piątek, 24 sierpnia 2012

Egoiść - II


Popatrzmy wstecz i zobaczmy, co Zarząd Powiatu wyczyniał ze szpitalem i późniejszą spółką.

Wszyscy pamiętamy, jak po zwolnieniu dyrektorki szpitala i prezesa spółki – Czesławy Młodawskiej, niczym z kapelusza wyczarowany został nowy prezes z Wrocławia. Prezes okazał się takim samym fachowcem, jak ci, którzy namaścili go na tę funkcję. A warto przypomnieć, że prezesa wybrał Zarząd Powiatu w składzie: starosta Piotr Wołowicz, wicestarosta – Paweł Niedźwiedź, członkowie Zarządu: Piotr First, Marek Hołtra. Prezes spółki PCOZ – którego imię i nazwisko niechaj pozostaną zapomniane, bo nie zasługuje na uwiecznienie w historii. Natomiast ci, którzy go wybrali, jak najbardziej, chociaż wątpię, by rumieniec wstydu miał dostęp do ich obojętnych na wszystko twarzy.

Prezesa powołano w maju a ten natychmiast stracił kontrakt na pogotowie, co szpital kosztowało – bagatela – ok. 2,4 mln zł. Pamiętacie Państwo te szumne zapowiedzi odbicia kontraktu, podania sprawy do prokuratury, odwołania do NFZ. Szum medialny był jak jasna cholera! I nagle zgasł, jak wyborcze obietnice „platfusów” w skali kraju. A prezes ciągnął spółkę na dno, systematycznie i nieustępliwie. I tak zatrudnił rzecznika prasowego spółki (z Wrocława oczywiście) z pensją ponad 2000 zł. Na jeden z oddziałów szpitalnych zatrudnił lekarza bez uprawnień. A to zakupił program księgowy za nieomal 60 tys. zł., który działa, gdy mu się zechce i sprawia do dzisiaj problemy. Do pracy prezes przyjeżdżał rzadko, co nie przeszkadzało mu w pobieraniu delegacji za dojazd do pracy. Obiady prezes kazał podawać sobie do gabinetu.

A spółka tonęła, bo w końcu miała deficyt ok. 300 tys. zł po 3 miesiącach rządów namaszczonego przez Zarząd Powiatu prezesa. A Zarząd Powiatu nie reagował podczas gdy już po pierwszym wystąpieniu prezesa podczas sesji można było się zorientować, że na funkcję tę nadaje on się tak jak pan starosta Piotr Wołowicz.

Zarząd Powiatu wciąż nie widział skali szkodnictwa prezesa. I gdyby nie zdecydowane działania radnego Zbigniewa Józefiaka prezes spuściłby nasz szpital w otchłań niebytu. Po 3 miesiącach rozkładu spółki Zarząd z bolejąca twarzą, jakby był po spożyciu soku z cytryny i octu zaprawionego kwasem solnym poprosił o objęcie funkcji prezesa dr Stanisława Hoffmanna. Bolesne to było dla Zarządu, oj bolesne!

Nastał nowy prezes i w pracowników szpitala wstąpiła nadzieja. Prezes przystąpił do rozmów z załogą wiedząc, że bez dogadania się z pracownikami może zapomnieć o sukcesie. Pracownicy szpitala zgodzili się na kolejne wyrzeczenia, by utrzymać miejsca pracy, gdyż prezes uświadomił im w jak fatalnej kondycji znajduje się szpital. Argumentacja prezesa trafiła do pracowników. Obie strony sobie nawzajem zaufały i efekty tej pozytywnej współpracy przyszły szybciej niż oczekiwano. Dzisiaj spółka nie ma długów, ma zysk, który byłby o wiele większy, gdyby nie przesrano kontraktu na pogotowie.

Oczywiście, za utracony kontrakt i nieudolnego prezesa nikt nie przeprosił ani społeczeństwa ani pracowników szpitala. Deficyt odwagi i honoru. Gdzie tam obecnie rządzącym do byłego starosty Sławomira Ruteckiego. Jemu też przydarzyło się partyjne nadanie na dyrektora szpitala. Było to w 2002 roku. Wówczas rządziło SLD. Ówczesny szef SLD – Stanisław Żyjewski – wcisnął z poręki swojej partyjnej mafii - nijakiego Grzegorza Skowrona na stanowisko dyrektora szpitala. Efekt był taki, że przed szpitalem otworzyła się otchłań. Doszło do tego, że „znakomity menadżer” – tak Stanisław Żyjewski go przedstawiał i rekomendował – najpierw przez szpitalną kotłownię uciekał przede mną. To ja jeszcze mogłem zrozumieć. Ale nikt nie mógł zrozumieć dlaczego przestał poznawać starostę Sławomira Ruteckiego na ulicy! W końcu wybrańca SLD trzeba było wylać na twarz zbitą!

Potem SLD znowu włożyło nam „fachowca”, który okazał się złodziejem w pełnym tego słowa znaczeniu. Ale spokojnie, spokojnie, proszę! Nic się dyrektorce nie stało, bo zbyt potężni politycznie matacze za nią stali. Tak, że jak Państwo widzą SLD ma na swojej hipotece spore obciążenie z tytułu szpitala.

SLD jednak przejmować się nie należy, bo jej członkiem jest Stanisław Żyjewski z Leszna, bo tak w swojej książce „Spowiedź Fryzjera” przedstawia tę osobę osoba się spowiadająca. Tu zaspokoję Państwa ciekawość i powiem, że w „odnowionym” SLD, którego szefem jest Edward Kowalczuk, pan z Leszna jest szefem Komisji Rewizyjnej. Jest to gwarancją, że szeregi SLD nie spuchną. I tak proszę trzymać panie Edwardzie Kowalczuk!

A przypominam tę historię dlatego, że morał z niej płynie taki. Za każdym razem, kiedy pojawia się ktoś z partyjnego nadania kończy się to katastrofą i żenadą. Musimy pamiętać o tym, że każda partia będzie nam przedstawiała swoich ludzi, jako fachowców. Mówiąc inaczej i bardziej obrazowo: będą nam wciskali, że to Channel nr 5, a jak zrobimy próbę organoleptyczną, to okaże się, że to „sowieckij diekałon”. Każda partia roi się od takich „diekałonów”. I dlatego każda z nich pachnie dla mnie gnojówką. Ach ta „potęga smaku”!
Zresztą, proszę zauważyć, że każda partia ma problem z członkami. Na szczeblu powiatowym partie są rachityczne, bo nie mają ludzi. Każdy kto ma jakieś konkretne wykształcenie i odrobinę intelektu nie potrzebuje wstępować do partii, bo daje sobie jakoś radę w życiu bez protezy. Ale wielu musi mieć protezę, bo życiowa lipa ich czeka. Tak to oceniam.

Wróćmy jednak do naszej szpitalnej spółki. Wyszła na prostą i inwestuje w sprzęt. Mamy tomograf, zakupiono też inny sprzęt medyczny, by poprawić konkurencyjność na trudnym rynku świadczeń medycznych. Podczas sesji prezes Stanisław Hoffmann zabierając głos nie ukrywał, że pod zastaw budynków przekazanych spółce zamierza wziąć kredyt, by unowocześnić szpital i poszerzyć gamę oferowanych usług medycznych. Chodzi o to, by mieszkańcy powiatu górowskiego nie musieli jeździć poza powiat na badania specjalistyczne czy w poszukiwaniu specjalisty. Wzbogacenie szpitala w sprzęt daje nadzieje na wyższe kontrakty i idące za nimi pieniądze.

Postanowiono jednak szpitalną spółkę sprzedać. Sprzedać z pobudek – wg mojej oceny - czysto egoistycznych, bo dla własnej wygody. Chce się rządzić i już! Przez 20 miesięcy – powtarzam raz jeszcze – przez 20 miesięcy Zarząd Powiatu nie przygotował się do „czarnej godziny”. Nie wypracowano żadnej alternatywy. Nie zrobiono totalnie nic! 20 bezpowrotnie straconych miesięcy!

I proszę mi wierzyć, że decyzja o sprzedaży naszej wspólnej spółki, bo to jest szpital nas wszystkich, zapadła podczas jednego posiedzenia Zarządu, z którego nawet nie opublikowano protokołu. Miało to miejsce 21 sierpnia. Nigdy też – jak na razie – tej fatalnej decyzji z nikim nie konsultowano.

W uzasadnieniu do projektu uchwały o zbyciu udziałów w spółce można przeczytać, że w umowie z nabywcą zawarte zostaną zobowiązania nabywcy w sprawie „kontynuowania działalności leczniczej w co najmniej dotychczasowym zakresie oraz ochrony interesów pracowników” spółki.

Ja rozumiem, że Państwo śmieją się wraz ze mną po przeczytaniu tego uzasadnienia. To jest typowe robienie wody z mózgu. Kto może prywatnemu podmiotowi gospodarczemu nakazać cokolwiek? Kto może kazać prowadzić działalność, gdy ta przynosi stratę? Kto może kazać właścicielowi zakładu pracy utrzymywać na określonym poziomie zatrudnienie? Państwo znają jakieś przepisy na ten temat?! Bo ja, i moi mądrzejsi ode mnie przyjaciele, nie znają. A jak nabywca zechce pozbyć się jakiegoś oddziału i walnie celowo byka w ofercie, to co mu panowie starostwie zrobicie? Prokuratora napuścicie? Paskiem po „gołej” mu przywalicie? Szpital odkupicie? Wielkanocy jeszcze nie ma a jaja już są. Tyle, że zbuki a nie świąteczne.

Również taką ciekawą rzecz można przeczytać w materiałach na sesję. „Poprzez sprzedaż udziałów jest szansa na uzyskanie środków na zaspokojenie zobowiązań powiatu” (przypomnę, że wynikających z winy gminy Wąsosz a pierwszy podpis pod dokumentem będącym „matką wszystkich nieszczęść” złożył obecny wicestarosta Paweł Niedźwiedź) „ale też szansa na dalszy rozwój spółki”. Tu też idzie usiąść z wrażenia, bo w projekcie uchwały napisano, że: „Rada Powiatu Górowskiego wyraża zgodę na zbycie 20.759 udziałów o wartości nominalnej 500 zł”. Czyli chce się sprzedać wszystkie udziały a następnie z tych pieniędzy finansować prywatna spółkę? Czy Państwo coś z tego rozumieją? Chyba, że założy się, iż nabywcą zostanie jakiś partyjny, albo zaprzyjaźniony „sowieckij diekałon”. A to już wszystko jasne.

Obawiam się – a wiele osób moje obawy podziela – że sprzedaż szpitala spowoduje, iż nabędzie go konkurencja, która ograniczy gamę świadczeń dla pacjentów. Proszę przeglądnąć np. „Rynek Zdrowia”. Akademia Medyczna w Gdańsku przeprowadziła analizę działalności sprywatyzowanych szpitali. Wniosek – prywatne robią zabiegi i przyjmują chorych, ale tylko takie i tych, za leczenie których NFZ płaci najlepiej. I to nie jest mój wymysł. To badania Akademii Medycznej w Gdańsku. Dlaczego więc mamy nie podzielić tego losu?

Ustawa o samorządzie powiatowym wskazuje powiat, jako podmiot mający zapewnić ludziom dostęp do świadczeń medycznych. Zarząd Powiatu chce zrezygnować z tego obowiązku, chociaż nie było zmiany ustawy i zapis ten nie zniknął. Należy więc spytać: kto będzie odpowiadał za opiekę zdrowotną po ewentualnej sprzedaży szpitala? Prywatny podmiot działa na podstawie kodeksu spółek handlowych a nie ustawy o samorządzie powiatowym.

29 sierpnia rozstrzygnie się sprawa – i nie wahajmy się nazwać rzeczy po imieniu – życia i śmierci dla wielu ludzi. Dla wielu ludzi ubogich, starszych, schorowanych może być to czarny dzień. Konsekwencje sprzedaży szpitala mogą być dla tych ludzi niewyobrażalne, połączone z cierpieniami, bólem i pogorszeniem zdrowia. Rzucony na szalę egoizmu zostanie personel szpitala, którego los rysuje się raczej w nieciekawych barwach. Ci ludzie nie zasłużyli na takie traktowanie. Ci ludzie nie zasłużyli na to, by o decyzji sprzedaży decydować za ich plecami. Nikt z członków Zarządu nie spotkał się załogą szpitala i nie powiedział o tym zamiarze. Czy to jest właściwa postawa? Czy personel szpitala, to pionki, po których losie Zarząd będzie decydował w zaciszu gabinetów? Taka jest miara szacunku dla ofiarności i trudu tych ludzi, którzy wiele lat dostawali pieniądze na raty a pomimo to pracowali. To jest miara pychy Zarządu dla tych ludzi. To jest miara ich egozimu. Ale, drogi personelu szpitala, za dwa lata nadejdzie czas zemsty i będziecie mieli okazję wziąć odwet przy wyborczej urnie. Słodka bowiem jest sprawiedliwa zemsta.

Mówi się o tym, że burmistrz Irena Krzyszkiewicz jest przeciwniczką sprzedaży szpitala. Ale tylko się mówi. W środę, 29 sierpnia, zobaczymy czy np. radny Jan Bondzior (szwagier pani burmistrz) jest zwolennikiem koalicyjnego egoizmu czy też jest radnym działającym w intersie wszystkich mieszkańców, którzy go wybrali.

W środę też zobaczymy czy radny Marek Biernacki bardziej kocha swoja partię czy wyborców. To samo dotyczy radnego Piotra Iskry. Właściwie dotyczy to całej PO, bo sprzedaż szpitala zmiecie ją w polityczny niebyt. A taka decyzja zaciąży też na kandydaturze burmistrz Ireny Krzyszkiewicz, która jest członkiem tej partii.

Zobaczymy w akcji sprawców całego zamieszania – radnych gminy Wąsosz. Czy wicestarosta Paweł Niedźwiedź wybierze dalsze trwanie na ciepłej i nie wymagającej nadmiernego wysiłku posadce czy też powróci do ideałów. A owym ideałem wicestarosty – do niedawna – była głęboka niechęć do przekazywania majątku trwałego spółce w obawie przed jego utratą. Czy pan wicestrosta już się nie boi, że sprzedając szpital stracimy go bezpowrotnie?

Najwięcej jednak zależy od Państwa. Sesja jest o godzinie 8.00. Warto przyjść, by wyrazić swoja opinię na ten temat. By nie mieć do nikogo pretensji, gdy okaże się, że szpitalne drzwi są zamknięte na głucho. Bądź też okaże się, że do dziecka, wnuczki, babci. Dziadka trzeba jechać do innego miasta, a mógł się leczyć tu, bo tak od lat bywało. I nie miejmy wówczas pretensji do nikogo. Pretensje miejmy do samych siebie za bardzo brzydki grzech. Grzech obojętności, zaniechania i milczenia.