środa, 22 stycznia 2014

Z dobroci serca

Źródło: Biuletyn LGD Ujście Baryczy Gmin Góra – Niechlów – Wąsosz, nr 3/2013.
 
Zdjęcie, które mają Państwo przyjemność oglądać ma wymiar historyczny. Nie żartuję! A dlaczego? A dlatego, że publicznie zaprezentowana została na nim połowa członków górowskiej Platformy, rzekomo Obywatelskiej. Ongiś informowałem Państwa, że ta usiłująca sprawiać wrażenie potęgi i wielkości „partia” liczy na terenie całego powiatu górowskiego 8 (słownie: ośmiu) członków. Poznajmy więc połowę z nich!

Widzicie Państwo jaki ja jestem ludzki! Ja Kanalia! Za darmo reklamował będę połowę górowskiej Platformy, rzekomo Obywatelskiej. Kanalia a jakie dobre serce. Sam się w tym momencie wzruszyłem nad swoimi niewyczerpanymi pokładami dobroci.

Zacznijmy opis od prawej strony historycznej fotografii. Drugi od lewej to wiceburmistrz Andrzej Rogala. Był taki czas, gdy nasz wiceburmistrz był człowiekiem bezpartyjnym, ale w Radzie Miejskiej przewodził klubowi Platformy, rzekomo Obywatelskiej. Romantycznie rzecz ujmując to przewodniczenie było początkiem romansu z Platformą, rzekomo Obywatelską. Później natomiast, ni z gruchy nie z pietruchy, romans zamienił się w zauroczenie, by przejść na wyższy etap – tkliwej i ckliwej miłości. Wyrazem tych wyższych uczuć stały się zaślubiny z Platformą, rzekomo Obywatelską.

Tyle o związku na polu uczuciowym. Wiadomo, że uczuciami się nie walczy i nie dyskutuje. Miłość bowiem jest jak sraczka, przychodzi i odchodzi znienacka.

Trzeba jednak przyznać, że oblubienica wiceburmistrza, Platforma, rzekomo Obywatelska, nieco już wówczas straciła na powabie i atrakcyjności. Była już panną po przejściach a byli i tacy jej krytycy – złośliwi oczywiście – którzy twierdzili, że jest w okresie klimakterium. Już wówczas wybranka wiceburmistrza miała liczne zmarszczki, które ukrywała pod nadmiernie grubą i rzucającą się w oczy warstwą pijarowskiego pudru. Nękała ją również nadwaga z powodu zbyt długiego przebywania przy korycie władzy.

Wybranka miała jednak posag. A posag ten wart był różowych okularów, przez które nowożeniec spoglądał na wybrankę. O owym czasie pustakami świecił gabinet i związana z nim funkcja wiceburmistrza. Tu należy wspomnieć, iż członkini Platformy, rzekomo Obywatelskiej, szefowa naszej gminy, deklarowała publicznie, iż nie potrzebuje zastępcy. W nagrodę 21 biesiadników dało jej znaczącą podwyżkę, bo robiła za dwóch a pensję miała jedną. I tak miało być do końca wesela.

Założony związek małżeński ma jednak tę przewagę nad obietnicami, iż w naszym kraju obowiązuje art. 18 Konstytucji mówiący, iż: „rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.”

W tej sytuacji szefowej gminy nie pozostało nic innego niż „zaopiekować się” nowo zawartym związkiem i wyposażyć go na nową drogę życia. No i wyposażono stanowiskiem wiceburmistrza, bo mniej dać nowemu zięciowi po prostu nie wypadało.

I proszę się nie gorszyć, nie kwękać i nie narzekać, że szefowa gminy mówiła co innego a zrobiła całkowicie co innego. Takie postępowanie nie jest niczym nagannym i zdarza się w każdej szanującej się rodzinie. Wystarczy poczytać dzieje rodu Don Corleone czy też rodziny Soprano.

Trzeci od prawej na historycznym zdjęciu to osoba, która nawet nie wie, że jestem jego świeckim Aniołem Stróżem. Zawsze, ilekroć widzę jego zagadkowo uśmiechniętą buzię, odnoszę nieodparte wrażenie, że radny Marek „Bananowy Uśmiech” uruchamia swój sławny grymas ust, gdy ma wyłączony mózg. Tak mi się to jakoś kojarzy. I nie wiem dlaczego.

Zdjęcie, które Państwu zaprezentowałem, wykonane zostało w Osetnie. To jeden z wyborczych przyczółków tego radnego. Przed wyborami samorządowymi w 2010 r. radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki okazał nadzwyczajna hojność wobec świetlicy wiejskiej w tej miejscowości. Zakupił telewizor, stoliki, krzesła i podarował je korzystającym ze świetlicy. Ktoś spyta dlaczego dopiero w 2010? I zarzuci, że przed wyborami, że głosy sobie robił, że to kiełbasa wyborcza. Takich potworów u nas nie brakuje! Niestety!

O odpowiedź jest prosta – dał gdy miał. A dowód na to jest miażdżący. Radny ów był wówczas wicestarostą. W sytuacji, gdy jego status polityczny tak bardzo wzrósł, do swoich poprzednich hojnych darów dorzucił jeszcze stół do tenisa stołowego! Tak! Mógł wówczas dorzucić stół do tenisa, bo kilka ich było na podlegającej starostwu „Arkadii”. Zrobiło się protokół przekazania i szast – prast, dar wicestarosty zmienił właściciela.

Jak Państwo widzą hojność radnego Marka „Bananowego Uśmiechu” Biernackiego jest niczym nie ograniczona. Szczególnie jak sprawuje ważną funkcję samorządową.

Chodzą wieści, że radny ów zamierza porzucić starania o reelekcję na radnego powiatowego na rzecz bycia radnym gminnym. Być może stąd jego obecność, uwieczniona na wieki wieków na zdjęciu wykonanym w Osetnie. Zastanówmy się co oznaczać w przyszłości może ta zmiana.

Ponad 7 lat bycia radnym w powiecie nie daje powodów do optymizmu. W tym okresie radny ten nie zgłosił ani jednej interpelacji, zapytania, nigdy nie zabrał głosu na sesji a podczas posiedzeń komisji jego bierność (może ma to związek z nazwiskiem), była wprost modelowa. Z jego strony nasz samorząd nie uzyskał nic i radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki przejdzie do historii samorządu powiatowego w postaci statystycznej. Był, ale tak, jakby go nie było.

Z drugiej strony, finansowej, dzięki byciu radnym, zyskał on przez te 7 lat okrągłą kwotę 70.000 zł., które nie podlegają opodatkowaniu. Nie uważacie Państwo, że to zbyt duża kwota otrzymana za „NIC”? Czyż radny ten nie powinien - przy Państwa czynnej pomocy wyrażonej podczas strzelistego aktu skreślania kandydatów na radnych - otrzymać dożywotniej przepustki „do cywila”?

Fragment fotki najprzyjemniejszy dla oka. Teraz spoglądajmy na fotografię od lewej strony. Jest! Tak, tak! To 12,5% składu osobowego górowskiej platformy, rzekomo Obywatelskiej. W pełnej krasie i dostojeństwie – burmistrz Irena Krzyszkiewicz! Czapki z głów, proszę Państwa!

Po „kiwce” jaką zrobiła dla wierzących w jej obietnice pracowników naszego szpitala, Robert Lewandowski ze swoimi 4 bramkami włożonymi do siatki Realu Madryt, może tylko piłki za szefową gminy nosić! Od niej też może uczyć się zwodów. Do klasyki przeszły zwody z kręgielnią, krytym basenem, budową mieszkań socjalnych, ściąganiem inwestorów do podstrefy, powołaniem i likwidacją funduszu sołeckiego, uroczystym otwieraniu parków a następnie bezczynnemu przyglądaniu się, jak po hucpie towarzyszącej uroczystemu otwarciu, parki owe popadają w ruinę. Tak to na dzisiaj streścić można najkrócej. Na pogłębioną analizę przyjdzie jeszcze czas.

Jedno trzeba przyznać szefowej gminy. Znakomicie potrafi się promować. Jest scalenie w Chróścinie i Witoszycach? Wdzięczną nóżkę wyciąga, komunikuje, prezentuje, udziela wywiadu. Jednym słowem: idzie na przylepę! Most w Ciechanowie? Też przylgnęła. Budowa przez DSDiK we Wrocławiu dróg objazdowych w Osetnie? Fajna i nośna okazja, bo kto tam wie, że gmina ma tu tyle do gadania co wigilijny karp w kwestii przyrządzenia: „smażony” czy po „żydowsku”?. Obwodnica Góry? Mało finezyjna polityka, bo prowadzona w rozkroku. Chce się być cacy i dla Wrocławia i dla mieszkańców. Efekt – starta punktów i twarzy wobec mieszkańców!

Ogólnie jednak dorobek szefowej gminy wychodzi gdzieś tak pomiędzy 3 a +3, ale ten sposób sprawowania władzy się zużył. Brak konsultacji z mieszkańcami na temat istotnych z punktu widzenia mieszkańców – a nie urzędu! – inwestycji może odbić się wyborcza czkawką.

Zresztą, w Platformie, rzekomo Obywatelskiej, są przekonani, że Słońce Góry zwycięży bez problemów. Argumentacja jest taka: Jak nie ona to kto? Durne to, bo pytanie – gdy ma się możliwość i zdolność myślenia wybiegającego w trochę dalszą przeszłość powinno brzmieć: A jak wyborcy powiedzą a czemu ona znowu? I tu należy też szukać odpowiedzi.

Trzecia postać od lewej to klęska powiatu. Przypomnę raz jeszcze, że od 9 grudnia 2010 r., czyli dnia wybrania tego pana na starostę mówiłem, że to się źle skończy.

Na zdjęciu jednak wypadł okazale. Widać, że Wielce Czcigodna Pomyłka jest fotogeniczny. Niestety, z doświadczenia już wszyscy wiemy, że tylko tyle i nic więcej. Wyraźnie widać, że obejmując urząd starosty kierował się zmodyfikowaną dewizą Sędziego z „Pana Tadeusza”: 

Platforma na koń wsiędzie/
Ja z Biernackim na czele, i?/
jakoś to będzie!

A jak nie będzie?

Też – podobno – szykuje się do startu w wyborach do rady gminy. Zalecałbym przejście kariery samorządowej od startu w wyborach na sołtysa. I to tyle w temacie tego pana.