środa, 27 lipca 2011

"Chciałem coś zrobić, ale..."

Wieść powiatowa niesie, że dr Stanisław Hoffmann już nie jest dyrektorem ds. medycznych w górowskim szpitalu. Swoją rezygnację złożył 20 lipca po 19 dniach pełnienia tej funkcji. Bliższe powody rezygnacji nie są znane a sam zainteresowany stanowczo odmówił ich podania. Przyznał jednak, że wieść powiatowa jest jak najzupełniej prawdziwa. Jednocześnie dodał, że zrzekł się wynagrodzenia za 19 dni (3000 zł miesięcznie brutto), podczas których: „chciałem coś zrobić, ale mi to uniemożliwiono”. Po czym zamilkł, co oznaczało, iż więcej nic nie powie.

Więcej o powodach rezygnacji można dowiedzieć się od pracowników szpitala. Wg zebranych relacji tzw. „prezes – spadochroniarz” naszej samorządowej spółki – Piotr Rykowski (prezes z woli starosty Piotra Wołowicza) nie bardzo chciał współpracować ze swoim zastępcą ds. medycznych.

Niechęć swą tzw. „spadochroniarz – prezes” z woli starosty Piotra Wołowicza okazywał w sposób dość obcesowy. Szef spółki ds. medycznych nie miał np. swojego gabinetu. Wg tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza jego zastępca ds. medycznych miał urzędować w gabinecie prezesa. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż szef ds. medycznych nie miał klucza do tegoż gabinetu. Ale to jeszcze nie wszystko. Bo gdyby tzw. „prezes – spadochroniarz” urzędował od 7,00, jak przystało na człowieka, któremu dobro spółki leży na sercu, problemu by nie było. Aliści tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza raczył do pracy przybywać dość późno, najczęściej pomiędzy godz. 10,00 a 11,00. I wybywać przed 15,00. Dolce vita!

Drugą sprawą jest to, czy raczył tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza do pracy przybyć. W ciągu ponad 3 miesięcy udawania prezesowania tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza raczył częściej do pracy nie przybywać. I w tym miejscu uważam, że dobrze, że tak się stało, bo prezes – wg relacji pracowników szpital – ma wrodzony talent do prowadzenia korytarzowych intryg, pomawiania i obmawiania ludzi. To pochłania go całkowicie i na rządzenie czasu już nie ma.

Ponadto – jak mówią pracownicy szpitala – prezes zmontował sobie koterię lekarską. Głośno mówi się już o tym, że tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza ma plan polegający na zmienieniu statusu spółki z samorządowej na lekarską. Finanse powiatu robią bokami, spółka się nie bilansuje więc na ratunek ruszą szpitalowi zaprzyjaźnieni z prezesem lekarze. I w momencie upadku spółki, do której też przykładają rączęta zaoferują pomoc,. Ale na własnych warunkach. Oczywiście korzystnych. Pytanie retoryczne: dla kogo?

Taki scenariusz był już w tym szpitalu raz przećwiczony za „rządów” dyrektorki spadochroniarki” – Joanny Książek Sztoff, ale wówczas energiczna akcja kilku radnych z ówczesnym radnym Edwardem Kowalczukiem zapobiegła wrogiemu przejęciu majątku powiaty, czyli wszystkich mieszkańców powiatu górowskiego.

To wszystko w dużym stopniu wyjaśnia motywy decyzji podjętej przez byłego już dyrektora ds. medycznych spółki – Stanisława Hoffmanna, który najprawdopodobniej widzi zagrożenie stwarzane przez tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza, biorącego pieniądze od spółki (7000 zł miesięcznie) a działającego na jej zgubę. Trzeba sobie powiedzieć szczerze, że tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza najwyraźniej marzy dniami i nocami o roli syndyka masy upadłościowej naszej spółki. I jest na najlepszej drodze, by cel swój osiągnąć.

A tzw. „prezes – spadochroniarz” w chwili obecnej przebywa na zwolnieniu lekarskim, które przesłał faksem z Wrocławia. Zaniemógł biedaczyna po tym, jak nie otrzymał urlopu. Musiało to nim potężnie wstrząsnąć. Nie widomo czy nie dojdzie do zejścia.

A w szpitalu chaos i niepewność. Szpitalne łóżka obłożone umiarkowanie (ok. 40 pacjentów na wszystkich oddziałach). Grozi niewykonanie kontraktów. A prezes na chorobowe poszedł, bo wynika z tego, że czym gorzej w spółce, tym lepiej dla niego, albo dla nich.

Pracownicy szpitala widzą, że ich miejsca pracy są zagrożone, jak nigdy dotąd. Panuje lęk, bo w oczy zagląda utrata pracy. A to w Górze równa się nędzy, która wielu z nich czeka. Na utrzymaniu mają rodziny. Czas i tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza pracują na ich niekorzyść. A co na to Walne Zgromadzenie? Co na to Rada Nadzorcza spółki? I w końcu co w tej całej sytuacji, która pachnie na odległość katastrofą Zarząd Powiatu i radni powiatowi? Odpowiedzią jest milczenie