czwartek, 5 lutego 2015

Świadek na siłę


Bywa w życiu tak, że człowiek może znaleźć się w pewnym miejscu, być tam i zapomnieć że był. Ot, było się i wybyło.

3 września 2013 r. byłem ze swoim serdecznym kolegą w Sądzie Rejonowym w charakterze osoby towarzyszącej. Kolega miał tam jakąś sprawę ze swoją byłą, z którą nigdy być nie powinien. Na sprawę przyjechaliśmy lekko spóźnieni. Dodatkowo kolega zapomniał wezwania i nie mieliśmy pojęcia, o której godzinie będzie miał radość ujrzeć swoją byłą. Podzieliśmy się rolami. On wziął na klatę jeden poziom sądu, a ja drugi. I to w tempie, bo już byliśmy w niedoczasie.

No więc ja lecę po swoim poziomie i oglądam wokandy. Ale tak w pełnym biegu, bo na spacerek czasu nie ma. W pewnym momencie widzę panią radczynię prawną Jolantę Samsel – Hryń, którą znam. Wywiązuje się pomiędzy nami krótki dialog:

- Dzień dobry panie Robercie!
- Dzień dobry pani mecenas!
- Co pan tu robi?
- Przyjechałem z kolegą na jego sprawę!

Pognałem dalej, bo sala rozpraw wciąż nieodnaleziona.

Sprawa kolegi się odbyła. Wróciliśmy do Góry. Zwycięstwo kolegi zostało uczczone. Wydawałoby się, że „koniec polki galopki” i wszystko co tego dnia się wydarzyło raz na zawsze zostało zakończone.

Aliści jakiś rok później – może rok z okładem – otrzymuję wezwanie do sądu w Głogowie. Pomińmy w jakiej sprawie, bo do dzisiaj nie wiem w jakiej. Patrz w to wezwanie, główkuję, kombinuję i za cholerę nie wiem o co chodzi. A tam stoi: sprawa karna i ja jako świadek. Osoba oskarżenia mi zupełnie nieznana. Co jest grane? – pytam sam siebie, ale odpowiedzi w sumieniu swoim nie znajduję. A i pamięć nic nie podpowiada.

Jakoś jesienią ubiegłego roku dowiaduję się, że poszukuje mnie pani radczyni Jolanta Samsel – Hryń, która w pewnym miejscu usiłowała wręczyć moim znajomym jakieś wezwanie. Oczywiście moi znajomi odmówili przyjęcia tego „prezentu”, co zrobili słusznie, bo ja żadnych tego typu „prezentów” od adwokatów czy mecenasów nie oczekują i nie pożądam.

Na jakiś czas zapadła cisza i spokój. Zapomniałem o całej sprawie. Ale któregoś dnia dzwoni do mnie mój bardzo dobry znajomy – nazwijmy go XY - i mówi, że oczekuje u niego  na mnie „pani Hryń”. I pyta mnie czy ja znam ta panią. Zgodnie z prawdą stwierdziłem, że i owszem. Ponieważ akurat wracałem do mojego najpiękniejszego miasta poprosiłem, by chwilę na mnie poczekała u niego.

Doszło do spotkania. Pani radczyni prawna Jolanta Samsel – Hryń poinformowała mnie, że jestem świadkiem w sprawie, na którą otrzymałem wezwanie. Moje zdumienie nie miało granic! Nazwisko oskarżonej nic mi nie mówiło, ale również tez pamięć nie podpowiadała mi niczego istotnego, co stanowiłoby powód do świadkowania.

Pani radczyni zaczęła „odświeżać” moją pamięć. Przypomniała mi dzień 3 września 2014 r., i nasze spotkanie w gmachu sądu w Głogowie. Sam fakt spotkania zapamiętałem. I do tego momentu rozmowa szła nam gładko. Później było już gorzej. Pani radczyni zaczęła mi opowiadać o tym, że byłem świadkiem awantury i wyzwisk w holu sądowym. Wytężałem umysł, wytężałem i za jasną cholerę nie mogłem sobie przypomnieć żadnej awantury i wyzwisk.

Przyznam, że byłem mocno skonfundowany słowami pani radczyni, bo kobieta to miła i przykrość bym jej zrobił, gdybym stanowczo powiedział, że nic nie pamiętam i dobra kobieto odczep się ode mnie.

I ten brak chamstwa i prostactwa, wrażliwość na urok kobiecy miał dla mnie fatalne następstwa.

Jak ostatni idiota powiedziałem pani radczyni, że pomyślę nad sprawą. Ona z kolei oświadczyła, że jutro jest rozprawa i zadzwoni do mnie, by dowiedzieć się skąd ma mnie zabrać do sądu. I ja – w tym momencie czysty idiota! – wyraziłem na to zgodę.

Powiedzmy tak. Noc poprzedzająca rozprawę, na którą miałem jechać była bezsenna. Za nic nie mogłem sobie przypomnieć zajścia, którego opis przedstawiła mi pani radczyni prawna Jolanta Samsel – Hryń. Pamiętałem nasz krótki dialog, ale reszta jakoś nie zagnieździła się w mojej pamięci.

Rano ok. 8.00 (nawet nie pamiętam jaki był to miesiąc, ale chyba październik 2014) odebrałem telefon od pani radczyni, która wskazała mi miejsce, w którym na mnie oczekuje. Udałem się tam i powiedziałem, że nigdzie nie jadę, bo nie pamiętam sytuacji, która mi naświetliła dzień wcześniej. Odwróciłem się plecami i odszedłem, by dopić swoja kawę. Wkrótce do budynku weszła pani radczyni i raz jeszcze nalegała na mnie, by jechał, że na pewno pamiętam sytuację. Zdecydowanie odmówiłem.

Coś mnie jednak tknęło i opowiedziałem o całej historii kilku osobom znajdującym się w tym budynku, które zresztą same mnie pytały co się dzieje. Zdziwieni byli wszyscy.

Na drugi dzień mój znajomy, którego nazwałem w tekście XY informuje mnie, że była u niego pani radczyni i prosiła go, by wpłynął on na mnie w ten sposób bym zeznawał w kierunku przez nią wytyczony. Znajomy XY stwierdził, że wygląda na to, że bardzo zależy jej na tym procesie. Oczywiście znajomy ów w żaden sposób nie usiłował wpłynąć na mnie, ale przekazywał mi słowa radczyni prawnej, pani Jolanty Samsel – Hryń.

I tu popełniłem kolejny błąd. Trzeba było natychmiast fakt ten zgłosić do sądu. A ja durny dwukrotnie zaniechałem tej jakże prostej czynności. Znajomy XY poinformował mnie również, że pani radczyni prosiła, by powiedział mi, że sąd za moja nieobecność na sprawie nałożył na mnie grzywnę w kwocie 700 zł., ale jeżeli ja zgodzę się zeznawać to grzywna ta zostanie uchylona.

Zapachniało gnojem.

Przychodzi kolejne wezwanie na rozprawę na 1 grudnia 2014 r. Dzień wcześniej chwytam jakąś bakterię, która powoduje wymioty i gorączkę. Tym razem jestem rozsądniejszy. Wiem, że nie dam rady dojechać do Głogowa. Dzwonię do sądu i tłumaczę swoją sytuację. Pani radzi mi wysłać faks. Tak też robię. Piszę w nim m.in.:

W dniu dzisiejszym czuje się bardzo źle i nie mam możliwości dojechania do Głogowa, żeby zeznawać w tej sprawie, która jest dla mnie kompletnie nieznana i moje zeznania mogą ograniczyć się do jednego zdania: Nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie.

Informuję również sąd, że:

Ponadto Jolanta Samsel – Hryń naciskała na mnie bym zeznawał zgodnie z tym, co ona twierdzi , a czego ja sobie nie przypominam.

A na zakończenie dodałem:

W tej sytuacji proszę Wysoki Sąd o wyłączenie mnie z listy świadków. Proszę również upomnieć Jolantę Samsel – Hryń, by nie sugerowała treści zeznań wydumanym świadkom.

Wydawało mi się, że to było przysłowiowe „cześć pieśni”.


Okazało się, że sąd w Głogowie chce, by jednak solówkę odśpiewał na sali sądowej. Otrzymuję ponownie wezwanie na rozprawę. Data stawienia: 5 lutego. Raz jeszcze podkreślam, że wezwanie odebrałem.

Tym razem jestem wściekły, bo raz, że szkoda mi czasu a dwa, to to, że nadal nie mam pojęcia co to za sprawa i o co w niej chodzi.

Jest 4 lutego, ok. godz. 14,45. Kończę posta o pieskach. Kątem oka widzę wkraczających do biblioteki pedagogicznej funkcjonariuszy policji. Domyśla się o co chodzi. Policjant informuje mnie, że muszę iść z nimi. Kończę. Wstaję. Wychodzimy. Na wszelki wypadek podpisuję pełnomocnictwo dla adwokata, bo jeden z moich znajomych nie wie w czym rzecz. PZU SA Przezorny Zawsze Ubezpieczony Solidnym Adwokatem.

Przewożą mnie na komendą policji. Informują, że sąd wydał nakaz doprowadzenia mnie na rozprawę, która ma się odbyć 5 lutego w Głogowie.

Zamykają w celi. Kupa czasu do poranka. Czytam gazetę dostarczoną przez Mirosława Żłobińskiego. Noc jakoś zlatuje. Jadę w towarzystwie policjantów do Głogowa. Sala nr 216. Czekamy na wezwanie na rozprawę. Sędzia wzywa. Policjant - pan Tomek - pyta sędziego czy będą jeszcze potrzebni. Odpowiedź sędziego przecząca. Zeznaję, że w tej sprawie nie mam nic do zeznania. Opowiadam krótko sędziemu, jak wygląda sprawa i o roli jaką odegrała w uwikłaniu mnie w nią pani radczyni Jolanta Samsel – Hryń. Sędzia wyjaśnia, że to jacyś ludzie z sądowego korytarza mnie rozpoznali i stwierdzili, że byłem świadkiem jakichś zajść. Nie komentuję tego. Sędzia poucza mnie, że mam prawo założyć skargę do Okręgowej Izby Radców Prawnych, który to adres – informuje mnie sędzia – mogę uzyskać w sekretariacie. Dziękuję sędziemu i zapewniam że skarga zostanie złożona. Żegnam się i opuszczam salę rozpraw. Wszystko trwało może z 7 minut.


McDonald i wracam z przyjaciółmi do Góry. W głowie rodzi się skarga na radczynię prawną Jolantę Samsel – Hryń. Tego numeru nie popuszczę!