poniedziałek, 2 lutego 2015

Tzw. "samorząd" koalicyjny

Podczas posiedzenia Komisji Prawa i Porządku Publicznego w dniu 23 stycznia 2015 r. przyjęto plan pracy komisji na rok 2015. Wcześniej poinformowano radnych, by przygotowali swoje propozycje do planu pracy.

Z dużym wysiłkiem przewodniczący komisji – Ryszard Borawski zaczął odczytywać propozycję planu pracy. Propozycja ograniczała się do 10 punktów, które maja być zrealizowane przez komisję w roku 2015 jest to, że żaden z członków tej komisji nie otrzymał propozycji planu pracy a jedynym depozytariuszem wiedzy tam zawartej był Ryszard Borawski.

Ciekawe od kogo on to dostał, bo ja, znając radnego Borawskiego uważam, że nie on był autorem tego dokumentu. Dupa mi się marszczy za śmiechu na sama myśl, że on ten plan pracy wymyślił! No dobra, jechał pies plan pracy!

Radny Adrian Grochowiak potraktował zachętę do zgłaszania propozycji do planu pracy poważnie (młody jest to i naiwny) i usiłował coś tam od siebie dodać. Przewodniczący R. Borawski zaniemówił z wrażenia, poczerwieniał i nieco się zdenerwował. Jako że był niegdyś kierownikiem placowym w górowskiej Cukrowni przywykł do faktu, że składowane tam buraki zawsze milczały. Radny Adrian Grochowiak nie odniósł sukcesu i nie udało mu się wprowadzić żadnej swojej propozycji do planu pracy komisji. Rozpoczął się wybór wiceprzewodniczącego komisji. Przewodniczący R. Borawski zgłosił kandydaturę radnego Bronisław Barny (zwanego pokątnie Bronisław Bardzo Be).

O głos poprosił radny Adrian Grochowiak, który był przeciwny tej kandydaturze. Radny Adrian Grochowiak spytał kandydata B. Barnę dlaczego zaparkował swój samochód przed urzędem na polu wyłączonym z ruchu? Radny Grochowiak stwierdził, że wiceprzewodniczącym Komisji Prawa i Porządku Publicznego nie może być człowiek, który to prawo łamie.




I zaczęła się awantura! Głos zabrał przewodniczący Rady Miejskiej – Jerzy „Chochoł” Kubicki, który zaczął walić w tony biblijne. „Kto z was jest bez grzechu, nich pierwszy rzuci kamieniem” – apelował. W tym momencie gorączkowo zacząłem szukać kamieni na sali obrad, ale niestety przewodniczący Rady Miejskiej Jerzy „Chochoł” Kubicki nie spowodował dostarczenia ich na salę obrad. Żal wielki! A tak okazja się nadarzyła, by coś na lepsze zmienić w Radzie Miejskiej.

Poczułem się jak w szkółce niedzielnej prowadzonej przez misjonarzy dla dzikusów w Afryce. Broniono B. Barnę niczym niepodległości naszego kraju. Przewodniczący Rady Miejskiej Jerzy „Chochoł” Kubicki rozpoczął swój taneczny pląs. Poinformował on radnych, że niegdyś radny B. Barna otrzymał mandat, który – czapki z głów proszę Państwa – uiścił! Mandat ten – pląsał Jerzy „Chchoł” Kubicki budził kontrowersje, bo znak był mało widoczny, co sprawdził on osobiście! Nikt nie zapytał niestety czy zasadność każdego mandatu funkcjonariusz policji Jerzy Kubicki sprawdza osobiście.

Cyrk trwał i oszczędzę Państwu argumentacji używanej podczas tej „dyskusji”. Oszczędzę, bo i tak nie uwierzycie. Ilość bzdur wypowiedzianych w obronie B. Barny przekroczyła zdrowy rozsądek. W końcu zaniechano dyskusji i koalicja z radością, bez krztyny wstydu i rumieńca wstydu, zagłosowała za swoim ukochanym kandydatem. Otrzymał on 6 głosów za, 4 wstrzymujące i 1 przeciw (konsekwentnie radny Adrian Grochowiak).

Poprosiłem o głos w punkcie wolone głosy i wnioski, ale przewodniczący komisji niespodziewanie zamknął posiedzenie, n im ktokolwiek zabrał w tym punkcie głos.

Zaprotestowałem i ponownie wybuchła awantura, bo jak ktoś może chcieć zabrać głos? A o czym on będzie mówił? A czy pytał czy może pytać? A może spytać o coś niewygodnego? A w ogóle to po co pan przyszedłem – dopytywał się radny koalicyjny z Czerniny – nijaki Drozdowski, bo imienia zapomniałem. Musiał się chłopina jebnąć wcześniej w główkę, że tak od rzeczy pierdolił.

I tak wygląda w praktyce „samorząd” w wykonaniu tej koalicji.


Wobec postawy przewodniczącego komisji R. Borawskiego wystosowałem do niego pismo, którego treść zamieszczam.