wtorek, 25 czerwca 2013

Strzelali tylko do jednej bramki

19 czerwca obradowała Komisja Oświaty, Kultury, Promocji i Sportu Rady Powiatu. Na posiedzenie przybyli wszyscy członkowie komisji: przewodniczący – Grzegorz Aleksander Trojanek, członkowie – Władysław Stanisławski, Piotr First, Marek Biernacki, Dariusz Wołowicz. Ku zaskoczeniu wszystkich w sali obrad pojawili się: Piotr Wołowicz (niestety, jeszcze starosta!) oraz takaż sama pomyłka, czyli wicestarosta Paweł Niedźwiedź. W obradach uczestniczył też skarbnik powiatu – Wiesław Pospiech.

Program obrad zakładał dyskusję nad wydatkami oświaty podległej naszemu powiatowi w 2012 r., co wiąże się z sesją absolutoryjną, która odbędzie się jutro.

Obrady rozpoczął przewodniczący komisji – Grzegorz Aleksander Trojanek, który zaprosił członków komisji do dyskusji. Głos zabrał radny Władysław Stanisławski i wkrótce okazało się, iż tego dnia sala obrad będzie należała do niego.

Władysław Stanisławski przypomniał, iż planowane na 2012 r., środki przeznaczone w budżecie na oświatę były diametralnie niższe od zapotrzebowania złożonego pod koniec 2011 r. przez dyrektorów podległych powiatowi placówek oświatowych:

„Były one zbyt niskie. Nie chcę być złośliwy, ale skorygowaliście plan na 2012 r. do wielkości zbliżonych, które zaproponowali dyrektorzy szkół. Kto w końcu miał rację? Dołożyliśmy do funkcjonowania szkół sporo. Ja nie jestem człowiekiem agresywnym, ale należałoby słuchać dyrektorów. To są w końcu ludzie doświadczeni. Martwi mnie, że w LO nie ma w ogóle udziału w budżecie środków unijnych, gdyż w Zespole Szkół były. Interesuje mnie też taka sprawa: ilu jest uczniów w Zespole Szkół i jak zostały podzielone pieniądze z subwencji oświatowej należne Specjalnemu Ośrodkowi Szkolno – Wychowawczemu w Wąsoszu? Tam algorytm jest znacznie wyższy” (w skrócie – wysokość subwencji oświatowej przypadające3j na 1 ucznia. W przypadku ucznia Zespołu Szkół jest to ok. 5 tys. zł a ucznia z Wąsosza ok. 15 tys. zł – przyp. moje).

Radny Grzegorz Aleksander Trojanek:

„Dyrektorzy placówek oświatowych nie złamali dyscypliny finansowej. W żadnej placówce nie było przekroczenia budżetu. Dyrektorzy placówek oświatowych w trakcie roku szkolnego otrzymywali środki dodatkowe, ale pieniędzy na inwestycje nie było.”

Starosta Piotr Wołowicz:

„Dyskusja nie ma sensu, bo dyrektorzy nie mogli przekroczyć budżetu. W pewien sposób oczywisty dyrektorzy wykazywali kwoty milionowo wyższe niż zalożone w budżecie.”

Skarbnik Wiesław Pospiech podał przykład ZS w Górze wykazywał, że potrzebuje 5,5 mln zł a wykonał budżet na poziomie 4,5 mln zł. „Utrzymany został w ZS poziom wydatków z 2011 r. Dołożyliśmy do płac w ZS ok. 800 tys. zł.”

Władysław Stanisławski:

„Niepotrzebnie mi się podajecie na talerzu. Proszę nie wciskać mi ciemnoty, bo tego nie lubię. Rok 2012 a palna na 2013 zdecydowanie większy niż w 2011. Nie chcę się droczyć z panami, bo to nie ma sensu. Bądźmy konsekwentni. Budżet 4,7 mln zł a środki unijne w ZS 320 tys. zł mimo, że planowano 275 tys. W tej sytuacji budżet musieliśmy zwiększyć. Nie chce i nie będę dyskutował na prymitywnym poziomie.”

I dale Władysław Stanisławski mówił:

„Jeżeli państwo będzie obcinało subwencję oświatową, to ja zastanawiam swię: jak to się skończy? Jakie będą tego wyniki? Brak bazy dydaktycznej, wyposażenia szkół. Czytałem o braku drzwi do ubikacji w ZS. Tak nie może być! Aż 85% wydatków w jednostkach oświatowych stanowią wynagrodzenia. Szkoły powinny być doinwestowane!

Sytuację próbował ratować starosta Piotr Wołowicz:

„Zespół Szkół jest największą szkołą. Projekty unijne podejmowane przez tę szkołę powodują, że trzeba do nich dokładać.”

W tym momencie spojrzałem spod oka na radnego Władysława Stanisławskiego, który drgnął, uśmiechnął się dość krzywo, bo zrozumiał, że o merytorycznej dyskusji w tym gronie nie ma co marzyć. Strata czasu! Platformersy jak to platformersy lubią pogadać, bo z czynami u nich krucho, jak u impotentów z seksem. Intelektualna andropauza!

Rzecz jasna w dyskusji wzięli udział tylko przedstawiciele opozycji, tj. Władysław Stanisławski oraz Grzegorz Aleksander Trojanek. Koalicja uświęconym obyczajem siedziała cicho, jak mysz pod miotłą i realizowała przysięgę zachowania wieczystego milczenia podczas obrad komisji. Głos zabierał co prawda starosta, ale miał on do przekazania rzeczy mikre, nic nie znaczące i tak błahe, że szkoda Państwu nimi głowę zawracać.

Wicestarosta Paweł Niedźwiedź nie odezwał się ani razu, chociaż starał się usłużyć radnemu Stanisławskiemu usiłując nalać mu kawy do filiżanki. Niestety, radny Władysław Stanisławski zdecydowanie odmówił, co w mojej ocenie było zbyt pochopnym pociągnięciem, gdyż gdyby wicestarosta nalał panu radnemu kawy, to udowodniłby, że jednak może być do czegoś przydatny. A tak – lipa!

Radny Marek Biernacki również milczał wypełniając święty ślub milczenia. Milczenie swe pokrywał czytaniem jakichś papierów, których większość była do góry nogami. Widać było, że nie ma radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki ochoty być w okamgnieniu przemielony przez maszynkę do mielenia typu „WS”. Dwaj pozostali radni koalicyjni tez starali się nie rzucać w oczy i lica ich przyjęły barwy ochronne, by zlać się kolorami ścian sali nr 33, w której jutro odbędzie się „poczęstunek” z niewiadomej okazji.

Na tym posiedzenie komisji się zakończyło i szczęśliwi z tego faktu radni koalicyjni w ogromnym pośpiechu opuścili salę szczęśliwi, że nikt ich nie naruszył intelektualnie.