czwartek, 10 listopada 2011

Hymn "pochwalny"

Pragnący zachować anonimowość twórca wierszyków okolicznościowych ku czci i radości nadesłał kolejny utwór. W ty miejscu pragnę mu podziękować i przekazać wyrazy ogromnej wdzięczności. Sądzę, iż nawiązana współpraca będzie nadal rozwijała się w pełnej harmonii ku satysfakcji Czytelników.

Piotr Cielęcina łysą ma głowę,
choć i tak zgrywa Casanowę.

Nie wie, że się z niego śmieją,
a jego pracownicy zaszaleją.

Czad będzie za grudniową wypłatę,
panie wynajmą jakiegoś Azjatę.

Będzie im tańczył z gołą pałą,
a i tak nazwą ją zmarniałą.

Bo tam standard jest duży,
a szpital kiedyś Piotruś oddłuży.

Kiedy to będzie? Nikt tego nie powie,
nie pomogą mu nawet białogłowe.

On woli o kółku historycznym ględzić,
niż o głupotach się nadto rozwodzić.

Przecież kasa na konto i tak wpłynie,
nie będzie mowy o polopirynie.

Piotrek po nią sięga,
gdy spada jego potęga.

Wtedy mocno boli go głowa,
i nie pomoże mu żołądkowa.

On woli coś w pigułce,
niż zaufać zdrowej bułce.

Nie lubi: Zbyszka, Janka, i Roberta,
dla nich to on nawet klęka.

Byle dali mu spokój,
gotowy jest zaproponować pokój.

Ale blondyna mu na wygłupy nie pozwala,
Słuchasz się mnie, albo wezmę ... rogala.

On wtedy bardzo szybko pokornieje:
- Tak jest szefowo! - Inaczej ocipieje.