale chciał on za odbudowę murów obronnych 147.600 zł, podczas gdy gmina zamierzała na ten cel przeznaczyć jedynie 35.000 zł.

Rozbieżność oczekiwań jest więc znaczna, ale czy w obliczu ruiny zabytku ilość cyfr ma znaczenie? Przecież ta tablica, którą umieszczono tuż obok widocznego znaku indolencji władz gminy w kwestii remontu zabytkowych murów obronnych, stanowi dla nas wszystkich obelgę! To jest po prostu gigantyczny pic i ściema! Jak to o nas świadczy?! O nas, bo władza sprawująca rządy jest naszą władzą (model teoretyczny).
Jaka jest analogia pomiędzy „Pozor Bandem” a murami obronnymi? Ano prosta!

Chłopcy z „Pozor Bandu” też nigdy nie doczekali się pomocy od władz gminy. Co prawda burmistrz Dariusz Matkowski deklarował dobre chęci, ale jak zwykle na przeszkodzie stanął brak kasy. Kasy tej jednak nie brakowało, gdy zaangażowano w Domu Kultury kapelmistrza z Ponieca, który miał stworzyć orkiestrę dętą. Pan kapelmajster brał ok. 1500 zł miesięcznie za ten eksperyment. Wiadomo jednak, że nauczanie jest rzeczą trudną i stresującą, toteż podczas prób kapelmistrz swój stres odreagowywał rzucając - mniej lub bardziej celnie – buławą w uczniów. Z orkiestry wyszły nici, obciach i nic. Ale co wydano na kapelmajstra z Ponieca, to wydano! A pod bokiem był mocny rdzeń orkiestry w postaci sympatycznych chłopaków z „Pozor Band”, którym nikt z władz nie pomógł. I w poszukiwaniu chleba i lepszej przyszłości rozpierzchli się po świcie.

Murom obronnym też władza nie pomaga. Owszem, organizuje jakieś przetargi, ale chciałaby, by remont zabytku kosztował jak najmniej. Ja rozumiem troskę włodarzy gminy o finanse publiczne, czyli Państwa, ale to źle pomyślana oszczędność. Obecnie mur zawalił się w dwóch miejscach. Nie wiem czy odpowiedzialni pracownicy w gminie zrobili gruntowny przegląd stanu technicznego tego zabytku, czy jest jakiś raport, opracowanie na ten temat. Bo może się zdarzyć tak – niestety! – że któregoś dnia poleci kolejny kawałek zabytku. A jest to wielce prawdopodobne, bo kilka takich miejsc osobiście widziałem! I wtedy będzie wstyd! Ja wiem, że w okresie przedwyborczym fajnie jest rzucić czymś w oczy przechodniom – wyborcom. Ale może lepiej podejść do rzeczy pozytywistycznie i zapobiec potencjalnej katastrofie.


Umieszczenie tablicy murom obronnym w stanie zagrożenia  nie pomoże. Mądrzy ludzie wiedzą, że to przedwyborczy pic, a nierozgarnięci rzadko chodzą na wybory. Chyba, że stanowią elektorat górowskiej Platformy, rzekomo Obywatelskiej