poniedziałek, 28 listopada 2011

Koalicyjny cyrk

Sesje Rady Powiatu mają jedną charakterystyczną cechę, i to od lat. Chodzi o brak skłonności i pędu radnych do zabierania głosu podczas dyskusji. Niewielu z radnych ma coś do powiedzenia podczas sesji. Podczas posiedzeń komisji sytuacja też nie wygląda lepiej. Mam nawet uzasadnione podejrzenia, iż znaczna część naszych kochanych radnych powiatowych w stopniu znikomym zna materię, nad którą przychodzi im obradować i opowiadać się za lub przeciw. Można rzec, że podczas posiedzeń komisji i sesji nasi ukochani wybrańcy ludu - radni – są mało wymowni.

Są jednak sytuacje, gdy ci, którzy uparcie milczą podczas obrad gremiów statutowych, najbardziej krzykliwi są podczas spotkań nieformalnych, gdy ich wynurzeń nie zna publiczność a osoby, o których mówią nie są w stanie im odpowiedzieć, bo w tych spotkaniach nie uczestniczą.

Przykładem takiej sytuacji jest spotkanie koalicjantów, które miało miejsce tuż po sesji 21 listopada. Wydawałoby się, że spotkanie koalicjantów sprawujących władzę w powiecie winno poświęcone być kierunkom rozwoju naszego powiatu, którego sytuacja radością ludzi trzeźwo myślących napawać dumą i radością nie powinna. Mają prawo Państwo sądzić, iż koalicja zebrała się, by rozmawiać o realizacji programu wyborczego, który przykryty pajęczyną zapomnienia i smutnej beztwórczej niemocy spoczywa sobie w zakamarkach pamięci jego twórców.

Toteż ze smutkiem i przejmującym bólem w sercu muszę Państwa poinformować, że nie o tak doniosłych rzeczach rozmawiano podczas tej nasiadówki, która – nomen omen – wypadła w kolejną rocznicę moich urodzin (zamilczą ze względu na wrodzoną skromność, których). Spotkanie to zwołane zostało przede wszystkim w celu omówienia działalności mojej jakże skromnej osoby, która wszak żadnej ważnej funkcji nie pełni. Ot, od czasu do czasu coś tam sobie skrobną na blogu, którego przecież nikt nie czyta! Więc o co ta afera?!

Nie szło też o to, by uczcić moją skromną osobę z okazji tego dnia. Nie dyskutowano nad treścią życzeń urodzinowych, w których zawarte byłyby wyrazy sympatii, życzenia zdrowia, pomyślności i minimum 350 lat życia. Koalicjanci postanowili tego dnia podjąć próbę wpłynięcia na to, co piszę, jak piszę i o kim piszę. W ten sposób obsadzili się oni w roli, którą w historii zarezerwował sobie perski król Kserkses. Władca ten rozkazał bowiem wychłostać wzburzone morze, by przywołać je do porządku.

Wdzięcznej roli porządkowych i moralizatorów podjęli się: Marek Biernacki, Paweł Niedźwiedź, pan starosta Piotr Wołowicz, Danuta Rzepiela. W roli oskarżonego wystąpiłem ja, ale ponieważ nie było takich bohaterów, którzy zarzuty sformułowaliby face in face, toteż znaleziono prokurenta rzekomych win moich. W roli tej został obsadzony Przewodniczący Rady Powiatu – Zbigniew Józefiak.

Wymienieni powyżej prokuratorzy mieli pretensje do Przewodniczącego dwojakiego rodzaju. Domorosła prokuratorka Danuta Rzepiela zarzuciła Przewodniczącemu, że ten wraz ze mną … pisze teksty na moim blogu (którego przecież nikt nie czyta!). Rzecz jasna ten zarzut potwierdza krążące pogłoski o wyjątkowo błyskotliwej inteligencji radnej Danuty Rzpieli, która stanowić może wzorzec intelektu, ale ze znakiem ujemnym.

Panią radną Danutę Rzepielę cechuje jednak jedna rzecz – upór. Z uporem forsuje ideę ubezpieczenia majątku starostwa u swojego bliskiego krewnego prowadzącego agencję ubezpieczeniową. Pani radna nawiedzała, i nawiedza, pracowników starostwa a szczególnie często pana wicestarostę Pawła Niedźwiedzia. W przerwie spotkania koalicyjnego natarczywie dopytywała się o te ubezpieczenia pana starostę Piotra Wołowicza, który enigmatycznie stwierdził: „są procedury”. Jak więc Państwo widzą radna Danuta Rzepiela ma rzeczywiście kwalifikacje moralne najwyższych lotów, by mieć do mnie pretensje. Ja, by je wzmocnić, piszę o tym pomimo przestróg, że tenże członek jej rodziny parający się ubezpieczeniami jest myśliwym, ma dubeltówkę i jest osobą bardzo nerwową. I tu nie rozumiem jednej rzeczy. Czy ja mam mu załatwić skierowanie do lekarza kojącego tę przypadłość czy też zamilknąć? Ostrzegam! Mam procę!

Postawa pana wicestarosty Pawła Niedźwiedzia wobec ubezpieczeniowych roszczeń pani radnej Danuty Rzepieli też zasługuje na uwagę. Zamiast powiedzieć pani radnej Danucie Rzepieli: „paszła won!”, pan wicestrosta płacze mi, że na blogu ostro potraktowałem panią radną. A jak pisałem o pani Ponie, to pan wicestarosta jakoś protestów i zastrzeżeń nie zgłaszał! A tu teraz nagle, jaki delikatny się zrobił. Pan wicestarosta jakoś delikatności nie wykazywał, kiedy potraktował, tak jak potraktował, swój podpis popierający projekt uchwały o utworzeniu muzeum w 2008 roku. Co zrobił pan wicestarosta Paweł Niedźwiedź? Swój podpis i dane tym samym słowo przehandlował niczym przekupka za obietnicę utworzenia jakiegoś enigmatycznego „kółka historycznego”.
Ja tylko przypomnę, że pan wicestrosta Paweł Niedźwiedź wiedział, że przystępuje do koalicji, która w programie wyborczym miała zawarty punkt dotyczący utworzenia muzeum. Tak, że dzisiejsze wykręty o braku kasy są do „czterech literek” podobne, bo kto, jak kto, ale szef komisji finansów w Radzie Powiatu ubiegłej kadencji powinien był wiedzieć – i wiedział! – jak z finansowego punktu widzenia sprawy stoją. Ale, o czym my tu mówimy? Trzy metry rynny w pałacyku przy Podwalu przerosły Zarząd, to gdzie im do tworzenia muzeum?! A „kółko historyczne”, to rzeczywiście rzecz na ich miarę.

Wicestarosta Paweł Niedźwiedź zawiódł nie tylko mnie. Każdy, kto znał pana starostę Piotra Wołowicza wiedział, że jest on oczywistą pomyłką w roli starosty. Czas potwierdził tą smutną prawdę. Ja przypominam, że od początku tak twierdziłem. Sporo osób spodziewało się jednak, że Paweł Niedźwiedź, który uchodził wcześnie za człowieka zdecydowanego, decyzyjnego i kompetentnego, podciągnie pana starostę Piotra Wołowicza.

Oczekiwano, że pozbawionego wiedzy i mocy podejmowania decyzji starostę wyręczy właśnie Paweł Niedźwiedź. Ja też – w swojej naiwności i sympatii do pana Pawła Niedźwiedzia – żywiłem podobne, ale jak pokazał czas, naiwne złudzenia. Nic takiego się nie stało, bo okazało się, że pan Paweł Niedźwiedź nie posiada tych cech charakteru, o które go całkowicie niesłusznie podejrzewano.

Tak więc pan starosta nie został sprowadzony do roli przemawiającego, uświetniającego, przecinającego, przemawiającego, wręczającego, jednym słowem „paprotki”, do wypełniania której to roli jest szczególnie predysponowany, z uwzględnieniem grania tej roli u boku naszej nieoszacowanej wprost pani burmistrz, ale tam też w obsadzie drugoplanowej, podnoszącej prestiż Słońca Góry, jak mawia o naszej władczyni pewien zaprzyjaźniony radny.

W rolę prokuratora wcielił się również radny Marek Biernacki, który tego dnia wyróżniał się rzadką dla niego elokwencją. Proszę pamiętać, że radny Marek Biernacki jest okazem cennym pośród radnych. Historia samorządu zapamięta go, jako radnego, który nigdy nie złożył żadnej interpelacji, nigdy też nie pokusił się o to, by wygłosić dłuższą mowę podczas sesji. A jest on radnym od lat 5! Pomijam tu takie zwroty, jak: „Komisja, taka a taka, pozytywnie zaopiniowała projekt uchwały”, które to zdanie wygłasza od wielu lat, bo zawsze mu się tak jakoś smyknie, że załapie się na szefa jakiejś komisji. Chociaż obserwując jego działalność na fotelu przewodniczącego kolejnej komisji, odnoszę wrażenie, że bardziej załapuje się pan radny Marek Biernacki na dodatek związany z tą funkcją w wysokości 150 zł. Funkcja przewodniczącego komisji nieodmiennie kojarzy mi się z wiedzą, kompetencją, ale jakoś pan radny Marek Biernacki łatwiej mi się kojarzy właśnie ze 150 zł., a nie z cechami wymienionymi nieco wcześniej.

Przypomnę Państwu raz jeszcze, że pan radny Marek Biernacki w sposób bardzo spektakularny przyczynił się do wyboru pana Piotra Wołowicza na starostę. I przypomnę, że o wyborze tego kandydata przeważył jeden jedyny argument: pan Piotr Wołowicz miał podobno mieć takie znajomości w województwie, że kasa miała tu płynąć szerokim strumieniem. Ja nie wątpię, że pan starosta Wołowicz zna odpowiednie osoby w województwie, ale zdaję sobie pytanie: czy one też go znają? Ja też znam szereg osób ważnych w naszym regionie. Z TV, radia, prasy Internetu. Nie powoduje to jednak, że mogę z nimi coś załatwić. Wygląda na to, że poziom znajomości zażyłości z „ważniakami” pana starosty Piotr Wołowicza jest na podobnym samym poziomie.

Szkoda tylko, że swoich żalów i obiekcji pan radny Marek Biernacki nie przedłożył mi podczas spotkania, jakie mieliśmy w jego lokalu poświęconemu mojej współpracy przy prowadzeniu założonej przez niego gazety. Jakoś wówczas nie przeszkadzał mu mój styl pisania. Nie wnosił zastrzeżeń do bloga. Owszem, zastrzegł sobie, że nie będę mógł pisać krytycznie o staroście i …. pani burmistrz!

Przy tych słowach zadrżałem wszystkimi swoimi organami! „Bluźnierco!” - pomyślałem w duchu. „Wątpliwości dopuszczasz w nieomylność, wielkość, trafność decyzji, wybór właściwej drogi przez Tą, która sens życiu gminie nadaje! Jad w sercu i umyśle odkładasz! Kąsać będziesz w nieodległej przyszłości!”

Wzburzyły mnie słowa radnego Marka Biernackiego, bo cóż można zarzucić naszej pani burmistrz?! No, może jedynie to, że przedszkole jeszcze nieczynne. Ale – na usprawiedliwienie pani burmistrz – stwierdzić trzeba, że otwarcie, i to jakie pompatyczne, dawno już było.

Podczas spotkania koalicyjnego zażądano od Przewodniczącgo Rady, by ten wystosował do mnie pismo. Prokuratorzy z wąsoskiego klubu Forum 2010 nie potrafili jednak wskazać podstawy prawnej, która posłużyłaby Przewodniczącemu do nawiązania korespondencji z moją skromną osobą. Nie bardzo też potrafiono wskazać temat tej korespondencji. Ogólnie jednak wyrażano głębokie zaniepokojenie tym, co piszę a czego nikt przecież nie czyta. W końcu stanęło na tym, że Przewodniczący poproszony został o przeprowadzenie rozmowy z moją bardzo skromna osobą, co też uczynił.

W trakcie rozmowy Przewodniczący zwrócił mi uwagę, że nie jest eleganckie z mojej strony używanie przeze mnie pewnego przezwiska pochodzącego od nazwiska naszego drogiego starosty pana Piotra Wołowicza. Po przemyśleniu sprawy zgodziłem się w całej rozciągłości z Przewodniczącym, że to nie było ładne i obiecałem solennie, że zaprzestanę tego procederu, co też czynię.

Indagowany natomiast w sprawie radnej Danuty Rzepieli stwierdziłem, że nikt nie kazał jej brać przewodniczenia komisji skoro nie ma o pracy komisji bladego pojęcia a posiedzenia tego ciała pod jej przewodnictwem stanowią dla powagi naszego samorządu kamień obrazy. Powiedziałem również Przewodniczącemu, że moją rolą nie jest kreowanie rzeczywistości, ale jej wierny opis. Natomiast oczekiwanie niektórych koalicjantów, że opis działań radnej Danuty Rzepieli będzie tak skonstruowany, by wyszła ona na tytana myśli i intelektu, jest ponad moje siły. Takiemu wyzwaniu podołać mógł tylko Jan Chrystian Andersen, ale ten, niestety, już nie żyje.

Przewodniczący omówił też inne moje posty, do zawartości których niektórzy koalicjanci mieli zastrzeżenie. W odpowiedzi poinformowałem Przewodniczącego, że ja po prostu domagam się realizacji obietnic, które obejmująca rządy koalicja złożyła wyborcom. Być może ja jestem „starej daty”, ale jak się coś obiecuje wyborcom, to należy tego dotrzymywać, bo inaczej jest się dla mnie oszustem, kanciarzem, chamem i burakiem.

Przewodniczący zwrócił mi uwagę, iż taki jest świat polityki. Zgodziłem się z tym chętnie, gdyż, i ja, i Państwo, te niesłowne chamstwo oglądacie na co dzień w TV, ale to nie oznacza, że mam klaskać z zachwytu i wyć z radości, że jest tak wiele szuj oszukujących wyborców.

Z kolei ja – w przypływie szczerości wywołanej serdecznym, ojcowskim nieomal klimatem rozmowy, zadałem pytanie Przewodniczącemu, czy jest prawdą, że pan starosta Piotr Wołowicz miał do niego pretensje, iż bywam w jego firmie, gdzie częstowany jestem kawą. Przewodniczący taktownie nie spytał mnie o źródło informacji, ale – bardzo niechętnie – potwierdził, że padły takie słowa.

Wobec powyższego pozwoliłem sobie zapytać Przewodniczącego o prawdziwość, bądź nieprawdziwość, stwierdzenia pana starosty Piotra Wołowicza, który rzekł, że każdy kto utrzymuje ze mną kontakty będzie uważany przez niego za nielojalnego wobec niego. Przewodniczący potwierdził moją informację. Jednocześnie Przewodniczący zapewnił mnie, iż zawsze, o ile przyjdzie mi na to ochota, mogę liczyć na filiżaneczkę kawy w jego prywatnym biurze.

W odpowiedzi ja prosiłem (bo przecież nikt mnie nie czyta), by przekazał szanownym koalicjantom, iż zdrowiej i lepiej byłoby dla nich, by zaczęli realizować swój program wyborczy. Wówczas w sposób naturalny zniknie powód do pisania o nich w panującym dotąd stylu, bo to sposób sprawowania przez koalicjantów władzy w sposób automatyczny wywołuje dominujący na blogu ton. Wówczas będą pochwały, brawa i słowa uznania. To jest podstawowy warunek zmiany mojego stosunku do niektórych koalicjantów, bo nie widzę innej możliwości niż wypełniania danego publicznie słowa. Ta kwestia negocjacjom nie podlega. Na tym nasza rozmowa się zakończyła.

Panu staroście Piotrowi Wołowiczowi najwyraźniej coś niecoś się pomieszało. Pragnę tylko przypomnieć Państwu, że radni nie składają ślubowania na lojalność staroście, kimkolwiek by on nie był, a wyborcom. Lojalność radnych wobec starosty powinna wynikać tylko z jednej przesłanki: dobra samorządu powiatowego. Jeżeli starosta rządzi dobrze, to siłą rzeczy jest i lojalność radnych. Natomiast żądanie lojalności z powodu znajomości niemiłej, jak można przypuszczać dla pana starosty mojej skromnej osoby, to już pachnie kultem jednostki.

Gdybym chciał być złośliwy wobec pana starosty, to powiedziałbym, że chyba nie spędzał urlopu we Włoszech, ale w Korei Północnej. Tam takie przekonanie jest chwalebne. Jako politolog pan starosta powinien o tym wiedzieć. A może nie wie skoro to mówi?

Bywa, że sprawowanie władzy powoduje, że ludzie ją dzierżący rosną intelektualnie, mądrzeją, wzrastają moralnie i mentalnie. I to dobrze. Ale bywa też i tak, że słabe jednostki dostają zamroczenia władzą, wierzą w swoją wielkość i urojony autorytet, ważność wywołaną rzekomą prestiżem pełnionej funkcji, za którą niestety nie idzie praca i intelekt. I takie osoby popadają w arogancję. Mówi się wówczas: „karły weszły na szczudła i gigantów udają”. Czy nie jest to prawdziwe w obliczu obrad koalicji?

P.S.

Tym uczestnikom tego żałosnego poniedziałkowego spotkania, którzy nie pluli na mnie poza moimi plecami, bardzo dziękuję. Tym wszystkich, którzy mówią mi w oczy, co innego np. o panu staroście, a później wazelinują panu staroście również dziękuję. Dziękuję za ściągnięcie masek moi drodzy fałszywcy. Nigdy o panach nie zapomnę. Będę zasypiał z widokiem Waszych twarzy pod powiekami a budząc się będę je przywoływał, by poświęcić Wam nieco uwagi na tym blogu, którego przecież nikt nie czyta!