wtorek, 7 lutego 2012

Czary mary Stanisława Żet

Przystąpmy do czynności socjalizujących naszego czcigodnego Stanisława Żet, któremu tak nieopatrznie powierzono przed laty kierowania powiatową halą „Arkadia”. W tym miejscu muszę Państwa gorąco i serdecznie przeprosić za zaniechanie czynności socjalizujących w obiecanym wymiarze. Są jednak rzeczy ważne, mnie ważne i całkowicie błahe, a socjalizacja Stanisława Żet zalicza się do tych ostatnich, tak jak i jego mało ważna osoba.

Jeżeli jesteśmy już przy pojęciu „ważności”, to warto zauważyć, iż socjalizowany ma niemal jobla na punkcie własnej ważności. Zasadza np. taka oto gadkę pracownikom  sobie w tak mocno niebaczny sposób podległym. Jest poniedziałek a w te dni naczelnik wydziału oświaty i dziedzin pokrewnych starostwa powiatowego zwołuje naradę pracowników swojego wydziału. Stanisław Żet. inscenizuje w poniedziałek taką oto scenkę. Wchodzi do pokoju socjalnego i mówi, że wychodzi na naradę dyrektorów do starostwa i by Przemek Urbański pilnował interesu. To ma wywrzeć na pracownikach wrażenie, że Stanisław Żet bierze udział w naradach na najwyższym szczeblu, co – w jego oczach - znacznie podnosi jego znaczenie i wartość oraz znajomość wpływowych osób.

Pasjami Stanisław Żet lubi wydawać polecenia. I wydaje je nawet wówczas, gdy są na pograniczu najczystszej głupoty. Oto przykład. Uczeń ciągnie kotarę dzieląca sektory hali. Odrywa się jakieś plastikowe gówno i spada na podłogę. Widzi to Stanisław Żet. I już jest w akcji! Podchodzi i nakazuje uczniowi … wejść na drabinę i zamocować owo gówno. Świadkiem tego jest nauczyciel tegoż ucznia, który zakazuje mu szeptem włażenie na drabinę o wysokości 10 metrów. I tu mam żal do nauczyciela, który zamiast pokazać pozornie ważnemu Stanisławowi Żet jego miejsce w szyku i rzec mu kulturalnie: „A paszoł ty won!” gasi konflikt. Ciekawe kto by odpowiadał, gdyby uczeń wykonał kretyńskie polecenie ważnego Stanisława Żet, wszedł na drabinę i spadł z niej. Jak znam Stanisława Żet okazałoby się, że on nie wydawał polecenia, bo wówczas rzekłby, że nie ma takich uprawnień.

I tu słowo do uczniów biorących udział w zajęciach wychowania fizycznego. Stanisław Żet i żaden z pracowników „Arkadii” nie mają podczas trwania zajęć do was młodzieży nic! Absolutnie nic! Ale Wam, droga młodzieży, nie wypada nie odpowiadać na pytania osób starszych. Dlatego, gdy Stanisław Żet o coś Was zagadnie, to Wy powinniście uprzejmie go spytać np. o: „A co tam słychać u pana przyjaciela Fryzjera?” Można też zadać inne pytanie. Np. „A ten Śrutwa i Baszczyński mocno pana kopali podczas meczu Górnik Zabrze – Ruch Chorzów 6 maja 2000 roku?” Interesująca byłaby odpowiedź na takie pytanie: „Dlaczego zawsze w okresie, gdy pan sędziował przy pana nazwisku pojawiała się adnotacja: „sędzia z Leszna”? Można też zadać droga młodzieży pytanie dotyczące przyszłości Stanisława Żet. Sformułować można je w sposób następujący: „A pana sprawa we Wrocławiu kiedy dobiegnie końca?” W tym ostatnim pytaniu zawarta zostanie Wasza, droga młodzieży, troska o losy Stanisława Żet, co będzie o was bardzo dobrze świadczyło.

Pisałem już o tym, że Stanisław Żet (w trakcie socjalizacji) pragnie w oczach przełożonych uchodzić za świetnego organizatora. Ta wydumana przez niego wirtualna cnota ma tyle wspólnego z rzeczywistością, co ja z praktykowaniem abstynencji. Oto przykład. W okresie od 16 stycznia do 27 stycznia były zimowe ferie. W tym czasie na „Arkadii” niczego nie zorganizowano. Więcej! Hala była ogrzewana a gro uczniów nie wiedziało, że można tam pograć za darmo. A dlaczego? A dlatego, że znakomitemu organizatorowi nie chciało się nawet wywiesić kartki na drzwiach do hali z informacją na ten temat. Hala w tym czasie była ogrzewana i odwiedzana, ale rzadko. Dlaczego nie zorganizowano? Dlaczego nie rozesłano wici po szkołach? A roczne utrzymanie hali kosztuje nas ponad 500 tys. zł. A nie można było zorganizować przez te dwa tygodnie sportowych zajęć? Ponad 3 tys. bezrobotnych, z których minimum polowa ma dzieci w wieku szkolnym. A my płacimy za ogrzewanie pustej hali! Czy ktoś tu kurwa na łeb nie upadł! To taka troska o młodzież?! A potem się dziwimy, że przestępczość i chuliganka rośnie! Wandalizm kwitnie!

A jak członek Zarządu, mało uroczy radny Marek Hołtra, pieprzy jak potłuczony podczas posiedzenia Zarządu o aktach wandalizmu na terenie „Arkadii”, to mi się rzygać chce. A gdzie fakty?! Gdzież to kandydat na drobnego i smutnego przedsiębiorcę pogrzebowego widziała akty wandalizmu w „Arkadii”?! Sranie w banie! Pewnie ze słyszenia się dowiedział. Widomo, kto szeptał.

A oto przykład ligi, którą Stanisław Żet (w trakcie socjalizacji) zorganizował dla młodzieży. Jest liga, która gra w soboty od 9,00 do 14,00. Grają tam drużyny, które same się dobrały. Problem polega na tym, że socjalizowany jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, że pomiędzy 12. latkiem a uczniem 3. klasy gimnazjum, który ma nieomal lat 16. Nie dość, że wynik gry w tak pomieszanych grupach wiekowych jest łatwy do przewidzenia, to na parkiecie jest dość niebezpiecznie. Ale co to może obchodzić Stanisława Żet?

A jak już jesteśmy przy bezpieczeństwie, to niech tak szanowni panowie starostowie sprawdza wyposażenie apteczki w „Arkadii”. Tam nie ma nawet zamrażacza! Świetny organizator! Dać Stanisławowi Żet podwyżkę i z dwie premie za dbałość o bhp. Dołączyć do tego dyplom i fotkę – koniecznie ze starostami! – to go dowartościuje.

Fakt, że młodzież coraz mniej chce mieć kontakt z panem Stanisławem Żet. Nawiała stamtąd Górowska Amatorska Liga Futsalu. Padła II liga siatkówki. Nie ma już meczy przedszkolaków. Bo to, co wyprawia umiejący się przypodobać władzy (kiepskiej i ślepej władzy) Stanisław Żet, na którym ciążą zarzuty prokuratorskie, przekracza wyobraźnię zwykłego zjadacza chleba.

Stanisław Żet ostatnio coś nie bardzo mnie lubi. Powody są dla mnie niejasne. Bo przecież niczego z opowieści o nim nie zmyśliłem. Gdyby było inaczej już byłbym ciągany po sądach. A więc piszę – jak zwykle – prawdę. A on najwyraźniej gniewa się naprawdę o samym sobie. Co za paranoja! Ale ja nie ustanę w swoich wysiłkach! Tego socjalizowany Stanisław Żet może być pewien.