środa, 13 listopada 2013

Walka o szpital



O godzinie 8.00 odbyła się dzisiaj nadzwyczajna sesja Rady Powiatu, która zwołana został na wniosek 4 radnych: Zbigniewa Józefiaka, Grzegorza Aleksandra Trojanka, Jana Kalinowskiego, Marka Zagrobelnego. W programie sesji znalazły się 2 punkty. Pierwszy dotyczył rozwiania pytań i wątpliwości dotyczących planowanego przez koalicję sprzedaży naszego szpitala. Drugi, planowanej likwidacji Powiatowego Zarządu Dróg i związanych z tym zwolnień 8 pracowników.

W sesji brało udział 13 na 15 radnych. W pierwszym punkcie obrad „interpelacje i zapytania” radni pytali o sprawy, o których ciemno, głucho od dawna.

Radny Jan Kalinowski zadał Zarządowi pytanie dotyczące ciągnącego się od nieomal 3 lat procesu z wykonawcą strażnicy dla górowskich strażaków. Wykonawca domaga się od starostwa grubo ponad 1 mln zł, ale radni nie otrzymują żadnych informacji na ten temat od Zarządu Powiatu. Wynika to z „polityki informacyjnej obecnej koalicji, z której nic nie wydusisz bez stosowania metody na „zaduszki”. Starosta w punkcie „odpowiedzi na interpelacje i zapytania” próbował dość grubiańsko zbyć radnego Jana Kalinowskiego obiecując mu „wyczerpującą odpowiedź na piśmie”, ale źle trafił, bo radny Jan Kalinowski nie chciał „wyczerpującej odpowiedzi” na piśmie nauczony brakiem sensownych odpowiedzi w przeszłości. Radny stwierdził również, że szkoda czasu i papieru na pisanie i chce wiedzieć już co w tej sprawie się dzieje. Starosta wybąkał, iż sprawa jest oceniana przez biegłych osiągając w ten sposób szczyt informacyjnej zwięzłości.

Radnego Grzegorza Aleksandra Trojanka interesowało zaawansowanie prac nad przyszłorocznym budżetem powiatu. W odpowiedzi (wyczerpującej!) radny usłyszał, że z końcem grudnia Rada Powiatu będzie nowy budżet uchwalała. Będą grudniowe jaja!

Radny Jan Bondzior zatroszczył się o dowozy dzieci ze szkół ponadgimnazjalnych do szkół. Interesowało go dofinansowanie biletów, bo dla wielu rodzin jest to znaczny wydatek. Problem został przemilczany w myśl zasady „dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach – dżentelmeni je mają”. A jak nie mają, to zawsze mogą zapisać się do pizdowatej Platformy, rzekomo Obywatelskiej, i stać się członkiem radny nadzorczej, w jednej ze spółek np. KGHM. Otworem świat stoi przed „platfusami”!

W końcu zaczęto debatować o zamiarze sprzedaży naszego szpitala. Głos zabrał starosta, który zamienił się w mocno pobawionego kwalifikacji historyka – amatora. Opowiedział raz jeszcze, to co każdy wiedział od dawna. Krótko mówiąc przedstawił chronologię negocjacji z potencjalnymi chętnymi do przejęcia szpitala. Po krótce, by leźć wydeptaną już wielokrotnie przez starostę Wołowicza (czarna, platfusowa rozpacz!), streśćmy rzecz do kilki faktów.

Starosta ze „słynnej” dolnośląskiej partii, dzielącej posady „na państwowym”, czyli naszym majątku, rozpoczął od narzekania, że: „nikt mnie wcześniej nie dopytywał szczegółów negocjacji” oraz miał żal, iż grupa radnych zwołała sesję nadzwyczajną „bez konsultacji”. W tym momencie zebrało mi się na rzyganie, bo od kiedy to grupa radnych ma konsultować ze starostą czy sesję nadzwyczajną można zwołać „bez konsultacji” czy nie można? I gdzie w ustawie o samorządzie na radnych powiatowych ciąży taki obowiązek? A czemu ż to czcigodny starosta nie raczył informować radnych z własnej woli radnych o postępie negocjacji? A co to kurwa – pomyślałem pogłosem – starosta to nowe wcielenie Buddy?! Albo świętej krowy z Indii?!

Reasumując tradycyjnie niezborne zdania wypowiedziane przez starostę Wołowicza (chodzący zbiór wszelkich możliwych minusów!), rzec można tak. Nie ulega wątpliwości, że coś tam się od kwietnia dzieje i rządząca koalicja ma szczery zamiar zrobić naszemu szpitalowi „kuku”. Trwają rozmowy z Polskim Centrum Zdrowia z Wrocławia, które ma fatalne notowania w prasie i Internecie. Ale o tym później.

Summa sumarum na dzisiaj przy negocjacyjnym stole pozostało PCZ z Wrocławia. Swoim zwyczajem żywy zbiór wad samorządowych – w mojej ocenie – poględził jeszcze, pomarudził, wypowiedział kilka nic nie znaczących kwestii i nadszedł "czas Apokalipsy".

Rzeczową dyskusję rozpoczął radny Zbigniew Józefiak. To pozwoliło mi wrócić do rzeczywistości, bo po każdej „mowie” czcigodnego starosty ciało moje wpada w letarg, ale – zastrzegam! - nie wszystkie jego członki.

Radny Zbigniew Józefiak stwierdził: „Dostaliśmy zawiadomienia na spotkanie, które ma odbyć się jutro o godz. 14.00 w tej sprawie. To bardzo wymowne, bo czas już najwyższy dojść do szczegółów. Nic z informacji przedstawionych nam na tej Sali się nie dowiadujemy. W środzie Śląskiej, gdzie PCZ z Wrocławia kupił szpital toczy się postępowanie prokuratorskie w tej sprawie. Są protokoły CBA. Czy zespół negocjacyjny brał tę kwestię pod uwagę? Jeżeli tak, to dlaczego kontynuowano rozmowy?”

Odpowiedź oczywistej pomyłki na stanowisku starosty brzmiała: „”Sprawa w Środzie Śląskiej nie dotyczy spółki PZC, ale powiatu. Owszem, jest sprawa, ale nie przeciwko komuś, ale w sprawie.”

O głos poprosił radny Grzegorz Aleksander Trojanek, który powiedział: „Wracam do zaproszenia na jutro. Ta firma, PCZ, będzie jutro przedstawiać ofertę. Proszę, by dzisiaj przedstawiciele tej firmy pokazali się”.

Starosta (mój Boże!) Wołowicz: „To spotkanie było zaplanowane dwa, trzy tygodnie temu”.

Pomyślałem: No, kurwa, przeginasz. Coś pan spamem w łeb rano dostał?! Dwa, trzy tygodnie temu a zaproszenia na spotkanie radni dostają dzisiaj rano!

Radny Zbigniew Józefiak powraca do problemu w Środzie Śląskie: „Dopiero po moim pytaniu była mowa o wyłączności na negocjacje. W sprawie Środy Śląskiej trzeba pamiętać, że jeżeli były nieprawidłowości przy prywatyzacji i jest podejrzenie korupcji, to do tego potrzebne są dwie strony. Szpital o wartości 1,3 ml zł a sprzedaż następuje za 50 tys. zł. To rodzi podejrzenia. Byłbym panie starosto ostrożny z takim płaskim przejściem nad sprawą w Środzie Śląskiej.”

C.d.n.