piątek, 6 lutego 2015

Sesyjna (tania)jatka - II

Powróćmy ostatniej sesji Rady Powiatu i dyskusji nad utworzeniem Zespołu Szkół, w którym to znaleźć mają się mają Liceum Ogólnokształcące oraz dwujęzyczne Gimnazjum.


Pod koniec czerwca 2014 r., Rada Pedagogiczna LO podjęła uchwałę o utworzenie takiej szkoły. Rzecz jasna nauczyciele z LO nie działali z własnej inicjatywy, bo pomysł posiadał wówczas poparcie członków Zarządu Powiatu. Zarząd Powiatu podjął odpowiednią uchwałę, co było warunkiem niezbędnym do przekucia pomysłu w czyn. Startująca w wyborach samorządowych Platforma, rzekomo Obywatelska również chwaliła się tym pomysłem.

Jednak podczas ostatniej sesji starosta, czyli Wielce Czcigodna Pomyłka, zaczął utyskiwać, że pomysł może nie wypalić i wymyślać przeróżne przyczyny, dla których należy wstrzymać się z realizacją pomysłu. Biedaczek utyskiwał na to, że każdy z przedmiotów, które mają być wykładane w języku angielskim (chemia i biologia) w zwiększonej liczbie godzin, ma tylko jednego nauczyciela. W tej sytuacji starosta zapytywał co będzie, gdy uczący w języku angielskim zachoruje lub zajdzie jakiś inny wypadek losowy. Ponadto starosta obawiał się, że nie zdąży się z naborem, że nie wiadomo czy młodzież zechce zapisać się do gimnazjum. Jednym słowem szukał wygodnego pretekstu, by nie tworzyć nowej oferty edukacyjnej.

Słowom starosty zaprzeczyła nauczycielka LO – Edyta Bretsznaider, która odważnie wyszła na mównicę i powiedziała jak sprawy wyglądają rzeczywiście.

Po pierwsze. Dwa przedmioty nauczane w języku angielskim to w myśl przepisów jest minimum dla tego typu szkół. Z biegiem czasu ofertę można wzbogacić, ale od czegoś trzeba zacząć. Po drugie. Jest rozeznanie wśród uczniów i można mówić o dużym zainteresowaniu tę ofertą edukacyjną. „Dzieciom trzeba dać więcej” – stwierdziła Edyta Bretsznaider. Po trzecie. Do tego gimnazjum trafi młodzież wyselekcjonowana. Nie ma takiej możliwości, by ktoś kto w stopniu niskim znał język angielski stał się uczniem tej placówki.  Wszyscy dowiedzieli się też, że dyrekcja i nauczyciele LO nie zasypywali też „gruszek w popiele”, bo utworzono specjalny zespół, który zajmuje się utworzeniem gimnazjum dwujęzycznego oraz przygotowane są ankiety dla uczniów klas szóstych, w których zawarte jest pytanie o ich gotowość do nauki w gimnazjum dwujęzycznym.

Wypowiedź pani nauczycielki mocna rozświetliła w głowach wszystkim tym, którzy co nieco rozumieją, czyli tak ok. 30% radnych. A ci co nie skumali o co chodzi i tak kiwali głowami na znak, że nie rozumiejąc – coś kumają.

Głos zabrał radny Andrzej Wałęga, który stwierdził: „Zabieramy uczniów gminie Góra a ta sobie na to nie pozwoli. Całe przedsięwzięcie musi być poparte liczbami, ile dzieci, itp.”

Nawet Wielce Czcigodna Pomyła raczyła stwierdzić: „Generalnie ze wszystkim się zgadzam.”

Pomysł poparła radna Mariola Szurynowska: „Pomysł wspaniały. Niech to gimnazjum zacznie funkcjonować.” Zadała tez pytanie: Co z testami poziomującymi?” Radnej – nauczycielce z Sicin chodziło to, by dziecko znało na odpowiednim poziomie język angielski. Odpowiedź jaka otrzymała w pełni ją usatysfakcjonowała.

Zastrzeżenie ponownie zgłosił radny Andrzej Wałęga, którego zainteresowała postawa gminy wobec decyzji ucznia o podjęciu nauki w gimnazjum dwujęzycznym podlegającym powiatowi a nie gminie. Niesie to za sobą utratę subwencji oświatowej, która jest przypisana do każdego ucznia a więc perspektywę zubożenia każdej gminy o spore pieniądze.

Pytanie to spotkało się z odpowiedzią ze strony radnego Mirosława Żłobińskiego, który bardzo zdziwiony zapytał: „Co gminy mają do tego gdzie dziecko będzie się uczyło? To suwerenna decyzja ucznia i jego rodziców. Gminy do tego nic nie mają!

Głos zabrała dyrektorka górowskiego LO – Małgorzata Patrzykąt: „Na posiedzeniu Zarządu przedstawiłam sprawę gimnazjum. Być może Państwo nie wszystko zrozumieli. Trzeba sprawdzić jak to wypadnie. 26 czerwca 2014 r. skierowaliśmy pismo do Zarządu w tej sprawie. Odpowiedź otrzymaliśmy w styczniu 2015 r., tuż przed feriami zimowymi.” To był piękny strzał w Zarząd. Rzec można, ze nastąpił nokaut.

Radny Grzegorz Aleksander Trojanek stwierdził: „Nic nie stoi na przeszkodzie, by gimnazjum powstało.

Radny Mirosław Żłobiński zaproponował, by na kolejne posiedzenie komisji oświaty lub sesję, gdy będzie omawiana sprawa powstania gimnazjum zaprosić przedstawicieli Rady Pedagogiczne z LO. Przewodniczący Jan Rewers zapowiedział, że tak się stanie.

Na tym dyskusję na temat utworzenie gimnazjum zakończona i czeka nas wszystkich ciąg dalszy.

Pięknie po nosku dwa razy oberwał podczas sesji radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki. A oto okoliczności, w których doszło do tego potężnego i ze wszech miar pożądanego centralnego pstryczka w nos zbyt zadarty i samozadowolony.

Sytuacja pierwsza.

Siedzi sobie radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki, siedzi, siedzi i słucha obrad sesji. Oczywiście, zgodnie z utarta tradycją nie ma nic do powiedzenia. Ot, po prostu wysiaduje swoją dietę (670 zł dieta + 150 zł dodatku jako szefa komisji bez obowiązku podatkowego).
W pewnym momencie pada pytanie o opinię kierowanej przez Marka „Bananowego Uśmiecha” Biernackiego komisji budżetu i gospodarki na temat budżetu. Ten stwierdza, że tyle a tyle głosów było za, przeciw, wstrzymało się. Dodał również, że na komisji nie było pytań.

Zareagował na to radny Mirosław Żłobiński, który powiedział: „Czy na pewno? Była rozmowa. Trudno nazwać ja dyskusją. Ja zadałem 3 pytania.”

Flagowy sztandar koalicji nieco spurpurowiał a lice jego nieco się nadymało złością.

Sytuacja druga.

Przy omawianiu budżetu, w chwili gdy opozycja ten budżet krytykowała o głos poprosił radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki. Z powagą i pełen przejęcia, jakby błonę dziewiczą przebijał po raz pierwszy w życiu, radny ów rzekł: „Dziwię się, że osoby które nie miały nic do powiedzenia podczas komisji na temat budżetu teraz zabierają głos.”

Riposta była natychmiastowa. Karzącą miecz sprawiedliwości dzierżył w swoich dłoniach radny Marek Zagrobelny. Takimi oto słowami – strzałami przebił on radnego „Bananowego Uśmiecha”:
„Pan, panie radny, który był kadencję w samorządzie gminnym i jest już drugą kadencję w samorządzie powiatowym co razem daje 12 lat kariery zawsze miał podczas tego okresu jedno zdanie do wypowiedzenia na sesji: komisja taka to a taka przyjęła projekt uchwały. Gratuluje panu.”

Radnego „Bananowego Uśmiecha” zahibernowało. Zbladł, sczerwieniał, zbladł ponownie. Myślałem, że oczy mu na orbit wyjdą albo, co byłoby gorzej dla wszystkich obecnych na sali, że nastąpi niekontrolowana dekompresja odbytu radnego. Do końca sesji radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki pozostał w stanie najgłębszej hibernacji.


Krótko mówiąc sesja wyglądała tak, że opozycja pokazała koalicji, gdzie raczki w tym sezonie będą zimować. Zimować będą w ciszy a opozycja będzie te raczki gotować na wiele sposobów. A każdy będzie bardziej wymyślny i bolesny od poprzedniego.