czwartek, 21 lipca 2011

Przemawiali do obrazu... cz. IV

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: Piotra Wołowicza: „Mamy wykonane 141%”.

Robert Mazulewicz: „W związku z tym chciałbym się spytać – jak za te nadlimity płaci nam NFZ”.

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „Proszę pana, na tak postawione pytanie nie odpowiem ponieważ po pierwsze jest ono nieprecyzyjne a po drugie świadczy o tym, że zadający pytanie nie ma większej wiedzy na temat sposobów rozliczania kontraktów oraz wykonań z NFZ”.

Robert Mazulewicz: „Pytam jeszcze raz panie prezesie, bo widocznie pan się nie bardzo orientuje, że zawsze za nadwykonania mieliśmy w plecy, że już tak powiem dosadnie. Chyba, że  pan tego nie wie”.

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „Nie rozumiem, nie znam pojęcia – w plecy.”

Robert Mazulewicz: „Dobrze panie prezesie…

Przewodniczący Radcy Powiatu Zbigniew Józefiak: „Ja proponuję…”.
Robert Mazulewicz: „Ostatnie pytanie panie przewodniczący, bo to przestaje mieć sens”.

Przewodniczący Rady Powiatu Zbigniew Józefiak: „Tu się robi sieczka. Tak nie może być. Pytanie i odpowiedź. Proszę pytać i udzielać odpowiedzi w tempie przyswajalnym dla pozostałych uczestników sesji. Bo tę dyskusję skończę za chwilę”.

Tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza: „Pada pytanie, na które nie można odpowiedzieć, bo to jest pytanie na zasadzie czy bicie psa sprawia panu przyjemność? No takie pytania mi pan zadaje! No, albo jest pan przygotowany do zadawania tych pytań, albo nie. "

Robert Mazulewicz: „Widzę, że jestem bardziej przygotowany niż pan. Bo pan na żadne z pytań nie odpowiada. Bo pan znalazł się na funkcji prezesa spółki za poręczeniem senatora Władysława Sidorowicza z PO”.

Przewodniczący Rady Powiatu Zbigniew Józefiak: „Przerywam dyskusję…”.

Robert Mazulewcz: „Skończyłem panie przewodniczący. Nie mam więcej pytań”.

I tak wyglądała moja „dyskusja” z tzw. „prezesem – spadochroniarzem” z woli starosty Piotra Wołowicza, który spełniając życzenie senatora PO – Władysława Sidorowicza powołał na fotel prezesa naszej spółki miernotę.

A prezes poleciał na skargę do „elki”, że ujawniono dane wrażliwe dotyczące wynagrodzenia byłego szefa Pogotowia. Ja ujawniłem jedno nazwisko, ale u prezesa okazało się, że kilka, bo używa liczby mnogiej. Podobno ma to wywołać złe nastroje w szpitalu, bo dowiedziawszy się o wysokości zarobków byłego szefa Pogotowia (5000 zł) reszta żąda podwyżek.

Dla prezesa nie jest istotne, że utworzył stanowisko nie istniejące w schemacie organizacyjnym. On prezes jest niczym władca feudalny – ma kaprys utworzyć nieprawnie stanowisko – tworzy! On jest prawem.
Jedno trzeba przyznać. Ma prezes butę i arogancję, które są przynależne ludziom niewielkiej wiedzy i zdolności, ale wysoko protegowanym. Tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza, jest protegowanym senatora PO – Władysława Sidorowicza. Jakim prawem senator ów nasyła nam osoby niekompetentne, tego można się tylko domyślać. On też sądzi, iż wraz z zostaniem senatorem może dowolnie mieszać, gdzie mu się rzewnie podoba. Mieszać pan senator dowolnie może sobie we własnych majtkach. Może też we własnym nosie. Tu mieszał nie będzie. Bo Państwo widzą co z tego mieszania wychodzi.

Ale rzeczą podstawową jest to, po jaką cholerę starosta Piotr Wołowicz ulega senatorskim kaprysom? Senator mu nie płaci. Senator go nie wybiera. Senator za niego się nie wstydzi. Po co staroście Piotrowi Wołowiczowi obciachowy prezes? Tym bardziej, że nie tylko obciachowy, bo niekompetentny, ale sowicie wynagradzany za nic. Pensja prezesa – 7000 zł.

Jest jeszcze i inny wymiar tego nieszczęśliwego wyboru. Z tragicznej sytuacji naszego szpitala zdają sobie sprawę jego szeregowi pracownicy. Podczas sesji były obecne na sali obrad pielęgniarki, które nie kryły rozczarowania „informacjami” przekazanymi podczas obrad przez tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza. Pielęgniarki gotowe są na daleko idące porozumienie, byle tylko ratować swoje miejsca pracy. A tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza, szasta kasą.

Pytałem tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza o nadwykonania. Z nadwykonaniami jest ten problem, że jak szpital wykona ich za np. 300 tys. zł, to z wielką łaską i długo, długo po czasie płaci połowę. I to w najlepszym przypadku. I w ten sposób mamy „w plecy”, bo to co NFZ nam zapłaci nie pokrywa nawet kosztów własnych. Na „górkę” odłożyć z tego interesu nic nie idzie.

„Występ” tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza znużył mnie. Już nie chciało mi się pytać np. o to, dlaczego nie ma w szpitalu instrukcji obiegu dokumentów, regulaminu organizacyjnego. Nie pytałem też prezesa o to, co zrobił, by powstały zapisane w statucie nowe przychodnie: onkologiczna, OIOM oraz odział rehabilitacyjny. Co tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza zrobił, by tygodniami pacjenci szpitala nie czekali na wypis ze szpitala. Chciałem też spytać o inne rzeczy, ale sami Państwo widzą, że sensu to by nie miało. Tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza okazał się bowiem zielony i na mównicy robił za wzorzec namacalnej ignorancji.

A nasi radni? A „nasi” radni łykali bzdety opowiadane przez tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza bez zmrużenia oka. Opozycja słuchała prezesowskich bzdetów z ledwo ukrywanym rozbawieniem, bo taka osoba kompromituje rządzącą koalicję w sposób bezdyskusyjny. Większość koalicjantów udawała w trakcie plecenia bzdur przez tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza, że mówi on rzeczowo, jest fachowcem z najwyższej półki i spełnieniem marzeń o szefie spółki.

Na szczęście w tym udawaniu nie wzięli udziału wszyscy. Radny Marek Biernacki patrzył na „występ” tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza z politowaniem i ironicznie się uśmiechał. Wicestarosta Paweł Niedźwiedź najgłębiej jak tylko mógł pochylił głowę, by ukryć rysujące się na jego twarzy wyraz głębokiego zażenowania. Piotr Iskra nie potrafił skryć rumieńca wstydu. Przewodniczący Rady Powiatu – Zbigniew Józefiak nie ukrywał wzburzenia z powodu lekceważącego stosunku tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza do odpowiedzi wybrańca starosty.

Ciąg dalszy - jutro