piątek, 20 lutego 2015

Śmierdząca historia

30 sierpnia 1962 r., ok. godz. 9.00 przed budynek Komendy Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Górze zajechał samochód marki „Warszawa 200” na wrocławskich numerach rejestracyjnych. Z samochodu wysiadło dwóch niczym nie wyróżniających się, ubranych w cywilne ubrania mężczyzn. Mężczyźni po chwili zniknęli w środku budynku komendy.

Tylko kilka osób w komendzie wiedziało kim są ci dwaj mężczyźni. Jednym z nich był z całą pewnością por. Antoni Słabisz, bo wrocławscy goście przyjechali właśnie do niego. Por. Antoni Słabisz był wówczas „szychą” w powicie górowskim. Jako I zastępca KP MO miał co prawda nad sobą zwierzchnika – Komendanta Powiatowego Milicji Obywatelskiej – ale ten mógł mu „skoczyć i zatoczyć”. Powód tego stanu rzeczy był bardzo prozaiczny. Por. Antoni Słabisz był I zastępcą Komendanta Powiatowego MO ds. Służby Bezpieczeństwa.

Antoni Słabisz przybył do naszego miasta z Włoszczowej, która obecnie znajduje się w woj. świętokrzyskim. Ten wówczas 38.letni mężczyzna mając 21 lat związał się bezpieką. We Włoszczowej był w 1945 r. wartownikiem ochrony Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Gdy Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego zaczęło tworzyć Grupę Operacyjną, którą zamierzano skierować na zajęty przez sowietów Dolny Śląsk, znalazł się w niej również Antoni Słabisz, który w maju 1945 r. był już funkcjonariuszem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kielcach.

Już 24 października 1945 r. Antoni Słabisz jest pracownikiem Biura Przepustek Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Górze, który znajdował się wówczas przy ul Kościuszki (naprzeciwko przedszkola), następnie wartownikiem plutonu ochrony PUBP w naszym mieście. Młody adept bezpieki pnie się w górę. Młodszy referent operacyjny, referent, referent terenowy, starszy referent terenowy, starszy referent operacyjny. W 1955 r. w celu podniesienia kwalifikacji zawodowych zostaje słuchaczem Dwuletniej Szkoły Podwyższania Kwalifikacji Kierowników Sekcji w Szkole Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego nr 2 w Gdańsku.

Po objęciu władzy przez Władysława Gomułkę, z którym zawsze mis się kojarzy obecny starosta górowski, Antoni Słabisz awansuje na z – cę Komendanta Powiatowego MO ds. Bezpieczeństwa. Swoją błyskotliwą karierę w organach bezpieczeństwa Antoni Słabisz kończy 28.02.1970 r. kiedy to zostaje zwolniony ze służby. Ma wówczas stopień kapitana MO.

Jako esbek zajmuje się Antoni Słabisz w 1962 r. „aktywnością kleru katolickiego” na terenie naszego powiatu.

Dwaj przybyli mężczyźni nie przyjechali do esbeka Anotniego Słabisza z przyjaźni. Antoni Słabisz (w 1962 r był w stopniu podporucznika MO) mógł tylko marzyć o szarżach, które nosili wrocławscy goście.

Ppłk. Edward Jara miał wówczas 39 lat a we wrocławskiej Służbie Bezpieczeństwa był w tym czasie starszym inspektorem Inspektoratu kierownictwa SB.  Jego towarzysz tez był z górnej esbeckiej półki. Mjr mgr Władysław Kurnik od 30 dni był świeżo upieczonym Kierownikiem Grupy VI i Ia Wydziału IV KW MO we Wrocławiu. Oczywiście był esbekiem.

Por. Antoni Słabisz w towarzystwie swoich współpracowników: por. Mariana Błaszczyka (zajmował się w górowskim SB „prawicą społeczną”, „nacjonalizmem ukraińskim”, „paszportami” oraz „wyjazdami do krajów kapitalistycznych”, Kazimierzem Ruszczyńskim, który zatrudniony był w górowskiej SB w charakterze męskiej sekretarki, wyprężeni niczym struna przyjęli dostojnych gości z województwa.

Po co obaj tak wysokiej szarży esbecy przybyli do naszego miasta? Obaj „gentelmani” wątpliwej reputacji przyjechali do Góry, by dokonać przeglądu swoich kadr. Nie chodziło im jednak o etatowych pracowników SB. Panowie przyjechali dokonać weryfikacji kadr tajnych czyli swoich tajnych współpracowników działających na terenie całego powiatu górowskiego w jego ówczesnym kształcie administracyjnym.
„Październikowa odwilż” z 1956 r. przykróciła w dość dużym stopniu wszechwładzę Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. W dużym stopniu posypała się tez sieć tajnych współpracowników tej bandyckiej instytucji. Ludzie przestali się bać i nie donosili już pod wpływem strachu na innych. A bez TW nowo utworzona Służba Bezpieczeństwa była ślepa i głucha.

Początek lat 60. i zawód jaki dużej części społeczeństwa sprawiły rządy Władysława Gomułki (którego jak widzę i słyszę to zaraz przypomina mi się obecny starosta, i nie wiem skąd mam takie skojarzenie!), był też początkiem przykręcania śruby społeczeństwu. Władza widząc to postanowiła aktywizować pracę SB, by trzymać swoje brudne łapska na pulsie.

Przystąpiono do odbudowy sieci TW. Aby jednak sieć ta była wydajna należało wyeliminować słabe ogniwa. A takimi byli tajni współpracownicy, którzy na fali „odwilży” olali organy tzw. bezpieczeństwa.

I w tym celu przybyli do Góry dwaj wysokiej rangi funkcjonariusze SB z Wrocławia. Przeglądano teczki osobowe TW i analizowano ich zawartość. Analiza miała na celu określenie przydatności niegdyś zwerbowanego TW do jego dalszej współpracy z SB.

Wkręcono papier pomiędzy wałki maszyny do pisania. Wykonano tabelkę, której nagłówek widzą Państwo poniżej.



Rozpoczął się żmudny proces analizy teczek. Na początek wzięto pod lupę TW z terenu naszego miasta. Nie wiemy – i pewnie nigdy nie dowiemy się – czym kierowali się esbecy skreślając jednych z listy TW a zostawiając innych. Faktem jest, że 30 sierpnia 1962 r. liczna TW Służby Bezpieczeństwa na terenie naszego miasta zmniejszyła się o 68 nazwisk.

Przeglądając 3 kartki formatu A4, na których zawarto imiona i nazwiska skupiłem swoją uwagę na rubryce: „Przyczyny wyeliminowania”. Powtarzają się tam takie zwroty: „nieprzydatny”, „odmowa współpracy” (bardzo nieliczny wpis), „niechętny (także sporadycznie), „zdekonspirowany (częściej niż określenie „niechętny”), „brak możliwości”, „niewykorzystany”, „członek PZPR”. W tym ostatnim przypadku TW skreślano niejako z urzędu, bo Władysław Gomułka zakazał kaptować członków PZPR na TW.

Tabela sporządzona przez pracowitych funkcjonariuszy SB zawiera też miejsce ich ówczesnego zamieszkania. Dla Państwa ciekawości powiem, że najwięcej wyeliminowanych TW w Górze mieszkało przy ul. B. Bieruta (obecnie Piłsudskiego). Z listy TW skreślono ich 20 sierpnia 1962 aż 11! Ciekawe ilu ocalało?

Drugą ulicą zagęszczoną esbeckimi TW była ul Stalina (obecna Wrocławska), gdzie z ewidencji zdjęto jej 8 mieszkańców. Na Marchlewskiego (obecnie Podwale) mieszkało 5 TW.

A jak sytuacja z TW wyglądała powiecie? 30 sierpnia 1962 r. esbeccy weryfikatorzy skreślili 152 TW, których uważali za bezużytecznych. Łącznie więc 30 sierpnia 1962 r. 220 mieszkańców ówczesnego powiatu górowskiego mogło poczuć ulgę, chociaż zapewne o tym nie wiedzieli.

Widziałem te listy nazwisk. Są na tych listach nazwiska osób znanych. Więcej! Bardzo znanych. Odczytując te nazwiska doznałem szoku. Każdy, kto ma mniej więcej tyle lat, co ja, też by przeżył to bardzo nieprzyjemnie. Są tam nazwiska osób, których nigdy byśmy o bycie TW nie podejrzewali.


Pamiętać należy o tym, że w czasach stalinowskich werbowano ludzi szantażem a nawet torturami. Nie żyłem w tamtych czasach, tak więc nie mi oceniać byłych TW.