wtorek, 22 października 2013

Proza życia

Odpowiedź na list.

Szanowny panie Marku
Dziękuję za miłe słowa, zwrócenie uwagi na zwyczajne nieróbstwo i filmy, które mi Pan przesłał celem publikacji. Przyzna Pan, że niczego nie skrzywiłem, nie przeinaczyłem a Czytelnikom przekazałem jota w jotę, to o czym Pan pisał.

Fajnie jest, że są tacy ludzie jak Pan, których jeszcze coś wkurza i reagują. W praktyce mamy do czynienia z oceanem niemożności. Toteż Pana zainteresowanie problemem chujowo naprawianych dróg bardzo mnie ucieszyło, bo jednoosobowa donkiszoteria mnie nie bawi.

Jeżeli idzie o moją skuteczność, to trochę Pan nie trafił. Sadzę, że zadziałała tu władza gminna, która ma rzeczywistą moc sprawczą. Tandetna robota widoczna była nawet dla ślepego i gołego oka.

A dlaczego dopuszczono do tandety i bylejakości? Opowiem Panu takie zdarzenie. Udałem się niegdyś do jednego z ważnych urzędników naszego ratusza. Zwróciłem mu uwagę na fakt, iż w wielu - zbyt wielu! - ,zabytkowych budynkach mieszkalnych, w I strefie ochrony konserwatorskiej, wstawia się okna o różnym kształcie i kolorze. Oczywiście, że jest to niedopuszczalne. Bardzo ów ważny (we własnym mniemaniu urzędnik) odrzekł mi, że on o tym nic nie wie, bo po mieście... jeździ samochodem. „Oj! Pomyślałem, gdyby burmistrzem był ktoś, kto to widzi, to byś się chuju długo tym samochodem nie powoził! Z zasiłku na benzynę by ci durniu starczyło!” Taka jest rzeczywistość i w takich realiach muszę się poruszać, żyć i działać.

Mam dla Pana szacunek za odwagę, jaką okazał Pan pisząc do mnie o spierdolonej robocie. To teraz rzadkie. Narzeka na to, i tamto wielu, ale jak przychodzi co do czego, to przysłowiowa „morda w kubeł”. „A co ja skrzynka skarg i zażaleń? – zawsze pytam. "A tobie (Panu) na niczym nie zależy!", "rodziny Pan nie masz!", "wolny strzelec Pan jesteś!" – słyszę argumentację. Tak daleko nie zajedziemy, chyba że mnie zajadą. Ale ludzkich dusz przekuwać nie zamierzam, bo z wykształcenia i powołanie uprawnień do bycia „inżynierem dusz ludzkich nie mam”.

Pana zachęty, bym objął swoim wzrokiem więcej, są – proszę mi wybaczyć – próżne. Ogarniam miasto, które kocham i bez którego trzech dni wytrzymać nie mogę. I z tym mi dobrze, i to wyczerpuje moje ambicje. Tak niech zostanie. Bez powietrza i klimatu tego miasta, jego ulic (nie zawsze najpiękniejszych), zaułków (nie zawsze zadbanych), parków (odnowionych, ale już popadających w ruinę), ja nie pisałbym tak jak piszę. Bo to dobry Bóg i to miasto jest moim natchnieniem.


Pozdrawiam i dziękuję za zainteresowanie się problemem.