czwartek, 7 lutego 2013

Pan "Czerwony Kubraczek"

Wczorajszy post zatytułowany „Trójca święta inaczej” spotkał się z mało przychylnym przyjęciem ze strony jednego z drugoplanowych bohaterów, którzy zostali tam zanalizowani. Swojego niezadowolenia nie krył pan w „czerwonym kubraczku”, który dzisiaj raczył mnie odwiedzić. Pan Ryszard Górski, bo on to wyraził swoje niezadowolenie (pozostali drugorzędni bohaterowie taktownie i rozsądnie milczą), usiłował się dzisiaj ze mną przywitać. Oczywiście nie mogę się witać z człowiekiem, który najpierw obrabia mi wiadomą część ciała (słownie!) a następnie usiłuje udawać, że jest przyjacielem. Byłoby to nieładnie wobec takiego pana i własnego sumienia.

W tej sytuacji powiedziałem panu „Czerwonemu Kubraczkowi” co myślę o jego dwulicowym zachowaniu, opowiedziałem co mówił na mój temat, odmówiłem podania ręki i stwierdziłem, że to dopiero początek. „No to spotkamy się w sądzie!” – odrzekł mi pan „Czerwony Kubraczek” i opuścił mnie, bez żalu z mojej strony. Muszę też dodać, iż szedł w „zaparte”, że tak mówił, ale godzina odwiedzin nie była czasem, w którym wyświetla się bajki dla naiwnych dzieci, więc do serca tych zapewnień sobie nie wziąłem.

Z miasta tymczasem zaczęły dochodzić mnie wieści, iż pan „Czerwony Kubraczek” z szaleństwem w oczach i pianą na ustach szuka sprawcy przecieku. Oczywiście, gdyby fakt głaskania mnie pod piórka nie miał miejsca, pan „Czerwony Kubraczek” nie mógłby mieć do nikogo pretensji. Ale najwidoczniej miał powód by mieć, tyle że kierował ją w całkowicie niewłaściwym kierunku. „Nadawanie” na mnie miało bowiem miejsce w miejscu publicznym i pan „Czerwony Kubraczek” nadawał na falach, które wyłapywały postronne odbiorniki radiowe typu „Ucho”. I stało się tak, że jeden z takich radioodbiorników, który odebrał tę informację nadawaną publicznie i w dość wysokiej tonacji przekazał mi ją. Ze swojej strony pozostało mi tylko czekać na okazję do rewanżu. I tak się stało wczoraj.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że osoba pana „Czerwonego Kubraczka” jest zbyt mikra, mało znacząca a wzbudzająca coraz większy uśmiech politowania (vide – wywiad na blogu Adriana Grochowiaka), by absorbować tym jegomościem Państwa uwagę. Trzeba jednak pamiętać o tym, że pan „Czerwony Kubraczek” nieźle potrafi zaleźć ludziom za skórę. Ma np. chore ambicje rządzenia wszystkim i wszystkimi w budynku, gdzie mieszka. Potrafi postawić złom na parkingu, który na wyrost nazywa rowerem, byle tylko nikt nie zaparkował tam samochodu, chociaż parking UMiG zrobił za pieniądze wszystkich podatników a nie tylko pana „Czerwonego Kubraczka”. Potrafi też pan „Czerwony Kubraczek” obmierzyć prywatny sklep miara krawiecką w trzech miejscach sklejaną plastrem na odciski (podobno zdjął je wcześniej z własnych palców). Potrafi też publicznie pan „Czerwony Kubraczek opieprzyć matkę dziecka za to, że dziecko było podczas kolonii krnąbrne i w ogóle nie słuchało tego, co pan „Czerwony Kubraczek” ma mu do powiedzenia. Drobiazgiem przy tym jest fakt, iż matka dziecka w karcie wpisała, iż jej córka cierpi na znaczne uszkodzenie słuchu. W takiej sytuacji pan „Czerwony Kubraczek” potrafi się zachować! Oj, potrafi! Sam byłem świadkiem, gdy usłyszał o wadzie słuchu. Rzekł do matki: „Nie wiedziałem, nie czytałem” i oddalił się po „angielsku”.

Pan „Czerwony Kubraczek” ma pewną przywarę. Od jakiegoś czasu uważa, że wszyscy się na niego zawzięli i go prześladują. Otacza go morze wrogów, którzy tylko patrzą jak mu zaszkodzić. Rzecz jasna, że jest to tylko imaginacja pana „Czerwonego Kubraczka”, albowiem to on psuje ludziom krew.

Ale ponieważ pan „Czerwony Kubraczek” ma takie nierealne przekonanie, to trzeba je zmienić w jak najbardziej realne. Więc od dzisiaj może sobie założyć „Poczet wrogów”. Wiem, że będzie on składał się z jednej fotografii. Mojej!


P.S. 
Opisane zalety pana "Czerwonego Kubraczka" są jednak bardzo zalecane dla członków Platformy, rzekomo Obywatelskiej. Sądzę, że pan "Czerwony Kubraczek", jako czołowy działacz tej "partii" pasuje do niej jak ulał. Gratuluję nowego członka górowska Platformo, rzekomo Obywatelska! Tak trzymać!