piątek, 27 stycznia 2012

"Dobry gospodarz"?

Post o byłym sędzim piłkarskim Stanisławie Żyjewskim przebojem wdarł się na szczyt listy najpopularniejszych postów na moim blogu. W ciągu 36 godzin post ten pobił pod względem popularności tekst o „połowinkach”, który dotąd był rekordzistą. W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego niż kontynuowanie opowieści by nie zawieść wiernych Czytelników. A więc kontynuujmy zbożne dzieło, ale z odrobiną miłosierdzia.

Stanisław Żyjewski ma różne pasje. Ponieważ jego główna pasja, którą było sędziowanie i szkolenie sędziów, wygasła na skutek wrogich – a jakżeby inaczej! – knowań prokuratury we Wrocławiu podjętych 16 lipca 2009 roku, nasz bohater musi poszukiwać czegoś co pozowli mu zabić nadmiar wolnego czasu.

Trzeba przyznać, iż wielka pasją Stanisława Żyjewskiego jest zbieranie grzybów. I by być w zgodzie z prawdą należy przyznać, że ma do tego rękę. W sezonie potrafi wiadrami natargać grzybów, i wszystkie z górnej półki atlasu grzybów. Oczywiście zjeść tego nie sposób za jednym „posiedzeniem”, toteż należy zadbać o to, by dary lasu jakoś przechować. Więc pan Stanisław marynuje je i suszy. Marynuje w domu a suszył w „Arkadii”. I bywało tak, że aromat grzybów unosił się we wszystkich pomieszczeniach hali. Ponieważ suszenie odbywało się popołudniami wić tego cudownego zapachu doznać mogli tylko ci, którzy wynajmowali w tym czasie halę. Tym, którzy przybyli następnego dnia pozostawało tylko blade wspomnienie daru lasów polskich.

Zimą 2010 roku panowały ostre mrozy. Każdy właściciel czterech kółek wie, jak trudno uruchomić samochód, gdy parkuje się u prezesa spółdzielni garażowej „Pod chmurką”. Rano odpalić samochód nie sposób. A to skrobanie szyb!

Stanisław Żyjewski wzgardził więc garażowaniem w w/w spółdzielni i parkował w sali głównej hali „Arkadia”. Nie do wiary?! A tak było. Przychodzą rano pracownicy. Wchodzą na halę i co wiedzą? Samochód marki „Volvo”! Własność specjalisty ds. zarządzania halą Stanisława Żyjewskiego. Wjechał bocznym wejściem od strony Domu tzw. kultury. Na parkiecie błoto z opon i ślady oleju, bo coś tam przeciekało w podlegającym ochronie konserwatora zabytków „Volvo”. No, ale jak się szefem hali „Arkadia” i znajomym „Fryzjera”, to parkować w hali można. Więcej! Wstyd byłoby nie parkować!

Stanisław Żyjewski pragnie uchodzić w oczach swoich przełożonych za bardzo dobrego gospodarza „Arkadii”. Ma talent i tupet, by tak twierdzić, chociaż prawda wygląda całkowicie inaczej.

6 grudnia, to data znana wszystkim a szczególnie najmłodszym. Wówczas pojawia się św. Mikołaj. Wiadomo, że przyroda w okresie zimowym zamiera. Ale nie dla Stanisława Żyjewskiego. On siłą swej woli, niespełnionych ambicji oraz w celu udowodnienia, iż w „Arkadii” jest panem i władcą absolutnym, daje popis swojej władzy, której zwykłym rozumem nikt nie ogranie. Pewnego roku, właśnie tego dnia, Stanisław Żyjewski wydał polecenie uruchomienia kosiarki i i pracownik kosił bujną o tej porze trawę na trawniku w ogrodzie im. Jana Pawła II. Ja nie kpię i jaja sobie nie robię! Ja pokazuję absurdy i decyzje, które dla ludzi rozumnych są nie do ogarnięcia.

Zresztą na punkcie koszenia trawnika ma Stanisław Żyjewski jakąś tylko sobie znaną obsesję. Nakazuje strzyc trawnik aż do gołej ziemi. I to pomimo upałów. A następnie całymi dniami leje się na ten nieomal łysy trawnik tysiące litrów wody. A za nią płacić trzeba. Stanisław Żyjewski nie płaci z własnej kieszeni, ale rozrzutny jest na koszt starostwa. Czasami aż serce boli, jak się widzi to najzwyklejsze marnotrawstwo. Ale Zarząd Powiatu tego nie widzi i daje sobie mydlić oczy. A może by tak pochylić się nad kosztami utrzymania ogrodu i powiedzieć „dość” marnotrastwu?

Ogród to kosztowne hobby Stanisława Żyjewskiego. Ładne, ale zbyt kosztowne. Trzeba przyznać, że „dobry gospodarz” przyczynia się też do generowania kosztów. Tego lata wykopał np. troszkę kwiatków na własne potrzeby. Po wykopanych roślinkach pozostały tyko dziury. Przyjemność i zaszczyt ich zasypania pozostawił kochającym go serdecznie pracownikom. Kwiatki wykopywał na oczach wielu ludzi. Ale cóż, jemu wolno. Wszak jest niekoronowanym królem „Arkadii”.

Innym przykładem specyficznie pojętej „gospodarności” jest durne i nikomu niepotrzebne zużywanie energii elektrycznej. Decyzją Stanisława Żyjewskiego ogród przy „Arkadii” zimą jest nieczynny. 

W ogrodzie – zamkniętym w okresie zimowym – są lampy. I te lampy, kilkanaście sztuk, jarzą się całą noc. A noc, jak Państwo wiecie, zapada w zimą wcześnie i późno ustępuje. Komu to ma służyć? Może Stanisław Żyjewski wspomaga w ten sposób firmę energetyczną krajowego chowu. Może, ale na pewno skubie starostwo powiatowe.

Kilka lat temu zwracałem uwagę, iż lampy na parkingu przed „Arkadią” zapalają się pomimo tego, iż na dworze jest jeszcze jasno. No i co z tego, że zwracałem uwagę? „Dobry gospodarz” Stanisław Żyjewski tak zadziałał, że jak zapalały się za dnia jasnego tak zapalają się do dzisiaj. A Zarząd Powiatu chciał podwyższyć opłaty za „Arkadię” dla młodzieży, bo brakuje pieniędzy. A może tak zaoszczędzić o pensję tego rzekomo „dobrego gospodarza”?
 C.d.n.