poniedziałek, 25 lipca 2011

Feudalny folwark szlachciców: P&O

W górowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej tzw. „Wspólny Dom” (dla prezesa, członków rady nadzorczej i stowarzyszonych z nimi towarzysko członków) panują zasady charakterystyczne dla epoki rozminiętego feudalizmu. Na polecenie Zarządu tegoż folwarku pańszczyźnianego prawie wszystko zostało opatrzone klauzulą tajną / poufne z sygnaturą – zakopać na 200 lat w ziemi. Jak jest w rzeczywistości? A dyć Jaśnie Państwo tak.



O sprawie trzeszczą feudalni poddani Jaśnie Panującego bezrozumnego zarządu, czyli członkowie folwarku SM „Wspólny Dom”. Razem z nimi o poszanowanie praw mieszkańca i lokatora tejże feudalnej wspólnoty walczą inni, lecz nie chcą podać swoich nazwisk, ponieważ twierdzą, że w perspektywie czasowej mogą być szykanowani albo też feudałowie mogą zażądać od ich dzieci prawa pierwszej nocy. Oczywiście to żarty, bo impotencja intelektualna feudalnych właścicieli folwarku o nazwie „W.D.” jest o wiele mniejsza niż ich zdolność do kopulacji. Kopulować to oni mogą ze wszytkim, byle nie było to nacechowane myślą, inteligencją oraz pozorami człowieczeństwa. Stare przysłowie mówi prędzej kura zrobi człowieka, niż członkowie P&O zrobią coś kurze.

W minionym tygodniu mieszkańcy udali się do biura spółdzielni, aby zobaczyć protokół z ostatniego walnego zgromadzenia. Tak relacjonuje spotkanie z feudalnymi władcami Piotr Posypanko:

Pani Barbara Skrzynecka, która tam pracuje, udostępniła mi protokół, po wcześniejszej konsultacji z zarządem. W trakcie przeglądania chciałem robić notatki, lecz zabroniła mi. Fotografować też nie można, a o ksero też mogę zapomnieć – mówi nie tak całkiem ciemny poddany Ich Mości.

Według tej relacji zaproponował on pracującej tam kobiecie kompromis. Chciał czytać na głos – dostał zgodę. Chciał nagrywać się podczas czytania – nie mógł!

Relacja poddanego:
Wkurzony zapytałem panią Skrzynecką, skąd takie zwyczaje. Powiedziała, że pracuje zgodnie z wytycznymi zarządu i o zgodę muszę prosić zarząd.


W skład zarządu folwarku SM wchodzą: Dorota Szumczyk – prezes, Stanisława Chrobak i Grzegorz Oberg – członkowie. Należy tu dodać, że są to feudałowie bez gruntów własnych, bez myśli własnej, bez umiejętności własnej, bez intelektu własnego, bez polotu, kultury i inteligencji. Jest to po prostu drób pałętający się po folwarku, który od poniedziałku do soboty oczekuje na zaszczytne miejsce na półmisku Jaśnie Państwa – czyli prawowitych właścicieli folwarku, którymi byli, są i będą – członkowie Spółdzielni Mieszkaniowej „Wspólny Dom” w Górze. A jeśli się komuś wydaje, że będzie inaczej, to może np. rzucić się – mieszkając na OKW pod numerem 1 m. 7 – z balkonu na główkę, co na pewno nie zaszkodzi jego inteligencji, ale wprost przeciwnie może pozytywnie wpłynąć na jej odblokowanie. Co prawda jest to w sferze teoretycznej, ale nadzieja umiera … ostatnia.

Ulubionym zajęciem zarządu, baa! – jego pasją! jest robienie inteligentnym członkom spółdzielni pod górkę. To nie był pierwszy taki przypadek, gdy spółdzielcy odmówiono należnych mu praw. Wcześniej zdarzało się im również mieć utrudniony dostęp do informacji. Wzięci w feudalną niewolę prawowici właściciele SM jednak buntują się. I mają rację, na dowód, której przedstawiają statut Spółdzielni Mieszkaniowej „Wspólny Dom” w Górze, gdzie w sposób prosty zapisano w paragrafie 11 Członkowi spółdzielni przysługuje: 7) prawo otrzymywania kopii uchwał organów spółdzielni i protokołów obrad […].”

Ależ przecież szlachty zagrodowej, których psy trzymają dupę we własnym ogrodzie, ale ogon już w ogrodzie sąsiada po prostu nie wypada przestrzegać zapisu statutu. Statut jest dla chłopów, ale nie dla nich, którzy swe szlachectwo wywodzą od czasu, kiedy ojcowie pomiędzy 1970 a 75 rokiem wyrzucili na śmietnik gumiaki (przezornie jednak słomę z gumiaków zachowując, by być w zgodzie z wigilijną tradycją. Zapach tej słomy budził jednak poczucie więzi z miejscem pochodzenia, spłodzenia oraz wzbudzał nostalgię za powrotem do korzeni, które tak pochopnie i nieopatrznie zostały przez przodków przehandlowane na rzecz nieuzasadnionego pragnienia chodzenia codziennie po chodnikach a nie po kolana w gnoju.)


Mieszkańców bulwersuje zachowanie przewodniczącego Rady Nadzorczej SM – Andrzeja Patronowskigo. Zarzucają mu dyktaturę. Sam zainteresowany w dniu 9 maja stwierdził „Jedni powiom sprawa ucichnęła”. I ma racje! Nad Patronowskim „sprawa ucichnęła”. Jaki bowiem jest sens zajmować się tak znikomą, mierną, bezwartościową intelektualnie osobą, która ubiegając się o zaszczyt bycia radnym poniosła sromotną klęskę, po której naszym muchomorom w podmiejskich lasach, ze wstydu, zniknęło 95 % białych cętek. Wszystkie te białe cętki zaczerwieniły się, bowiem na wieść o tym, że Patronowski, trojakiego herbu (nabiał, mydełko FA oraz Królik Białoskóry), miał ochotę ponownie zostać najbardziej niecudacznym, najmniej wiedzącym i najbardziej zasmarkanym radnym Rady Miejskiej w Górze. I nie pomogło nic! Nie zdrową ochotę niespełnionego radnego Patronowskiego pokrzyżował Kanalia, który super wrednymi postami, dziabiąc go 24 godziny na dobę niczym rasowy sęp dziabiący nie rasową rozdziobał go tak, że już ani kruki, ani wrony, ani tym bardziej wyborcy na resztki jego ochoty nie mieli. I tak stanął im w gardle, a oni go wyrzygali. (Dowód: wyniki Państwowej Komisji Wyborczej z wyborów samorządowych 2010 – 10 głosów na folwarku zamieszkiwanym przez poddanych).


Korzystając z okazji chciałem powiedzieć panu panie Patronowski, że nie rozdziobałem pana do końca celowo. Wiedziałem, że ma pan świru – świru, więc z okazji Święta Stokrotki, które jak wiadomo poświęcone jest ludziom nijakim, bezbarwnym i kłótliwy (po skurymsynu), nie dobijałem wielce czcigodnego pana. Zrobiłem to z premedytacją, bo jak mówi obok mnie stojący dziadek, któremu pan obiecał, że „dostanie wpierdol”, że ze kawał gnoja, chociaż dziadek wiedział, że ja Kanalia odbiję panu trzykrotnie mocniej. No i masz dziamdziało co chciałeś.


To ja panu powiem, panu panie Patronowski, nikt w tym mieście wpierdol nie spuści, bo ludzie tu delikatni są i brzydzą się takimi jak pan. Owszem, może się zdarzyć, że ktoś panu przyłoży, ale to będzie tylko ten z lokatorów, któremu zatruwał pan od rana do wieczora życie. A takich jest multum. Panu zdarzy się co innego. Pan rzucisz się na sznur konopny. Pan kup sznur, pan zrób pętle, bo jak z balkonu wkurzeni ściągną te linki nylonowe, gdzie pan suszysz swoje śmierdzące gacie, to będzie pana znacznie bardziej bolało. A po co cierpieć panie Patronowski, skoro już przez brak intelektu, tak dużo się w życiu nacierpiało. Pan broń Boże nie otwieraj gazu! Pan wybij to sobie z tzw. głowy. Pan zachowaj się raz w życiu przyzwoicie: pan zejdź 1,7 m pod ziemię bez zbędnego hałasu i ceregieli. I wtedy będziesz pan 1,7 m pod ziemią wielki na wieki, wieków amen.

PS. W przypadku, gdy zejdzie pan w sugerowany przeze mnie sposób z naszego padołu łez – obiecuję, że swoje bardzo wredne oczęta skieruję w innym kierunku. Jak pan widzi interes społeczny Waszej społeczności feudalnej, wymaga by położył się pan na ołtarzu Waszego folwarku. Nie wątpię, że w uznania pana zasług zarząd SPÓŁDZIELNI MIESZKANIOWEJ „WSPÓLNY DOM” przyzna panu order. Projekt takie orderu – przyznam się panu w tajemnicy – widziałem. A nosi on nazwę – „a pies Ci mordę lizał”.

Z wyrazami najwyższego szacunku, który będę żywił do pana w dniu przeczytania pana klepsydry

Robert „Kanalia” Mazulewicz


PS2. W przypadku braku klepsydry, to ja panu powiem: pana czeka noc żywych trupów! Z panem w roli głównej (ahahahahahhahahaha!)