wtorek, 31 stycznia 2017

Na widelcu fiskusa

Dzisiaj złożyłem na ręce przewodniczącego Rady Miejskiej oświadczenie, iż zrzekam pobierania diety przysługującej radnemu miejskiemu. Zrzekłem się diety za okres od 1 lutego 2017 do 31 stycznia 2018 r. W piśmie skierowanym do przewodniczącego Rady Miejskiej nie uzasadniłem tego czynu, ale wobec Czytelników i swoich wyborców wyjaśniam motywy swojego postępowania.

Jak większość Państwa wie, jestem po wrednej chorobie, która odebrała mi 1/2 zdrowia i odrobinę entuzjazmu do życia. Pozostawiła jednak honor i dociekliwość. Obecnie zdany jestem na opiekę OPS’u. Z tego „garnuszkowego” cieknie mi co miesiąc ok. 650 zł. Jest tam jakiś limit dochodów na jedną osobę, który zapewne – w mniemaniu jego kabaretowych twórców – powinien wystarczyć na przeżycie, opierunek, wikt i opłaty.

Oczywiście 600 zł z tytułu diety podniosłoby o 100% moją wypasioną sytuację materialną – ba, byłbym krezusem - gdy nie taki fakt, że zsumowane dochody z tytułu „garnuszkowego” i diety radnego nie przekraczałyby bariery pozwalającej mi na otrzymywanie zasiłku.

„Urok” i „powab” zasiłku OPS’i polega jednak proszę Państwa na tym, że związane z nim jest ubezpieczenie społeczne, w tym zapewnienie opieki medycznej.

Problem polega na tym, że moje leczenie szpitalne kosztowało ok. 120 tys. zł, co do dziś wypominają mi osoby bardzo dobrze sytuowane i wściekłe, że nie przeniosłem się na jeszcze na łono Abrahama, na co ten kąkol mało ludzki liczył.

Trudno im pojąć, że oni będąc odmianą „dżdżownicy”, mogą być wyleczeni za kilkaset złotych, a ja  jako w końcu organizm skomplikowany w naprawie muszę kosztować! A która z tych „dżdżownic” pisze tak jak ja?!

Przeprowadzono różne symulacje, z których wynikało, że gdybym nie uczęszczał na wszystkie sesje i część komisji (zapisałem się do 3), to bez problemu mógłbym łykać - niczym pelikan - część diety. Faktycznie, taka możliwość istnieje, ale teoretycznie, ale ja jednak żyję praktycznie a nie teoretycznie. Mógłbym pójść w ślady radnego miejskiego Henryka Drozdowskiego, który podczas ostatniej sesji zjawił się, listę obecności podpisał i ulotnił się po 5 minutach trwania sesji, co zauważył szanowny przewodniczy rady. I tak chłopina sesję „pięciominutową” zaliczył, potrącenia z diety nie będzie i wstydu dla niego też nie.

A co na to jego wyborcy?

Namawiano mnie bym swoimi nieobecnościami tak kombinował, by mój dochód z diety, zsumowany z „garnuszkowym”, nie przekraczał dopuszczalnego prawem dochodu.

Ja jednak nie będę z siebie robił debila i kombinatora, więc postanowiłem, że zrzeknę się diety na okres do 31 stycznia 2018 r. Z tym dniem bowiem upływa prawo do „garnuszkowego” z OPS’u, które jak dotąd jest moim jedynym źródłem utrzymania.


Mam nadzieję, że mój stan zdrowia się na tyle poprawi, że jak w poprzednich latach nie będę sięgał po żadne zasiłki z OPS’u i sam będę sobie dawał radę w życiu. Obecna sytuacja bowiem głęboko mnie upokarza, ale stan zdrowia taki jest jaki jest na dzień obecny. Ta więc z szacunku do wyborców i siebie samego powziąłem tę decyzję, co wyznaję szczerze, z pewną dozą zakłopotania.