środa, 23 listopada 2011

Progi i bariery

Członkowie Komisji Zdrowia i Opieki Społecznej wysłuchali następujących wyjaśnień prezesa spółki Powiatowe Centrum Opieki Zdrowotnej w Górze.

Prezes Stanisław Hoffmann: „Ja mogę powtórzyć tylko to, co mówiłem na spotkaniu z radnymi. Należy dokonać wyboru koncepcji. Albo doprowadzić ten szpital do takiego poziomy, aby to nie było muzeum medycyna, ale by był to szpital. Jak mam być kustoszem tego, to ja się na to nie godzę. Rzecz jest w tym, że pewien poziom medyczny trzeba osiągnąć Popatrzymy na to przez pryzmat mostu. Jak się zwiększy ruch przez miasto wzrośnie liczba wypadków, nastąpi wzrost urazowości. A w pobliżu nie ma szpitala, żadnego. Przed mostem jest Lubin a za mostem Góra. To jest odległość pięćdziesięciu paru kilometrów. Więc trzeba by się zastanowić czy nie utworzyć OIOM – u lub szpitalnego oddziału ratunkowego i spróbować zdobyć na ten cel środki centralne. To jest strategiczne działanie, do przodu. To jest pewna strategia opieki medycznej. Doszedłem do wniosku, że trzeba zastanowić się nad odbudową punktu krwiodawstwa, by był u nas „Bank krwi”. To są dzisiaj rzeczy podstawowe. A jak będzie, to zobaczymy. Czas pokaże. Na razie mam zrobiony bilans zysków i strat i mniej więcej orientuję się już w sprawie.
 Nie wiem czy pan starosta pozwoli cytować cyfry…”.
Edward Szendryk: „To jest poufne i nikt na zewnątrz nie będzie…”.
Prezes Stanisław Hoffmann: „Nie może być poufne …”.
Edward Szendryk: „Chodzi mi o to, że jeżeli te cyfry miałyby dotyczyć zamierzeń, to …”.
Prezes Stanisław Hoffmann: „Ja powiem, że na razie mamy taką tendencję, że strata się obniża w ciągu każdego miesiąca o 50 tys. zł. Ta tendencja jest zauważalna od sierpnia i września. W liczbach wygląda to tak: z 215 tys. zł ma koniec sierpnia do 179 tys. zł. Trzeba na to brać poprawkę. Pewne oszczędności zrobione obecnie zaprocentują za jakiś czas. To jest raz a dwa, to to, że wzrosną koszty stałe. Dojdzie ogrzewanie, wzrost kosztów energii. To jest bardzo duży koszt stały. Jest na przykład przeszacowane zapotrzebowanie energetyczne na szpital. Takiej mocy nie potrzebujemy i od 1 stycznia przyszłego roku ją zmniejszymy. Te przeszacowanie zapotrzebowania na energię powoduje większe opłaty stałe. Zmniejszymy je i 15kW, może 20 kW.

Mam ten bilans złożony, ale nie chciałbym mówić o nim w szczegółach, bo wypada, by Rada Nadzorcza zobaczyła go pierwsza. Bilans ma szczegółowy opis, który pozwala zorientować się, co i gdzie zrobiliśmy przez te 3 miesiące. Mamy pierwsze wejrzenie w sytuację i będziemy ciąć wydatki. Nie oznacza to, że wszędzie się da ciąć. Ile możemy zaoszczędzić na lekach? A nie chciałby zwalniać ludzi, ale jeżeli będzie taka sytuacja, to trzeba będzie to zrobić. Wiele osób przejdzie na umowy cywilne, bo gdyby nie było tego nieszczęśliwego zapisu o tym odpisie na Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych, który jest fikcją, bo na to pieniędzy i tak nie ma, to można powiedzieć, że spółka wychodziłaby prawie na zero”.

Piotr Iskra: „Trzeba panie prezesie wykorzystać te limity, które zostały do końca roku”.
Prezes Stanisław Hoffmann: „Oczywiście przychód jest ważny, ale na niektórych oddziałach, niestety, ten przychód nie jest zadawalający mnie. Są tam drobne nieścisłości a ja jestem człowiekiem wymagającym. Powiedziałem, że jeżeli nie będzie oszczędnościowej polityki, to będę musiał kierowników wymieniać. Kontrakt musi być wykonany. Rozumiałbym, że gdyby nie było pacjentów, bo nie chcą przyjść, ale są, przychodzą. Na razie jest taka sytuacja. Wszyscy kierownicy oddziałów są powiązani umowami do końca roku a w tych umowach są takie zapisy, że ja nic nie mogę zrobić.

Już jest przygotowane zarządzenie o rozpisaniu konkursów na usługi medyczne, oddziałowe. Konkurs będzie publiczny, otwarty. Ja wyznaję zasadę, że nikt nie jest przywiązany do stanowiska na wieki. Jeżeli do konkursu przystąpi osoba kompetentna, bardziej rozumiejąca obecne warunki, to będzie wymiana. Na każdym szczeblu. Żarty się skończyły, bo tu sytuacja wygląda tak, że ten szpital walczy o byt, i to każdego dnia. A jego los jest zależny nie od tych pacjentów, którzy do niego przyjdą, ale od poziomu medycznego, jaki ten szpital będzie reprezentował. Czy jest czy garbaty czy rudy jest lekarz, czy gruba lub chuda jest pielęgniarka, to nie jest istotne. Ważne jest to, by reprezentowali odpowiedni poziom medyczny, na który składają się: wykształcenie ludzi i sprzęt medyczny. Wracając do funduszu socjalnego. Została złożona dla związków zawodowych taka propozycja, by tego funduszu już na rok 2012 nie tworzyć, bo i tak jest on nierealny. I tak wszyscy o tym wiemy, bo nie mamy takich możliwości finansowych.

Konkurs na świadczenie usług medycznych dla szpitali został odwołany przez NFZ, póki co. Myśmy już zrobili ofertę, przygotowali, wydrukowali, aby dzisiaj złożyć, to wczoraj o 16 odwołali”.
Edward Szendryk: Czyżby nowa koncepcja ministerstwa?”
Prezes Stanisław Hoffmann: „To już nie o to chodzi! Prawie 400 stron zostało podpisanych, podstemplowanych i teraz możemy je tylko do kosza wyrzucić, bo będzie nowy. A prawdopodobnie na dwa pierwsze kwartały maja być ze szpitalami podpisane aneksy do dotychczasowych umów. Na razie jest tak, że na te dwie poradnie specjalistyczne przyznane jest nieco więcej pieniędzy. Mówię tu o chirurgii i ginekologii. Ale tam też nie jest dobrze, bo nie jest dobra organizacja pracy. To musi po prostu się zmienić. Niektórzy maja umowę o pracę, są radnymi i nic nie mogę zrobić, mogą tylko trwać.
Edward Szendryk: „Ale zalecenia muszą wykonywać”.
Prezes Stanisław Hoffmann: „Tak, panie przewodniczący. Jeżeli ktoś jest człowiekiem rozumnym, to można usiąść i porozmawiać mówiąc: sytuacja jest taka, że jesteście radnymi i nic nie mogę zrobić. My się wykrwawiamy wszyscy, robimy oszczędności, to róbmy to solidarnie.”
Edward Szendryk: „Ja sobie nie wyobrażam. Bo jeżeli jestem radnym, to tym bardziej się staram …”.

Prezes Stanisław Hoffmann: „Sytuacja jest taka, że jak ja tłumaczę ciągle, że starostwo nie dołoży, bo raz, że nie ma do tego uprawnień i dwa, że nie ma skąd. Trzeba mieć tę świadomość po prostu. Oszczędność musi być. Wczoraj o godzinie 20 jestem w szpitalu a wszędzie światło pozapalane. Ludzie po prostu nie rozumieją. Nic się nie dzieje, cisza jest, ale nie ma tej świadomości, że przechodzi obok, to trzeba światło zgasić. Woda może lecieć ciepła – nikt nie zakręci. Wpojenie tych nawyków wymaga czasu. I być może wymiany kadry kierowniczej na szczeblach średnich”.

Edward Szendryk: „Dzisiaj lekarz musi nie tylko leczyć, ale też i zarządzać. I to nie na tej zasadzie, że tylko dajecie mi, dajecie, dajcie”.
Prezes Stanisław Hoffmann: „Mam takich pracowników, którzy są na zwolnieniu, a ja wiem, że w tym czasie są w Niemczech. Rozmawiam z lekarzem, który daje temu pracownikowi zwolnienie. Ren mówi, że już się poprawi, nie będzie dawał. Pracownik idzie do innego i ten daje…”.

Piotr Iskra: „Pracodawca nie może z jakąś komisją się udać?”
Prezes Stanisław Hoffmann: „Może zgłosić do ZUS, że to jest nadużycie. Tak zrobiliśmy. ZUS przeprowadził kontrolę i odpisał, że sprawdził. Dokumentacja lekarska jest w porządku i po sprawie”.
Piotr Iskra: „Może chodzić!”
Prezes Stanisław Hoffmann: „Ja już pomijam, że to robią wszyscy a nie tylko pracownicy szpitala. To jest nasza powszechna wada narodowa. Ktoś straci stawisko i zaraz na pół roku robi się chory.”

W tym miejscu przewodniczący komisji - Edward Szndryk opowiedział o takich samych przejawach bezmyślności i niegospodarności, które zaobserwował w 2001 roku. Stwierdził, iż: „Takich ludzi nie powinny bronić żadne związki zawodowe” oraz, że przez takie zaniechania: „Ręce można sobie poobrywać” a efekty i tak zostaną zaprzepaszczone. Zwrócił się do prezesa spółki o zwiększenie nadzoru nad pracownikami spółki.

Prezes Stanisław Hoffmann: „Ja musiałbym tam być stróżem, katem i nie wiem, kim jeszcze. Ja chodzę do szpitala wieczorami, w nocy. I powiem raz jeszcze, że ja wiem, iż wychodzę na potwora, ale wszyscy muszą się zaangażować, bo taka jest sytuacja tego szpitala.
Piotr Iskra: „Słyszałem panie prezesie, że na internie jest kłopot z wykonaniem kontraktu. Przydałby się tam jeszcze jeden lekarz”.
Prezes Stanisław Hoffmann: „Mama tego świadomość, że na tym oddziale niezbędne są zmiany i ja tego nie ukrywam”.

Dariusz Wołowicz: „Mam do pana prezesa dwa pytanie. Pierwsze, czy istnieje plan restrukturyzacji? Ile na dzień dzisiejszy pracuje osób w administracji?”
Prezes Stanisław Hoffmann: „Osiem osób ze mną. By szpital zbilansować na zero, to muszę, niestety ciąć koszty płac. Są dwie drogi. Albo ludzie przechodzą na umowy cywilne i wszystkie obciążenia, które towarzyszą umowie o pracę są ze szpitala automatycznie zdejmowane. Tu chcę powiedzieć, że na razie zawarłem z kilkoma pielęgniarkami kontrakty. One więcej pracują, ale i więcej zarabiają. I od razu zrobiło się w szpitalu nie fajnie. Bo czemu one tyle zarabiają a my mniej? No tak, ale one mają po 200 godzin. Ja szukam takich chętnych pielęgniarek, bo one dają z siebie konkretna pracę. Ja nie jestem zwolennikiem takiej sytuacji, że mam 200 osób i one wszystkie mają pracować. Wolę 150 osób, które pracują, rzeczywiście pracują i dobrze zarabiają. Zarobki, które obecnie są w szpitalu są żenujące. Niektórzy mają najniższą pensję. A trzeba pamiętać, że w szpitalu pracuje się w „świątek, piątek i niedzielę”.

Jak jest umowa kontraktowa i ona oddaje pielęgniarką pewien odcinek usług, to jest tak, że kto więcej pracuje, to ten więcej zarabia. Dotąd było ta, że lekarze mieli podpisane umowy w ten sposób, że mieli płacone zanim pieniądze z NFZ za wykonany kontrakt dotarły na konto szpitala. Część z nich zrozumiała mój postulat i będziemy płacić dopiero, jak otrzymamy pieniądze. Ten cały kapitał zakładowy, który był – 500 tys. zł – on został zużyty na to, co było zrobione, ale, za co pieniądze jeszcze nie wpłynęły. Tak to można żyć miesiąc, dwa, ale nie cztery miesiące, bo tak po prostu się nie da.

Część lekarzy się zgodziła na aneksy do umowy a część nie. Ja powiedziałem: to jest Państwa dobra wola. Umowy i tak kończą się 31 grudnia. Nie robię awantur tylko spokojnie czekam. Jeżeli ktoś ma rok do emerytury, to ja nie będę na niego nalegał, by przeszedł na kontrakt, bo to pozbawione jest sensu. Pozostawiam wszystkim swobodę wyboru. Rozmawiałem z grupa pielęgniarek i powiedziałem panią: jak wam się nie spodoba przez trzy miesiące wracamy do starych zasad. Nie zapominajmy przy tym, że kontrakt daje możliwość pracy w innych jednostkach. One tak sobie ustawią grafik, że pójdą zarobią u Szendryka i na Świętosławy, pójdzie do Parzonki i zarobi. A jak ma umowę o pracę, to sprawa jasna – zakaz pracy u konkurencji.

Czy ja mogę tolerować to, że na przykład lekarze pracują w innej poradni ginekologiczno – położniczej a nasza nie wykonuje kontraktu? Przecież ja tego tolerować nie mogę i nie zamierzam. Tam jest strata 25 tys. zł za trzy miesiące. To jest chore, po prostu! Ja musiałem tam swoje prywatne USG przywieźć, by ściągnąć pacjentów. Mam dwa, to jedno pożyczę do szpitala za darmo, żeby te pieniądze z kontraktu nam nie uciekły.
Edward Szendryk: „To jest sabotaż!”
Prezes Stanisław Hoffmann: „Proszę mi panie przewodniczący wytłumaczyć, co ja mam zrobić, jeżeli jest umowa o pracę i ktoś jest związkowcem albo radnym? Przecież ja mogę tylko go poprosić. Prawda? Bo jak napiszę do Rady, że chcę go zwolnić, to będzie taka wojna, że cała Góra będzie się śmiała. Nie chcę tego robić! A po co mam to robić?
Edward Szendryk: „Jeżeli jest odpowiedzialny za poradnię i nie realizuje programu, nie jest w stanie stawianych przed nim wymogów spełnić, to znaczy, że na tym stanowisku jest nieodpowiedni człowiek”.
Prezes Stanisław Hoffmann: „Człowieka już nie ma. Na początku była wielka obraza majestatu, bo kierownik dostał zwolnienie dyscyplinarne, bo w pracy go nie było. A on w tym czasie pracował w innej firmie. Miał umowę o pracę. Przecież to była granda w biały dzień! Chcecie?! Proszę bardzo! Bierzcie kontrakt i dzielcie się nim. Kto więcej pracuje – więcej ma! A nie tak, że obojętnie ile zrobią, kontraktu nie wyrobią a szpital musi tyle zapłacić, co w umowie”.

Edward Szendryk: „W Lesznie kontrakty trzeba wykonać na pierwszym miejscu a później dopiero żyje sobie prywatka. To, co się należy szpitalowi wykonywane jest w 100% i jeszcze są nadwykonania. Inaczej jest to nieuczciwe wobec szpitala, bo nie wyrabia się dochodu”.
Prezes Stanisław Hoffmann: „Jasne!. Ale największy problem jest z pogotowiem. To był największy błąd, jaki mógł się zdarzyć.
Edward Szendryk: „Ja do dzisiaj nie wiem, dlaczego tak się stało. Czy zrobiła to poprzednia dyrekcja czy oferta była słaba?”
Prezes Stanisław Hoffmann: „Oferta była niekonkurencyjna”.
Edward Szendryk: „Czyli nie chciało się”.

Prezes Stanisław Hoffmann: „Ja nie chcę nikogo obarczać. Ale jeżeli tam była różnica 40 punktów, to jest ogromna różnica. Ze wschowskim pogotowiem szpital ma problem. Oni przywożą nam zawałowca, zostawiają a my musimy go odwozić na własny koszt. Oni muszą poczekać na pacjenta i zawieźć go na kardiologię. Tu nawet nie chodzi o to, że dwa razy koszta są robione, tylko o to, że chory może tego nie przetrzymać. Jeżeli chodzi o ratownictwo medyczne, to moje stanowisko jest zdecydowane – ono musi być strukturze szpitala. Teraz jest obca firma i my nie mamy wpływu na to, jak oni funkcjonują. My możemy tylko robić awantury. I one są. Z powodu utraty pogotowia miasto się z nas śmieje.

Zbigniew Józefiak: „U nas mentalnościowo wszystko zawieszone jest na jednej osobie, i to obojętnie, kto by nią był. A więc, na poprzednim dyrektorze szpitala, obecnym prezesie. Musimy sobie jasno powiedzieć jedną rzecz: Zarząd jednoosobowy szpitala przyjęła Rada Powiatu i to rodzi pewne skutki. A to takie, że ta jedna osoba, ten jednoosobowy Zarząd czyha na majątek szpitala. Przecież to jest obłęd! Nie można wytwarzać takiej atmosfery, że koło majątku szpitala dzieje się coś niedobrego, że jest drugie dno. A prawda wygląda tak, że to Rada Powiatu świadomie przyjęła jednoosobowy Zarząd z powodów oszczędnościowych. Nie mamy pieniędzy, gdyby były Zarząd mógłby być trzyosobowy, to jest model klasyczny. Ale nawet wówczas mówiono by, że trzy osoby się zmówiły i zagarną majątek. Tak nie jest!”.
 Prezes Stanisław Hoffmann: „Nie ma w tym szpitalu takiej zasady, że jest księga na planowe operacje. Pacjent przychodzi ze skierowaniem od lekarza rodzinnego o wie, że np. 20 listopada ma przyjść na internę, na diagnostykę. To jest planowe, to można zaplanować. Tak samo na każdą inna operację planową. Nie może być tak, że ordynator ma to w kieszeni czy szufladzie. Jest księga i pacjent będzie się rejestrował u pielęgniarki, w centralne dyżurce, na dole. Tam będzie zapisany, tam otrzyma wypis i nie będzie chodził po całym szpitalu i szukał osoby, która mu go wypisze”.

Członkowie komisji jeszcze chwilę porozmawiali na tematy medyczne i rozeszli się z bagażem wiedzy do przemyślenia.