wtorek, 9 października 2018

Miód na moje serce


Lubię dostawać majle. Szczególnie o takiej wysublimowanej treści. Krew człowiekowi krąży żwawiej, jak takie pochlebstwa pod swoim adresem czyta. A ja takie komplementy pod swoim adresem uwielbiam! Pierwsze zdanie tej korespondencji czytałem aż trzykrotnie, doznając przy tym uczuć dostępnych tylko mojej - wg majla - chorej osobie (Bóg zapłać za słowa pociech i dobre rady).
Szanowny darczyńca tej wspaniałej korespondencji (Bóg zapłać) nakazuje mi porzucenie dziś już niedostępnych dla mnie używek. To znaczy one są dla mnie dostępne, i aj ich łaknę jak wielbłąd wody na pustyni, ale co z tego? Kontakt z nimi już po krótkim czasie jest zabójczy. Dawniej bywało, człowiek przez trzy i noce (bywało, że i więcej) poniewierał w sposób niezwykle przyjemny swój organizm i wciąż był w gotowości. A teraz? Wstyd wyznać! Mała wychylona – człowiek zawalony. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. 



Do rzeczy jednak. Szanowny korespondent wyraża swoje – jak sądzę szczere – zdanie na temat wyborów na stanowisko burmistrza. Dokonuje przy tym porównań kandydatów do nazw chorób epidemicznych. Ma prawo, bo Konstytucja gwarantuje wolność słowa. Widać jednak, że żadna z kandydatur, która leży na wyborczym stole, jej osobiście nie leży. Też ma do tego prawo.

Natomiast jeżeli chodzi o „uwiąd starczy”, który rzekomo dominuje w tej Radzie, to mija się autor majla z prawdą. Owszem, są tam przedstawiciele pokolenia starszego, ale czy np. taki doktor Wacław Grzebieluch cierpi na uwiąd starczy? Wszak, wciąż czyni dobro niosąc pomoc medyczną najwyższej jakości. Ja z osobistych kontaktów z doktorem – które sobie bardzo cenię – wiem, że czyta bardzo dużo, czego i autorowi majla życzę. I nie zauważyłem u szanownego dobroczyńcy tak wielu mieszkańców gminy i powiatu, by się „zawieszał” czy „odpływał” w rozmowie. Jest ponadto aktywnym radnym. Tak samo Jerzy Maćkowski czy Ryszard Borawski. Przypadek radnego
Bronisława Barny należy rozpatrywać w nieco innych kategoriach. I pomińmy go przy naszych rozważaniach, bo to nieistotny margines.

Nie należy więc generalizować, bo to do niczego nie prowadzi a może krzywdzić. W tej Radzie, której kadencja dobiega końca nie brakuje ludzi do czterdziestki: Maniek Dziewic, Tadziu Biernacki, Kasia Łapińska, Agnieszka Jędryczka, Katarzyna Jabłońska, Monika Siekanowicz, Jacek Szczerba, Małgorzata Makles. Osiem osób na 21. Siebie nie liczę, bo mój akt urodzenia jeszcze nie został sporządzony. Złośliwi powiadają, że spłonął w pożarze Rzymu, który spowodował Neron. W drugiej wersji sprawcą był podobno Arkadiusz Szuper.

Co do bardzo nieciekawej osoby pana T.T., to fakt, że jego osoba budzi zdziwienie a nawet niesmak u wielu górowian. Ale tak zadecydowała sitwa partyjna, która rzekomo nie istnieje. A KRUS, Agencja Modernizacji Rolnictwa? A tam „rebiata ad kuda?”


Udział w wyborach w Górze to samogwałt” – pisze autor. A co zmienia brak udziału? To chyba odmiana sadmasochizmu? Bo jak można odpuścić sobie najważniejsze wybory, które przynajmniej teoretycznie, mają wpływ na naszą realną rzeczywistość? Autor korespondencji utyskuje na jakość obecnych radnych (po części słusznie), ale tylko utyskuje. To najłatwiejsze. A czemu nie założyć własnego komitetu wyborczego i nie spróbować mieć realny wpływ na lokalne sprawy? I z takiej właśnie postawy rodzi się to, na co treść majla wskazuje: jest do dupy i nie da się nic zrobić. Do dupy to jest taka postawa! 


Nasza wspólnota samorządowa ma dość blade pojęcie o funkcjonowaniu samorządu. Większość nie wie, że każdy może przyjść na sesję, zadać pytanie. Są tacy, którzy wyobrażają sobie, iż w gabinecie burmistrza stoi sejf, z którego tenże burmistrz wyciąga kasę i ją rozdaje. Komu rozdaje: swoim oczywiście! Ja przynajmniej staram się ludziom wyjaśnić istotę samorządu, ale rzecz to ciężka, orka na ugorze. O tym, że gmina ma wybudować zakład pracy słyszałem nie raz. A czemu nie buduje? Bo burmistrz nie chce! Nie potrafi załatwić inwestora. I nikt przy tym nie patrzy na realia. A proszę się przyjrzeć statystykom w naszym urzędzie pracy. Zachęcałbym na spojrzenie pod kątem wykształcenia zawodowego. Tragedia! I to do kwadratu! A jak wygląda obecność górowian na sesjach Rady Miejskiej? Kolejny dramat! Może pod presją obecności rzesz górowian byłoby inaczej? Faktem jest, że mało górowian to interesuje. Wiem, że podpadam wyborcom, bo nie piszę, że są wspaniali i cudowni. Piszę, jak jest, bez lukru.


I na koniec. Nieobecność spowodowana frustracją, to zła droga. Trzeba próbować o coś walczyć, działać, usiłować coś zmienić. Po co? By nie mieć do siebie żalu, że byłem bierny a nie musiałem. Idzie o nieskomplikowaną rzecz: sumienie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz