środa, 4 lutego 2015

Bez komentarza

Wszyscy widzimy w naszym mieście wałęsające się psy. Nikt nie wie do kogo należą, ale czasami roi się od nich na ulicach. Wielu mieszkańców boi się ich, przechodzi na druga stronę ulicy lub rezygnuje z obranej drogi i jej nadkłada, by nie paść ofiarą kłów lub kiełków. A przecież kochamy zwierzęta więc nie należy ich się bać! Przecież taka psinka nie zeżre z butami. Capnie, potarga, krwi nieco upuści i już lekarze mają pracę, Sanepid wkracza do akcji a nasza waleczna Straż Miejska ma ręce pełne roboty.

Jeżeli mili Państwo chodzi o naszą dzielną i waleczną Straż Miejską, to w akcji jest ona tylko gdy ma samochód, a jak nie ma samochodu, by takie psy ścigać z rykiem wywołanym gigantyczną mocą ich rajdowego Vito, są bezradni i ślepi niczym dziecię w mgle. Taką informację uzyskała mieszkanka naszego miasta, którego 15. letniego syna pogryzł bezpański pies w styczniu br.

Strażnik Miejski Marek Papmel – bo on to udzielił tej strategicznej informacji nie bacząc na to, że bezsilność strażników miejskich pozbawionych samochodu objęta jest klauzulą najwyższej poufności, postanowił matkę poszkodowanego dziecka wciągnąć do współpracy ze Strażą Miejską. Nakazał pani pilnowanie psa, który pogryzł jej synka. Sam udał się po kości, by … (a nie, pokręciło mi się coś. Nie z tej notatki tekst odczytałem. To słowa ze szkicu wykonanego węglem do posta: „Kość intelektu nie dla radnego Biernackiego”, który jeszcze wygładzam niczym grabarz mogiłę łopatą).

Strażnik (?) Miejski Papmel nakazał matce poszkodowanego chłopca, by ta pilnowała psa do godz. 16.00, gdy Straż Miejska otrzyma samochód. A była godz. 10.00 rano. Z pomocą pani przyszedł policjant pan Tomasz Kłak i podjął interwencję.

A poszkodowana sama szukała psa na ulicach naszego miasta. Wiadomo, co dzikiej się z ofiarą psiej agresji połączonej ze strażniczą obojętnością. W przypadku zniknięcia agresywnego psa dziecko trafiłoby do kliniki, gdzie raczej lodów i słodyczy by mu nie ordynowano.

I cóż mamy w podsumowaniu. Sfory psów wałęsające się po mieście i zanieczyszczających wszystko co pod ogon wpadnie, strach ludzi, ból dziecka, przerażenie matki i strażnika miejskiego, którego to wszystko niewiele obchodzi. To co zademonstrował strażnik (?) Marek Papmel kwalifikuje go do bycia strażnikiem, ale chyba tylko w naszym mieście i przy tej władzy. A Państwo płacicie na jego utrzymanie! I po co?!


Poniżej widzą Państwo zdjęcia z przechowalni dla psów, która mieści się za UMiG. Są to zdjęcia z dzisiejszego poranka. Komentarza nie wymagają.