środa, 10 kwietnia 2013

Żegnaj prawo i rozumie


„Przyjęcie uchwały w sprawie odpowiedzi na skargę wojewody dolnośląskiego” – tak brzmiał punkt 9 porządku obrad sesji Rady Powiatu z 27 marca 2013 r. W punkcie tym radnym przyszło debatować nad zakwestionowaną przez wojewodą likwidacją nocnych dyżurów aptek na terenie powiatu górowskiego. Wojewodzie absolutnie nie spodobał się fakt, iż platformerska koalicja chce nas pozbawić dostępu do aptek w porze nocnej. 

Wojewoda nie zrozumiał szlachetnych intencji rządzącej koalicji, iż zdrowie i życie ok. 36 tys. mieszkańców naszego powiatu jest mniej ważne od wyników finansowych 6 aptekarzy. Jak powszechnie wiemy, aptekarski interes jest bardzo trudny i niewdzięczny, właściciele aptek ledwo wiążą koniec z końcem i należy im ulżyć. Ulżyć wbrew prawu farmaceutycznemu, które wyraźnie nakazuje pełnienie takich dyżurów i nie lituje się nad ciężką dolą aptekarzy.

Po odczytaniu tego punktu obrad rozpoczęła się dyskusja. Przewodniczący Rady Powiatu Edward Szendryk odczytał treść dwóch pism pochodzących od aptekarzy. Z zawartości tych wzniosłych pism, które radnym koalicyjnym wyciskały łzy z oczu wynikało niezbicie, iż: „uchwalony harmonogram całkowicie zaspakaja potrzeby mieszkańców”. Aptekarzom szło o to, że uchwalony głosami platformerskiej koalicji – nie całej Rady! – harmonogram dyżurów aptek pozwalał im na pełnienie 1/8 dyżuru nocnego w wymiarze 8 godzin. To aptekarze ocenili, że ten jednogodzinny dyżur „całkowicie zaspakaja potrzeby mieszkańców”. Pozostawmy to bez komentarza, bo takowy wymagałby użycia słów uznanych powszechnie za obelżywe.

Z drugiego pisma aptekarza z Wąsosza dowiedzieliśmy się, że: „Potrzeba pełnienia dyżurów w dni wolne od pracy oraz w porach nocnych jest nieuzasadniona, dlatego że w tej miejscowości nie funkcjonuje szpital jak tez i pogotowie. Pacjenci, którzy potrzebują fachowej pomocy w nagłych przypadkach są obsługiwani przez personel Pogotowia Ratunkowego lub dowożeni do najbliższego szpitala, stąd często bywa i tak, że podczas dyżuru do apteki nie zgłasza się żaden pacjent. Z uwagi na fakt, że dyżury w Wąsoszu przypadają co 3 tygodnie pojawia się konieczność zatrudnienia dodatkowego pracownika – magistra farmacji, co stanowi dla właściciela apteki znaczne obciążenie finansowe. Chciałby zauważyć, że jeżeli chodzi o kwestię dostępu pacjentów do leków jest on zapewniony, ponieważ w Górze apteki są czynne do godziny 23, natomiast w Rawiczu znajduje się apteka całodobowa”.

Rozpoczęła się dyskusja. Głos zabrał przewodniczący Rady Powiatu – Edward Szendryk:

Moim zdaniem mieliśmy już tutaj dosyć dowodów, że te dyżury były tylko właściwie tylko z zasady dyżurami, bo tak regulamin nakazuje, tak zarządzenia każą. Natomiast rzeczywiście przedstawione tu fakty wskazują, że przez lata właściwie z nocnych dyżurów korzystało niewiele osób a asortyment, jaki był kupowany, to właściwie nie miał nic wspólnego z jakimś ratowaniem zdrowia, stanem pacjentów, którzy rzeczywiście byli zagrożeni utrata nawet życia. Absolutnie nie. Też potwierdzam, że wielokroć, jak byłem w aptekach wieczorami musiałem nawet współczuć tym pracownikom, bo właściwie, to cały czas jest czuwanie. Natomiast koszty, jakie każda apteka ponosi, to jest niewspółmierne do dochodów. Właściwie to też uważam, że ten czynnik ekonomiczny powinien tez przede wszystkim odgrywać rolę, skoro mamy możliwość zabezpieczenia na terenie miasta Góry pacjentów, którzy potrzebują takiej pomocy, poprzez właśnie pogotowie, albo szpital. Kryzys wszyscy przeżywamy, apteki też. Mówić można, że jest aż 6 aptek, ale to absolutnie nie jest na miejscu, nawet niech ich będzie 10, ale każdy ma tutaj prawo swój zakład rozwijać, ale nie możemy my, tak sucho patrząc na jakieś przepisy, które już odstają, powiedzmy od realiów, nakazywać bezsensowne pełnienie właśnie tych zadań, bo może być dyżur pod telefonem. Niekoniecznie musi to być czuwanie na miejscu. Może to być dyżur pod telefonem, jeżeli tak będziecie uważać, bo to zawsze jest jakieś wyjście. Nie można powiedzieć, że pan wojewoda, że pan wojewoda powołując się na przepisy żąda bezwzględnie takich czy innych jego zaleceń. Uważam, że my jesteśmy tutaj na terenie powiatu, my gospodarzami i powinniśmy dostosować się do realiów”.

Przewodniczący Rady Powiatu zakończył swój występ, w mojej ocenie jeden z najgłupszych i szkodliwych dla mieszkańców powiatu. Okazał się obrońcą 6 aptekarzy a nie interesów potencjalnych ofiar chorób. Pan przewodniczący raczył przyjąć takie oto założenie: do dupy z prawem, które nie służy interesom aptekarzy! Do dupy z prawem, które ma chronić 36 tys. mieszkańców naszego powiatu! Oczywiście jest to skrót myślowy, ale z łatwością Państwo odczytają te niezbyt zawoalowane intencje.

Radny Grzegorz Aleksander Trojanek:

Ja mogę z całą sympatią podchodzić do tego, co większość radnych mówi dotyczących istoty prowadzenia tego typu dyżurów. Ale w świetle takich faktów, które były niedawno, że lekarz nie dał recepty, bo pani w nocy i tak jej nie wykupi i znając podejście Naczelnego Sądu Administracyjnego, obojętnie jaka podejmiemy decyzję, to NSA zrobi to o czym mówił na poprzedniej sesji pan radny Jan Kalinowski, że my nie możemy zmieniać prawa, to NSA nakaże nam przywrócenie dyżurów nocnych na terenie całego powiatu. Tak to się skończy. Bez względu na to jaka podejmiemy decyzję.

Głos zabrał nieprzyjazny mieszkańcom powiatu przewodniczący Rady – Edward Szendryk:

Ja też uważam, że jeżeli będzie taka a nie inna decyzja sądu, to nie będziemy nawet dyskutować.”

I w tym miejscu uwaga z natury porządkowych. Panie Szendryk, pan swoją przychodnię otwieraj zgodnie z kontraktem, który pan masz z NFZ we Wrocławiu. Tam są określone godziny przyjęć. I nie chcę wiedzieć spóźnień, wykrętów, bo oficjalnie poinformuję NFZ we Wrocławiu, że pacjenci czekają na pana godzinami. Mam dość nieustających skarg na pana niepunktualność i brak entuzjazmu w wystawianiu skierowań do specjalistów. Pamiętaj pan o przysiędze Hipokratesa i wszystko będzie w "porzo", jak mówi nasza młodzież.

Radny Jan Kalinowski:

Ja w kwestii proceduralnej. Myśmy już tą uchwałę podjęli. Ta uchwała została przez wojewodę zaskarżona do NSA. Jaki jest logiczny sens podejmowania kolejnej, takiej samej uchwały. Ja tego nie rozumiem. Wyrażenie stanowiska, to byłoby wskazane. Wyrażamy swoje stanowisko i wszystko dobrze, ale uchwała, która powtarza kolejna uchwałę, która znowu pójdzie do wojewody? To ja tego nie łapię, co to proceduralnie ma oznaczać. Co ta uchwała ma zmienić? Uchwała powinna coś utrzymać, albo coś zmienić. A tutaj co mamy? Sąd się wypowie i będziemy wówczas wiedzieć, ale sama kwesta uchwały. Stanowisko – tak, ale uchwała? W jakim sensie?

Radny Zbigniew Józefiak:

Moim zdaniem prowadzimy taką dyskusję, jak zorganizować kolejną wyprawę, by odkryć Amerykę. To jest bez sensu w tej chwili! Dyskutowanie nad tym, co było przedmiotem poprzedniej sesji – to po pierwsze. Po drugie: nadzór prawny wojewody – a swoim podpisem wojewoda – wyraźnie wskazali na uchybienia w tej uchwale. W sprawie tego typu, czyli rozkładu pracy aptek w godzinach nocnych, wypowiada się NSA. Pozwolę sobie zacytować jedno zdanie: „Nie budzi wątpliwości, że zapewnienie dostępu do świadczeń farmaceutycznych w porze nocnej i w dni wolne od pracy stanowi realizację ważnego interesu publicznego, jakim jest ochrona zdrowia i życia obywateli. W praktyce kogą zdarzyć się sytuacje, w których od nabycia lekarstwa zależy zdrowie człowieka, także wówczas, gdy apteki nie funkcjonują według standardowego rozkładu godzin pracy. Z misji publicznej aptek wynikają określone obowiązki, wśród nich obowiązek pełnienia tzw. dyżurów. Tych zdań w uzasadnieniu do wyroku NSA jest multum. I tracimy tylko czas, bo ja też nie mam wątpliwości, że wyrok NSA jest z góry przewidziany.”

Radny Władysław Stanisławski:

Bardzo głupio się czuję, jako radny powiatu w tym momencie. Bowiem, to co jest argumentem w Górze, że istnieje szpital i dlatego apteki maja być nieczynne, bo można nabyć czy otrzymać leki w szpitalu, to w Wąsoszu akurat odwrotnie! Tam nie ma szpitala więc słyszymy, że apteka nie jest potrzebna. Myślę, że widać tu brak konsekwencji i z naszej strony – bo tam się uzasadnia, iż dlatego, iż nie ma szpitala, to apteka nie powinna pracować. To jest nonsens! Takich absurdów ja nie będą akceptował”.

Radny Marek Zagrobelny:

Myślę, że tutaj nie ma nad czym dyskutować. To jest podjęcie uchwały w poprzedniej formie, która podjęliśmy. Zgodnie ze skargą wojewody uchwała ma wady prawne i tu nie ma nad czym dyskutować. Można się zgadzać z aptekarzami, można się nie zgadzać, ale podstawą prawną jest artykuł 94, ust. 1 i 2 ustawy prawo farmaceutyczne. I tutaj nie ma żadnej dyskusji moim zdaniem. Ja bym zagłosował przeciw tej uchwale, albo i za, ale tylko w tym momencie, kiedy parlament polski zmieni prawo farmaceutyczne a w szczególności art. 94. Tutaj nie ma nawet dyskusji, panie przewodniczący.”

Przyszło cierpienie. Głos zabrał starosta Piotr Wołowicz:

Znaczy tak, jak pewnie wielu radnych, którzy mówią, że nie ma dyskusji, wiem że warto zawsze dyskutować więc myślę też, że parę minut nie zbawi (w tym miejscu pomyślałem: ale zabić może!), żebyśmy temat do dna wyczerpali.”

A teraz nastąpił wyższy poziom ględzenia w wykonaniu platformerskiego starosty, co przytaczam w wielkiej męce. Mam nadzieję, że Państwo to docenią:

Nie ulega wątpliwości, że jest pewna procedura związana z uchwaleniem, z przyjęciem uchwały, później jej dalszym biegiem (pomyślałem: ta uchwała to bieg krótkodystansowy połączony z zadyszką) prawnym. Nie ulega wątpliwości, ze ta uchwała powstała, kształt tej uchwały powstał na wyraźna prośbę właścicieli aptek, aptek uzasadniających, taką właśnie a nie inną godzinę czy też porę funkcjonowania dyżurów (jak on zdał maturę z polskiego?! – zadałem sobie pytanie) nocnych. Oczywiście, od samego początku, znając prawo, były takie wątpliwości, czy ta uchwała będzie rzeczywiście miała skutek prawny (Ma skutek prawny – pomyślałem – wojewoda potargał nas do sądu), czy ta uchwała zostanie przyjęta, czy też nie zostanie przyjęta (cholera, w którym tzw. „protokole” z posiedzeń Zarządu są wyrażone te wątpliwości” – zadałem sobie pytanie) i o tym tutaj żeśmy mówili, i o tym mówił pan radny pan Kalinowski (i nie słuchaliście ze zrozumieniem pana radnego! – dodałem pod nosem). Ja o tym też mówiłem (z tym słowem „mówiłem” to lekka przesada zarżała dusza moja). Jej ostateczny kształt zależy od decyzji organów wyższych, które o tym władne będą decydowały (jakież to odkrywcze świeże i powabne intelektualnie – zadygotała śmiechem moja kanaliowata dusza). Ponieważ myśmy ja przyjęli (Oj! Koalicja przyjęła a nie wszyscy! – wzdrygała się reszta sumienia mojego w obronie prawdy) i zaproponowali do przyjęcia w takim kształcie, ale mamy świadomość, że decyzja ostateczna może wyglądać inaczej. I natomiast dzisiaj, w dzisiejszej sytuacji w jakiej jesteśmy (nieudaczna koalicja i pan jesteście winni, a nie wszyscy radni pospołu!), wojewoda zaskarżył tą uchwałę (to wszyscy wiedząś od miesiąca panie politologu – zawyło mi w lewym uchu) i po prostu za pośrednictwem Rady ona musi być przekazana do sądu administracyjnego. Natomiast co do pewnej (uwaga!) oczywistości, to tak, jak na poprzedniej sesji mówiłem, tak samo i dzisiaj powtarzam, wtedy kiedy będzie ostateczne prawomocne rozstrzygnięcie, wtedy będziemy mogli mówić, że coś jest oczywiste (biedaczek! – z niego już nic nie będzie! – zaszumiało mi w prawym uchu). Bo gdyby to było takie oczywiste dla pana wojewody, że ta uchwała jest niezgodna z prawem, to by ja po prostu wyrzucił (wraz z naszym starostą przez okno – zaszumiało mi pod krótko ściętą czupryną). A pan wojewoda tej uchwały nie wyrzucił (duży żal mam do wojewody o to!), on ją opublikował w dzienniku urzędowym i dopiero – nie wiem, czy po jakimś czasie, czy po szczegółowych rozważaniach, czy po prostu nadzór prawny wojewody sam nie widział, co ma z tym zrobić, tą uchwałę zaskarżył do sądu administracyjnego.

C.d.n.