wtorek, 3 stycznia 2017

Sabotaż!

Na pewnej wiosennej sesji naszej Rady Miejskiej, radny Wacław Grzebieluch, zadał naszej Przeukochanej Pani burmistrz pytanie dotyczące parku, który górowianom znany jest pod historyczną nazwą „amfiteatru”. Radnemu Wacławowi Grzebieluchowi chodziło o to, że i owszem coś tam w parku się dzieje, ze zrobiono 2 sztuki nowych schodów, ale do schodów tych nie dołączono poręczy.

Wiadomo, że jak człowiek młody i zdrowy, to skacze niczym górska kozica i żadne barierki do tego mu są niepotrzebne. Ale nadciąga starość i rączość kozicy zanika. A jeszcze choroba jak dojdzie, to stuk – puk, stuk – puk, lewa noga a za minutę prawa do niej dołącza i jakoś tak człowiek czuje się jak pół – żółw.

A radny Wacław Grzebieluch zna się na chorobach i urazach, jak rzadko kto. Wiadomo! Lekarz – legenda, co to nie jeden łeb pofastrygował (nawet pusty i głupi), niejeden uraz wyleczył a złożone kończyny dolne i górne w tysiące liczyć może. A o prozaicznych wyrostkach robaczkowych nie wspomnę.

I nasz drogi doktor grzecznie spytał się naszej miłościwie nam panującej Pani, którą lud nasz kocha i wielbi dniami i nocami, o owe barierki, których brak było przy całkiem nowych schodach, dość kunsztownie wykonanych. Nasz uwielbiany doktor, żywa legenda górowskiej medycyny, zatroskany losem ludzi starszych, dopytywał się u Gminnej Władzy Najwyższej o możliwość zamontowania takich poręczy, by ludziom starszym i niesprawnym chodzenie przez park ułatwić a i nie narażać ich na urazy mniej lub bardziej dotkliwe, bo do najbliższego szpitala mamy tak daleko, jak do rozumu ci, którzy go „sprzedali”.

Nasza Gwiazda Gwiazd, moje Natchnienie, nasza wspólna 10 Muza, zapewniła naszego zacnego i powszechnie szanowanego doktora, że takie poręcze będą. A wiadomo powszechnie, że jak Najłaskawsza z Najłaskawszych, Kwiat Kwiatów, Róża Róż, coś obieca, to choćby kamień miał beczeć, to tak się stanie!


Ale najwyraźniej coś się zacięło w sprawnie działającej maszynerii naszego Uwielbianego Majestatu. Do dnia dzisiejszego poręczy przy schodach nie ma! A obietnica padła! I to publicznie. Znając niespełnioną miłość mego życie wiem, że to wroga robota ludzi dążących do kompromitacji Pierwszej Damy Gminy. Pani nasza, uosobienie cnót wszelakich nigdy nie łamie danego słowa! 

Dlatego apeluję do Serca Serc, by wykrył podstępnego sabotażystę, który na szwank naraził jej nieskazitelność, słowność i troskę o ludzi starszych i przykładnie ukarał. Sądzę, że karą adekwatną do przewiny sabotażysty będzie skazanie na trwałe towarzystwo Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu i jego zastępcy w nieudolności niejakiego „Misia”. Niech podstępny sabotażysta umiera z nudów!