piątek, 24 stycznia 2014

Czas postępu i rozwoju

Szpital znalazł się niestety w obcych rękach. Nowi właściciele i nowe porządki. Tylko czy na pewno porządki?

Mój serdeczny kolega doznał kontuzji. Wiadomo, że chirurg w takiej sytuacji jest nieunikniony. Obolały udał się do swojego lekarza rodzinnego, który dał mu bez zbędnej zwłoki i grymasów (bo i tak często bywa) skierowanie zdjęcie rentgenowskie oraz skierowanie na konsultację w poradni chirurgiczne.

W szpitalu zdjęcie zrobiono od ręki, wręczono i mój obolały przyjaciel, pełen nadziei i ufności, skierował swoje kroki w stronę przychodni chirurgicznej prowadzonej obecnie przez Polskie Centrum Zdrowia z Wrocławia.

Ufność i wiara, że za kilka chwil jego cierpienia się zmniejszą pękła niczym spekulacyjna bańka giełdowa w zderzeniu z nową rzeczywistością. Owszem, mój serdeczny kolega został zarejestrowany, ale na fachową pomoc może czekać do 29 stycznia, czyli cierpieć musi jeszcze 5 dni i tyleż nocy.

Po zbadaniu sprawy okazało się, iż nowy właściciel szpitala nie ma chirurgów, a przychodni chirurgicznej tyra od poniedziałku do piątku tylko jeden lekarz. W tym samym czasie tyra on też w szpitalu a przyjmowanie pacjentów w przychodni odbywa się w ramach pracy na oddziale chirurgicznym w szpitalu.

Przypomnę tylko, że do czasu sprzedaży szpitala przez koalicyjnych radnych powiatowych taka skandaliczna sytuacja nie miała miejsca. Rodzi się pytanie: gdzie podziali się chirurdzy? Odpowiedź jest prosta: na wieść o sprzedaży szpitala dali nogę! Tak, tak! Polskie Centrum Zdrowia ma „markę” wśród lekarzy, podobną do tej, którą ma wśród mieszkańców górowska Platforma, rzekomo Obywatelska. 

Nowi panowie na szpitalnych włościach, w ramach nowych porządków, podnoszenia jakości i dostępności świadczonych usług medycznych, zadbali również o wdzięczna pamięć matek, których dzieci dopadała choroba. Wiadomo, że każda matka troszczy się o swoja pociechę szczególnie, gdy ta ma lat niewiele. I chce być z nim gdy dziecko cierpi i leży w szpitalu. Rzecz jasna takie czuwanie przy szpitalnym łóżku kosztuje. Dotąd kosztowało (sam nocleg) 21,40 zł za dobę. Nowi, wspaniali (jak kreowali ich członkowie Zarządu Powiatu) właściciele szpitala postanowili zmienić stawkę. Podnieśli ją ponad 6 – krotnie. Obecnie za możliwość czuwania w szpitalu przy dziecku kochająca i troskliwa mama będzie musiała zapłacić 140 zł za dobę (nadal bez posiłku). Potrafią chłopcy z Wrocławia docenić miłość matczyną!

A jak już jesteśmy przy obiadach. Jeszcze do niedawna każdy mógł tam sobie kupić dwudaniowy obiad za 9 zł. Gdy ktoś miał apetyt tylko za zupę, to kupował zupę za odpowiednia mniejszą cenę. Korzystał z tego personel szpitala, mieszkańcy Góry. Obecnie cena obiadu w szpitalu podniesiona została dla ludzi z zewnątrz do 18 zł. Po negocjacjach z pracownikami szpitala cenę dla pracowników obniżono do 11 zł., ale postawiono warunek, że można tylko wykupić obiad dwudaniowy. Nie jesz pierwszego dania – kij ci w oko! Twoja strata – właścicieli zysk!

Zamknięto też tomograf komputerowy. To zapewne dalszy ciąg finezyjnego planu podnoszenia dostępności i zwiększania zakresu świadczonych usług medycznych. Pacjentów szpitala, którzy wymagają badania na tym urządzeniu ma się wozić do Rawicza. Technika będzie prosta. Zbierze się 3 kwalifikujących do badania, załaduje do szpitalnej karetki, która więcej ich nie pomieści i kierunek Rawicz.

Rodzi się pytanie: a co z tymi wszystkimi, którzy w szpitalu nie leżą, ale otrzymali skierowanie na badanie tomografem? A chuj to nowych panów szpitala obchodzi!

Ale na pocieszenie dodam, iż chodzą wieści, że wszyscy radni, którzy głosowali za sprzedażą szpitala, czyli podniesieniem jakości świadczonych tam usług, zamierzają wozić - za darmo! - potrzebujących na badania tomografem. Podobno starosta - Wielce Czcigodna Pomyłka - bierze nocne kursy, dzienne wicestarosta Niedźwiedź, a w dni wolne od pracy radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki. I wszystko to ma być robione w strzelistym akcie przedwyborczej pokuty.

Na wyższy poziom wkroczyły również ceny świadczonych przez szpital usług medycznych. Dotyczy to tych, którzy nie są ubezpieczeni, ale również tych, którzy np. za własne pieniądze chcieli sobie zrobić jakieś badanie bez czekania w kolejce do swojego lekarza rodzinnego. No bo np. co było czekać na skierowanie na badanie ciśnienia tętniczego, skoro jego pomiar prywatnie w szpitalu kosztował – do niedawna – 2 zł? Teraz Państwu ciśnienie samo automatycznie wzrośnie, gdy ujrzycie Państwo nową cenę. A wynosi ona 13 . Skoczyło ciśnienie?

Albo weźmy takie wykonywane bez udziału NFZ iniekcje, czyli zastrzyki. Dotąd obowiązywały 2 stawki. Gdy robiono nam zastrzyk domięśniowy, podskórny, śródskórny płaciliśmy 10 zł. Obecnie iniekcje podskórne kosztują 21 zł, domięśniowe 27 zł. Iniekcje dożylne ongiś kosztowały 15 zł, a obecnie 34 zł. Przy takich cenach bolało będzie podwójnie: iniekcje i wydatek na nie.

Gdyby Państwo zechcieli sobie prywatnie zrobić EKG bez opisu to przed nastaniem ery rozkwitu naszego szpitala, w erze upadku i braku perspektyw na jego rozwój, zapłaciliby Państwo za tę usługę 10 zł. W złotych czasach, które nastały dla naszego szpitala z chwilą sprzedania go PCZ za tę samą usługę zapłacicie Państwo 30 zł. Cóż! Szczęście musi kosztować!

Takie EKG z opisem w ciemnych dla szpitala latach rządów wrednego prezesa Hoffmanna kosztowało 25 zł. Ten stan rzeczy wołał o pomstę do nieba! A skoro tak, to opłatę podniesiono do 60 zł. Poszybowała również opłata za aparat Holtera EKG. Z 80 zł za czasów zastoju do 150 zł w czasach rozkwitu i niebywałego rozwoju szerokiej gamy usług medycznych (za wyjątkiem poradni chirurgicznej i tomografu komputerowego) świadczonych przez PCZ

W spirometr już nie będziemy dmuchali ile sił w płucach za 25 zł, ale obecnie za 60. I dzięki temu będziemy mogli się poczuć naprawdę wydmuchani. Wlew kroplowy z założeniem weflonu kosztował w ponurach czasach nieustająco narastającego zadłużenia szpitala 20 zł. W kroczących dumnie czasach chwały i blasku kosztuje 55 zł. Po co to pisałem? Jeszcze przez ten wlew wylewu Państwo dostaną.

C.d.n.