wtorek, 31 stycznia 2012

Uzurpator z "Arkadii"

Wczoraj wieczorem udałem się do „Arkadii”. Tam pracownicy pokazali mi miejsce, którego przekraczać mi nie wolno. Takie polecenie otrzymali od Stanisława Żyjewskiego. Ta cienka i niewidzialna linia biegnie przez połowę holu przy wejściu. Rzecz jasna Stanisław Żyjewski nie miał żadnych podstaw prawnych, by takie ustne zarządzenie wydać. Ale jego przebiegłość i podły charakter, bo taki Stanisław Żet ma, o czym pisałem wcześniej, zawiera się właśnie w takim postępowaniu. Nie dać niczego na piśmie, by w razie kłopotów niczego mu nie udowodnić. Zawsze może pójść w „zaparte” i zwalić winę na pracowników.

Oczywiście zakaz Stanisława Żet miałby dla mnie moc obowiązującą, gdyby „Arkadia” była własnością Stanisława Żet. O tym, że traktuje on naszą wspólną halę, jak prywatny folwark pisałem wcześniej. To zdarzenie potwierdza ten fakt. Okazuje się, że Stanisławowi Żet każdy może skoczyć, gdzie wiadomo, ale na pocieszenie Państwa muszę stwierdzić, iż Stanisław Żet też mi może skoczyć, gdzie? – wiadomo również.

Po uzyskaniu tej informacji od pracowników „Arkadii” (tych serdecznie pozdrawiam i składam kondolencje z powodu jakości prezentowanej przez szefa) wpadłem w bardzo dobry humor, bo oto pojawiła mi się kolejna okazja, by Państwu zaprezentować rys do portreciku Stanisława Żet. Tekst napisany przeze mnie i przekazany Stanisławowi Żet poniżej.
Proszę zwrócić uwagę na podjęte przeze mnie zobowiązanie dotyczące socjalizacji Stanisława Żet. Obiecałem, że zwiększę częstotliwość postów poświęconych osobie Stanisława Żet do dwóch w tygodniu. Ja słowa dotrzymuję, bo zauważyłem, iż socjalizacja Stanisława Żet przebiega zbyt wolno. I tak np. zakupił on co prawda po raz pierwszy kawę o masie 100 g, ale o cukrze już zapomniał. Jak więc Państwo widzą socjalizacja Stanisława Żet przebiega opornie i z dużymi problemami. Wynika to z faktu, iż osobnik socjalizowany jest oporny z natury oraz, iż nie zdaje sobie sprawy z dobrodziejstw, jakie przyniesie dla niego pomyślne zakończenie tego procesu. Ale tak to bywa w życiu, że by ozdrowieć najpierw musi nieco poboleć.

Oczywiście są to sprawy błahe i niewiele dla mnie znaczące, tak jak i sama osoba Stanisława Żet. Ale jak ktoś mi się elegancko a głupio podkłada, to żal okazję przepuścić. Tym bardziej, że od wielu, wielu uczniów odbieram gratulacje za posty o Stanisławie Żet. Tak oto ten pan zbiera żniwa swoich nieobliczalnych zachowań i podłego charakteru.

Gdy dzisiaj rano byłem w „Arkadii” wydarzyła się rzecz następująca. Pracownik „Arkadii” – Przemysław Urbański publicznie apelował do mnie, bym opuścił obiekt, gdyż pracownicy będą „cierpieli”. Nie bardzo początkowo zrozumiałem, o co Przemysławowi Urbańskiemu chodzi. Dotarło do mnie po chwili, że najwyraźniej Stanisław Żet zagroził pracownikom wyciągnięciem konsekwencji w wypadku, gdyby dopuścili, bym zjawił się w „Arkadii”.

Odczułem to, jako próbę moralnego szantażu wobec mojej osoby. W ten sposób Stanisław Żet po raz kolejny dowodzi, jak podły ma charakter. Czyni zakładnikami swoich fobii i nienawiści do mojej skromnej osoby niczemu niewinnych pracowników „Arkadii”. Ale to już nie mój problem, ale Zarządu Powiatu, bo rzecz pachnie skandalem, i to sporym.