wtorek, 10 stycznia 2012

Sezon na dmuchanie

Jak nie ma kota, to myszy harcują! – mówi stare przysłowie. A już jak kot się na chwilę zdrzemnie, to myszą wydaje się, że one są kotami a kot myszą. Ale kicia się budzi, ziewa, oczka otwiera i widzi bezeceństwa przez myszy płoche i bardziej szare od szarości czynione. Kotek pazurki ostrzy na diamentowej szlifiereczce i przystępuje do dzieła, flaczki na wierzch myszą podłym wyciągając.

Tak oto i nasze myszy spółdzielcze spod znaku „Wspólnego Domu”, zasiadające w Radzie Nadzorczej postanowiły korzystając z rozgardiaszu towarzyszącego świętom Bożego Narodzenia prezent sobie zrobić. I wszystko byłoby pięknie i świątecznym nastroju, gdyby nie fakcik drobny, iż spółdzielcze myszy prezenty sobie robiły nachalnie i na koszt ponad 1000 spółdzielców.

Rzecz dotyczy diet, które rozochocone myszy spółdzielcze postanowiły przyznać sobie w grudniu dwukrotnie. Rada Nadzorcza „Wspólnego Domu” (9 członków) odbyła w grudniu 2011 roku dwa posiedzenia i dwukrotnie wzięła z tego tytułu diety. Tu muszę zaznaczyć, iż jedna myszka będąca członkiem Rady Nadzorczej diety nie wzięła. Barbara Zalesińska odmówiła pazernym myszą udziału w tym procederze słusznie uważając, iż złożonych spółdzielcom przyrzeczeń należy dotrzymywać a nie strugać wariata, bo już się jest u koryta i wszystko można.

Przed odsunięciem od władzy prezesa Jerzego Żywickiego (sławetny prezes z betonu z wykształceniem półwyższym) obecni członkowie Rady Nadzorczej obiecali spółdzielcom, iż będą pracowali w Radzie Nadzorczej społecznie, czyli nie będą pobierali diet, by spółdzielcom ulżyć. Wiadomo, że na diety „społeczników” idą pieniądze ze spółdzielni. Aliści w międzyczasie, po dorwaniu się do spółdzielczego koryta, „społecznikom” coś się w łepetynkach odmieniło. I wystawili swoje obietnice oraz swoich wyborców dupą do mroźnego wiatru.

W ramach „nowego spółdzielczego ładu” myślący po „nowemu” członkowie Rady Nadzorczej powrócili do potępianej wcześniej tradycji pobierania diet, czyli wyrywania kasy z portfeli spółdzielców.

Za jedno posiedzenie 8 spółdzielczych mysz bierze prawie 3 tys. zł. A w grudniu wyłapali diety podwójne, bo wiadomo, że to i karpia trzeba kupić, śledzia, coś z mięs. No i zapić też czymś suty posiłek należy. A wiadomo, że „społecznie” pracująca Rada Nadzorcza „Wspólnego Domu” jest skarbem największym, dobrem najwyzszym, cudem na patyku o niespotykanych rozmiarach. Wszak nie wypada, by taki zawołany „społecznik” siedział przy niepełnym stole. O, szary spółdzielca, to tam może sobie od ust odjąć, bo bez wartości większej jest. Ale członek Rady Nadzorczej to nie w kij dmuchał! On co najwyżej może wydmuchać spółdzielców za co ci mają być mu dozgonnie wdzięczni. Bo kto na przykład nie będzie dumny, że przewodniczący Rady Nadzorczej Andrzej Patronowski go nie wydmuchał?! Co prawda wyborcy wydmuchali Andrzej Patronowskiego z fotela radnego w gminie, ale on w odwecie dmucha swoich spółdzielców – wyborców. Sezon na dmuchanie trwa!

Ostatni zresztą nasze spółdzielcze myszy postanowiły wydmuchać nieco kasy z portfeli spółdzielców mających garaże. I tak od 1 lutego właściciele garaży będą mieli przyjemność płacenia nowej taksy. Dotąd płacili opłatę stałą w wysokości 6,35 zł za miesiąc. Obecnie wprowadzono nowatorskie rozwiązanie i zastąpiono opłatę stałą stawką eksploatacyjną – 0,65 zł z 1 metr kwadratowy miesięcznie. Garaż liczy sobie 18,5 m kw. a więc łatwo policzyć, iż obecnie będą płacili 11,70 zł. Oznacza to sto procent podwyżki. Jak więc Państwo widzą dmuchanie trwa! Sezon w pełni! No, w końcu ktoś musi za diety płacić. Zawsze to są dmuchani a nie dmuchający. Tym ostatnim się płaci.

Uzasadnieniem dla podwyżki jest zamiar przeznaczenia środków z niej pochodzących na podniesienie estetyki tychże garaży. Wieść spółdzielcza niesie, iż ściany będą zdobiony portretami drogich spółdzielczych przywódców. Ściany garaży usytuowane na zachód mają być ozdobione scenkami z życia przewodniczącego Rady Nadzorczej – Andrzeja Patronowskiego. I tak drogi wszystkim spółdzielcom przewodniczący ma być pokazany podczas kąpieli w okresie niemowlęcym, przy pierwszych „robótkach ręcznych” w okresie dojrzewania, w ostatniej ławce klasowej w charakterze prymusa na wspak, podczas brania, diety oczywiście.

Podobno ściany garaży od wschodu zarezerwowane są dla Grzegorza Oberga, który jest członkiem trzy osobowego Zarządu Spółdzielni. Tu skromnie pragnę nadmienić, że Grzegorz Oberg również zanotował na swoim koncie spółdzielczy sukces. Od września 2011 roku jego dieta wzrosła z 700 zł do 1000 zł. Wniosek o finansowe docenienie (czytaj: wydmuchanie spółdzielców) złożył Leszek Obiegły, w kręgach spółdzielczych zwany od tego czasu Pan Dający. Oczywiście, należy wyrazić żal, że nie wzrosła procentowo o tyle, co opłata eksploatacyjna, ale powtarzam: sezon dmuchania spółdzielców trwa!

Członek Zarządu Grzegorz Oberg ma być podobno uwieczniony w scenach rodzajowych typu: leczenie bioprądami, niespełnione obietnice wyborcze, wyhuśtanie byłego prezesa Marka Downara ze stołka, chałupniczej produkcji drewniaków oraz w pozycji myśliciela, cokolwiek by to znaczyło i chociażby było mocno na wyrost.

Tu przybliżę Państwu finansowanie władz spółdzielczych, które w pocie czoła tyrają dla dobra spółdzielców, nawet podczas dwóch przedświątecznych, osobno płatnych posiedzeń.

Przewodniczący Andrzej Patronowski miał coś ok. 400 zł miesięcznie, ale od stycznia będzie miał 450 zł, bo jest to stawka wynikająca z przepisu mówiącego, iż należy się mu 30% najniższej krajowej. Sekretarz Rady Nadzorczej ma 25% stawki od najniższego wynagrodzenia. Członkowie Rady Nadzorczej mają po 20% tej stawki. Prezes Dorota Szumczyk zarabia natomiast 4000 zł brutto.

W 2009 roku wykreślono zapis o pobieraniu diet przez członków Rady Nadzorczej. Ale nie minęły 3 miesiące a do dawnej praktyki powrócono. A trzeba Państwu wiedzieć, co mówi na ten temat prawo spółdzielcze.

Ustawa z dnia 15 grudnia 2000 r. o spółdzielniach mieszkaniowych.
Art. 8.1
Członkowie innych niż zarząd organów spółdzielni mieszkaniowej pełnią swoje funkcję społecznie, z tym że statut może przewidywać wynagrodzenie za udział w posiedzeniach, które jest wypłacane w terminie miesięcznym ryczałtu bez względu na ilość posiedzeń i nie może być większe niż minimalne wynagrodzenie za pracę, o którym mowa w ustawie z dnia 10 października 2002 r. o minimalnym wynagrodzeniu za płacę.

Dodać też należy, iż w statucie Spółdzielni „Wspólny Dom” nie ma przepisu, który pozwalałby panom i władcom spółdzielni sięgać po grosz spółdzielców. Radczyni prawna pracująca dla spółdzielni wzdrygała się pod podpisaniem decyzji o pobraniu drugi raz diet w grudniu do tego stopnia, iż się pod tym nie podpisała. Ale gdzie tam pani prawnik do takich gigantów myśli prawnej i ich wykładni, jak Andrzej Patronowski i Grzegorz Oberg?! Aby pojąć geniusz ich myśli musiałaby pobierać nauki u nich! Ale na szczęście dla spółdzielców nie pobierała!

Dziwi mnie jednak fakt, że przewodniczący Andrzej Patronowski oraz członek Rady Nadzorczej – Zenon Jachimowicz zapomnieli, iż niegdyś byli radnymi. Ja tam sobie nie przypominam, by w radny gminny lub powiatowy otrzymywał dietę radnego dwa razy w ciągu miesiąca, za każde posiedzenie osobno. Widocznie nauka i zasady poszły w ciemny las a przed oczami pojawił się święty Mikołaj. Fałszywy święty Mikołaj z mordą naznaczona pazernością, bezczelnością i poczuciem bezkarności. No to ja takiego fałszywca i uzurpatora młoteczkiem potej durnej i pustej główce. A wielbiciele fałszywych świętych Mikołaj niechaj baczą, by nie zajął się nimi prawdziwy prokurator.