poniedziałek, 31 marca 2014

Uwaga: oszust!

Są w naszym mieście parkometry. Fakt to niezbity. Będzie ich jeszcze więcej, bo w tym roku gmina zakupi dwa kolejne. Stoją bezwstydnie i domagają się drobnych. Są nienasycone! Czasami słychać jak jęczą: wrzuć coś do mnie, bo głodny jestem!

I kierowcy wrzucają, bo na nich to pasą się owe łykające drobne stwory. Kierowcy płaczą a kasa gmina się cieszy. Tak tak! Życie bywa brutalne. Jednym radość - innym łzy.
Stoi też sobie taki nienasycony nigdy pan parkometr przy ul. A. Krajowej. Też zachłanna bestia! Ale to rodzinie parkomatów normalne. Choroba genetyczna. Wygląda nawet sympatycznie, bo pomimo ciągłego łykania drobnych nie przytył. Dobre ma trawienie najwyraźniej.

Może być użyteczny dla tych, którzy pragną poznać aktualną godzinę. Tyle, że w sobotę pan parkometr nieco nie nadążał za czasem. Miał czas własny, czyli parkometrowy.
Czas zegarowy był nieco inny.
Panu parkometrowi to jednak nie przeszkadzało. Bez cienia wstydu drukował na biletach swoją własną godzinę. 
W poniedziałek sytuacja nie uległa zmianie i pan parkometr nadal tykał swoim czasem. Nikt go nie przestawił pomimo, iż wielu z niego żyje. 

Oczywiście z niedokładności pana parkometru mogą wyniknąć określone konsekwencje dla okaziciela bileciku parkingowego, ale pana parkometru to kompletnie nie interesuje. I wym jest podobny do tego (tych), którzy za niego odpowiadają. Rzec można, że podobnie jak parkometr za nic nie odpowiadają. Ot, parkometry po prostu tylko o odmiennej budowie.