czwartek, 12 kwietnia 2012

Wiosenne swawole

Wiosna coś niechętnie wstępuje w nasze progi, jakby miała przeczucie, iż jej przybycie niczego w naszym lokalnym życiu nie odmieni. Być może ta urocza pora roku wyczuwa, że u nas zmiana może być tylko na gorsze i nie chce robić nam brzydkiego psikusa. Bo u nas jakby ciągle nieustający Halloween, szczególnie w powiecie.

Od objęcia władzy przez paltformerskiego starostę Piotra Wołowicza wielu ma poczucie, iż każdy dzień zbliża nas nieustannie do katastrofy w postaci „Święta zmarłego powiatu”. A miało być tak pięknie! Do dzisiaj brzmi mi w uszach slogan wyborczy platfusów „Z dla od polityki”. I jeżeli rzeczywiście nasze miejscowe platfusy trzymają się z dala od polityki robionej dla dobra lokalnej wspólnoty samorządowej, to również trzymają się z dala od wszelkich działań. Naszego ukochanego platformerskiego starostę podobno zabija i zniewala psychicznie myśl o tym ,że trzeba podjąć decyzję. A kiedy idzie o podjęcie decyzji niepopularnej, to podobno pan starosta wolałby zostać kastratem i robić światową karierę, jako nowe wcielenie Farinellego. Tak ludzie bajają, ale w każdej klechdzie bywa ziarno prawdy.

Każdy już wie, że starosta Piotr Wołowicz jest najgorszym starostą w dziejach powiatu. Doszło już do tego, że od wielu pracowników starostwa słyszę: „Tęsknimy za Poną!” A chyba nie o to chodziło?!

Starosta stoi na czele Zarządu Powiatu, który również jest słabiutki niczym glista po przejechaniu przez wał drogowy. I ja na to mam dowody. Proszę wejść na BiP starostwa i poczytać sobie protokóły z posiedzeń tego gremium. Toż to żenada! W statucie powiatu zapisano, że posiedzenia Zarządu mają być wiernie odtworzone w protokółach. Być może ja się mylę i rzeczywiście 4 członków Zarządu wysławia się w ten właśnie sposób. Ale żeby podczas posiedzenia produkował się tylko starosta a reszta z reguły milczał, to już politbiuro przypomina. A dietę się bierze, bez względu na to czy otworzyło się buźkę czy też nie.

Ostatnio ratując stołki przed niechybną zagładą migiem wymyślono, że szpital się sprzeda. Wymyślono to pomiędzy 7,00 a 8,00 i po 8,00 zakomunikowano radnym. Wymyślił to starosta i jaki widać z protokółu z tego posiedzenia żaden z członków Zarządu „japy” nie otworzył w obronie szpitala.

A wśród członków Zarządu jest też – kompletnie zbędny! – radny Marek Hołtra. W poprzedniej kadencji, walcząc z Beatą Poną i ówczesną dyrektorką szpitala stroił się w szaty obrońcy szpitala i jego pracowników. Obecnie zmienił front i już jest za sprzedażą szpitala. Bardzo podobała mi się reakcja pracowników szpitala, którzy w kuluarach nazwali tego pana po „imieniu”, którego nawet pies nie chciałby nosić. Jedna z pracownic stwierdziła: „Tan pan miał już swoje pięć minut” na co druga odparła: „O pięć minut za dużo”, co stanowiło komentarz do pełnienia niegdyś przez tegoż pana funkcji dyrektora szpitala. I tak barwne piórka opadały z radnego Hołtry i okazało się, że to żaden cenny ptak, ale kameleon.

Zresztą na charakterku radnego Hołtry poznała się nasza pani burmistrz i babcia Irena gładko pozbyła się kameleona. Rzec można, że wypadł z obiegu i nic nie wskazuje na to, by dano mu szanse na recykling.

Jest jednak dla radnego Hołtry rola do obsadzenia, w której będzie czuł się wybornie. Pisałem, Państwu o tym, iż nieodmienni jego widok nasuwa mi skojarzenie z drobnym przedsiębiorcą pogrzebowym. Jak będzie pogrzeb powiatu, to znakomicie odegra role mistrza ceremonii. Tylko czy ktoś się da nabrać na nową rolę człowieka, który kandydował na burmistrza Góry z „SamejBronki”, później PiS?

Jak już jesteśmy przy nieboszczce „SamejBronce”, to można powiedzieć, że pod wodzą Piotra Wołowicza zmartwychwstała ona i odrodziła się jako PO. Nasza górowska PO, to jako żywo „SamaBronka bis”. Co prawda była starosta Beata Pona była lepsza pełniąc swoją funkcję od obecnego starosty, ale nasz starosta ma ten niewątpliwy urok, że nikt go nie pobije pod względem nieudaczności.

Z litości nie będę zajmował się pozostałymi członkami Zarządu, bo pisanie o członku Zarządu piotrze Firście byłoby przerostem treści nad formą. Zresztą, treści to ja w nim nie widzę a jeżeli idzie o formę, to glina pierwszego sortu nie była.

Z kolei nasz drogi wicestarosta Paweł Niedźwiedź nieoczekiwanie dla wszystkich – i chyba samego siebie – nie jest w stanie odnaleźć swojego „ja”. Wykoleja się chłopak i na złą drogę wchodzi. Ale, z kim przystajesz – takim się stajesz!

Ostatnio np. koalicja wygrała (a powiat przegrał) głosowanie w sprawie ewentualnego podania gminy Wąsosz do sądu w związku z odszkodowaniem dla Chemeko – System. Zaważyły racje żłobowe. Bez wsparcia i poparcia Wąsosza starosta Piotr Wołowicz musiałby się pakować. Wróciłby do babci Ireny i ta miałaby kłopot. Bo to i pensję radni pani burmistrz podnieśli do 13 tys. miesięcznie, że tak sama, bez zastępcy haruje a i z samym Piotrem Wołowiczem problem by powstał. Co nowo – stary wiceburmistrz miałby robić? Bigos dla mało wybrednych podniebień chyba!

Jak już jesteśmy przy naszym drogim staroście, top słów kilka wyjaśnienia. Osobiście i prywatnie to ja Piotra lubię. Nic do niego nie mam. Ale to prywatnie. Natomiast jako starosta jest nie do przyjęcia ze względu na brak decyzyjności i nadmiar narcyzmu. Ja nawet jestem w stanie zrozumieć, że ktoś może być w sobie zakochany, ale żeby zaraz kochać się w sobie kosztem reszty?! No, to już gruba przesada. Zostawmy narcystyczne upodobania starosty i prządźmy dalej naszą opowieść.

Koalicja ostatnio bierze baty od opozycji. Ta uaktywniła się, bo widzi, że sprawy idą w złym kierunku. Właściwie one nie idą, tylko podlegają „ruchom Browna” (od zdarzenia do zdarzenia i nie wychylać się). Podczas ostatniej sesji koalicja przez dwa dni była nicością i godziła się z tym, bo innego wyjścia nie miała. Kto z koalicji może stawić czoła takim tuzom opozycji jak: Stanisławski, Józefiak, Kalinowski, Trojanek? No, nie ma w tej koalicji na nich mocnych! I opozycja waliła sobie w koalicję niczym małoletni dobosz w werbelek. Opozycja bawiła się przy tym znakomicie, bo nie natrafiła na żaden opór. Okazało się, że materia koalicyjna nie stawia żadnego oporu, bo materia to konkret, a ta kolacja zbudowana jest z interesów prywatnych.

C.d.n.