wtorek, 29 stycznia 2013

Wstydliwe aspekty sprawy

Wypowiedzi starosty Piotra Wołowicza w radiu „elka” wprowadzają mętlik w głowach ludzi je czytających. Oto bowiem po porażce, jaką bez wątpienia była decyzja Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Legnicy mamy publiczne pienia o tym, że: „Decyzja SKO potwierdza nasze słowa."

Ten tytuł z portalu „elki” jest typowym zabiegiem propagandowym, który ma na celu błyśnięcie przed opinią publiczną i wykazanie, iż jest się autorem jakiegoś sukcesu (w tym przypadku nakrycia przedsiębiorcy z Leszna na nielegalnym wydobyciu żwiru) a nie starostą, któremu podległe służby zawaliły temat na całego.

Bo trzeba sobie powiedzieć jasno i otwarcie, że do wydobycia żwiru w Sicinach bez wymaganej koncesji doszło na skutek inercji starosty i podległych jemu służb. To starosta wydaje koncesje i nadzoruje ich wykonanie. I proszę zasklepionych wielbicieli Platformy, rzekomo Obywatelskiej, by przestali wciskać publice, że starosta ma osobiście stać i liczyć piaski z wydobytym żwirem. Starosta ma pilnować, by liczyły jej podległe mu służby. A jak starosta nie potrafi zmusić do tego służb, to droga do zarejestrowania się w PUP jest otwarta. Nikt mu nie broni wstąpić w szeregi bezrobotnych.

 Proszę zwrócić uwagę na takie zdanie wypowiedziane dla „elki” przez starostę: "Jeśli chodzi o okoliczności sprawy, to w żaden sposób nie zostało zakwestionowane to, że omawiane wydobycie było nielegalne.”

Starosta Wołowicz stara się stworzyć wrażenie sukcesu tam, gdzie go nie odniósł. W „Decyzji” wydanej przez SKO w Legnicy 10 stycznia 2013 roku można wyraźnie prześledzić chronologię wydarzeń. A daty i fakty najlepiej Państwu wykażą, jak opieszale działał starosta Wołowicz i podległe mu służby.

Przypomnę tylko, iż już pod koniec października 2011 r., zaczęły docierać wieści o wydobywaniu w Sicinach żwiru poza obszarem objętym koncesją. Trzeba było jednak czasu, by te fakty potwierdzić. I trzeba też przypomnieć, o czym napisano w „Decyzji” SKO, że 21 listopada 2011 r. leszczyńska firma zwróciła się do starosty o nową koncesję, która miała obejmować działki, na których już od dawna - bez koncesji! – wydobywano żwir. Należy wciąż mieć przed oczami fakt, iż w starostwie szybko przygotowano projekt tej koncesji, bez sprawdzenia, jak realizuje wydane wcześniej koncesje leszczyńska firma.

Przypomnę, że wg ustawy o samorządzie powiatowym, to starosta wydaje koncesje i nadzoruje ich wykonanie. W tym przypadku koncesję chciano wydawać w ciemno. Bez sprawdzenie czy poprzednio wydane realizowane są prawidłowo.

To fakt pierwszy. Fakt drugi to te, że pod koniec listopada 2011 roku udało się zgromadzić dokumenty świadczące o tym, że leszczyńska firma daleko wyszła poza obszar wydobycia żwiru, na jaki miała koncesję. Ponieważ w powietrzu zapachniało niezłą aferą wstrzymano w starostwie wydanie koncesji na wniosek leszczyńskiej firmy złożony 21 listopada 2011 r. Raz jeszcze pozwolę sobie przypomnieć, że projekt tej koncesji był w starostwie przygotowany i mam go w swoim posiadaniu.

W grudniu 2011 r. afera rozkręciła się na dobre. Znana stała się wielkość obszaru, na którym bez koncesji wydobywano żwir. Wg wstępnych szacunków wynosiła ona ok. 6 ha. W dniach 11 do 13 stycznia została na żwirowisku przeprowadzona kontrola doraźna. Kopalnię żwiru kontrolowali pracownicy Okręgowego Urzędu Górniczego we Wrocławiu. Pracownicy OUG stwierdzili, że „wydobycie bez koncesji prowadzone jest na północy i zachodzie od obszarów górniczych „Siciny RM” i „Siciny RM2” oraz, iż: „oszacowana wielkość powierzchni na których przedsiębiorca prowadzi wydobycie bez koncesji ok. 4,1 ha."

Ponadto fachowcy z OUG stwierdzili też, że na wszystkich obszarach górniczych nastąpiło znaczne przekroczenie granic, w których mogła się odbywać eksploatacja żwiru dozwolona udzielona przez starostę koncesją. W efekcie spece z OUG wskazali, iż łączny obszar wydobycie żwiru bez wymaganej koncesji wynosi 5,15 ha. 

W efekcie tej kontroli 22 lutego 2012 r. dyrektor OUG we Wrocławiu wydał decyzję, na mocy której wstrzymał wydobycie żwiru na działce nr 400/8, gdzie prowadzono wydobycie bez koncesji.

Służby starostwa ruszyły do akcji w dniach 27 do 29 lutego 2012 roku. Proszę sobie policzyć ile czasu minęło od zaistnienia sprawy (listopad 2011) do zajęcia się na poważnie problemem. 

W tym celu wynajęto dr inż. Włodzimierza Kiełbasiewicza, który dokonał pomiaru wyrobisk poza wyznaczonymi koncesją obszarami górniczymi. Wg dokonanych przez niego pomiarów obszar wydobycia bez wymaganej prawem koncesji wyniósł 6.14 ha, a łączne wydobycie żwiru z terenu nie objętego koncesją wyniosło 217,7 tys. metrów sześciennych. Pełnomocnik leszczyńskiej firmy zakwestionował w całości ustalenia dr inż. Kiełbasiewicza, włącznie z jego prawem do przeprowadzenia kontroli. Pełnomocnik wykazał, dr inż. Kiełbasiewicz nie miał pełnomocnictwa starosty do reprezentowania starostwa i przeprowadzenia w jego imieniu kontroli w Sicinach. Ponadto zakwestionowane zostało zaliczenie dr inż. Kiełbasiewicza do pracowników organów administracji geologicznej. Zresztą, pełnomocnik firmy „Malepszy Efekt Group” kwestionuje również uprawnienia OUG we Wrocławiu.

Leszczyńska firma idzie również w „zaparte” jeżeli chodzi o działkę 824, której nie była właścicielem, a gdzie również nielegalnie wydobywano żwir. Firma wypiera się, iż wydobywała stamtąd żwir i żąda na to dowodów.

W "Decyzji SKO czytamy:

"Organ ustalający powierzchnię, na której prowadzono wydobycie bez koncesji (czyli starostwo) nie odniósł się do pomiarów dokonanych przez inspektora Dagmarę Czubiel oraz nadinspektora Jerzego Puchajdę z Okręgowego Urzędu Górniczego we Wrocławiu, których wynik był znany organowi (starostwu) z urzędu. Tak duża rozbieżność w ustaleniu powierzchni powinna być przez organ omówiona w uzasadnieniu, tym bardziej, że Jerzy Puchajda z OUG we Wrocławiu jest mierniczym górniczym, posiadającym specjalistyczną wiedzę w zakresie miernictwa."

Ten fragment „Decyzji” odnosi się do ustaleń, które podczas kontroli na żwirowisku w Sicinach poczynił Okręgowy Urząd Górniczy we Wrocławiu.

Starosta Wołowicz: „Problemem jest precyzyjne określenie miejsca wydobycia. Chodzi o jedną z trzech działek, która w trakcie badania całej tej sprawy nie do końca była jeszcze brana pod uwagę.

SKO w Legnicy uchylając decyzje starosty w sprawie naliczenia wysokości opłaty za nielegalnie wydobyty żwir wskazało, iż starostwo: (…) w decyzji naliczającej w/w spółce opłatę eksploatacyjną – prawidłowo wskazał działkę nr 400/8 i działkę nr 400/5, na których, mimo braku koncesji, prowadzone było przez w/w spółkę wydobycie kopaliny pospolitej. Natomiast odnośnie działki nr 824, która również została wskazana przez organ (starostwo), jako teren wydobycia kopalin bez wymaganej koncesji, Kolegium stwierdziło, że: "oprócz załącznika w postaci mapy sytuacyjno – wysokościowej (…) brak jest innych dokumentów potwierdzających zasadność ujęcia tej działki – jako obszaru przedmiotowego wydobycia."

Tak to jest, gdy na bieżąco nie monitoruje się sposobu realizacji wydanych koncesji. Tak to jest, gdy starosta jest mało mobilny i nie potrafi wykonywać oraz egzekwować praw nadanych mu ustawą. I tak, tuz pod naszym nosem, wydobywano żwir, a nie działo się to prze dzień, tydzień czy miesiąc. By wyrąbać ok. 200 tys. ton żwiru trzeba czasu. Kto kontrolował wykonywanie koncesji? Nikt nie kontrolował! Taka jest prawda.

Kolegium przyznało również rację pełnomocnikowi leszczyńskiej spółki w sprawie pomiarów dokonanych przez dr inż. Kiełbasiewicza. Czytamy w „Decyzji”, że starostwo: „(…) mimo przedłożenia przez pełnomocnika strony pisma z dnia 13 kwietnia 2012 r., zawierającego m.in. zarzuty odnoszące się do opinii dr inż. Włodzimierza Kiełbasiewicza, w ogóle nie odniosło się do tych zarzutów ani w toku postępowania ani w uzasadnieniu decyzji."

Komuś się w starostwie pisma nie chciało napisać? Lenia miał? Wałkonia połknął?

I dalej czytamy w „Decyzji” SKO: "Zdaniem kolegium uzasadnienie decyzji nie wyjaśnia czym zajmował się organ (starostwo) przyjmując do obliczeń opłaty eksploatacyjnej średnia wartość opisaną w dokumentach geologicznych złóż: Siciny, Siciny 2, Siciny 3." 

Ponadto starostwo: "nie wykazało w sposób nie budzący wątpliwości, iż zasadne jest naliczenie „Efekt Group Malepszy” opłat w wysokości 15.215.850 zł."

 Zabawne jest to, iż aby zmierzyć obszar bezkoncesyjnego wydobycia żwiru zatrudniony w starostwie geodeta powiatowy musiał pożyczyć dalmierz laserowy ze starostwa w Wołowie, bo my wówczas – i teraz! – takowego nie posiadaliśmy. Wesołe, nieprawdaż? Ten fragment dedykuję tym obrońcom starosty, którzy z takim oddaniem chcą liczyć wydobycie w taczkach. Są inne metody panowie potomkowie króla Ćwieczka! I tak to wygląda w szczególe.

Nie tylko, jak Państwo widzą chodzi w uchylonej decyzji SKO o powierzchnię nielegalnego wydobycia. Jest i inna strona tego medalu, o której starosta Państwu nie wspomina. Ale i starosta, i Państwo, zawsze mogą na mnie liczyć.