czwartek, 25 lipca 2013

Sadomasochizm

Istnieje na świecie gatunek ludzi niereformowalnych. Mówią prościej takich, co to raz po łbie z własnej winy dostali, to nadal łeb w idiotycznych sytuacjach nadstawiają.

Po wczorajszej sesji Rady Powiatu czcigodny starosta produkował się dla radia „elka”. Rzecz jasna już od dawna zauważyli Państwo, iż każda mowa czcigodnego starosty Piotra Wołowicza, niczego nowego nie wnosi, z wyjątkiem zdziwienia. Zresztą, sam czcigodny starosta swoją osobą do naszego samorządu powiatowego niczego nie wnosi, bo w mojej ocenie jest najsłabszym starostą w historii powiatu. Naprawdę, powiadam Państwu, przebić go będzie miał szansę – niewielką! – np. analfabeta lub ślepy, głuchy i niemy jednocześnie.

W wypowiedzi dla radia „elka” czcigodny starosta (oby jego dni na tym stanowisku były policzone!), próbuje się wybielać mówiąc: „Mamy teraz jasny przekaz tego wyroku.” W zamyśle czcigodnego starosty (oby dzień 9 grudnia, gdy tak nieopatrznie i bardzo pochopnie wybrano go na starostę był na wieki wieków wykreślony z kalendarza), nie było jasności, czy apteki mają pełnić pracować nocą, czy też mogą pigularze nocną obsługę cierpiących sobie odpuścić.

Wczoraj oszczędziłem Państwu cytowania fragmentów uzasadnienia wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu. Dzisiaj muszę, bo starosta ewidentnie ściemnia Państwa. W uzasadnieniu wyroku jest taki oto fragment:

 „W orzecznictwie sądów administracyjnych ugruntowane zostało stanowisko odnośnie rozkładu godzin pracy aptek ogólnodostępnych. W wyroku z dnia 9 grudnia 2009 r., sygn. akt II GSK 1338/10, Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że z redakcji art. 94 ust 1 Prawa farmaceutycznego wynika, że rozkład godzin pracy aptek ogólnodostępnych powinien być dostosowany do potrzeb ludności oraz zapewniać dostępność świadczeń również w porze nocnej, w niedzielę, święta i inne dni wolne od pracy. W wyroku powyższym powołano się na orzeczenia sądów administracyjnych podzielających powyższy pogląd.

 I teraz uwaga! WSA we Wrocławiu wskazuje wyrok WSA we... Wrocławiu (!) z 3 października 2006 r., sygn. akt III SA/Wr 185/06. I to są jaja! Te jaja mają kosztować powiat, czyli Państwa 240 zł! Więcej! Ten wyrok znaleźć można w Internecie. I nie tylko ten, bo w uzasadnieniu wyroku WSA we Wrocławiu przeczytać można, iż wyroki w takiej samej sprawie zapadły w WSA w Kielcach (2008 r.), WSA w Gdańsku (2010 r.), ponownie w WSA we Wrocławiu w 2011 r.

 Wystarczyło więc poszperać nieco i Internecie, albo kazać to radczyni prawnej starostwa - Renacie Torz. W końcu za coś się jej płaci!

 Jak więc Państwo widzą mogło się obejść bez kompromitacji, gdyby Zarząd Powiatu (całkowita pomyłka personalna!) myślał. Ale najwyraźniej proces myślenia w głowach członków koalicji nie zachodzi, będąc ich mózgom wstrętny i obmierzły.

 Inna strona medalu to taka, że faktycznie, trzeba mieć bardzo niski poziom osobistego wstydu, by tak się kompromitować. A już kompromitować się dwa razy z rzędu, tak jak czcigodny starosta z Platformy, rzekomo Obywatelskiej (niech ją jasny nieoczekiwany szlag trafi!), to zakrawa na intelektualny sadomasochizm.