wtorek, 24 kwietnia 2012

Brzmienie ciszy

Podczas nieformalnego spotkania radnych w sprawie „pomysłu” na spłatę odszkodowania dla „Chemeko – System” starosta Wołowicz, po zakończeniu swojej specyficznej mowy, zaprosił zebranych do dyskusji.
Zaproszenie nie odniosło jednak żadnego skutku. Radni uczestniczący w nieformalnym spotkaniu jakoś nie kwapili się do dyskusji nad tak poważnym problemem jakim jest zapłata odszkodowania. 

Pod sklepieniem sali nr 1 starostwa powiatowego słychać było tylko męczącą wszystkich ciszę, którą od czasu do czasu przerywało brzęczenie much, które uczestniczyły w spotkaniu nie będąc zaproszonymi przez dostojnego gospodarza spotkania. Jedni radni z rosnącym zainteresowaniem śledzili trajektorię lotu tych owadów, inni z rosnącym z minuty na minutę zaangażowaniem oglądali własne paznokcie. Byli też radni przeglądający jakieś notatki oraz radni amatorzy – stolarze sprawdzający jakość lakieru położonego na stołach konferencyjnych oraz zawiły wzór słojów.

Trwało to przez kilka minut. W tym czasie starosta raz jeszcze zaprosił radnych do dyskusji. Rezultat był identyczny z tą różnicą, iż każdy z radnych jeszcze bardziej zagłębił się w dogłębne studiowanie wybranej przez siebie dziedziny wiedzy.

I jeżeli jest zrozumiałe, że radni opozycyjni nie kwapili się do zabierania głosu, to ze zdziwieniem należy przyjąć do wiadomości fakt, iż nie garneli się do wygłaszania swojej opinii radni koalicyjni.

Z tego co mi wiadomo, cała Rada Powiatu w niesamowitym napięciu oczekiwała na wystąpienie „Mózgu Koalicji” radnej Danuty Przepieli, chluby i dumy gminy Wąsosz, intelektualnego zaplecza burmistrza Stuczyka i osobistego doradcy starosty Wołowicza. „Mózg Koalicji” badawczo spoglądał na radnych wszystkich frakcji, wydymał wargi a liczne zmarszczki na czole świadczyły ewidentnie, iż zwoje mózgowe „Mózgu Koalicji” wykonują tytaniczną, nieznaną zwykłym śmiertelnikom pracę.

Jak mi opowiadano, jeden z radnych widząc ten heroiczny bój ustawił na swojej komórce nr 112, by wezwać sikawkowych na wypadek nieszczęścia. Stało się to w chwili, gdy wokół głowy „Mózgu Koalicji” zauważono unoszenie się dymu. Po chwili jednak radny ów skonstatował, że to nie dym, ale drobiny pyłu, które unoszą się w świetle wiosennego słońca. Toteż radny z ulgą mógł wykasować numer. Okazało się, że próżno wyczekiwano wystąpienia „Mózgu Koalicji”. Duma Wąsosza nie spożyła bowiem tego dnia Red Bulla, co nie dodało jej wiadomo czego.

Słowem nie odezwali się także inni członkowie koalicji. Radny Marek Biernacki podczas narady kreślił układy choreograficzne do sławnego już, jak powiat długi i szeroki: „Tanga z felgami i szprychami w tle”. Jeden z radnych zauważył, iż jednym z trudniejszych numerów kreślonych przez przyszłą gwiazdę „You Can Dance” jest ten, w którym Moja Osobista Szelma gra na przerobionym na trąbkę katalizatorze, śpiewa, felgi tańczą solo, szprychy robią striptiz zdejmując z siebie osłonki  chromo – niklowej. Numer kończy się żonglerką, podczas której moja Osobista Szelma żongluje nie tylko felgami, nagimi szprychami, ale też członkami całej górowskiej PO. Podobno zaplanowane jest, iż na czas tych ostatnich nie wyłapie. Zawsze mówiłem, że Moja Osobista Szelma ma przed sobą przyszłość. Cóż, wyżonglowani a nie wyłapani na czas członkowie PO, jako materiał do budowania dalszej kariery radnego Marka Biernackiego, to ciekawy eksperyment.

Smutny jak kondukt pogrzebowy i wystrojony jak wiejski żałobnik Marek Hołtra siedział podczas nieformalnej narady niczym rasowa płaczka, której czasowo zabrakło łez, bo cebula wyschła. On również nie zabrał głosu. Część radnych obserwując radnego Hołtrę miała wrażenie, iż za chwilę w sali pojawi się katafalk a na nim „sosnowa jesionka”. Niektórzy mieli w głębi żal do siebie, że nie wzięli ze sobą znanego śpiewnika: „Gorzkie żale po czasie” (ostatnimi czasy jest to ulubiony śpiewnik członków górowskiej PO, gdzie znajduje się piosenka o znamiennym tytule: „Z otchłani niebytu wołamy cię Piotrze”). Inni znowu odczuli bolesny skurcz w dołku i szóstym zmysłem poczuli nadchodzące ostatnie namaszczenie dla powiatu w postaci komisarza.

Podobno nasze lokalne „platfusy” są przekonane, iż w razie ostatniego namaszczenia udzielane ono będzie powiatowi przez świeckiego duchownego z ramienia „Ryszawego” – Piotra Wołowicza. Tu z miejsca nasuwa się przysłowie: „Ubrał się diabeł w ornat i na mszę ogonem dzwoni”. Ale to dobrze, bardzo dobrze, gdyby tak miało się stać z powodów, których Państwu nie muszę chyba wyłuszczać.

Podczas nieformalnego spotkania głosu nie dał z siebie również radny koalicyjny Jan Bandzior. Słyszano podobno, jak zbielałymi wargami mówił: „Ratuj Matko Małej Ojczyzny, Szafarko Dóbr Wszelakich, Praprzyczyno wszystkiego i ratuj dziatwę swą, która jest bez Ciebie ślepa niczym kocięta w angielskiej mgle. Przyjdź Słoneczko 24 godziny na dobę z pomocą, kup latarkę i oświeć nas.”

Kolejny radny powiatowy – Piotr First (dywersja Wąsosza w powiecie, ale godny kompan „Mózgu Koalicji”) również nie wziął udziału w dyskusji za co po nieformalnej naradzie sam sobie wlepił w dzienniczku ucznia trzy jedynki z plusem z zachowania (plus był za obecność na spotkaniu).

Starosta i wicestarosta w tym czasie wyczekiwali na chętnych do dyskusji. Atoli nikt nie kwapił się do mielenia jęzorem, gdyż powszechnie wiadomo, że  próżne gadki i obietnice, to domena „platfusów” więc nikt w ich rolę wcielać się nie chciał, by na podrzędnego aktorzynę ze spalonego teatru nie wyjść. Obaj panowie z widoczną w oczach tęsknotą oczekiwali na głosy w dyskusji, głosy wołające w tej kadencji, jak zwykle, na puszczę, ale się nie doczekali. Faktem tym byli bardzo zbulwersowani i nie mogli tego ogarnąć, pojąć i wyciągnąć wniosków. 

A te są proste. Radnym znudziły się już gadki bez szczegółów i nie zamierzają dać się wciągać w rozważania o wysokim stopniu abstrakcji, z których absolutnie nic nie wynika. A nie wynika, bo członkom Zarządu i koalicji warto przypomnieć, że: „Bezczynny mózg jest warsztatem diabła”. I dlatego z tego nic dobrego wyniknąć nie może. Chyba, że ktoś lubi zapach siarki na tym padole.