czwartek, 5 stycznia 2017

Tablica twardej prawdy

Wracając wczoraj z porannego spaceru usłyszałem w Rynku, przy „skweroplacu” (jakiż idiotyzm!), ludzki gwar. Zaciekawiony pokuśtykałem tam i zobaczyłem ok. 10 osób, które zebrały się pod tablicą, na której znajdują się nekrologii.

Zebrani pod tablicą mieszkańcy naszego miasta żywo komentowali informacje o odejściu znajomych i nieznajomych, dzieląc się informacjami na temat tych, którzy odeszli. „Taki młody!”, „Znałam!”, „Pracował w …”, „Długo chorowała”, to najczęstsze uwagi wypowiadane szeptem lub półgłosem w obliczu niepojętego majestatu i nieuchronności śmierci, której wizytę ogłaszało 12 klepsydr.

 W pewnym momencie jeden z mężczyzn stwierdził: „To wynik braku szpitala, będzie jeszcze gorzej!” Głos kobiecy: „Burmistrz jest winna!”. Kolejny głos: „Nie burmistrz tylko starosta!” Kolejny głos: „A co to za różnica? Jedna banda!” Donośny głos znanej mi pani Haliny: „Sami sobie jesteśmy bo nie winni, bo  nie broniliśmy szpitala. A oni sobie zrobili z nim, co chcieli!” „Racja, racja!” – odezwały się liczne aprobujące taką postawę liczne głosy.

Nie będę ukrywał, że pod adresem autorów tej pseudo – „sprzedaży” szpitala, kierowane były słowa uchodzące za mało cenzuralne lub po prostu wulgarne. Ale takie są odczucia mieszkańców i żaden puder tu nie pomoże. Stacjonarna opieka medyczna jest fikcją, która boleśnie uderza w nas wszystkich.

A władza sobie śpi, błogo, spokojnie, zadowolona z siebie samej, syta, pełna uwielbienia dla siebie zaciszu gabinetu, z tłustymi ponad przyzwoitość i finansowe możliwości gminy wypłatami. Władzy w pobliżu tablicy z nekrologami nie ma. Ale wszystko wskazuje na to, że takim postępowaniem, pełnym obojętności na cierpienia, których doznają mieszkańcy z powodu zagłady szpitala, władza sobie zasłuży na polityczny nekrolog w najbliższych wy borach.